Kto by pomyślał, jak wielki wpływ może mieć jeden człowiek na cudze życie. Ile przeróżnych osób może być ze sobą połączonych jednym, ludzkim ogniwem? Co stanie się, gdy połączy ich dodatkowo kryminalna zagadka, która wpływ ma na każdego z nich? A co z tym wszystkim wspólnego ma wiśniowy jogurt?

Książka zaczyna się intrygująco, ponieważ od wybuchu bomy w samochodzie i śmierci profesora. Jego sześćdziesiąte urodziny zamieniają się w stypę. Po kolei poznajemy bohaterów – od Luizy Drogosz, sąsiadki profesora począwszy, aż po Jana Reisinga, którego intrygującej tajemnicy nie będę tutaj zdradzała. Wszystkie postacie są ciekawe i pełne niespodzianek, a na ich życiu i relacjach między poszczególnymi osobami, opiera się cała fabuła „Wiśniowego jogurtu”, jedynie od czasu do czasu przeplatana szybszą akcją i w nieco większej ilości miejsc, również wątkami romantycznymi. Rodzina dostaje smsy z pogróżkami, zaczynają się kolejne zamachy. Nikt jednak nie wie jaki zbrodnia ma motyw.

Powieść momentami pisana jest niczym sztuka teatralna. Z łatwością można wyobrazić sobie scenę i rozmawiające na niej osoby. Przynajmniej z początku łatwo się pogubić i bardzo trudno zapamiętać kto jest kim (na szczęście z przodu autorka umieściła bardzo przydatny spis postaci). Za to trzeba przyznać, że każdy bohater ma swoje dość wyraźne, mocno zaakcentowane, wyróżniające go cechy charakteru. Mnie osobiście najbardziej spodobała się Karina Wińska, niezaradna życiowo, pisząca baśnie rozwódka, której przez cały czas wydawało się, że była Kopciuszkiem, którego bajka jednak nie skończyła się szczęśliwie. No cóż, zarówno w życiu, jak i w książce wszystko może się zmienić.

Trochę brakuje mi w powieści rozdziałów. Jest ona podzielona na króciutkie akapity, co sprawdziłoby się doskonale, jednak raczej w przypadku opowiadania niż książki. Dodatkowo odniosłam wrażenie, że powieść byłaby znakomita, jako scenariusz polskiego serialu. Ponieważ nie jestem ich wielką fanką, nieco mnie to zawiodło. Natomiast, mimo małej wiarygodności niektórych scen i zachowań, czytało się bardzo przyjemnie. Dominika Biel z pewnością potrafi swoją twórczością zaintrygować czytelnika. Przyznam również szczerze, że do książki przyciągnęło mnie wydanie. Okładka jest moim zdaniem śliczna, a tytuł zastanawiający. Natomiast po opisie z tyłu spodziewałam się czegoś nieco innego. Niespodzianką na szczęście się nie rozczarowałam.

„Wiśniowy jogurt” jest książką bardzo krótką, ma raptem 260 stron, a szkoda. Całość utrzymana jest w dość wesołym tonie. Autorka niektóre rzeczy ujęła bardzo skrótowo, choć może właśnie dzięki temu w powieści nie było dłużyzn. Jest to pozycja lekka, która dostarcza czytelnikom rozrywki. Coś, po co warto sięgnąć, jeżeli lubicie dobre historie i szczęśliwe zakończenia. 

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Replika.

Reklamy

Written by Vicky

"We don't need a reason to help people"

2 comments

  1. Patrząc na okładkę spodziewałabym się akcji osadzonej w Japonii albo chociaż mającej z nią coś wspólnego. Bo wiśnia – Kraj Kwitnącej Wiśni, różowe drzewko w tle, przypominające sakurę. Wiesz, o co chodzi. Tylko Azjatki brakuje ;).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s