wampir.pozna.pania„Wampir pozna panią” to już trzecia część pełnego humoru, romantycznego cyklu o „dziedzicach Atlantydy”. W tej książce nie ma typowych wampirów, określanych jako dzieci nocy. Bohaterami są ludzie, w których żyłach krążą nanoboty, dzięki dodatkowej krwi naprawiając ich tkanki, lecząc choroby i powodując to, że nie starzeją się ich komórki. To biologicznie, przez atlantydzkich naukowców, stworzeni nadludzie – „ten sam gatunek, ale inna rasa”, jak to określił w powieści główny bohater, Lucern.   

Wątkiem przewodnim całej serii są historie romantyczne – miłość pomiędzy zwykłymi śmiertelnikami, a wampirami. Tym razem zatwardziały kawaler, sześciusetletni, nieśmiertelny Lucern, okazuje się być wspaniałym pisarzem. Po tworzącym gry komputerowe Etienne, to kolejny, rodzinny talent. Jego wydawcy postanawiają za wszelką cenę namówić go do udziału w promocji uwielbianych przez czytelniczki książek. Zadanie to postawione zostało przed młodą, ambitną redaktorką. Z początku wraz z dziewczyną nie przypadli sobie do gustu, ale im bliżej Kate poznaje Lucerna, tym bardziej staje się w nim zakochana. On natomiast nigdy nie przypuszczał, że ktoś taki pojawi się w jego życiu…

Ciekawym motywem w powieści było pomieszanie fikcji z rzeczywistością. Główny bohater od lat współpracował z wydawnictwem, przesyłając do niego publikacje historyczne. Kiedyś jednak postanowił opisać losy swojej rodziny i to właśnie one trafiły na listy bestsellerów. Autorka wykorzystała w tym celu swoje poprzednie książki, w tej historii utrzymując, że napisane zostały właśnie przez Lucerna. To on był twórcą poprzednich tomów – opowiadającego o Lisannie i Gregorym „Ukąszenia” oraz przedstawiającego losy Rachel i Etienna „Miłość kąsa”.

Książka jest pełna humoru i ujmujących momentów. Pisarka potrafi zarówno rozbawić jak i zaciekawić swoją prozą. To lekka lektura, która doskonale nadaje się w charakterze pocieszyciela podczas tych gorszych, smutniejszych dni. Napisana została lekkim piórem i czytanie jej sprawia dużą przyjemność, trzeba jednak pamiętać, że to po prostu tak zwane „czytadło”. Powieść stworzona została po to by dostarczyć rozrywki i dokładnie taka właśnie jest. Ciężko się dopatrywać w niej jakichś wyższych mądrości czy wartości. Jest za to pełna ciepła, a całą rodzinę Argeneau bez trudu da się polubić – nawet nieokrzesanego, mrukliwego i gburowatego Lucerna.

Historia miała niestety również swoje minusy. Przede wszystkim pisarka zaczęła się powtarzać. Momentami dzieje się po prostu dokładnie to samo co w poprzednich tomach – zupełnie jakby wyczerpały się jej już wszystkie dobre pomysły. Do tego niektóre humorystyczne sytuacje zostały stworzone jakby na siłę i nie miały już takiego uroku jak w poprzednich częściach, gdzie na czytelników czekał przyjemny powiew świeżości. Fabuła jednak w dalszym ciągu pozostała ciekawa, miejscami nawet zaskakująca, a pomysł wampirów pochodzących z Atlantydy i tym razem jest, moim zdaniem, niezastąpiony.

Bohaterowie w całej „Sadze Rodu Argeneau” są do zakochania i w tym tomie bardzo zabrakło mi większej ilości rodzinnych spotkań oraz udziału niektórych (moich ulubionych) postaci. Lucern natomiast i Kate C. Leever te braki nadrabiały z dużą nawiązką. Obydwoje posiadają dość silne osobowości i przedstawieni zostali w pełen mocnych akcentów, zabawny sposób. Ich wymiany zdań i perypetie są pełne humoru, a bywają również urocze i zdecydowanie niezastąpione. Pozostaje mi jedynie życzyć by każda oddana czytelniczka romansów paranormalnych poznała kiedyś w życiu swojego własnego, czekającego właśnie na nią, wampira.

Wydanie książki również nie pozostawia wiele do życzenia. Okładka w sepii, utrzymana w tym samym stylu co w przypadku dwóch pozostałych tomów. Po jej wewnętrznej stronie umieszczone zostały kolorowe zdjęcia poprzednich części. Edycja tekstu jest bardzo staranna, a tłumaczenie bez zarzutów. Gdybym się miała do czegoś przyczepiać, byłby to brak tej kończącej tom, białej strony – całość kończy się ostatnimi słowami powieści. Brakuje mi również jakiegoś posłowia, jest to jednak z pewnością po prostu wina autorki, a na pewno nie naszego polskiego wydawnictwa.

„Saga Rodu Argeneau” to cykl, który z czystym sumieniem mogę polecić i jestem przekonana, że sięgnę po każdy kolejny tom – ponieważ to książki, które po prostu dobrze się czyta. Dostarczają rozrywki, poprawiają humor i wzbudzają chęć poznania losów również innych członków wampirzej rodziny. Szczerze zachęcam do przeczytania – i to nie tylko wielbicielki romansów paranormalnych, ale każdego kto chciałby przy dobrej, wciągającej i niewymagającej lekturze odpocząć od trudów zwyczajnego, szarego dnia.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję portalowi Nowaczytelnia

O autorce słów kilka

Lynsay Sands stworzyła ponad trzydzieści powieści i jest zdobywczynią wielu nagród literackich. Szczególnie doceniana za specyficzne poczucie humoru, którego nie brakuje w jej książkach. Pisze przede wszystkim romanse historyczne oraz paranormalne, ma słabość do wampirów. Kolejne tomy „Sagi Rodu Argeneau” wielokrotnie gościły na liście bestselletów „New York Timesa”.

Advertisements

Written by Vicky

"We don't need a reason to help people"

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s