Coś mojegoNieszczęścia przytrafiają się każdemu, nie każdy jednak potrafi sobie z nimi poradzić. Istnieją osoby idące przez życie radośnie, z zawsze podniesioną głową i takie, które postanowiły się poddać. Czy jedne mogą mieć wpływ na drugie i odmienić nawzajem swój los?

Maggie na skutek wirusowego zapalenia opon mózgowych straciła wzrok. Od ponad sześciu miesięcy jej życie to właściwie bierna egzystencja i godzenie się z losem. Jedynym co trzyma ją przy zdrowych zmysłach jest muzyka zespołu Loose Cannons. Los dziewczyny jednak odmienia się, gdy upada uderzając się w głowę. Maggie otwiera oczy i widzi chłopca oraz nieco przestrzeni tuż za nim. Od tej pory dziewięcioletni Ben staje się jej najlepszym przyjacielem, a Maggie zaczyna zastanawiać się czy nie zwariowała, ponieważ tylko w jego obecności częściowo odzyskuje wzrok. Dodatkowo bratem Bena okazuje się być wokalista Loose Cannons, który jednak podejrzewa, że Maggie jest zwariowaną fanką, która jedynie udaje niewidomą, żeby wykorzystać jego młodszego brata i zbliżyć się w ten sposób do gwiazdy z ukochanego zespołu.

Książka zawiera elementy fantastyki, a mimo to jest realistyczna i przejmująca. Czyta się ją zaskakująco szybko. Chwilowe przebłyski widzenia Maggie były rewelacyjnym pomysłem. Cała powieść, chociaż z pewnością nie można jej nazwać cukierkową, niesie ze sobą bardzo optymistyczne, pełne ciepła przesłanie. Myślę, że niejednego czytelnika będzie potrafiła podnieść na duchu. I kto wie… może i on dzięki niej odkryje swojego „cosia”.

Postacie w powieści są niezwykle wyraziste i charakterystyczne. Sama Maggie jest raczej zwyczajna. To po prostu nastolatka, która nie może pogodzić się z tym, że straciła wzrok. Ben jednak podbije nawet najtwardsze serca. Wiele mówiącymi bohaterami są również mama Maggie, jej dziadek, przyjaciółka, czy mama Bena. Każda z tych postaci coś sobą reprezentuje i pozwala pod zupełnie innym kątem spojrzeć na niektóre sytuacje.

„Coś mojego” to powieść, która wywołuje emocje. Historia, chociaż niewątpliwie smutna, w ogólnym rozrachunku jest bardzo pozytywna. Jej słowa próbują niemalże wykrzyczeć, że naprawdę warto żyć. Nie spodziewałam się, że lektura sprawi mi tyle radości i tchnie we mnie taką dawkę optymizmu. Jeżeli tylko będę miała możliwość przeczytania kolejnej powieści spod pióra Marci Lyn Curtis z pewnością to zrobię natomiast „Coś mojego” serdecznie wszystkim polecam.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Amber

logo_amber

Reklamy

Written by Vicky

"We don't need a reason to help people"

1 comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s