Wyjazdy, Targi Książki w Krakowie, smutne chwile, szczęśliwe wspomnienia i życiowe dylematy – krótki zapis wspomnień z trzech dni na drugim końcu Polski.

23 października

Dojazd do Gdańska, snucie się po Starym Mieście i (nie)cierpliwie czekanie na przyjazd Polskiego Busa. (Nie)miła obsługa i długie stanie na mrozie wraz z tłumem innych ludzi, a potem podróż w ciasnocie (fotele poustawiane tak gęsto, że nieco wyższym osobom nie mieszczą się między nimi nogi). Gdy dodać do tego bardzo głośną, hiszpańską wycieczkę i dziewczynę, która bezustannie wpychała na mnie swoją poduszkę stwierdzam, że nigdy więcej nie wsiądę do czerwonego autobusu. Rezerwacja na powrót anulowana, bilet na pociąg zakupiony.

24 października

Doszczętnie zmęczona, ale nareszcie w Krakowie. Po drodze pierwszy raz w życiu – choć jedynie z okna autobusu – zwiedziłam Katowice i jestem nimi pozytywnie zaskoczona. Zjedliśmy smaczną pizzę, znaleźliśmy nasz (paskudnie daleko położony) hotel, z chęci odpoczynku jednak nici, bo już po chwili rozpoczęły się telefony – czemu mnie nie ma jeszcze na Targach? Pojechaliśmy na Targi, załatwiliśmy formalności, obejrzeliśmy stoisko DuzegoKa i dopiero wtedy można było paść z wyczerpania.

25 października

Od 7:00 rano smsy i wiadomości na FB, kogo to jednak nie będzie i kto nie będzie mógł pomóc. O 9:00 pierwsze pytanie w recepcji o przesyłkę na Ebukę (przecież była opłacona jako ekspres – dostarczyć w sobotę do 9:00, a Poczta Polska nigdy się nie spóźnia!). O godzinie 10:00 przesyłki dalej nie ma, natomiast przyjechali pisarze – pania Kasia Georgiou i pan Paweł Pollak, na 11:30 spotkanie z panią Ewą Bauer, a droga na Targi to przynajmniej godzina. Trzeba jechać. Tym razem autobus – tramwaj – expobus (uff jakoś trzeba sobie radzić, żadnego biegania na piechotę, bo czeka mnie ciężki dzień), z przesyłką jakoś to będzie, no trudno… Telefon od Janka (Tramwaj nr 4), że będzie mógł nam pomóc, jeżeli przesyłka jednak dotrze przed zlotem (uratowani!). 11:00 jesteśmy na stoisku (perfekcyjnie zajęliśmy dwa ostatnie miejsca w Expobusie), spotykamy panią Ewę i panią Renatę Kosin. Brakuje nam wszystkiego, bo przez czekanie na przesyłkę wypadły nam godzinne zakupy – Broken więc idzie po wodę, soki, nożyczki do wycięcia losów, taśmę klejącą, żeby powiesić plakaty Rebela, ja idę odebrać pisarzy ze Sztukatera. Godzina 12:00 panika – przesyłka jednak dotarła, trzeba ją jakoś odebrać. Po zdzwonieniu się z Jankiem i spotkaniu ze Sławkiem (granice.pl) plan działania ustalony. Janek i Broken jadą po przesyłkę, my załatwiamy to co musimy przed zlotem. Odbieram pisarzy, idę im pokazać stoisko. Telefon od Janka, z informacją o wypadku w rodzinie. Trzeźwo myśląc na przesyłkę zamówił nam taksówkę. 12:00 wywiad z bardzo miłą panią Agnieszką Lingas – Łoniewską, naprawdę wyszedł sympatyczny – niedługo będzie do przeczytania na DuzeKa i tutaj. 12:30 nie odebrałam jeszcze nagród na loterię także żegnam się ze wszystkimi, przepraszam i biegnę szukać stoiska NK, Ezop na szczęście stoisko ma tuż obok naszego, a gry Rebela przywiozłam ze sobą. Broken idzie załatwić sprawy w recepcji i Targowe upominki dla blogerów. 13:06 nareszcie dotarła przesyłka! Wszyscy już są na spotkaniu – my jesteśmy właściwie ostatni. Nie ma Janka, ja nie jestem osobą publiczną i tchórzę podczas rozmowy z panią w sklepie. Sławek przejmuje pałeczkę, wita wszystkich, odczytuje wyniki Ebuki, które są na moim tablecie. Ja mam odczytać wyniki konkursu literackiego, które (cholera) są na mailu, a ja nie mogę dostać się do Internetu i kiedy odzyskuję tablet nie mogę ich załadować. Decyduję się na czytanie z napisanych zawiłą czcionką dyplomów, bo już się na mnie niektóre osoby irytują. Kolejny punkt programu – umówionych pisarzy nie ma. Dzwonię. Nikt nie odbiera. Dzwonię. Nikt nie odbiera. (Cholera!) Sławek wymyśla na poczekaniu przedstawianie się blogerów. To nie najlepszy pomysł. Niektórzy traktują to jako autoreklamę. Inni szepczą niezadowoleni (na sali mieści się 140 osób, a prawie cała jest zapełniona). Przedstawianie się przerywa Gosiarella z koleżankami – wbrew powszechnej opinii, która pojawiła się na różnych blogach, dziewczyny pytają nas najpierw uprzejmie czy mogą się wtrącić – pozwalamy. Dziewczyny mówią kilka słów, zaczyna się jakakolwiek dyskusja. Dzwonię do pani Ewy Bauer, która przychodzi zabierając ze sobą pana Krzysztofa Spadło. Mamy dwójkę ciekawych pisarzy („Skazaniec” jest naprawdę świetny!), problem w tym, że nie ma już czasu na rozmowę. Zadajemy im dwa pytania, mówią kilka zdań. Nawiązuje się kolejna dyskusja – tym razem znacznie bardziej ożywiona (kto nie był, niech poczyta na blogach, niektórzy wydarzenie opisują bardzo szczegółowo). Prawie nie ma czasu na loterię, a bardzo sympatyczna pani z wydawnictwa Literackiego przyniosła nam jeszcze kilka książek. Nagrody dzielimy na kupki i rozdajemy po dwie – trudno, dostanie je mniej osób. O 14:00 wyganiają nas z sali. Gosiarella przekazuje informację o zlocie blogerów w Kolanku.

Chwila przerwy. Wreszcie można się napić!

14:55 pani Marta Kisiel już jest na stoisku. Ugościła ją pani Ewa z panią Renatą, nam głupio, że jesteśmy później niż ona i nie mieliśmy okazji jej przywitać. Jeżeli nie czytaliście „Nomen Omen” to bardzo polecam – nie można przestać się śmiać. 15:00 pani Marta podpisuje zakładki i książki. Ja również z radością poprosiłam o autograf.16:00 przekazujemy stoisko pani Kasi i panu Pawłowi, idziemy załatwić wywiad z panią Niną Reichter i odebrać patronackie książki. W międzyczasie dzwoni Marta (Soulmate), z którą umawiamy się koło stoiska Novae Res. Panią Ninę spotykam osobiście, umawiamy się na niedzielę. Książek nie ma, ponieważ nie wiadomo czy starczy – dostałam jeden egzemplarz, reszta przyjdzie pocztą. Trudno, dobre i to, konkursu z „Ostatnią spowiedzią” nie będzie. Marta szuka koleżanek min. Gosiarelli i Ani (którą dopiero co miałam okazję poznać, ale wydaje się być bardzo żywiołową, przyjazną i fajną osobą), a potem zabiera nas na zlot blogerów do Kolanka. Jeszcze więcej chodzenia i stania (kiedy odpadną mi nogi?). Na zlocie wreszcie można usiąść. Piję smaczną kawę z miodem – Broken jest kochany i nie muszę obsługiwać się sama (hura!). Wszyscy robią dużo zdjęć, można wygrać ciekawe książki, ja wygrałam kryminał z czarnej serii – będzie co czytać w drodze powrotnej, Broken wygrał „Swobodną”, ale oddał podskakującej na widok książki Ani (dosłownie podskakującej). Jak można było nie oddać?

Wieczorem

Ukradliśmy Martę i poszliśmy na Stare Miasto. Kolacja w Subwayu i długa droga powrotna. Marta uznała, że nie interesują jej obyczajówki i przekazała wygraną książkę w dobre ręce („Bliżej siebie”). Dziękuję! Spać.

26 października

Pobudka o godzinie 9:00, pakowanie się, wymeldowanie z hotelu, autobus, tramwaj Expobus. 11:00 stoisko DuzeKa i rozmowa z pisarzami ze Sztukatera. Wiele rzeczy organizacyjnie nie podoba im się tak samo jak nam. Na przyszłość będziemy mądrzejsi. Pan Stefan Darda zostawił wizytówkę. Dzwonię umówić się na wywiad. Rozmowy z panią Niną Reichter nie będzie – ma długa kolejkę fanów i nie chcemy przeszkadzać, mam nadzieję, że umówimy się przez Internet. Jestem zmęczona Targami, mimo że nie miałam na nich nawet chwili dla siebie. Żegnamy się z panią Kasią i panem Pawłem, wymieniamy się kontaktami – może jakoś będziemy mogli ich wesprzeć. Pijemy Kawę, spotykamy się i żegnamy z Martą i Anią. Kupuję „Hopelsess” z Otwartego (promocja – 25 złotych), bo swojego recenzenckiego egzemplarza chyba już się nie doczekam. Rozdają gruszki, fajna inicjatywa. Czekamy kwadrans na Expobus. Jedziemy do centrum. Jest 14:00 mamy czas do 17:20. Zostawiamy bagaże w przechowalni, idziemy pochodzić (nogi ani trochę nie odpoczęły, do tego chyba mam niewygodne buty). Pożegnanie z Afryką! Niestety nie można się napić pomarańczowej kawy, ale miła pani odsyła nas na ulicę św. Tomasza, gdzie mają pełnoetatową kawiarnię. Jest pomarańczowa kawa! I biała herbata i wiele cudowności, których nie mogę mieć (gotówka skończyła się przy okazji zakupu setki biletów komunikacji miejskiej). Rezultat – 50 gram kawy pomarańczowej, 25 gram białej herbaty w dwóch gatunkach, spodeczek na woreczki herbaciane (z kotkiem) jako pamiątka dla Potworka. Odwiedzamy Galerię Bukowski. Na szczęście nie ma żadnej nowej serii, ale i tak mi przykro, że wyjdę z niej bez misia. Galeria Krakowska, precle, tani obiad, pociąg, tłok w przedziale (ale i tak lepiej niż w czerwonym autobusie), Tczew, półtorej godziny czekania, 6:30 dom, długa kąpiel, łóżko.

Tak oto wyglądała moja przygoda z Krakowem.

Na zakończenie chciałam podziękować wielu cudownym osobom, które miałam okazję poznać podczas Targów, za wsparcie jakiego nam udzieliły. Znajdzie się wśród nich z pewnością pani Ewa Bauer, Janek (z Tramwaj nr 4), Sławek (z Granice.pl). Mam też szczerą nadzieję, że następnym razem będę mogła służyć Grzegorzowi (DuzeKa) jako pomoc i nie będę musiała już działać samodzielnie. Targi w tym roku oglądałam z nieco innej perspektywy.

Reklamy

Written by Vicky

"We don't need a reason to help people"

14 komentarzy

  1. Dzięki za zorganizowanie eBuki i za chwilkę rozmowy na targach :) Te rozmowy z blogerami najbardziej cieszą.
    Mam nadzieję, że widzimy się w Katowicach, a jeśli nie to za rok w Krakowie (a może i z Warszawą po drodze się uda?).

  2. Jednym zdaniem: działo się :)
    Dziękuję za ten weekend, było cudownie znowu się spotkać :) Mam nadzieję, że na następne spotkanie nie trzeba będzie aż tak długo czekać :D

    1. Tęsknię za tymi Targami dwa lata wcześniej, kiedy nic nie trzeba było robić. Chociaż na turnieju łuczniczym zmarzłam i zmokłam za wszystkie czasy. Mam nadzieję, że następne spotkanie będzie luźniejsze bo chętnie bym Wam potowarzyszyła nawet w staniu w kolejkach do pisarzy.

  3. Ach, okropnie niefajnie, że nie mogłam odebrać eBuki i nie miałam szansy poznać wszystkich cudownych ludzi z blogowego światka, którzy przyjechali na Targi… A eBuka wygląda pięknie <3 Czy wiadomo do kogo zgłosić się po odbiór? Czy wyczekiwać kontaktu? :)
    Pozdrowienia!
    Olga
    WielkiBuk.com

  4. O, troszkę zdziwił mnie fakt, że tak niekorzystnie wspominasz przygodę z Polskim Busem – ja muszę przyznać, że jestem z niego całkiem zadowolona, gdy zdarza mi się podróżować – może to dlatego, że do tej pory nie trafiłam na uciążliwych pasażerów, a na brak miejsca raczej nie narzekam, bo nie należę do olbrzymek. :) Ale tak już przechodząc do tematu, to żałuję, że nie mogłam się wybrać. Może w przyszłym roku się uda. :)

      1. No faktycznie, 10 godzin to sporo, gdy nie ma jak sobie rozprostować nóg i rozruszać się lekko – na pociągi można narzekać, ale na długie trasy są zdecydowanie wygodniejsze, bo oferują taką możliwość. :)

  5. Kurcze, że też nie mogłam podjechać na targi.. Widzę, że było ciekawie ale dla ciebie też bardzo męcząco.. Współczuje.. Wypoczywaj teraz, a Kraków wspominaj dobrze :) Co do biletów komunikacji miejskiej trzeba było kupić 24h i miałabyś z głowy kupowanie za każdym razem :)

    1. Chciałam, ale nie było czegoś takiego – przynajmniej nie w automatach. Następnym razem po prostu będę wiedziała, że należy dopłacić nieco więcej do hotelu w centrum bo dojazdy wyjdą i tak tyle samo, a tylko bardziej zmęczą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s