Romans historyczny to bardzo popularny wśród kobiet gatunek literacki. Takich książek powstają naprawdę setki, a mimo to, sprzedają się jak świeże bułeczki. W szarym, boleśnie zwyczajnym świecie, brakuje nam szczypty romantyzmu, odrobiny szaleństwa, spontaniczności i pasji. Tę pustkę wypełniają właśnie takie powieści. To dzięki nim możemy marzyć. Co jednak zrobić by stać się tak poczytną i sławną pisarką jak Lisa Kleypas czy Mary Balogh? Czy wystarczy po prostu napisać książkę?

Główna bohaterka powieści, Marta Rusell, została wdową. Ponieważ nie ma dzieci, nie może odziedziczyć po mężu majątku. Wszystko prawdopodobnie przypadnie bratu zmarłego, a ona sama nie wie jaki czeka ją los. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, w jej miejscowości pojawia się „świeża krew” – Theo Mirkwood. Marta przedstawia mu propozycję biznesową. Zapłaci mu sporą stawkę, jeżeli przez miesiąc będzie z nią sypiał. W ten sposób ma nadzieję urodzić syna, którego ogłosi spadkobiercą zmarłego męża, dzięki czemu będzie mogła zatrzymać majątek.

„Grzeszna namiętność” jest debiutancką powieścią autorki romansów historycznych, Cecilii Grant. Mimo że historia ma pewne niedociągnięcia, sam styl pisania autorki jest bardzo dobry, a jej postacie, stworzone zostały niezwykle szczegółowo. Ponieważ to pierwsza książka Cecilii Grant, myślę, że pewne rzeczy można jej wybaczyć, a z biegiem czasu ma szansę nabrać wprawy i jej powieści stawały się będą coraz lepsze.

Sam pomysł na historię uważam za intrygujący, a fabuła została okraszona, tak pożądaną w tego typu historiach, zmysłowością. Czegoś jednak w niej zdecydowanie zabrakło. Niestety nie do końca tego spodziewałam się po takiego typu książce. Mimo obecnej w powieściach romantycznych erotyki, sceny spotkań bohaterów czasami były lekko mówiąc nudnawe. Natomiast same „łóżkowe” przygody głównej bohaterki zakrawały na dość sztywne. Może pod koniec robiło się nieco bardziej namiętnie, ale sama postać Marty zachowywała się przez większość czasu tak, jakby udało jej się połknąć kij od szczotki. Mimo że podobno otwierała się coraz bardziej, to jednak do końca pozostała sobą. Brakowało tutaj jej wewnętrznej przemiany, a nawet jeżeli jakaś zaszła, to nie była specjalnie widoczna.

Ostatnio naprawdę lubię czytać historyczne romanse, ten jednak nie podbił mojego serca. Czytałam wiele lepszych, zdarzały się jednak również gorsze. Ot takie czytadło na chmurne, deszczowe dni. Książka jest dobrze napisana, ale akcja toczy się zbyt wolno. Pozostaje też problem bohaterki, którą naprawdę trudno polubić. Marta to osoba chłodna, a momentami wręcz lodowato zimna. To nieco kłóci się z pewnymi scenami, które zaprezentowała nam autorka. Wszystko zdecydowanie zmieniło się na korzyść pod koniec powieści, to chyba jednak nieco zbyt późno, by rozkoszować się taką historią… Poza tym, po tym co się wydarzyło, ciężko parze „zakochanych” wróżyć świetlaną przyszłość w społeczeństwie.

Nie podoba mi się również to, że fabuła to jakby zlepek wątków z różnych romansów historycznych, które ukazywały się na przełomie ostatnich lat. Trochę ich poczytałam i niestety mam niemiłe wrażenie, że to wszystko już gdzieś było. Natomiast jedna rzecz zdecydowanie udała się Cecilii Grant. Pozbierała te wszystkie fabularne okruszki do kupy, a potem umiejętnie nadała im głębi i realizmu. To w tej opowieści niewątpliwy plus.

Podsumowując, książka ma kilka poważnych niedociągnięć, sądzę jednak, że większość z tych problemów autorka będzie potrafiła rozwiązać wraz z nabieraniem pisarskiego doświadczenia. Dlatego ani trochę jej nie przekreślam. Powieść zawierała wiele ciekawych, historycznych szczegółów. Autorka realizmem i dobrze skonstruowanymi, przemawiającymi do wyobraźni opisami, nadrabiała inne braki. Jestem naprawdę ciekawa jej następnej książki, bo uważam, że ma szansę być znacznie lepsza od „Grzesznej namiętności”.

O Autorce słów kilka

Cecilia Grant to nowa gwiazda romansu historycznego. Ofiarowuje czytelniczkom, które są fankami powieści Mary Balogh i Lisy Kleypas porywającą i pełną namiętności powieść.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję portalowi Nowaczytelnia

Reklamy

Written by Vicky

"We don't need a reason to help people"

3 comments

  1. Kocham romanse historyczne, masz rację sądząc, że kobiety lubią ten gatunek, ze względu na możliwość oderwania się od rzeczywistości. Ja nie jestem wyjątkiem. O tej autorce nie słyszałam, więc dziękuję Ci za podpowiedź, jestem pewna, że mi się spodoba :)

  2. w ostatnim czasie coraz chętnej sięgam po romanse historyczne
    nie wiem, co się ze mną porobiło, bo głównie czytywałam horrory, kryminały, ogólnie mocniejszą literaturę
    a teraz mam zwrot o 180 stopni i szukam lektur typowo kobiecych :)

  3. Nie czytuję romansów historycznych, ale kiedyś trzeba zrobić wyjątek, prawda? W sumie: czemu nie? Jeśli wpadnie mi w ręce, to chętnie się z nią zapoznam:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s