Fantastyka to zdecydowanie mój ulubiony gatunek literacki. Fascynuje on zarówno wielu pisarzy jak i czytelników. Każdy jednak ma swój indywidualny gust, a za czym idzie ukochane książki i autorów. Dla mniej jedną z takich osób, której powieści w domu stoją na półce „z tymi najlepszymi” jest właśnie Anne Bishop. Za co tak uwielbiam jej twórczość? Choćby za to, że jej bohaterowie intrygują już od pierwszych stron. W jej postaciach, jak i zresztą całym stworzonym świecie, zdecydowanie nie ma niczego nudnego! Autorka stosuje nowatorskie rozwiązania, ma głowę pełną niebanalnych pomysłów, a tym, co pisze, potrafi zafascynować czytelnika do tego stopnia, że czytanej powieści nie sposób wypuścić z rąk. Wielką radość sprawiła mi możliwość sięgnięcia po pierwszy tom jej nowej sagi „Efemera”, zatytułowany „Sebastian”.

Świat został rozbity na części, a jego fragmenty unoszą się we wszechświecie, niczym pojedyncze puzzle. Osobne krainy łączą mosty, ale życie w nich podlega jednemu, podstawowemu prawu – życzeniom serca. To właśnie ono kieruje podróżami ludzi. I w ten sposób, wchodząc na jeden z mostów, wyjść można w setkach przeróżnych miejsc. Nigdy jednak w takim, z którym nie rezonuje serce podróżnika.

Ojcem Sebastiana jest czarodziej, tak zwany „czyniący sprawiedliwość”, natomiast matką sukkub – żywiący się erotycznymi doznaniami demon. Chłopiec, przez swoje pochodzenie, od najmłodszych lat był szykanowany i nigdzie nie pasował. Połowę dzieciństwa spędził u ciotki, która była jedną z kobiet tkających krajobrazy, a połowę tułając się po najbiedniejszych dzielnicach miasta, gdzie ojciec wynajmował dla niego opiekunki. To nie było szczęśliwe dzieciństwo i jedynie dom ciotki Nadii był w stanie nazwać swoim domem. Wszystko zmieniło się, gdy mając piętnaście lat, odkrył zupełnie nowy, karnawałowy krajobraz, nazwany „Gniazdem rozpusty”. Tu Sebastian przynależał całym sercem.

Życie Efemery biegłoby sobie spokojnie, a los nie ingerowałby w sprawy ludzi, gdyby pewnego dnia, ktoś przez przypadek nie wypuścił z zamknięcia Zjadacza Świata, mrocznej istoty, która żywi się tym, co w sercach i umysłach najgorsze. Sebastian, jego kuzynka Glorianna oraz jej brat Lee, zrobią wszystko, by uratować znany im do tej pory świat.

Oczywiście główny bohater nie jest sam. Anne Bishop ma talent i upodobanie do tworzenia całej gamy barwnych postaci. I tak poznajemy po kolei: najlepszego przyjaciela Sebastiana –  Kpiarza, który również jest pół-inkubem, Gloriannę – Belladonnę, jedną z najpotężniejszych w świecie krajobrazczyń, Lee, człowieka, który poświęcił własną przyszłość, by stać u boku siostry, Lynneę, zwykłą, wiejską dziewczynę, która wywiera niepokojący wpływ na wszelkiej maści demony i wielu innych dobrych oraz złych bohaterów. Jednym z ciekawszych stworzeń jest Iskierek – bardzo wredny, gadatliwy ptaszek, towarzyszący Nadii, ciotce Sebastiana. Przypadło mi do gustu również stworzenie przez autorkę „demonocykli” – ale tych istot opisywała nie będę, przeczytajcie o nich sami.

Zawsze podobała mi się ta rodzinna, ciepła atmosfera, którą Anne Bishop potrafi stworzyć w każdej fabule i warunkach. Również w „Sebastianie” jej nie zabrakło. Nawet w Gnieździe Rozpusty, miejscu pełnym tawern, szulerni i przybytków rozkoszy, znaleźć można prawdziwych przyjaciół. Uwielbiam również jej nieco wredny humor i sposób w jaki opisuje pojmowanie świata w wykonaniu mężczyzn. Zazwyczaj nie sposób się z jej spostrzeżeniami nie zgodzić. W powieści nie ma również tematów tabu, a okrucieństwo i erotyka są na porządku dziennym. To nie jest bajka dla grzecznych dzieci, choć zdarzają się w niej szczęśliwe zakończenia.

Szczerze przyznam, że gdy sięgałam po „Sebastiana” oprócz radości, odczuwałam również strach. Bałam się, że na książce się zawiodę, że będzie podobna do „Sagi Czarnych Kamieni”. Moje obawy jednak na szczęście nie były słuszne. Owszem, klimat powieści jest bardzo podobny, ale poza tym nic nie jest takie samo. Tym razem czułam się tak, jakbym zagłębiła się nieco w mitologię Lovecrafta, przemieszaną z co lepszymi wątkami, ze starych, zapomnianych już dzisiaj, cykli fantasy. Wizja Efemry to wybuchowa mieszanka, z którą nie można się nudzić.

Od powieści nie sposób się oderwać. Historię Sebastiana czyta się płynnie i szybko. Wątki przeplatają się w łagodny, spójny sposób, nie można się miedzy nimi pogubić, a cała treść jest logiczna i zrozumiała. Fabuła dopracowana została w najmniejszych szczegółach, a akcja toczy się zgrabnie i wartko. „Sebastian” to pozycja, którą po prostu trzeba poznać. Jest to powieść, do której jestem pewna, wielokrotnie będę wracała.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Initium.

Tekst stanowi oficjalną recenzję dla portalu Secretum.

Reklamy

Written by Vicky

"We don't need a reason to help people"

5 comments

  1. Kończę czytać „Czarne Kamienie” i jak na razie bardzo podoba mi się ta saga, aczkolwiek najbardziej do gustu przypadła mi sama trylogia. Do tego także niebawem sięgnę :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s