Syreny to istoty występujące w mitologii zarówno greckiej jak i rzymskiej. W Odysei zamieszkiwały ląd znajdujący się pomiędzy wyspą Kirke, Scyllą i Charybdą, wabiąc swym śpiewem żeglarzy. Wybrzeże pokrywały kości tych, którzy usłyszeli ich głos i dali mu się skusić. Odyseusz za wszelką cenę chciał poznać legendarną pieśń i przeżyć. Kazał przywiązać się do masztu, a załodze zalepić uszy woskiem. Jego podstęp się udał i gdy bezpiecznie minął wyspę, zrozpaczone syreny rzuciły się w morskie fale. Jest o nich również wiele innych podań i mitów, na których podstawie powstała intrygująca seria Trici Rayburn. Muszę jednak przyznać, że nigdzie do tej pory nie spotkałam się z takim ich opisem, jaki wymyśliła sobie autorka.

W poprzednim tomie noszącym tytuł „Syrena” Vanessa przechodzi przemianę i zostaje syreną, choć stworzenia te jedynie w niewielkim stopniu przypominają swoje mitologiczne pierwowzory. Dodatkowo dziewczyna dowiaduje się strasznej prawdy, którą ukrywał przed nią przez siedemnaście lat ojciec. Jej życie przewraca się do góry nogami, a świat staje na głowie. Nie może być już nawet pewna czy Simon, w którym jest zakochana, odwzajemnia jej uczucia. Być może to tylko urok jej nowej postaci tak na niego działa?

W drugiej części nastrój powieści odrobinę się zmienił. Tym razem thriller stał się znacznie bardziej zagmatwany i niejasny. Wokół Vanessy dzieje się wiele przedziwnych rzeczy. I tu giną ludzie, a jednak ich śmierć spychana jest na dalszy plan. To nie przypadkowe ofiary mają w fabule znaczenie. Przyznam, że książka „Głębia” znacznie bardziej trzyma w napięciu od „Syreny”, aczkolwiek również nie jest ani odrobinę straszna, za to szczerze ocenić mogę ją jako ciekawą i wzbudzającą apetyt na dokładkę. Akcja toczy się szybko choć nie pędzi na łeb na szyję, a ja odniosłam wrażenie, że to celowy zabieg – czas, który autorka przeznacza dla czytelnika na rozważenie całej sytuacji i zastanowienie się nad nową zagadką.

Tak jak w przypadku pierwszej części zachowanie bohaterów wyglądało naturalnie i niewymuszenie, tak tutaj Vanessa pobija wszelkie rekordy głupoty. Nikt do nikogo nie ma zaufania, wszyscy wzajemnie się okłamują, przyjaźń i miłość tracą na znaczeniu, nawet rodzinne więzy wyglądają teraz zupełnie inaczej. Wątek romantyczny wybija się niemalże na pierwszy plan, a w fabule pojawia się znacznie więcej scen zbliżeń (i przy okazji zdrad). Podziwiam autorkę za to, że potrafiła stworzyć tak zróżnicowaną akcję – toczącą się pod zupełnie innym kątem niż w pierwszej części książki. Odrobinę irytowała mnie jedynie fragmentaryczność powieści. Pisarka po prostu urywa wątki, by już więcej do nich nie wrócić. Z tego powodu czuje się pewien niedosyt i mimo, że do większości zdarzeń później wraca w przemyśleniach Vanessy, to jednak wyraźnie widać, że czegoś w historii brakuje.

Wydanie ponownie bardzo udane. Intrygująca grafika okładki, oprawa miękka, ale ze skrzydełkami, dzięki czemu można zabierać ją wszędzie ze sobą, nie ryzykując, że się pogniecie. Brak błędów edytorskich i rewelacyjne tłumaczenie, co bardzo cenię sobie w książkach. Narracja pierwszoosobowa, z punktu widzenia głównej bohaterki, i tym razem została perfekcyjnie wykorzystana. Styl autorki niezmiennie dobry, ale na ten temat nie będę się ponownie rozpisywała. Słowa po prostu czytają się same i to w twórczości Trici Rayburn naprawdę podziwiam.

Fabuła „Głębi” jest znacznie bardziej skomplikowana niż ta w „Syrenie”, powieść jednak moim zdaniem wcale nie jest dzięki temu lepsza. Nie przeczę jednak, że czytało się ją bardzo przyjemnie i z niecierpliwością czekam na kolejną część. Mimo, że historia nie jest ani odrobinę straszna i bliżej jej do paranormal romance niż do thrillera, to jednak jest pozycją godną uwagi i warto na jej przeczytanie poświęcić te kilka godzin – zwłaszcza, jeżeli czytelnikowi spodobała się pierwsza część.

O autorce słów kilka

Tricia Rayburn uwielbia wodę i z tego powodu zamieszkała w nadmorskiej miejscowości na wschodnim wybrzeżu Long Island. Swoją pierwszą książkę stworzyła już jako nastolatka. W późniejszym czasie stała się uznaną autorką powieści młodzieżowych. 

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję portalowi Nowaczytelnia.

Reklamy

Written by Vicky

"We don't need a reason to help people"

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s