mostmarzenEfemera to roztrzaskany na kawałki, magiczny świat. Jego krainy nazywane są krajobrazami, a jedynym przejściem pomiędzy nimi są mosty. Niektóre bywają stałe i pewne, inne jednak rezonują wraz z sercem człowieka i zamiast do miejsca, w które dana osoba chce dotrzeć, przenoszą ją tam gdzie naprawdę przynależy. Krajobrazów natomiast są setki – od zwykłych wiosek i miast, poprzez bagna, lasy i łąki, aż do mrocznym, zamieszkiwanych przez demony krain.

Inkub Sebastian odnalazł już swoją drugą połowę. To samo szczęście spotkało również jego kuzynkę Beladonnę, potężną twórczynię krajobrazów. Czy jej bratu, mostowemu Lee, również będzie dane się zakochać? Gdy Gloriannie Beladonnie zaczynają zagrażać czarownicy, Lee jak zwykle próbuje przyjść jej z pomocą. To jednak niesie ze sobą poważne konsekwencje. Pozbawiony wzroku trafia do azylu dla umysłowo chorych, w Mieście Wizji. Tam poznaje Zhahar oraz Danyala, którzy również skrywają swoje mroczne sekrety.

Anne Bishop to autorka, która udowadnia, że można napisać całą serię książek właściwie o tym samym, a i tak każda będzie unikalna, ciekawa, wciągająca i niezwykła. Wątkiem przewodnim sagi o Efemerze jest Zjadacz Świata, który chce zniszczyć wszystko co dobre. Został on przebudzony i uwolniony z więzienia po latach uśpienia (niemalże bliźniaczy brat samego Cthulhu). Glorianna Beladonna, wraz z rodziną i przyjaciółmi zrobi wszystko, by ocalić Efemerę. Każdy tom ma jednak również swój własny wątek, który zamyka się w swojej konkretnej części – oczywiście jak na Anne Bishop przystało, jest to znalezienie każdemu z bohaterów pary. Tak jak było w przypadku cyklu „Czarne Kamienie”, tak i tutaj powieść jest nie tylko fantastyką, ale również i romansem.

Jako ciekawostkę powiem, że słowo „efemera” oznacza krótko żyjący organizm żywy, który przystosował się do niesprzyjających warunków klimatycznych. Jest to również nazwa krótko żyjącego owada. Autorka czasami sięga do naprawdę zabawnych źródeł, by rozwinąć wykreowany przez siebie świat lub, tak jak w tym wypadku, znaleźć czemuś odpowiednią i przyciągającą uwagę nazwę.

Bohaterowie Anne Bishop jak zwykle są cudowni. Pełnowymiarowi, mieniący się setkami barw. Mają swoje uczucia, tajemnice – oczywiście najczęściej mroczne – i są pełni uroku, zwłaszcza pary, które się nie rozumieją lub wątpią w to, że bratnia dusza odwzajemnia ich uczucia. Ważna jest również rodzina, na której zawsze można polegać. Mimo szalejącego w świecie zła, książki tej autorki są zawsze pełne niezwykłego ciepła i czytając łatwo można się wzruszyć czy poczuć ten niezwykły, przyjemny dreszcz.

„Most marzeń” ma w sobie kilka odmiennych pomysłów, ale właściwie niczym nowym nie jest. Schemat powieści jest dokładnie ten sam, co w pozostałych książkach pisarki. Mimo to jest historią urokliwą, wciągającą i taką, od której nie sposób się oderwać. Choć często, przynajmniej z grubsza, wiemy co się dalej stanie, Anne Bishop tworzy w taki sposób, że z pewnością nie straci swoich fanów. Jej literatura należy do grona tej porywającej, bohaterom oddaje się serce, a do lektury powieści często się wraca – po prostu ot tak, gdy tylko ulotni się z głowy.

Nie pozostaje mi nic innego jak przeczytanie „Mostu marzeń” (i jeżeli ktoś nie zna, to oczywiście całej serii „Efemery”) gorąco polecić. Już po lekturze pierwszych części sagi „Czarnych Kamieni” Anne Bishop znalazła się w gronie moich ulubionych pisarzy, a teraz, z każdym kolejnym tomem „Efemery” w tym zdaniu mnie jedynie utwierdza. To porywająca, niezwykła, romantyczna i zupełnie unikatowa fantastyka.

Tekst stanowi oficjalną recenzję dla portalu Secretum

secretum

Reklamy

Written by Vicky

"We don't need a reason to help people"

2 komentarze

  1. Wątek porwania Lee bardzo mi się podobał. Natomiast wątek Triad fajny, ale odniosłam wrażenie, że w pewnym momencie autorka nie bardzo wiedziała jak go rozwiązać.
    Teraz czekam na „Głos”, może to opowiadanie co nieco wyjaśni.

    1. U mnie to chyba po prostu już chodzi o nastawienie – tak jak w „Czarnych Kamieniach” niektóre książki były lepsze, niektóre gorsze, ale i tak wszystkie pochłaniały.

      Moim największym problemem w przypadku „Mostu Marzeń” był fakt, że czytałam ebooka i to jeszcze zrobionego dość kiepsko, tak, że nawet brakowało momentami stron. Nadmiar podróżowania i nie da się wozić ze sobą wszystkich książek. :(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s