Świat rzeczywisty i magiczny istnieją na równych prawach i przenikają się wzajemnie. Walutą niezależną, znacznie cenniejszą od pieniędzy, są życzenia. One także, niczym zwyczajna gotówka, mają swoje nominały. Jak daleko gotowi są posunąć się ludzie, żeby je zdobyć? Laini Taylor jest pisarką o niespotykanej wyobraźni, a jej pełen mitologicznych stworzeń świat stanowi literackie dzieło sztuki.

Akcja powieści rozpoczyna się w Pradze. Na początku poznajemy Karou. Na pozór jest zwyczajną, może trochę ekscentryczną dziewczyną. Próbuje się opędzić od byłego chłopaka, który nie chce dać jej spokoju. Autorka powoli wprowadza nas w jej życie. Poznajemy najlepszą przyjaciółkę bohaterki – Zuzę. Dowiadujemy się, że jest artystką i niesamowicie szkicuje – zarówno ludzi, jak i potwory. Potem okazuje się, że ten świat – który wszyscy mają za dzieło jej wyobraźni – istnieje naprawdę i jest jej drugim życiem. Wszystkie te informacje zbieramy stopniowo, co ułatwia idealne wczucie się w klimat. Przez cały czas coś się dzieje, potęgując ciekawość czytelników, ale akcja nabiera tempa dopiero w połowie książki, a potem na łeb na szyję pędzi już do samego końca i napisu epilog – który niestety pozostawia po sobie nieprzyjemny ślad pustki. Już nie mogę doczekać się kolejnej części.

Chęć zdobycia władzy i nienawiść niszczy nie tylko ludzi. Magia jest smutna, przerażająca i zawsze opłacona czyimś cierpieniem. Rządzące na wojnie prawa są surowe i nie ma żadnej litości dla zdrajców. Czy można zrobić coś – cokolwiek – by w tak nieczułym, pełnym bólu świecie, między dwiema nienawidzącymi się od wieków rasami zapanował pokój?

Skończyłam czytać, a w dalszym ciągu jestem w Pradze – w której w rzeczywistym świecie nigdy jeszcze nie byłam. Przed oczami mam również tańczącą Zuzannę i jej przedstawienie lalek oraz płonące skrzydła serafinów. Niemal fizycznie czułam piekielny upał serca Marrakeszu. Książka aż nazbyt żywo działa na wyobraźnię. Sposób pisania autorki przemawia nie tylko słowami, ale i obrazami – mówi bezpośrednio do serca i duszy. Nieczęsto spotykam się z literaturą, która zrobiłaby na mnie aż takie wrażenie.

Z przykrością muszę przyznać, że moja opinia w tym wypadku będzie mało obiektywna, ponieważ książką zwyczajnie jestem oczarowana. Zachwycił mnie sposób w jaki artystka ubiera w słowa ludzkie uczucia. Jej pomysły są niecodzienne i nowatorskie, a opisane przez nią sceny na długo pozostają w wyobraźni. Od książki nie mogłam się oderwać. Bardzo podobały mi się zdania – białe wiersze –  umieszczone przy niektórych rozdziałach.

Dawno, dawno temu

małą dziewczynkę wychowały potwory.

Ale anioły spaliły drzwi do ich świata

i została całkiem sama.

Ten fragment z pewnością na długo zapadnie mi w pamięć. Wiele rzeczy było w historii przerażających, okrutnych, nieludzkich, ale całemu temu cierpieniu i makabrze towarzyszyło również wzruszenie. Opis tego jak pod maską ludzie potrafią ukrywać swoją miłość. Widmo wojny było naprawdę przerażające i mimo braku barwnych batalii – przerażające samym faktem istnienia. Ich świat i nasz świat, leżące równolegle, ale tym razem, to nasza Ziemia jest tym lepszym miejscem, mimo, iż nie zawsze tak było – o czym również przypomina autorka. Smutna miłość Akivy i Karou również jest czymś niezwykłym. Przywodzi na myśl Romea i Julię. Powieść jest w równym stopniu pełna ciepła co bólu i cierpienia.

Grafika okładki fascynuje i przyciąga wzrok, zwłaszcza, że osobiście bardzo lubię połączenie czerni z błękitem. Działa na mnie jak magnes. Choć muszę szczerze przyznać, że zdobiące ją porównanie do Harry’ego Pottera jest kompletnie nietrafione. To tak, jakby zastanawiać się gdzie lepiej spędzić wakacje – nad morzem czy w górach? Mimo, że w obu książkach włada magia, to światy te, fabuła, bohaterowie, a nawet zasady czarów nie mają ze sobą kompletnie nic wspólnego. Harry Potter to fantastyczna baśń, natomiast Córka dymu i kości jest przepełnioną magią historią romantyczną i mimo, że spodobały mi się obie, to uważam, że w żadnym wypadku nie mogłyby ze sobą konkurować, chyba, że w dwóch różnych kategoriach. Okładka jest miękka, broszurowa, ale ze skrzydełkami, dzięki czemu się nie gniecie, do tego ma przyjemną w dotyku fakturę. Jeżeli ktoś jest wzrokowcem, ten projekt skierowany jest idealnie do niego – ma się ochotę wziąć książkę do ręki, usiąść i czytać, aż nie pozna się wszystkich skrywanych pod maską tajemnic. Również kartki wewnątrz tomu są ładnie zdobione oraz podzielone na krótkie rozdziały, dzięki czemu bardzo wygodnie się czyta. Całość liczy sobie niemal 400 stron, ale niestety zakończenie się urywa dość nieprzyjemnie – choć nie brutalnie, jak niekiedy to bywa. Także nie pozostaje nic więcej, jak liczenie na to, że szybko zostanie wydana kolejna część.

Córka dymu i kości to historia niezwykła i zaskakująca. Pokochałam Karou – zagubioną pomiędzy światami dziewczynę – i otaczające ją osoby. Laini Taylor perfekcyjnie opisuje łączące dwie istoty uczucie oraz samotność dokuczającą nawet wtedy, gdy przebywa się w tłumie ludzi. Jej wizja aniołów jest niecodzienna i dość przerażająca, a ciemność w powieści wcale nie musi być złem. Ostrzegam, że czytanie tej książki może mieć skutki uboczne, takie, jak nieprzespana noc.

O autorce słów kilka

Do egzemplarza recenzyjnego powieści Laini Taylor została dołączona ulotka. Z ostatniej chwili – głoszą duże, czerwone litery – Córka dymu i kości została uhonorowana mianem New York Times Notable Book of 2011, przyznawanym najwybitniejszym powieścią roku. Moim zdaniem zasłużenie. Wielkie gratulacje dla pisarki! Oby coraz bardziej rozwijała swoją karierę! Nie jest to jednak jej pierwsze tego typu wyróżnienie. W 2009 roku została finalistką jednej z najważniejszych amerykańskich nagród National Book Award. Pisze głównie książki dla młodzieży, ale jak sama mówi, mogą je czytać również dorośli. W prywatnym życiu – tak jak jej bohaterka – jest artystką i sama również ma niecodzienny kolor włosów, choć w jej przypadku jedynie dzięki farbowaniu, bez użycia magii życzeń.

Książka recenzowana dla portalu http://www.nowaczytelnia.pl/. Po prostu cudo! :) Serdecznie dziękuję!



Reklamy

Written by Vicky

"We don't need a reason to help people"

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s