Miłość, niepodważalna i wieczna, a w tle zielona Irlandia. Do tego szczypta magii i odrobina sensacji. Przydałby się wygodny fotel i dobra herbata z wysp. Potem możemy już czytać. O czym będzie ta książka? O miłości, przyjaźni, więzach rodzinnych, szkole, poświęceniu, obowiązku i starych proroctwach – nie zabraknie niczego, co powinien zawierać w sobie dobry paranormal.

Córka Żywiołu to pierwszy tom trylogii, choć informacji tej w Internecie wcale nie jest łatwo się doszukać. Stanowi ona debiut urodzonej w Afryce autorki, która obecnie podróżuje pomiędzy Irlandią, a USA. Można więc uznać, że malowniczy kraj opisuje z własnego doświadczenia. Spodobało mi się to, że pisarka tłumaczy w książce jak czyta się irlandzkie imiona. Klimat powieści natomiast ujął mnie trochę mniej. Zabrakło mi tych barwnych opisów pięknego kraju i tak naprawdę uważam, że fabuła równie dobrze mogłaby dziać się gdziekolwiek indziej, a wyszłoby dokładnie na to samo. Jestem tym trochę zawiedziona, ponieważ mnie do niej przyciągnęła właśnie obietnica zielonej Irlandii.

Akcja rozwija się powoli, stopniowo – trzymając czytelnika w napięciu. Początek jest niezwykle wciągający, środek książki jednak to głównie rozmowy i tak naprawdę nic się nie dzieje, a tajemnice i rewelacje ukazujące się w ten sposób, nie są specjalnie fascynujące. Za to zakończenie zaskakuje, choć czułam po nim pewien niedosyt. Nie ma tutaj wyraźnego „ciąg dalszy nastąpi”, ale mimo wszystko uważam, że te nierozwikłane zagadnienia na końcu książki są po prostu trochę nie fair – jakby był koniec, ale właściwie, to go nie było. Nie podoba mi się również prolog, który tak naprawdę powinien mieć inną nazwę, ponieważ jest po prostu fragmentem wyciętym z ostatnich parunastu stron książki. Moim zdaniem znacznie lepiej byłoby bez niego.

Licealistka, Megan, wraz z ojcem przeprowadza się do urokliwego, niewielkiego miasteczka w Irlandii – Kinsale. Już pierwszego dnia szkoły zauważa chłopaka, który uparcie ją obserwuje. Dziewczyny, z którymi się od razu zaprzyjaźnia, sugerują, że zarówno on, jak i cała jego rodzina to ludzie ekscentryczni, dziwni i nieprzystępni – prosto mówiąc, nie ma u niego szans. Patrząc na rodzinę Adama, nie mogę odepchnąć od siebie nieodpartego wrażenia, że czytam drugi Zmierzch. Jakbym się nie starała myśleć w innych konwencjach, porównanie nasuwa się samo. Tylko zamiast wampirów mamy swojego rodzaju magię. Natomiast uniwersytet Trinity i Zakon Dubliński wpychają mi do głowy wizję Buffy. Autorka niestety wykorzystała bardzo już utarte schematy.

Całość fabularna jest skonstruowana właściwie dobrze. Nie ma tu żadnych nieścisłości. Opisy są ładne, tylko jest ich odrobinę za mało, niemal jak w filmie, gdzie zamiast opisów mamy po prostu scenerię. Język w książce jest bardzo przyjemny, a pióro Leigh Fallon lekkie i mimo znanych wątków i schematów, oraz łatwej do przewidzenia akcji, powieść wciąga. Autorka wyjątkowo umiejętnie wykorzystuje stare pomysły i być może momentami irytuje, ale nie przynudza.

Magię, istnienie rzeczy, które nie powinny istnieć – wszystko to, Megan natychmiast akceptuje i uznaje za integralną część swojego życia. Dla niej wybór jest prosty, rzeczywistość, jak dziwna by nie była – też. Wydaje mi się, że wszystko to dzieje się zbyt szybko, jakoś tak nienaturalnie. Za to przyjaźń rozwijającą się między dziewczynami, Leigh Fallon opisuje punkt po punkcie i jest ona jak najbardziej realna.

Zdarzają się literówki, co jest rzeczą niezwykłą w przypadku wydawnictwa takiego, jak Galeria Książki. Okładka miękka, ze skrzydełkami, dzięki czemu się nie gniecie. Co w dzisiejszych dniach jest rzeczą bardzo popularną – znowu zdobi ją rysunek kobiety, tym razem jednak w nieco innym ujęciu. Ciekawym jest natomiast fakt, że okładka jest taka sama jak w przypadku wydania anglojęzycznego powieści. To rzecz niemal niespotykana. Cieniutka książka liczy sobie raptem 313 stron. Druk nie jest zbyt duży, ale i tak to lektura do szybkiego czytania.

Zastanawiam się jak mogę Córkę Żywiołów podsumować. Nie jest to łatwe, gdyż mimo oczywistych wad, powieść mi się naprawdę podobała. Z pewnością nie stanowi żadnej rewelacji, ale ma swój nieodparty urok. Szybko i lekko się ją czyta. Wciąga. Uzależnia. Historia miłosna, paranormal romance, magia żywiołów. Każdy, kto lubi w literaturze takie rzeczy, powinien w książce znaleźć coś dla siebie. Ja osobiście już wiem, że z przyjemnością sięgnę po kolejny tom.

Książka recenzowana dla portalu http://nastek.pl/.

Reklamy

Written by Vicky

"We don't need a reason to help people"

7 komentarzy

  1. Zgadzam się z recenzentką. Jest parę rzeczy, które drażnią, zwłaszcza owa schematyczność, ale książka niesamowicie wciąga, mimo tych braków. Jak na debiut wcale niezła.

  2. Recenzja przeczytana (przydatna, dziękuję), książka (za namową recenzenta) również.Generalnie bardzo mi się podobała – miła sympatyczna powieść na jesienny wieczór pod kocykiem.

  3. Książka tak – mogłaby być lepsza i miałam nieodparte wrażenie, że tą historię już słyszałam. Ale od opisów Adama i Megan czułam wręcz motylki w brzuchu! Muszę przeczytać kolejną część…Ale jak się nazywa? Czy to rzeczywiście trylogia?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s