Pierwszą książką Marcina Mortki, którą przeczytałam, był zbiór historyjek dla dzieci „Przygody Tappiego z Szczepczącego Lasu”. Była to pozycja wesoła, ciekawa i bardzo przyjemna, a po jej lekturze zdecydowanie chciałam sięgnąć po więcej i tak, w moje ręce, trafiło właśnie „Miasteczko Nonstead”.

Nathan jest pisarzem, a właściwie nie „pisarzem”, a „autorem”, ponieważ wydał tylko jedną książkę. Był to zbiór opowiadań grozy zatytułowany „Szepty”, który bardzo szybko osiągnął najwyższe pozycje na listach bestsellerów. Kiedy jednak jakiś nastolatek popełnia samobójstwo, którego powodem była twórczość Nathana, a jego własna dziewczyna nagle znika w niewytłumaczalnych okolicznościach, mężczyzna ma dość. Ucieka. Zamiast jednak trafić w spokojne miejsce, wynajmuje dom, w niewielkim miasteczku o nazwie Nonstead, w którym na co dzień dzieją się różne dziwne rzeczy, a horrory stają się rzeczywistością.

Oprócz historii mieszkańców małego miasteczka, równolegle poznajemy prywatne życie tajemniczego mężczyzny. Człowieka znudzonego własną egzystencją, który pewnego dnia zakłada forum internetowe i pisze na nim wymyślone historie o prawdziwych ludziach. Tyle, że te przerażające i makabryczne, fikcyjne opowieści, z czasem stają się prawdą…

Powieść jest dobrze napisana, jednak jak na horror to niespecjalnie straszna – a może inaczej, nie ma w niej rzeczy, które by mnie samą przerażały. Natomiast jako książka fantasy to pozycja wręcz idealna. Wśród wielu rzeczy, które już gdzieś tam były i tutaj po prostu zostały wykorzystane po raz kolejny, może tylko w nieco inny sposób, w „Miasteczku Nonstead” czytelnik znajdzie wiele świeżości i treści zaskakujących. Bohaterowie zostali wykreowani z dużą dbałością o szczegóły, a ich historie wciągają – wszystkie razem i każda z osobna.

Szczerze nie sądziłam, że jakiś polski pisarz zacznie tworzyć powieści w klimatach i na miarę Kinga. Cóż, Marcinowi Mortce się to jak najbardziej udało. Do ostatnich stron właściwie nie wiadomo co jest grane, a potem wszystko, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zyskuje swój sens. Zwroty akcji zaskakują czytelnika w niezwykły sposób. Historie natomiast przedstawione są jako zwykła codzienność – przynajmniej dla ludzi mieszkających w Nonstead, którzy, gdyby traktowali nadprzyrodzone wydarzenia inaczej, po prostu by powariowali.

Trzeba też dodać, że „Miasteczko Nonstead” wydane zostało rewelacyjnie. Tom jest niewielkich rozmiarów, ma twardą oprawę, jest ciekawie stworzony pod względem graficznym, a tajemniczy opis z tyłu jak najbardziej zachęca do przeczytania. Edycja tekstu również jest dobra, a rozdziały wygodnie podzielone. Bardzo często, nawet przy dobrej treści, wydanie książki zawodzi. W tym wypadku jestem jednak naprawdę zachwycona.

Książka Marcina Mortki to dla mnie swojego rodzaju wyjątek od reguły. Za horrorami jako takimi nie przepadam, ale powieści jak „Miasteczko Nonstead” z przyjemnością mogę czytać. Dużo akcji, intrygujące historie, dobre pomysły, ciekawie skonstruowani bohaterowie. Do tego odrobina piekła oraz zaskakujących niespodzianek i żaden czytelnik nie byłby w stanie się nudzić. Lekturę powieści jak najbardziej polecam.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję portalowi konflikty.

Reklamy

Written by Vicky

"We don't need a reason to help people"

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s