„Forteca” to już piąta z kolei część przygód Richarda Sharpe’a – dzielnego, brytyjskiego żołnierza. Tym razem bohater nie może odnaleźć się w roli oficera, którym został w szkockim batalionie. Żołnierze go nie lubią, gdyż jest anglikiem, inni dowódcy natomiast dlatego, że oficerem został z awansu. Sharpe czuje się wyobcowany i niechciany wśród towarzyszy broni. Wojska generała Wellesley’a staczają bitwę z armią Marathów, które wspomaga angielski renegat William Dodd. Sharpe ciągle nie traci z oczu wcześniej wytyczonego celu – by dopaść renegata, którego obwinia o śmierć swojego przyjaciela, pułkownika McCandles’a. Nie jest on jednak jedynym wrogiem, którego w swych przygodach spotka świeżo mianowany oficer.

I tym razem książka jest również bardziej przygodowa niż historyczna, a jednak zawiera sporo udokumentowanej prawdy. Richard Sharpe niejednokrotnie pakuje się w różnego rodzaju tarapaty, poznaje piękne kobiety, zdobywa coraz to nowych wrogów. Akcja pędzi na łeb na szyję, a z wymyśloną przez Bernarda Cornwella fabułą nie da się nudzić. Czytelnik ma szansę poznać hinduskie obozowisko, będzie miał okazję zwiedzić pałac maharadży, czy zostać obserwatorem toczonej na terenie świątyni walki. Każdego, kto sięgnie po książkę czeka masa przygód i niezapomnianych wrażeń.

Sposób kreowania świata brytyjskiego pisarza jest jak zwykle porywający, a i zmiana tłumacza wyszła serii zdecydowanie na dobre. Wydanie jest zachęcające – z Sean’em Bean’em na okładce, dużą czcionką i mapami Indii oraz szkicem Fortecy Gawilghur na początku. Całość liczy sobie 447 stron, podzielonych na jedenaście spójnych rozdziałów, do których dodana została nota historyczna. Od strony edytorskiej, wydaniu również nie można niczego zarzucić.

Bernard Cornwell jest znany przede wszystkim z pisania powieści historycznych i za każdym razem robi to naprawdę znakomicie. Podziwiam jego rozległą wiedzę i sposób w jaki potrafi układać fikcyjną fabułę, czerpiąc z prawdziwych, naukowych źródeł. Jego książki trudno określić inaczej niż jako „porywające” ponieważ już od pierwszych kartek wciągają czytelnika w swój świat. W „Fortecy” nie zabraknie niczego – żadnego składnika dobrej beletrystyki. Czytelnik spotka się z barwnymi opisami bitw, słownych pojedynków, dużą dawką humoru, brawury, romansem i okrucieństwem. Z pewnością zaspokoi swój głód na dobrą powieść akcji.

Książkę z czystym sumieniem mogę polecić każdemu – nie tylko miłośnikom historii. Intryga, nutka egzotycznej aury, barwna gama przeróżnych charakterów i przede wszystkim niezapomniana przygoda. Nie sądzę, żeby ktokolwiek czytając Kampanie Richarda Sharpe’a był w stanie się znudzić.

Za egzemplarz recenzencki książki serdecznie dziękuję portalowi Elizjon.

Reklamy

Written by Vicky

"We don't need a reason to help people"

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s