<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>Mercy In Your Eyes</title>
	<atom:link href="http://shysquirrel.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://shysquirrel.wordpress.com</link>
	<description>Moje własne miejsce na Ziemi, w którym znajdują się opowiadania, recenzje książek i takie tam codzienności.</description>
	<lastBuildDate>Sat, 25 Feb 2012 02:18:16 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
<cloud domain='shysquirrel.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<image>
		<url>http://1.gravatar.com/blavatar/558d151bf43d8d0b5943879101a007f2?s=96&#038;d=http%3A%2F%2Fs2.wp.com%2Fi%2Fbuttonw-com.png</url>
		<title>Mercy In Your Eyes</title>
		<link>http://shysquirrel.wordpress.com</link>
	</image>
	<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="http://shysquirrel.wordpress.com/osd.xml" title="Mercy In Your Eyes" />
	<atom:link rel='hub' href='http://shysquirrel.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
		<item>
		<title>Nowe Życie [Historia Romantyczna]</title>
		<link>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/23/nowe-zycie-historia-romantyczna/</link>
		<comments>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/23/nowe-zycie-historia-romantyczna/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 23 Feb 2012 22:31:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Vicky</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://shysquirrel.wordpress.com/?p=3721</guid>
		<description><![CDATA[Aniela po prostu nie mogła w to uwierzyć. Nie, Maja zawsze miała o Jarku złe zdanie. Musi, zwyczajnie musi, się sama o tym przekonać. Przecież jej chłopak nie mógł okazać się takim skończonym draniem. Był późny wieczór, na zewnątrz było już ciemno. Noc rozjaśniało jedynie nikłe światło ulicznych latarni. Dziewczyna wreszcie przestała wpatrywać się w&#160;&#8230; <a href="http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/23/nowe-zycie-historia-romantyczna/">Read&#160;more</a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3721&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Aniela po prostu nie mogła w to uwierzyć. Nie, Maja zawsze miała o Jarku złe zdanie. Musi, zwyczajnie musi, się sama o tym przekonać. Przecież jej chłopak nie mógł okazać się takim skończonym draniem. Był późny wieczór, na zewnątrz było już ciemno. Noc rozjaśniało jedynie nikłe światło ulicznych latarni. Dziewczyna wreszcie przestała wpatrywać się w znienawidzony w tej chwili telefon. Rzuciła go na łóżko. Wciągnęła na siebie szybko niebieskie jeansy, popielaty sweter i wybiegła z domu.</p>
<p style="text-align:justify;">Spacer do centrum miasta nie zajął jej więcej niż kwadrans. Była zdenerwowana i zrozpaczona. Wszystko w niej krzyczało. Błagała w duchu, żeby to co powiedziała jej przyjaciółka było jedynie jakimś dziwnym wymysłem Mai. Bała się jednak, że przyjaciółka mówiła prawdę i ta świadomość była zwyczajnie nie do zniesienia. Przeszła przez otoczony sklepami deptak na Starym Mieście, potem przez szeroki most. Spojrzała na ciemną wodę. Czemu zawsze musi być taką głupią i nawiną istotą? Nic dziwnego, że Jarek się nią znudził. Nie! W dalszym ciągu nie chciała do siebie dopuszczać tego typu myśli. Jeżeli nawet miałby jej dość, na pewno by jej o tym powiedział, nie załatwiałby tego w tak przykry sposób. Przecież wszystko między nimi układało się tak dobrze…</p>
<p style="text-align:justify;">Dochodziła dziesiąta, kiedy Aniela stanęła przed budynkiem dyskoteki. Był piątek, więc zarówno w środku, jak i na zewnątrz kłębiły się tłumy ludzi. Dziewczyna, którą teraz ogarnęła prawdziwa determinacja, pewnym krokiem weszła do środka. W drzwiach zatrzymał ją ochroniarz. Uśmiechnął się do niej z politowaniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie wejdziesz tutaj, impreza jest od dwudziestego pierwszego roku życia – powiedział spokojnym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela zamrugała. Jeszcze przed chwilą widziała mijające ją koleżanki z klasy niżej. Przecież one nie miały nawet osiemnastu lat! Sama za niecałe dwa miesiące miała zdawać maturę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jestem pełnoletnia, a widziałam, że wpuszczacie małolaty – powiedziała coraz bardziej zdenerwowana.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie mogła pozwolić, żeby ją wyrzucił. W środku był przecież Jarek, więc ona po prostu musiała tam wejść. Z własnej, nieprzymuszonej woli, nigdy nie pojawiała się w tego typu miejscach. Chłopak spojrzał na nią niedowierzająco.</p>
<p style="text-align:justify;">- Może nawet masz osiemnaście lat, ale wyglądasz na smarkulę – stwierdził zupełnie szczerze – a jeżeli wpuszczamy małolaty, to dlatego, że malują się i ubierają, jakby były grubo po trzydziestce. Nie sposób sprawdzić każdego. W każdym razie ty tutaj nie wejdziesz. To nie jest impreza dla ciebie.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela przeklęła się w duchu, za rozpuszczone włosy, codzienne ubranie i brak jakiegokolwiek makijażu. Powinna była to przewidzieć, ale nie przyszło jej to do głowy. Nie bywała w takich miejscach. Ochroniarz miał rację. To nie była impreza dla niej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Proszę – spojrzała na niego błagalnie – kiedy ja muszę tam wejść.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak pokręcił głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie wpuszczę cię. Lepiej zrobisz, jak wrócisz do domu i położysz się spać. Wyglądasz na spokojną dziewczynę. To naprawdę nie jest dobre miejsce dla ciebie, a ja nie chcę mieć cię na sumieniu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Uwierz mi, najchętniej bym tak zrobiła, ale naprawdę nie mogę. Bardzo cię proszę – prawie jęknęła Aniela.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dlaczego tak bardzo ci zależy? – spytał, najwyraźniej zauważając jej determinację. – Nie wyglądasz na jedną z tych idiotek – stwierdził patrząc niechętnie w stronę bawiących się na dyskotece dziewczyn.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela nie wiedziała, czy to był komplement i ma się cieszyć, czy też może przekonywać go, że jest właśnie jedną z takich panienek, które przychodzą na dyskotekę, żeby sobie kogoś poderwać. Zrobiłaby w tym momencie wszystko, byleby tylko ją wpuścił. W końcu zdecydowała się na szczerość.</p>
<p style="text-align:justify;">- W środku jest mój chłopak, albo może raczej były chłopak – powiedziała zawstydzona patrząc w ziemię – tego jeszcze nie wiem i bardzo zależy mi na tym, żeby to sprawdzić.</p>
<p style="text-align:justify;">Ochroniarz, lekko rozbawiony, pokręcił głową. Przyjrzał się jej uważnie. Nie mógł być dużo starszy od niej i miała szczerą nadzieję, że rozumie tego typu problemy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Masz kwadrans – powiedział w końcu. – Potem stąd znikniesz. Rozumiemy się?</p>
<p style="text-align:justify;">Niepewnie skinęła głową, podziękowała grzecznie, minęła go i weszła do środka. W rozjarzonej kolorowymi światłami dyskotekowej sali ciężko było wypatrzeć kogokolwiek. Aniela jednak miała szczęście lub może w zaistniałej sytuacji raczej pecha. Już po chwili zobaczyła Jarka. Tańczył z jakąś ubraną w obcisłą, króciutką spódniczkę dziewczyną. <em>To normalne, ze na dyskotece się tańczy</em>, powiedziała sobie cicho w myślach Aniela. Zobaczyła, jak jej w tym momencie już ex chłopak zsuwa ręce, na pośladki partnerki. Potem ją pocałował, a dziewczynie wyraźnie sprawiło to przyjemność. Aniela nagle zapragnęła znaleźć się w domu. Właściwie to chciała być gdziekolwiek, byle tylko nie tutaj. Nie chciała, żeby ją zauważyli, nie była jednak w stanie ruszyć się z miejsca. Potem Jarek odwrócił wzrok od zarumienionej twarzy partnerki i spojrzał prosto, w lśniące od łez oczy Anieli.</p>
<p style="text-align:justify;">Dopiero wtedy dziewczyna oprzytomniała. Wybiegła na dwór, po drodze popychając stojących na jej drodze ludzi. Stanęła przed lokalem z trudem łapiąc oddech. Ledwo mogła widzieć przez spływające coraz gęściej łzy. Chwilę po niej na dworze pojawił się Jarek. Był wysokim, wysportowanym blondynem, za którym często oglądały się dziewczyny. Aniela teraz naprawdę żałowała, że nie słuchała rad przyjaciółki. To właśnie przez nią poznała kilka miesięcy wcześniej Jarka i to właśnie od niej usłyszała, że chłopak jej marzeń tylko bawi się dziewczynami. Zdobywa je, z równą łatwością, co polujący kot myszy, a potem nudzi się nimi i zostawia. Aniela była przekonana, że z nią będzie zupełnie inaczej, że Jarkowi naprawdę na niej zależy. Myślała, że było między nimi coś specjalnego. Teraz dopiero zdała sobie sprawę, jak bardzo się pomyliła.</p>
<p style="text-align:justify;">- Anielka, zaczekaj – usłyszała jego aksamitny głos, tym razem brzmiący nieprzyjemnie i szorstko. Jarek chwycił ją za ramię. Stanęła, patrząc mu w oczy. – Co ty tu w ogóle robisz? – spytał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chciałam zobaczyć to na własne oczy – odpowiedziała cicho. &#8211; Nie wierzyłam, że taki jesteś. Nikomu nie wierzyłam.</p>
<p style="text-align:justify;">- Daj spokój, tylko bawiłem się z kumpelą. Przesadzasz, jak zwykle – powiedział uśmiechając się pobłażliwie.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela nie mogła uwierzyć w to co usłyszała. Jarek nawet nie próbował przepraszać, tłumaczyć się. Nie, nic z tych rzeczy, ten cholerny dupek uważał, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Spróbowała się mu wyrwać. Przytrzymał ją mocniej. Przyciągnął do siebie. Aniela mogła teraz wyraźnie poczuć, że chłopak jest pijany.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jarek, puść mnie – syknęła, nie chcąc zwracać na siebie uwagi kręcących się w pobliżu ludzi. – Wracam do domu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Skoro już tu przyszłaś, to może jednak zostaniesz? – zapytał rozbawiony jej protestami.</p>
<p style="text-align:justify;">Przesunął ręką po jej plecach, wsuwając ją pod popielaty sweterek dziewczyny. Szarpnęła się gwałtownie, starając wyrwać się z jego objęć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jarek do cholery, puszczaj! – warknęła.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak nic sobie z tego nie robił. Aniela zaczęła go okładać pięściami. Odsunął się od niej, patrząc złowrogo na dziewczynę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Uderzyłaś mnie – powiedział wściekłym głosem. – Ty mała dziwko! Już ja cię nauczę…</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela nie znała go od tej strony. Nigdy nie spodziewała się, że może się zachowywać w taki sposób. Jarek zbliżył się do niej i uderzył ją w twarz. Dziewczyna zachwiała się na nogach. Poczuła jak nieprzyjemnie piecze ją policzek. Spojrzała na chłopaka przestraszonym, sarnim wzrokiem. Podniósł rękę chcąc ją uderzyć ponownie. Aniela zamknęła oczy. Spodziewany cios jednak nie nadszedł. Kiedy odważyła się spojrzeć, zobaczyła, że między nią, a Jarkiem stoi ochroniarz. Mierzył chłopaka chłodnym wzrokiem. Jarek trzymał się za zakrwawiony nos.</p>
<p style="text-align:justify;">- Odczep się – warknął do ochroniarza. – To nie twoja sprawa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Moja – odpowiedział tamten spokojnie. – Znikaj stąd.</p>
<p style="text-align:justify;">Byli prawie tego samego wzrostu. Obydwaj patrzyli na siebie gniewnie. Jarek zamachnął się próbując uderzyć tamtego. Aniela zdawała sobie sprawę, że chłopak nigdy nie stronił od bójek. Ochroniarz bez trudu uniknął ciosu. Podbiegł do nich drugi, odrobinę starszy mężczyzna, w czarnym ubraniu ochrony. Przytrzymał przeklinającego i szamoczącego się Jarka. Pytającym spojrzeniem obrzucił swojego kolegę. Tamten tylko wzruszył ramionami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chłopak bardzo chce się bić. Pozbędziesz się go? – zapytał mówiąc ciągle spokojnym i opanowanym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">Mężczyzna zbudowany był jak dwudrzwiowa szafa, bez trudu więc przytrzymał szamoczącego się Jarka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Spoko, tylko uważaj na siebie, Aleks – powiedział odciągając od nich ciągle szarpiącego się chłopaka.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela podniosła wzrok. Jej twarz była blada, a na tle tej bladości wyraźnie odcinało się palące dziewczynę, żywym ogniem, zaczerwienienie, po silnym uderzeniu Jarka. Aniela nie mogła pozbierać myśli. Czegoś takiego nie spodziewała się nawet w najgorszych koszmarach. Jak on mógł? Dlaczego ona, będąc z nim od kilku miesięcy, w ogóle go nie znała?</p>
<p style="text-align:justify;">- I co, warto było tu przychodzić? – spytał cicho, ciągle stojący przy niej ochroniarz.</p>
<p style="text-align:justify;">Na to pytanie akurat Aniela znała odpowiedź.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak – powiedziała pewnym głosem. – Teraz przynajmniej to wiem.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak spojrzał na nią z uznaniem i pewną dozą szacunku. Wyraźnie zaskoczyła go odpowiedź dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gustujesz w dość nieciekawych chłopakach – stwierdził. – Tego akurat znam. Wiecznie wszczyna jakieś awantury i co tydzień jest tu z inną panienką.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela nie chciała tego słuchać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jestem ci naprawdę wdzięczna za pomoc, ale to, z kim się umawiam, to już tylko i wyłącznie moja sprawa – powiedziała patrząc na niego wyzywająco.</p>
<p style="text-align:justify;">Roześmiał się.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jasne, nie wnikam – powiedział wyraźnie rozbawiony. – Skończyłem na dzisiaj – dodał po chwili – jeżeli chcesz, to odwiozę cię do domu. Podejrzewam, że ten typ będzie na ciebie czekał.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna w ogóle o tym nie pomyślała. Teraz zaczęła się bać. Nie była pewna do czego zdolny jest Jarek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeżeli byś mógł… &#8211; odpowiedziała cicho, już znacznie mniej pewnym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chodź – powiedział tylko i nie oglądając się na nią ruszył przed siebie, omijając budynek dyskoteki. Aniela chcąc nie chcąc poszła za nim. Chłopak zatrzymał się dopiero na parkingu. – Poczekaj tutaj, zaraz przyjdę – oznajmił, po czym zniknął w służbowym wejściu do lokalu.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy wrócił po krótkiej chwili, miał na sobie skórzaną motocyklową kurtkę, a w rękach niósł dwa kaski. Jeden podał dziewczynie. Spojrzała na chłopaka niepewnie, ale wzięła od niego kask. Zaprowadził ją do zaparkowanego pod drzewami ścigacza. Kiedy zajął miejsce kierowcy, niepewnie usiadła za nim. Nigdy dotąd nie jechała na motorze. Założyła kask i ruszyli. Przestraszona Aniela, już po krótkiej chwili zrezygnowała z trzymania się uchwytów z tyłu i obydwoma rękami objęła chłopaka w pasie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dokąd? – zapytał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mieszkam na Mierosławskiego, przy klubie garnizonowym – odpowiedziała.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak nie odezwał się więcej. Bezpiecznie zawiózł ją do domu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Uważaj na siebie – rzucił jeszcze, kiedy oddała mu kask, po czym odjechał.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela po cichu weszła do domu. Nie chciała, żeby ktoś ją zagadywał, kiedy była w takim stanie. Z prawdziwą ulgą zniknęła za drzwiami swojego pokoju. Rzuciła się na łóżko, teraz dopiero mogła się spokojnie wypłakać. Po półgodzinie łkania podniosła leżący obok telefon i wybrała numer przyjaciółki. Po prostu musiała się komuś wyżalić, a tylko Maja mogła ją zrozumieć.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Po przykrym wydarzeniu, Aniela prawie przestała wychodzić z domu. Po szkole spotykała się tylko z Mają, a i to głównie po to, żeby się wspólnie pouczyć. Matura zbliżała się wielkimi krokami i dziewczyna uznała, że to właściwie nawet lepiej. Wolny czas spędzała z książką lub przed komputerem. Znalazła grę on-line, która ją wciągnęła do swojego świata. Prowadziła na facebooku małą, kolorową farmę z różnego rodzaju zwierzątkami i kwiatkami. Po tygodniu miała już ponad dwustu znajomych, z których tak naprawdę nikogo w rzeczywistości nie znała. Prowadziła błahe, niezobowiązujące rozmowy z obcymi ludźmi, sadziła wirtualne roślinki i było jej z tym naprawdę dobrze. Ot, zajęcie, żeby chociaż na chwilę odpocząć od nauki.</p>
<p style="text-align:justify;">Tego dnia wieczorem znów usiadła do komputera. Polowała na małe, urocze wirtualne koniki, które ludzie rozmnażali w swoich wirtualnych stajniach. Miała już niebieskiego kucyka, teraz zależało jej na Pinto &#8211; ślicznym, łaciatym źrebaczku. Konik oczywiście pojawił się na facebook’owym wallu, dokładnie wtedy, kiedy poszła do kuchni po kanapkę. Aż sama zdziwiła się, jaki z tego powodu poczuła zawód. Pod ikonką z konikiem dodała komentarz ze smutną minką i napisem „nie zdążyłam”. Niestety źrebaka dostawało tylko pierwszych pięć osób, a chętnych i polujących było znacznie więcej. Zdziwiła się, kiedy chwilę później otworzyło się okienko czatu, a chłopak, który wrzucał na walla koniki wkleił jej linka z podpisem „proszę”. Otworzyła podaną stronę i weszła na swoją kolorową farmę, żeby znaleźć na niej miejsce dla nowego zwierzątka.</p>
<p style="text-align:justify;">„Dziękuję” &#8211; odpisała na czacie. &#8211; „Jest super.”</p>
<p style="text-align:justify;">W odpowiedzi dostała uśmiechniętą minkę i napis: „Potrzebujesz czegoś jeszcze?”</p>
<p style="text-align:justify;">„Właściwie to wszystkiego” – odpisała dziewczyna. – „Dopiero zaczynam hodowlę.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Dobra” – przeczytała w okienku. – „Leci następny. Dla Ciebie też go zablokuję.”</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela, korzystając z okazji, zaczęła wypytywać chłopaka o hodowlę koni w grze. Cierpliwie jej wszystko tłumaczył. W końcu, żeby było jej łatwiej akceptować kolejne źrebaki, weszła do facebookowego profilu chłopaka. Zdjęcie, mimo, że kiepskiej jakości, wydało jej się jakieś dziwnie znajome. Zaczęła przeglądać inne. Zarumieniła się lekko, ciesząc się, że siedzi przed komputerem i nikt tego nie zauważy. Sama miała w profilu rysunek dziewczynki z anime. Nie lubiła pokazywać swojej osoby w Internecie.</p>
<p style="text-align:justify;">„Nie wiem, czy mnie kojarzysz, ale poznaliśmy się w rl’u” – odważyła się napisać do chłopaka. – „Miałam problem z chłopakiem. Pomogłeś mi, a potem odwiozłeś do domu. Przed chwilą właśnie rozpoznałam cię na zdjęciu.”</p>
<p style="text-align:justify;">Przez chwilę nic nie odpisywał. Aniela zdążyła poczuć się głupio, z powodu, że mu o tym napisała.</p>
<p style="text-align:justify;">„Pewnie, że pamiętam. To było jakiś miesiąc temu, prawda? I co u Ciebie? Nie miałaś z nim więcej problemów?”</p>
<p style="text-align:justify;">„Nie. Starałam się go unikać. W dalszym ciągu jestem Ci naprawdę bardzo wdzięczna za pomoc.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Nie ma sprawy. Cieszę się, że nic Ci się nie stało. Powiem Ci, że przestał się u nas pokazywać.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Mniejsza z nim, dla mnie to już przeszłość. Chcę, żeby nawet wspomnienie o nim zniknęło z mojego życia. Dostałam zimny prysznic. Co cię skłoniło do tej gry? Bez obrazy, ale nigdy bym się nie spodziewała Cię tutaj znaleźć.”</p>
<p style="text-align:justify;">Znów wysłał jej uśmiech.</p>
<p style="text-align:justify;">„Siostra mnie zmusiła, żebym jej pomagał, a potem jakoś samo mnie wciągnęło. Zwłaszcza ta hodowla koni. Jest to w końcu jakieś wyzwanie.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Jak dla mnie to one po prostu są śliczne i chce je mieć w swoim ogródku. I to by było na tyle.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Ha ha, to jakiego Ci jeszcze zrobić?”</p>
<p style="text-align:justify;">„Jak byś jeszcze raz zrobił tego czarno-niebieskiego, to byłabym wdzięczna. On był super, a tamten mi zniknął.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Percheron?”</p>
<p style="text-align:justify;">„Taki czarny z niebieskimi kopytkami i grzywą. Zniknął więc nie powiem jak się nazywał. Bardzo mi się go żal zrobiło.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Dobrze, będę Ci blokował wszystkie.”</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Do matury został tylko miesiąc. Aniela, każdego wieczora, żeby chociaż na chwilę oderwać się od nauki, siadała do komputera. Bardzo polubiła rozmowy z Aleksem. Kiedy chłopak się nie pojawiał jakiegoś dnia, czuła się bardzo zawiedziona. Szybko przestali rozmawiać jedynie o grze i dyskutowali na prawie każdy temat. Kiedy Aniela oddaliła się od Mai, naprawdę zaczęło jej brakować przyjaciela. Aleks zapełnił tą właśnie pustkę. Dziewczynie wydawało się, że doskonale ją rozumie. Dzieliła się z nim swoimi troskami i radością, a on słuchał jej uważnie i odwdzięczał się tym samym.</p>
<p style="text-align:justify;">Mijały kolejne dni i tygodnie. Wreszcie nadszedł maj, a wraz z nim egzamin dojrzałości. Przez to, że prawie nie wychodziła z domu, Aniela była dobrze przygotowana i wszystkie przedmioty zdała po prostu śpiewająco. Wybrała uczelnię w swoim mieście i złożyła na nią dokumenty. Kiedy wreszcie była wolna od szkoły, zaczęła chodzić na samotne spacery. Dalej jednak nie miała ochoty na spotkania z przyjaciółmi. Maję także widywała coraz rzadziej, a kiedy zaczęły się wakacje, przyjaciółka pojechała do ojca, który pracował w Anglii, więc zupełnie zostały pozbawione możliwości spotykania się ze sobą. I tak właśnie miało być przez całe wakacje.</p>
<p style="text-align:justify;">Czerwiec i lipiec to były dla Anieli najnudniejsze, najdłużej się ciągnące miesiące w życiu. Właściwie jedynym, na co czekała każdego dnia była wieczorna rozmowa z Aleksem. Siedzieli wspólnie do późnej nocy, czasem nawet do białego rana. Pod koniec lipca chłopak pochwalił się, że wreszcie ma wolne. Dziewczyna zdążyła dowiedzieć się o nim wielu rzeczy. Studiował filologię angielską, był na trzecim roku. Musiał też zarabiać na siebie, ponieważ nie pochodził z najbogatszej rodziny. Aniela nigdy nie miała tego typu problemów. Wiedziała, że rodzice bez trudu utrzymają ją przez całe studia i pomogą jej rozpocząć samodzielne życie.</p>
<p style="text-align:justify;">Zbliżał się koniec lipca. Było pochmurne, piątkowe popołudnie. Rodzice Anieli wyjechali na dwa tygodnie w góry. Dziewczyna nie miała ochoty z nimi jechać, więc pozwolili jej zostać w domu. Zawsze byli dumni z córki, ufali jej i nigdy na nic specjalnie nie nalegali. Teraz jednak, kiedy tak bardzo się zmieniła, po prostu zaczynali się o nią martwić. Zawsze była uśmiechnięta i towarzyska, a nagle całe dnie zaczęła spędzać w samotności. Mieli nadzieję, że dwa tygodnie, w ciągu których nie będzie od nikogo uzależniona, dobrze jej zrobią.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela, jak to miała w zwyczaju, usiadła przed komputerem. Tym razem nie musiała czekać na pojawienie się Aleksa. Chłopak już tam był.</p>
<p style="text-align:justify;">„Cześć” – zagadała do niego.</p>
<p style="text-align:justify;">„O, hej!” – odpowiedział. – „Dzisiaj długo nie pogadamy, za chwilę się zmywam.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Dokąd idziesz?” – zainteresowała się dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">Zdziwiło ją, jak bardzo przyzwyczaiła się do codziennych, wieczornych rozmów z chłopakiem. Teraz było jej naprawdę przykro, że wychodzi i nie porozmawiają.</p>
<p style="text-align:justify;">„Nie idę, tylko jadę” – otrzymała odpowiedź. – „W ten weekend jest Piknik Country w Mrągowie, co wiąże się także, ze zlotem motocyklistów. A ty jak spędzasz wakacje?”</p>
<p style="text-align:justify;">Weekand? Mieli nie rozmawiać przez cały weekend?! Aniela poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku.</p>
<p style="text-align:justify;">„Siedzę w domu i się nudzę” – stwierdziła tylko. <em>I czekam na wieczorną rozmowę z tobą</em>, niechętnie dodała w myślach.</p>
<p style="text-align:justify;">„Naprawdę, nie masz żadnych planów?” – zdziwił się chłopak.</p>
<p style="text-align:justify;">„Raczej nie.” – odpisała. – „Rodzice chcieli, żebym pojechała z nimi w góry, ale nie miałam ochoty, więc zostałam tutaj.”</p>
<p style="text-align:justify;">Odpowiedź od Aleksa przyszła dopiero po dłuższej chwili.</p>
<p style="text-align:justify;">„Jeżeli chcesz, możesz pojechać ze mną. Nie mam żadnego pasażera.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Tak. Jasne. Dzięki.” – odpowiedziała uznając, że chłopak żartuje.</p>
<p style="text-align:justify;">„Mówię całkiem poważnie. Po co masz sama siedzieć w domu? Przyda Ci się jakaś rozrywka. Jeżeli masz ochotę, to wpadnę po ciebie koło siódmej i razem pojedziemy.”</p>
<p style="text-align:justify;">Dopiero teraz do Anieli dotarło, że Aleks naprawdę proponuje jej wycieczkę. Na dodatek zupełnie nie planowaną i mającą się zacząć za niecałą godzinę! Właściwie czemu nie miałaby się zgodzić?</p>
<p style="text-align:justify;">„Ok. chętnie z Tobą pojadę. Teraz możesz mnie wyśmiać, mówiąc, że nie proponowałeś serio.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Znikam, przyjadę po Ciebie za godzinę. Adres znam.”</p>
<p style="text-align:justify;">Aleks wylogował się nic więcej nie pisząc. Aniela przez kilka minut oniemiała wpatrywała się w monitor. On naprawdę mówił poważnie? Zerwała się z miejsca i chaotycznie zaczęła pakować do plecaka ubrania. Potem zaczęła szykować się do wyjścia. Wzięła szybki prysznic i włożyła czyste ubrania. W pewnym momencie uświadomiła sobie, że jest paskudna pogoda, a oni przecież mają jechać motorem. Wyciągnęła z szafy jakąś letnią kurtkę. Miała nadzieję, że to wystarczy. Nie była pewna, co właściwie ze sobą zabrała, jednak o siódmej stała już przed domem, ze spakowanym plecakiem i duszą na ramieniu. W końcu motocyklem jechała raz w życiu, a o ile zdawała sobie sprawę, do Mrągowa było ponad dwieście kilometrów. Wolała nie zastanawiać się jak to zniesie. Czuła się jednak na tyle podekscytowana, że nie zamierzała z wycieczki rezygnować. Poza tym niejasno uświadomiła sobie, że naprawdę ma ochotę znowu zobaczyć Aleksa. Chłopak jednak nigdy dotąd nie zaproponował jej spotkania, a ona sama nie zamierzała się nikomu narzucać. Trudno, będzie co ma być. Jakby nie patrzeć była to lepsza perspektywa od spędzenia całych wakacji w domu.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Aleks zjawił się kilka minut po siódmej. Aniela przywitała się z chłopakiem i usiadła za nim na motorze. Z ulgą stwierdziła, że z dużą torbą za plecami, o którą może się oprzeć, czuje się znacznie bezpieczniej. Jechali trochę ponad dwie godziny, a dziewczynie, mimo brzydkiej pogody, z każdą mijającą minutą coraz bardziej się ta jazda podobała. Kiedy dotarli na miejsce zdała sobie sprawę, że jej spodnie są całe w błocie, nie przejęła się tym jednak specjalnie. Dalej była zadowolona, że wreszcie coś się zaczęło dziać, w jej ostatnio nudnym życiu.</p>
<p style="text-align:justify;">Zatrzymali się przy dosyć dużym, ładnym domu. W sporym, porośniętym trawą ogrodzie stały rozbite namioty. Pod dachem, przy drewnianym stole siedzieli jacyś ludzie. Kiedy Aniela zsunęła się z motocykla i oddała Aleksowi kask kilka osób obrzuciło ją zaskoczonymi spojrzeniami. Stanęła nie będąc do końca pewną, jak się powinna zachować. Chłopak podszedł do imprezujących ludzi, którzy najwyraźniej byli jego znajomymi. Przywitał się, ze wszystkimi, a potem przedstawił im Anielę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Usiądź – powiedział do niej. – Patryk pomoże mi rozstawić namiot.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna posłuchała go od razu i tak już wystarczająco skrępowana towarzystwem obcych ludzi. <em>Namiot? Jaki do cholery namiot?</em> Zdała sobie sprawę, że właściwie przed wyjazdem o nic Aleksa nie wypytała. Gdyby wiedziała, wzięłaby ze sobą przynajmniej śpiwór. Prawie natychmiast do Anieli przysiadła się jakaś dziewczyna. Była drobna, szczupła, miała sięgające ramion rude włosy i niesamowite, zielone oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cześć, jestem Daria – powiedziała uśmiechając się miło. – Zaskoczyło mnie, a właściwie to chyba nas wszystkim, że Aleks nie przyjechał sam. Jesteście ze sobą? – zapytała prosto z mostu.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela pokręciła głową odrobinę zmieszana.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przyjaźnimy się od jakiegoś czasu – odpowiedziała zgodnie z prawdą. – I szczerze mówiąc, to mnie też zaskoczyło, że z nim przyjechałam. Zaproponował mi to mniej więcej godzinę przed wyjazdem.</p>
<p style="text-align:justify;">Daria roześmiała się wesoło.</p>
<p style="text-align:justify;">- O! więc on zna jakieś dziewczyny, które nie chodzą aktualnie z jego kumplami? Dobrze wiedzieć. Cóż, fajnie, że się z nim zabrałaś. Na pewno będziesz się z nami dobrze bawiła.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela stwierdziła, że ma spore szanse polubić rudowłosą dziewczynę. Zdała sobie sprawę, że w ich internetowych rozmowach Aleks kiedyś o niej wspominał. Co prawda nie wymieniał imienia, ale opis by się zgadzał. Daria była dziewczyną o której pisał, że za dużo gada, a do tego jest zawsze bardzo bezpośrednia. Anieli niejasno świtało, że chyba umawiała się z przyjacielem Aleksa, Patrykiem. Dziewczyna zaczęła się zastanawiać ile rzeczy wie o zgromadzonych tu ludziach. Od razu wydali się jej mniej obcy. Daria nie marnowała czasu. Przedstawiła wszystkich Anieli dodając przy tym barwne opisy swoich przyjaciół. Damian i Dagmara &#8211; para praktycznie od przedszkola, Malwina – łamaczka męskich serc, przyjaciółka Dagmary, oraz kończący politechnikę Szymon i Piotrek, którzy pracowali w nadzorze budowlanym, co podobno było głównym tematem ich rozmów. Kiedy wrócił Aleks, znała już wszystkich. Chłopak usiadł koło niej, podsuwając jej butelkę piwa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chcesz iść spać czy masz ochotę się jeszcze gdzieś przejść? – zapytał.</p>
<p style="text-align:justify;">Poczuła się dziwnie, kiedy przyszło jej na myśl, że Aleks czuje się zobowiązany do opieki nad nią. Nie chciała mu psuć wyjazdu. Mimo zmęczenia uśmiechnęła się wesoło.</p>
<p style="text-align:justify;">- Możemy pozwiedzać, tylko najpierw zmieniłabym spodnie, te są całe w błocie – stwierdziła.</p>
<p style="text-align:justify;">- To chodź, pokażę ci łazienkę – wtrąciła się Daria, po czym nie czekając na odpowiedź wstała i pociągnęła za sobą Anielę. – Śpimy w namiotach, ale z łazienki i kuchni korzystamy w domu gospodarzy – wytłumaczyła, kiedy razem podeszły pod drzwi.</p>
<p style="text-align:justify;">Po drodze Aniela chwyciła swój plecak. Razem z Darią weszła do środka. W łazience przebrała się w czyste jeansy i przeprała te paskudnie zabłocone. Stwierdziła, że taka pogoda zdecydowanie nie jest wymarzona, na przejażdżki motocyklem. Kiedy wreszcie wyszła, Daria ciągle na nią czekała.</p>
<p style="text-align:justify;">- Masz pomysł, gdzie mogę rozwiesić spodnie? – zapytała Aniela nowej koleżanki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jasne, tam z tyłu, gdzie siedzimy jest sznurek, w nocy już chyba nie powinno padać. Chodź, oczywiście cię zaprowadzę.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela posłusznie ruszyła za Darią. Przedzierając się przez krzaki porzeczek ominęły z tyłu ogródek i doszły do rozwieszonych sznurków na bieliznę. Dziewczyna rozwiesiła swoje spodnie, zadowolona, że wzięła te na zmianę. Kiedy wracały, przy stole siedzieli sami chłopacy. Malwina z Dagmarą najwyraźniej musiały gdzieś pójść. Dziewczyny usłyszały toczącą się przy stole rozmowę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdzie ty sobie wyrwałeś taką laskę, Aleks? – zapytał Patryk.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przyznaj się, przywiozłeś dziewczynę tutaj, bo chcesz ją przelecieć – roześmiał się Damian.</p>
<p style="text-align:justify;">Aleks spojrzał ponuro na kumpli, ale nic nie odpowiedział. Daria położyła Anieli rękę na ramieniu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie martw się, on nie jest taki – powiedziała szeptem. – W przeciwieństwie do tych tutaj, Aleks jest dżentelmenem, rzadko się spotyka takich facetów. Ale skoro go znasz, to pewnie o tym sama wiesz.</p>
<p style="text-align:justify;">Popchnęła Anielę w kierunku stołu. Kiedy tylko podeszły, chłopacy natychmiast zamilkli. Patryk przyciągnął do siebie Darię, sadzając ją sobie na kolanach. Aleks wstał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gotowa? – zapytał.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela skinęła głową. Damian także ruszył się z miejsca.</p>
<p style="text-align:justify;">- Idziemy w piątkę pozwiedzać – stwierdził uśmiechając się przekornie do Anieli. – Malwina i Daga czekają na nas przed domem.</p>
<p style="text-align:justify;">Ominęli krzaki porzeczek, przeszli przez swoje małe pole namiotowe i wspólnie, we trójkę wyszli przez drewnianą, skrzypiącą furtkę, na pokrytą kocimi łbami ulicę.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Festiwal odbywał się praktycznie w całym mieście. Słychać było muzykę, wszędzie porozstawiane były najrozmaitsze kramy i stragany. Na wzgórzu stał nawet dźwig, z którego można było skakać na bandżi. Podczas spaceru, Aniela rozglądała się ciekawie po okolicy. Zatrzymali się dopiero na molo. Damian i Aleks kupili sobie i dziewczynom piwo. Policji, pilnującej porządku nie brakowało, ale na pikniku country picie było dozwolone praktycznie wszędzie. Aniela podciągnęła się na rękach i usiadła na barierce pomostu. Aleks stanął oparty przy niej.</p>
<p style="text-align:justify;">- I jak? Wolałabyś jednak zostać w domu czy tu też może być? – zapytał uśmiechając się do niej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Miałam już serdecznie dość nic nie robienia – odpowiedziała wesoło. &#8211; Poza tym fajnie jest poznać ludzi, o których się tyle nasłuchałam.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak speszył się nieco.</p>
<p style="text-align:justify;">- Naprawdę tak dużo o nich opowiadałem? – spytał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co nieco – odparła z uśmiechem.</p>
<p style="text-align:justify;">- O nas plotkujecie? – wtrącił się Damian.</p>
<p style="text-align:justify;">- Odrobinę – przyznał rozbawiony Aleks.</p>
<p style="text-align:justify;">- A co mówicie na mój temat? – zainteresowała się Dagmara.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wychwalają pod niebiosa twoją urodę i intelekt, kochanie – powiedział Damian obejmując ją od tyłu ramionami.</p>
<p style="text-align:justify;">Mruknęła zadowolona, opierając się o swojego chłopaka.</p>
<p style="text-align:justify;">- W takim razie plotkujcie sobie dalej – roześmiała się wesoło.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela słyszała o tym, że Damian lubi się drażnić ze swoją dziewczyną, ale tamtej to najwyraźniej nie przeszkadzało w najmniejszym stopniu. Zresztą Dagmara była naprawdę ładna i najwyraźniej nie głupia, nie miała więc zbyt wielu kompleksów, żeby takie droczenie się miało być dla niej rzeczą uciążliwą. Malwina stanęła po drugiej stronie Aleksa. Próbowała wdrapać się na barierkę, śladem Anieli, jednak nie poszło jej to tak zgrabnie jak tamtej. Gdyby Aleks jej w porę nie złapał, niechybnie wpadłaby do wody. Miała szczęście, że wcześniej przynajmniej odstawiła swoje piwo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Uważaj trochę, dziewczyno – powiedział do niej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nogi mnie bolą – jęknęła. – Chciała tylko usiąść. Podsadzisz mnie? – poprosiła.</p>
<p style="text-align:justify;">Aleks z dezaprobatą pokręcił głową, ale spełnił prośbę Malwiny. Dziewczyna, siedząc już pewnie, wzięła do ręki swoje piwo. Zaczęli toczyć wesołą rozmowę. Aniela przysłuchiwała się tylko siedząc cicho. Zazwyczaj nie należała do małomównych osób, ale przez ostatnie pół roku bardzo się zmieniła. Właściwie to nie wiedziała, co by ze sobą zrobiła, gdyby nie wieczorne rozmowy z Aleksem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jestem głodny – stwierdził po pewnym czasie Damian – chodźmy coś zjeść. Mam ochotę na jakiegoś hot-doga, albo gyrosa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ty zawsze tylko byś jadł i jadł – roześmiała się Dagmara. – Idziecie z nami? – zwróciła się do pozostałych.</p>
<p style="text-align:justify;">Aleks potwierdził skinieniem głowy. Aniela zgrabnie zeskoczyła na ziemię. Zawsze była lekka i zwinna, nie brakowało jej też gracji. Malwinie jednak najwyraźniej brakowało. Zsuwając się z barierki wylała na siebie niedopitą resztkę piwa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie no! Dlaczego zawsze ja? – jęknęła. – Jestem teraz cała mokra, zimno mi – poskarżyła się cała nieszczęśliwa.</p>
<p style="text-align:justify;">Dagmara i Damian wybuchli śmiechem. Aniela współczująco spojrzała na dziewczynę. Aleks zdjął swoją motocyklową kurtkę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Trzymaj – powiedział do Malwiny. – Tylko lepiej zdejmij najpierw tą przemoczoną bluzę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dzięki – westchnęła dziewczyna wkładając jego kurtkę. – Nie wiem jak wy, ale ja mam dosyć i chcę wracać. Aleks, odprowadzisz mnie? – spytała chłopaka z nadzieją.</p>
<p style="text-align:justify;">Ten spojrzał pytająco na Anielę. Dziewczyna pomyślała, że po prostu wróci z nimi, ale w tym momencie wtrąciła się Dagmara.</p>
<p style="text-align:justify;">- Spoko, idź z nią Aleks. My się zajmiemy Anielką, nakarmimy ją i w ogóle.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak uśmiechnął się z wdzięcznością.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ok. Odprowadzę Malwinę, a potem was znajdę.</p>
<p style="text-align:justify;">Dagmara wzięła Anielę po rękę i rozeszli się w dwóch przeciwnych kierunkach.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Poszli do pokaźnym rozmiarów, ciemnozielonego namiotu z jedzeniem. Dziewczyny usiadły przy drewnianym stoliku, podczas gdy Damian poszedł coś zamówić dla całej trójki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Anielka, mogę cię o coś zapytać? – zagadnęła ją Dagmara, kiedy jej chłopak zniknął z pola widzenia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jasne – odpowiedziała dziewczyna uprzejmie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co cię właściwie łączy z Aleksem? – spytała.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela spojrzała na nią lekko zaskoczona. Czemu do licha każdy ją o to pytał? Czy to nie była prywatna sprawa pomiędzy nią o chłopakiem?</p>
<p style="text-align:justify;">- Przyjaźnimy się od jakiegoś czasu – odpowiedziała jednak zgodnie z prawdą.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc nie jesteście parą?</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie – odpowiedziała Aniela.</p>
<p style="text-align:justify;">Dagmara uśmiechnęła się do niej jakby z ulgą.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przepraszam, za takie bezpośrednie pytania – powiedziała wesoło. – Po prostu Malwina szaleje na punkcie Aleksa. Planowała go poderwać tutaj na wyjeździe, a spotkała ją niemiła niespodzianka, bo przyjechał z tobą.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc to jej zachowanie dzisiaj było tylko na pokaz? – spytała zaskoczona Aniela.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak – przyznała Dagmara bez cienia wahania. – Moja przyjaciółka jak chce, to potrafi być niezłą aktorką, a Aleks zawsze był bardzo opiekuńczy i nigdy nikomu nie odmówił pomocy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zauważyłam – stwierdziła Aniela, której niewiadomo z jakiego powodu zrobiło się bardzo przykro i nieswojo. – Mnie zabrał tutaj z litości. Inaczej całe wakacje spędziłabym w domu. Jestem mu za to naprawdę wdzięczna.</p>
<p style="text-align:justify;">Do stolika wrócił Damian niosąc ze sobą trzy gyrosy. Dwa z nich oddał dziewczynom.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wszystko czego nie zjecie, z powrotem dla mnie – powiedział z szerokim uśmiechem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jasne – roześmiała się Dagmara &#8211; nie ma sprawy.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak rozsiadł się wygodnie obok swojej dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dzwonił Aleks, zapytać gdzie jesteśmy. Będzie tu za kilkanaście minut. Akurat zdążymy zjeść.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela skinęła głową. Zaczęła skubać swojego gyrosa. Właściwie to mimo, że tego dnia jadła tylko śniadanie, z jakiejś przyczyny straciła cały apetyt.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Aleks szedł szybkim krokiem. Nie podobało mu się to, że musiał zostawić Anielę z przyjaciółmi. Chciał spędzić z dziewczyną jak najwięcej czasu. Od kilku miesięcy zbierał się w sobie, żeby zaproponować jej spotkanie w realu, aż wreszcie nadarzyła się okazja. Był pewien, że Aniela odmówi, ku jego niekłamanej radości ona się jednak zgodziła. Zdawał sobie sprawę, że nie jest najlepszy w kontaktach z dziewczynami. Jego związki nigdy nie trwały długo i zawsze były do kitu. Dziewczyny nie rozumiały jego sytuacji, nie potrafiły pojąć tego, że po śmierci ojca Aleks opiekował się matką i młodszą siostrą. Zawsze chciały być najważniejsze i na pierwszym planie. Denerwowały się, kiedy nie miał dla nich czasu, zdarzały się nawet takie, które robiły z tego powodu awantury lub próbowały go szantażować. Wiedział jednak, że Aniela jest inna. Przez te pół roku stała się jego przyjaciółką. Była jego bratnią duszą. Zdawał sobie jednak też sprawę, że nie jest typem chłopaka, z jakim Aniela mogłaby się umawiać. Zawsze gdy o tym myślał, boleśnie przypominał sobie chłopaka z dyskoteki. Do tego była naprawdę śliczna. Złociste, sięgające do połowy pleców, włosy skręcały się w delikatne fale opadając niefrasobliwie na ramiona dziewczyny. Jej błękitne oczy patrzyły bystro przed siebie. Na dodatek była zgrabna i pełna gracji. Zupełnie jak baśniowa królewna. Był pewien, że nie ma u niej żadnych szans, pozostawały mu jednak własne marzenia. Poza tym chciał spędzić z nią jak najwięcej czasu, najlepiej każdą wolną chwilę. Chciał, żeby ich internetowe rozmowy przeniosły się do rzeczywistości. Pragnął żeby Aniela była przynajmniej jego przyjaciółką. Nie wyobrażał sobie jakby miał radzić sobie bez niej.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy dotarł na miejsce wszyscy już zjedli. Siedzieli przy stoliku rozmawiając i popijając piwo.</p>
<p style="text-align:justify;">- O, Aleks, nareszcie jesteś – odezwał się Damian na jego widok. – Jak chcesz coś zjeść to chętnie na ciebie poczekamy.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak spojrzał na Anielę. Wydała mu się jakaś dziwnie smutna i przygaszona.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie jestem głodny – odpowiedział. – Możemy się zwijać.</p>
<p style="text-align:justify;">Przyjaciele wstali od stolika i razem wrócili do swojego obozu. Aniela zniknęła w łazience szykując się do spania. Aleks nie miał ochoty na picie z kolegami. Wszedł do namiotu. Wśliznął się do śpiwora i położył czekając na dziewczynę. Zapalił latarkę, żeby nie było zupełnie ciemno, kiedy przyjdzie. Gdy wreszcie znalazła się w namiocie, uśmiechnął się do niej wesoło. Zrzedła mu jednak mina, kiedy zobaczył zmieszanie na twarzy dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">- O co chodzi? – zapytał niepewnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie patrzyła na niego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Widzisz… nie powiedziałeś mi, że będziemy spali pod namiotem… nie zabrałam śpiwora, ani nic.</p>
<p style="text-align:justify;">- O kurde, ale ze mnie idiota – westchnął. – Trzymaj mój – powiedział wysuwając się ze śpiwora.</p>
<p style="text-align:justify;">- Aleks, ja nie…</p>
<p style="text-align:justify;">- Za głupotę się płaci – przerwał dziewczynie, uśmiechając się do niej wesoło. – Nie chcę, żebyś marzła w nocy.</p>
<p style="text-align:justify;">- A ja nie chcę, żebyś ty marznął – powiedziała.</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnęła się do niego nieśmiało. Rozpięła śpiwór, tak, że teraz zrobiła się z niego kołdra. Położyła się przy chłopaku i przykryła ich obydwoje. Patrzył na nią, podpierając głowę na łokciu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ładnie to wykombinowałaś – stwierdził. – Nie wpadłem na ten pomysł.</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnęła się do niego odrobinę szerzej, potem jednak znowu zmarkotniała. Aleks zastanawiał się co może ją dręczyć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Idziemy spać? – zapytała.</p>
<p style="text-align:justify;">- Spać? To dzisiaj nie porozmawiamy? – spytał lekko zawiedzionym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">Roześmiała się wesoło. Stwierdził, że uwielbia jej śmiech.</p>
<p style="text-align:justify;">- O, to my rozmawiamy inaczej niż przez Internet?</p>
<p style="text-align:justify;">- W każdym razie warto spróbować – oznajmił. – Co zasiałaś na swojej farmie? Bo ja mam całe pole arbuzów. Dojrzewają przez cztery dni.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela spojrzała na niego zaskoczona, potem jednak na jej twarz powrócił pogodny uśmiech.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ja wybrałam bawełnę. Nie wiesz przypadkiem co dzieje się ze zwierzakami? Nie chciałabym, żeby mi pozdychały czy coś.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pojęcia nie mam – stwierdził. – Nigdy nie próbowałem ich zostawiać, ale raczej nic, bo to by było bez sensu. Najwyżej będą chodziły głodne.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mam nadzieję, że nie uciekną – oznajmiła śmiejąc się cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">Potem jednak znowu posmutniała.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co cię dzisiaj dręczy? – spytał Aleks, stawiając na bezpośredniość, tak jak to mieli w zwyczaju rozmawiając przez Internet.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nic – odpowiedziała, ale chłopak od razu poznał, że to nie prawda.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nad czymś mocno rozmyślasz – stwierdził.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chciałabym ci powiedzieć, ale nie wiem czy powinnam – westchnęła. – Podobno istnieje coś takiego jak solidarność jajników.</p>
<p style="text-align:justify;">- Może i tak – oznajmił wpatrując się w nią uważnie – ale to ja jestem twoim przyjacielem, pamiętasz? Nie martw się, będę udawał, że niczego nie wiem.</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnęła się.</p>
<p style="text-align:justify;">- Bardzo podobasz się tej dziewczynie – powiedziała cicho. – Poluje na ciebie, że tak się wyrażę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Masz na myśli Malwinę? – prawie jęknął Aleks.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak. Jest bardzo ładna, nie uważasz? – spytała niepewnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak wzruszył ramionami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Może… w każdym razie nie w moim typie. Zresztą mnie podoba się zupełnie kto inny – oznajmił żałując swoich słów, zanim jeszcze do końca wyszły z jego krtani.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kto taki? – zainteresowała się natychmiast Aniela.</p>
<p style="text-align:justify;">Aleks przeklął się w duchu za głupotę. Mógł spodziewać się tego, że zacznie wypytywać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie powiem ci, ponieważ jestem u niej kompletnie bez szans &#8211; stwierdził.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ma chłopaka? – zapytała od razu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie – odpowiedział.</p>
<p style="text-align:justify;">- W takim razie dlaczego tak sądzisz? Jesteś przystojny i miły, a wszystkie twoje koleżanki uważają cię za dżentelmena – uśmiechnęła się do niego ciepło.</p>
<p style="text-align:justify;">Tym razem to on się roześmiał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie jestem w jej typie. Skończmy tą rozmowę, dobrze? Nie mam ochoty o tym mówić.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak chcesz – westchnęła dziewczyna odwracając się na plecy.</p>
<p style="text-align:justify;">Potem znowu przełożyła się na bok. Zwinęła się w kłębek. Długo jednak nie poleżała w takiej pozycji. Usiadła i wyciągnęła z plecaka sweter. Położyła go sobie pod głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czemu tak się wiercisz? – spytał rozbawiony.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niewygodnie mi i twardo – poskarżyła się Aniela. – Nie miałam zbyt wielu okazji do spania pod namiotem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przykro mi, nie przywiozłem ze sobą materaca, nie chciał się zmieścić do torby. Chodź tu księżniczko na ziarnku grochu – powiedział odwracając się na plecy i wyciągając rękę – dzisiaj ja będę twoją poduszką.</p>
<p style="text-align:justify;">Przysunęła się do niego bliżej, kładąc mu głowę na ramieniu. Poczuł aż nazbyt boleśnie jej bliskość. Nie mógł się powstrzymać i objął Anielę. Tak cudownie było trzymać ją w ramionach, czuć zapach jej włosów, ciepło jej ciała. Z trudem powstrzymał się przed pocałowaniem dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobranoc Aleks – powiedziała zamykając oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobranoc Anielko – odpowiedział cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">Zgasił latarkę. Tej nocy długo nie mógł zasnąć, zresztą nie chciał spać, nie kiedy ona była tak blisko niego. Wsłuchiwał się w równy, miarowy oddech śpiącej dziewczyny. Wdychał cudowny zapach jej włosów. Rozkoszował się jej obecnością. W końcu jednak i on zamknął oczy, pogrążając się w sennych marzeniach. Przez całą jednak noc nie wypuścił Anieli z objęć.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Następnego dnia zaspaną Anielę przywitało jasne słońce. Dzień był ciepły i pogodny. Dziewczyna wyśliznęła się z objęć Aleksa, nie chcąc obudzić chłopaka. Przeciągnęła się jak mały kociak, zabrała ubrania na zmianę, kosmetyczkę i wyszła z namiotu. Kiedy wróciła umyta i ubrana chłopak już nie spał. Uśmiechnął się do niej promiennie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Śniadanie? – zapytał.</p>
<p style="text-align:justify;">Skinęła głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Aha. I kawa. Dużo mocnej kawy.</p>
<p style="text-align:justify;">Roześmiał się wesoło.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze. Kawa też może być. Tylko daj mi minutkę, skoczę do łazienki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jasne.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela wyszła z namiotu razem z Aleksem. W taki piękny, letni dzień wszyscy postanowili zjeść na dworze. Teraz cała grupa w komplecie siedziała przy drewnianym stole na tyłach ogrodu. Dziewczyna przysiadła się do nich, specjalnie wybierając wolne miejsce obok Darii. Zdecydowanie wolała uniknąć konwersacji z Dagmarą i Malwiną.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cześć Anielko, dobrze spałaś? – zaczęła wesoło Daria.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak. Wróciła mi energia i chęć do życia. Są jakieś plany na dzisiaj?</p>
<p style="text-align:justify;">- Aha. Chłopaki biorą motory i jedziemy do Mikołajek, do Aquaparku.</p>
<p style="text-align:justify;">Mina Anieli natychmiast zrzedła.</p>
<p style="text-align:justify;">- Yh? Na basen? – zapytała. – To ja odpadam… nie mam ze sobą kostiumu ani nic.</p>
<p style="text-align:justify;">Daria wyraźnie posmutniała.</p>
<p style="text-align:justify;">- To ten idiota nie powiedział ci, żebyś wzięła strój kąpielowy? No niech go szlak trafi! Przecież wiedział, że będziemy tam jechać.</p>
<p style="text-align:justify;">Aleks podszedł do rozmawiających dziewczyn. Najwyraźniej słyszał ostatnie zdanie.</p>
<p style="text-align:justify;">- O cholera, nie pomyślałem o tym. Przepraszam. – Powiedział pełnym skruchy głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">Usiadł przy Anieli stawiając przed nią kubek z kawą.</p>
<p style="text-align:justify;">- No cóż, trudno się mówi – wtrąciła się do rozmowy, najwyraźniej zadowolona z korzystnego dla jej przyjaciółki, zbiegu okoliczności Dagmara. – Nie martw się Aniela, nie będziesz sama, Szymon nie lubi pływać, więc zostaje tutaj. A Malwina zabierze się z Aleksem, już od dawna miała ochotę się przejechać na motorze.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela poczuła się paskudnie. No i to by było na tyle, jeżeli chodzi o miłe spędzenie dnia. Całą siłą woli starała się nie pozwolić, żeby do jej oczu napłynęły łzy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Sorry Daga, ale nie dzisiaj – odezwał się stanowczo Aleks. – To moja wina, że Anielka nie ma w czym pływać, więc ja też nie pojadę na basen. Ale do Mikołajek się z wami zabierzemy, zwiedzimy sobie miasto. Co ty na to? – zwrócił się do Anieli. – W ramach przeprosin postawię ci pizzę.</p>
<p style="text-align:justify;">Dagmara i Malwina wyglądały na bardzo rozczarowane. Aniela natomiast poczuła niesamowitą lekkość i ulgę. Mimo to poczuła się w obowiązku zaprotestować. Nie chciała psuć Aleksowi zabawy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Aleks, nie musisz ze mną zostawać – powiedziała cicho, nie do końca będąc pewną swojego głosu. – Przeżyję jakoś…</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnął się do niej wesoło.</p>
<p style="text-align:justify;">- Może i nie muszę, ale chcę – odpowiedział tylko. – Więc ustalone?</p>
<p style="text-align:justify;">Skinęła głową uśmiechając się do niego ciepło.</p>
<p style="text-align:justify;">- Super, w takim razie kończymy śniadanie i możemy jechać – stwierdziła uradowana Daria.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela zadowolona usiadła za Aleksem na motorze. Pojechali do Mikołajek. Podczas gdy cała reszta poszła do Aquaparku oni wybrali się zwiedzić niewielkie, ale urokliwe miasteczko. Chłopak dotrzymał słowa i zaprosił Anielę na pizzę. Dziewczyna w jego towarzystwie czuła się cudownie, zupełnie jakby znali się od zawsze, a rozmowy które toczyli przez Internet z równą łatwością i bez skrępowania mogli prowadzić też twarzą w twarz. Aniela nie pamiętała kiedy ostatnio tak dobrze się bawiła. Kiedy wracali do Mrągowa, Aleks oderwał się od reszty grupy i skręcił nad jezioro. Zaparkował motocykl na wzgórzu i wspólnie z Anielą zeszli nad brzeg przejrzystej wody. Usiedli na trawie. Dziewczyna była więcej niż zadowolona z tego niespodziewanego przystanku na trasie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cieszę się, że ze mną tu przyjechałaś – stwierdził chłopak.</p>
<p style="text-align:justify;">- Uratowałeś mnie przed nudą – uśmiechnęła się do niego wesoło.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela niejasno zdawała sobie sprawę, że właściwie, to chyba Aleks wyciągnął ją z depresji. Przez pół roku był dla niej wsparciem, którego tak bardzo potrzebowała, a którym jakoś nie potrafiła być jej przyjaciółka. Ulegając impulsowi położyła głowę na ramieniu chłopaka. Wyciągnął rękę i objął ją niezgrabnie. Aniela z całego serca zapragnęła być tą dziewczyną, w której zakochany był Aleks. Bardzo żałowała, że nią nie jest. Zdawała sobie sprawę, że gdyby zrobiła krok w stronę Aleksa, chłopak prawdopodobnie odpowiedziałby tym samym, nie miała jednak takiego zamiaru. Nie chciała być w związku z facetem, który jest zakochany w innej. To była beznadziejna sprawa i mogłaby zrujnować ich przyjaźń, a to właśnie przyjaciela Aniela potrzebowała teraz najbardziej.</p>
<p style="text-align:justify;">Nad brzegiem jeziora spędzili rozmawiając prawie całe popołudnie. W końcu obydwoje uznali, że czas wracać. Niechętnie wstali z miękkiej trawy, wsiedli na motor i wrócili do przyjaciół Aleksa i na festiwal.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Wieczorem całą dziewiątką włóczyli się po terenie pikniku. Aniela szła trzymając się z Darią pod ramię. Mimo, że dziewczyny znały się dopiero od dwóch dni, traktowały się nawzajem jakby były siostrami. Aniela odnalazła w Darii pokrewną duszę. Rozumiały się bez słów. Oddaliły się od reszty chcąc spokojnie porozmawiać. Kiedy tylko odeszły poza zasięg słuchu przyjaciół, Daria natychmiast naskoczyła na Anielę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ty go lubisz Anielka, wygląda mi na to, że baaardzooooo go lubisz – powiedziała zadowolona z siebie. – Czemu mu o tym nie powiesz?</p>
<p style="text-align:justify;">- Przestań – jęknęła dziewczyna. Była przekonana, że nie ma sensu okłamywać Darii, bo dziewczyna i tak będzie wiedziała swoje. – Zrobiłabym to, ale Aleks jest zakochany w jakiejś dziewczynie… nie mam ochoty być „tą drugą”. Wole, żeby był moim przyjacielem. Jest dobrze tak jak jest.</p>
<p style="text-align:justify;">- Skąd wiesz, że jest zakochany? Mi się wydaje, że to ty mu się podobasz…</p>
<p style="text-align:justify;">- Powiedział mi o tym, kiedy rozmawialiśmy wieczorem – westchnęła Aniela.</p>
<p style="text-align:justify;">- Słuchaj… znam Aleksa dopiero od dwóch lat, ale on i Patryk przyjaźnią się od przedszkola – powiedziała pewnym głosem. – Nie wydaje mi się, żeby szalał za jakąś dziewczyną…</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela uśmiechnęła się ponuro.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, nie wydawało ci się też, że kogoś ze sobą zabierze, prawda? &#8211; powiedziała cierpkim głosem ganiąc nową przyjaciółkę. – A jednak tu jestem. Mimo wszystko.</p>
<p style="text-align:justify;">Daria westchnęła.</p>
<p style="text-align:justify;">- Też racja – przyznała. – Moim zdaniem bylibyście idealną parą.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie – odpowiedziała po prostu Aniela. – Nie zamierzam się zachowywać tak jak Malwina. Jesteśmy przyjaciółmi i niech tak zostanie.</p>
<p style="text-align:justify;">Nagle dziewczyna zdała sobie sprawę, że ktoś woła jej imię. Głos wydawał się jej dziwnie znajomy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Anielka! Anielka! – usłyszała wołanie.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna pobladła na widok zbliżającego się ścieżką chłopaka. Spojrzała na niego lekko przestraszonym wzrokiem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Anielka! Tyle czasu cię nie widziałem – odezwał się Jarek, kiedy zdyszany znalazł się przy dziewczynach. – Co za zbieg okoliczności, że spotkaliśmy się akurat tutaj!</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna jęknęła w duchu. Nie była pewna czy cokolwiek gorszego mogło ją tego dnia spotkać. Dalej doskonale pamiętała wydarzenia tego feralnego wieczora, kiedy poszła go szukać</p>
<p style="text-align:justify;">- Cześć, Jarek – przywitała się niezbyt przyjaznym tonem.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak uśmiechnął się ujmująco, tak jak tylko on potrafił. Aniela już zdążyła zapomnieć jaki był przystojny. Swoją osobą przywodził na myśl księcia z bajki. Kiedyś była przekonana, że jest spełnieniem jej wszystkich marzeń, teraz chciała jedynie żeby stąd zniknął.</p>
<p style="text-align:justify;">- A jak na imię ma twoja śliczna przyjaciółka? – spytał przyglądając się Darii z kocim uśmiechem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jestem Daria – odparła tamta, rumieniąc się uroczo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Miło mi cię poznać. Mogę na chwilę pożyczyć Anielkę od ciebie? – zapytał. &#8211; Tak dawno się nie widzieliśmy…</p>
<p style="text-align:justify;">- Jasne, nie ma sprawy – odpowiedziała dziewczyna patrząc znacząco na Anielę, spojrzeniem, które mówiło „ale ciacho, szkoda, że mam chłopaka”.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna nie zdążyła zaprotestować. Po chwili Daria zniknęła na prowadzącej do przyjaciół ścieżce.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chyba się mnie nie boisz, Anielko? – spytał Jarek zauważając jej wahanie i niepewne spojrzenie. Uśmiechnął się ponuro.</p>
<p style="text-align:justify;">Tak naprawdę dziewczyna myślała tylko o tym, gdzie by tu uciec. Nie miała najmniejszej ochoty na rozmowę z Jarkiem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Po prostu nie chcę z tobą rozmawiać, nie mamy o czym – odpowiedziała ostro.</p>
<p style="text-align:justify;">- Anielko… nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęskniłem przez ten cały czas – powiedział cicho. – Nie uważasz, że to zrządzenie losu, że się tutaj spotkaliśmy? Wysłuchaj mnie, proszę. Bardzo mi na tym zależy. – Dziewczyna wzdrygnęła się, kiedy otoczył ją ramieniem. Poprowadził w kierunku schowanej między drzewami ławki. – Usiądźmy, dobrze? – powiedział łagodnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela niechętnie zajęła miejsce na brzegu ławki. Jarek usiadł tuż obok niej. Patrzył na nią łagodnym spojrzeniem błękitnych oczu. Tyle razy zdarzyło jej się zatonąć w ich głębi. Chłopak przywodził jej na myśl łagodnego, wspaniałego rumaka. Tym razem nie zamierzała się jednak dać zwieść. Wiedziała do czego Jarek jest zdolny. Niestety doświadczyła tego na własnej skórze.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czego ode mnie chcesz? – spytała wrogo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Anielko… byłem skończonym idiotą… ciągle imprezowałem, za dużo piłem – powiedział cicho. – Uświadomiłem sobie jaki ze mnie skończony kretyn, dopiero kiedy cię straciłem. Po prostu nie potrafiłem o tobie zapomnieć. Nie odbierałaś telefonów, nie chcieli mnie wpuścić do ciebie do domu… nie miałem jak cię przeprosić… Zależy mi na tobie Anielko, w dalszym ciągu cię kocham. Daj mi szansę… proszę… &#8211; szepnął błagalnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna spojrzała na niego niedowierzająco, a potem zwyczajnie się roześmiała.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jarek, ty chyba do reszty zwariowałeś – powiedziała patrząc mu w oczy. – Uważasz, że możesz przyjść, przeprosić i wszystko będzie dobrze? Zdradzałeś mnie na prawo i lewo, uderzyłeś mnie… nawet ty nie możesz być na tyle głupi, żeby tak sądzić…</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie, nie twierdzę, że wszystko będzie w porządku. Nie widzieliśmy się przez pół roku Anielko. Ludzie się zmieniają. – Powiedział patrząc na nią błagalnie. &#8211; Uwierz mi. Ja się zmieniłem. Po prostu daj mi szansę wszystko naprawić. Proszę.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela wbrew swoim najgorętszym chęcią nie potrafiła powstrzymać napływających do jej myśli wspomnień. Kiedy była z Jarkiem, większa część jej życia wyglądała jak z bajki. Do tego pamiętnego wieczora, kiedy zadzwoniła do niej Maja, mówiąc, że jej chłopak ją oszukuje, Aniela widziała w nim tylko dobre cechy. Był miły, troskliwy i czarujący, a do tego cholernie przystojny. Boleśnie zdała sobie sprawę, za co go kochała. Teraz jednak było zupełnie inaczej. Jarek miał rację, ludzie się zmieniają.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie kocham cię – powiedziała patrząc na chłopaka. – Kochałam cię jak nikogo na świecie, ale już nie kocham. I nie przeszło mi po tym jak mnie uderzyłeś. Męczyłam się z tym uczuciem przez kilka długich miesięcy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Rozumiem – odpowiedział cicho. – Mimo to, proszę po raz kolejny, daj mi szansę wszystko naprawić. Naprawdę bardzo za tobą tęskniłem, Anielko. Nie musimy być parą. Zwyczajnie mnie nie odrzucaj. Chcę spróbować być twoim przyjacielem.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna westchnęła. Wcale nie była pewna czy to taki dobry pomysł.</p>
<p style="text-align:justify;">- Na to mogę się zgodzić – stwierdziła jednak, po dłuższej chwili milczenia.</p>
<p style="text-align:justify;">Jarek uśmiechnął się do niej promiennie.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Aleks poczuł się niejasno zaniepokojony, kiedy Daria wróciła do nich sama. Złapał dziewczynę za ramię.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdzie Anielka? – spytał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Spotkała jakiegoś chłopaka, niezłe z niego ciacho. Masz o co być zazdrosny – uśmiechnęła się do niego Daria. – Miał na imię Jarek czy jakoś tak.</p>
<p style="text-align:justify;">Aleks zaklął. Po raz pierwszy pożałował, że nigdy nie opowiedział przyjaciołom o wydarzeniu sprzed pół roku.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdzie ona jest? – spytał cicho, na tyle poważnym głosem, że Daria postanowiła nie zadawać pytań.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna wskazała kierunek, a Aleks zerwał się pędem i pognał we wskazaną stronę. Kiedy znalazł się na miejscu Aniela stała naprzeciwko Jarka. Cicho o czymś rozmawiali. Aleks natychmiast znalazł się przy chłopaku. Uderzył go. Tamten spojrzał zaskoczony. Nawet nie próbował się bronić przed ciosami wściekłego Aleksa. Aniela po chwili osłupienia złapała Aleksa za ramię.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przestań! Co on ci zrobił?! – krzyknęła. – Co ci odbiło?!</p>
<p style="text-align:justify;">Aleks odepchnął ją od siebie. Spojrzał na nią gniewnym wzrokiem. W jego oczach malowała się furia. Dopiero po chwili oprzytomniał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przepraszam – powiedział cicho podchodząc do dziewczyny. Odsunęła się od niego gwałtownie. – Ja tylko… mam złe wspomnienia związane z tym typem.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela ominęła Aleksa i uklęknęła przy w tym momencie, leżącym na ziemi Jarku. Z rozciętej wargi chłopaka sączyła się strużka krwi.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nic ci ten idiota nie zrobił? – spytała wyciągając chusteczkę i delikatnie wycierając krew z twarzy Jarka.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak przecząco pokręcił głową. W Anieli obudziła się złość. Nie miała pojęcia co napadło Aleksa, ale w tym momencie nie miała ochoty tego wiedzieć. Po prostu była na niego wściekła. Spojrzała gniewnie na chłopaka. Patrzył na nią wzrokiem zbitego psa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przepraszam – powtórzył. – Ja myślałem…</p>
<p style="text-align:justify;">- To przestań myśleć – warknęła. – Bo najwyraźniej ci to nie wychodzi.</p>
<p style="text-align:justify;">Aleks posmutniał jeszcze bardziej. Przecież chciał tylko pomóc. Za żadne skarby świata nie mógł pozwolić, żeby ktoś skrzywdził dziewczynę. Cały dzień zrobił się naprawdę do kitu.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Późnym wieczorem Aniela siedziała przy drewnianym stole w ogrodzie, w którym rozstawili namioty. Rozmawiała z Jarkiem i Konradem, kumplem, z którym jej ex-chłopak przyjechał do Mrągowa. Aleks przycupnął na krześle, po drugiej stronie stołu, jak najdalej od nich. Co jakiś czas rzucał Anieli ponure spojrzenia. Dziewczyna dalej była na niego zła, za to, w jaki sposób się zachował. To właśnie po Jarku mogła się takiego wybuchu spodziewać, ale do tej pory myślała, że Aleks jest inny, że jest ponadto. To tylko jeszcze bardziej uświadomiło jej, jak bardzo źle potrafi oceniać ludzi.</p>
<p style="text-align:justify;">Przyjaciele Aleksa z miejsca polubili Jarka, co złościło chłopaka tylko jeszcze bardziej. Był wkurzony, zazdrosny, a do tego odczuwał niepokój. Bał się, że Jarek ponownie skrzywdzi Anielę. Za bardzo mu na niej zależało, żeby miał na to pozwolić.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Aleks wrócił do namiotu dopiero późnym wieczorem. Aniela leżała przykryta śpiworem, odwrócona tyłem do wejścia, chłopak jednak zorientował się, że nie spała. Położył się obok niej, podpierając głowę na łokciu. W mroku widział jedynie zarys jej sylwetki. Słyszał cichy, równy oddech dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">- Anielko… &#8211; zaczął niezbyt pewnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak? – zapytała sennie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dalej się na mnie gniewasz?</p>
<p style="text-align:justify;">Usłyszał poruszenie i już po chwili dziewczyna leżała odwrócona przodem do niego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie gniewam – westchnęła. – Po prostu mnie zaskoczyłeś. Nie spodziewałam się po tobie takiego… hm… wybuchu – Aniela ujęła to najdelikatniej jak potrafiła.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przepraszam &#8211; powiedział szczerze Aleks. – Nie wiedziałem czego on od ciebie chce, bałem się o ciebie. Wiesz, że nie mam o twoim ex najlepszej opinii – stwierdził cierpko.</p>
<p style="text-align:justify;">- Złościłam się na ciebie przez chwilę – przyznała dziewczyna – ale już mi przeszło – na dowód przysunęła się do niego bliżej, niemal wtulając twarz w koszulkę chłopaka, przykryła ich obydwoje śpiworem. – Szkoda, że to nie we mnie jesteś zakochany – stwierdziła z żalem. – Myślę, że cudownie byłoby być twoją dziewczyną. Dobranoc Aleks.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak wstrzymał oddech. Nie wiedział co jej odpowiedzieć, ale wyraźnie milczał zbyt długo, bo po chwili dziewczyna już spała.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Następnego dnia rano Anielka wyśliznęła się cicho z namiotu, nie chciała zbudzić śpiącego Aleksa. Zdziwiła się zobaczywszy siedzącego przy stole Jarka. Pogodnie rozmawiał o czymś z Darią i Malwiną. Podeszła do nich uśmiechając się wesoło.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dzień dobry – przywitała się ze wszystkimi.</p>
<p style="text-align:justify;">- O, cześć Anielko! – ucieszył się Jarek. – Możemy porozmawiać?</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy przyzwalająco skinęła głową, chłopak przeprosił dziewczyny i wstał od stolika. Przeszli wspólnie kawałek i stanęli przed ogrodzeniem, otaczającym dom i całą posesję. Aniela spojrzała na Jarka pytająco. Nie miała pojęcia czego mógłby chcieć.</p>
<p style="text-align:justify;">- O co chodzi? – spytała niechętnie, nie była pewna czy chce to wiedzieć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie chciałbym, żeby twój chłopak znowu mi przyłożył… &#8211; westchnął teatralnie Jarek – ale muszę ci powiedzieć, że jesteś jeszcze piękniejsza niż sobie zapamiętałem. Ja naprawdę nie przestałem cię kochać Anielko, ani na minutę…</p>
<p style="text-align:justify;">- On nie jest moim chłopakiem – powiedziała odruchowo dziewczyna, żałując tych słów już w momencie, w którym je wypowiadała.</p>
<p style="text-align:justify;">Teraz patrzyła na Jarka zupełnie inaczej. To co mówił było tak samo piękne i miłe jak i nieprawdziwie. Chłopak uśmiechnął się kocim uśmiechem. Przyciągnął do siebie Anielę pełnym gracji ruchem i pocałował namiętnie, prosto w usta.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~</p>
<p style="text-align:justify;"><strong> </strong>Aleks stanął jak wryty. Jego dłonie same zacisnęły się w pięści. Jego nadzieje, marzenia, wszystko właśnie roztrzaskało się na kawałki. Po poprzednim wieczorze, po tym co powiedziała Aniela, zaczął się łudzić, że może jednak ma u dziewczyny jakieś szanse. Teraz, kiedy zobaczył jak stoi przed domem i całuje się ze swoim ex, zwyczajnie wszystko przepadło. Aleks poczuł bardzo nieprzyjemne uczucie w żołądku, był cholernie zły, że nawet nie odważył się spróbować. Teraz to już nie miało znaczenia. Szybkim krokiem minął całującą się za płotem parę i zniknął we wnętrzu domu.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela gwałtownie odepchnęła od siebie Jarka. Uderzyła go w twarz. Spojrzał na nią lekko zbity z tropu. W jego oczach pojawiły się niebezpieczne błyski.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przecież mówiłaś, że nie masz chłopaka – powiedział z wyraźnym wyrzutem w głosie.</p>
<p style="text-align:justify;">- A co to ma do rzeczy? – warknęła gniewnie dziewczyna. – Nic do ciebie nie czuję, a po tym co mi pokazałeś, sądzę, że nie powinniśmy się przyjaźnić. Wolałabym, żebyś stąd poszedł.</p>
<p style="text-align:justify;">Jarek popatrzył na dziewczynę złym wzrokiem, wyraźnie chciał coś powiedzieć, ale w ich stronę zbliżali się Damian z Patrykiem, wyraźnie zaniepokojeni, tym co się przed chwilą na ich oczach stało.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak sobie chcesz – syknął tylko nieprzyjemnym tonem, odwrócił się od dziewczyny i nie patrząc na nią więcej oddalił się w kierunku festynu.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♥ ~ ♥ ~ ♥ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Po południu wracali do domu. Aniela zauważyła, że Aleks jest jakiś dziwnie milczący. Zastanawiała się dlaczego. Może przez to co mu powiedziała poprzedniego wieczora? Bała się, że nie powinna była tego mówić. Podwiózł ją pod dom, a potem, rzuciwszy jedynie suche „na razie” zwyczajnie odjechał.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela weszła smętnie do pustego mieszkania. Nie chciała, nie mogła! stracić przyjaźni Aleksa. Włączyła komputer, mając nadzieję, że chłopak się dzisiaj pojawi na facebooku. Nie musiała długo czekać.</p>
<p style="text-align:justify;">„Aleks… gniewasz się na mnie?” wysłała wiadomość do chłopaka.</p>
<p style="text-align:justify;">„Za co miałbym się gniewać?” odpowiedział prawie natychmiast.</p>
<p style="text-align:justify;">„Nie wiem… po prostu wyglądało na to, że nie jesteś w najlepszym humorze…”</p>
<p style="text-align:justify;">„Bo nie jestem” odpowiedział. „Martwię się o Ciebie Anielko, to wszystko. Wiem, że nie powinienem się wtrącać, ale nie podoba mi się, że wróciłaś do Jarka.”</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna zamrugała ze zdumienia.</p>
<p style="text-align:justify;">„Czy ty wiesz coś więcej ode mnie w tej sprawie? O ile pamiętam, to ostatnie nasze spotkanie nie wyglądało najlepiej. Pocałował mnie, uderzyłam go, obraził się, a potem sobie poszedł i to by było na tyle. Nie sądzę, żebym chciała z nim jakikolwiek kontakt utrzymywać, a co dopiero do niego wracać.”</p>
<p style="text-align:justify;">Aleks nie odpisywał przez dłuższą chwilę. Zniknął z facebooka. Aniela zrezygnowana wstała od komputera. Usłyszała sygnał smsa.</p>
<p style="text-align:justify;">„Jestem kretynem, przepraszam. Wpuścisz mnie?” przeczytała wysłaną przez Aleksa wiadomość.</p>
<p style="text-align:justify;">Zaskoczona dziewczyna otworzyła drzwi wejściowe. Spojrzała niepewnie na stojącego w progu chłopaka. Aleks wszedł do środka. Wpatrywał się w nią intensywnie, swoimi brązowymi, łagodnymi oczami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chciałem ci tylko powiedzieć, że nie ma żadnej innej dziewczyny, przez cały czas mówiłem o tobie. Przyjechałem tutaj – ciągnął chłopak – ponieważ, kiedy zobaczyłem jak się całujesz z Jarkiem, cholernie żałowałem, że nie zdobyłem się na odwagę, żeby ci to powiedzieć wcześniej.</p>
<p style="text-align:justify;">Aniela szeroko otworzyła oczy. Nie mogła uwierzyć, w to co właśnie usłyszała.</p>
<p style="text-align:justify;">- Aleks… &#8211; zaczęła cicho nie będąc pewna jak sformułować swoje myśli.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wiem, że nie jestem w twoim typie – przerwał jej chłopak. – Po prostu chciałem, żebyś o tym usłyszała. Mam nadzieję, że mimo tego, że już wiesz, w dalszym ciągu będziemy przyjaciółmi.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna roześmiała się szczerze rozbawiona. Nie miała pojęcia skąd mu to mogło przyjść do głowy. Oplotła ramionami szyję chłopaka, przytulając się do niego mocno. Pocałowała go, a on, zaskoczony, odwzajemnił jej czuły pocałunek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Od pół roku jesteś dla mnie jak powietrze – wyznała cichutko, nie odsuwając się od niego ani na milimetr. – Każdego wieczoru czekałam na to, żeby choć przez chwilę z tobą porozmawiać. A teraz, na wyjeździe, zdałam sobie sprawę, jak bardzo mi na tobie zależy.</p>
<p style="text-align:justify;">Aleks objął ją ramionami, tuląc do siebie jak najcenniejszy skarb. Uśmiechnął się do niej ciepło.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jestem cały twój – oznajmił dziewczynie, czując jak przepełnia go szczęście – tak długo, jak tylko zechcesz.</p>
<p style="text-align:right;"><strong>THE END</strong></p>
<br />Filed under: <a href='http://shysquirrel.wordpress.com/category/opowiadania/'>Opowiadania</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/shysquirrel.wordpress.com/3721/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/shysquirrel.wordpress.com/3721/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/shysquirrel.wordpress.com/3721/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/shysquirrel.wordpress.com/3721/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/shysquirrel.wordpress.com/3721/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/shysquirrel.wordpress.com/3721/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/shysquirrel.wordpress.com/3721/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/shysquirrel.wordpress.com/3721/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/shysquirrel.wordpress.com/3721/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/shysquirrel.wordpress.com/3721/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/shysquirrel.wordpress.com/3721/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/shysquirrel.wordpress.com/3721/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/shysquirrel.wordpress.com/3721/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/shysquirrel.wordpress.com/3721/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3721&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/23/nowe-zycie-historia-romantyczna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:thumbnail url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/animegirlonmotorcycle_mikotoakemi.png?w=150" />
		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/animegirlonmotorcycle_mikotoakemi.png?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">AnimeGirlOnMotorcycle_MikotoAkemi</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4389fefa70bebdb3abb053132ed6a696?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">shysquirrel</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Opowieści z meekhańskieg pogranicza. Wschód – Zachód. &#8211; Robert M. Wegner</title>
		<link>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/23/opowiesci-z-meekhanskieg-pogranicza-wschod-zachod-robert-m-wegner/</link>
		<comments>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/23/opowiesci-z-meekhanskieg-pogranicza-wschod-zachod-robert-m-wegner/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 23 Feb 2012 00:50:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Vicky</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje Książek]]></category>
		<category><![CDATA[Powergraph]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://shysquirrel.wordpress.com/?p=3615</guid>
		<description><![CDATA[Na rynku jest dostępna masa książek polskich pisarzy, ale nie każdy z nich ma szansę się wyróżnić. Robertowi M. Wegnerowi udała się ta sztuka. Został laureatem Nagrody imienia Janusza A. Zajdla za opowiadanie „Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami” zamieszczone w zbiorze „Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ – Południe” oraz nagrodę Sfinksa za opowiadanie „Najlepsze, jakie można kupić”&#160;&#8230; <a href="http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/23/opowiesci-z-meekhanskieg-pogranicza-wschod-zachod-robert-m-wegner/">Read&#160;more</a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3615&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/wegner_opowiesci_wz_front_500.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-3616" style="margin-right:10px;" title="wegner_opowiesci_WZ_front_500" src="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/wegner_opowiesci_wz_front_500.jpg?w=640" alt=""   /></a><strong>Na rynku jest dostępna masa książek polskich pisarzy, ale nie każdy z nich ma szansę się wyróżnić. Robertowi M. Wegnerowi udała się ta sztuka. Został laureatem Nagrody imienia Janusza A. Zajdla za opowiadanie „Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami” zamieszczone w zbiorze „Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ – Południe” oraz nagrodę Sfinksa za opowiadanie „Najlepsze, jakie można kupić” opublikowane w drugim tomie: „Wschód &#8211; Zachód”. Pisarz debiutował w 2002 roku na łamach miesięcznika „Science Fiction”. Książki jak do tej pory wydał dwie. Obydwie ukazały się nakładem wydawnictwa Powergraph. Siódmego marca ukaże się trzecia – „Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza” – na którą niecierpliwie czekam.</strong></p>
<p style="text-align:justify;">Książki Roberta M. Wegnera to nie powieści, a zbiory opowiadań. Jednak większość historii połączonych jest ze sobą chronologią, postaciami i światem. Tom podzielony jest na dwie części. Pierwsza z nich to historia dziewczyny, która została przygarnięta przez rodzinę kowala. Wraz z grupą przyjaciół wypełnia różnego rodzaju zadania – zupełnie jak czynią to gracze podczas sesji RPG. Jej przygody pełne są niespodziewanych zwrotów akcji, magii i walk. Bohaterka niejednokrotnie pokazuje swoją odwagę i wykorzystuje posiadaną, zbliżoną do nekromancji – a jednak ujętą w zupełnie nowy sposób &#8211; moc. Druga cześć opowiada o złodzieju imieniem Altsin. Chłopak ma talent do pakowania się w różnego rodzaju tarapaty. On również wykonuje zlecane mu zadania. Jego oczami obserwujemy zawikłany, pełen polityki świat, leżącego na pograniczu cesarstwa, portowego miasta.</p>
<p style="text-align:justify;">Opowieści z meekhańskiego pogranicza pełne są specyficznej magii, która dzieli się na zgodną z prawem i tą surowo zakazaną, która jest gorliwie zwalczana przez Imperium. W książce nie brakuje również barwnie opisanych walk i politycznych potyczek. Stylowi autora niczego nie można zarzucić, potrafi bawić się słowem, a to co pisze wciąga czytelnika i zapewnia mu dużą dawkę emocji. Jego bohaterowie są żywi i w niczym nie przypominają kukiełek z teatru lalek. Wydają się być jak najbardziej prawdziwi. Istoty z krwi i kości, pełne zarówno wad jak i zalet. Żadna z nich nie jest superbohaterem, to po prostu zwyczajni ludzie, których wydawać by się mogło, spotkać można na co dzień.</p>
<p style="text-align:justify;">Wydanie książki zachęca. Okładka tomu jest miękka, ale ze skrzydełkami, dzięki czemu nie zaginają się rogi. Czytając nie zauważyłam żadnych błędów drukarskich czy korektorskich. Wszystkie opowiadania podzielone zostały na krótkie fragmenty, dzięki czemu naprawdę wygodnie się czyta. Autor używa trzecioosobowej narracji (ja osobiście lubię taką najbardziej) i robi to bardzo sprawnie, nie pomijając myśli i uczuć bohaterów czy starannych opisów akcji oraz miejsc. Po prostu książka jest doskonale napisana.</p>
<p style="text-align:justify;">„Opowieści z meekhańskieg pogranicza. Wschód – Zachód” mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, kto lubi starą, dobrą fantastykę z prawdziwego zdarzenia. Stworzony przez Roberta M. Wegnera świat to nie kolejna powielająca wzorce powieść, a coś oryginalnego, dzieło, które wnosi w życie czytelników powiew świeżości. Jestem przekonana, że każdy przeciwnik polskiej fantastyki, po przeczytaniu tego zbioru opowiadań, natychmiast zmieniłby zdanie – a już z pewnością swoje przekonania jeszcze raz gruntownie przemyślał.<a href="http://elizjon.pl/"><img class="alignright size-full wp-image-3617" title="Banner 200x150" src="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/banner-200x150.png?w=640" alt=""   /></a></p>
<p style="text-align:justify;"><strong>Książka recenzowana dla portalu <span style="color:#0000ff;"><a href="http://elizjon.pl/"><span style="color:#0000ff;">Elizjon</span></a></span>.</strong></p>
<p><strong><br />
</strong></p>
<br />Filed under: <a href='http://shysquirrel.wordpress.com/category/recenzje-ksiazek/'>Recenzje Książek</a> Tagged: <a href='http://shysquirrel.wordpress.com/tag/powergraph/'>Powergraph</a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/shysquirrel.wordpress.com/3615/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/shysquirrel.wordpress.com/3615/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/shysquirrel.wordpress.com/3615/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/shysquirrel.wordpress.com/3615/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/shysquirrel.wordpress.com/3615/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/shysquirrel.wordpress.com/3615/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/shysquirrel.wordpress.com/3615/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/shysquirrel.wordpress.com/3615/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/shysquirrel.wordpress.com/3615/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/shysquirrel.wordpress.com/3615/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/shysquirrel.wordpress.com/3615/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/shysquirrel.wordpress.com/3615/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/shysquirrel.wordpress.com/3615/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/shysquirrel.wordpress.com/3615/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3615&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/23/opowiesci-z-meekhanskieg-pogranicza-wschod-zachod-robert-m-wegner/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:thumbnail url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/wegner.png?w=150" />
		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/wegner.png?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">wegner</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4389fefa70bebdb3abb053132ed6a696?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">shysquirrel</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/wegner_opowiesci_wz_front_500.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">wegner_opowiesci_WZ_front_500</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/banner-200x150.png" medium="image">
			<media:title type="html">Banner 200x150</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>X Clamp #01</title>
		<link>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/22/x-clamp-01/</link>
		<comments>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/22/x-clamp-01/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 22 Feb 2012 15:11:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Vicky</dc:creator>
				<category><![CDATA[Anime i Manga]]></category>
		<category><![CDATA[JPF]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://shysquirrel.wordpress.com/?p=3704</guid>
		<description><![CDATA[Tokio, polityka, magia i wróżbici. Walczące ze sobą zgrupowania ludzi „zaplątanych w koniec świata”. Chaos, a po środku tego wszystkiego chłopak &#8211; licealista i jednocześnie osoba od której zależy czy przetrwa świat. Przybył do Tokio by tam – w mieście będącym centrum uniwersum – spotkać swoje przeznaczenie. Poznajemy rodzeństwo, które zostało wychowane przez kapłana –&#160;&#8230; <a href="http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/22/x-clamp-01/">Read&#160;more</a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3704&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><strong><a href="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/ok_x_clamp_01.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-3705" style="margin-right:10px;" title="ok_x_clamp_01" src="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/ok_x_clamp_01.jpg?w=640" alt=""   /></a>Tokio, polityka, magia i wróżbici. Walczące ze sobą zgrupowania ludzi „zaplątanych w koniec świata”. Chaos, a po środku tego wszystkiego chłopak &#8211; licealista i jednocześnie osoba od której zależy czy przetrwa świat. Przybył do Tokio by tam – w mieście będącym centrum uniwersum – spotkać swoje przeznaczenie.</strong></p>
<p style="text-align:justify;">Poznajemy rodzeństwo, które zostało wychowane przez kapłana – uroczą, śliczną i zawsze miłą Kotori Monou oraz jej opiekuńczego, starszego brata Fumę Monou. Obydwoje chodzą do liceum. Dziewczyna ma proroczy sen, w którym do Tokio powraca ich przyjaciel z dzieciństwa – Kamui Shiro. Następnego dnia okazuje się, że chłopak pojawia się jako nowy uczeń w jej klasie. Zachowuje się jednak tak, jakby rodzeństwa w ogóle nie znał, mimo, że oni pamiętają go doskonale. Co się w nim zmieniło i dlaczego sześć lat wcześniej musiał uciekać z Tokio?</p>
<p style="text-align:justify;">Mimo mojego króciutkiego wstępu do akcji, który by mógł na to wskazywać, manga oczywiście nie jest o szkole. To historia człowieka, od którego decyzji zależy to czy przetrwa świat. Głównym bohaterem jest obdarzony magiczną mocą Kamui Shiro, który według proroctwa może zniszczyć całą Ziemię. Akcja komiksu jest naprawdę wartka. Pojawia się w nim wiele walk, wszystkie jednak odbywają się pod osłoną „kekkai”, magicznej kopuły, która przenosi przeciwników do czegoś na kształt innego wymiaru, a miejsce, w którym zaczynali walczyć w żaden sposób nie cierpi od zniszczeń, które powodują spektakularnym pokazem swoich umiejętności. „X Clamp” to tak naprawdę fantastyka w najczystszej postaci. Ciekawa, wielowątkowa fabuła i zaskakujące zwroty akcji oraz niesamowite, zawarte w mandze, pomysły wchłoną czytelnika bez reszty w ten niebezpieczny, mroczny świat. Jedyne czego żałuję, to to, że komiks jest taki smutny. Zawiera wiele wzruszających elementów od miłości poprzez prawdziwą przyjaźń, ale już na samym początku nabiera się tej pewności, że nic nie skończy się dobrze. Niestety Kamui Shiro, mimo swej siły, buntowniczego zachowania i niezależności, to bohater tragiczny i to taki, któremu naprawdę się współczuje.</p>
<p style="text-align:justify;">Wreszcie, po tak długiej przerwie, wydawnictwo JPF zdecydowało się na przedrukowanie serii „X Clamp”. Muszę szczerze przyznać, że mangę traktuję bardzo sentymentalnie gdyż była to pierwsza tego typu pozycja, z jaką miałam styczność i z prawdziwą przyjemnością czytam ją po latach jeszcze raz. Manga wydana jest nietypowo, ponieważ „po polsku” (i nie mówię tu o języku). Nie czyta się jej od tyłu, jak to zazwyczaj jest w przypadku japońskich komiksów, a zwyczajnie, jak każdą książkę. Wydanie jest ładne – z kolorową obwolutą. Na marginesach zostały dodane tłumaczenia wyrazów, które coś znaczą (jak na przykład imię i nazwisko głównego bohatera). Czyta się bardzo przyjemnie. O tym, że kreska jest cudowna, a bohaterowie niesamowicie narysowani, to już chyba nie muszę wspominać. Zwłaszcza w Kotori-chan i Kamui można się, nie kryjąc uwielbienia, po prostu wpatrywać.</p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://jpf.com.pl/index.php?content=cont_naszemangi.php&amp;tytul=X%20Clamp&amp;log=nie"><img class="aligncenter size-full wp-image-3707" style="margin-top:10px;margin-bottom:10px;" title="xclamp1" src="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/xclamp1.jpg?w=640" alt=""   /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Myślę, że największym błędem grupy Clamp, było ograniczenie ram czasowych mangi. Została ona wydana w Japonii w 1992 roku przez wydawnictwo Kadokawa, a opowiada o zagładzie świata w roku 1999. Ponieważ mamy rok 2012, to w komiksie brakuje nam tej ponadczasowości. Muszę jednak przyznać, że takie wspomnienia również bywają przyjemne i choć odrobinę usypiają ten dreszczyk emocji i hamują rozmyślania w stylu „co by było gdyby” to oczywiście historii niczego nie brakuje. W dalszym ciągu jest tak samo wciągająca i ciekawa.</p>
<p style="text-align:justify;">„X Clamp’a” z czystym sumieniem zaliczyłabym do klasyki wydanych w Polsce mang. Jest to pozycja obowiązkowa dla każdego fana. Magia, wartka akcja, wielowątkowa fabuła, dopracowani bohaterowie i niesamowita historia – to tylko kilka jej pozytywnych cech, ponieważ zalety wymieniać można by długo. Niesamowitym przeżyciem jest przenieść się do Tokio u boku Kamui by wraz z nim zdecydować czy warto walczyć o ludzki, pełen bólu i nieszczęścia świat. <a href="http://secretum.pl/"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-3505" title="secretum" src="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/logo1.jpg?w=150&#038;h=40" alt="" width="150" height="40" /></a></p>
<p style="text-align:justify;"><strong>Za egzemplarz recenzencki mangi serdecznie dziękuję wydawnictwu <span style="color:#ff0000;"><a href="http://jpf.com.pl"><span style="color:#ff0000;">JPF</span></a> </span>oraz portalowi <span style="color:#800080;"><a href="http://secretum.pl/"><span style="color:#800080;">Secretum.pl</span></a></span></strong></p>
<br />Filed under: <a href='http://shysquirrel.wordpress.com/category/anime-i-manga/'>Anime i Manga</a> Tagged: <a href='http://shysquirrel.wordpress.com/tag/jpf/'>JPF</a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/shysquirrel.wordpress.com/3704/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/shysquirrel.wordpress.com/3704/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/shysquirrel.wordpress.com/3704/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/shysquirrel.wordpress.com/3704/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/shysquirrel.wordpress.com/3704/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/shysquirrel.wordpress.com/3704/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/shysquirrel.wordpress.com/3704/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/shysquirrel.wordpress.com/3704/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/shysquirrel.wordpress.com/3704/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/shysquirrel.wordpress.com/3704/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/shysquirrel.wordpress.com/3704/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/shysquirrel.wordpress.com/3704/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/shysquirrel.wordpress.com/3704/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/shysquirrel.wordpress.com/3704/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3704&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/22/x-clamp-01/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:thumbnail url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/clamp-x-011.jpg?w=150" />
		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/clamp-x-011.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">Clamp-X-01</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4389fefa70bebdb3abb053132ed6a696?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">shysquirrel</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/ok_x_clamp_01.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">ok_x_clamp_01</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/xclamp1.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">xclamp1</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/logo1.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">secretum</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Zemsta najlepiej smakuje na zimno &#8211; Joe Abercrombie</title>
		<link>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/21/zemsta-najlepiej-smakuje-na-zimno-joe-abercrombie/</link>
		<comments>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/21/zemsta-najlepiej-smakuje-na-zimno-joe-abercrombie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 21 Feb 2012 22:54:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Vicky</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje Książek]]></category>
		<category><![CDATA[MAG]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://shysquirrel.wordpress.com/?p=3682</guid>
		<description><![CDATA[Zaskakujące sytuacje. Niespodzianki. Paskudny świat. Wojny. Intrygi, zdrady, brutalne zachowanie. Barwne i szczegółowe opisy bitw. Żadnej z tych rzeczy nie zabraknie w książce Joe Abercrombie’go. W powieści przelewa się morze krwi. Momentami nasuwała mi skojarzenia z filmem „Kill Bill”. Walka podąża za bohaterami bezustannie, niczym żywa, ścigająca ich istota. Ta wielowątkowa historia nie ma nic&#160;&#8230; <a href="http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/21/zemsta-najlepiej-smakuje-na-zimno-joe-abercrombie/">Read&#160;more</a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3682&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><strong><a href="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/zemsta2.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-3693" style="margin-right:10px;" title="zemsta" src="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/zemsta2.jpg?w=640" alt=""   /></a></strong><strong>Zaskakujące sytuacje. Niespodzianki. Paskudny świat. Wojny. Intrygi, zdrady, brutalne zachowanie. Barwne i szczegółowe opisy bitw. Żadnej z tych rzeczy nie zabraknie w książce Joe Abercrombie’go. W powieści przelewa się morze krwi. Momentami nasuwała mi skojarzenia z filmem „Kill Bill”. Walka podąża za bohaterami bezustannie, niczym żywa, ścigająca ich istota. Ta wielowątkowa historia nie ma nic wspólnego z modnymi obecnie „paranormalami”, to również nie romans &#8211; to czysta, pełna intryg i przelanej krwi akcja.</strong></p>
<p style="text-align:justify;">Zemsta to odwet na kimś, za doznane wcześniej zło. Tak jest również w wypadku obszernej powieści Joe Abercrombie’go. Główna bohaterka, Monza Murcatto, jest najemniczką. Benna, jej młodszy brat natomiast żołnierzem i jedyną osobą, na której zależy Monzie. Obydwoje służą księciu Orso. Dziewczyna jest jednak zbyt dobra w tym co robi. Stała się sławna i lubiana przez ludzi, a to nie spodobało się jej pracodawcy. Uznał, że jest dla niego zagrożeniem, bo przecież nie jeden raz w dziejach, w ten właśnie sposób upadali władcy, obaleni przez kogoś, kto miał poparcie ludu. Na rozkaz księcia zabito jej młodszego brata, a ją samą zrzucono w przepaść. Obydwoje mieli umrzeć, ale ona jakimś cudem przeżyła, a wraz z jej nowym życiem pojawił się jeden cel &#8211; zemsta. Bohaterka za wszelką cenę dąży do tego by zabić morderców Bennego. Gromadzi wokół siebie grupę tak samo zdolnych jak i niegodnych zaufania, szalonych osób, które mają jej pomóc w wykonaniu misji. Czy jednak może na nich polegać? Zamordowanie siedmiu, obecnych przy śmierci jej barat osób, to teraz główny cel Monzy.</p>
<p style="text-align:justify;">Świat, który stworzył pisarz należy do tych mrocznych i nieprzyjaznych. Niewiele jego książka ma wspólnego z gatunkiem heroic fantasy. W historii nie będzie również romansów. Jest to powieść przygodowa, osadzona w brutalnym, mrocznym świecie. Dialogi są naprawdę wciągające i rzeczywiste, nie ma w nich sztucznej, fałszywej nuty, choć momentami grzeczne dziewczynki aż krzywią się czytając. Postacie mają dobrze i szczegółowo dopracowane charaktery, a także biografie i osobowości. Joe Abercrombie rzetelnie obmyślił swoich bohaterów. Monza nie jest kobietą sympatyczną, którą można by polubić, a jednak jej losy śledzi się z zapartym tchem. Najemniczka ma na sumieniu tysiące istnień. Nadano jej wiele imion i wszystkie budzą trwogę, a jednak, gdy poznać ją lepiej, to tak naprawdę nie tylko twarda jak skała morderczyni, ale także nieco zagubiona w życiu dziewczyna. Może w jej żyłach również płynie odrobina niekontrolowanego szaleństwa? Choć muszę przyznać, że autor znacznie lepiej przedstawił towarzyszy najemniczki niż ją samą. Właściwie odniosłam wrażenie, że pisarz swoich bohaterów traktuje wybiórczo, jakby o jednych miał ochotę opowiadać, a o innych nie, a ci drudzy zostali stworzeni, bo akurat byli w danej sytuacji potrzebni. Jednak te postacie, którym poświęcił więcej uwagi, żyją swoim własnym życiem i czuje się, że to nie marionetki z teatru lalek.</p>
<p style="text-align:justify;">Wydanie książki jest interesujące – muszę szczerze przyznać, że to okładka na początku przykuła mój wzrok. Spodziewałam się powieści o wojowniczce i ją dostałam. Tom podzielony jest na niezbyt długie fragmenty, które składają się na rozdziały. Całość liczy sobie ponad 800 stron, co utrudnia niestety czytanie, jeżeli ktoś traktuje książki tak jak ja – nosi w plecaku i często zagląda do nich poza domem. Jakoś sobie jednak poradziłam. Dzięki dużej ilości dialogów, lekkiemu stylowi autora i dobrej robocie tłumacza, lektura w żadnym momencie do siebie nie zniechęca.</p>
<p style="text-align:justify;">Wulgaryzmy i erotyka, to rzeczy, których w powieści Joe Abercrombie’go znajdzie się pod dostatkiem. Fabuła książki jest ciekawa, akcja toczy się wartko, na czytelników czeka wiele niespodzianek. I mimo tego, że powieść jest naprawdę gruba, to czyta się ją dobrze i szybko. Autor nie boi się korzystać z niekonwencjonalnych rozwiązań, a jego styl pisarski jest lekki i porywający. Przyjemnie dla odmiany czytało mi się książkę, w której niczyim losem się nie przejmowałam i tak naprawdę nikogo nie było mi szkoda. Dla wielbicieli starej, dobrej fantastyki, a jednocześnie też niekonwencjonalnych rozwiązań „Zemsta najlepiej smakuje na zimno” to prawdziwa gratka i każda taka osoba przeczyta ją z przyjemnością.</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>O autorze słów kilka</strong></p>
<p style="text-align:justify;">Joe Abercrombie to brytyjski pisarz fantastyki oraz niezależny montażysta filmów dokumentalnych i koncertów na żywo. Urodził się w 1974 roku. Wraz ze swoją rodziną mieszka w Bath. Kilkakrotnie jego powieści nominowane były do różnych nagród, między innymi „Campbell Award” w 2008 roku.<a href="http://mag.com.pl/"><img class="alignright size-medium wp-image-3686" style="margin-left:10px;" title="MAG" src="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/mag.jpg?w=158&#038;h=63" alt="" width="158" height="63" /></a></p>
<p style="text-align:justify;"><strong>Za egzemplarz recenzencki książki serdecznie dziękuję wydawnictwu <span style="color:#0000ff;"><a href="http://mag.com.pl/"><span style="color:#0000ff;">MAG</span></a></span>.</strong></p>
<br />Filed under: <a href='http://shysquirrel.wordpress.com/category/recenzje-ksiazek/'>Recenzje Książek</a> Tagged: <a href='http://shysquirrel.wordpress.com/tag/mag/'>MAG</a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/shysquirrel.wordpress.com/3682/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/shysquirrel.wordpress.com/3682/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/shysquirrel.wordpress.com/3682/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/shysquirrel.wordpress.com/3682/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/shysquirrel.wordpress.com/3682/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/shysquirrel.wordpress.com/3682/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/shysquirrel.wordpress.com/3682/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/shysquirrel.wordpress.com/3682/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/shysquirrel.wordpress.com/3682/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/shysquirrel.wordpress.com/3682/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/shysquirrel.wordpress.com/3682/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/shysquirrel.wordpress.com/3682/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/shysquirrel.wordpress.com/3682/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/shysquirrel.wordpress.com/3682/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3682&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/21/zemsta-najlepiej-smakuje-na-zimno-joe-abercrombie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:thumbnail url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/zemstapasek.png?w=150" />
		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/zemstapasek.png?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">zemstapasek</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4389fefa70bebdb3abb053132ed6a696?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">shysquirrel</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/zemsta2.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">zemsta</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/mag.jpg?w=300" medium="image">
			<media:title type="html">MAG</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Kropla Łez [Erotyka]</title>
		<link>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/21/kropla-lez-erotyka/</link>
		<comments>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/21/kropla-lez-erotyka/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 21 Feb 2012 02:21:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Vicky</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://shysquirrel.wordpress.com/?p=3671</guid>
		<description><![CDATA[Kropla Łez Siedziałam skulona na podłodze, w rogu pokoju. Plecami opierałam się o zimną ścianę. Czułam się tak cholernie samotna, jak nigdy dotąd. Przez całe swoje życie wierzyłam w magię, a dziś… to wszystko było tylko głupim snem! Dotknęłam dłonią piekącego po silnym uderzeniu policzka. Dlaczego? Czy nic, już nigdy, nie będzie dobrze? Ten dzień&#160;&#8230; <a href="http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/21/kropla-lez-erotyka/">Read&#160;more</a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3671&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;">
<h2 style="text-align:center;"><span style="color:#800080;"><em>Kropla Łez</em></span></h2>
<p style="text-align:center;">
<p style="text-align:justify;">Siedziałam skulona na podłodze, w rogu pokoju. Plecami opierałam się o zimną ścianę. Czułam się tak cholernie samotna, jak nigdy dotąd. Przez całe swoje życie wierzyłam w magię, a dziś… to wszystko było tylko głupim snem! Dotknęłam dłonią piekącego po silnym uderzeniu policzka. Dlaczego? Czy nic, już nigdy, nie będzie dobrze?</p>
<p><a style="text-align:center;" href="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/love-hina-25.jpg"><img class="wp-image-3672 aligncenter" style="border-color:initial;border-style:initial;" title="Love-Hina 25" src="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/love-hina-25.jpg?w=614&#038;h=461" alt="" width="614" height="461" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Ten dzień rozpoczął się jak prawdziwy koszmar, a ja, mimo zachodu słońca, dalej w nim trwałam. Od ponad roku mieszkam tylko z bratem, jesteśmy zdani wyłącznie na siebie. Ojciec opuścił nas, gdy byłam jeszcze mała, mama długo chorowała, a młodsza siostra, Julka przez prawie cały czas przebywa w szpitalu. Marek, mój brat, nie jest złym chłopakiem, zwyczajnie sobie nie radzi z tym wszystkim. Musiał rzucić szkołę i podjąć się pierwszej lepszej pracy, żeby nas utrzymać po śmierci mamy. Żebym ja mogła spokojnie skończyć liceum. Nie dał rady, popadł w długi, zaczął pić. Wciągnęły go narkotykowe zabawy. Teraz często wraca do domu w takim stanie jak dzisiaj. Wściekły, gotowy pod byle pretekstem zrobić nieprzyjemną awanturę lub nawet, co zdarza się ostatnio coraz częściej, uderzyć mnie. Dzisiaj wcale nie było inaczej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ty głupia szmato! – wrzasnął Marek, ledwie przekroczywszy próg naszego niewielkiego mieszkania. Jego oczy były rozszerzone od jakiegoś świństwa, które znowu postanowił wziąć. – Znowu nic nie robisz! Przez ciebie stracimy to pieprzone mieszkanie!</p>
<p style="text-align:justify;">Nawet nie próbowałam się odezwać. Dobrze wiedziałam, że nie ma to najmniejszego sensu. Tak bardzo pragnęłam stąd wyjść, ale zwyczajnie nie miałam dokąd, poza tym byłam pewna, że i tak by mi na to, w takim stanie, nie pozwolił. Skuliłam się z szybko bijącym sercem w rogu pokoju. Marek wszedł, nie fatygując się nawet, żeby zdjąć buty. Odrzucił byle jak kurtkę na jedno ze zniszczonych, drewnianych krzeseł.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co jest do jedzenia? – warknął nie patrząc na mnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nic nie ma – odpowiedziała cicho, coraz bardziej przestraszona.</p>
<p style="text-align:justify;">Przemierzył dzielącą nas przestrzeń zaledwie w kilku susach. Brutalnie chwycił mnie za ramię. W jego oddechu czuć było alkohol.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak to nic nie ma?! – krzyknął wściekle.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie miałam za co kupić – odpowiedziałam niepewnie, wiedząc, że ignorowanie jego pytań, kiedy jest w takim stanie to duży błąd.</p>
<p style="text-align:justify;">Wtedy mnie właśnie uderzył. W oczach stanęły mi łzy, kiedy wymierzył mi silny policzek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jesteś nic nie wartą dziwką – syknął. – Jeżeli jeszcze raz się to powtórzy to mnie popamiętasz – warknął gniewnie, potem odsunął się ode mnie, zabrał z krzesła swoją sportową kurtkę i trzaskając drzwiami wyszedł z domu, a ja znów zostałam sama.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Rano obudziłam się bardzo niewyspana. Przez prawie całą noc nie mogłam zmrużyć oka, myśląc jedynie o Marku, na przemian to gniewając się na niego, to zamartwiając się, że nie wrócił na noc do domu. Ziewnęłam, przeciągnęłam się i wstałam z leżącego pod ścianą materaca. Nasze mieszkanie było naprawdę małe. Jeden pokój zajmujący dosłownie kilka metrów kwadratowych, przy drzwiach niewielka prowizoryczna kuchnia i odgrodzona kartonowo-gipsową ścianą miniaturowa łazienka. To wszystko czym dysponowaliśmy.</p>
<p style="text-align:justify;">Zerknęłam na stojący na szafce zegarek. Zaczęłam przeklinać. Cholerne urządzenie znowu stanęło, a ja z pewnością byłam już spóźniona do szkoły. Najszybciej jak potrafiłam wciągnęłam na siebie poprzecierane jeansy, niebieską koszulę w kratę i mój popielaty, jesienny płaszcz, który odziedziczyłam jeszcze po mamie. Chwyciłam granatowy plecak i pędem wypadłam ze starej kamienicy, w chłodne, wczesnojesienne powietrze.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Nasza szkoła, liceum ekonomiczne imienia Mikołaja Kopernika, było zupełnie zwyczajną, niczym nie wyróżniającą się budowlą z szarego kamienia. Korytarze miała chłodne, wąskie i mało przytulne. To jednak nikomu nie przeszkadzało w toczeniu ożywionych rozmów pod salami lekcyjnymi. Gwar i śmiechy uczniów zagłuszały nie tylko moje własne słowa, ale i myśli.</p>
<p style="text-align:justify;">- Znowu nie byłaś na polskim – niemal krzyknęła Marta, żeby dotarły do mnie jej słowa. – Co się stało?</p>
<p style="text-align:justify;">Pociągnęłam przyjaciółkę za rękę do damskiej łazienki. Tu było znacznie ciszej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Marek dalej coś bierze, całą noc nie spałam – opowiedziałam przyciszonym głosem Marcie. Była moją jedyną, za to niezawodną przyjaciółką. Jej mogłam powiedzieć wszystko. – Do tego chcą nas wyrzucić z mieszkania, bo zalegamy z czynszem za trzy miesiące.</p>
<p style="text-align:justify;">- Paskudnie – odpowiedziała tylko – wiesz, że w razie czego zawsze możesz zatrzymać się u mnie… Moja matka nie będzie miała nic przeciwko.</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnęłam się do niej pogodnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ja tak, ale Marek nie – westchnęłam cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ehh, no na to nie ma szans – przyznała szczerze. – Wpadasz dzisiaj do mnie na noc? Jest piątek… trzeba chociaż trochę się rozerwać. Może coś razem wymyślimy?</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze – uśmiechnęłam się do niej, kryjąc pod tym uśmiechem wszystkie moje zmartwienia. – Dzięki za zaproszenie. To co było na tym polskim?</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy po szkole wróciłam do domu, Marek siedział na krześle. Miał przygarbione ramiona i ogólnie wyglądał jak ktoś, na kogo spadło naprawdę wiele nieszczęść. Na mój widok podniósł głowę. Wstał z krzesła. Jego twarz była bardzo blada. Wyraźnie rysowały się na niej duże, szare oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Emilka – wypowiedział moje imię czułym, przepełnionym smutkiem głosem. – Przepraszam za wczoraj, ja nie…</p>
<p style="text-align:justify;">Jak zwykle nie dałam mu skończyć. Przylgnęłam do niego, oplatając go w pasie ramionami. Objął mnie delikatnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przepraszam siostrzyczko – powtórzył cicho, tuląc mnie do siebie czułym gestem.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie chciałam, żeby cokolwiek mówił. Nie chciałam od niego obietnic, których i tak nie dotrzyma. Dopóki był sobą, to i tak nie miało znaczenia. Odsunęłam się od niego niechętnie, rzucając w kąt mój granatowy plecak.</p>
<p style="text-align:justify;">- Idę do szpitala, pójdziesz ze mną? – zapytałam zmieniając temat.</p>
<p style="text-align:justify;">Chodziłam tam niemal codziennie, Marek tylko wtedy, kiedy nic nie brał, a ostatnio zdarzało mu się to coraz rzadziej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jasne, że pójdę – oznajmił z bladym uśmiechem. – Musimy przecież odwiedzić naszą małą Julkę.</p>
<p style="text-align:justify;">Pół godziny później staliśmy pod drzwiami dyżurki na oddziale chorób przewlekłych. Moja młodsza siostra miała szesnaście lat, chorowała na białaczkę. Na przemian, w zależności od jej stanu, zajmował się nią to szpital, to hospicjum. Rzadko kiedy czuła się na tyle dobrze, żeby normalnie chodzić do szkoły, a leczenie, które mogłoby cokolwiek zmienić, polegające w tym wypadku na przeszczepie szpiku kostnego, jak wszystko inne, wymagało pieniędzy. Tego, czego akurat nie mieliśmy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak to nie możemy wejść? – zdenerwował się Marek. – To przecież nasza siostra!</p>
<p style="text-align:justify;">- Dzisiaj nie czuje się najlepiej – odpowiedziała spokojnie, obojętnym głosem pielęgniarka. – Teraz śpi. Jest po zabiegu. Możecie przyjść jutro.</p>
<p style="text-align:justify;">Marek nie miał jeszcze dwudziestu lat, a ja wiosną skończyłam osiemnaście. Tak naprawdę, nigdy nikt nie traktował nas poważnie. Widziałam, że mój brat zamierza się kłócić. To nie miało sensu, a jedynie nastawi do nas nieprzychylnie pielęgniarki. Położyłam mu rękę na ramieniu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wrócimy jutro – powiedziałam cicho. – Proszę jej przekazać, że byliśmy.</p>
<p style="text-align:justify;">Kobieta obdarzyła mnie zdawkowym, służbowym uśmiechem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Oczywiście skarbie, przekażę jej – odpowiedziała, na powrót zagłębiając się w lekturze kolorowego pisma dla pań.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Wieczorem znalazłam się u Marty. Siedziałyśmy na jej łóżku zajadając krakersy i popijając je sokiem żurawinowym produkcji jej mamy. Zawsze zazdrościłam przyjaciółce kompletnej rodziny, to jednak nigdy, w żaden sposób, nie wpływało na nasze stosunki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc potrzebujesz jakiejś pracy! – stwierdziła dobitnie Marta.</p>
<p style="text-align:justify;">Jak zwykle rozmawiałyśmy o moich problemach, ona chyba tak naprawdę nie miała żadnych. Nawet kiedy podobał jej się jakiś chłopak, zawsze miała w sobie dość odwagi, żeby się tym sama zająć. Nie potrzebowała mojego wsparcia, natomiast dla mnie przyjaciółka była czymś w rodzaju liny ratunkowej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdyby to było takie łatwe! – westchnęłam. – Wszędzie próbowałam… nigdzie mnie nie zatrudnią, dopóki chodzę do szkoły, a nie mogę zrezygnować z tego cholernego liceum, bo zabiorą nam opiekę nad Julką i stypendium socjalne. Marek po raz kolejny stracił pracę, wszystko wygląda beznadziejnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak bardzo jesteś zdeterminowana? – zapytała mnie Marta, a w jej oczach pojawiły się niebezpieczne błyski, jak zawsze wtedy, kiedy miała zamiar zdradzić cudzą tajemnicę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Doskonale wiesz, jak bardzo – jęknęłam.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wiesz jak zarabia na te wszystkie ciuchy i kosmetyki Kinga? – zapytała konspiracyjnym szeptem. – Przecież jej rodzina jest bardzo uboga…</p>
<p style="text-align:justify;">Pokręciłam głową, nie miałam pojęcia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Znalazła sobie wujka z ameryki? – spytałam żartobliwie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Coś w tym stylu… &#8211; uśmiechnęła się pogodnie Marta. – Ma sponsora, faceta, który płaci jej za seks.</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzałam na przyjaciółkę niedowierzająco, wyglądała zupełnie jakby właśnie oznajmiła mi prawdę objawioną.</p>
<p style="text-align:justify;">- Żartujesz, prawda? – zapytałam niedowierzająco. – Sugerujesz mi, że powinnam zostać dziwką?</p>
<p style="text-align:justify;">Marta skrzywiła się na te słowa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie zupełnie… to nie to samo… &#8211; powiedziała nie patrząc na mnie. – Chodzi o znalezienie faceta, albo dwóch, którzy będą ci płacili za to, że z nimi sypiasz od czasu do czasu, a nie oddawanie się każdemu kto jest gotowy zapłacić.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ty sobie naprawdę ze mnie jaja robisz – powiedziałam kręcąc głowa. Poczułam się bardzo nieprzyjemnie. – Nie wracajmy już do tego tematu.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">W sobotę rano wróciłam do domu. Marka nie było, za to kiedy tylko weszłam usłyszałam mocne, właściwie nie pukanie, a walenie do drzwi. Niechętnie otworzyłam. W progu stał właściciel budynku. Łysawy facet w średnim wieku, z wyraźnie zarysowanym brzuszkiem piwnym. No tak, ten cholerny czynsz…</p>
<p style="text-align:justify;">- Jesteście mi winni pieniądze za trzy miesiące – zaczął bez zbędnych wstępów. – Jeżeli nie macie, to równie dobrze możecie się wynieść już teraz.</p>
<p style="text-align:justify;">Popatrzyłam na niego nieugiętym wzrokiem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zapłacimy pod koniec przyszłego tygodnia – oznajmiłam pewnym głosem, nie wierząc jednak za bardzo we własne słowa.</p>
<p style="text-align:justify;">On też mi nie uwierzył.</p>
<p style="text-align:justify;">- W następną niedzielę ma was tu nie być, gdyby nie moja żona, wyrzuciłbym was natychmiast, jej możecie podziękować – warknął i zniknął w ponurym, szarym korytarzu kamienicy.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Przez cały dzień snułam się po dworze. Chłodne jesienne powietrze działało na mnie orzeźwiająco, w żaden jednak sposób nie pomagało na moje problemy. Dzięki temu, że śniadanie jadłam u Marty, nie czułam się przynajmniej głodna, cieszyłam się też, że w mieszkaniu, na kuchennym blacie zostawiłam kanapki dla Marka. Westchnęłam. Coś w końcu kiedyś musi zacząć się pomyślnie układać.</p>
<p style="text-align:justify;">Coraz poważniej zaczęłam zastanawiać się nad sugestią Marty. Nie byłam jakąś niesamowitą pięknością, ale nie należałam też do brzydkich dziewczyn. Nie jeden raz jakiś chłopak zachłannie wodził za mną wzrokiem. Mam metr siedemdziesiąt, długie blond włosy sięgają mi niemal do pasa, a moje szaro-niebieskie oczy są duże i mają ładny kształt. Jestem szczupła, nawet miejscami za bardzo, przez to, że zdarzało mi się naprawdę źle odżywiać, mimo to nigdy nie narzekałam na swój wygląd. Najczęściej był mi po prostu obojętny.</p>
<p style="text-align:justify;">Koło siedemnastej znów stałam w drzwiach mieszkania Marty. Przyjaciółka przywitała mnie, jak zwykle, bardzo ciepło, wyglądała jednak na odrobinę zdziwioną, że znowu się u niej pojawiłam.</p>
<p style="text-align:justify;">- Marta, jak to się robi? – zapytałam, gdy tylko znalazłyśmy się u niej w pokoju.</p>
<p style="text-align:justify;">- Robi się co? – nie zrozumiała dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Szuka tego całego sponsora – odpowiedziałam lekko nachmurzona.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zmieniłaś zdanie? – spytała niepewnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, zmieniłam – odparłam z ciężkim westchnieniem.</p>
<p style="text-align:justify;">Chwilę później siedziałyśmy przed komputerem czytając różnego rodzaju ogłoszenia na towarzyskich portalach. Marta zasugerowała, żebym umieściła tam własne, ja jednak wolałam na razie skorzystać z już istniejących. Wybrałyśmy kilkanaście sensownie napisanych, a potem moja przyjaciółka powysyłała do ogłoszeniodawców maile.</p>
<p style="text-align:justify;">Przez cały kolejny tydzień w szkole opowiadała mi treść różnego rodzaju, głównie wulgarnych maili na które odpisywała. W końcu jednak, w czwartek, oznajmiła mi, że umówiła mnie na spotkanie z jakimś całkiem sensownym i kulturalnym gościem. Miałam przyjść do niej zaraz po szkole, przygotować się, a potem iść na spotkanie. Planował być z kolegą. Marta zaproponowała, że pójdzie ze mną, ja jednak nie chciałam. Wolałam stawić temu czoła sama.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Bardzo denerwowałam się czekającym mnie spotkaniem. Przez całą drogę próbowałam sobie wmówić, że to nic takiego, ale wiedziała, że wcale tak nie jest. Chciałam zrobić coś paskudnego, coś zupełnie amoralnego, a jednak, nie widziałam nigdzie innego wyjścia. Dzięki temu los Juli, los Marka, mój los miały sporą szansę się poprawić. Byłam zdeterminowana i gotowa na wszystko. Martwiło mnie teraz jedynie moje zniszczone codziennie ubranie i brak jakiegokolwiek makijażu. Głupia polonistka, że też akurat dzisiaj, kiedy byłam umówiona na to nieszczęsne spotkanie, musiała mnie zatrzymać po lekcjach! Nie zdążyłam zajść do Marty, żeby się przygotować, jak planowałyśmy poprzedniego dnia. Niezbyt pewna siebie otworzyłam przeszklone drzwi kawiarni, w której miało odbyć się nasze spotkanie.</p>
<p style="text-align:justify;">Przy stole w rogu, na wyblakłej, czerwonej kanapie siedziało dwóch mężczyzn. Rozmawiali przyciszonymi głosami. Zdziwiło mnie to, że byli tacy młodzi, żaden z nich na pewno nie dotarł jeszcze do trzydziestki, ale idealnie pasowali do podanego opisu. Pierwszy z nich był blondynem, z typu tych, którzy całe dnie spędzają na siłowni i solarium. Miał na sobie markowe, sportowe ubranie, a na jego twarzy gościł rozbawiony uśmiech. Wyraźnie nie czuł się ani trochę skrępowany zaistniałą sytuacją. Drugi miał kasztanowe, delikatnie przydługie włosy i sceptyczny, ponury wyraz twarzy. Jego usta zaciśnięte były w wąską kreskę. Na sobie miał koszulę w kolorze wytrawnego wina i modnie skrojoną marynarkę.</p>
<p style="text-align:justify;">Podeszłam do nich ukrywając wstyd i zmieszanie pod maską uprzejmego uśmiechu. W duchu przeklinałam swoje wytarte jeansy i kraciastą koszulę. Pierwszy raz w życiu miałam za złe swoim włosom, że zawsze tak niesfornie wyplatają się z gumki. Przywitałam się grzecznie, przedstawiłam, zdjęłam popielaty płaszcz i usiadłam. Oni także podali swoje imiona, ten elegancko ubrany nazywał się Sebastian, drugi natomiast przedstawił się jako Rafał.</p>
<p style="text-align:justify;">Blondyn rzucił mi spojrzenie okraszone drwiącym uśmieszkiem, które bez trudu odczytałam jako słowa, których jednak nie wypowiedział <em>„Czego ty tu właściwie szukasz smarkulo? To nie piaskownica. Jesteś dokładnym przeciwieństwem tego, o co nam chodziło.”</em>. Czekoladowe oczy bruneta pozostały lodowato zimne, a twarz nie wyrażała niczego. Kiedy spojrzał bezpośrednio na mnie, jakby oceniając moją osobę wzrokiem, poczułam dziwny, irracjonalny strach. Było w nim coś złowieszczego. Szybko otrząsnęłam się z tych dziwnych myśli, starając się skupić całą uwagę na luźno rzucanych przez blondyna pytaniach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc jesteś pełnoletnia? – zapytał jakby odrobinę rozbawiony.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, skończyłam osiemnaście lat w marcu – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.</p>
<p style="text-align:justify;">Po jego twarzy widziałam, że mi nie uwierzył. Przeklęta polonistka! Dlaczego musiała sobie wybrać na zatrzymanie mnie po lekcjach akurat dzisiejszy dzień?</p>
<p style="text-align:justify;">- Robiłaś to już kiedyś? – zadał kolejne pytanie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Masz na myśli seks czy seks za pieniądze? – spytałam coraz bardziej zirytowana jego postawą, zapominając o tym, że powinnam wobec niego być miła i uprzejma.</p>
<p style="text-align:justify;">Teraz otwarcie się roześmiał.</p>
<p style="text-align:justify;">- I jedno i drugie – powiedział nie kryjąc drwiącego uśmiechu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie jestem dziewicą – powiedziałam patrząc na niego wyzywająco – ale nigdy nie zarabiałam w ten sposób.</p>
<p style="text-align:justify;">Pytań było jeszcze kilka. Brunet przez cały czas milczał jedynie przyglądając mi się uważnie. W końcu blondyn podziękował i oznajmił, że dadzą mi znać. Jego spojrzenie znów mówiło <em>„nie licz na to, mała”</em>. Pożegnałam się, wstałam od stolika naciągając na ramiona płaszcz i wyszłam z kawiarni w chłodne, wieczorne powietrze. W gardle czułam nieprzyjemny ucisk. Nie sądziłam, że nasza rozmowa będzie wyglądała w taki sposób, ale niby czego innego mogłam się spodziewać?</p>
<p style="text-align:justify;">Byłam już prawie na przystanku, kiedy dogonił mnie blondyn. Miał bardzo ponurą minę. Obrzucił mnie jednocześnie pogardliwym i niedowierzającym spojrzeniem. Do ręki wcisnął mi jakąś wizytówkę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeżeli jesteś zainteresowana – powiedział złowrogo – to bądź pod tym adresem jutro o dziewiętnastej. Miłej nocy – rzucił odwracając się i odchodząc z powrotem w stronę zatłoczonej kawiarni.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Z drżącym sercem minęłam bramę strzeżonego osiedla. Tym razem przynajmniej wyglądałam w miarę sensownie. Miałam na sobie pożyczoną od Marty granatową tunikę, cienkie rajstopy, wysokie buty i delikatny, chłodny makijaż. Mimo to, w dalszym ciągu, czułam się cholernie niepewnie. Ze wszystkich sił starałam się uspokoić oddech wjeżdżając windą na czwarte piętro nowo wybudowanego bloku. Kiedy stanęłam pod drzwiami przymknęłam oczy, starając się nie myśleć o tym po co i dlaczego w ogóle tu przyszłam.</p>
<p style="text-align:justify;">Z wnętrza mieszkania usłyszałam głosy. Jeden z nich mówił z wyraźnym wyrzutem, niezbyt miłym, niezadowolonym tonem. Rozpoznałam dźwięczny głos Rafała.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dlaczego akurat ona? Z pośród dwudziestu naprawdę ładnych dziewczyn wybrałeś akurat tą, która wyglądała jakby dopiero co z podstawówki wyszła! Nie jestem przekonany czy ona kiedykolwiek słyszała takie słowo jak „moda”- powiedział rozżalony.</p>
<p style="text-align:justify;">Potem do moich uszu dotarł głęboki, ale wcale  nie wesoły śmiech.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wybrałem ją, ponieważ widziałem jak ci się nie podoba – powiedział ironicznie, drwiącym tonem drugi głos. – Czasami po prostu nie potrafię się powstrzymać przed zrobieniem ci na złość. Dla mnie to nie miało najmniejszego znaczenia, która to będzie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jestem ciekaw czy przyjdzie – burknął w odpowiedzi głos Rafała. – Nie wyglądała na zbyt pewną tego co robi.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przyjdzie – odpowiedział z całą stanowczością Sebastian – widziałem to w jej oczach. Była zdecydowana. Jak się pojawi, przyślij ją do mnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Potem głosy umilkły, a ja nie byłam w stanie się nawet poruszyć. Zaciskałam w pięści drżące dłonie. W końcu zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam do drzwi. Rafał otworzył mi prawie natychmiast. Spoczął na mnie jego lekko niedowierzający wzrok.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wyglądasz o niebo lepiej niż wczoraj – stwierdził beznamiętnie, a potem wpuścił mnie do środka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dzięki – bąknęłam nie będąc pewną jak się w stosunku do niego zachować.</p>
<p style="text-align:justify;">Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Mieszkanie było przestronne i ładne. Urządzone w dość surowym, ale jednocześnie nie odpychającym stylu. Czarne, skórzane meble idealnie współgrały ze szklanymi blatami stołu i barku. Na ścianach wisiały nowoczesne, oprawione w anty-ramy obrazy. Z miejsca nie przypadły mi do gustu, nigdy takich nie lubiłam. Dla mnie sztuka powinna przedstawiać coś pięknego, a nie jakieś nic nie wyrażające kreski. Rafał zabrał ode mnie płaszcz, a potem zaprowadził mnie pod drzwi jednego z trzech pokoi. Chciał mnie pod nimi zostawić, ale chwyciłam go za rękę. Szybko odsunęłam się od mężczyzny, kiedy tylko zorientowałam się co zrobiłam.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co znowu? – spytał zrezygnowany.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czego ode mnie oczekujecie? – spytałam niepewnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Blondyn przewrócił oczami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Po prostu rób to, czego on od ciebie chce, ni mniej ni więcej – westchnął. – Dasz sobie radę – powiedział odrobinę łagodniejszym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">Potem otworzył drzwi i wpuścił mnie do środka, zamykając je za mną, jakby odcinał ostatnią drogę ucieczki. Stanęłam w progu sporej sypialni, urządzonej w różnych odcieniach szarości. Na środku stało spore łóżko, w rogu była szafa z pomalowanego na czarno drewna, a po drugiej stronie pokoju okno i otwarte, prowadzące na balkon drzwi. Podeszłam tam i wyjrzałam przez nie. Sebastian stał na balkonie paląc papierosa. Miał na sobie grafitowe jeansy i czarną koszulkę bez rękawów. Wyglądał naprawdę nieźle. Coraz bardziej zaczęło mnie zastanawiać dlaczego taki facet chce płacić za seks. Wiedziałam jednak, że zadawanie pytań i zaspakajanie własnej ciekawości nie należy do moich praw.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobry wieczór – przywitałam się nieśmiało, kiedy odwrócił się w moją stronę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cześć – odpowiedział spokojnie paląc dalej.</p>
<p style="text-align:justify;">W milczeniu czekałam aż skończy, wpatrując się w kolorowe światła miasta. Mieszkanie, w którym przebywaliśmy znajdowało się w ścisłym centrum Krakowa. Okolica była jasno oświetlona i naprawdę ładna. Wreszcie Sebastian zgasił niedopałek w stojącej na parapecie popielniczce i wszedł do środka, zamykając za sobą balkonowe drzwi. Spojrzał teraz prosto na mnie, a ja znów poczułam irracjonalny strach. <em>Sama tego chciałaś, zgodziłaś się na to</em>, powtarzałam sobie w myślach, starając się nie pokazać mu swoich uczuć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Rozbierz się – rozkazał, tak po prostu bez żadnych wstępów. – Chcę cię zobaczyć.</p>
<p style="text-align:justify;">Z trudem przełknęłam ślinę. Mówił całkiem poważnie. Lekko drżącymi dłońmi sięgnęłam do sznurowanego zapięcia tuniki. Starałam się myśleć o czymkolwiek innym, ale rozpraszało mnie natarczywe spojrzenie chłopaka. Czułam wstyd. Całą siłą woli walczyłam z pojawiającymi się na mojej twarzy bladymi rumieńcami. W końcu zrezygnowałam z prób myślenia o czym innym, zwyczajnie nie byłam w stanie. Przyjrzałam się Sebastianowi. Ile mógł mieć lat? Może dwadzieścia siedem? Wiedziałam dlaczego ja znalazłam się w tej sytuacji, ale dlaczego on? Coraz silniej nie dawało mi to spokoju, mimo, że próbowałam sobie wmówić, że to nie moja sprawa. Powoli zdejmowałam z siebie ubranie, aż w końcu zostałam w samej, koronkowej bieliźnie. Jeszcze bardziej zawstydziłam się na myśl, że nawet to musiałam pożyczyć od Marty.</p>
<p style="text-align:justify;">- Podejdź tu – powiedział, a ja natychmiast posłuchałam.</p>
<p style="text-align:justify;">Rozpiął mój stanik, odrzucając go na podłogę, na stertę reszty moich ubrań. Jego twarz w dalszym ciągu była nieprzeniknioną maską, oczy błyszczały jednak z podniecenia. Położył dłoń na mojej delikatnej piersi. Ścisnął ją niezbyt mocno, kciukiem przesuwając po sterczącym sutku. Mimo, że w pokoju nie było zimno, zadrżałam.</p>
<p style="text-align:justify;">- Rozepnij mi spodnie – rozkazał lekko zachrypniętym z podniecenia głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">Posłuchałam. Rozpięłam mu rozporek, uwalniając sterczącego, gotowego do akcji członka. Przestraszyłam się jeszcze bardziej widząc jego wielkość. Nie miałam w tych sprawach zbyt dużego doświadczenia. Miałam już za sobą tę pierwszą, jedyną w życiu noc, ale właściwie nic więcej. Chłopak, z którym straciłam dziewictwo, mimo zapewnień o wielkiej, dozgonnej miłości, kiedy tylko dostał to czego chciał, więcej się do mnie nie odezwał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zrób mi loda – usłyszałam kolejne polecenie Sebastiana.</p>
<p style="text-align:justify;">W pierwszym odruchu, chciałam mu odpowiedzieć, że nie chcę. Potem jednak sama siebie upomniałam, gdzie jestem i co właściwie tutaj robię. Nikt nie obiecywał, że będzie jak w bajce. Uklęknęłam przed mężczyzną biorąc do ręki jego męskość. Nigdy tego jeszcze nie robiłam, starałam się jednak jak najlepiej umiałam. Najpierw zaczęłam lizać samą główkę, potem przesuwałam językiem od nasady aż po czubek. Wreszcie wsunęłam go sobie do ust. Wszedł niemal do połowy. Zaczęłam poruszać głową, jednocześnie pieszcząc czubek językiem. Jedyną oznaką podniecenia Sebastiana był jego przyspieszony oddech. To jednak wystarczyło mi za wskazówkę, że robię to tak, jak powinnam. Zaskoczyło mnie, kiedy w pewnym momencie, przytrzymał moją głowę przy swoich lędźwiach. Poczułam w ustach słodkawo-słony smak. Przełknęłam niechętnie płyn, żeby się nie udławić. Mężczyzna odsunął się ode mnie dopiero po chwili. Schował ciągle jeszcze sterczący członek i zapiął spodnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Na dzisiaj wystarczy – stwierdził – drzwi po lewej to łazienka, na stole leży koperta, to jest zaliczka. Rafał wezwie dla ciebie taksówkę – oznajmił beznamiętnym tonem, po czym jak gdyby nigdy nic wyszedł z pokoju.</p>
<p style="text-align:justify;">Zostałam sama. Opadłam na popielaty dywan. W oczach stanęły mi łzy. Nie płakałam jednak. Nigdy nie płakałam, już dawno zapomniałam jak to się robi. Jaki zresztą sens mają łzy, gdy nie ma przy tobie nikogo, kto mógłby cię pocieszyć? Musiałam być silna. Pozbierałam porozrzucane po podłodze ubrania i wciągnęłam je na siebie najszybciej jak potrafiłam. Nie skorzystałam z łazienki, nie obchodziło mnie jak wyglądam. Jak najszybciej chciałam znaleźć się w domu.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy weszłam do salonu, blondyn leżał rozwalony na skórzanej kanapie. Głową wskazał leżącą na stole kopertę. Wzięłam ją nie zaglądając do środka. W tym momencie było mi wszystko jedno.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zostaw mi swój numer – powiedział Rafał patrząc na mnie z niechęcią.</p>
<p style="text-align:justify;">Zmieszałam się odrobinę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie mam… &#8211; odpowiedziałam cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Yhh? Jak to nie masz? – zdziwił się chłopak.</p>
<p style="text-align:justify;">- Po prostu, nie używam telefonu komórkowego – odpowiedziałam zawstydzona.</p>
<p style="text-align:justify;"><em>Nie potrzebne mi dodatkowe wydatki</em>, dodałam w myślach.  Blondyn spojrzał na mnie jak na przybysza z kosmosu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobra – stwierdził w końcu. – Jutro o dziewiętnastej tutaj. Pasuje? &#8211; Skinęłam głową. – Zadzwonić po taksówkę? – zapytał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie – odpowiedziałam – poradzę sobie. Dobranoc.</p>
<p style="text-align:justify;">Zdjęłam z wieszaka swój popielaty płaszcz i wyszłam z mieszkania.</p>
<p style="text-align:justify;">- Do jutra – rzucił za mną Rafał nie ruszając się z kanapy.</p>
<p style="text-align:justify;">Prawie wybiegłam z budynku. Czułam się naprawdę paskudnie. Gniewne słowa mojego brata nabrały nowego znaczenia. Teraz naprawdę byłam dziwką. Do koperty zajrzałam dopiero stojąc na pustym przystanku autobusowym. Oczy rozszerzyły mi się ze zdumienia. W środku był tysiąc złotych, w pięciu banknotach po dwieście. Tyle mi zapłacił za głupiego loda?!  Mówił, że to zaliczka… ale przecież mogłam do niego nie wrócić… wiedziałam, że wrócę. Dzięki tej cholernej kopercie zapłacę zaległy czynsz za mieszkanie, a może jeszcze nawet coś zostanie. Zadrżałam z zimna. Poczułam w sobie determinację. Zrobię wszystko co będzie trzeba, żeby pomóc Markowi i Julce. Wreszcie podjechał autobus, a ja wsiadłam do niego z nadzieją na nowe, lepsze życie.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy wróciłam do domu dochodziła jedenasta. Marka nie było. Na kuchennym blacie znalazłam wydartą z zeszytu kartkę.</p>
<p style="text-align:justify;">„Możesz jutro spać u Marty? Potrzebuję mieszkania na noc. Z góry dzięki.” – głosił pospiesznie nabazgrany napis.</p>
<p style="text-align:justify;">U<em> Marty, nie u Marty, co za różnica</em>, pomyślałam, <em>grunt, że mnie nie będzie</em>. Obok kartki znalazłam foliową reklamówkę z zupkami chińskimi. Zaburczało mi w brzuchu. Uśmiechnęłam się na myśl, że jednak mój kochany braciszek czasami myślał też o mnie. Zjadłam jedną z zupek, wykąpałam się i położyłam spać. Mimo zmęczenia długo nie mogłam zasnąć. Coraz bardziej martwiła mnie sobota i kolejny wieczór, który miałam spędzić w towarzystwie Sebastiana.</p>
<p style="text-align:justify;">Rano, nie do końca wyspana, spakowałam pożyczone od przyjaciółki ubrania i poszłam zapłacić zarządcy kamienicy czynsz. Ucieszyłam się, kiedy drzwi otworzyła jego żona. Była pulchną, zawsze uśmiechniętą kobietą po pięćdziesiątce. Przywitała mnie z odrobinę zakłopotaną miną, ale zaprosiła do środka. Już po chwili siedziałam w jej jasnej kuchni jedząc kanapki z zielonym ogórkiem i popijając malinową herbatą. Kiedy podałam jej kopertę, smutny uśmiech na jej twarzy zastąpiło początkowo niedowierzanie, a potem prawdziwa ulga. Wszyscy uważali mojego brata za hultaja i nieudacznika i chyba tak naprawdę nikt nie wierzył, że uda nam się spłacić długi. Grzecznie podziękowałam za gościnę i pożegnałam się z gospodynią. Zostało mi jeszcze trochę gotówki i mimo, że wydawało się to w mojej sytuacji absurdalną rzeczą, wiedziałam, co z tymi pieniędzmi zrobię.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Koło południa weszłam do pomalowanej na biało, sprawiającej niemal sterylne wrażenie, szpitalnej sali. Julka miała na sobie flanelową, rozpinaną piżamę w żółte, drobne kwiatki. Wyglądała bardzo blado i smętnie, w moich oczach z każdym dniem coraz gorzej. Siedziała na łóżku i czytała książkę. Kiedy zorientowała się, że ktoś przyszedł podniosła znad niej głowę. Uśmiechnęła się do mnie łagodnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak się czujesz słoneczko? – zapytałam wesoło podchodząc do niej.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie była ode mnie dużo młodsza, a jednak od zawsze się nią opiekowałam, a ona przyjmowała to z uśmiechem, jak prawdziwy dar niebios. Ogólnie zawsze była bardzo pogodna i wesoła, zdecydowanie bardziej niż ja kiedykolwiek potrafiłabym być.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze – powiedziała swoim cichym, słabym głosem. – Bardzo chciałabym wrócić do domu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niedługo – powiedziałam jak zwykle okłamując  siostrę. – A teraz mam coś dla ciebie.</p>
<p style="text-align:justify;">Rozpięłam swój granatowy, wysłużony plecak i wyjęłam z niego blok rysunkowy w twardej oprawie i suche pastele. Oczy Julki rozbłysły. Zatańczyły w nich wesołe iskierki. Na policzki wpełzł delikatny rumieniec. Zawsze uwielbiała malować. Uśmiechnęłam się do niej pogodnie, a ona odpowiedziała mi pełnym entuzjazmu i dziecięcej radości uśmiechem. Resztę popołudnia spędziłyśmy na wspólnym malowaniu, a ja nie potrafiłam wyobrazić sobie przyjemniej płynących chwil.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Po szesnastej znalazłam się w mieszkaniu Marty. Przyjaciółka natychmiast zaczęła mnie o wszystko wypytywać, a ja nie miałam najmniejszej ochoty o tym rozmawiać. Usiadłyśmy u niej w pokoju, a ona zaczęła przetrząsać swoją szafę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Poczekaj Emila! Zaraz znajdę coś idealnego dla ciebie – oznajmiła entuzjastycznie skacząc dookoła mnie jak mały króliczek.</p>
<p style="text-align:justify;">Przyglądałam się jej siedząc na łóżku, jak wyciąga coraz to nowe ubrania z szafy powiększając jedynie rosnącą na fotelu bezładną stertę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wiesz Martuś, nie sądzę, żeby ich tak naprawdę obchodziło w co jestem ubrana… &#8211; powiedziałam delikatnie, nie chcąc urazić przyjaciółki.</p>
<p style="text-align:justify;">Odwróciła się do mnie gwałtownie. Na jej twarzy malowało się przerażenie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ich?! – zapytała. – Robisz to więcej niż z jednym?!</p>
<p style="text-align:justify;">Roześmiałam się, tak absurdalnie to dla mnie zabrzmiało. Zresztą, co za różnica&#8230;</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie Martuś, robię to z jednym, a właściwie jeszcze tego z nim nie robiłam, zapłacił mi za zrobienie sobie laski…</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc czemu mówiłaś w liczbie mnogiej? – zapytała wracając do przekopywania szafy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Bo jest ich dwóch – westchnęłam – tyle, że ten drugi najwyraźniej załatwia za Sebastiana wszystkie interesy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Sebastian? – zapytała zamyślona. – Ładne imię – stwierdziła. – Jest chociaż trochę przystojny?</p>
<p style="text-align:justify;">- Ujdzie – powiedziałam wymuszając na swojej twarzy uśmiech.</p>
<p style="text-align:justify;">Przed oczami natychmiast stanęły mi jego lodowato zimne, złowieszcze, czekoladowe oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Kilka minut przed dziewiętnastą stałam pod drzwiami mieszkania w centrum Krakowa. Tym razem ze środka przywitała mnie jedynie głucha cisza. Zadzwoniłam do drzwi. Po dłuższej chwili otworzył mi wyraźnie zaspany Rafał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Shit! Już tak późno? – niemal jęknął. – Sebastiana jeszcze nie ma, wejdź – powiedział odsuwając się, żebym mogła wejść do środka.</p>
<p style="text-align:justify;">Odrobinę skrępowana zdjęłam popielaty płaszcz i usiadłam na samym brzegu skórzanej kanapy. Blondyn przyjrzał mi się uważnie. Tym razem miałam na sobie białą, krótką sukienkę w drobne czarne kwiaty, kabaretki i delikatny makijaż wyraźnie podkreślający oczy. Wysoko upięte włosy spływały kaskadą po moim lewym ramieniu. W takim stroju czułam się znacznie bardziej pewna siebie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Z każdym dniem lepiej wyglądasz – stwierdził z ponurym wyrazem twarzy. – Znowu to on miał rację, a ja się myliłem. Nawet nie wiesz, jak bardzo tego nienawidzę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dzięki, jeżeli to miał być komplement – mruknęłam w odpowiedzi.</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnął się do mnie bezczelnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Owszem, miał – odpowiedział – a jednocześnie chciałem ponarzekać na mój los idioty – stwierdził sarkastycznie.</p>
<p style="text-align:justify;">Roześmiałam się. Zdziwiło mnie, jak swobodnie czułam się w towarzystwie Rafała. Ogromnie mnie irytował, ale jednocześnie nie potrafiłam nie odpowiedzieć uśmiechem na jego szeroki uśmiech. Rozsiadł się wygodnie na jednym z towarzyszących kanapie wysokich, czarnych foteli.</p>
<p style="text-align:justify;">- Posłuchaj, jest taka sprawa – powiedział przyglądając mi się uważnie. – On chciałby, żebyś została na dłużej… powiedział, że się zgodzisz… nie wiem skąd wysnuł takie wnioski, ale jeszcze nie widziałem, żeby się kiedyś pomylił.</p>
<p style="text-align:justify;">Skinęłam głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Miał rację – powiedziałam cicho, nie zastanawiając się nad tym specjalnie. – Zostanę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tyle, że jest kilka „ale” – oznajmił jakby niepewnie. – Po pierwsze on chce mieć cię na wyłączność, dopóki będzie twoim sponsorem, nie będziesz miała żadnych innych, nazwijmy to, zobowiązań.</p>
<p style="text-align:justify;">Wzruszyłam ramionami, nawet nie przeszło mi przez myśl, żeby coś takiego planować. Dopóki będzie mi płacił, nie miało to zresztą większego znaczenia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Masz na myśli partnerów do seksu? – spytałam uszczypliwie. – Nie planowałam żadnych innych.</p>
<p style="text-align:justify;">- Świetnie – odparł ponuro – uznaję, że to zgoda na ten warunek. Po drugie, jakichkolwiek przekonań byś nie miała – kontynuował – dostaniesz telefon komórkowy i zaczniesz go używać. Pasuje?</p>
<p style="text-align:justify;">Skinęłam głową. To był kolejny nieistotny szczegół.</p>
<p style="text-align:justify;">- Po trzecie – ciągnął dalej – ale za to najważniejsze, Sebastian potrzebuje dziewczyny nie tylko do seksu… Będziesz musiała uczestniczyć w jego życiu towarzyskim, oczywiście o ile się nadasz – dodał cierpko. – Czy to stanowi dla ciebie jakiś problem?</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie, nie stanowi – odpowiedziałam nie do końca zastanawiając się nad tym, co Rafał powiedział.</p>
<p style="text-align:justify;">Chciał dodać coś jeszcze, ale w słowo wszedł mu głośny dzwonek telefonu. Usłyszałam znajome słowa piosenki Nirvany. Zaskoczona spojrzałam na blondyna, który szybkim ruchem sięgnął po leżący na stole telefon. Odebrał. Rozmawiał przez krótką chwilę. Właściwie to najwyraźniej słuchał dzwoniącej osoby, bo jedynie od czasu do czasu coś potwierdzał lub przytakiwał. Odetchnął jakby z ulgą, kiedy zakończył toczoną rozmowę. Niedbale odrzucił telefon na stół.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dzwonił Sebastian, będzie za kilkanaście minut – oznajmił. Odwrócił ode mnie wzrok. Wyglądał na lekko zawstydzonego. – Chciał żebyś poszła do niego do sypialni i czekała rozebrana na łóżku.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jasne – odpowiedziałam wstając z gracją z kanapy – w końcu to jego życzenia mam spełniać.</p>
<p style="text-align:justify;">Rzuciłam Rafałowi przelotny uśmiech i zniknęłam za drzwiami, poznanej ostatnio, sypialni.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Leżałam naga na srebrnoszarej narzucie łóżka. Bałam się. Oczekiwanie na to co nieuniknione jedynie wzmagało mój strach. Nie chciałam żeby przychodził, a jednocześnie całą sobą błagałam żeby się nareszcie pojawił i żeby było już po wszystkim.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy wreszcie stanął w drzwiach serce biło mi jak oszalałe. Mimo całego wysiłku woli na jaki byłam w stanie się zdobyć nie potrafiłam uspokoić przyspieszonego oddechu. Mężczyzna przyjrzał mi się uważnie. W kącikach jego ust błąkał się ironiczny uśmieszek. Wyglądał niesamowicie. Był gładko ogolony, miał na sobie grafitowe jeansy i czarną, klasyczną koszulę. Gdyby nie ten drwiący uśmiech i lodowato zimne oczy, uznałabym, że jest nieziemsko przystojny.</p>
<p style="text-align:justify;">Sebastian zapalił nocną lampkę, zgasił górne światło i wolnym krokiem podszedł do łóżka na                                   którym leżałam. Usiadł na brzegu, łakomie wpatrując się w moje ciało. Podniosłam się na łokciu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie wstawaj – powiedział cicho, jednak w tonie jego głosu słyszałam wyraźny rozkaz.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie zamierzałam protestować. Spojrzał mi w oczy, a ja znów poczułam niewyjaśniony, irracjonalny lęk. Jakim sposobem oczy w kolorze czekolady mogły być aż tak zimne? Twardą, ciepłą dłonią przesunął po moim udzie. Nie potrafiłam powstrzymać drżenia. Nie zwrócił na to uwagi. Jego ręka powędrowała na mój naprężony ze zdenerwowania brzuch, a potem piersi. Zdjął z siebie koszulę i spodnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Odwróć się na brzuch – rozkazał zupełnie wypranym z wszelkich emocji tonem.</p>
<p style="text-align:justify;">Posłuchałam. Uklękłam na łóżku, podpierając się na rękach. Głowę położyłam na przykrytej srebrnoszarą tkaniną poduszce. Sebastian znalazł się za mną. Poczułam na swoich pośladkach jego sztywny członek. Nie przestawał mnie dotykać. Rozsunął mi nogi. Jego palce zaczęły się przesuwać po moim intymnym miejscu. Przymknęłam oczy walcząc ze sobą, żeby się od niego nie odsunąć. Miałam ochotę zaprotestować, nie pozwolić mu na to. Jego dłoń stawała się coraz bardziej natarczywa. Wsunął we mnie palec, potem dołączył do niego drugi. Moje ciało reagowało na jego dotyk, mimo ponurych myśli stawałam się coraz bardziej wilgotna.</p>
<p style="text-align:justify;">W końcu przerwał na chwilę, podniósł z podłogi spodnie i wyciągnął z nich zafoliowaną paczkę prezerwatyw. Naciągnął jedną z nich na swój naprężony, sterczący członek. Uklęknął za mną, podciągając mnie odrobinę wyżej. Wtuliłam twarz w poduszkę. Zamiast się rozluźnić, tak jak powinnam to zrobić, spięłam się tylko jeszcze bardziej. Wszystko we mnie krzyczało w głośnym proteście. Mężczyzna ostatni raz przesunął palcami po moim łonie, a potem zaczął napierać członkiem na moją ciasną szparkę. Gwałtownie wciągnęłam powietrze, kiedy wszedł do środka. Zaczął się we mnie poruszać. W dole brzucha poczułam ostry, kujący ból. Zagryzłam zęby. Dłonie Sebastiana błądziły po moich wyprężonych w łuk plecach i napiętych pośladkach. Wchodził we mnie coraz głębiej, za każdym razem szybszymi i mocniejszymi pchnięciami. Podniecenie i przyjemność mieszały się w moim umyśle z bólem i upokorzeniem. Nie tak wyobrażałam sobie moje życie seksualne. Nikt jednak nie okłamywał mnie, że marzenia się spełniają.</p>
<p style="text-align:justify;">Coraz boleśniej odczuwałam jego niegasnące podniecenie. Całą sobą błagałam, żeby wreszcie skończył. Dopiero po kilkunastu minutach poczułam jak jego męskość zaczyna prężyć się i pulsować. Wyszedł ze mnie po kilku stanowczych, końcowych pchnięciach. Zdjął wypełnioną białą cieczą prezerwatywę, zawiązał na supeł i odrzucił na podłogę, potem, zmęczony, opadł obok mnie na łóżko. Usiadłam czekając na to, co będzie dalej.</p>
<p style="text-align:justify;">- To wszystko – powiedział nie patrząc na mnie. – Możesz już iść.</p>
<p style="text-align:justify;">Poczułam się bardzo nieprzyjemnie, jakbym była jakąś zabawką. Zabrałam ze stojącego pod szafą krzesła swoje ubrania i przemknęłam się do znajdującej się za sąsiednimi drzwiami łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Chciałam się stąd wynieść, najlepiej natychmiast, ale po prostu po tym co się stało, nie mogłam się nie wykąpać. Czułam się naprawdę paskudnie. Wyszłam spod prysznica na wiśniowe kafelki podłogi. Oparłam się o zimną ścianę. Za wszelką cenę starałam się powstrzymać napływające do oczu łzy. W końcu wytarłam się jednym z leżących na szafce, złożonych w równą kostkę, białych ręczników. Pospiesznie włożyłam na siebie ubranie i otworzyłam drzwi z jedną przewodnią myślą w głowie – byle tylko znaleźć się jak najdalej stąd.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Zegar w salonie pokazywał godzinę drugą. Jęknęłam w duchu. Marek miał randkę, a o tej porze nie będę przecież dobijała się do Marty. Musiałam coś zrobić ze sobą przez resztę nocy. Na dworze było naprawdę chłodno, a nocne spacery nigdy nie należały do moich ulubionych zajęć. Włożyłam swoje długie buty i sięgnęłam po popielaty płaszcz. Kiedy wychodziłam, w drzwiach zatrzymał mnie Rafał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Poczekaj, wezwę ci taksówkę – powiedział wciskając mi do ręki stuzłotowy banknot.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dzięki – odpowiedziałam ponuro, w tym momencie nie potrafiąc się zdobyć nawet na lekki uśmiech – poradzę sobie.</p>
<p style="text-align:justify;">Schowałam pieniądze do kieszeni i wyszłam z mieszkania. Noc była chłodna, a ja nie wzięłam nawet głupiego szalika. Stanęłam na przystanku, chowając się przed porywistym wiatrem, w przeszklonej wiacie. Zastanawiałam się dokąd mogłabym pojechać. Był sobotni wieczór, a właściwie to już niedzielny ranek, a ja nie miałam żadnego pomysłu co mogłabym ze sobą zrobić. Usłyszałam czyjeś szybkie kroki. Nie podniosłam nawet głowy, dopóki nie usłyszałam wkurzonego głosu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co ty do cholery robisz na przystanku?! – warknął stojący nade mną Rafał. – Miałaś wsiąść w taksówkę i jechać do domu!</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzałam na niego zaskoczona. Czy on za mną wyszedł? Po co? Dlaczego? Nie miałam najmniejszej ochoty mu się tłumaczyć.</p>
<p style="text-align:justify;">- To nie twoja sprawa co robię w wolnym czasie – prychnęłam. – To mój prywatny wybór.</p>
<p style="text-align:justify;">- Właśnie, że moja – warknął. – Wyszłaś od nas i czuję się za ciebie odpowiedzialny. Pomyśl co mogłoby ci się stać!</p>
<p style="text-align:justify;">Rozbawił mnie jego komentarz. Prychnęłam.</p>
<p style="text-align:justify;">- Poradzę sobie – odpowiedziałam jednak tylko gorzkim tonem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Świetnie – odparł. – Odprowadzę cię na taksówkę, a potem radź sobie dowoli.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czekam na autobus – oznajmiłam coraz bardziej zirytowana.</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzał na mnie spode łba.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ok. Super. Dokąd jedziemy? – zapytał ironicznie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie mam zielonego pojęcia – odparłam już zupełnie zrezygnowana.</p>
<p style="text-align:justify;">- Yyy, jak to? – obrzucił mnie pytającym spojrzeniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Normalnie – odpowiedziałam wzdychając – mój brat ma dzisiaj randkę, więc w domu mogę pokazać się najwcześniej o dziesiątej. Nie przejmuj się mną, poradzę sobie. Zawsze sobie jakoś radzę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zauważyłem – mruknął, a ja nie miałam pojęcia co to stwierdzenie miało właściwie oznaczać. – Chodź, pogadamy gdzieś, gdzie jest ciepło. Jestem upiornie głodny. Ja stawiam – dodał uprzedzając jakiekolwiek protesty z mojej strony.</p>
<p style="text-align:justify;">Niechętnie powlekłam się za chłopakiem w kierunku ciągle tętniącego życiem, rozświetlonego setkami ulicznych latarni, centrum miasta.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Kwadrans później siedzieliśmy w otwartym przez całą dobę Mc Donaldzie. Rafał zostawił mnie na chwilę samą przy stoliku, a potem wrócił z kawą i jakimiś dużymi zestawami. Nie wiedziałam dlaczego tu ze mną przyszedł, ale było to o niebo lepsze od samotnego, nocnego spaceru, po jesiennym, ponurym Krakowie. Miałam tylko szczerą nadzieję, że chłopak niczego nie oczekuje „w zamian”. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo nie jest mi wszystko jedno.</p>
<p style="text-align:justify;">Burczało mi w brzuchu. Uświadomiłam sobie, że właściwie jadłam tego dnia jedynie kanapki, którymi rano poczęstowała mnie sąsiadka, ale to była moja norma. Niemal rzuciłam się na frytki, które wyciągnęłam ze swojej papierowej torby. Rafał obrzucił mnie rozbawionym spojrzeniem, ale wyglądało na to, że jest przynajmniej równie głodny co ja.</p>
<p style="text-align:justify;">Przez restaurację przewijało się sporo, najwyraźniej imprezujących w sobotnią noc, grup i par. Właściwie to z zewnątrz w żaden sposób nie różniliśmy się od innych. Sytuacja wydała mi się tak abstrakcyjna i absurdalna, że wybuchłam śmiechem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co cię tak rozbawiło? – spytał blondyn kończąc przeżuwać swojego hamburgera.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nic, nic – odpowiedziałam próbując stłumić swoją wesołość.</p>
<p style="text-align:justify;">Rafał tylko wzruszył ramionami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak sobie chcesz – powiedział obojętnie. – Mieszkasz tylko z bratem? – zapytał.</p>
<p style="text-align:justify;">Skinęłam głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zazwyczaj kiedy się umawia z dziewczynami śpię u przyjaciółki, nie włóczę się nocami po mieście – odpowiedziałam.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie mogłaś nic powiedzieć? – zapytał z lekkim wyrzutem.</p>
<p style="text-align:justify;">- A niby po co? – prychnęłam. – Twój przyjaciel nie płaci mi za narzekanie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ja nie płacę ci za nic – oznajmił obrzucając mnie zagadkowym spojrzeniem. – Za to tak długo jak u nas przebywasz, jestem za ciebie odpowiedzialny, tyczy się to też bezpiecznego powrotu do domu. Następnym razem wolałbym wiedzieć, ok.?</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak chcesz &#8211; odpowiedziałam wpatrując się w swoją kawę.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Przesiedzieliśmy w restauracji prawie godzinę, a potem Rafał uparł się, że nie zostawi mnie samej. Razem wyszliśmy w chłodne, jesienne powietrze. Chłopak miał na sobie trekkingową, ocieplaną polarem kurtkę, ale ja w swoim starym, znoszonym płaszczu zwyczajnie drżałam zimna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdzie chcesz iść? – zapytał.</p>
<p style="text-align:justify;">Wzruszyłam ramionami. Nie miałam pojęcia. Po prostu poszłam przed siebie, a on, z malującą się na twarzy konsternacją, poszedł za mną.</p>
<p style="text-align:justify;">- Posłuchaj Rafał – powiedziałam zatrzymując się i odwracając się w jego stronę. – Dziękuję za kolację, śniadanie czy co to tam było, ale naprawdę sobie poradzę. Nie musisz za mną chodzić.</p>
<p style="text-align:justify;">Teraz znów zaczął wyglądać na rozbawionego całą sytuacją.</p>
<p style="text-align:justify;">- Spoko – odpowiedział – i tak chwilowo nie mam nic lepszego do roboty. Tyle, że włóczenie się po nocy chyba nie jest dobrą opcją. Zmarzniesz. Jeżeli chcesz, pokażę ci miejsce, do którego zawsze uciekam. To niedaleko.</p>
<p style="text-align:justify;">Popatrzyłam niepewnie na chłopaka, a potem westchnęłam zrezygnowana. Było mi naprawdę cholernie zimno.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jasne, prowadź – odpowiedziałam  mu, po chwili wahania.</p>
<p style="text-align:justify;">Szybkim krokiem minęliśmy planty i skręciliśmy w jedną z otaczających je, wąskich uliczek. Mniej więcej kwadrans później Rafał zatrzymał się przed jedną z zakratowanych, sklepowych wystaw. Z wewnętrznej kieszeni kurtki wyciągnął klucz, otworzył drzwi i wpuścił mnie do środka. Nie zapalając światła popchnął mnie w kierunku drzwi na zaplecze. Dopiero tam włączył dającą nikłe światło, podwieszoną pod sufitem żarówkę. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Był to swoistego rodzaju, niewielki magazyn. Znajdowało się w nim pełno sportowego sprzętu. Na podłodze pod jedną ze ścian leżały gąbkowe materace.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nic wielkiego – powiedział blondyn – ale przynajmniej nie jest tu zimno. – Siadaj – powiedział wskazując zielony materac, a sam zabrał się za uruchamianie olejnego grzejnika.</p>
<p style="text-align:justify;">Zdjęłam z siebie płaszcz i usiadłam pod ścianą nakrywając nim nogi. Chłopak rzucił mi koc, po czym sam usiadł pod przeciwległą ścianą niewielkiego pomieszczenia. Przykryłam się, otulając starannie polarową tkaniną.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zaraz zrobi się ciepło – oznajmił wesoło.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cieszę się – odpowiedziałam. – Zamarzam.</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnął się do mnie szelmowsko.</p>
<p style="text-align:justify;">- No widzisz, a chciałaś się całą noc włóczyć po Krakowie – powiedział z naganą. – Teraz możesz mi podziękować, za to, że cię uratowałem.</p>
<p style="text-align:justify;">Westchnęłam teatralnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze, niech ci będzie: dziękuję! – oznajmiłam dobitnie. – Jesteś moim księciem na białym koniu czy kimkolwiek tam chcesz być.</p>
<p style="text-align:justify;">- Właśnie, tak ma być – roześmiał się wesoło.</p>
<p style="text-align:justify;">Wyciągnął rękę i sięgnął do niewielkich rozmiarów turystycznej lodówki. Wyjął z niej dwa butelkowe piwa. Otworzył jedno, wstał i mi podał, potem z drugim wrócił na swoje miejsce. Spojrzałam na niego lekko zaskoczona, ale nie protestowałam. Mimo, że rzadko piłam, teraz byłam przekonana, że alkohol zdecydowanie mi się przyda.</p>
<p style="text-align:justify;">- Rafał, co to za miejsce? – zapytałam po dłuższej chwili ciszy.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak znów się roześmiał. Spodobało mi się to, że jego oczy śmieją się wraz z nim.</p>
<p style="text-align:justify;">- Sklep mojego dziadka – odpowiedział wesoło. – Kiedyś często tu przychodziłem, przestałem, kiedy zacząłem pracować dla Sebastiana. Mam teraz znacznie mniej wolnego czasu. Za to przynajmniej kasy mi nie brakuje.</p>
<p style="text-align:justify;">- Myślałam, że to twój przyjaciel – odpowiedziałam zaskoczona. – Co właściwie dla niego robisz?</p>
<p style="text-align:justify;">- On nie ma przyjaciół – odpowiedział ciągle rozbawiony. – Załatwiam za niego różne sprawy. Na przykład ciebie. &#8211; Skrzywiłam się nieznacznie. Nie zabrzmiało to miło. Rafał zauważył moją konsternację. &#8211; Przepraszam, nie chciałem cię urazić – powiedział patrząc mi w oczy. – Po prostu starałem się wyjaśnić co robię dla Sebastiana.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jasne, nie ma sprawy – odpowiedziałam przyglądając się jego żywo niebieskim oczom. Zafascynowały mnie. Były autentycznie niebieskie, a nie takie szaro-nijakie jak u mnie czy mojego brata. – Coś jeszcze robisz poza tym? – zapytałam, żeby podtrzymać rozmowę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Studiuję na AWF-ie – odpowiedział, a ja spojrzałam na niego zaskoczona. – No co? – zapytał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie, nic – uśmiechnęłam się do niego – myślałam, że jesteś trochę starszy.</p>
<p style="text-align:justify;">Znowu się roześmiał, zdążyłam polubić jego szczery śmiech.</p>
<p style="text-align:justify;">- No to pewnie cię zaskoczę, mówiąc, że w tym roku zdaję licencjat? – zapytał wesoło.</p>
<p style="text-align:justify;">Przytaknęłam. Nie mogłam uwierzyć, że Rafał ma dwadzieścia jeden lat, wyglądał znacznie poważniej od mojego brata. Przynajmniej ten AWF tłumaczył jego sylwetkę sportowca, a sklep dziadka markowe ciuchy. Wypiliśmy po jeszcze jednym piwie, a potem poczułam się zbyt zmęczona na dalszą rozmowę. Co drugie słowo podkreślałam ziewnięciem. Położyłam się na materacu przykrywając kocem. Było mi ciepło i wygodnie. Z całych sił starałam się nie zamykać oczu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Idź spać – powiedział chłopak, sam również układając się wygodnie, na swoim materacu. – Jutro niedziela, możemy tu zostać do której chcemy.</p>
<p style="text-align:justify;">Zamknęłam oczy i wtuliłam twarz w płaszcz, z którego zrobiłam sobie poduszkę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Rafał… – zaczęłam cichutko.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mhm? – mruknął sennie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dziękuję…</p>
<p style="text-align:justify;">- Spoko, nie ma za co – odpowiedział jakby speszony.</p>
<p style="text-align:justify;">Wystarczyła chwila ciszy, żebym pogrążyła się w spokojnym, pokrzepiającym śnie.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Rankiem obudziła mnie piosenka Nirvany. Usłyszałam znajome słowa, które rozbrzmiewały teraz w całym pomieszczeniu: ”Load up on guns and bring your friends. It’s fun to lose and to pretend. She’s over bored and self assured. Oh no, I know a dirty word.” Dopiero po chwili zorientowałam się gdzie ja właściwie jestem i, że muzyka wydobywa się z telefonu komórkowego śpiącego obok Rafała. Chłopak spał w najlepsze. Podniosłam się ze swojego materaca i ukucnęłam przy nim potrząsając go za ramię. Otworzył oczy, spojrzał na mnie, a potem jakby oprzytomniał. Błyskawicznie sięgnął po leżący przy materacu telefon, który dzwonił już drugi raz. Natychmiast odebrał. Po krótkiej, wyraźnie niezbyt miłej rozmowie, odłożył komórkę i zaczął przeklinać. Usiadł na materacu. Popatrzył na mnie wzrokiem zbitego psa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Emilko, muszę cię przeprosić – powiedział smętnym, zaspanym głosem. – Dzwonił Sebastian, jest zły, że mnie nie ma. Jest już po dziewiątej, poradzisz sobie?</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnęłam się do niego ciepło, byłam mu naprawdę wdzięczna, za to, że się mną zaopiekował poprzedniej nocy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Oczywiście, że sobie poradzę, zawsze sobie radzę, zapomniałeś? – zapytałam wesoło.</p>
<p style="text-align:justify;">Rafał odwzajemnił mój szczery uśmiech. Pozbieraliśmy się szybko i odprowadził mnie na przystanek autobusowy. Pogoda była w dalszym ciągu paskudna. Świat opanowała szaruga, w twarz co chwilę uderzały mnie porywiste podmuchy wiatru.</p>
<p style="text-align:justify;">- Emilko, możesz być jutro o siedemnastej w Galerii Krakowskiej? – spytał mnie chłopak, jakby nagle z czegoś zdał sobie sprawę. – Sebastiana nie będzie, ale we wtorek czeka cię „sprawdzian” – oznajmił niechętnie – i musisz mieć jakieś lepsze ubranie…</p>
<p style="text-align:justify;">- Przecież potrafię się ubrać elegancko – zaprotestowałam.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie aż tak elegancko – roześmiał się Rafał. – Poza tym musimy rozwiązać kwestię telefonu. Przyjdziesz?</p>
<p style="text-align:justify;">- Skoro nie będzie Sebastiana, to mogę zabrać przyjaciółkę? – zapytałam nieśmiało, byłam pewna, że Marta będzie zachwycona, chociażby dla samej satysfakcji zaspokojenia swojej próżnej ciekawości.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pewnie – uśmiechnął się zawadiacko – a ładna ta przyjaciółka? – zapytał szczerząc zęby.</p>
<p style="text-align:justify;">- A idź ty – roześmiałam się wsiadając do autobusu, który właśnie podjechał na przystanek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Do zobaczenia jutro – zawołał za mną, zanim zamknęły się przeszklone drzwi pojazdu.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy wysiadłam z autobusu zaczynało padać. Bardzo nie lubiłam takiej wietrznej, mżystej pogody. Szybkim krokiem weszłam do naszej kamienicy. Kiedy stanęłam pod drzwiami niewielkiego mieszkania usłyszałam rozwścieczony głos Marka. Z jakiegoś powodu krzyczał na swoją dziewczynę, a ona histerycznie płakała. Przez chwilę zastanawiałam się czy wejść do środka, ale po namyśle zrezygnowałam. Po chwili znowu znalazłam się na zewnątrz, a zimny, jesienny wiatr targał moimi włosami i płaszczem. Padało coraz mocniej. Wielkie krople deszczu uderzały o puste ulicy, rozbryzgując się na wszystkie strony. Uśmiechnęłam się do siebie, jak wariatka. Przyszło mi do głowy, że lubię deszcz, bo w deszczu nie widać łez.</p>
<p style="text-align:justify;">Dwadzieścia minut później suszyłam się w pokoju Marty. Moja przyjaciółka przecierała dłońmi zaspane oczy. Miała na sobie wyciągniętą różową piżamę z niebieskim króliczkiem. Jej krótko ścięte kasztanowe włosy sterczały na wszystkie strony jak u stracha na wróble. Taka zaspana i rozczochrana wyglądała przeuroczo. Jej mama powiesiła na kaloryferze mój mokry płaszcz, a potem przyniosła gorącej herbaty z miodem i malinami. Ścisnęło mnie w gardle na wspomnienie tego, jak robiła to moja własna mama. Wiedziałam, że nie będę płakać, nigdy nie płakałam. Marek miał mi ciągle za złe, że nie uroniłam ani jednej łzy na jej pogrzebie, a ja po prostu nie potrafiłam. Gdybym się wtedy rozpłakała, nie przestałabym już chyba nigdy.</p>
<p style="text-align:justify;">Szybko przebrałam się w swoje własne ubranie, podarte jeansy i spraną flanelową koszulę. Opowiedziałam jej pokrótce historię wczorajszych wydarzeń i zapytałam czy pójdzie ze mną jutro do centrum, a ona wcale nie zaskoczyła mnie zadając tylko jedno pytanie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przystojny ten cały Rafał? – zapytała uśmiechając się nerwowo jak dziecko, które oczekuje na gwiazdkowe prezenty</p>
<p style="text-align:justify;">- On zadał dokładnie to samo pytanie – roześmiałam się – kiedy spytałam czy możesz przyjść usłyszałam tylko „a ładna ta twoja przyjaciółka?”.</p>
<p style="text-align:justify;">Marta wybuchła śmiechem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Widzisz, w takim razie idealnie do siebie pasujemy! – oznajmiła dobitnie. – Zapowiada się ciekawy poniedziałek.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">W poniedziałek lekcje kończyłyśmy o szesnastej, więc do Galerii Krakowskiej poszłyśmy od razu po szkole. Usiadłyśmy na ławce przy roztańczonej fontannie. Rafał spóźnił się o ponad kwadrans.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cześć, przepraszam, że tak późno – rzucił podchodząc do nas – odwoziłem Sebastiana na lotnisko i po drodze były korki… Jestem Rafał – przedstawił się uśmiechając zawadiacko do mojej przyjaciółki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Marta – powiedziała wesoło, podając mu rękę, kiedy obie wstałyśmy z ławki.</p>
<p style="text-align:justify;">W jej oczach zobaczyłam te niepokojące iskierki. Byłam przekonana, że wybrała chłopaka na nowy cel swoich licznych podbojów. Marta była naprawdę ładną i przebojową dziewczyną. Bez najmniejszego wysiłku potrafiła zwrócić na siebie czyjąś uwagę. Miała w zwyczaju zakochiwać się przynajmniej raz w miesiącu. Wybierała zawsze tych najprzystojniejszych chłopaków, a potem, kiedy już rozkochała w sobie takiego delikwenta, zostawiała go ze złamanym sercem, najczęściej w rękach jakiejś innej pocieszycielki, bo dziewczyny jak sępy polowały na odrzucone zdobycze Marty. Zawsze jednak powtarzała, że kiedy naprawdę się zakocha, będzie zupełnie inaczej.</p>
<p style="text-align:justify;">Na twarzy Rafała i tym razem gościł pogodny uśmiech. Wyglądał tak, jakby z jakiegoś powodu odczuwał wyraźną ulgę. Zastanawiałam się czy może spowodował to, chwilowy, wyjazd jego szefa. <em>W sumie teraz chyba „naszego szefa”</em>, pomyślałam niechętnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jesteście prosto ze szkoły, dziewczyny? – zapytał. – Może chcecie zostawić kurtki i plecaki w samochodzie?</p>
<p style="text-align:justify;">Dopiero teraz zauważyłam, że on sam był tylko w szarej, dresowej bluzie.</p>
<p style="text-align:justify;">- W sumie to chętnie – powiedziałam podnosząc z ziemi swój wyładowany zeszytami plecak.</p>
<p style="text-align:justify;">Rafał pokręcił głową i zabrał mi go z ręki, a potem schylił się po drugi, stojący koło Marty. Chwilę później chodziliśmy już labiryntem podziemnego parkingu Galerii. Blondyn zatrzymał się przy czarnym Volvo z przyciemnianymi szybami. Wrzucił do bagażnika nasze ciężkie plecaki. Podałyśmy mu kurtki.</p>
<p style="text-align:justify;">- To samochód Sebastiana – odpowiedział na moje pytające spojrzenie, uśmiechając się ponuro. – Jeżdżę nim czasem, kiedy on chce wypić, albo jak go nie ma.</p>
<p style="text-align:justify;">Ułożył nasze płaszcze na tylnym siedzeniu, a potem starannie zamknął auto. Wróciliśmy do barwnego, wypełnionego oglądającymi wystawy ludźmi centrum handlowego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Bogaty ten twój facet – szepnęła do mnie konspiracyjnie Marta, kiedy mijałyśmy zawiły labirynt podziemnego parkingu.</p>
<p style="text-align:justify;">Popatrzyłam na nią wrogo, ale nic na to nie odpowiedziałam. Wiedziałam, że nigdy nie mogłabym pomyśleć o Sebastianie w kategoriach „mój facet”. Wątpiłam nawet, czy kiedykolwiek byłabym w stanie go polubić. Przypomniało mi się, co dwa dni wcześniej powiedział mi Rafał. „On nie ma przyjaciół” brzmiały słowa chłopaka, a ja ani odrobinę nie byłam zdziwiona dlaczego. W każdym razie tak długo, jak długo zamierzał mi płacić, mogłam go uważać po prostu za swojego szefa i wcale nie musiałam go przy tym lubić. Za to czułam coraz większą sympatię to wiecznie uśmiechniętego Rafała.</p>
<p style="text-align:justify;">Najpierw poszliśmy po telefon. Blondyn bez mrugnięcia zapłacił za zestaw startowy na kartę, co zdziwiło mnie najbardziej, wcale nie wybrał najtańszego. Potem zaczął się raj dla Marty. Rafał nieprecyzyjnie wytłumaczył, że szukamy ubrań na kolację w restauracji, więcej nie potrafił powiedzieć. Zwiedziliśmy przynajmniej dwadzieścia różnych sklepów, a ja wybór pozostawiłam całkowicie w rękach Marty. Wreszcie, po prawie trzech godzinach, skończyliśmy z długą tuniką w brązowo-kremową kratę, ciemnobrązowym jesiennym płaszczem, wysokimi, skórzanymi oficerkami, zamszową torebką i delikatną, jasną bielizną w złociste wzory. Blondyn był wyraźnie usatysfakcjonowany, a ja bałam się spojrzeć nawet na ceny ubrań, biorąc pod uwagę sklepy, w których robiliśmy zakupy. Mimo bardzo zadowolonej miny Rafała i wręcz oczarowanej Marty, czułam się nieprzyjemnie i nieswojo. Nie potrafiłam zapomnieć w jakim celu kupujemy te wszystkie rzeczy.</p>
<p style="text-align:justify;">Po skończonych zakupach chłopak zaprosił nas na kawę. Atmosfera była naprawdę wesoła i przyjazna. Rafał okazał się być bardzo miłym, zwyczajnym chłopakiem. Żartował i śmiał się razem z nami. Pożałowałam, że to nie on jest na miejscu Sebastiana.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy tak siedzieliśmy nad gorącymi kubkami z kawą, blondyn rozpakował telefon, włożył do niego kartę i wpisał mi numer do siebie i swojego szefa, potem spisał sobie mój i dopiero wtedy wręczył mi telefon, mówić, że mogę z nim robić co chcę. Potem Marta, niby to w żartach, wyciągnęła numer do niego. Bawiłam się coraz lepiej, zupełnie zapominając dlaczego się tu znalazłam.</p>
<p style="text-align:justify;">Było koło dziewiątej, kiedy Rafał zaproponował, że odwiezie nas do domu. Z jakiejś przyczyny poczułam, że nie chcę, żeby wiedział gdzie mieszkam.</p>
<p style="text-align:justify;">- Martuś, mogę dzisiaj zostać u ciebie? – zapytałam niemal błagalnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jasne, nie ma sprawy – uśmiechnęła się do mnie przyjaciółka. – Jaśminowa czternaście – oznajmiła chłopakowi wesoło.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ok. – stwierdził tylko prowadząc nas podziemnym parkingiem do samochodu – skąd cię jutro odebrać Emilko? – zapytał. – Kolacja jest na dziewiętnastą, Sebastian będzie jechał prosto z lotniska, ale żebyśmy się wyrobili to najpierw przyjadę po ciebie, tak o osiemnastej. Wiem, że masz szkołę, ale koło południa umówiłem cię z fryzjerem… Poradzisz sobie?</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzałam na niego zaskoczona. Jakim do licha fryzjerem? Nie chciałam opuszczać zajęć, ale zdarzało mi się to już niejednokrotnie wcześniej. Westchnęłam. Moje nowe życie było chyba ważniejsze.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niech będzie, ale nie rób tego więcej – poprosiłam.</p>
<p style="text-align:justify;">- Obiecuję – obdarzył mnie pogodnym uśmiechem – to wyjątkowa sytuacja. Przyrzekam, że się nie powtórzy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Będę u Marty – powiedziałam nie chcąc rozmawiać więcej o opuszczaniu szkoły.</p>
<p style="text-align:justify;">Rafał odwiózł nas pod dom mojej przyjaciółki. Wyciągnął z bagażnika nasze zakupy, pożegnał się z nami uprzejmie i odjechał. Podekscytowana Marta mówiła o nim przez prawie pół nocy, a ja tylko słuchałam uprzejmie, starając się nie myśleć o tym, co czeka mnie następnego dnia.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Po wizycie u fryzjerki, kosmetyczki i w nowych, markowych ubraniach, sama siebie nie byłam w stanie rozpoznać. Włosy skręcały mi się w drobne loki, niesfornie opadając na ramiona. Moją twarz zdobił  delikatny makijaż w odcieniach ciepłych zieleni i brązów. Moje duże, szaro-niebieskie oczy teraz wydawało się jeszcze większe, a ich wyraz zdecydowanie bardziej głęboki i jakby uwodzicielski. Gdyby nie szybko bijące serce i ogarniający mnie paniczny strach, mogłabym się poczuć jak gwiazda filmowa.</p>
<p style="text-align:justify;">Tym razem Rafał przyjechał punktualnie. Kiedy wysiadł z czarnego volvo zobaczyłam jego szeroko otwarte ze zdumienia oczy. Przez chwilę poruszał wargami, jakby chciał coś powiedzieć, ale w końcu zrezygnował. Otworzył mi tylne drzwi samochodu zapraszając do środka. Usiadłam na miękkiej, skórzanej kanapie. Spodobało mi się wrażenie, jakie wywarłam na chłopaku.</p>
<p style="text-align:justify;">- Emilko, muszę cię o coś prosić – powiedział. – Wiem, że może ci się to wydać głupie, ale w razie czego będziesz mówiła ludziom, że masz dwadzieścia jeden lat, dobrze? Zresztą w ten sposób ubrana i tak wyglądasz na więcej.</p>
<p style="text-align:justify;">Kłamstwo ma być dla mnie problemem? Uśmiechnęłam się do siebie ironicznie. I tak nic nie przebije seksu za pieniądze.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie ma sprawy – odparłam obojętnie. – Ile lat ma Sebastian, że potrzebna mu dziewczyna akurat w takim wieku?</p>
<p style="text-align:justify;">- Skończył w sierpniu dwadzieścia pięć i uważa za niestosowne pokazywać się z młodszą – westchnął Rafał. – Pewnie ma rację, to on się na zna na tym całym savoir vivre, nie ja. Gdybyś nie była pełnoletnia, w ogóle nie brałby cię pod uwagę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdybyś nie patrzył na mnie takim niechętnym wzrokiem, pewnie też nie – powiedziałam odrobinę rozbawiona.</p>
<p style="text-align:justify;">Moralność Sebastiana wydała mi się dziwną rzeczą, seks za pieniądze – tak, stosunek z małolatą – nie. Sama przestałam już dostrzegać tą granicę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Skąd wiesz? – speszył się odrobinę Rafał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kiedy stałam pod drzwiami słyszałam waszą rozmowę, dokładnie wiem co o mnie myśli. To nie ma najmniejszego znaczenia – westchnęłam. – Cholernie potrzebuję pieniędzy, a on mi płaci. Tylko tyle się liczy.</p>
<p style="text-align:justify;">Blondyn skinął głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, to zupełnie jak w moim przypadku.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy dotarliśmy na lotnisko, Rafał zostawił mnie w samochodzie, a sam poszedł po swojego szefa. Nie trwało to długo. Kiedy wrócili, Sebastian zajął miejsce obok mnie na tylnej kanapie volvo. Wyglądał jeszcze lepiej niż zapamiętałam. Zanim wsiadł do samochodu zdjął długi, czarny płaszcz i gruby, wełniany szalik. Został w dobrze skrojonej, czarnej marynarce i jednolitej, grafitowej koszuli. Wyglądał elegancko, a jednocześnie delikatnie przydługie, brązowe włosy nadawały mu jakiś taki buntowniczy i zawadiacki wygląd. To sprawiło, że poczułam tylko jeszcze większy lęk. Na krótką chwilę zatopiłam spojrzenie w jego głębokich, czekoladowych oczach, ale kiedy spojrzał bezpośrednio na mnie, natychmiast odwróciłam wzrok.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ujdzie – oznajmił, nie przyglądając mi się dłużej.</p>
<p style="text-align:justify;">Zarówno w jego oczach, jak i głosie był tylko lód. Serce biło mi tak szybko, jakby miało zamiar wyskoczyć z piesi. Czułam coraz większy, niemal paniczny lęk. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, Rafał otworzył mi drzwi, a ja z samochodu wysiadłam na miękkich nogach. Byliśmy pod pięciogwiazdkowym hotelem w centrum miasta. Sebastian podał mi ramię i razem poszliśmy w kierunku restauracji, zostawiając Rafała przy volvo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Teraz zobaczymy twoją grę aktorską – szepnął do mnie mężczyzna, kiedy szliśmy szerokim, jasnym korytarzem.</p>
<p style="text-align:justify;">Z trudem przełknęłam ślinę. Nie byłam pewna, czego on właściwie ode mnie oczekuje, ale wiedziałam jedno – nie mogłam dać plamy. Sebastian zostawił nasze płaszcze w szatni i poszliśmy dalej.</p>
<p style="text-align:justify;">W restauracji minęliśmy główną salę i weszliśmy do mniejszego, bardziej kameralnego pomieszczenia. Przy zastawionym na dziesięć osób stole siedzieli pogrążeni w dyskusji ludzie. Mężczyźni wstali na widok Sebastiana, witając się uprzejmie.</p>
<p style="text-align:justify;">- To moja towarzyszka, Emilia Sadowska – przedstawił mnie przywołując na usta polityczny uśmiech.</p>
<p style="text-align:justify;">Potem usiedliśmy, najwyraźniej czekając na brakujących gości. Po krótkiej chwili, w moim kieliszku, jako aperitif znalazło się czerwone wino o ziołowym zapachu i dosyć cierpkim, słodkawym smaku. Moja mama przez długie lata pracowała w eleganckiej firmie cateringowej, więc potrafiłam zachować się w towarzystwie. Byłam ciekawa czy zdziwi to w jakikolwiek sposób Sebastiana. Mężczyzna zachowywał się swobodnie, jakby cały świat należał do niego. Zastanawiałam się czy w razie jakichkolwiek skierowanych do mnie pytań, powinnam przyjąć taktykę słodkiej idiotki, czy może wymyślić coś bardziej oryginalnego. Postanowiłam w samą porę, bo już po chwili zwrócił się do mnie siedzący po mojej lewej stronie, starszy mężczyzna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pani się jeszcze uczy pani Emilio? – zapytał uprzejmym, ciepłym głosem. – Wygląda pani tak młodo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, uczę się – odpowiedziałam postanawiając trochę nagiąć rzeczywistość. – Studiuję ekonomię na drugim roku – skłamałam wybierając dobrze mi znany kierunek mojego byłego chłopaka.</p>
<p style="text-align:justify;">Poczułam, że siedzący obok mnie Sebastian sztywnieje i zaczęłam się zastanawiać czy popełniłam błąd, nie zamierzałam jednak psuć wszystkiego wycofując się teraz z rozmowy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Oh, ekonomię, powiada pani? – uśmiechnął się do mnie z radosnym błyskiem w oczach. – Jestem bardzo ciekawy opinii młodszego pokolenia na temat Inbound Marketingu – powiedział wyraźnie mając nadzieję na ciekawą dyskusję.</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnęłam się do mężczyzny swoim najbardziej czarującym uśmiechem. Nie miałam zamiaru go rozczarować. Mimo, że jeszcze nie skończyłam liceum, ekonomia od zawsze była moją pasją.</p>
<p style="text-align:justify;">- Uważam, że Internet daje teraz firmą naprawdę duże możliwości. Ludzie czują wstręt do wpychania im reklam na siłę i wymuszani na nich zgody do ich otrzymywania, a dzięki temu systemowi, to klient sam szuka potrzebnej mu firmy. Poza tym – kontynuowałam swój wywód – taka reklama jest zdecydowanie bardziej ekologiczna. Nie niszczy się w ten sposób milionów drzew, nie zaśmieca ulic.</p>
<p style="text-align:justify;">Mężczyzna uśmiechnął się jeszcze szerzej. Teraz dopiero zaczął się rozkręcać. Nawet nie zauważyłam, kiedy zapełniły się wszystkie miejsca przy stole, a kelnerzy przynieśli przystawki. Staruszek przeprosił i wstał od stołu, wycofując się dyskretnie. Zachłysnęłam się powietrzem, kiedy na swoim udzie poczułam ciepłą dłoń Sebastiana, chłopak jednak nawet nie przerwał prowadzonej z jakąś damą w średnim wieku rozmowy. Zaczęłam się uważniej przysłuchiwać o czym rozmawiają ci ludzie. Tematów było sporo, wszystkie jednak dotyczyły prawa i ekonomii. Po kwadransie nie byłam pewna czy jestem w stanie powstrzymać ziewnięcia. Przeprosiłam grzecznie i wstałam od stołu. Wzięłam swoją zamszową torebkę i udałam się prosto do hotelowej toalety.</p>
<p style="text-align:justify;">Niezdecydowana stanęłam przed lustrem, poprawiając nieznacznie niesforne włosy. Wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała tam wrócić. Ciągle czułam na sobie dotyk ciepłej dłoni Sebastiana, a po głowie snuły mi się jedynie ponure myśli.</p>
<p style="text-align:justify;">- O pani Emilia! – zaczepiła mnie szczupła kobieta w średnim wieku. Wyciągnęła z torby kosmetyczkę i zaczęła przed lustrem poprawiać i tak perfekcyjnie wyglądający makijaż. – Z tymi mężczyznami można się zanudzić! Nie sądzi pani?</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnęłam się do niej uprzejmie, zastanawiając się co powiedzieć, ale ona z przyjemnością pozbawiła mnie tego problemu. Buzia jej się nie zamykała. Zaczęła opowiadać o swoim mężu Arturze, o synu Damianie, salonach piękności i bieżącej modzie. Pochwaliła moje ubrania z najnowszych, jesiennych kolekcji, a potem weszła na temat Sebastiana, wypytując mnie gdzie się poznaliśmy, jak długo razem jesteśmy i co wspólnie planujemy. Nie miałam na te pytania żadnych odpowiedzi, ale wyobraźnia jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Zaczęłam opowiadać, jakim Sebastian jest cudownym mężczyzną, jaki z niego dżentelmen, jak się mną zaopiekował, kiedy tego potrzebowałam. Mówiłam o nim jak o tęczy, a kobieta wręcz promieniała, z zachwytem słuchając nowych plotek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, Sebastian znowu odżył – skwitowała moją wypowiedź. &#8211; Dawno go takiego nie widziałam – oznajmiła. – Nie od czasu tego okropnego incydentu! – Skinęłam tylko głową, nie mając pojęcia o czym mówi ta kobieta, a ona kontynuowała dalej nieprzerwany potok słów. – Ale czasem nikt nie jest w stanie zrozumieć jego zachowania. Na przykład jak wtedy, kiedy zajął się tym chłopakiem… nikt się tego nie spodziewał. Pobił z innymi chuliganami komorników, kiedy przyszli z powodu długów zlicytować sklep jego dziadka, słusznie wsadzili go do więzienia. No, a Sebastian, zamiast zająć się swoją pracą, wpłacił za tego dzieciaka kaucję, pożyczył im pieniądze i zatrudnił go u siebie, żeby miał mu z czego spłacić dług. Nie do pomyślenia! – oznajmiła dobitnie.</p>
<p style="text-align:justify;">W odpowiedzi skinęłam tylko głową ze sztucznym uśmiechem na ustach, rozmyślając nad sensem słów kobiety. Ona jednak uznała to za udział w jej świętym oburzeniu i zaczęła rozprawiać o tym, jak trzeba sobie wychowywać mężczyzn. Tym razem z prawdziwą ulgą wróciłam do restauracyjnej sali.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Reszta wieczora upłynęła całkiem przyjemnie. Specjalnie najadłam się wcześniej u Marty, żeby przypadkiem podczas kolacji nie burczało mi w brzuchu i to zdało idealnie egzamin. Posiłek umilał mi staruszek, który zdążył już zająć swoje miejsce, zapewne na długo przede mną. Naprawdę miło mi się z nim rozmawiało. Nawet nie zauważyłam, kiedy wypiłam czwarty, a potem piąty kieliszek czerwonego wina. Przyjemnie szumiało mi w głowie. Zdałam sobie sprawę, że z dziecięcym zachwytem uśmiecham się do deseru, który właśnie podali kelnerzy. Były to ozdobione egzotycznymi owocami i dużą ilością bakalii, płonące lody. Staruszek zauważył mój entuzjazm i zaczął wychwalać pod niebiosa tego typu rzeczy. Żartowałam wraz z nim, jedząc powoli swój deser. Potem w dyskusję wciągnął go siedzący po drugiej stronie sąsiad, a ja znów zamilkłam jedynie przysłuchując się rozmowom.</p>
<p style="text-align:justify;">Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok. Sebastian przypatrywał mi się dość dziwnie. W jego oczach, oprócz zwyczajowego chłodu, dostrzegłam mieszankę jakiejś dziwnej, mrocznej satysfakcji.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy skończyłam jeść swoje lody, ludzie zaczynali się żegnać. Sebastian wstał od stolika, podając mi ramię. Przylgnęłam do niego, nie będąc pewna czy po takiej ilości wina uda mi się samej prosto chodzić. Wiedziałam, że to był mój błąd, ale tak się zagadałam, że nie zwracałam uwagi, na to, że kelner wciąż dolewa mi trunku. <em>Następnym razem będę pamiętała, że jestem tu w pracy, a nie dla zabawy, o ile w ogóle będzie następny raz,</em> pomyślałam.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wynająłem tu pokój – wyszeptał mi cicho do ucha – zostaniemy na noc.</p>
<p style="text-align:justify;">Skinęłam głową w odpowiedzi i pozwoliłam mu się prowadzić. Wjechaliśmy windą na samą górę. Weszliśmy do luksusowo urządzonego apartamentu. Ledwo zamknęły się za nami drzwi, a Sebastian objął mnie od tyłu ramionami. Jego usta znalazły się przy mojej szyi. Całował mój kark i ramiona, jednocześnie zsuwając ze mnie tunikę. Wino szumiało mi w głowie przytępiając strach, który czułam w jego obecności. Odwróciłam się do niego i oplotłam ramionami jego szyję. Spojrzał na mnie zaskoczony, ale nie zaprotestował. Po chwili jakby wahania, pocałował mnie w usta. Był to przyjemny pocałunek, miękki i ciepły.</p>
<p style="text-align:justify;">Ręce Sebastiana błądziły po moim ciele, rozpinając ubranie. Ośmielona alkoholem postanowiłam nie pozostawać mu dłużna. Zsunęłam z jego ramion marynarkę, potem zaczęłam powoli rozpinać guziki grafitowej koszuli. Wyglądał na zadowolonego. Powoli pomagał mi zdejmować ubranie, aż w końcu zostałam w samej, jasnokremowej bieliźnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Pisnęłam, kiedy poderwał mnie z ziemi i zaniósł na szerokie, hotelowo łóżko. Wyglądał na rozbawionego. Znowu mnie pocałował, a ja odwzajemniłam jego namiętny pocałunek. Zsunął spodnie, zostając jedynie w czarnych, ciasno opiętych bokserkach. Przyciągnął mnie do siebie stanowczo. Poczułam na udzie jego sztywny członek.</p>
<p style="text-align:justify;">Wplotłam palce w jego brązowe włosy, okazały się być nadzwyczaj miękkie i delikatne. Drugą dłonią przesunęłam po jego plecach, delikatnie drapiąc ciało chłopaka. Mruknął z zadowolenia. Rozpiął mój stanik, wyswobadzając spod niego moje jędrne piersi. Sutki natychmiast zareagowały na dotyk jego ciepłej, twardej dłoni.</p>
<p style="text-align:justify;">Sebastian zsunął się niżej. Rękoma znów zaczął błądzić po moim ciele, ustami całował szyję, piersi, a potem brzuch. Kiedy zdjął ze mnie majtki i musnął palcami znajdującą się pod nimi kępkę włosów, nie mogłam powstrzymać cichego jęku.</p>
<p style="text-align:justify;">Zdjął własne majtki, a potem położył się na plecach. Posadził mnie na sobie, oplatając ramionami i przyciągając bardzo blisko. Zaczął mnie namiętnie całować, a moje ciało reagowało na jego dotyk i pocałunki. Stawałam się coraz bardziej wilgotna i podniecona.</p>
<p style="text-align:justify;">Jedna jego ręka znów znalazła się między moimi nogami, drugą poczułam na swoich piersiach. Poruszyłam się nieznacznie, niechcący ocierając się o jego sztywny członek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Załóż mi prezerwatywę – mruknął cicho, zachrypniętym z podniecenia głosem. – Jest w kieszeni marynarki.</p>
<p style="text-align:justify;">Wstałam  zwinnie, wyjmując zaczętą już, niebieską paczkę. Otworzyłam jedną z pozostałych prezerwatyw i nasunęłam na jego sztywno stojącego penisa. Sebastian położył ręce na moich biodrach, sadzając mnie na sobie. Mimo szumiącego mi w głowie alkoholu poczułam bolesne kłucie w brzuchu, kiedy we mnie wchodził. Tym razem, chyba jakimś sposobem zauważył grymas bólu na mojej twarzy, bo otoczył mnie ramionami i przyciągnął do siebie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wszystko w porządku? – zapytał cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak – odpowiedziałam całując go tuż przy uchu.</p>
<p style="text-align:justify;">Przytulił mnie mocno, przyciągając jeszcze bliżej, tak, że teraz bezpośrednio na nim leżałam. Ostry ból minął, a ja poczułam rozlewającą się po moim ciele przyjemność. Całowałam Sebastiana, po szyi, od czasu do czasu delikatnie przygryzając płatek jego ucha. Jego dłonie dotykały moich piersi, a potem przeniosły się na plecy i pośladki. Poruszałam biodrami w rytm jego ruchów.</p>
<p style="text-align:justify;">W pewnym momencie, przez całe moje ciało, przeszedł cudowny dreszcz nieopisanej rozkoszy. Moje mięśnie zaczęły się samodzielnie zaciskać, na wypełniającym mnie członku. Czułam błogie spełnienie. Sebastian poruszył jeszcze kilka razy biodrami, a potem zsunął mnie z siebie ostrożnie. Pozbył się zużytej prezerwatywy, a potem na powrót mnie do siebie przyciągnął. Zaskoczona położyłam głowę w zagłębieniu jego ramienia. Poczułam jak jego klatka piersiowa chaotycznie unosi się i opada. Dopiero po chwili zorientowałam się, że jego ciało drży od hamowanego z trudem śmiechu. Ciągle ośmielona alkoholem uniosłam się lekko na łokciu i spojrzałam pytająco na rozbawioną twarz chłopaka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nawet nie wiesz, jak byłem na ciebie wściekły, kiedy powiedziałaś mu, że studiujesz ekonomię. Wiesz, kto to był? – zapytał nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. – Profesor Jagodziński – odpowiedział, kiedy przecząco pokręciłam głową. – Znany specjalista w dziedzinie handlu i dystrybucji. Wykładał u mnie na studiach prawo handlowe. A dzisiaj zagięła go licealistka – teraz już śmiał się otwarcie. – I to nie jeden raz. Ledwo zdołałem powstrzymać się od śmiechu. Dawno tak dobrze się nie bawiłem na tych nudnych spotkaniach. – Chodź, idziemy pod prysznic &#8211; powiedział po kolejnym ataku śmiechu.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy stanęłam przy nim na podłodze, znów wziął mnie na ręce i zaniósł do sporej, luksusowej łazienki. Odkręcił ciepłą wodę i zamknął nas razem w kabinie. Pożądliwie spojrzał na moje wilgotne, lśniące od spływającej po nim wody ciało. Jego członek zesztywniał, znowu gotowy do akcji.</p>
<p style="text-align:justify;">Sebastian namydlił mnie, powoli i delikatnie przesuwając dłońmi po całym moim ciele. Potem skierował na mnie strumień ciepłej wody z wiszącego wysoko prysznica i sam zaczął się myć. Moja ciekawość jak zwykle zwyciężyła nad rozsądkiem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kim była ta dama ze sznurami korali na szyi? – zapytałam niepewnie. – Rozmawiała ze mną w toalecie – dodałam, kiedy spojrzał na mnie wyraźnie zaskoczony pytaniem, które zadałam.</p>
<p style="text-align:justify;">- To już wiem, skąd te komentarze, że jestem dla ciebie jak słońce i świata poza mną nie widzisz – roześmiał się chłopak, a ja z ulgą przyjęłam taką reakcję. – To Mariola Dębińska, żona komendanta policji. Nie potrafi niczego co usłyszy zachować dla siebie. Co jej powiedziałaś?</p>
<p style="text-align:justify;">Opowiedziałam Sebastianowi wymyśloną na poczekaniu historię, którą uraczyłam panią Dębińską, a on znów zaniósł się śmiechem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie wiedziałem, że taki ze mnie romantyk – powiedział, kiedy wreszcie przestał się śmiać. – Tylko teraz już trzymaj się tej wersji, dobrze?</p>
<p style="text-align:justify;">Skinęłam głową. Czy to znaczyło, że jednak będzie następny raz? Chłopak spłukał z siebie mydliny i wyszedł z kabiny prysznicowej. Zadrżałam z zimna, kiedy rozsunął szerokie, przeszklone drzwi. Otulił mnie dużym, białym ręcznikiem, a potem wytarł się pospiesznie. Z zimna jego członek znowu opadł. Po raz kolejny tego wieczora poderwał mnie z podłogi i zaniósł na łóżko. Przykrył nas atłasową, białą kołdrą. Spojrzał na mnie zagadkowo, a potem zgasił świecącą przy łóżku lampkę. Położył się na boku, przyciągając mnie do siebie, tak, że leżałam oparta o niego plecami. Dalej byłam przemarznięta po wyjściu spod prysznica, ale on był już na powrót ciepły, ogrzewało mnie całe jego ciało.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobranoc – wyszeptał w moje wilgotne włosy, a po kilku minutach słyszałam już tylko jego równy, miarowy oddech.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Otworzyłam oczy. Ziewnęłam. Leżałam sama w wielkim, hotelowym łóżku. Przeciągnęłam się, usiadłam i rozejrzałam dookoła. Mgliście napływały do mnie wspomnienia z poprzedniej nocy. Bolała mnie głowa. Wstałam z łóżka rozglądając się po pokoju. Z leżącej na podłodze przy drzwiach torby wyjęłam swój nowy telefon. Jęknęłam. Była prawie dziesiąta. Mieliśmy środek tygodnia, a ja znów opuszczałam szkołę!</p>
<p style="text-align:justify;">Umyłam się szybko i ubrałam. Starannie zmyłam resztki makijażu. Przyjrzałam się sobie w nowych ubraniach. Czy mogę tak iść do szkoły? Stracę przez to kolejną lekcję, ale chyba warto było się przebrać, nie narażając się na niepotrzebne pytania, które musiałabym zostawić bez odpowiedzi.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy wyszłam z sypialni do niewielkiego salonu, moją uwagę przyciągnęła leżąca na stole, biała koperta. Ładnym charakterem pisma było na niej naniesione jedno słowo, moje imię – Emilia. Nie zaglądając do środka wrzuciłam ją do torby i wyszłam z hotelowego pokoju.</p>
<p style="text-align:justify;">W połowie korytarza zatrzymałam się zaskoczona. Na zielonym fotelu, zaczytany w jakimś kolorowym piśnie siedział Rafał. Podeszłam bliżej, żeby przekonać się, że tak wciągnął chłopaka „Przegląd Sportowy”.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cześć – odezwałam się do niego pogodnie, kryjąc swoje zdziwienie.</p>
<p style="text-align:justify;">- O, obudziłaś się wreszcie – uśmiechnął się do mnie odkładając gazetę. – To świetnie, bo umieram z głodu. Idziemy na śniadanie.</p>
<p style="text-align:justify;">Chwilę później siedzieliśmy na parterze, w hotelowej restauracji. Blondyn nałożył sobie wszystko, co tylko się dało z suto zastawionego, szwedzkiego stołu. Ja zadowoliłam się płatkami, twarożkiem i kilkoma plastrami żółtego sera. Z zainteresowaniem przyglądałam się jedzącemu chłopakowi. Wczoraj poznałam jego tajemnicę, wiedziałam już czemu pracuje dla Sebastiana. Byłam ciekawa czy w głębi duszy jest z tego tytułu bardziej zły czy zadowolony. Wolałam jednak nie zadawać mu krępujących pytań. Będzie kiedyś chciał, to sam mi o tym opowie.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Nowe ubrania zostawiłam u Marty i następnego dnia do szkoły poszłam w swoich zwyczajowych poprzecieranych jeansach i wyciągniętym, szarym swetrze. Nauczyciele jak zwykle, krzywo patrzyli zarówno na mój strój jak i nieusprawiedliwione nieobecności. Kolejny raz musiałam zostać po lekcjach na długiej, nieprzyjemnej rozmowie z wychowawczynią. Kobieta wyglądała na zatroskaną, ale jednocześnie wyraźnie niezadowoloną, że w tym wypadku nie może rozwiązać zaistniałego problemu, po prostu wzywając do szkoły moich rodziców.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy wychodziłam, poczułam w kieszeni wibracje przychodzącego smsa. Zaskoczona wyjęłam telefon, mój numer mieli tylko Sebastian i Rafał, nikomu nie zamierzałam chwalić się telefonem.</p>
<p style="text-align:justify;">„Jak daleko pozwolisz mi się posunąć?” – brzmiała treść wysłanej przez Sebastiana wiadomości.</p>
<p style="text-align:justify;">Przez moje ciało przeszedł bardzo nieprzyjemny, zimny dreszcz. Poczułam strach.</p>
<p style="text-align:justify;">„Co masz na myśli?” – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.</p>
<p style="text-align:justify;">„Co mogę z tobą zrobić?” – inaczej sformował zdanie.</p>
<p style="text-align:justify;">Z trudem przełknęłam ślinę, ale z góry wiedziałam co mu odpowiem.</p>
<p style="text-align:justify;">„Wszystko, wszystko co zechcesz.”</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy wieczorem znalazłam się na osiedlu w centrum Krakowa czułam jedynie zimny strach. Nie miałam pojęcia co chodzi Sebastianowi po głowie, ale bardzo się tego bałam. Z szybko bijącym sercem wsiadłam do windy. Wjechałam na czwarte piętro i stanęłam przed znajomymi drzwiami, żeby uspokoić oddech. W końcu zebrałam się w sobie i zadzwoniłam do drzwi. Spodziewałam się Rafała, zdziwiłam się bardzo kiedy otworzył mi Sebastian. Miał na sobie szare jeansy i ciemnoczerwoną, niedopiętą koszulę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wejdź – powiedział uprzejmie, wpuszczając mnie do środka.</p>
<p style="text-align:justify;">Odwiesiłam swój płaszcz i torbę na znajdujący się przy drzwiach wieszak. Moje zaskoczenie wzrosło jeszcze bardziej, kiedy zamiast do sypialni, zaprowadził mnie do salonu. Usiadłam na skórzanej, czarnej kanapie. Strach narastał we mnie z każdą chwilą. Podświadomie czułam, że coś jest nie tak. Mężczyzna wziął dwa kieliszki, podszedł do barku i nalał do nich czerwonego wina. Usiadł koło mnie na kanapie, podając mi jeden z nich.</p>
<p style="text-align:justify;">- Napij się – powiedział – chcę, żebyś się rozluźniła przed tym co będziemy robić.</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzałam na niego spłoszonym, sarnim wzrokiem. Bałam się zapytać, co takiego zaplanował. Nie chciałam wiedzieć, ale byłam przekonana, że i tak wkrótce się dowiem. Przyglądał mi się w milczeniu, kiedy piliśmy wino. Uświadomiłam sobie boleśnie jak wielki niepokój i strach wzbudza we mnie Sebastian.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy opróżniłam mój kieliszek, natychmiast nalał mi następny. Przyszło mi do głowy, że doskonale wyczuwa mój niepokój i z premedytacją się ze mną drażni. W końcu przysunął się do mnie bliżej, a ja nie mogłam zapanować nad swoim przyspieszonym oddechem. Jego twarz zbliżyła się do mojej twarzy, usta delikatnie dotknęły moich ust. Jego palce wplotły się w moje rozpuszczone włosy, a on przyciągnął mnie do siebie bliżej. Wargi Sebastiana znalazły się tuż przy moim uchu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Rozepnij mi koszulę – wyszeptał polecenie.</p>
<p style="text-align:justify;">Drżącymi dłońmi sięgnęłam ku wiśniowo czerwonej tkaninie. Powoli zaczęłam odpinać guziki. Znowu mnie pocałował. Zaczął zdejmować ze mnie rozpinany sweterek Marty, potem zajął się bluzką. Kiedy zostałam w samym koronkowym staniku i spodniach, wyciągnął zza kanapy jakąś torbę. Wyjął z niej długi, ciemny szal. Odsunął mnie od siebie łagodnie, a potem zawiązał mi nim oczy. Ogarnęła mnie panika. Mój i tak szybki i płytki oddech nienaturalnie przyspieszył. Mimo, że tkanina była stosunkowo cienka i tak nic przez nią nie widziałam. Nie potrafiłam logicznie myśleć. Moje ciało drżało, kiedy wiązał mi ręce nad głową. Po chwili leżałam na kanapie, mocno do czegoś przywiązana, na tyle skutecznie, że nie byłam w stanie się sama uwolnić.</p>
<p style="text-align:justify;">Sebastian rozpiął mój stanik, odpinając od niego ramiączka i zdejmując go ze mnie. Ciepłymi, twardymi dłońmi zaczął dotykać moich sterczących piersi. Z premedytacją drażnił sztywne już sutki. Mimowolnie, z mojej krtani, wydobywały się ciche jęki. Poczułam na swoim ciele jego wilgotne usta. Całował mnie i dotykał, a mnie ogarniała coraz większa panika. Czułam się bezradna, zdana jedynie na jego łaskę. Bałam się co może ze mną zrobić, ale jeszcze bardziej przerażało mnie samo oczekiwanie na jego niecodzienne kaprysy.</p>
<p style="text-align:justify;">Mężczyźnie wyraźnie nigdzie się nie spieszyło. Jego usta błądziły po moim nagim ciele. Jego dłonie natarczywie drażniły piersi. Wreszcie, po ciągnących się w nieskończoność minutach, przesunął dłoń na moje udo, potem położył ją między nogami. Rozpiął moje sztruksy i zsunął je ze mnie powoli. Mruknął cicho, wsuwając palce pod delikatną tkaninę majtek. Czułam własną wilgoć, mimo, że nie miałam pojęcia skąd się tam wzięła. Jęknęłam, kiedy zdjął ze mnie majtki i zagłębił palec w mojej ciasnej szparce. Na chwilę przerwał pieszczoty, a potem poczułam jak wsuwa mi między nogi coś naprawdę twardego. Przez chwilę drażnił się, napierając przedmiotem na moje łono, a potem wsunął go do środka.</p>
<p style="text-align:justify;">Pochylił się nade mną i zaczął całować moje usta, jednocześnie wpychając twardą rzecz coraz głębiej. To coś we mnie było naprawdę duże. Czułam się całkowicie wypełniona, a on tym bez przerwy poruszał. W pewnym momencie przedmiot zaczął drżeć. Namiętnie zaczęłam odwzajemniać pocałunki Sebastiana, żeby choć na chwilę przestać myśleć.</p>
<p style="text-align:justify;">Mężczyzna oderwał usta od moich ust, nie przestając poruszać tkwiącym w moim wnętrzu wibratorem. Jego pocałunki zeszły teraz niżej, na szyję, potem piersi i brzuch. Jego ciepły, miękki język lizał moje gładko ogolone podbrzusze. Sebastian zszedł jeszcze niżej. Pieścił językiem moją łechtaczkę, od czasu do czasu przerywając i całując wewnętrzną stronę ud.</p>
<p style="text-align:justify;">W pewnym momencie poczułam jego dłoń na swoich pośladkach. Mężczyzna przestał poruszać tkwiącym we mnie wibratorem, wpychając go niemalże do końca. Z moich ust wydobył się stłumiony jęk. Sebastian przesunął ręką po mojej pupie. Ciągle liżąc moje łono, wsunął w nią palec. Gwałtownie wciągnęłam powietrze. Czułam jego dotyk na delikatnych ściankach mojej ciasnej szparki. Myślałam, że zaraz zwariuję. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie przeżyłam, nie zdawałam sobie sprawy, że można coś takiego w ogóle czuć. Moim ciałem zaczęły wstrząsać gwałtowne dreszcze. Mój umysł wariował. Całą mnie zalewały fale ciepła i błogości.</p>
<p style="text-align:justify;">Sebastian zabrał palec, jednocześnie rozsuwając szerzej moje nogi. Wyjął ze mnie wibrator i zastąpił go swoim członkiem. Czułam go całą sobą. Pochylił się nade mną, delikatnie całując przy uchu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Uwielbiam twoje ciało i to jak na mnie reaguje – mruknął. – Chcę, żebyś na mnie patrzyła.</p>
<p style="text-align:justify;">Zsunął prowizoryczną przepaskę z mojej twarzy. Moje migdałowe, szare oczy spotkały się z jego niesamowitymi, czekoladowymi oczami. Widziałam w nich podniecenie, rządzę i chęć posiadania.</p>
<p style="text-align:justify;">Jęknęłam, kiedy Sebastian przyspieszył. W pewnym momencie wszedł we mnie najmocniej jak potrafił, a ja znów poczułam tę niesamowitą błogość. Wszystkie moje mięśnie spazmatycznie zaciskały się na jego tkwiącym we mnie, twardym członku, który po chwili również zaczął drżeć. Mężczyzna został jednak we mnie, poruszając się teraz łagodnie i delikatnie. Dopiero po kilku minutach wysunął się ze środka i opadł na kanapę tuż obok mnie. Leżał tak przez dłuższą chwilę, błądząc dłońmi po moim chaotycznie unoszącym się brzuchu i piersiach.</p>
<p style="text-align:justify;">Potem wstał, nie rozwiązując mi jednak rąk. Znów powróciła panika. Sebastian usiadł na kanapie, tak, żeby znaleźć się między moimi nogami. Rozłożył je delikatnym, ale stanowczym gestem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeszcze nie skończyliśmy – powiedział uśmiechając się drwiąco.</p>
<p style="text-align:justify;">Pokazał mi niebieski, żelowy wibrator w kształcie delfina. Był naprawdę duży. Ponownie wsunął go w moje wnętrze. Jęknęłam. <em>Czego on jeszcze ode mnie chce?</em> Byłam wykończona i miałam już naprawdę dosyć. W jego dłoni, jakby znikąd, pojawił się drugi, znacznie mniejszy wibrator. Po chwili poczułam jak Sebastian napiera nim na moją pupę. Żelowy członek, gładko wszedł do środka, sporą częścią wystając na zewnątrz.</p>
<p style="text-align:justify;">Potem, z przerażeniem obserwowałam, jak mężczyzna ubiera się pospiesznie. Nowa fala paniki ogarniała mój umysł. <em>Co mu chodzi po głowie? Czy jeszcze mu na dzisiaj nie wystarczyło?</em></p>
<p style="text-align:justify;">- Poczekasz tu na mnie – powiedział zachłannie pożerając mnie wzrokiem. – Nie złączaj nóg, chcę, żeby przywitał mnie właśnie taki widok.</p>
<p style="text-align:justify;">Obrzucił mnie jeszcze ostatnim, tęsknym spojrzeniem, po czym wyszedł z mieszkania, a ja z szybko bijącym sercem i bardzo niespokojnym oddechem zostałam zupełnie sama.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Leżałam tak przez dłuższą chwilę, nie mogąc zebrać myśli. Wibratory w moich dziurkach pulsowały, na nowo budząc podniecenie. <em>Po co poszedł? Czemu mnie zostawił?</em> Ściskający za gardło strach nie dawał mi spokoju. Z całą stanowczością usiłowałam sobie przypomnieć powód, dla którego to wszystko robię. Przymknęłam oczy. Spróbowałam wyswobodzić ręce, jednak bezskutecznie. Przy każdym ruchu, wibratory drażniły mnie coraz bardziej, postanowiłam więc leżeć spokojnie. <em>Zaraz wróci</em>, powtarzałam sobie w myślach, a w duchu błagałam, żeby to była prawda.</p>
<p style="text-align:justify;">Po ciągnących się w nieskończoność minutach usłyszałam przekręcany w zamku klucz. Poczułam jednocześnie niesamowitą ulgę i niepewność. Do pokoju jednak, zamiast drwiąco uśmiechniętego Sebastiana wszedł Rafał. Spojrzał na mnie wyraźnie zaskoczony, szeroko otwierając usta. Gapił się nie mogąc zrobić kroku ani w jedną, ani drugą stronę. Dopiero teraz naprawdę zdałam sobie sprawę ze swojej nagości i położenia. Poczułam bezradność i upokorzenie. Odwróciłam od blondyna wzrok, on jednak ani drgnął.</p>
<p style="text-align:justify;">Po chwili do mieszkania, jak burza wpadł Sebastian. Jego przystojną twarz wykrzywił grymas gniewu. Jednym, sprawnym ruchem wypchnął Rafała z pokoju, zamykając za nim drzwi. Usłyszałam odgłos uderzenia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czy ty do kurwy nędzy nie rozumiesz co znaczy „nie przychodź dzisiaj”?! – warknął gniewny głos Sebastiana.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ja… &#8211; zaczął w odpowiedzi Rafał, ale nie powiedział nic więcej.</p>
<p style="text-align:justify;">Usłyszałam jak frontowe drzwi otwierają się, a później zamykają. Po chwili do pokoju wrócił Sebastian. Rzucił na stół nową paczkę prezerwatyw. Sprawnie rozwiązał mi ręce i wyjął ze mnie wibratory. Potem posadził mnie obok siebie, otulił wiszącym na oparciu kanapy kocem i przytulił do siebie mocno. Czułam się paskudnie. Wtuliłam się bardziej w ramiona znienawidzonego mężczyzny. Po policzku spłynęła mi ciepła, słona kropla łez.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przepraszam – wyszeptał w moje włosy – cholernie cię przepraszam.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Sama nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam. Zmęczenie najwyraźniej jednak zwyciężyło nad rozżaleniem i upokorzeniem. Obudziłam się otulona śnieżnobiałą, atłasową kołdrą. Rozejrzałam się po utrzymanej w szarej tonacji sypialni. Leżałam sama w wielkim łóżku Sebastiana, a jego samego nigdzie w pobliżu nie było. Zerknęłam na stojący przy łóżku budzik. Dochodziła ósma. Jęknęłam. <em>Znowu spóźnię się do szkoły!</em> Wstałam szybko, wzrokiem szukając swoich ubrań. Leżały poskładane na krześle. Przyjrzałam się brązowym sztruksom. Uznałam, że tak mogę pokazać się w szkole, więc nie muszę zahaczać o dom, jeżeli się pospieszę, ominę tylko pierwszą lekcję. <em>Czemu każdy pieprzony dzień musiał zaczynać się językiem Polskim?!</em></p>
<p style="text-align:justify;">Pospiesznie włożyłam na siebie ubranie i przemknęłam się do łazienki. Spięłam włosy spinką na czubku głowy, tak, że niesfornie się spod niej wymykały, ale na nic lepszego nie miałam w tej chwili czasu. Starannie zmyłam z twarzy ciepły, utrzymany w wiosennych barwach, makijaż. Nie miałam ze sobą plecaka, ale lepsze były pretensje nauczycieli o brak zeszytów niż całkowita nieobecność.</p>
<p style="text-align:justify;">Chciałam jak najszybciej wyjść z mieszkania, ale zatrzymałam się zaskoczona na widok siedzącego przy kuchennym blacie Sebastiana.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dzień dobry – przywitałam się najpogodniejszym głosem, na jaki potrafiłam się zdobyć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Część – odezwał się jak zwykle chłodnym i beznamiętnym tonem. – Podwieźć cię gdzieś?</p>
<p style="text-align:justify;">Tym pytaniem zupełnie mnie zaskoczył. Spojrzałam na niego szeroko otwartymi ze zdumienia oczami. Szybko jednak oprzytomniałam i przecząco pokręciłam głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dziękuję – odparłam grzecznie. – Dam sobie radę. Nie chcę ci robić problemu.</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnął się do mnie ponuro.</p>
<p style="text-align:justify;">- I tak jadę do pracy – oznajmił tylko. – Chodź.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Chwilę później siedziałam na przednim siedzeniu czarnego volvo. Sebastian podwiózł mnie na parking pod szkołą. Przez całą drogę nie odezwał się do mnie ani słowem. Odpowiadało mi to, ani trochę nie miałam ochoty na rozmowę, a już na pewno nie z nim. Kiedy wysiadłam z samochodu, rzucił jedynie chłodne „na razie” i prawie natychmiast odjechał. Odetchnęłam z ulgą. Zadrżałam na wspomnienie wczorajszego, koszmarnego wieczoru.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy podniosłam głowę, zobaczyłam przypatrujące mi się ciekawie koleżanki z klasy. Stały pod płotem paląc papierosy. Wyglądały na zafascynowane. Zagryzłam ze złości zęby. Wiedziałam, że stanę się tematem dzisiejszych plotek, a jeżeli do nich nie podejdę z jakąś ciekawą bajeczką, będzie tylko jeszcze gorzej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cześć – rzuciłam niedbale, podchodząc do rozszczebiotanego grona.</p>
<p style="text-align:justify;">Jedna z nich poczęstowała mnie papierosem. Jak zwykle odmówiłam. Nie zamierzałam palić, tylko dlatego, że inni tak robią. Nigdy nic nie robiłam tylko z tego powodu.</p>
<p style="text-align:justify;">- To twój facet Emily? – zapytała ożywionym głosem Karolina, wysoka i szczupła blondynka, jedna z największych plotkarek w szkole. – Niezłe ciacho z niego, tylko chyba trochę od nas starszy?</p>
<p style="text-align:justify;">- Przyjaciel – odpowiedziałam pewnym tonem. Wiedziałam, że nie mogę dać się jej podpuścić. – I nie tak znowu wiele starszy. W lecie skończył dwadzieścia pięć lat – powtórzyłam słowa Rafała.</p>
<p style="text-align:justify;">Karolina wyglądała na wyraźnie zawiedzioną, ale już po chwili wesoło plotkowała o kłótni między Darią, a Szymonem, naszą klasową idealną parą. Kiedy szłyśmy wspólnie do szkoły, na bok odciągnęła mnie Kinga. Była jedną z tych dziewczyn, które sponsoring traktują jako sposób na dodatkowe kieszonkowe, żeby kupić sobie nowe spodnie czy kosmetyki. Wcale nie ukrywała tego, że sypia z mężczyznami za prezenty i pieniądze. Ja się tego zwyczajnie wstydziłam.</p>
<p style="text-align:justify;">- Emily – odezwała się do mnie wesoło, przekształcając moje imię, jak robili to wszyscy w szkole – nie wierzę, w to co powiedziałaś. Przyznaj się, nie chcesz się nim podzielić! Takie ciacho! Też bym nie chciała! Dużo ci płaci?</p>
<p style="text-align:justify;">Wiedziałam, że nie ma sensu dalej brnąć w moją nietrzymającą się kupy historyjkę. Zresztą Kinga nie była Karoliną.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kinguś, nie chcę o tym mówić – odezwałam się delikatnie, nie mając zamiaru ranić jej uczuć. Diametralnie różniło się nasze postrzeganie świata, ale poza tym całkiem się lubiłyśmy. – Nie jestem tobą. To dla mnie krępujące.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna westchnęła teatralnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jasne, jasne – uśmiechnęła się z przekąsem. – Rozumiem. Nikomu nie powiem – oznajmiła lekkim tonem, ale ja wiedziałam, że mówi prawdę. – Mam jednak nadzieję, że jak do tego dojrzejesz, to porozmawiamy o tym – uśmiechnęła się do mnie wesoło i wzięła mnie pod rękę.</p>
<p style="text-align:justify;">Razem poszłyśmy w kierunku szkoły, zmieniając temat o sto osiemdziesiąt stopni.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Wieczorem przyszedł do mnie sms od Rafała. Długo wpatrywałam się w ekran telefonu, zanim odważyłam się go przeczytać.</p>
<p style="text-align:justify;">„Jest mi strasznie głupio, możemy o tym po prostu zapomnieć? Sebastian kazał ci kupić trochę normalnych ubrań. Masz czas się jutro spotkać?” – brzmiała jego treść.</p>
<p style="text-align:justify;">Westchnęłam. Ostatnią rzeczą, na jaką miałam teraz ochotę było spotkanie się z Rafałem. Nie mogłam jednak stchórzyć. Co za różnica ilu facetów ogląda mnie nago? <em>W tak cholernie krępującej i jednoznacznej sytuacji</em>, musiały dodać moje nieproszone myśli. Wiedziałam też, że czy ogląda mnie tylko Sebastian czy jeszcze ktoś inny stanowi, z jakiegoś powodu, OGROMNĄ różnicę.</p>
<p style="text-align:justify;">„Ok. jutro o siedemnastej? Tylko błagam nie rozmawiajmy o tym! NIGDY!” – odpisałam na smsa Rafała.</p>
<p style="text-align:justify;">„Umowa stoi” – odpisał błyskawicznie chłopak.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Następnego dnia, po szkole, spotkałam się z Rafałem w centrum handlowym. Chłopak miał opuchnięty, siny ślad pod okiem. Starał się omijać mnie wzrokiem. Ja jednak postanowiłam wziąć się w garść i nie psuć naszych stosunków tą głupią, nieprzyjemną wpadką.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co ci się stało? – zapytałam zdziwiona.</p>
<p style="text-align:justify;">- Sebastian – odpowiedział ponuro. – Kiedyś nauczę się dokładnie słuchać poleceń.</p>
<p style="text-align:justify;">Więc to słyszałam wtedy w korytarzu. Zadrżałam na tamto wspomnienie. Odegnałam od siebie ponure, nieprzyjemne myśli. Blondyn w dalszym ciągu omijał mnie wzrokiem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Rafał, przestań! – powiedziałam stanowczo. Spojrzał na mnie zaskoczony, pytającym wzrokiem. – Stało się, nic na to nie poradzisz – odezwałam się spokojnie – ale jeżeli mamy razem „pracować” – powiedziałam z przekąsem – to nie możesz mnie zacząć unikać, a ja nie chcę między nami takiej dziwnej atmosfery.</p>
<p style="text-align:justify;">- Masz rację – westchnął chłopak – po prostu zjada mnie poczucie winy. Mogę ci chociaż postawić kawę na przeprosiny?</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnął się do mnie niepewnie, a ja skinęłam głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chodźmy na tą kawę – stwierdziłam pogodnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Siedzieliśmy wygodnie na kanapie w Coffee Haven popijając jesienną mieszankę kaw z papierowych kubeczków. Atmosfera między nami się rozluźniła. Rafał w końcu doszedł do siebie i śmiał się wesoło, zupełnie jak wcześniej. Po kawie zrobiliśmy największe w moim życiu zakupy. Poczułam jednocześnie ukłucie strachu i ulgę na myśl, że Sebastian wyraźnie planował ze mną jakąś dłuższą współpracę.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy szliśmy w kierunku podziemnego parkingu, usłyszałam za sobą czyjeś wołanie. Odwróciłam się, żeby stanąć twarzą w twarz z rozanieloną Karoliną i jej dystyngowanie wyglądającą mamą. Niechętnie przedstawiłam im obładowanego zakupami Rafała. Po krótkiej, jednak dla mnie ciągnącej się w nieskończoność, rozmowie kontynuowaliśmy naszą wędrówkę do samochodu. Tym razem nie wsiedliśmy do czarnego volvo, a do wysłużonego, zielonego opla. Blondyn uśmiechnął się do mnie wesoło, wyraźnie dumny ze swojego samochodu, a ja po raz kolejny stwierdziłam, że naprawdę lubię jego uśmiech. Z ulgą zdałam sobie sprawę, że mimo tego co się stało, w dalszym ciągu potrafię czuć się swobodnie w towarzystwie Rafała.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak podwiózł mnie pod dom Marty, pomógł wypakować zakupy, pożegnał się ciepło i odjechał. Nie chciałam dawać Markowi powodów do jakiejkolwiek podejrzliwości, dlatego postanowiłam nie trzymać nowych rzeczy w domu. Zostawiłam wszystko u przyjaciółki i poszłam odwiedzić Julkę. Moja młodsza siostra była zdziwiona tym, że za każdą wizytą przynoszę jej jakieś drobne prezenty, a to czekoladę, a to pomarańczę, czasem jakiegoś miśka czy ubranie, ale przyjmowała wszystko ze słonecznym uśmiechem i oczami pełnymi szczęścia. Nie zadawała żadnych pytań, a ja sama nie miałam ochoty jej niczym martwić. Miała dość własnych problemów. Chociaż dzięki tym krótkim chwilą obie mogłyśmy być szczęśliwe.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Z Sebastianem spotykałam się trzy – cztery razy w tygodniu. Coraz częściej zabierał mnie na różnego rodzaju towarzyskie spotkania i przedstawiał wszystkim jako swoją dziewczynę, a ja starałam się wywrzeć na tych poważnych, elegancko ubranych ludziach jak najlepsze wrażenie. Zauważyłam, że chłopak doskonale się bawi, jakby kpiąc z nich wszystkich, przy użyciu mojej osoby. Zawsze po takich spotkaniach miał wyśmienity humor, jednak kiedy w jego niesamowitych, czekoladowych oczach nie było pożądania, widziałam w nich tylko lód.</p>
<p style="text-align:justify;">Wydawało mi się, że Sebastian planuje spełnić ze mną wszystkie swoje erotyczne fantazje. Czasami był czułym i niesamowitym kochankiem, innym razem traktował mnie jak lalkę. Zawsze jednak to on przejmował inicjatywę, mówiąc mi co mam dla niego zrobić. Nienawidziłam tych spotkań całą sobą, a jednocześnie zawsze nie mogłam doczekać się następnego. Było w nim coś dziwnego, coś co mnie do niego przyciągało.</p>
<p style="text-align:justify;">Tak upłynął mi koniec października i cały listopad. Z nadejściem grudnia jednak czekały mnie zupełnie nowe, niekoniecznie przyjemne niespodzianki. Był chłodny, grudniowy wieczór, kiedy po wizycie w szpitalu, stanęłam pod domem Marty. Kiedy zadzwoniłam do drzwi, otworzyła mi jej matka, ale zamiast uprzejmie zaprosić mnie do środka, spojrzała na mnie pełnym chłodu i niechęci wzrokiem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie przychodź tu więcej – powiedziała zimnym tonem. – Nie chcę, żeby moja córka zadawała się z takimi jak ty! – oznajmiła stanowczo, po czym zatrzasnęła mi drzwi przed nosem.</p>
<p style="text-align:justify;">Wróciłam do domu z lśniącymi od powstrzymywanych łez oczami. Marka jak zwykle nie było. Zwinięta w kłębek położyłam się na swoim wytartym materacu. Przytuliłam do siebie miśka, którego dostałam na osiemnaste urodziny od Marty. <em>Czy naprawdę tak ogromna część mojego świata legła dzisiaj w gruzach?</em></p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Nazajutrz w szkole, Marta dopadła mnie jeszcze przed lekcjami. Rzuciła mi się na szyję niemal mnie przewracając.</p>
<p style="text-align:justify;">- Emily! Tak strasznie cię przepraszam! Naprawdę bardzo! – wykrzyczała, a połowa idących po korytarzu ludzi odwróciła się w naszą stronę. – To wszystko moja wina! Stchórzyłam! Mama zabroniła mi się z tobą przyjaźnić, ale mam to gdzieś! Poza tym jestem pełnoletnia i nie obchodzi mnie jej zdanie!</p>
<p style="text-align:justify;">- Martuś, spokojnie – odezwałam się do przyjaciółki, odciągając ją na pustą i zupełnie spokojną klatkę schodową. – Co się właściwie stało?</p>
<p style="text-align:justify;">W duchu czułam jednak niesamowitą ulgę, że nie straciłam najlepszej przyjaciółki. Marta głęboko zaczerpnęła powietrza.</p>
<p style="text-align:justify;">- Moja matka, jak się okazuje nie jest taka głupia – powiedziała już znacznie ciszej dziewczyna. – Widziała jak Rafał podjeżdża po ciebie tym czarnym volvo, albo cię nim odwozi do mnie, zobaczyła ile nowych ciuchów i kosmetyków mam w pokoju i uznała, że się obie puszczamy, a ja jej powiedziałam, że to twoje i nie masz gdzie tego trzymać – niemalże jęknęła wypowiadając ostatnie słowa. – Emily! Tak bardzo cię przepraszam!</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnęłam się do niej ponuro.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie martw się, jakoś przeżyję, pod warunkiem, że dalej będziemy się przyjaźnić – stwierdziłam stanowczo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Oczywiście, że będziemy! – znów wykrzyknęła Marta. – Nie mogłabym inaczej!</p>
<p style="text-align:justify;">Mimo nieprzyjemnej sytuacji, humor mi się znacznie poprawił. Po raz kolejny Marta dowiodła, że nie sposób się na niej zawieść. Zadzwonił dzwonek. Trzymając się za ręce, zupełnie jak pierwszoklasistki, poszłyśmy razem, przez zatłoczony korytarz, w kierunku lekcyjnej sali.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">W piątek wieczorem po raz kolejny pojawiłam się w luksusowym mieszkaniu Sebastiana. Moje serce jak zwykle pędziło w pełnym galopie, a ja za każdym razem miałam nadzieję, że w końcu się do tych spotkań przyzwyczaję. Nie potrafiłam jednak i nie byłam przekonana czy kiedykolwiek będę w stanie.</p>
<p style="text-align:justify;">Rafał otworzył drzwi witając mnie przyjaznym uśmiechem. Zabrał ode mnie płaszcz i zaproponował, że zrobi coś do picia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Sebastian jest zajęty, wypełnia jakieś dokumenty &#8211; oznajmił. &#8211; Da znać, jak skończy, a tymczasem ja się tobą zajmę, jeżeli nie masz nic przeciwko.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie miałam, a wręcz odetchnęłam z ulga, że przynajmniej trochę odwlecze się nieuniknione. Rozmawialiśmy, jak zwykle bez skrępowania. Przez ten czas, zaczęłam go traktować jak przyjaciela, a nie zło konieczne jak w wypadku Sebastiana. Opowiedziałam mu to, co wydarzyło się w domu Marty, a on patrzył na mnie przepraszająco, swoimi cudownymi błękitnymi oczami. Chciał coś powiedzieć, ale przerwał w pół słowa. Mój wzrok powędrował w tę samą stronę co jego i spostrzegłam stojącego w drzwiach Sebastiana. Opierał się o framugę, słuchając naszej rozmowy, wyraźnie nie zamierzając nam przerywać. Zaczerwieniłam się wściekle. Wcale nie planowałam mu o tym opowiadać.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy się jednak odezwał, mówił na zupełnie inny temat, co przyjęłam z prawdziwą ulgą, która jednak w błyskawicznym tempie przerodziła się w kompletne zakłopotanie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Potrzebuję cię na cały weekend, Emilko – powiedział poważnym tonem. – Moi rodzice się już tyle o tobie nasłuchali, że muszę cię im w końcu przedstawić. Jedziemy jutro rano.</p>
<p style="text-align:justify;">Zdębiałam. Zamrugałam z niedowierzania. <em>Co on znowu wymyślił? Jacy rodzice?</em></p>
<p style="text-align:justify;">- Jak to? – spytałam głupio.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie przejmuj się – powiedział, źle odczytując moje zaskoczenie. – Mój ojciec jest sędzią, matka sekretarką na emeryturze, to dla ciebie żadne towarzyskie wyzwanie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dokąd jedziemy? – spytałam zrezygnowana, dalej nie mając pojęcia dlaczego chce mnie przedstawiać sowim rodzicom.</p>
<p style="text-align:justify;">- Lipnik, taka niewielka wieś pod Krakowem – odpowiedział z drwiną w głosie. &#8211; Moi rodzice mają tam dom.</p>
<p style="text-align:justify;">Niepewnie skinęłam głową. Jak zwykle nie potrafiłam nadążyć za jego tokiem myślenia. Rafał wstał z kanapy. Pożegnał się i wyszedł z mieszkania. Od czasu, kiedy zobaczył mnie nagą w erotycznej pozycji, unikał jak ognia przebywania w tym samym miejscu co ja i Sebastian, podczas naszych spotkań.</p>
<p style="text-align:justify;">Wstałam z kanapy i podeszłam do ciągle stojącego w drzwiach mężczyzny. Oplotłam ramionami jego szyję, a on stanowczym gestem przyciągnął mnie do siebie. Lubił, kiedy przychodziłam do niego sama. Uwielbiał też pokazywać, że jest silniejszy. Natarczywie i dziko pocałował mnie w usta, a ja, podniecona z powodu samej jego bliskości, odwzajemniłam jego namiętny, długi pocałunek.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">W sobotę rano wsiedliśmy do czarnego volvo i wyjechaliśmy za granicę miasta. Cieszyłam się, że część swoich rzeczy trzymam u Sebastiana, bo przynajmniej nie musiałam odwiedzać swojego mieszkania. Marek i tak nie zwróci uwagi, że mnie nie ma. Nigdy go specjalnie nie obchodziło co właściwie robię. Nawet nie zdziwiło go to, że od jakiegoś czasu nie brakuje nam jedzenia, a czynsz za mieszkanie płacony jest regularnie. Nie miałam jednak zamiaru z nim o tym dyskutować.</p>
<p style="text-align:justify;">Po godzinie zatrzymaliśmy się pod dużą, pomalowaną na biało willą. Dom był otoczony sadem, który ośnieżony przedstawiał sobą cudowny wręcz widok. Sebastian wyciągnął z bagażnika nasze rzeczy i bez pukania weszliśmy do środka. Z zainteresowaniem rozejrzałam się po domu. Był przytulnie urządzony i bardzo czysty. Przez myśl przeszło mi natrętnie, skąd Sebastian bierze pieniądze, bo taki dom, do osób ubogich raczej nie należał, ale na pewno nie był też domem milionerów.</p>
<p style="text-align:justify;">W korytarzu przywitała nas szczupła, wyjątkowo ruchliwa kobieta. Miała siwe, splecione w dobierany warkocz włosy. Nosiła zabawny, granatowy fartuch kuchenny, z napisem „Kiss the Cook”. Uśmiechała się pogodnie i sprawiała sobą bardzo przyjazne wrażenie. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie matkę Sebastiana.</p>
<p style="text-align:justify;">Kobieta uściskała mnie na powitanie jakbym była jej własną córką, a jej twarz promieniowała szczęściem. Potem zaprowadziła nas do przestronnej, ładnie urządzonej kuchni. Sebastian zniknął na chwilę z naszymi rzeczami, a potem wrócił i usiadł obok mnie na drewnianej, kuchennej ławie. Od niechcenia objął mnie ramieniem.</p>
<p style="text-align:justify;">Siedzieliśmy i piliśmy ciepłą herbatę, kiedy do pomieszczenia wszedł wysoki, potężnie zbudowany, starszy mężczyzna. Przywitał się ze mną serdecznie, a potem uściskał Sebastiana. Nie tak wyobrażałam sobie jego ojca. <em>Po kim on do cholery odziedziczył ten drwiący, pogardliwy sposób bycia i to lodowato zimne spojrzenie?</em></p>
<p style="text-align:justify;">Rodzice Sebastiana okazali się być najmilszymi ludźmi na świecie. Przerzucali się drobnymi złośliwościami, ale widać było, że bawi to ich obydwoje. Sprawiali wrażenie zachwyconych moją skromną osobą i tym, że ich syn „wreszcie” przyprowadził do domu jakąś dziewczynę. Mimo, że kłóciło się to z moją moralnością i porządkiem świata, nareszcie zrozumiałam, dlaczego Sebastian postanowił mnie tu ze sobą przywieźć.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Wieczorem usiedliśmy wspólnie do kolacji. Mimo, że to wszystko było jedną wielką farsą, cieszyłam się z rodzinnej atmosfery, której tak bardzo brakowało mi w moim własnym, dość ponurym życiu. Ojciec Sebastiana co chwilę opowiadał jakieś dowcipy, natomiast jego matka zasypywała mnie dosłownie gradem różnych pytań.</p>
<p style="text-align:justify;">- Powiedz mi, gdzie studiujesz, Emilko? – zapytała pogodnie kobieta, od początku mówiła do mnie „na ty”, co przyjęłam z prawdziwą ulga.</p>
<p style="text-align:justify;">Chciałam powiedzieć, to co mówiłam wszystkim znajomym Sebastiana, chłopak jednak nie pozwolił mi dojść do słowa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Emila kończy liceum – odpowiedział patrząc kobiecie w oczy – w marcu skończy dziewiętnaście lat.</p>
<p style="text-align:justify;">Zaskoczyło mnie, że powiedział matce prawdę, ale jeszcze bardziej zdziwiona byłam faktem, że pamiętał, kiedy mam urodziny. Kobieta przełknęła to jednak gładko, z pogodnym uśmiechem na twarzy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobry wiek, sześć lat różnicy to nie taka znowu przepaść – roześmiał się tubalnie ojciec Sebastiana. – Moja Ewunia, jest ode mnie młodsza o osiem, a patrzcie jak się dobrze dogadujemy.</p>
<p style="text-align:justify;">- To dlatego, że mężczyźni się znacznie wolniej rozwijają psychicznie – docięła im obu matka Sebastiana.</p>
<p style="text-align:justify;">Roześmiali się obydwoje, a ja na twarzy siedzącego przy mnie chłopaka zauważyłam blady, ponury uśmiech. Potem kobieta zaczęła wypytywać mnie o moje zainteresowania i rodzinę. Tu miałam większy problem, ale skoro Sebastian zaczął od mówienia im przynajmniej większości prawdy, ja postanowiłam zrobić to samo. Opowiedziałam im o śmierci matki, chorobie mojej siostry i opiekującym się mną bracie. Mimo, że opisywałam wszystko w jak najweselszych barwach, wyglądali na odrobinę zmieszanych, jednak nie wydawali się być zaskoczeni. W końcu powiedzieliśmy sobie dobranoc. Sebastian wziął mnie za rękę i zaprowadził do przytulnego, położonego na drugim piętrze pokoju.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wymyśliłaś bardzo barwną historyjkę – mruknął, kiedy wchodziliśmy po schodach. – Nie uważasz, że trochę przesadziłaś? – spytał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niczego nie wymyślałam – odpowiedziałam gniewnym głosem, bo z jakiejś przyczyny to, że mi nie uwierzył naprawdę mnie zabolało.</p>
<p style="text-align:justify;">Prychnął. Uśmiechnął się swoim kocim, drwiącym uśmiechem. Potem jednak odrobinę spoważniał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Na co choruje twoja siostra? – spytał cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie chciałam mu odpowiadać. Miałam ogromną ochotę powiedzieć mu, żeby się odwalił, nie zrobiłam tego jednak.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ma białaczkę – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.</p>
<p style="text-align:justify;">Skinął tylko głową, nie zadając więcej pytań. Tej nocy nie uprawialiśmy seksu. Kiedy znaleźliśmy się w łóżku, Sebastian władczo przyciągnął mnie do siebie, mocno oplatając ramionami. Było mi przyjemnie. Czułam ciepło jego ciała. Miałam ochotę wtulić się  w niego najbardziej jak się da. Z całych sił walczyłam z ogarniającym mnie uczuciem, wpatrując się w zalewającą pokój ciemność grudniowej nocy.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">W poniedziałek na pierwszej lekcji Marta siedziała jak na szpilkach. Koniecznie chciała mi coś powiedzieć. Roznosiło ją. Kiedy wreszcie wyszłyśmy z sali, natychmiast odciągnęła mnie do kąta.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie uwierzysz co się stało! – powiedziała pełnym entuzjazmu głosem. – W sobotę był u mnie Rafał! Nawet nie wiesz, w jakim szoku byłam, kiedy stanął w moich drzwiach!</p>
<p style="text-align:justify;">- Rafał? – spytałam zaskoczona. – Czego on od ciebie chciał?</p>
<p style="text-align:justify;">Marta posmutniała odrobinę, ale po krótkiej chwili na jej twarzy na powrót zagościł rozanielony uśmiech.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie ode mnie chciał! Poprosił o możliwość rozmowy z moją mamą! – oznajmiła podekscytowana. – Nie miałam pojęcia o co mu chodzi, byłam strasznie zdziwiona! A on przedstawił się mojej mamie grzecznie, powiedział, że jest studentem AWF’u, pokazał jej nawet legitymację… a potem oznajmił, że jest twoim chłopakiem i może nie jest zbyt bogaty, a jak przyjeżdża volvo, to tylko dlatego, że szef mu pożyczył, ale ponieważ pracuje dorywczo to kupuje ci czasem prezenty, bo to mu sprawia przyjemność! Powiedział, że pochodzisz z nie za bogatej rodziny i ciebie samej nie byłoby na to stać, a on lubi patrzeć jak się uśmiechasz! Potem zapytał mojej mamy, czy naprawdę widzi w tym coś złego! – mówiła bardzo szybko, robiąc przerwy jedynie na to, żeby nabrać tchu. – Nawet nie wiesz, jakiego buraka puściła moja matka! Musisz dzisiaj do mnie przyjść! On chce cię sama oficjalnie przeprosić!</p>
<p style="text-align:justify;">Nie mogłam uwierzyć w to co mówiła Marta. Brzmiało tak bardzo zaskakująco i surrealistycznie! Skąd Rafałowi przyszedł do głowy ten pomysł? Pomyślałam także o czymś innym.</p>
<p style="text-align:justify;">- Martuś, to wszystko pięknie, ale ja nie mogę – westchnęłam. – Przecież doskonale wiesz, że twoja matka miała rację…</p>
<p style="text-align:justify;">- Bzdury gadasz! To ja cię do tego namówiłam, to był mój pomysł! – oznajmiła pewnym głosem. – Więc to, że to robisz to tak jakby moja wina. Poza tym znam cię Emilko! Ty masz w głębokim poważaniu, to że dostałaś nowe ubrania, dla ciebie ważne jest to, że masz z czego utrzymać siostrę i brata. Mam rację?</p>
<p style="text-align:justify;">- Masz – odpowiedziałam cicho, dalej nie będąc przekonaną, czy powinnam się pokazywać jej mamie na oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Poza tym on się w tobie buja! – oznajmiła stanowczo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kto? – zapytałam zaskoczona zmianą tematu.</p>
<p style="text-align:justify;">- No jak to kto? Rafał oczywiście! – powiedziała z pełnym przekonaniem. – Inaczej czemu miałby się zdobyć na coś takiego?</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnęłam się do niej wesoło. Moja przyjaciółka zawsze miała zbyt bujną wyobraźnię.</p>
<p style="text-align:justify;">- Martuś, pragnę ci przypomnieć, że sypiam z jego szefem – powiedziałam ironicznym tonem. – To wyklucza jakiekolwiek uczucia między nami. Kiedykolwiek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak sobie chcesz – oznajmiła spokojnie Marta, ale w jej oczach widziałam, że nie zamierza odpuścić, w myślach z pewnością zaplanowała nam już ślub, a potem biały domek z ogródkiem, żółtego labradora i całą gromadkę rozbrykanych dzieci.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">.           Zaczynała się druga połowa grudnia. Stałam zupełnie naga, z potarganymi włosami i nienawistnym wzrokiem patrzyłam na Sebastiana. To był pierwszy raz, kiedy postanowiłam mu się otwarcie sprzeciwić. Jeżeli nie będzie chciał mnie więcej widzieć, trudno! Święta były dla mnie zbyt ważne.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nigdzie nie pojadę! – powiedziałam po raz trzeci tego ranka. – Nie w czasie Bożego Narodzenia!</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak w dalszym ciągu wyglądał na ogromnie zaskoczonego moim sprzeciwem. Uważał, że przedstawił mi naprawdę niezłą ofertę. Mieliśmy polecieć samolotem do Włoch na prawie dwa tygodnie. Wigilia, Boże Narodzenie, a potem Sylwester.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dlaczego nie chcesz jechać? – zapytał. – Przecież to tylko głupie Święta! Czemu tak bardzo ci zależy?</p>
<p style="text-align:justify;">- Boże Narodzenie się spędza z rodziną! – niemal krzyknęłam, nie potrafiąc powstrzymać swojego rozgoryczenia i irytacji. To mogły być ostatnie Święta Julki, każdy kolejny rok mógł być dla niej ostatnim. – Z osobami, które się kocha!</p>
<p style="text-align:justify;">Sebastian spochmurniał. Spojrzał na mnie wyzywająco. Chciał coś powiedzieć, ale potem jakby zmienił zdanie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ok. porozmawiamy o tym później – oznajmił pełnym goryczy głosem. – Zmywaj się do szkoły.</p>
<p style="text-align:justify;">Pozbierałam porozrzucane po podłodze ubrania i ciągle zdenerwowana wymknęłam się do łazienki. Byłam przekonana, że Sebastian wcale nie odpuścił.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Wieczorem siedziałam z Rafałem w ozdobionym świątecznymi dekoracjami centrum handlowym. Piliśmy kawę z cynamonem. Chłopak nalegał na spotkanie. Powiedział, że to ważna i pilna sprawa, a ja, mimo, że wiedziałam dokładnie o co chodzi, spotkałam się z nim niechętnie, nie chcąc mu narobić dodatkowych kłopotów.</p>
<p style="text-align:justify;">- Sebastianowi zależy na tym wyjeździe – powiedział cicho blondyn, nie patrząc na mnie. – Kazał mi cię przekonać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Skoro mu tak zależy, to niech jedzie sam! – starałam się mówić spokojnie, pamiętając, że przecież rozmawiam z niczego nie winnym Rafałem, a nie, sprawcą wszelkiego zła na świecie, Sebastianem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie wiem o co chodzi – przyznał szczerze chłopak – ale naprawdę mu zależy, żebyś tam z nim była.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niech on do cholery zrozumie, że mam rodzinę, z którą planuję spędzić święta! – syknęłam. – Dlaczego to do niego nie może dotrzeć? Jeżeli nie rozumie to trudno, zawsze może przestać mi płacić i ma mnie z głowy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Problem w tym – powiedział cicho Rafał – że on nie chce się ciebie pozbywać. Pasujesz mu &#8211; oznajmił. – Dlatego, mam ci przedstawić pewną ofertę, która pewnie będzie dla ciebie nie do odrzucenia – westchnął odwracając ode mnie wzrok.</p>
<p style="text-align:justify;">Poczułam jak przechodzą mnie ciarki. Ani odrobinę nie spodobały mi się słowa Rafała i wcale nie chciałam wiedzieć, co wykombinował Sebastian, żeby dopiąć swego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Słucham – powiedziałam niechętnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak podniósł z podłogi skórzaną teczkę. Wyciągnął z niej jakieś dokumenty, a potem niechętnie przesunął je do mnie po blacie stołu. Spojrzałam na niego zaskoczona. Wzięłam do ręki spięte razem kartki. Przeleciałam dokument wzrokiem, a potem zaczęłam czytać. Była to lista jakiejś fundacji. Dopiero po chwili dotarł do mnie sens wyczytanych słów. To była fundacja, finansująca leczenie dzieci chorych na raka. Na liście, na pierwszym miejscu do przeszczepu szpiku, widniało imię: Julia Sadowska.</p>
<p style="text-align:justify;">Zadrżały mi dłonie. Do oczu napłynęły łzy. Nie rozpłakałam się jednak. Nadzieję i radość, wypchnęły z moich myśli gniew i nienawiść. To był zwyczajny szantaż! Spojrzałam pytająco na Rafała. Czekałam na potwierdzenie moich domysłów.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeżeli z nim pojedziesz – powiedział cicho chłopak – fundacja zajmie się leczeniem twojej siostry. Sfinansują całość.</p>
<p style="text-align:justify;">- A co jeżeli nie pojadę? – spytałam gorzko.</p>
<p style="text-align:justify;">Rafał ze spuszczoną głową wpatrywał się w swoje dłonie. Milczał. Gwałtownie zerwałam się od stolika. Nie wiedziałam co zrobić z całą swoją złością i żalem. Chłopak także wstał. Podszedł do mnie i objął ramionami. Przytulił mnie do siebie czule. Wtuliłam twarz w jego sportową bluzę. Delikatnie gładził moje włosy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Będzie dobrze – powiedział cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nienawidzę go! Podły szantażysta! – szepnęłam stłumionym głosem. – Tak bardzo go nienawidzę!</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Marek był niezadowolony, że nie spędzę wigilii z nim i z Julką, ale przyjął moje mętne  tłumaczenie, że chcę ją spędzić z chłopakiem. Moja siostra jednak zareagowała na to znacznie gorzej. Nie robiła mi wyrzutów, nie protestowała, po prostu zaczęła płakać. Kiedy ze ściśniętym sercem wychodziłam z jej szpitalnego pokoju, w oczach w dalszym ciągu miała łzy.</p>
<p style="text-align:justify;">W czwartek, dwudziestego trzeciego grudnia, Rafał odwiózł nas na lotnisko. Za każdym razem kiedy widziałam Sebastiana, ręce same zaciskały mi się w pięści, w bezsilnym gniewie. Nie sądziłam, że będę kiedykolwiek w stanie tak bardzo nienawidzić drugiego człowieka. On tylko patrzył na mnie niechętnie, pochmurnym wzrokiem, od czasu do czasu uśmiechając się drwiąco, jakbym to ja zrobiła coś złego. W samolocie nie odezwał się do mnie ani słowem, a ja byłam mu za to naprawdę wdzięczna.</p>
<p style="text-align:justify;">Z lotniska pod Wenecją odebrał nas kierowca. Dalej jechaliśmy luksusowym samochodem. Po niecałej godzinie, znaleźliśmy się w pięciogwiazdkowym hotelu. Sebastian zaprowadził mnie do pokoju, a potem nie powiedziawszy ani słowa, zostawił samą. Odetchnęłam z ulgą. Rozpakowałam swoje rzeczy, wzięłam długi, gorący prysznic i przebrałam się w świeże, czyste ubranie.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie zamierzałam spędzić całego dnia zwiedzając hotelowy pokój. Wzięłam ze stolika służącą do otwierania drzwi kartę magnetyczną i wyszłam na korytarz. Zostawiłam ją w recepcji i wymknęłam się z hotelu, w popołudniowe, zimowe powietrze. Podczas gdy w Polsce zalegały tony śniegu, tutaj temperatura była dodatnia, a na błękitnym niebie nie było ani jednej chmury. Z hotelu udałam się na plac Świętego Marka, a potem oglądałam świątecznie ozdobione wystawy sklepów. Gdyby nie podła sytuacja w jakiej się znalazłam, z pewnością wzbudziłyby mój niekłamany zachwyt. Kiedy wracałam do hotelu było już naprawdę ciemno. Idąc spacerowym krokiem podziwiałam poumieszczane na mostach i latarniach dekoracje świąteczne pływającego miasta.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy wróciłam do naszego pokoju, Sebastian już tam czekał. Spojrzał na mnie gniewnym wzrokiem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdzieś ty do cholery była? – warknął.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zwiedzałam miasto – odpowiedziałam spokojnie mimo strachu jaki odczuwałam przed tym mężczyzną.</p>
<p style="text-align:justify;">Bardzo nie spodobał mi się jego ton.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie jesteś tu na wycieczce – oznajmił patrząc na mnie z pogardą. – Chyba wystarczająco dużo zapłaciłem ci za ten wyjazd?</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzałam w jego lodowato zimne, czekoladowe oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">- O tak, aż nadto – odpowiedziałam ponuro.</p>
<p style="text-align:justify;">- W takim razie, skoro się zgadzamy, bądź tak dobra i, zgodnie z umową, poudawaj zakochaną we mnie dziewczynkę – odezwał się drwiąco, tym razem w jego głosie nie było jednak wściekłości, a raczej coś przypominającego rozczarowanie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie martw się o to – powiedziałam cicho – w udawaniu, że cię lubię jestem naprawdę dobra.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Cały wieczór spędziliśmy w hotelowym pokoju. Sebastian położył się na łóżku. włączył telewizor i oglądał jakiś włoski program, z którego nic nie rozumiałam. Sama usiadłam na fotelu i wyciągnęłam szkicownik. Nie miałam takiego talentu, jak moja siostra, ale był to całkiem niezły sposób na zabicie czasu. Rysowałam, słuchając włoskiego speakera. Po głowie snuły mi się jedynie ponure myśli. Czy tak miały wyglądać całe moje święta?</p>
<p style="text-align:justify;">Po jakimś czasie zaczęłam ziewać. Złożyłam szkicownik i zniknęłam za drzwiami łazienki. Kiedy wróciłam, umyta i przebrana w kusą nocną koszulkę, zastałam Sebastiana bawiącego się moim telefonem. Poczułam jak na policzki wpełzają mi gniewne rumieńce. Dlaczego ten przeklęty facet naruszał moją prywatność? Mężczyzna spojrzał na mnie bez skrępowania. Odłożył telefon na nocną szafkę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czemu masz tylko trzy numery? – spytał z zainteresowaniem.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie widziałam potrzeby wpisywać kogoś więcej niż jego, Rafała i Martę. Wcześniej doskonale radziłam sobie bez telefonu i wcale nie paliło mi się do tego, żeby to zmieniać.</p>
<p style="text-align:justify;">- To przecież „służbowy” telefon – odparłam chłodno – po co miałabym mieć więcej?</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak chcesz  - niedbale wzruszył ramionami. – To twoja sprawa.</p>
<p style="text-align:justify;">Przezwyciężając swoją niechęć położyłam się na brzegu szerokiego łóżka, które zajmował Sebastian. Wsunęłam się pod miękką kołdrę. Mężczyzna wstał, wyłączył telewizor i zniknął w łazience. Zamknęłam oczy i skuliłam się na boku.</p>
<p style="text-align:justify;">Po krótkiej chwili Sebastian wrócił, zgasił światło i położył się za moimi plecami, wślizgując pod kołdrę. Przysunął się bardzo blisko, zbyt blisko! Czułam ciepło jego nagiego ciała. Jego sztywny członek ocierał się o moje pośladki. Zadrżałam. Myślałam, że chociaż dzisiaj, kiedy jest na mnie taki wściekły, odpuści. On widocznie jednak myślał zupełnie inaczej.</p>
<p style="text-align:justify;">Ręce mężczyzny błądziły po moim, ciągle wilgotnym, po niedawnym prysznicu ciele. Wsunęły się pod moją nocną koszulę, dotykając piersi. Potem zjechały niżej, podważając delikatną tkaninę majtek. Nie zdejmował ich ze mnie, tylko podciągnął tak, że dolny pasek wpił się w moją szparkę. Jęknęłam. Zamknęłam oczy. Poczułam na szyi jego nachalne pocałunki.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy uznał, że jestem wystarczająco wilgotna, odwrócił mnie na plecy, rozsunął mi nogi i po prostu we mnie wszedł. Prezerwatywę musiał nałożyć jeszcze w łazience, bo teraz nie zrobił ani chwili przerwy. Czułam się paskudnie. Bawił się mną, jakbym była lalką. Ale przecież taki był i tylko do tego mnie potrzebował, a ja o tym doskonale wiedziałam od samego początku, więc dlaczego wszystko w moim środku chciało wyć? Czemu ciągle spodziewałam się po nim czegoś zupełnie innego?</p>
<p style="text-align:justify;">Tym razem nie obchodziło go, żeby mi sprawić przyjemność. Kiedy skończył, po prostu ze mnie wyszedł. Zdjął z lekko opadającego już członka pełną prezerwatywę, zawiązał ją w supeł i odrzucił na podłogę, potem wciągnął na siebie czarne bokserki, rozwinął leżący w nogach łóżka koc i nakrył się nim zostawiając mi kołdrę. Przynajmniej dłużej nie musiałam go dotykać. Dopiero teraz, gdy było już po wszystkim, w oczach stanęły mi łzy. Moje życie wydawało się stawać coraz bardziej ponure i paskudne.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">W wigilię Sebastian zostawił mnie na cały dzień samą, wysyłając do hotelowego salonu piękności. Przecierpiałam ten czas nudząc się w samotności. Nie znałam włoskiego i nie byłam nawet w stanie porozmawiać z zajmującymi się mną kobietami. Pod wieczór do pokoju hotelowego przyniesiono mi suknię. Była naprawdę piękna. Miała prosty krój i sięgała niemal do ziemi, mieniła się odcieniami srebra i szarości.</p>
<p style="text-align:justify;">Sebastian przyszedł po mnie tuż przed dziewiętnastą. Zapiął mi na szyi delikatny, srebrny naszyjnik, ozdobiony kwiatami, które miały drobniutkie, szafirowe płatki. Owinęłam ramiona cienkim, srebrzystym szalem i wspólnie zeszliśmy na dół, do ozdobionej zimowymi motywami, balowej sali.</p>
<p style="text-align:justify;">Na szczęście przynajmniej tutaj większość gości mówiła w języku Polskim. Szłam wtulona w ramię Sebastiana uśmiechając się uprzejmie do każdego kto na mnie spojrzał. Nie starałam się nawet zapamiętać nazwisk przedstawianych mi ludzi. Rozmyślałam o Julce i Marku, którzy zostali w domu. Zastanawiałam się nad tym, jak spędzają wigilię i czy bardzo im mnie brakuje. Moje własne serce płakało z tęsknoty za nimi. Nie mogłam się pogodzić z tą cholerną niesprawiedliwością. Przecież były święta!</p>
<p style="text-align:justify;">W pewnym momencie poczułam, że po prostu musze się wyrwać z atmosfery otaczającego mnie splendoru i wesołości. Chciałam znaleźć się gdziekolwiek indziej, chociaż na krótką chwilę. Przeprosiłam Sebastiana, wymówiwszy się toaletą. Poszłam tam, mając nadzieję, że tym razem nie spotkam jakiejś zawodowej plotkary. Stałam przed lustrem, próbując uspokoić mój skręcający się w supeł żołądek. Marzyłam o tym, żeby przestać czuć targające mną gniew i rozpacz. Chciałam się uspokoić i stać zupełnie martwa w środku.</p>
<p style="text-align:justify;">Do toalety weszły dwie, młodo wyglądające, rozchichotane dziewczyny. Popatrzyły na mnie z wyższością, a potem jedna z nich, mocno opalona szatynka zatrzymała się bezpośrednio przede mną.</p>
<p style="text-align:justify;">- Skąd to masz? – spytała oskarżycielsko, pełnym zawiści tonem, wskazując na zdobiący moją szyję wisiorek.</p>
<p style="text-align:justify;">O co tej dziewczynie chodziło? Nie miałam zamiaru robić sobie kolejnych, bezsensownych wrogów.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dostałam od Sebastiana – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, wcale nie będąc pewna czy taka odpowiedź usatysfakcjonuje szatynkę.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna zgrzytnęła zębami, a w jej oczach zapłonął ogień.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jesteś partnerką Sebastiana Blake’a? – zapytała przyglądająca się nam z boku, blond włosa dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak – odpowiedziałam po prostu – a konkretniej jego dziewczyną – dodałam tak jak kazał mi mówić.</p>
<p style="text-align:justify;">Szatynka prychnęła, mrużąc nieprzyjaźnie oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">- To miało należeć do mnie – powiedziała niemal z gadzim sykiem.</p>
<p style="text-align:justify;">Świetnie, chętnie bym jej oddała naszyjnik i wszystko inne, byleby tylko się ode mnie odczepiła, nie sądziłam jednak, żeby tak naprawdę stanowił moją własność.</p>
<p style="text-align:justify;">- Andżelika jest narzeczoną Sebastiana – powiedziała nieprzyjemnym głosem blondynka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chyba ex-narzeczoną – prychnęłam zarówno wkurzona jak i odrobinę rozbawiona sytuacją. – Mieszkam z nim prawie od pół roku i jakoś nigdy nawet o niej nie wspomniał.</p>
<p style="text-align:justify;">Ogólnie niewiele rozmawialiśmy. Uprawialiśmy seks, za który na dodatek mi płacił, a do tego jedynym uczuciem jakie do niego żywiłam, była nienawiść w czystej postaci, ale tego przecież Andżelika nie musiała wiedzieć. Wyminęłam obie, wpatrujące się we mnie z wrogością dziewczyny i wyszłam z toalety.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy znalazłam Sebastiana, rozmawiał z jakimiś ludźmi. Podeszłam do niego, a on przyciągnął mnie do siebie obejmując ramieniem. Przedstawił mnie wszystkim, a potem przeprosił i odeszliśmy na bok.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdzie zniknęłaś na tak długo? – spytał z naganą w głosie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Spotkałam Andżelikę – odpowiedziałam z niejaką satysfakcją.</p>
<p style="text-align:justify;">Oczy Sebastiana pociemniały. Po chwili jednak uśmiechnął się kocim uśmiechem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co ci ciekawego powiedziała? – zapytał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Oznajmiły mi, ona i jej przyjaciółka, że Andżelika to twoja narzeczona – odpowiedziałam zrezygnowana.</p>
<p style="text-align:justify;">- A co ty na to? – zainteresował się Sebastian.</p>
<p style="text-align:justify;">- Odpowiedziałam im, że jestem twoją dziewczyną, mieszkam z tobą od pół roku i nigdy nawet o niej nie wspominałeś – westchnęłam. – A potem sobie poszłam.</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiech na twarzy mężczyzny stał się jeszcze szerszy. Jego oczy jednak jak zwykle pozostały zimne.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze zrobiłaś – stwierdził.</p>
<p style="text-align:justify;">- Po to chciałeś, żebym tu przyjechała? – spytałam nie potrafiąc ukryć goryczy. &#8211; Dlatego mi dałeś ten naszyjnik? Chciałeś, żeby była zazdrosna?</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak – odpowiedział po prostu Sebastian, pełnym satysfakcji głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Staliśmy przy suto zastawionym szwedzkim stole, a ja z minuty na minutę coraz bardziej musiałam ze sobą walczyć, żeby się nie odsunąć od obejmującego mnie ramieniem Sebastiana. Ten mężczyzna był skończonym, wyrafinowanym dupkiem! Czułam do niego nienawiść i pogardę, czułam je też do siebie samej. To się musiało skończyć! <em>I skończy się</em>, powtarzałam sobie w myślach, <em>jak tylko Julka będzie zdrowa</em>.</p>
<p style="text-align:justify;">Zdziwiłam się, kiedy podeszły do nas Andżelika z przyjaciółką. Szatynka uśmiechała się zalotnie. Zaczęło mnie zastanawiać co właściwie zaszło między nią, a Sebastianem. Miałam szczerą nadzieję, że się pogodzą. Obydwoje byli siebie warci.</p>
<p style="text-align:justify;">- Sebastian, kochanie, mogę cię na chwilę prosić? – zaczęła mówić słodkim głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie czekając na odpowiedź chłopaka, wzięła go pod rękę i odciągnęła na bok, a ja zostałam sam na sam z blondynką. Andżelika uśmiechała się zalotnie coś szepcząc do Sebastiana. Wpatrywał się w nią w milczeniu. W końcu wsunęła mu do kieszeni marynarki kartę magnetyczną i dalej do niego mówiła z coraz szerszym uśmiechem na ustach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wiesz dziewczynko, żal mi ciebie – powiedziała rozbawionym, ociekającym samozadowoleniem tonem blondynka. – Twój „chłopak” jest bez pamięci zakochany w Andżelice. Od zawsze tak było, a ona postanowiła go odzyskać.  Sądzę, że pójdzie dzisiaj do niej w nocy, a ty zostaniesz zupełnie sama.</p>
<p style="text-align:justify;">Twarz Sebastiana ozdobił szeroki uśmiech. Powiedział coś do Andżeliki równie cicho, co wcześniej ona do niego. Policzki szatynki stały się niemal purpurowe. Zatrzepotała zalotnie długimi rzęsami. Potem Sebastian podszedł do mnie i rozpiął wiszący na mojej szyi wisiorek. Teraz ja poczułam, jak moje policzki zaczynają płonąć żywym ogniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ani słowa – wyszeptał mi do ucha.</p>
<p style="text-align:justify;">Wrócił do Andżeliki i założył jej naszyjnik. Z jego twarzy ani na chwilę nie schodził zadowolony, koci uśmiech. Wyszeptał do szatynki kilka słów, a ona spłoniła się jeszcze bardziej. Podeszła do blondynki, która co chwilę patrzyła ku Sebastianowi zadowolonym wzrokiem, wzięła ją pod ramię i razem wyszły z pełnej bawiących się gości sali. Kiedy chłopak wrócił do mnie, z jego twarzy ani na chwilę nie znikał pełen samozadowolenia, koci uśmiech. Upokorzenie paliło mnie żywym ogniem. Żołądek miałam ściśnięty w mocny supeł. Jak niewiele o sobie wiem! Naprawdę nie sądziłam, że będę w stanie go jeszcze bardziej nienawidzić! To była najgorsza wigilia w moim życiu, nigdy jeszcze nie przeżyłam większego koszmaru.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zmywamy się stąd – oznajmił cicho. – To wszystko co tu chciałem załatwić.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy tylko wróciliśmy do hotelowego pokoju, on prawie natychmiast z niego wyszedł, zostawiając mnie samą. Szybko przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Mimo całej mojej nienawiści do Sebastiana, nie mogłam uwierzyć, że tak po prostu mnie tu zostawił. Długo w nocy nie mogłam zasnąć, a on ciągle nie wracał. Z jakiejś przyczyny zbierało mi się na mdłości na myśl o nim i Andżelice. Dotykał jej tak jak mnie, całował i z pewnością nie traktował tej dziewczyny jak jakiejś zabawki. Nie, tak jak powiedziała blondynka, był w niej zakochany i tylko to miało dla niego znaczenie. Wiedziałam, że to koniec naszej znajomości, ale zamiast ulgi, którą powinnam poczuć, odczuwałam jedynie ból, rozgoryczenie i żal. Kiedy tylko pomyślałam o zadowolonej z siebie, patrzącej na mnie z pogardą Andżelice, zalała mnie niewytłumaczalna, monstrualna fala zazdrości.</p>
<p style="text-align:justify;">Zasnęłam dopiero nad ranem, a kiedy się obudziłam jego w dalszym ciągu nie było. Umyłam się, ubrałam i usiadłam na łóżku bez zainteresowania oglądając jakąś włoską bajkę w telewizji.</p>
<p style="text-align:justify;">Sebastian wrócił dopiero koło dziesiątej. Nie miał na sobie marynarki, jego koszula była wymięta i pachniało od niego alkoholem, ale na jego twarzy, mimo wyraźnego zmęczenia, w dalszym ciągu gościł ten paskudny, koci uśmiech samozadowolenia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Możesz robić co chcesz – powiedział zamykając za sobą drzwi. – Bylebyś wracała na noc. Nie martw się, mnie i tak tu nie będzie – oznajmił zmęczonym głosem, po czym zniknął za drzwiami łazienki.</p>
<p style="text-align:justify;">Do oczu napłynęły mi łzy. Nie miałam zamiaru czekać aż wyjdzie. Chwyciłam swoją torbę i wymknęłam się cicho z hotelowego pokoju.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Dni spędzałam samotnie snując się po Wenecji, a nieprzespane noce wpatrując się w sufit. To były dla mnie naprawdę smutne święta. Sebastiana nie widywałam wcale. Pojawił się dopiero ostatniego dnia grudnia. Było koło siedemnastej, kiedy wszedł do pokoju. Siedziałam na łóżku i przeglądałam jakieś kolorowe, włoskie czasopismo. Syknął na mój widok.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czemu jesteś jeszcze nie gotowa? – niemalże warknął.</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzałam na niego pytająco.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gotowa na co? – zapytałam cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przecież idziemy na sylwestra! – oznajmił zdenerwowanym głosem. – Miała po ciebie przyjść stylistka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie było mnie tutaj – powiedziałam. – Od rana chodziłam po Wenecji, wróciłam dopiero przed chwilą. Po co mam iść tam z tobą?</p>
<p style="text-align:justify;">- Bo nie mogę się tam pokazać sam! – warknął teraz już naprawdę rozwścieczony. – Niewystarczająco ci za to zapłaciłem? Kiedy wrócimy do Polski, możesz sobie robić co chcesz, ale dopóki jeszcze jesteśmy tutaj, ciągle pracujesz dla mnie!</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem. Nie zostało już we mnie ani odrobiny wcześniejszego gniewu. Teraz czułam w sobie jedynie upragnioną pustkę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, zapłaciłeś wystarczająco – odpowiedziałam cicho i wyszłam z pokoju, żeby poszukać zaginionej stylistki.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Bal sylwestrowy był organizowany za miastem, w domu przypominającym raczej pałac niż willę. Rozległe tereny wokół ozdobione były barwnymi lampionami. Na stołach stało wino, a na kryształowych paterach leżały wszystkie rodzaje egzotycznych owoców jakie tylko mogłam sobie wymarzyć.</p>
<p style="text-align:justify;">Twarz trzymającego mnie pod ramię Sebastiana była nieprzeniknioną maską. Z zainteresowaniem rozglądałam się dookoła, ale wśród tłumu gości, nigdzie nie dostrzegłam ciemnych włosów Andżeliki. <em>Czyżby jej tu w ogóle nie było? Może miała jakieś inne plany i dlatego Sebastian musiał zabrać mnie?</em> Nie chciałam się tym dłużej zadręczać. Odrętwiała w środku, nie czując już właściwie niczego, towarzyszyłam Sebastianowi na wystawnym, sylwestrowym balu, uśmiechając się sztucznym, wypracowanym uśmiechem.</p>
<p style="text-align:justify;">Następnego dnia mieliśmy wracać do Polski, a tam mój koszmar miał się wreszcie skończyć. Nie rozumiałam jedynie dlaczego, mimo wszystko, na myśl o tym, że już nigdy więcej nie zobaczę Sebastiana, na nowo w moim sercu rodził się ból.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Następnego dnia wróciliśmy do domu. W Polsce prószył biały, lepki śnieg. Kiedy wysiedliśmy z samolotu, na Krakowskim lotnisku, Rafał już na nas czekał. Sebastian kazał mu odwieść mnie do domu, a sam został w bagażowej hali.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak było? – zapytał ponuro uśmiechnięty Rafał, kiedy znaleźliśmy się w czarnym samochodzie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie pytaj – westchnęłam cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Aż tak źle? Przykro mi Emilko… &#8211; powiedział cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">Zdziwiłam się, kiedy zamiast pojechać prosto do domu, zatrzymał samochód na jakimś położonym na uboczu parkingu.</p>
<p style="text-align:justify;">- O co chodzi? – zapytałam cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Emilko, chciałem z tobą porozmawiać… &#8211; wyszeptał. – Nie musisz już dla niego pracować. Proszę, nie rób tego więcej.</p>
<p style="text-align:justify;">Zdziwiły mnie słowa Rafała. Nie miałam pojęcia, dlaczego chłopak to mówił. Nie zamierzałam dłużej mieć nic wspólnego z Sebastianem, ale co miało to wspólnego z Rafałem?</p>
<p style="text-align:justify;">- Dlaczego? – zapytałam nie rozumiejąc.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przez cały czas, kiedy cię nie było coś zżerało mnie od środka – westchnął chłopak. – Nie mogłem znieść myśli o tobie i o nim razem. Niemal od początku tego nie wytrzymywałem. Kocham cię, Emilko – wyszeptał, a kiedy nic mu nie odpowiedziałam, jedynie patrząc szeroko rozwartymi ze zdumienia oczami, pochylił się ku mnie i pocałował mnie w usta.</p>
<p style="text-align:justify;">Odepchnęłam go od siebie gwałtownie. Spojrzał na mnie zaskoczony. Potem w jego oczach zobaczyłam zawód.</p>
<p style="text-align:justify;">- Rafał… stałeś się moim przyjacielem – powiedziałam cicho. – Naprawdę bardzo cię lubię, ale nic takiego do ciebie nie czuję. Przepraszam…</p>
<p style="text-align:justify;">- Rozumiem – westchnął cicho chłopak, odwracając wzrok.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeżeli cię to pocieszy – powiedziałam patrząc w zaśnieżone okno – nie będę już dla niego pracowała. Nigdy więcej nie będę.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Rafał odwiózł mnie do domu, odprowadzając smutnym wzrokiem. Nie pozwoliłam mu się odprowadzić pod drzwi, mimo, że bardzo na to nalegał. Moja torba nie była zbyt ciężka, więc bez problemu zaniosłam ją do mieszkania. Kiedy weszłam do środka, mój brat siedział przy kuchennym blacie. Wdychał do nosa jakiś biały proszek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Marek, miałeś z tym skończyć! – krzyknęłam od wejścia.</p>
<p style="text-align:justify;">Mój brat gwałtownie wstał. W jednej chwili znalazł się przy mnie. W jego nienaturalnie rozszerzonych źrenicach widziałam wściekłość.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak? Jak miałem skończyć z narkotykami, jak ty się zaczęłaś puszczać za pieniądze dziwko! – warknął.</p>
<p style="text-align:justify;">- Marek, ja… &#8211; zaczęłam odrobinę mniej pewnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Uderzył mnie w twarz. Odepchnęłam go od siebie. Przytrzymał mnie za ręce. Uderzył drugi raz, tak, że tym razem upadłam na podłogę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Skąd wziąłeś na to pieniądze? – zapytałam cicho, ale z góry znałam już na to pytanie odpowiedź.</p>
<p style="text-align:justify;">- Były schowane pod twoim materacem. Domyśliłem się skąd je masz – warknął.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ty draniu! – krzyknęłam. – To były pieniądze na czynsz i jedzenie! Odkładałam je na powrót Julki! Jak mogłeś je wydać na to świństwo?!</p>
<p style="text-align:justify;">- Julka do nas nie wróci, nie rozumiesz, że ona nie wyzdrowieje? – syknął.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wyzdrowieje – odpowiedziałam cicho – zajmie się nią fundacja. W połowie stycznia będzie miała przeszczep.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co? – spojrzał na mnie szeroko otartymi oczami, jakby nie do końca dotarło do niego to co powiedziałam.</p>
<p style="text-align:justify;">- To, cholerny kretynie, że nie mam pojęcia z czego teraz będziemy żyć! – wrzasnęłam ze łzami w oczach.</p>
<p style="text-align:justify;">Marek wyminął mnie i wyszedł z mieszkania, wściekle trzaskając drzwiami.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Siedziałam na podłodze, chowając twarz w dłoniach. W moich oczach lśniły z trudem powstrzymywane łzy. Czemu nigdy nic nie mogło pójść dobrze? Wstałam i podeszłam do kuchennego blatu, na którym ciągle leżał woreczek z białym proszkiem. Zamknęłam go szczelnie i wzięłam do ręki. Od września udało mi się odłożyć ponad osiem tysięcy, a on to wszystko wydał na ten głupi mały woreczek? A może gdzieś było tego więcej? Stałam wpatrując się w niego z niedowierzaniem.</p>
<p style="text-align:justify;">Potem okazało się, że jednak może być jeszcze gorzej. Gwałtownie otwierając drzwi, do mojego mieszkania wpadła policja. Mężczyzna w rękawiczkach wyjął mi z ręki woreczek. Policjanci skuli mi ręce kajdankami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdzie jest Marek Sadowski? – zapytał jeden z nich.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie wiem &#8211; odpowiedziałam patrząc na nich przerażona.</p>
<p style="text-align:justify;">Zaprowadzili mnie do samochodu i odwieźli na komisariat. Ze spuszczoną głową siedziałam na drewnianym, twardym krześle. Dookoła mnie chodzili jacyś ludzie. Zadawali pytania, na które nie znałam odpowiedzi.</p>
<p style="text-align:justify;">- To znaleziono przy niej – usłyszałam dochodzący z korytarza beznamiętny głos.</p>
<p style="text-align:justify;">Do pomieszczenia weszło dwóch mężczyzn. Kiedy podniosłam głowę, całe moje ciało przeszyła lodowata, nieprzyjemna błyskawica. Jednym z nich był człowiek, w rękawiczkach, który odebrał ode mnie woreczek, a drugim… drugim był Sebastian! Wpatrywał się we mnie zaskoczonym wzrokiem. Spojrzałam na niego błagalnie, zupełnie jakbym wierzyła, że może mi jakoś w tej sytuacji pomóc. Wyglądał jakby nad czymś rozmyślał. Obrzucił mnie jednocześnie pogardliwym i gniewnym wzrokiem, a potem jego ponury wyraz twarzy zmienił się w zacięty i stanowczy. Znałam go już na tyle, żeby wiedzieć, że właśnie powziął jakąś nieodwołalną, ostateczną decyzję.</p>
<p style="text-align:justify;">Sebastian wyjął z ręki drugiego mężczyzny przezroczysty worek, w którym znajdował się trzymany wcześniej przeze mnie woreczek z białym proszkiem. Otworzył go i wyjął ten mały ze środka, potem przesypał substancję do większego i oddał go drugiemu mężczyźnie. Tamten patrzył na niego szeroko rozwartymi ze zdumienia oczami, jednak zachował milczenie. Sebastian, z kieszeni spodni wyciągnął zapalniczkę. Podszedł do znajdującego się w rogu pomieszczenia niewielkiego zlewu. Położył w nim woreczek, a potem podpalił go zapalniczką. Plastik zaczął się gwałtownie topić, aż została z niego jedynie ciemna, brzydka smuga. Potem brutalnie chwycił mnie za ramię, podnosząc z krzesła, a ja oszołomiona stanęłam przy nim.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tej dziewczyny tu nigdy nie było – powiedział cicho, do stojącego z głupią miną mężczyzny. – Dopilnuj, żeby jej nazwisko nie widniało w żadnych dokumentach. Odwdzięczę się jakoś za to.</p>
<p style="text-align:justify;">Ten w rękawiczkach niepewnie skinął głową, a Sebastian popchnął mnie w kierunku drzwi. Wyszliśmy przed komisariat przez nikogo nie zatrzymywani. Zobaczyłam na parkingu czarne volvo Sebastiana. Zatrzymał się tuż przy nim. Otworzył drzwi. Uśmiechnął się smutno. W jego oczach widziałam ból i tęsknotę. Potem obrzucił mnie takim spojrzeniem, jakbym była kompletnie nic nie warta. Poczułam się gorzej, niż gdyby mnie uderzył. Pokręcił głową, jakby odganiając od siebie jakieś ponure myśli.</p>
<p style="text-align:justify;">- Naprawdę mnie rozczarowałaś. Wyciągnęłaś ode mnie dziesięć tysięcy za głupi wyjazd i postanowiłaś to wydać na prochy? Sprawiałaś wrażenie, że bardziej zależy ci na rodzeństwie, a ja się jak głupi dałem na to nabrać – powiedział spokojnie, pełnym zawodu głosem. – To prezent od mojego ojca na święta – westchnął, podając mi złożoną na cztery części kartkę. – Nie przychodź do mnie nigdy więcej – oznajmił poważnie, a w jego oczach nie było już smutku ani tęsknoty. Tak jak wcześniej, widziałam w nich tylko lód.</p>
<p style="text-align:justify;">Sebastian nie czekając na żadną odpowiedź wsiadł do samochodu i natychmiast odjechał. Stałam tak oniemiała wpatrując się w znikające w oddali volvo, a w rękach trzymałam rozłożoną kartkę. To była ta głupia lista z fundacji, z nazwiskiem mojej siostry na pierwszym miejscu.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Wróciłam do domu, nie wiedząc co mam ze sobą zrobić, nie miałam pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Oczami wyobraźni ciągle widziałam to pogardliwe spojrzenie Sebastiana. Jakie cholerne dziesięć tysięcy? Czemu on tak źle o mnie myślał? Zaczynało do mnie powoli docierać, że to wszystko było na marne, że przez mojego głupiego brata znowu nie mamy żadnych pieniędzy. Do tego najwyraźniej ścigała go policja. Było gorzej niż na początku! Położyłam się na materacu, zwinięta w ciasny kłębek. To się po prostu nie mogło naprawdę dziać!</p>
<p style="text-align:justify;">Następnego dnia rano postanowiłam iść prosto do Marty. Musiałam się komuś wyżalić, inaczej to wszystko zwyczajnie rozsadziłoby mnie od środka. Kiedy szłam przez pokryty bielą park, usłyszałam, jak ktoś wołał moje imię. Zaskoczona podeszłam do odzianej w futro kobiety, która trzymała na smyczy małego, ubranego w czerwony, wełniany sweterek pieska.</p>
<p style="text-align:justify;">- Oh, pani Emilko, jak miło znów panią widzieć! – zaszczebiotała kobieta, a ja rozpoznałam w niej żonę komendanta policji, którą poznałam na swojej pierwszej kolacji w towarzystwie Sebastiana. – Całe Włochy mówią tylko o pani!</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak to? – spytałam nie rozumiejąc o co jej chodzi.</p>
<p style="text-align:justify;">- Stała się pani sensacją! Niech nie będzie pani taka skromna, pani Emilko! Musi pani być jakąś czarodziejką, bo Sebastian jest wyraźnie pod wpływem pani osoby! – szczebiotała dalej nie zwracając uwagi na moje zmieszanie. – No i ta okropna Andżelika Davies! Wreszcie dostało jej się za swoje! Tylko kto by pomyślał, że on śmie obrazić ją publicznie i to w taki sposób!</p>
<p style="text-align:justify;"><em>O czym do licha mówiła ta kobieta? Czy ona nasłuchała się o tej samej Wenecji w której ja byłam? </em></p>
<p style="text-align:justify;">- Nie rozumiem… &#8211; powiedziałam niepewnym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnęła się do mnie szeroko.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ach co za skromność! Pani Emilko! Wszyscy przecież tam byli i to widzieli! – kontynuowała zadowolona swój wywód. – Składała jakieś niemoralne propozycje naszemu cudownemu Sebastianowi, mimo, że wyraźnie widziała, że przecież jest z panią i już ani odrobinę się nią nie interesuje! A on, zapytał ją czy dalej jej się podoba, ten szmaragdowy naszyjnik, który pani miała na sobie. Kiedy stwierdziła ochoczo, że owszem, Sebastian podszedł do pani, zabrał go pani i założył jej, mówiąc, że pani go nie potrzebuje, bo jest pani najpiękniejszą kobietą, jaką w życiu spotkał, natomiast jej samej z pewnością się przyda! Przynajmniej dziesięć osób to słyszało! Potem oznajmił, że on sam nigdy więcej nie chce mieć z nią nic wspólnego. Toć to dla niej towarzyski skandal! – ciągnęła nieprzerwanym potokiem słów. &#8211; Andżelika Davies, która do tej pory uważała się za miss uniwersum, jest towarzysko skończona. Wyjechała jeszcze tego samego dnia. Och pani Emilko! Wszyscy są panią zachwyceni! Nikt nie mógł się tego spodziewać. Ludzie nie darzyli jej sympatia, a szeptali jedynie za jej plecami. Teraz wszystko się zmieniło – roześmiała się w głos kobieta.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie do końca docierało do mnie to co mi powiedziała, ale byłam pewna, że może opowiadać znacznie dłużej. Jej mały piesek zaszczekał, a ja wykorzystałam ten moment, żeby ją grzecznie przeprosić i po prostu stamtąd uciec.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Rozmowa z żoną komendanta dała mi naprawdę wiele do myślenia. Miałam mętlik w głowie. Zupełnie już nie wiedziałam, co sądzić na temat Sebastiana. Zdałam sobie natomiast sprawę z tego, jak bardzo za nim tęskniłam. Wiedziałam jednak, co on myśli o mnie i to mnie przerażało. Minęłam ostatnie drzewa parku i znalazłam się pod domem Marty. O tej porze jej mamy już nie było w domu, my jednak do lekcji miałyśmy jeszcze ponad dwie godziny.</p>
<p style="text-align:justify;">To był dzień, w którym chyba wszystko miało mnie zaskakiwać. Przyjaciółka otworzyła drzwi i zaprosiła mnie do środka. Na kanapie, w niewielkim saloniku siedział Rafał. Oczy miał czerwone i zapuchnięte. Na mój widok niemal wyskoczył w powietrze.</p>
<p style="text-align:justify;">- Rafał ma ci coś do powiedzenia – oznajmiła pewnym głosem Marta, patrząc na blondyna karcącym wzrokiem, a ja wcale nie byłam pewna czy chcę to usłyszeć.</p>
<p style="text-align:justify;">Rafał opowiedział krótką historię, o tym, jak ukradł dziesięć tysięcy Sebastianowi, wrabiając w to mnie. Usprawiedliwiał się mówiąc, że miał nadzieję, na to, że znienawidzę mężczyznę na tyle, że przestanę się z nim widywać. Teraz sam nie wiedział co ma ze sobą zrobić.</p>
<p style="text-align:justify;">- Oddaj mu te pieniądze – wypowiedziałam cicho swoje zdanie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przyniosłem je – westchnął blondyn – ale nie chcę mu ich oddawać. Myślę, że ty powinnaś je zatrzymać. W końcu tyle ci właśnie zapłacił.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie! – odpowiedziałam stanowczo. – Nawet za tyle bym z nim wtedy nie pojechała – szepnęłam. – Chodziło o życie mojej siostry. Jak mogłeś mi to zrobić Rafał? Przez cały czas myślałam, że on… &#8211; z cichym jękiem opadłam na kanapę, podkulając pod siebie nogi.</p>
<p style="text-align:justify;">- Emilko, przepraszam… &#8211; zaczął po raz kolejny Rafał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Oddaj mu je, jeżeli chcesz mnie przeprosić! – oznajmiłam stanowczo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie mogę – w oczach chłopaka pojawiła się prawdziwa panika. – Jeżeli się dowie, że je ukradłem, pójdę siedzieć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze &#8211; westchnęłam – przyjedź po mnie o trzeciej, wtedy kończę lekcje. Ja sama mu je oddam, nie mówiąc, że to był twój pomysł.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">W szkole na długiej przerwie zaczepiła mnie Kinga. Zaciągnęła mnie do damskiej łazienki. Wyciągnęła z przewieszonej przez ramię torby kolorowe pismo. Na okładce zobaczyłam zdjęcie Sebastiana. Gazeta była z zeszłego roku. Spojrzałam pytająco na koleżankę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wiedziałam, że go skądś znam! – niemal wykrzyknęła tamta. – Takich jak on się nie zapomina! Emily, ty to masz naprawdę farta! Mnie nigdy nie trafiła się taka szansa.</p>
<p style="text-align:justify;">Otworzyła pismo na środkowych stronach i podsunęła mi je pod nos. Były tam kolorowe zdjęcia Sebastiana i jego rodziców.</p>
<p style="text-align:justify;"><em>„Odziedziczył fortunę, przekazał ją fundacjom leczącym dzieci.”</em> – głosił nagłówek artykułu.</p>
<p style="text-align:justify;">Usiadłam na kafelkach w łazience i zaczęłam czytać. Z pisma dowiedziałam się tyle, że Sebastian odziedziczył po wuju z Ameryki całkiem sporo pieniędzy. Większą ich cześć oddał fundacjom, między innymi tej, która dawała szansę dzieciom chorym na raka. Jej założycielem był kilkanaście lat wcześniej ojciec chłopaka. Nie chciałam nawet myśleć, jak pokaźne jest jego konto w banku. Co dla Sebastiana znaczyło te dziesięć tysięcy? Potem jednak przypomniałam sobie jego pogardliwie spojrzenie, to jak się wtedy czułam i wiedziałam, że jestem zdecydowana oddać mu te pieniądze, nawet jeżeli to Rafał je ukradł.  Oddam je, chociażbym miała tego żałować do końca życia! W artykule rozbawił mnie jeden, drobny szczegół. Sebastian skończył studia prawnicze i od ponad roku, był policyjnym prokuratorem.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Po lekcjach Rafał zawiózł mnie pod mieszkanie Sebastiana. Przez całą drogę, bał się spojrzeć mi w oczy. Kiedy zatrzymał się na strzeżonym osiedlu, w centrum Krakowa, wysiadłam z samochodu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wiesz – zaczął cicho, zanim zdążyłam zatrzasnąć drzwi – nienawidzę go całym sobą, zawsze go nienawidziłem. On jest taki… Do tej pory nie rozumiem, czemu właściwie mi pomógł. Nie wiem też, czemu pomógł tobie. Potrzebował dziewczyny, ale nie chciał się z żadną wiązać, więc namówiłem go, żeby został sponsorem. Ale on nie zachowywał się normalnie, musiał być sobą. Kiedy zorientował się, że nie pozwoliłaś mi zamówić taksówki, natychmiast kazał mi za tobą lecieć i dopilnować, żebyś bezpiecznie wróciła do domu. – Popatrzył na mnie ponuro. – To on kazał mi iść porozmawiać z mamą Marty, ja sam bym w życiu na to nie wpadł. Byłem o ciebie tak cholernie zazdrosny! Cały czas pozwalałem ci myśleć o nim jako o skończonym dupku. Przepraszam, Emilko…</p>
<p style="text-align:justify;">Obdarzyłam go delikatnym uśmiechem. Było mi już wszystko jedno. Straciłam już Sebastiana, nie chciałam stracić Rafała. Wiedziałam, że czegokolwiek w przeszłości nie zrobił, w dalszym ciągu był moim przyjacielem. Cieszyło mnie, że przyznawał się do swoich błędów i starał się je za wszelką cenę naprawiać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie martw się, wszystko się jakoś ułoży – odpowiedziałam po prostu, po czym zamknęłam drzwi samochodu.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Wjechałam windą na czwarte piętro i niepewnie stanęłam pod drzwiami dobrze znanego mieszkania. Przez całe moje ciało przechodziły nieprzyjemne ciarki. Serce biło mi jak oszalałe, ale byłam zdeterminowana. Spojrzałam zaskoczona, kiedy otworzyła mi jakaś owinięta w biały ręcznik kąpielowy kobieta.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czy jest Sebastian? – zapytałam cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Bierze prysznic – odpowiedziała uprzejmie. – Chcesz na niego poczekać?</p>
<p style="text-align:justify;">Przecząco pokręciłam głową. Nie chciałam.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czy mogłaby mu pani to oddać? – poprosiłam grzecznie, podając kobiecie czarną teczkę.</p>
<p style="text-align:justify;">Uprzejmie skinęła głową, wzięła ode mnie teczkę, a kiedy jej podziękowałam, pożegnała się i zamknęła drzwi. Pobiegłam do windy, a potem z bloku do samochodu czekającego w napięciu Rafała. To był naprawdę koniec.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Następnego dnia w szkole rozmawiałam z Kingą. Obiecała mi znaleźć jakiegoś innego sponsora. Po całym dniu smsowania, oznajmiła tryumfalnie, że umówiła mnie z kimś na wieczór. Mężczyzna nie płacił tyle, co Sebastian, ale gdybym sypiała z kilkoma takimi, bez problemu mogłabym utrzymać siebie i Julkę.</p>
<p style="text-align:justify;">Punktualnie o siedemnastej stanęłam przed drzwiami mieszkania mojego przyszłego sponsora. Ogarnęła mnie jeszcze większa panika niż przy spotkaniach z Sebastianem. Na nie zresztą najczęściej oczekiwałam z drżeniem w sercu, a tutaj czułam jedynie odrazę do samej siebie i szalony, dziki strach. Drżącą dłonią nacisnęłam na przycisk znajdującego się przy drzwiach dzwonka.</p>
<p style="text-align:justify;">Otworzył mi szczupły, nieogolony mężczyzna. Był przeciętnej urody, ale miał łagodny wyraz twarzy. Zaprosił mnie do środka i zaproponował coś do picia. Siedzieliśmy na kanapie, pijąc herbatę i rozmawialiśmy o szalejącej na zewnątrz zamieci. Mężczyzna był wyraźnie speszony, chyba nie robił tego zbyt często. W końcu, po ciągnących się w nieskończoność minutach, ośmielił się na tyle, żeby usiąść tuż przy mnie. Położył rękę na moim udzie, a ja po prostu nie wytrzymałam. Gwałtownie zerwałam się z kanapy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przepraszam! – rzuciłam tylko, chwytając swój stary płaszcz i wybiegając z mieszkania w chłodne, zimowe powietrze.</p>
<p style="text-align:justify;">Włóczyłam się bez celu po dworze. Śnieg wpadał mi za kołnierz i do nieprzystosowanych na tą porę roku butów. Drżałam z zimna. Nie wiedziałam jak utrzymam siebie i Julkę która już w lutym miała wrócić do domu, ale po prostu nie mogłam tego zrobić. To nie był Sebastian, który fascynował mnie od samego początku. Ten mężczyzna nie wywoływał we mnie żadnych emocji, poza odrazą i obrzydzeniem do samej siebie. Marek nie pojawił się w mieszkaniu od tego dnia, w którym zatrzymała mnie policja. W dalszym ciągu trwałam w tym paskudnym, nie kończącym się koszmarze. Nie miałam pojęcia czy to się w ogóle kiedykolwiek zmieni.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Rankiem nie byłam w stanie zwlec się z łóżka. Miałam wysoką gorączkę, wstrząsały mną dreszcze. Zadzwonił telefon. Nie miałam siły odebrać. Męczyłam się tak to budząc się, to zasypiając. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Powtarzał się natarczywie, a ja nie mogłam wstać, żeby otworzyć. Wreszcie udało mi się podnieść, z materaca, ale kiedy przeszłam kilka kroków, z powrotem osunęłam się na podłogę. Potem chyba musiałam stracić przytomność.</p>
<p style="text-align:justify;">Zobaczyłam nad sobą twarz Rafała. Chłopak podniósł mnie z podłogi. Przytuliłam się do niego ufnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wszystko będzie dobrze – wyszeptał – wszystko się jakoś ułoży.</p>
<p style="text-align:justify;">Po tych słowach znowu osunęłam się w nicość.</p>
<p style="text-align:justify;">Obudziłam się w urządzonej w odcieniach szarości sypialni Sebastiana. Gorączka wyraźnie spadła, ponieważ świat już nie był taki rozmazany, ale wiedziałam, że w dalszym ciągu trawi mój organizm. Z sąsiedniego pomieszczenia dochodziły jakieś podniesione głosy. Rozpoznałam je. Rafał i Sebastian kłócili się o coś zażarcie. Wstałam odrobinę chwiejnie, wychodząc niepewnie z pokoju.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak mogłeś mi to zrobić?! – warknął wściekle Sebastian. – Jak mogłeś jej to zrobić?! Co ty sobie w ogóle myślałeś?! Po co ci były te cholerne pieniądze?! Za mało ci płacę?!</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie chodziło o pieniądze – syknął Rafał. – Widziałem jak ją traktujesz! Nie byłem już w stanie na to patrzeć! Co ona ci złego zrobiła?</p>
<p style="text-align:justify;">- Nic, nic mi złego nie zrobiła, byłem przekonany, że to druga Andżelika – wyszeptał cicho Sebastian.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie mogłam już dłużej ustać na nogach. Przewróciłam się. Dopiero wtedy spostrzegli moją obecność. Obydwaj rzucili się w moją stronę. Sebastian był jednak pierwszy. Delikatnie wziął mnie na ręce.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie powinnaś wstawać – oznajmił cicho. Zaniósł mnie do sypialni, zamykając Rafałowi drzwi przed nosem. &#8211; Dostałaś lek przeciwgorączkowy, ale miałam naprawdę wysoką temperaturę, twój organizm jest bardzo osłabiony. Pewnie nic nie jadłaś ostatnio – westchnął.</p>
<p style="text-align:justify;">Miał rację, nie jadłam. Nie byłam w stanie o tym myśleć, nie było na to ani czasu ani pieniędzy. Położył mnie delikatnie na łóżku.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zimno mi – wyszeptałam.</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnął się do mnie niepewnie. Nigdy jeszcze nie widziałam, żeby miał taki zatroskany i łagodny wyraz twarzy. Otulił mnie kołdrą, a potem sam położył się obok mnie, obejmując ramionami moje ciało. Wtuliłam się  w niego jak mała dziewczynka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przepraszam cię, za wszystko – westchnął. – Nie powinienem nigdy zgadzać się na propozycję tego idioty. Naprawdę myślałaś, że mógłbym cię szantażować zdrowiem twojej siostry?</p>
<p style="text-align:justify;">Nie patrzyłam na niego, skinęłam jednak głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Za to ty naprawdę myślałeś, że wzięłam od ciebie dziesięć tysięcy, a potem wszystko wydałam na prochy… – szepnęłam. – Dlaczego mimo to mi pomogłeś?</p>
<p style="text-align:justify;">Roześmiał się. Przytulił mnie mocniej do siebie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zawsze bym ci pomógł – oznajmił łagodnie. – Cokolwiek by się nie stało. Gdyby nie moja głupia kuzynka, która zapomniała powiedzieć, że ktoś zostawił dla mnie teczkę, wszystko rozwiązałoby się znacznie wcześniej – westchnął.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc to była twoja kuzynką? – zapytałam głupio, a mój żołądek gwałtownie podskoczył aż do gardła.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak – odpowiedział cicho. – Masz jeszcze jakieś pytania?</p>
<p style="text-align:justify;">Ton jego głosu wskazywał na to, że na wszystkie mi dzisiaj odpowie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mam – musiałam zaspokoić swoją ciekawość. Tym razem spojrzałam mu w oczy. – Co się stało między tobą, a Andżeliką?</p>
<p style="text-align:justify;">Sebastian skrzywił się nieznacznie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nic specjalnego. Byłem nią zauroczony przez jakieś pół roku. Nawet zdążyłem się jej oświadczyć – westchnął. &#8211; Potem zdarzyło się, chyba dość szczęśliwie dla mnie, że podsłuchałem jej rozmowę z kochankiem. Mówili o tym, że będzie cudownie jak Andżelika zostanie moją żoną, a potem będzie mogła mnie oskubać z pieniędzy. Opuściłem Włochy, nawet nie zrywając z nią zaręczyn. Wszyscy myśleli, że mi odbiło, a ja nikogo nie chciałem wyprowadzać z błędu. Dopiero ty pomogłaś mi się z tym uporać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc gdzie znikałeś na całe dnie i noce, skoro nie byłeś u niej? – nie potrafiłam powstrzymać się od tego pytania.</p>
<p style="text-align:justify;">Roześmiał się.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ciebie też wtedy nie chciałem widzieć. Myślałem, że jesteś taka sama jak ona – westchnął. – Całe dnie przesypiałem u kuzynki, a nocami piłem w barach. Miałem wszystkiego dość.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jestem gorsza od Andżeliki – wydusiłam z siebie, chowając twarz w jego czarnej, eleganckiej koszuli. – Mnie płaciłeś za wszystko.</p>
<p style="text-align:justify;">- To nie ma znaczenia – roześmiał się Sebastian. – Najmniejszego znaczenia. – Przez jakiś czas tulił mnie do siebie w milczeniu. Potem odsunął mnie delikatnie, na tyle tylko, żeby móc spojrzeć mi w oczy. &#8211; Emilko – zaczął cicho – twój brat jest na odwyku, w prywatnym ośrodku do walki z uzależnieniami. To czy wyzdrowieje, czy raczej wyląduje w więzieniu, zależy tylko i wyłącznie od niego…</p>
<p style="text-align:justify;">- Poradzi sobie, wierzę w niego – oznajmiłam cichutko, stłumionym głosem. – Dziękuję, za to co dla nas zrobiłeś.</p>
<p style="text-align:justify;">W odpowiedzi jedynie skinął głową. Czułam się teraz cudownie. Większość dręczących mnie rzeczy rozpłynęła się w przestrzeni, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Sebastian delikatnie gładził moje włosy. Leżałam chłonąc ciepło jego ciała, a potem zasnęłam wtulona w jego ramiona. Ramionach mężczyzny, którego od samego początku, kochałam.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Śnił mi się cudowny sen. Biegałyśmy z Julką, po łące pełnej białych kwiatów. Wszędzie dookoła unosił się cudowny, słodki zapach. Otworzyłam oczy. Zamrugałam. Czy to wszystko dalej mi się śniło? Pokój w którym leżałam, zalewało jasne światło. Na dużym oknie nie było zasłony i wpadały przez nie odbite od śniegu promienie słońca. Jednak nie to tak mnie zaskoczyło. Cały pokój wypełniony był białymi liliami. W powietrzu unosił się cudowny, słodki zapach. Na brzegu łóżka siedział Sebastian, wpatrywał się we mnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wreszcie się obudziłaś – uśmiechnął się do mnie swoim kocim uśmiechem.</p>
<p style="text-align:justify;">Usiadłam, odrzucając na bok białą kołdrę. Przetarłam dłońmi oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Skąd te wszystkie kwiaty? – zapytałam.</p>
<p style="text-align:justify;">Przysunął się do mnie bliżej. Ciepłą, twardą dłonią dotknął mojego policzka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mam do ciebie sprawę i chciałem cię trochę przekupić, a tylko to przyszło mi do głowy.</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnęłam się do niego z zachwytem. Odwzajemnił mój uśmiech. W jego zazwyczaj lodowato zimnych, czekoladowych oczach, teraz tańczyły wesołe iskierki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mów – powiedziałam.</p>
<p style="text-align:justify;">- Emila, nigdy nie sądziłem, że tak się stanie, ale zakochałem się w osiemnastolatce! – jęknął teatralnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Prawie dziewiętnastolatce – poprawiłam go z uśmiechem, a moje serce zatrzepotało.</p>
<p style="text-align:justify;">Jedyne czego w tym momencie pragnęłam, to znaleźć się na powrót w jego ramionach. Chciałam całować, jego miękkie usta i czuć ciepły dotyk jego dłoni.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zamieszkajcie ze mną – powiedział cicho – ty i twoja siostra, kiedy wyjdzie ze szpitala. Kupię dom, na obrzeżach miasta, kupię co tylko będziesz chciała.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niczego nie chcę – oznajmiłam klękając przy nim.</p>
<p style="text-align:justify;">Oplotłam ramionami jego szyję i wtuliłam twarz w jego ramię. Wyraźnie źle zrozumiał moją odpowiedź.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kocham cię, Emilko, ale do niczego nie będę cię zmuszał – powiedział pewnym głosem. – Jeżeli chcesz, mogę zatrudnić cię na takiej samej zasadzie jak pracuje u mnie Rafał. To co robiłem, było złe. Nie zamierzam cię więcej wykorzystywać. I naprawdę potrzebuję zaufanych ludzi, do załatwiania różnych spraw.</p>
<p style="text-align:justify;">Pocałowałam go, przewracając przy tym na łóżko. Przez chwilę nie reagował, wyraźnie zaskoczony, a potem zaczął odwzajemniać, mój gorący, pełen ulgi i nadziei pocałunek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kocham cię, Sebastianie – wyszeptałam odrywając swoje usta od jego spragnionych moich pocałunków ust. – Od początku nie wiedziałam tylko, czy bardziej cię kocham czy nienawidzę. Za każdym razem, kiedy się rozstawaliśmy, nie chciałam tu już nigdy wracać, a jednocześnie nie mogłam się doczekać kiedy cię wreszcie zobaczę.</p>
<p style="text-align:justify;">Położył się na boku oplatając mnie ramionami. Mocno, zachłannie do siebie przyciągnął. Wtuliłam się w niego wczepiając palce w jego czarna koszulę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc zamieszkacie ze mną? – spytał z nadzieją.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zamieszkamy – odpowiedziałam z uśmiechem, ponownie całując go w usta.</p>
<p style="text-align:justify;">Powietrze przesycone było cudownym, upojnym zapachem. Kochaliśmy się w pełnej kwiatów lilii sypialni, a ja nie mogłam oderwać wzroku, od niesamowitych czekoladowych oczu Sebastiana. Były teraz zupełnie inne. Mężczyzna patrzył na mnie z czułością i troską. Jego oczy były pełne miłości, a ja widziałam w nich nadzieję, na lepszą przyszłość.</p>
<p style="text-align:right;"><em>THE END</em></p>
<h2 style="text-align:justify;"><span style="color:#0000ff;"><em><br />
</em></span></h2>
<br />Filed under: <a href='http://shysquirrel.wordpress.com/category/opowiadania/'>Opowiadania</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/shysquirrel.wordpress.com/3671/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/shysquirrel.wordpress.com/3671/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/shysquirrel.wordpress.com/3671/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/shysquirrel.wordpress.com/3671/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/shysquirrel.wordpress.com/3671/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/shysquirrel.wordpress.com/3671/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/shysquirrel.wordpress.com/3671/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/shysquirrel.wordpress.com/3671/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/shysquirrel.wordpress.com/3671/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/shysquirrel.wordpress.com/3671/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/shysquirrel.wordpress.com/3671/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/shysquirrel.wordpress.com/3671/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/shysquirrel.wordpress.com/3671/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/shysquirrel.wordpress.com/3671/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3671&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/21/kropla-lez-erotyka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:thumbnail url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/love-hina-25.jpg?w=150" />
		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/love-hina-25.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">Love-Hina 25</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4389fefa70bebdb3abb053132ed6a696?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">shysquirrel</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/love-hina-25.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Love-Hina 25</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Szkarłatna Partytura &#8211; Ralf Isau</title>
		<link>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/20/szkarlatna-partytura-ralf-isau/</link>
		<comments>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/20/szkarlatna-partytura-ralf-isau/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 20 Feb 2012 16:15:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Vicky</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje Książek]]></category>
		<category><![CDATA[Telbit]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://shysquirrel.wordpress.com/?p=3660</guid>
		<description><![CDATA[Ralf Isau jest autorem, którego książki były już wielokrotnie nagradzane. Obecnie pisarz mieszka wraz z rodziną w Niemczech, a konkretniej w Stuttgarcie. Swoją powieść „Szkarłatna partytura” tworzył zainspirowany życiorysem węgierskiego kompozytora – Franciszka Liszta. Jak sam twierdzi, opisuje w książkach jedynie historie, które zafascynowały jego samego. Lubi tworzyć fabułę związaną z odkrywaniem ostatnich, jeszcze nie&#160;&#8230; <a href="http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/20/szkarlatna-partytura-ralf-isau/">Read&#160;more</a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3660&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><strong><a href="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/szkarlatna-partytura_ralf-isau.jpg"><img class="alignleft  wp-image-3661" style="margin-right:10px;" title="szkarlatna-partytura_ralf-isau" src="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/szkarlatna-partytura_ralf-isau.jpg?w=350&#038;h=540" alt="" width="350" height="540" /></a></strong><strong>Ralf Isau jest autorem, którego książki były już wielokrotnie nagradzane. Obecnie pisarz mieszka wraz z rodziną w Niemczech, a konkretniej w Stuttgarcie. Swoją powieść „Szkarłatna partytura” tworzył zainspirowany życiorysem węgierskiego kompozytora – Franciszka Liszta. Jak sam twierdzi, opisuje w książkach jedynie historie, które zafascynowały jego samego. Lubi tworzyć fabułę związaną z odkrywaniem ostatnich, jeszcze nie rozwikłanych tajemnic naszych czasów. Tym razem jego twórczość zrodziła zastanawiającą myśl i pytanie. W jaki sposób muzyka może dawać ludziom władzę?</strong></p>
<p style="text-align:justify;">Pianistka Sara d’Albis zostaje gościem honorowym na premierze zaginionego fragmentu muzyki węgierskiego kompozytora Franciszka Liszta. Jest tym wydarzeniem bardzo podekscytowana. Zupełnie jak on to potrafił, ona również widzi melodie jako kształty i barwy. Podczas koncertu odkrywa, że dźwięki, które słyszy, kształtują się w wiadomość, a raczej ostrzeżenie przed Aleksandrem II Nikołajewiczem. Kobieta jednak wie, że car został zabity przez anarchistów przeszło 125 lat wcześniej. Nie potrafi jednak nie zareagować na to przesłanie i stara się rozwikłać jego zagadkę. Kiedy fakt, że Sara posiada dar synestezji wychodzi na jaw, zaczyna jej grozić niebezpieczeństwo. Gdy jeden z członków Bractwa „Słyszących Barwy” próbuje porwać Sarę, ratuje ją „tajemniczy nieznajomy”. Mężczyzna opowiada jej niesamowitą historię. Od wieków bractwo manipuluje ludźmi przy pomocy specjalnie tworzonych melodii, przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Dzięki temu wielokrotnie udawało im się wpływać na przebieg historii. Tym razem jednak chcą czegoś więcej. Planują zaprowadzić na świecie nowy porządek. Sara nie chce dopuścić by ktokolwiek miał nieograniczoną władzę nad światem i ze wszystkich sił stara się z tym walczyć. Rozpoczyna się wyścig. Wszyscy odnaleźć chcą Purpurowe nuty – dzieło wszechczasów, dzięki któremu, przy pomocy zapisanych tam utworów, panować można nad ludźmi.</p>
<p style="text-align:justify;">Fabułę książki Ralf Isau dopracował w najmniejszych nawet szczegółach. Thriller jest dość oryginalny, a już z pewnością porusza specyficzną tematykę. Autor układając swoją powieść czerpał z wielu autentycznych źródeł historycznych, dzięki czemu to co stworzył staje się realne i wiarygodne. Właściwie świat przedstawiony przypomina bardziej taki współczesny film akcji niż thriller. Barwne pościgi, spiski, intrygi, morderstwa i oczywiście nieunikniony wątek romantyczny. Jednak przez ilość źródeł z których korzystał autor, powieść momentami staje się bardziej historyczna lub naukowa niż fantastyczna czy sensacyjna. Pisarz stara się przekazać nam bardzo wiele informacji w dość krótkim czasie i żeby to czytelnikowi nie przeszkadzało, muszą go te fakty naprawdę fascynować. Dla przeciętnego zjadacza książek mogłoby ich tam właściwie nie być, a przynajmniej nie w takim natężeniu i ilości. Muszę przyznać, że momentami „Szkarłatną partyturę” czytało się ciężko, ale niektóre pomysły Ralfa Isau są po prostu rewelacyjne i tym z nawiązką nadrabia dość trudny styl. Swoich bohaterów, a zwłaszcza Sarę, autor stworzył w fascynujący sposób. Zresztą pisarz znany jest z tworzenia thrillerów z postaciami posiadającymi nadprzyrodzone zdolności. Zwroty akcji są częste i niespodziewane, a jednocześnie skonstruowane w taki sposób, że nie da się łatwo pogubić. Sam pomysł oparcia intrygi na życiu kompozytora Franciszka Liszta jest dość ciekawy, nie mówiąc już o wykorzystaniu w powieści synestezji.</p>
<p style="text-align:justify;">Książka tłumaczona była z języka niemieckiego. Jej oryginalny tytuł to „Die Dunklen” czyli „Mrok”. Nie rozumiem tylko czemu tłumacz zdecydował się również na przekładanie imion na język polski i w ten sposób zamiast Sarah poznajemy Sarę lub zamiast o kompozytorze Franzu, czytamy o Franciszku – podczas gdy inne nazwy pozostają w oryginale. Zmienia to odrobinę realia, w których dzieje się akcja i choć w niewielkim stopniu, to jednak wpływa na klimat powieści. Książka nie jest pisana zbyt wielką czcionką, a że liczy sobie prawie 600 stron, to naprawdę jest co czytać.</p>
<p style="text-align:justify;">O powieści mogę powiedzieć, że jest wciągająca i ciekawa, niestety jednak dość ciężko napisana. Zapewne dobrze będzie się ją czytało ludziom kochającym słowo pisane, choć przypuszczam, że ze względu na samą jej grubość inne osoby raczej po lekturę nie sięgną. Fabuła jest przemyślana i niezwykle rozbudowana, akcja wciągająca i wartka. Chyba pierwszy raz spotkałam się z gatunkiem thrillera fantastycznego i z pewnością nie czuję się zawiedziona. Powieść ma zarówno swoje zalety, jak i wady. Co jednak tych drugich nie ma?<a href="http://www.telbit.pl/"><img class="size-medium wp-image-2543 alignright" style="margin-left:10px;margin-top:10px;margin-bottom:10px;" title="telbit" src="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2011/10/telbit1.jpg?w=300&#038;h=55" alt="" width="300" height="55" /></a></p>
<p style="text-align:justify;"><strong>Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu <span style="color:#000080;"><a href="http://www.telbit.pl/"><span style="color:#000080;">Telbit</span></a></span>.</strong></p>
<br />Filed under: <a href='http://shysquirrel.wordpress.com/category/recenzje-ksiazek/'>Recenzje Książek</a> Tagged: <a href='http://shysquirrel.wordpress.com/tag/telbit/'>Telbit</a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/shysquirrel.wordpress.com/3660/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/shysquirrel.wordpress.com/3660/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/shysquirrel.wordpress.com/3660/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/shysquirrel.wordpress.com/3660/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/shysquirrel.wordpress.com/3660/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/shysquirrel.wordpress.com/3660/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/shysquirrel.wordpress.com/3660/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/shysquirrel.wordpress.com/3660/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/shysquirrel.wordpress.com/3660/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/shysquirrel.wordpress.com/3660/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/shysquirrel.wordpress.com/3660/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/shysquirrel.wordpress.com/3660/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/shysquirrel.wordpress.com/3660/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/shysquirrel.wordpress.com/3660/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3660&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/20/szkarlatna-partytura-ralf-isau/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:thumbnail url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/szkarlatnapasek.png?w=150" />
		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/szkarlatnapasek.png?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">szkarlatnapasek</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4389fefa70bebdb3abb053132ed6a696?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">shysquirrel</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/szkarlatna-partytura_ralf-isau.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">szkarlatna-partytura_ralf-isau</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2011/10/telbit1.jpg?w=300" medium="image">
			<media:title type="html">telbit</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Nigdy i na zawsze &#8211; Ann Brashares</title>
		<link>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/19/nigdy-i-na-zawsze-ann-brashares/</link>
		<comments>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/19/nigdy-i-na-zawsze-ann-brashares/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 19 Feb 2012 22:22:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Vicky</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje Książek]]></category>
		<category><![CDATA[Otwarte]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://shysquirrel.wordpress.com/?p=3648</guid>
		<description><![CDATA[Jak lekko ludzie traktowaliby życie, gdyby okazało się, że po śmierci czeka na nich kolejne? Czy można kochać poprzez wieczność zawsze tą samą osobę, niemalże oszaleć z miłości? Zarówno na te jak i wiele innych pytań Ann Brasher odpowiedź zawarła na stronach powieści „Nigdy i na zawsze”. Pisarka pomysł na książkę miała niecodzienny. Wykorzystała wiarę&#160;&#8230; <a href="http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/19/nigdy-i-na-zawsze-ann-brashares/">Read&#160;more</a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3648&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><strong><a href="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/nigdy-300-dpi.jpg"><img class="alignleft  wp-image-3649" style="margin-right:10px;" title="Nigdy 300 dpi" src="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/nigdy-300-dpi.jpg?w=346&#038;h=520" alt="" width="346" height="520" /></a></strong><strong>Jak lekko ludzie traktowaliby życie, gdyby okazało się, że po śmierci czeka na nich kolejne? Czy można kochać poprzez wieczność zawsze tą samą osobę, niemalże oszaleć z miłości? Zarówno na te jak i wiele innych pytań Ann Brasher odpowiedź zawarła na stronach powieści „Nigdy i na zawsze”.</strong></p>
<p style="text-align:justify;">Pisarka pomysł na książkę miała niecodzienny. Wykorzystała wiarę w proces reinkarnacji, jednak przekształciła go na swoje własne potrzeby. Dusze przenoszą się w czasie i przestrzeni, ale tylko pomiędzy ludźmi, nie można odrodzić się kilka lat później w zwierzęcym ciele. Większość osób zapomina o swoich poprzednich żywotach, jednak okazuje się, że nie każdy. Taki wyjątek stanowi Daniel, który przez cały czas walczy z porządkiem świata, starając się zachować zawsze tą samą tożsamość. W życiu, a raczej wszystkich swoich istnieniach, ma tylko jeden cel – odnaleźć ukochaną, dziewczynę, którą w 541 roku zamordował w Afryce Północnej. Podróżuje za nią przez setki lat, ona jednak wcale go nie pamięta. W końcu pojawia się w Wirgini, w 2004 roku, by tym razem naprawdę ją odnaleźć.</p>
<p style="text-align:justify;">Powieść jest wciągająca i niezwykle ciekawa. Fabułę ma bardzo urozmaiconą, a akcja toczy się niezwykle szybko. Bohaterowie są dobrze skonstruowani, zwłaszcza Lucy, która w cokolwiek by nie wierzyła, chce być właśnie „Lucy”, a nie Sophie czy Constance lub kimkolwiek innym – kobietami, które pamiętał z wcześniejszych żyć Daniel. Niestety on sam jest postacią dość irytującą. Mimo ponadtysiącletniego doświadczenia nie potrafi tak naprawdę normalnie obcować z ludźmi. Wydawałoby się, że powinien chociaż ukochaną poznać na tyle, by wiedzieć jak się przy niej zachować. On jednak zamiast poderwać dziewczynę, której się wyraźnie podoba, a z wyjaśnieniami poczekać aż go lepiej pozna (lub przemilczeć wszystko na wieki, co moim zdaniem byłoby najrozsądniejszą opcją) postanawia od razu uraczyć ją niesamowitymi rewelacjami, w ten sposób odstraszając ją od siebie na dobre. Wydaje mi się, że autorka chciała przez takie zachowanie pokazać, że Daniel nie odróżnia jednego życia od drugiego lub zwyczajnie uważa te przejścia za nieistotne i tak naprawdę mimo doświadczenia jest w tym wszystkim odrobinę zagubiony, a jednak wyszło to dość sztucznie i nienaturalnie. Jest to jednak największą wadą, jaką w książce zauważyłam. Cała reszta fabuły układa się płynnie, autorka pisze lekkim stylem i łatwo się jej słowa czyta, a powieść należy do grona tych naprawdę porywających.</p>
<p style="text-align:justify;">Ann Brashares to popularna, amerykańska pisarka. Dorastała w Chevy Chase w stanie Maryland. Ukończyła studia filozoficzne w Bernard College. Niektóre z jej powieści z serii „Stowarzyszenie wędrujących dżinsów” doczekały się własnej adaptacji filmowej. Obecnie wraz z rodziną &#8211; mężem i trójką dzieci &#8211; pisarka mieszka w Nowym Jorku.</p>
<p style="text-align:justify;">Wydanie powieści jest bardzo udane. Dobra korekta, tłumaczenie, nawet tytuł, który został nadany powieści w Polsce – choć odbiega od oryginału – do treści pasuje idealnie. „Nigdy i na zawsze” po angielsku nazywa się „My Name is Memory” co znaczy w dosłownym tłumaczeniu „mam na imię Pamięć”. Tak jak zazwyczaj nie lubię przekręcania tytułów w ten sposób, tak w tym przypadku ten nadany przez wydawnictwo brzmi w naszym języku znacznie lepiej. Książka podzielona jest na krótkie rozdziały rozrzucone na przestrzeni lat. Wraz z głównym bohaterem – Danielem, podróżujemy poprzez wieki, miejsca i jego różne żywoty od roku 541 w Afryce Północnej, aż do Stanów Zjednoczonych w 2009. Całość liczy sobie niepełne 350 stron, choć książka nie należy do najcieńszych, to naprawdę niewiele. Zakończenie sugeruje czytelnikom, że wkrótce pojawi się kolejna część.</p>
<p style="text-align:justify;">Powieść z pewnością należy do tych wartych przeczytania. Fabułę ma wciągającą i czyta się ją jednym tchem. Nie sposób się nią znudzić. Momentami wywołuje w czytelniku silne uczucia, a gdy się kończy pozostawia niedosyt. Do losów bohaterów naprawdę trudno podchodzić z dystansem. Szczerze polecam wszystkim wielbicielom romansów – w przypadku tej powieści, nie tylko paranormalnych.<a href="http://secretum.pl/"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-3505" title="secretum" src="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/logo1.jpg?w=150&#038;h=40" alt="" width="150" height="40" /></a></p>
<p style="text-align:justify;"><strong>Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu <span style="color:#ff0000;"><a href="http://wotwarte.eu/"><span style="color:#ff0000;">Otwarte</span></a></span> oraz portalowi <span style="color:#800080;"><a href="http://secretum.pl/"><span style="color:#800080;">Secretum.pl</span></a></span>.</strong></p>
<br />Filed under: <a href='http://shysquirrel.wordpress.com/category/recenzje-ksiazek/'>Recenzje Książek</a> Tagged: <a href='http://shysquirrel.wordpress.com/tag/otwarte/'>Otwarte</a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/shysquirrel.wordpress.com/3648/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/shysquirrel.wordpress.com/3648/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/shysquirrel.wordpress.com/3648/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/shysquirrel.wordpress.com/3648/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/shysquirrel.wordpress.com/3648/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/shysquirrel.wordpress.com/3648/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/shysquirrel.wordpress.com/3648/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/shysquirrel.wordpress.com/3648/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/shysquirrel.wordpress.com/3648/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/shysquirrel.wordpress.com/3648/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/shysquirrel.wordpress.com/3648/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/shysquirrel.wordpress.com/3648/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/shysquirrel.wordpress.com/3648/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/shysquirrel.wordpress.com/3648/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3648&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/19/nigdy-i-na-zawsze-ann-brashares/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
	
		<media:thumbnail url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/nigdyinazawszepasek.png?w=150" />
		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/nigdyinazawszepasek.png?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">nigdyinazawszepasek</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4389fefa70bebdb3abb053132ed6a696?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">shysquirrel</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/nigdy-300-dpi.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Nigdy 300 dpi</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/logo1.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">secretum</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Używane Serce &#8211; Catherine Ryan Hyde</title>
		<link>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/17/uzywane-serce-catherine-ryan-hyde/</link>
		<comments>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/17/uzywane-serce-catherine-ryan-hyde/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 17 Feb 2012 21:13:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Vicky</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje Książek]]></category>
		<category><![CDATA[Nasza Księgarnia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://shysquirrel.wordpress.com/?p=3632</guid>
		<description><![CDATA[O umieraniu, samotności i bólu. O miłości, rodzinie i cudach. O przyjaźni, życzliwości i marzeniach. Pełna poezji i wiary. Smutna, przerażająca, a jednocześnie przesycona pięknem. Powieść „Używane serce” na długo pozostanie w pamięci czytelnika. Bratanica Catherine Ryan Hyde – Emily, miała poważną wadę serca. Pewnego razu poszła spać i już się nie obudziła. Pisarka książkę&#160;&#8230; <a href="http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/17/uzywane-serce-catherine-ryan-hyde/">Read&#160;more</a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3632&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><strong><a href="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/uzywane_serce.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-3634" title="uzywane_serce" src="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/uzywane_serce.jpg?w=640" alt=""   /></a></strong><strong>O umieraniu, samotności i bólu. O miłości, rodzinie i cudach. O przyjaźni, życzliwości i marzeniach. Pełna poezji i wiary. Smutna, przerażająca, a jednocześnie przesycona pięknem. Powieść „Używane serce” na długo pozostanie w pamięci czytelnika.</strong></p>
<p style="text-align:justify;">Bratanica Catherine Ryan Hyde – Emily, miała poważną wadę serca. Pewnego razu poszła spać i już się nie obudziła. Pisarka książkę „Używane serce” stworzyła zadając sobie pytanie „czym jest serce po usunięciu go z ciała?”. Po wielu przemyśleniach sama znalazła na nie odpowiedź: „Może wszystko zależy od tego, czy człowiek myśli sercem, czy rozumiem.”. Autorka również poprzez swoją powieść chciała podziękować lekarzom, dzięki którym szczęśliwe zakończenia zdarzają się każdego dnia.</p>
<p style="text-align:justify;">Vida ma dziewiętnaście lat i przez całe życie przechodziła pogodzona z myślą o śmierci. Pewnego dnia jednak zdarza się cud – ktoś ofiaruje jej serce. Dziewczyna przechodzi operację przeszczepu, która wraz z nowym światem i nadzieją, daje jej wspomnienia zmarłej w wypadku Lorrie. Od tej pory wszystko się zmienia, a Vida chce być wolna i naprawdę żyć, żeby jednak to mogło się udać, musi zamknąć za sobą kilka niedokończonych spraw i przekonać innych, by uwierzyli w to, co dla niej samej jest oczywistością.</p>
<p style="text-align:justify;">Powieść jest wzruszająca. Ma ciekawą fabułę, a zwroty akcji zaskakują. Choć zdarzenia nie pędzą na łeb na szyję, ma się wrażenie płynięcia przez wszystkie strony lub jeszcze lepiej – latania. Po prostu treść porusza jakąś inną nutę w umyśle i sercu niż książki czysto beletrystyczne. Na stronach powieści zostaje szczegółowo przedstawiony temat pamięci komórkowej. Właściwie treść zahacza o rzeczy, które dzieją się poza nauką, zdarzenia nadprzyrodzone, paranormalne. Vida wraz z sercem otrzymuje wspomnienia zmarłej żony Richarda. Tylko niektóre – nie wszystkie, a jednak wśród nich jest przekonanie o tym, że to Richarda właśnie kocha. W jednym z rozdziałów pojawia się kobieta – medium, która potrafi wyczytać uczucia z przedmiotów i pomaga w odnajdowaniu zaginionych ludzi. Życie, które wiodą bohaterowie wydaje się niezwykłe, wręcz abstrakcyjne. Ich priorytety zadziwiają. A jednak, czy po odejściu ukochanej osoby lub przeżyciu śmierci własnego serca świat nadal mógłby pozostać zwyczajny?</p>
<p style="text-align:justify;">Autorka stworzyła wielu interesujących bohaterów. W bardzo ciekawy i rzeczywisty sposób przedstawia to, jak splatają się ze sobą ludzkie losy oraz jak łatwo sprawić by ktoś obcy zagościł w naszym życiu i stał się kimś naprawdę ważnym. Zwykła serdeczność czasami wystarcza by zdobyć na długie lata przyjaciela. Innym razem natomiast potrzeba do tego całego serca.</p>
<p style="text-align:justify;">Książkę otrzymałam w twardej oprawie i bardzo ładnym wydaniu. Podzielona jest na króciutkie rozdziały pisane z punktu widzenia dwóch osób – Vidy lub Richarda, który dziewczynie odstąpił serce swojej zmarłej żony. Powieść nie jest pisana w typowy sposób. Jej fragmenty to stronice pamiętnika i listy. Autorka pisze bardzo poetycko, a jej książka zawiera wiele interesujących, cudownych i smutnych przemyśleń. Jest w niej również sporo ciekawych rozmów. Tom liczy sobie 314 stron, plus posłowie, a szkoda, bo chętnie przeczytałabym więcej.</p>
<p style="text-align:justify;">Czuję się wzruszona, nie wiem w jaki inny sposób mogłabym ten stan określić. Książka napisana jest bardzo dobrze. Nie jest porywająca, nie ma w niej błyskawicznej akcji, za to jest idealnym przykładem na piękno, dobroć i miłość w literaturze. To historia wyższych lotów, poruszająca ważne, życiowe kwestie, a jednocześnie napisana w bardzo ciekawy, zachęcający sposób. Jestem pod głębokim wrażeniem lektury.<a href="http://www.nk.com.pl/"><img class="alignright size-full wp-image-2819" style="margin-left:10px;margin-top:10px;margin-bottom:10px;" title="logo nasza ksiegarnia" src="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2011/11/logo-nasza-ksiegarnia.jpg?w=640" alt=""   /></a></p>
<p style="text-align:justify;"><strong>Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu <span style="color:#000080;"><a href="http://www.nk.com.pl/"><span style="color:#000080;">Nasza Księgarnia</span></a></span>.</strong></p>
<br />Filed under: <a href='http://shysquirrel.wordpress.com/category/recenzje-ksiazek/'>Recenzje Książek</a> Tagged: <a href='http://shysquirrel.wordpress.com/tag/nasza-ksiegarnia/'>Nasza Księgarnia</a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/shysquirrel.wordpress.com/3632/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/shysquirrel.wordpress.com/3632/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/shysquirrel.wordpress.com/3632/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/shysquirrel.wordpress.com/3632/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/shysquirrel.wordpress.com/3632/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/shysquirrel.wordpress.com/3632/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/shysquirrel.wordpress.com/3632/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/shysquirrel.wordpress.com/3632/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/shysquirrel.wordpress.com/3632/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/shysquirrel.wordpress.com/3632/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/shysquirrel.wordpress.com/3632/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/shysquirrel.wordpress.com/3632/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/shysquirrel.wordpress.com/3632/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/shysquirrel.wordpress.com/3632/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3632&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/17/uzywane-serce-catherine-ryan-hyde/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:thumbnail url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/serce.png?w=150" />
		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/serce.png?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">serce</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4389fefa70bebdb3abb053132ed6a696?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">shysquirrel</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/uzywane_serce.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">uzywane_serce</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2011/11/logo-nasza-ksiegarnia.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">logo nasza ksiegarnia</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Cztery Światy, część II [Fantastyka]</title>
		<link>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/17/cztery-swiaty-czesc-ii-fantastyka/</link>
		<comments>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/17/cztery-swiaty-czesc-ii-fantastyka/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 16 Feb 2012 23:02:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Vicky</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://shysquirrel.wordpress.com/?p=3627</guid>
		<description><![CDATA[Cztery Światy, część II Dusza Włóczęgi &#8220;Nigdy nie zapominaj: Chodzimy nad piekłem Oglądając kwiaty.&#8221; Issa Uciekała. Zdawała sobie sprawę, że mężczyzna, który ją ściga jest naprawdę blisko. Czuła strach. Była coraz bardziej zmęczona. Przedzieranie się przez śnieżne zaspy sprawiało jej coraz większą trudność. Wszędzie dookoła widziała oślepiającą biel. Marzyła o tym, żeby wreszcie dotrzeć do&#160;&#8230; <a href="http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/17/cztery-swiaty-czesc-ii-fantastyka/">Read&#160;more</a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3627&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2 style="text-align:center;"><span style="color:#000080;">Cztery Światy, część II</span></h2>
<h2 style="text-align:center;"><span style="color:#000080;">Dusza Włóczęgi</span></h2>
<p style="text-align:center;"><span style="color:#000080;"><span style="color:#000000;"><strong>&#8220;Nigdy nie zapominaj:</strong></span><br />
<span style="color:#000000;"><strong>Chodzimy nad piekłem</strong></span><br />
<span style="color:#000000;"><strong>Oglądając kwiaty.&#8221;</strong></span><br />
</span></p>
<p style="text-align:right;"><strong><span style="color:#000000;">Issa </span></strong></p>
<p style="text-align:justify;">Uciekała. Zdawała sobie sprawę, że mężczyzna, który ją ściga jest naprawdę blisko. Czuła strach. Była coraz bardziej zmęczona. Przedzieranie się przez śnieżne zaspy sprawiało jej coraz większą trudność. Wszędzie dookoła widziała oślepiającą biel. Marzyła o tym, żeby wreszcie dotrzeć do lasu. Liczyła na to, że tam będzie mogła odpocząć, chociaż przez krótką chwilę. Od dawna nic nie jadła. Spojrzała na idącego tuż przy niej białego wilka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tylko ty mi zostałeś – szepnęła.</p>
<p style="text-align:justify;">Wdrapała się na szczyt niewielkiego wzniesienia. Rozejrzała się dookoła. W oddali widziała zarys lasu. Jeszcze tylko kilka godzin i tam dotrze… Na niebie zbierały się ciemne chmury, wiał coraz silniejszy wiatr. Zapowiadało się na wielką, śnieżną zamieć. Nie mogła tu zostać. Wiedziała, że umrze, jeżeli śnieg ją zasypie na tym pustkowiu. Obejrzała się w drugą stronę. Mężczyzna był coraz bliżej. Miał sanie. Z każdą minutą zmniejszał się dzielący ich dystans. Zdawała sobie sprawę, że musi coś wymyśleć, inaczej ją dogoni. Nie mogła na to pozwolić. Tym razem nie chcieli jej po prostu zabić. Nie była pewna czego od niej chcą, ale wiedziała, że z rąk tych ludzi nie spotka jej nic przyjemnego.</p>
<p style="text-align:justify;">Przed sobą zobaczyła zamarznięte jezioro. Mężczyzna nie będzie mógł przejechać przez nie saniami. Będzie musiał objechać je dookoła. Do da jej trochę czasu. Człowiek, który ją ścigał musiał być naprawdę dobrym tropicielem, skoro jeszcze nie udało jej się go zgubić. Dzięki sprytowi i determinacji już dawno wykiwała pozostałych. Trudno, z tym też będzie sobie musiała jakoś poradzić.</p>
<p style="text-align:justify;">Zbiegła ze wzgórza co jakiś czas zapadając się głębiej w zaspy. Zatrzymała się dopiero przed pokrytym cienką warstwą śniegu lodem. Weszła na taflę zamarzniętego jeziora stąpając ostrożnie i powoli. Wilk zatrzymał się przy brzegu i zaczął rozpaczliwie ujadać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Snowy! Chodź! Nie ma na to czasu! – zawołała do niego dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">Mężczyzna objechał wzgórze dookoła i był z każdą chwilą coraz bliżej. Wilk kręcił się na śniegu bardzo zdenerwowany. Dziewczyna oddaliła się już o kilkanaście dobrych metrów.</p>
<p style="text-align:justify;">- Snowy! – Zawołała po raz kolejny.</p>
<p style="text-align:justify;">Zwierze wreszcie się zdecydowało. Jednym susem wskoczyło na lód i zaczęło biec w stronę dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">- Snowy, NIE! – krzyknęła rozpaczliwie.</p>
<p style="text-align:justify;">Jednak było już za późno. Usłyszała trzask. Lód zaczął pękać. Stały grunt zaczął osuwać się spod łap śnieżnego wilka. Pies wpadł do powstałego w ten sposób przerębla. Szamotał się rozpaczliwie starając wydostać się z wody. Spanikowana dziewczyna nie wiedziała co dalej robić. Była jednak pewna, że nie może go tak zostawić. Śnieżny wilk był jej jedynym towarzyszem i przyjacielem. Tylko jego miała.</p>
<p style="text-align:justify;">Mężczyzna znalazł się nad brzegiem zamarzniętej tafli. Zatrzymał sanie kilka metrów od lodu, specjalnie odwracając je bokiem. Psy stanęły posłuszne słowom swojego pana. Podszedł nad brzeg jeziora. Zmierzył uciekinierkę chłodnym spojrzeniem szarych oczu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wyciągnę go – powiedział na tyle głośno, żeby mogła go usłyszeć – ale najpierw ty tu przyjdziesz.</p>
<p style="text-align:justify;">Przełknęła ślinę. Spojrzała na szamoczącego się w wodzie wilka. Nie było czasu na rozważania. Nie mogła pozwolić zwierzęciu umrzeć. Nie miała wyboru. Musiała mu zaufać. Powoli podeszła do mężczyzny omijając z daleka popękany lód. Jej serce biło ze strachu jak szalone.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mądra decyzja – skinął z aprobatą głową. Kiedy znalazła się na brzegu wyciągnął z sań mocny rzemień.  – Podejdź tutaj.</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzała jeszcze raz na przemarzniętego, tonącego wilka i z determinacją wykonała polecenie mężczyzny. Kiedy stanęła przy nim sprawnie chwycił jej nadgarstki i związał ręce dziewczyny rzemieniem. Przywiązał ją do sań. Potem, nie zwlekając dłużej chwycił grubą linę i przewiązał się nią w pasie. Drugi koniec przymocował do pojazdu. Odciął nożem luźny kawałek liny zawiązując na nim luźną pętlę. Ruszył w kierunku tkwiącego w przerębli wilka. Zwierzę resztkami sił walczyło o życie. Ostatnie metry mężczyzna pokonał czołgając się na brzuchu. Zarzucił linę na szamoczącego się psa. Sięgnął rękami tak, żeby założyć mu ją pod łapy. Przerażony wilk nie pozwalał sobie pomóc. Gryzł go i drapał pazurami. Mężczyzna starał się nie zwracać na to uwagi.</p>
<p style="text-align:justify;">Ściemniało się coraz bardziej. Chmury już zupełnie zasłoniły słońce. Wiał porywisty wiatr. Dziewczyna drżała z zimna. Patrzyła zatrwożona na rozgrywającą się kilkanaście metrów od niej scenę. Była wdzięczna losowi, że łowca nagród, który ją ścigał nie rzuca słów na wiatr.</p>
<p style="text-align:justify;">W końcu mężczyźnie udało się wyciągnąć wilka. Kiedy zwierzę stanęło na lodzie ugięły się pod nim nogi. Otrzepało się niepewnie z wody. Jego wybawca zarzucił mu zrobioną z liny pętlę na szyję, traktując ją jakby była obrożą. Pociągnął ledwo idące zwierzę w kierunku sań. Sięgnął po nóż i rozciął więzy krępujące nadgarstki dziewczyny. Zaczął padać śnieg.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tam masz koce – wskazał na jeden z leżących w saniach tobołków. – Wysusz go, tylko ostrożnie. Musi sam się ogrzać, bo inaczej możesz mu zaszkodzić. – Spojrzał w górę na zasnute chmurami niebo. – Nie zdążymy już dotrzeć do linii drzew. Musimy zostać tutaj. Rozbiję namiot.</p>
<p style="text-align:justify;">Skinęła głową i bez zbędnych dywagacji zabrała się do roboty. Mężczyzna w tym czasie wyswobodził z zaprzęgu własne psy. Sanie prowadziło sześć pięknie prezentujących się Haskich. Kiedy skończył, wyciągnął z bagaży pomarańczowy namiot.  Rozbił go pospiesznie na śniegu. Wrzucił do środka zawiniątko z kocami, śpiwór i plecak. Resztę rzeczy przykrył białą plandeką. Powoli wprowadził psy przez zapobiegający dostawaniu się śniegu pod tropik rękaw namiotu. Kiedy przyszła kolej wilka, tamten zawył rozpaczliwie, bojąc się najwyraźniej kolejnego wyzwania. Chociaż już całkiem dużych rozmiarów, wyraźnie był jeszcze szczeniakiem. Nie mógł mieć dużo więcej niż pół roku. Dziewczyna weszła pierwsza prowadząc go za sobą. Mężczyzna wszedł tuż za nią. Zamknął za sobą wejście do namiotu.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Drżała z zimna i ze strachu. Kiedy znalazł się tak blisko, zobaczyła jego czarną, tajemniczą aurę. To przeraziło ją jeszcze bardziej. Zdała sobie sprawę, że nie jest człowiekiem. Przyjrzała mu się uważnie. Nie mógł być od niej sporo starszy. Dzieliły ich może trzy-cztery lata. Wyglądał jednak groźnie. Jego szare oczy były zimne jak lód. Ciemne włosy opadały mu niesfornie na oczy. Po jego budowie i łatwości z jaką wyciągnął psa poznała, że musiał być bardzo silny. Ogorzała od słońca twarz świadczyła o tym, że jest doświadczony w różnego rodzaju wyprawach. Największy jednak strach budziła w niej jego mroczna, nieludzka aura.</p>
<p style="text-align:justify;">Wziął od niej linkę na której był uwiązany wilk, odplątał ją i wprowadził zwierzę między swoje Haskie, rozsuwając skulone stado na boki. Psy bez protestów zrobiły miejsce dla nowego towarzysza. Sam rozłożył między nimi koc, a na nim śpiwór.</p>
<p style="text-align:justify;">- Rozbierz się – powiedział rozkazująco do dziewczyny. Spojrzała na niego przerażonym wzrokiem. Westchnął. – Nie musisz rozbierać się do naga – sprostował. – Po prostu zdejmij z siebie wszystko to, co masz mokre.</p>
<p style="text-align:justify;">Niechętnie posłuchała. Zaczęła ściągać z siebie przemoczoną kurtkę. Zdjęła też szalik, czapkę, buty i spodnie. Chłopak pozbył się szybko wierzchniego odzienia. Został jedynie w czarnych bokserkach i koszulce tej samej barwy. Wśliznął się do śpiwora zostawiając dziewczynie miejsce.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chodź tutaj – rozkazał. Bała się go na tyle, że bez gadania posłuchała. Dotknął jej przemoczonej sportowej bluzy. – To też ściągaj.</p>
<p style="text-align:justify;">Zadrżała. W jej oczach pojawiły się łzy. Powoli zdjęła z siebie resztę ubrania, zostając jedynie w czarnej, delikatnej bieliźnie. Chłód przeszywał całe jej ciało.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze, a teraz połóż się koło mnie – kontynuował wydawanie poleceń, odchylając dla niej koc.</p>
<p style="text-align:justify;">Podeszła do niego niepewnie. Wsunęła się do niezbyt szerokiego śpiwora. Zapiął suwak, po czym nakrył ich jeszcze dwoma kocami. Teraz leżała naprawdę blisko mężczyzny. Ich ciała się dotykały. Cieszyła się, że chociaż leży do niego odwrócona tyłem. Łzy spływały po jej zimnych policzkach. Przyciągnął ją do siebie, obejmując ramionami. Cała zesztywniała. Krzyczała w niej każda komórka przemarzniętego ciała, a jednocześnie doznała czegoś dziwnego. Powoli zaczynała się rozgrzewać. Było jej wygodnie i naprawdę przyjemnie. W jego ramionach czuła się bezpieczna. Zastanawiała się kim on jest i jakie sztuczki na niej stosuje. Nie miała zamiaru się im poddać. Za nic na świecie.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Leżeli tak dłuższą chwilę. Jej oczy błyszczały, przestała jednak płakać. Zrobiło się jej znacznie cieplej. Teraz odczuwała okropne pragnienie. Poczuła także nieznośne ssanie w żołądku. Zaburczało jej w brzuchu. Mężczyzna jakby oprzytomniał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jesteś głodna? – spytał. Niepewnie skinęła głową. – Czemu nic nie mówiłaś? – powiedział z naganą w głosie. – Kiedy ty w ogóle ostatnio jadłaś?</p>
<p style="text-align:justify;">Podniósł się na łokciu i sięgnął po plecak przesuwając przy tym zawadzającego mu szaro-białego psa. Wyciągnął termos. Nalał do aluminiowego kubka herbaty. Podał dziewczynie. Usiadła okrywając się kocem. Wzięła od niego ciepły napój. Wypiła go niemal duszkiem. Wyjął z plecaka chleb i spory kawał sera. Wgryzła się w niego natychmiast, kiedy tylko dostała go do ręki. Cieszyła się, że przynajmniej wilk potrafił o siebie zadbać, polując na jakieś mniejsze stworzonka. Łapczywie połykała jedzenie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zwolnij trochę – powiedział spokojnie Szarooki. – Udławisz się zaraz – mówił wyraźnie zmartwionym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">Nalał jej jeszcze jeden kubek herbaty. Popiła nim jedzenie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wracaj tu – powiedział, kiedy skończyła.</p>
<p style="text-align:justify;">Ponownie się przy nim położyła. Zrobiło się jej niewygodnie. Odwróciła się przodem do mężczyzny. Położył swoje ramię, tak, żeby mogła na nim oprzeć głowę. Znów przyciągnął ją do siebie, a potem starannie otulił kocami. Zasnęła, zbyt wyczerpana, żeby się dłużej bać.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Następnego dnia rano ciągle padało. Burza śnieżna rozszalała się na dobre. Mężczyzna zaklął szpetnie wracając z dworu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cholera by wzięła taką pogodę. Jak tak dalej pójdzie to jeszcze ze dwa dni się stąd nie ruszymy. – Powiedział marudnym tonem.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna siedziała w namiocie otulona kocami. Miała na sobie jego czarną koszulę, która wyschła szybciej niż jej własna bluza. W środku namiotu panowała co prawda dodatnia temperatura, ale i tak było dosyć chłodno, nawet mimo ciepła wydzielanego przez ciała wylegujących się psów. Dla nich taka temperatura była w sam raz.</p>
<p style="text-align:justify;">Mężczyzna wydawał jej się dosyć miłą osobą. Wiedziała jednak, że to tylko pozory. Łowcy Nagród byli bezwzględni i śmiertelnie niebezpieczni, a ten tutaj chciał ją sprzedać jej najgorszym wrogom. Ludziom, którzy polowali na nią od kiedy się tylko urodziła. Do tego nie był człowiekiem. Coraz bardziej niepokoiła ją jego czarna, nieprzenikniona aura. Usiadł przy niej podając jej ostatni kubek ciągle ciepłej herbaty.</p>
<p style="text-align:justify;">- Do tej pory nie odezwałaś się do mnie ani słowem – powiedział cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzała na niego zaskoczona jej zdaniem nietypową w takiej sytuacji uwagą.</p>
<p style="text-align:justify;">- A co byś chciał ode mnie usłyszeć? – spytała.</p>
<p style="text-align:justify;">- Sam nie wiem – westchnął. – Zachowujesz się zupełnie inaczej – powiedział zagadkowo. – Zajmiemy się tym, kiedy dotrzemy na wyspę.</p>
<p style="text-align:justify;">Prychnęła. Popatrzyła na niego z pogardą.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc aż tak wiele znaczą dla ciebie pieniądze?</p>
<p style="text-align:justify;">Pokręcił głową. W jego oczach widziała prawdziwy smutek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie o pieniądze tu chodzi – powiedział cicho. – Przykro mi – wyszeptał, a dziewczyna zrozumiała, że mówił szczerze.</p>
<p style="text-align:justify;">- W takim razie o co?</p>
<p style="text-align:justify;">- Chętnie bym ci to wyjaśnił – przyznał – ale powiedzieli mi, że to bardzo ważne, żebym tego nie robił. Dowiesz się wszystkiego jak będziemy na miejscu.</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzała prosto w jego szare, zimne oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kiedy dotrzemy do celu – powiedziała poważnym głosem – nie dowiem się niczego, bo po prostu mnie zabiją. Jeżeli chcieli mnie żywą, to tylko dlatego, że mają zamiar wyciągnąć ode mnie jakieś informacje. Niestety zawiodą się, ponieważ ja nic nie wiem. Jeżeli naprawdę nie chodzi ci o pieniądze, to zwyczajnie poderżnij mi gardło. Oszczędzisz w ten sposób sobie kłopotu, a mi cierpienia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić – odparł pewnym głosem obejmując dziewczynę delikatnie ramieniem.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie wiedziała jak to się stało, ale poczuła motyle w brzuchu. Położyła mu głowę na ramieniu. Co ten cholerny facet z nią zrobił? Czuła się przy nim tak niesamowicie dobrze i bezpiecznie. Była przekonana, że jest pod wpływem jakiegoś dziwnego zaklęcia. Musi jak najszybciej mu uciec.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Padać przestało dopiero następnego dnia. Zza chmur nieśmiało wyjrzało słońce. Szarooki złożył namiot i z powrotem zapakował wszystko na sanie. Psy zaczęły radośnie podskakiwać, bardziej niż gotowe do dalszej drogi. Dziewczyna zdziwiła się, że jej wilk tak łatwo zaadoptował się do stada. Mężczyzna zaprzągł psy do sań i ruszyli. Siedziała przed nim skulona. Nigdy nie spodziewała się, że tego typu przejażdżka może być takim cudownym przeżyciem. Godzinę później znaleźli się na skraju sosnowego lasu.</p>
<p style="text-align:justify;">Psy zwolniły, kiedy wjechali na obsypaną śniegiem, szeroką, leśną drogę. Szlak prowadził przez przepiękny sosnowy las. Dziewczyna wdychała powietrze przepełnione żywicznym zapachem drzew. Szarooki miał nieodgadniony wyraz twarzy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie zimno ci? – spytał.</p>
<p style="text-align:justify;">Pokręciła głową. Czuła się całkiem przyjemnie. Prawie zapomniała o tym, że jest tu wbrew swojej woli i grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo.  W końcu udało jej się w jakiś sposób przeżyć ponad dwadzieścia lat. Może uda się i tym razem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jutro dotrzemy do przejścia. Kiedy znajdziemy się w naszym świecie to wszystko będzie kwestią kilku godzin – oznajmił.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna poczuła ukłucie strachu. Więc byli już tak blisko… Mimo zapewnień chłopaka zdawała sobie sprawę, że gdy dotrą na miejsce, czeka ją śmierć.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan walczył zawzięcie. Nie zamierzał się poddać, mimo iż przeciwników było znacznie więcej. Zauważył jednak, że nie chcą go zabić, a to dawało mu przewagę. Jeżeli się nie mylił ścigało go sześciu mężczyzn. Biegł przez pokryty śniegiem las, zwinnie przemykając między drzewami. Gdy uznał, że od napastników dzieli go odpowiedni dystans przystanął schowany, za pniem jednej z większych sosen. Wyjął z kabury ośmiostrzałowego AMT Commando. Odbezpieczył pistolet i wycelował starannie w jednego ze zbliżających się mężczyzn. Trafił bezbłędnie. Tamten z krzykiem upadł na ziemię, brudząc krwią biały śnieg.</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan znów zerwał się do biegu. Był szybszy i bardziej spostrzegawczy od większości ludzi, miał też znacznie lepszy wzrok. Po dłuższej chwili znowu przystanął. Wycelował i strzelił. Tym razem padły dwa strzały. Oba trafiły w obrane przez chłopaka cele. Nigdy się nie wahał. Wiedział, że albo zabije, albo sam będzie martwy.</p>
<p style="text-align:justify;">W pewnym momencie poczuł ukłucie na biodrze. Obejrzał się. W jego nodze tkwiła strzałka zakończona czerwonymi lotkami. Zdał sobie sprawę, że go przechytrzyli. Musieli być także przed nim. Zagonili go w pułapkę. Jego oczy zamknęły się same. Upadł nieprzytomny na pokrytą śniegiem, leśną ściółkę.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy Chiredan otworzył oczy, na dworze było już ciemno. Rozejrzał się dookoła. Leżał związany na drewnianej podłodze. Więzy krępujące mu nadgarstki wbijały się boleśnie, raniąc go aż do krwi. Pochylił się nad nim jakiś potężnie zbudowany mężczyzna. Chwycił go za włosy podnosząc jego głowę tak, żeby tamten musiał na niego spojrzeć.</p>
<p style="text-align:justify;">- No, no obudził się wreszcie ptaszek. Długo sobie pospałeś chłopczyku. Narobiłeś nam niezłych problemów. – Mówił niemal przyjaznym tonem. &#8211; Zabiłeś dwóch moich ludzi, trzeci jest ciężko ranny. – Mężczyzna bez ostrzeżenia uderzył go pięścią w twarz. Z rozciętej wargi popłynęła krew. Kopnął go z całej siły twardym buciorem w brzuch. Chiredan zgiął się w pół. Tamten ponownie chwycił go za włosy. – Nie życzę sobie więcej takich numerów, czy to jasne?</p>
<p style="text-align:justify;">Młodzieniec splunął mu pod nogi. Tamten pokręcił tylko głową i uderzył leżącego chłopaka ponownie. Razy spadały coraz gęściej. Chiredan skulił się próbując zasłonić brzuch i głowę. W końcu zdyszany, czerwony na twarzy mężczyzna przestał go bić.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeżeli uważasz, że to wyrównuje nasze rachunki, to się grubo mylisz – warknął. – Zajmę się tobą później. Teraz mam ważniejsze sprawy.</p>
<p style="text-align:justify;">Odszedł uśmiechając się pod nosem. Chłopak rozejrzał się po pokoju. Znajdował się w jakiejś drewnianej chacie. Czterech mężczyzn siedziało przy stoliku grając w karty. Był ciekaw ilu strażników postawili na zewnątrz. Zaczął rozważać możliwości ucieczki. Gdyby tylko nie miał związanych rąk…</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Drzwi chaty się otworzyły. Chiredan podniósł głowę, żeby zorientować się w sytuacji. Do środka wszedł młody mężczyzna. Prowadził ze sobą bladą dziewczynę, która rozglądała się po pomieszczeniu spłoszonym, sarnim wzrokiem. Obok nich dreptał pokaźnych rozmiarów śnieżnobiały wilk. Siedzący przy stoliku mężczyźni uśmiechnęli się przyjaźnie na ich widok.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przyłączysz się do nas? – zaproponował jeden z nich.</p>
<p style="text-align:justify;">Przybysz skinął głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chętnie, ale trochę później – odpowiedział przyjaznym tonem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przyprowadziłeś nam zabaweczkę? – spytał rudy dryblas, z bujną umazaną czymś brodą.</p>
<p style="text-align:justify;">Ogarnął dziewczynę lubieżnym spojrzeniem. Wyraz twarzy mężczyzny zmienił się w jednej chwili. Przyjazny uśmiech stał się śmiertelnie groźnym grymasem. Spojrzał na rudzielca lodowatym wzrokiem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeżeli któryś z was ją dotknie, to go na miejscu zabiję – warknął.</p>
<p style="text-align:justify;">Stojący do tej pory w przeciwległym rogu pokoju, potężnej budowy mężczyzna, wyszedł z cienia.  Odłożył na półkę czyszczoną przed chwilą broń.</p>
<p style="text-align:justify;">- Spokojnie – powiedział cicho. – Na co nam te groźby? Uznajemy twoje prawo własności. Prawda chłopcy? – zwrócił się do grających w karty towarzyszy.</p>
<p style="text-align:justify;">Tamci skwapliwie skinęli głowami. Najwyraźniej nowoprzybyły był kimś, z kim trzeba było się liczyć. Mężczyzna uspokoił się trochę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dziękuję Maevisie – powiedział pojednawczym tonem. – Przypomnij o tym reszcie swoich ludzi – dodał bardzo starając się, żeby nie zabrzmiało to jak groźba.</p>
<p style="text-align:justify;">Nazwany Maevisem, czarnowłosy mężczyzna skinął głową. Cechował go wyraźnie zarysowany orli nos.</p>
<p style="text-align:justify;">- Oczywiście, jak sobie życzysz przyjacielu. Nikt nie dotknie twojej dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan z niekłamaną przyjemnością przypatrywał się siedzącej na futrze pod ścianą dziewczynie. Miała bladą cerę i śliczne, różowe usta. Jasne, falujące włosy sięgały jej niemal bioder. W jej dużych niebieskich oczach lśniły łzy. Widział w nich narastający z każdą chwilą strach. Podejrzewał, że dziewczyna jest jego rówieśnicą. Biały wilk ułożył się przy jej boku. Chłopak zauważył, że pies mimo swoich pokaźnych rozmiarów, był jeszcze szczeniakiem. Zastanawiał się czy ta mała może okazać się dla niego w jakiś sposób pożytecznym sojusznikiem.</p>
<p style="text-align:justify;">Mężczyźni grali w karty. Tym razem siedzieli tam całą, obecną w drewnianym domku, szóstką. Byli pochłonięci grą. Chłopak gorączkowo myślał jak może wykorzystać okazję.</p>
<p style="text-align:justify;">W pewnym momencie poczuł na sobie czyjeś badawcze spojrzenie. Podniósł głowę. Zdał sobie sprawę, że dziewczyna go obserwuje, równie uważnie jak wcześniej on ją. Uśmiechnął się do niej blado. Zarumieniła się delikatnie, nie spuściła jednak wzroku. Gdyby tak spróbowała go uwolnić… mieli by wtedy jakieś szanse stąd uciec…</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Wieczorem Szarooki podszedł do skulonej pod ścianą dziewczyny. Usiadł przy niej. Poczuła jego bliskość. Cała zesztywniała.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie bój się mnie – powiedział bardzo cicho. – Przyniosłem ci kanapkę. Pomyślałem, że może jesteś głodna.</p>
<p style="text-align:justify;">Podał jej zawinięty w papier chleb i jakiś ciepły napój. Kiedy je od niego wzięła wyciągnął rękę w stronę wilka. Podrapał zwierzę za uszami. Potem zaczął je czymś karmić. Szczeniak wstał radośnie merdając ogonem. Usiadł na tylnych łapach przed mężczyzną, czekając na więcej. Dziewczynie ani odrobinę się nie podobało, że przekupił jej psa.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy skończył dawać wilkowi jedzenie niechętnie wstał. Dziewczyna zobaczyła, że zostawił przy niej swój plecak. Szarooki porozmawiał chwilę z Maevisem i obydwaj wyszli na dwór. Siedząca przy stoliku czwórka mężczyzn zwracała w dalszym ciągu uwagę jedynie na swoją grę. Dziewczyna jak gdyby nigdy nic wzięła plecak i zaczęła go przeszukiwać. W końcu znalazła coś, co mogło jej się przydać. Wstała cicho, nie wykonując żadnych gwałtownych czy podejrzanych ruchów. Biały wilk, który wróciła na swoje poprzednie miejsce zaciekawiony podniósł głowę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zostań – powiedziała cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">Odważnie ruszyła przed siebie, idąc prosto do stolika zajętych sobą graczy. Po drodze upuściła wyjęty z plecaka przedmiot tuż za plecami związanego, leżącego na podłodze chłopaka. Pomyślała, że przynajmniej jemu da szansę stąd uciec.</p>
<p style="text-align:justify;">Zdziwieni mężczyźni podnieśli głowy patrząc na nią, dopiero kiedy znalazła się tuż przy nich.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czego chcesz? – warknął rudy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Muszę skorzystać z toalety – powiedziała spuszczając skromnie wzrok.</p>
<p style="text-align:justify;">- Poczekaj na swojego właściciela – zadrwił wyraźnie dalej obrażony.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna pokręciła głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie dam rady.</p>
<p style="text-align:justify;">- Bill, daj spokój &#8211; uśmiechnął się gładko ogolony brunet. – Jean, chodź ze mną, przypilnujemy dziewczyny. Ci dwa powinni dać sobie radę z jednym związanym dzikusem.</p>
<p style="text-align:justify;">Młodo wyglądający blondyn skinął głową i wstał. Chwycił dziewczynę za ramię niezbyt mocno popychając ją w stronę drzwi. Cała trójka opuściła drewnianą chatę.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan obserwował dziewczynę z coraz większym zainteresowaniem. Przestała wyglądać na taką zastraszoną istotkę, jak w chwili kiedy weszła do chaty. Zauważył, że nie boi się siedzących przy stoliku drabów, a jedynie wysokiego mężczyzny z którym przyszła. Zastanawiało go kim on jest. Poruszał się zupełnie jak polujący kot. Do tego momentami tak szybko, że w oczach Chiredana jego ruchy czasem się wręcz rozmazywały. Nie był do końca pewien czy przypadkiem nie oberwał zbyt mocno w głowę.</p>
<p style="text-align:justify;">W pewnym momencie dziewczyna wstała z leżącego na podłodze futra. Podeszła prosto do siedzących przy stoliku mężczyzn, po drodze jednak coś upuściła tuż za jego plecami. Spróbował wymacać przedmiot palcami. To był rozkładany nóż myśliwski. Prawie zawył z radości. Rozłożył go sprawnie, mimo skrępowanych nadgarstków i zaczął przepiłowywać krępujące go sznury, starając się przy tym nie poranić sobie rąk.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna rozejrzała się po lesie. Nigdzie nie zauważyła swojego porywacza. Mężczyźni zaprowadzili ją do większego budynku, jedynego z kamienną podmurówką. Odetchnęła z ulgą kiedy zostawili ją samą. Skorzystała szybko z czystej, ładnie urządzonej łazienki przy okazji myjąc się starannie.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy wreszcie wyszła spotkał ją niecodzienny widok. Blondyn, który ją tu przyprowadził leżał nieprzytomny na drewnianej podłodze korytarza, drugi mężczyzna miał poderżnięte gardło. Nieopodal, oparty o ścianę, stał chłopak, który wcześniej leżał związany na podłodze drewnianej chaty. Trzymał w rękach karabin. Nigdy wcześniej nie podejrzewała, że mogłaby ucieszyć się na widok mężczyzny trzymającego w rękach M4. Wyszczerzył do niej zęby w uśmiechu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zmywamy się stąd – powiedział i nie czekając na odpowiedź chwycił ją za rękę i pociągnął za sobą na zewnątrz.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Podbiegli do stojącego przy drewnianych domkach dżipa. Był to jedyny, stojący w pobliżu samochód. Drzwi miał otwarte. Pospiesznie wsiedli do środka. Chłopak zajął fotel kierowcy. Pochylił się, otworzył przy pomocy noża stacyjkę i odpalił samochód. Mimo, że trwało to tylko kilka minut, dla dziewczyny czas wlekł się w nieskończoność. Serce biło jej jak oszalałe.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy tylko ruszyli, zobaczyła Szarookiego w towarzystwie mężczyzny, z którym wyszedł. Biegli w stronę dżipa. Z jednego z domków wyłonił się kolejny mężczyzna. Był bardzo blisko samochodu. Podniósł broń, wycelował i strzelił.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki stał się rozmazaną smugą. W jednej chwili z miejsca, w którym był, znalazł się pomiędzy strzelającym mężczyzną a samochodem. Potem, odrzucony siłą pocisku, upadł na ziemię. Na jego barku pojawiła się duża plama ciemnej krwi.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan otrząsnął się z szoku i wcisnął gaz. Wyjechał na odśnieżoną, leśną drogę. Nikt więcej nie strzelał. To zdarzenie nie było możliwe. Nikt nie był w stanie się tak szybko poruszać. Chłopak zaczął się zastanawiać czy nie cierpi na jakiegoś rodzaju halucynacje. Dziewczyna siedziała obok niego w fotelu. Kurczowo zaciskała ręce na swoich kolanach.</p>
<p style="text-align:justify;">Wyjechali z lasu i znaleźli się na zwykłej, asfaltowej drodze. Chiredan dopiero teraz zdał sobie sprawę, że w samochodzie było bardzo zimno. Włączył ogrzewanie. Ani on, ani dziewczyna nie mieli na sobie kurtek. Czuł się wykończony i upiornie głodny. Zauważył zaschniętą krew na swoich poranionych sznurem nadgarstkach. Poplamiła mu bluzę. Wszystko w środku bolało go jak cholera. Zastanawiał się czy dowódca tych zbirów którymś z kopniaków nie połamał mu żeber. Życie było do bani, ale przynajmniej udało im się uciec.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna milczała. Chiredan dłuższą chwilę zbierał się w sobie, chciał coś powiedzieć, nie bardzo tylko wiedział jak zacząć rozmowę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Będziemy musieli zmienić samochód – oznajmił, żeby w ogóle się jakoś odezwać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Masz jakiś plan? – spytała. – Wiesz dokąd chcesz jechać?</p>
<p style="text-align:justify;">Odrobinę speszony chłopak przecząco pokręcił głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Po prostu nie chcę znowu dać się złapać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ja też nie – przytaknęła mu dziewczyna. – Wydaje mi się, że najpierw powinniśmy zmyć z ciebie tą całą krew – powiedziała spokojnie. – Nie możesz się tak nigdzie pokazać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zdaję sobie z tego sprawę – prychnął sarkastycznie. – Jakieś propozycje?</p>
<p style="text-align:justify;">Zdziwił się, kiedy skinęła głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niedaleko stąd, przy granicy z następną prowincją jest miejsce w którym możemy się zatrzymać. To opuszczona farma, a raczej to co z niej zostało. Nie powinni o niej wiedzieć. Spędzimy tam noc, a rano możemy usiec do Stanów.</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzał na nią jeszcze bardziej zaskoczony.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jest tylko pewien dość poważny problem… Zabrali mi dokumenty. Nie przekroczę granicy Kanady.</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnęła się do niego niewinnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zostaw to mnie – odpowiedziała po prostu.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Miejsce do którego przybyli przypominało Chiredanowi bardziej „to co z niej zostało” niż farmę jako taką. Z budynku gospodarczego zostały jedynie same osmalone fundamenty. Ślady po pożarze, który musiał wybuchnąć nie tak dawno temu. Chłopak nie miał pojęcia skąd ona wiedziała o tym miejscu, postanowił jednak nie zadawać zbędnych pytań. Chciał dowiedzieć się tylu różnych rzeczy…</p>
<p style="text-align:justify;">Stodoła jednak była cała. Otworzyli szerokie, drewniane wrota i wjechali do niej dżipem, po czym starannie je zamknęli. W środku było dość chłodno, ale przynajmniej nie wiało. Przez kilka godzin jechali na południe, więc było odrobinę cieplej. W tej części kraju przynajmniej całej ziemi nie pokrywała gruba warstwa śniegu. Temperatura była bliższa raczej zeru.</p>
<p style="text-align:justify;">- Poczekaj, zaraz wrócę – oznajmiła dziewczyna, kiedy wysiedli z samochodu.</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan tylko wzruszył ramionami i zabrał się do przeszukiwania dżipa. Miał cichą nadzieję, że znajdzie może jakiś zapas benzyny, ponieważ bak był już prawie pusty. Z tyłu jednak leżała tylko zwinięta w rulon plandeka, linka holownicza, gaśnica i jakiś koc. Chłopak naciągnął płachtę na odsłonięty tył samochodu tworząc w ten sposób prowizoryczny namiot. Będą mogli się tutaj spokojnie przespać, o ile uda im się zasnąć przy takiej temperaturze. Sam jednak był na tyle wykończony i poobijany, że nie miał siły szukać czegokolwiek lepszego. Rozejrzał się po stodole w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby się im przydać. Uśmiechnął się szeroko, kiedy wypatrzył znajdujące się na stryszku resztki siana.</p>
<p style="text-align:justify;">Kończył właśnie wrzucanie siana na pakę dżipa, kiedy wróciła dziewczyna. Niosła ze sobą wiklinowy koszyk i puste wiadro.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przyniesiesz nam wody? – zapytała podając mu wiadro. – Po prawej stronie stodoły jest pompa, nie powinna być zamarznięta.</p>
<p style="text-align:justify;">Skinął głową i wyszedł w chłodne, wieczorne powietrze.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy wrócił z pełnym wiadrem, dziewczyna przeglądała zawartość schowka w samochodzie. Wyciągnęła z niego dobrze zaopatrzoną apteczkę. Spojrzała na niego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeżeli zdejmiesz bluzę i usiądziesz tutaj, to pomogę ci zmyć tę krew. – Wskazała na niski, drewniany stołek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jasne – posłuchał dziewczyny i podszedł tam gdzie chciała.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy się rozebrał, zamoczyła w zimnej wodzie gazę z apteczki. Zmyła mu z twarzy krew, która wypłynęła z rozciętej wargi, potem zajęła się jego rękoma i nadgarstkami. Przemyła je wodą utlenioną i delikatnie owinęła bandażem. Wzięła jego bluzę i wyprała zakrwawione rękawy w wiadrze. Przez cały ten czas chłopak siedział spokojnie i przyglądał się jej z zainteresowaniem. Najwyraźniej jednak wiedziała co robi. Rozwiesiła mokre ubranie na jednej z belek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Do rana powinna wyschnąć – oznajmiła. – Przynajmniej mam taką nadzieję.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chodź, schowamy się do samochodu, w samej koszulce jest mi jeszcze bardziej zimno – powiedział z bladym uśmiechem.</p>
<p style="text-align:justify;">Zabrał z tylnego siedzenia karabin i zwinnie wdrapał się na tył samochodu. Składany nóż miał wepchnięty do tylnej kieszeni. Dziewczyna wzięła koszyk i poszła za nim.</p>
<p style="text-align:justify;">- Głodny? – zapytała, podsuwając mu wypełniony jabłkami pojemnik.</p>
<p style="text-align:justify;">- Umieram z głodu – przyznał sięgając po ładnie wyglądający owoc. – Skąd je masz?</p>
<p style="text-align:justify;">- To było jedyne co znalazłam w piwniczce – przyznała sama również sięgając po jabłko.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jestem Chiredan Blair – zdecydował się w końcu przedstawić chłopak – a jak tobie na imię? Chyba, że chcesz, żebym zwracał się do ciebie per „dziewczyno”. – Uśmiechnął się do niej przekornie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Elysoun Bellis Miye Maes – przedstawiła się dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc co tam robiłaś Stokrotko? – zapytał właściwie nie do końca licząc na odpowiedź.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna uśmiechnęła się słysząc, że przetłumaczył sobie z łaciny jej drugie imię. Podobał jej się taki skrót. Spojrzała na niego swoimi dużymi, błękitnymi oczami. Podała mu drugie jabłko. Chłopak wgryzł się w owoc, czekając na odpowiedź. Przyjrzała mu się uważnie. Miał długie, związane z tyłu czarnym rzemieniem włosy. Były prawie tej samej barwy co jej własne. Jego oczy były żywo zielone i strasznie ją intrygowały. Przywodziły na myśl wiosenną trawę. Sam Chiredan był wysoki i bardzo szczupły. Budową ciała przypominał bardziej siatkarza niż atletę, widziała jednak na własne oczy, że sprawnie posługuje się nie tylko karabinem, ale i nożem. Jego aura przypominała ludzką, ale nie była ponuro szara, tylko jarzyła się jasnym, błękitnym światłem. W tym chłopaku zdecydowanie było coś dziwnego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ścigali mnie od jakiegoś czasu – zdecydowała się w końcu odpowiedzieć dziewczyna. – Do tej pory zawsze myślałam, że po prostu chcą mnie zabić. Najwyraźniej jednak zmienili zdanie i jestem im do czegoś potrzebna. – Popatrzyła prosto w jego niesamowite szmaragdowe oczy. – Dziękuję, że po mnie przyszedłeś – powiedziała cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Uwolniłaś mnie, przecież nie mógłbym cię tam zostawić – stwierdził, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. – Na mnie też polują od dosyć dawna, pierwszy raz jednak udało im się mnie złapać. Stoczyliśmy kilka potyczek, zazwyczaj jednak to ja wychodziłem z nich żywy, a oni martwi. Tak naprawdę nie mam zielonego pojęcia czego ode mnie chcą.</p>
<p style="text-align:justify;">Zjedli resztę jabłek. Elysoun mimo ciepłej bluzy drżała z zimna. Chiredan ziewnął sennie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chodź do mnie &#8211; powiedział i położył się na rozłożonej po podłodze grubej warstwie siana – będzie nam cieplej.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna przysunęła się, kładąc bardzo blisko chłopaka. Przykrył ich, znalezionym wcześniej, wełnianym kocem. Objął ją ramionami i przytulił do siebie. Przylgnęła do niego ufnie. Sama nie wiedziała dlaczego, ale przed oczami stanęła jej twarz szarookiego tropiciela. Chiredan ponownie ziewnął.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobranoc Stokrotko – powiedział cicho, a oczy same mu się zamknęły i odpłynął w sen.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobranoc – wyszeptała.</p>
<p style="text-align:justify;">Po chwili także zasnęła z twarzą wtuloną w jego tors.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki obudził się w nieswoim łóżku. Leżał w kremowej, wełnianej pościeli. Przez klatkę piersiową przewiązany miał szeroki pas bandaży. Kiedy otworzył oczy zauważył niespokojnie chodzącego po pokoju w kółko Maevisa. Gdy tylko tamten zorientował się, że chłopak się obudził spojrzał na niego wściekłym wzrokiem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ty idioto! Co ci odwaliło, żeby pakować się na linię strzału? Mógł cię zabić!</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki zmierzył mężczyznę chłodnym spojrzeniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie, nie mógł. Doskonale wiesz kim jestem. Za to mogło mu się udać zabić Elizę. To byłoby znacznie gorsze. – Przymknął oczy głęboko nabierając powietrza. – Bogowie – westchnął – gdzie ona jest? Przez tego kretyna, który strzelał, znów mi uciekła.</p>
<p style="text-align:justify;">Maevis przyjrzał mu się uważnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kim jest ta dziewczyna, że znaczy na tyle dużo, żebyś przyjmował za nią kule? Jesteśmy przyjaciółmi Matthew, pamiętaj o tym – dodał, kiedy zauważył wahanie chłopaka.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki westchnął ponownie, ale zdecydował się odpowiedzieć.</p>
<p style="text-align:justify;">- To Elysoun Maes – powiedział cicho – królewna ze Złotego Dworu, córka Władcy Demonów i moja ukochana. Jest też dzieckiem z proroctwa. Jeżeli będzie trzeba oddam za nią życie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ukochana? – zadrwił mężczyzna. – Ucieka przed tobą ponieważ chcesz ją zmusić do małżeństwa?</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew popatrzył na niego wrogo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jest pod wpływem zaklęcia. Wydaje się, że w ogóle nic nie pamięta.</p>
<p style="text-align:justify;">Maevis nagle jakby sobie coś uświadomił. Zaczął siarczyście kląć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co jest? – zapytał zaniepokojony Szarooki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ten chłopak, którego złapaliśmy… to Chiredan Blair, wyklęty. Grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo.</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew gwałtownie zerwał się z łóżka. Zakręciło mu się w głowie. W barku poczuł rozdzierający ból. Zachwiał się, nie przewrócił się jednak.</p>
<p style="text-align:justify;">- Muszę ją jak najszybciej odnaleźć – syknął.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pomożemy ci – powiedział tamten uspakajająco. – Najpierw jednak myślę, że potrzebujemy jakiegoś czarodzieja, żeby uzdrowił twoje ramię.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Elysoun obudziła się nad ranem bardzo zziębnięta. Przeciągnęła się na sianie i usiadła. Chiredan ciągle spał. Nie była pewna, która jest godzina. Dotknęła zimną ręką policzka chłopaka. Natychmiast otworzył oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Brr, ale jesteś zimna – powiedział ciągle jeszcze zaspanym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">Złapał jej ręce i schował między swoimi. Uśmiechnęła się do niego nieśmiało.</p>
<p style="text-align:justify;">- To może byśmy już tak pojechali? – zaproponowała. -  W dżipie jest ogrzewanie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mam złą wiadomość. Jechać będziemy praktycznie na oparach paliwa. Potrzebujemy stacji benzynowej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Aha – odpowiedziała – jest wiele rzeczy, które by się nam przydały. Jakoś musimy sobie poradzić.</p>
<p style="text-align:justify;">Zwinęli osłaniającą tył samochodu plandekę i zeskoczyli na ziemię. Otworzyli szerokie drzwi szopy. Chiredan wyglądał na bardzo niewyspanego. Naciągnął na siebie prawie suchą, oliwkowozieloną bluzę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jestem głodny – mruknął, kiedy wsiedli do dżipa. – Nie zostało nam już nic z tych jabłek?</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie – odpowiedziała rozbawiona jego tonem. – Niestety wczoraj wszystkie zjedliśmy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Świetnie, dopisz jedzenie do listy naszych potrzeb. Najlepiej jeszcze przed benzyną.</p>
<p style="text-align:justify;">- Już się robi – roześmiała się dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">Odpalił silnik i włączył ogrzewanie. Ruszyli.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Dojechali do Reginy, stolicy prowincji Saskatchewan. Było to piękne, położone nad jeziorem Wascana miasto. Chiredan zaparkował tuż nad wodą. W pobliżu nie kręcili się żadni ludzie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Poczekasz tutaj? – poprosił Elysoun.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy zgodziła się niechętnie zostawił dziewczynę w samochodzie. Wrócił po pół godzinie podjeżdżając na parking nowym Volkswagenem. W stacyjce samochodu tkwiły kluczyki. Wolała nie pytać skąd go wziął. Zauważyła, że chłopak ma na sobie czyste ubranie i ciepłą, wojskową kurtkę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Usiądź z tyłu – powiedział zabierając z dżipa M4. – W torbie masz jakieś ciuchy, będziesz mogła się przebrać. Lepiej się stąd szybko zmyjmy.</p>
<p style="text-align:justify;">Elysoun posłuchała. Kiedy tylko wsiadła do samochodu, Chiredan ruszył. Dziewczyna przeszukała rzeczy. Znalazła długie bojówki w kolorze khaki, szarą koszulkę na ramiączkach i ciepłą, rozpinaną bluzę. Leżała tam też wojskowa kurtka. Wszystkie ubrania były mniej więcej w jej rozmiarze. Przebrała się na tyle sprawnie, na ile pozwoliło jej ograniczone miejsce.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przydałaby się jeszcze jakaś czysta bielizna – stwierdziła.</p>
<p style="text-align:justify;">- Yyy, sorry, nie przyszło mi do głowy – powiedział lekko zakłopotany. – Kupimy na jakiejś stacji.</p>
<p style="text-align:justify;">Zatrzymali się na dużym parkingu kilka kilometrów za miastem. W niewielkim sklepiku kupili potrzebne im rzeczy. Elysoun z przyjemnością odświeżyła się w małej, ale czystej i zadbanej toalecie. Kiedy wróciła do samochodu, Chiredan z apetytem wgryzał się w trójkątną kanapkę. Podał jej kubek z kawą.</p>
<p style="text-align:justify;">- Skąd masz pieniądze? – spytała z ciekawości.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ukradłem – przyznał szczerze. – Razem z samochodem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przecież będzie nas ścigała policja… &#8211; zaniepokoiła się dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niezbyt szybko, o ile w ogóle. Właściciel samochodu nie żyje, trochę czasu minie, zanim znajdą jego ciało.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zabiłeś jakiegoś niewinnego człowieka, żeby zdobyć samochód?! – Elysoun nie mieściło się to w głowie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Albo on, albo my – powiedział rzeczowo chłopak, nie patrząc na nią. – Po za tym nie był taki niewinny. Był handlarzem. W sklepie miał całkiem sporo białego proszku.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jakim znowu sklepie? Może opowiedz wszystko po kolei…</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie ma o czym mówić – stwierdził. – Nie mogłem przecież napaść kogoś na ulicy… Wszedłem do pustego sklepu militarnego. Znałem go z kilku ciekawych historyjek. Zabiłem właściciela, zabrałem mu dokumenty i kluczyki do auta. – Wzruszył ramionami. &#8211; Wziąłem też pieniądze i trochę ubrań. Niestety za mało. Nie starczy nam na drogę.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna jęknęła cicho. Wcale jej się to nie podobało. Ścigający ją Łowcy to jedno, ale morderstwo z zimną krwią to zupełnie inna sprawa. Nie wiedziała, co ma o tym myśleć, ale nie powiedziała nic więcej. Chiredan miał co do jednego rację. Najważniejsze było, żeby przeżyć.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew był w bardzo złym humorze. Co prawda, po ranie od postrzału nie było już najmniejszego śladu, ale stracił przez to ponad dwa dni. Siedział na podłodze drewnianej chaty i drapał śnieżnego wilka za uszami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co Snowy? Tęsknisz za swoją panią prawda? – zwrócił się poufale do zwierzęcia. – Ja też za nią tęsknie – powiedział cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">Przypomniał sobie uśmiech Elizy, kiedy podarował jej psiaka. Była wtedy taka szczęśliwa… Westchnął. To stało się prawie pół roku temu. Tyle wydarzyło się od tamtego czasu…</p>
<p style="text-align:justify;">Jego rozmyślania przerwał Maevis. Wszedł do pokoju z telefonem komórkowym. Podał go opartemu o ścianę Szarookiemu. Chłopak spojrzał na niego pytająco.</p>
<p style="text-align:justify;">- Devor dzwoni, a konkretniej jego dziewczyna. Na twoim miejscu bym odebrał. Nie sądziłem, że kobiety znają takie słowa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cała Wika – westchnął Matthew i przyłożył słuchawkę do ucha.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki uznał, że odszedł już wystarczająco daleko od siedziby Łowców. Przyjaciele Elizy uznali, że dziewczyna będzie uciekała do USA. Prawdopodobnie mieli rację. Zresztą może zacząć od granicy równie dobrze, jak od każdego innego miejsca. Przestało działać zaklęcie rzucone na nich przez elfiego czarodzieja, a to bardzo osłabiło łączącą ich więź. Chłopak potrafił jedynie wyczuć grożące dziewczynie niebezpieczeństwo, ale kiedy królewną nie targały silne emocje, zwyczajnie nie potrafił jej odnaleźć.</p>
<p style="text-align:justify;">Dookoła Matthew zawirowała srebrna mgła. Po chwili, na miejscu chłopaka, stał sporych rozmiarów wędrowny sokół. To była jego ulubiona postać, jaką przyjmował, żeby szybko pokonywać duże odległości. Do walki i polowań jednak zawsze wyruszał jako czarna pantera.</p>
<p style="text-align:justify;">Rozłożył skrzydła i wzbił się w powietrze. Przyjaciele dziewczyny, a od kiedy ich poznał, także i jego przyjaciele, mieli przylecieć jak najszybciej z Polski do Stanów Zjednoczonych. Wiedział, że może na nich polegać. Zrobią wszystko, co w ich mocy, żeby pomóc Elizie.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan dalej nie mógł uwierzyć, że tak zwyczajnie minęli granice. Celnik zapytał czy są Kanadyjczykami, podziękował im za okazanie dokumentów i kazał jechać dalej. Tyle, że oni nie pokazywali żadnych dokumentów… Właściwie to nic mu nie pokazywali. Zastanawiał się jakiej dziwnej sztuczki użyła dziewczyna i nic sensownego nie przychodziło mu do głowy. Była po prostu niesamowita!</p>
<p style="text-align:justify;">- To dokąd teraz? – spytał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Może na początek Melbourne na Florydzie?</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnął się do niej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Właściwie czemu nie… Z Dakoty to tylko jakieś trzy, cztery tysięce kilometrów. Podróż zajmie nam jakiś tydzień. I tak nie mam nic lepszego do roboty.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chiredan… ja mówiłam całkiem poważnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Wzruszył ramionami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ja też. Tylko zatrzymajmy się w Rapid City, to załatwię nam paszporty i prawo jazdy. Nie ufam tej twojej dziwnej sztuczce… myślisz, że zadziałałaby na policjantów?</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie wiem – odpowiedziała szczerze dziewczyna. – Nie byłam nawet pewna czy teraz zadziała.</p>
<p style="text-align:justify;">- W takim razie potrzebne mi też pozwolenie na broń – westchnął. – Pewnie będę musiał pożegnać się z moim M4.</p>
<p style="text-align:justify;">Elysoun uśmiechnęła się rozbawiona tą uwagą i żalem w głosie chłopaka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Trzeba było wstąpić do amerykańskiej armii. Tam takie rozdają każdemu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Myślałem o tym – przyznał szczerze. – Niestety przeszkodę stanowiła moja kryminalna przeszłość – wyszczerzył do dziewczyny zęby w uśmiechu.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Po zmroku zatrzymali się pod lasem, przy sporej stacji benzynowej. Chiredan zasłonił tablice rejestracyjne. Z tylnego siedzenia wyciągnął pustą, czarną torbę, do której schował karabin i kominiarkę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tylko nikogo nie zabijaj tak dla odmiany – jęknęła dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">Spędzili długi dzień kłócąc się o to, jak zdobędą potrzebne im pieniądze. W końcu zwyciężył chłopak, wysuwając argumenty, że w ten sposób będzie najszybciej i najłatwiej, a do tego wbrew pozorom najbezpieczniej. W końcu musiała mu przyznać rację. Uciekali, żeby ratować życie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie martw się. Nie sprawia mi to przyjemności. – Podniósł wzrok znad torby, wbijając w dziewczynę spojrzenie niesamowitych szmaragdowych oczu. – Potrzebujemy tych pieniędzy, wiesz o tym.</p>
<p style="text-align:justify;">- Uważaj na siebie – powiedziała cicho, w duchu przyznając mu rację.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jasne. Schowaj się.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy zniknął położyła się na tylnym siedzeniu. Jej serce przyspieszyło swój rytm. Bała się, że coś pójdzie nie tak. Chiredan był jej jedynym sojusznikiem, gdyby coś mu się stało, nie wiedziałaby co ma ze sobą zrobić. Nawet nie potrafiła prowadzić. Po za tym, wbrew swojemu rozsądkowi, naprawdę zdążyła polubić chłopaka.</p>
<p style="text-align:justify;">Wrócił po kilkunastu wlokących się w nieskończoność minutach. Wypchaną pieniędzmi torbę rzucił na siedzenie pasażera. Ruszył z piskiem opon. Kiedy wyjechali na autostradę, ściągnął z głowy kominiarkę. Dziewczyna usiadła.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wszystko ok.?</p>
<p style="text-align:justify;">- Pewnie, a co miałoby pójść nie tak? – uśmiechnął się do niej wesoło.</p>
<p style="text-align:justify;">- Widzę, że masz wprawę w tego typu rzeczach – westchnęła.</p>
<p style="text-align:justify;">- Owszem, mam – przyznał wcale nie zawstydzony chłopak.</p>
<p style="text-align:justify;">Zatrzymał się na najbliższym zjeździe i odsłonił tablice. Potem ruszyli dalej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chiredan… prowadziłeś cały dzień, może się gdzieś zatrzymamy?</p>
<p style="text-align:justify;">- Jutro, najpierw potrzebne nam są dokumenty – powiedział poważnie. – Do Rapid City już wcale nie tak daleko. Będziemy tam rano. Zjemy coś, załatwimy papiery, a potem znajdziemy za miastem jakiś motel. Może prześpisz się z tyłu? – zaproponował.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze, niech będzie po twojemu – zgodziła się niechętnie dziewczyna z powrotem kładąc się na kanapie.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki leciał walcząc z instynktami drapieżnego ptaka. Bardzo ciężko było mu powstrzymać chęć polowania. W pewnym momencie poczuł falę strachu. Serce podeszło mu do gardła. Wiedział czyje to emocje. Po kilkunastu minutach Eliza się uspokoiła. Odetchnął z ulgą. Co prawda stracił z nią kontakt, ale teraz przynajmniej wiedział, gdzie powinien się kierować. Będzie musiał zadzwonić i poinformować o tym resztę.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Załatwienie dokumentów nie sprawiło Chiredanowi najmniejszych problemów. Czekali na nie około dwóch godzin. W tym czasie spokojnie zjedli i zakupili trochę prowiantu na dalszą drogę. Elysoun uparła się też, żeby kupić jakieś ubrania na zmianę. Chłopak ziewał, wyraźnie wykończony całodobową jazdą.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dziewczyny są dziwne, nie sądzisz? – spytał, kiedy włóczyli się po kwadrans wcześniej otwartym centrum handlowym. &#8211; Bo mi coraz częściej wydaje się, że w ogóle nie znają słowa logika. Po co nam te wszystkie ciuchy?</p>
<p style="text-align:justify;">- Znają – roześmiała się Elysoun. – Tylko w naszym słowniku jest ona tłumaczona bardziej pokrętnie niż u was.</p>
<p style="text-align:justify;">- Akurat.</p>
<p style="text-align:justify;">- Serio, musisz kiedyś tam zajrzeć. Nie przyszło ci do głowy, że na Florydzie będzie odrobinę cieplej niż tutaj?- uśmiechnęła się do niego uroczo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Świetnie &#8211; westchnął. – W takim razie koniecznie musimy kupić mi kąpielówki – stwierdził ironicznie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie ma sprawy – odpowiedziała mu pogodnie.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Trzy godziny później zatrzymali się przed dużym, białym budynkiem hotelu. Chłopak był tak wykończony, że Elysoun namówiła go do zatrzymania się w mieście. Dostali całkiem przyjemnie wyglądający podłużny pokój na czwartym piętrze. Przylegała do niego niewielka, schludnie urządzona łazienka. Chiredan od razu padł na jedno z dwóch szerokich, pokrytych bladoczerwoną narzutą w kwiaty łóżek. Prawie natychmiast zasnął.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna właściwie nie była specjalnie zmęczona, w końcu przespała się kilka godzin w samochodzie. Wzięła długi, gorący prysznic. Potem zastanawiała się czy nie włączyć niewielkiego telewizora, ale ostatecznie zrezygnowała z tego pomysłu. Nie chciała obudzić wykończonego chłopaka. Włożyła na siebie czyste ubranie i wyszła z pokoju, cichutko zamykają za sobą drzwi.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Słońce zbliżało się ku zachodowi. Chiredan obudził się w pierwszej chwili zdezorientowany. Nie wiedział gdzie jest. Potem, zupełnie nagle, przypomniał sobie wszystko. Cała senność natychmiast odpłynęła. Usiadł gwałtownie, szukając wzrokiem dziewczyny. Nie było jej w pokoju. Zaczął się niepokoić. Żałował, że nie kupili telefonów komórkowych.</p>
<p style="text-align:justify;">Zastanawiał się właśnie, czy nie zacząć jej szukać, kiedy drzwi się otworzyły. Do pokoju weszła uśmiechnięta Elysoun. Wykąpana i z rozczesanymi włosami wyglądała zupełnie inaczej. Miała na sobie niebieskie, jasne jeansy i obcisły czarny top. Mimo tego, że był na nią zły, przyglądał jej się oniemiały. Już wcześniej uważał, że była bardzo ładna, ale teraz, uznał ją za prawdziwą piękność. W końcu oprzytomniał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdzie byłaś? – syknął wściekle. – Dlaczego poszłaś sama?</p>
<p style="text-align:justify;">- Zwiedzałam hotel – stwierdziła zaskoczona jego gniewnym tonem. – Nie wzięłam cię ze sobą, ponieważ spałeś.</p>
<p style="text-align:justify;">Podszedł do niej, jeszcze bardziej zły, ponieważ dziewczyna niczego nie rozumiała. Chwycił ją za ramiona i posadził na łóżku. Spojrzał na nią z góry.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czyś ty zwariowała? – warknął. – Nie wiesz jakie to niebezpieczne? Co byś zrobiła, gdyby któryś z nich się tutaj pojawił?</p>
<p style="text-align:justify;">Wzruszyła ramionami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Poradziłabym sobie, tak jak robiłam to do tej pory – odparła lekko zdziwiona. – Po za tym nikogo tu nie spotkałam. Nudziłam się. Niby co miałam zrobić twoim zdaniem?</p>
<p style="text-align:justify;">- Włączyć sobie telewizor, a potem przytulić się do mnie – oznajmił. – Szkoda, że tego nie zrobiłaś. Martwiłem się o ciebie.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna uśmiechnęła się do niego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Najpierw musiałbyś wziąć prysznic – stwierdziła. – Po za tym mają tu basen, wiesz? Kupienie kąpielówek mogło być całkiem niezłym pomysłem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zaraz wrócę – westchnął.</p>
<p style="text-align:justify;">Wygrzebał z torby czyste ubranie i zniknął w drzwiach łazienki.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Elysoun siedziała na łóżku wpatrując się w drzwi łazienki. Zaskoczyło ją stwierdzenie chłopaka, że się o nią martwił. Nie przypominała sobie, żeby ktokolwiek kiedyś się nią przejmował. Dzieciństwo spędziła w Turris Ciconia, pałacu czarodziejek. Kiedy skończyła dwanaście lat musiała zacząć uciekać.</p>
<p style="text-align:justify;">Była dzieckiem driady. Zgodnie z obowiązującymi w jej świecie zasadami, powinna zostać w lesie, wśród nimf. Tak się jednak z jakiegoś powodu nie stało. Nie była jedną z nich, nie mogła z nimi zamieszkać. Jako dziewczynka, nie należała jednak także do ojca. Za namową jej matki i sióstr zaopiekowały się nią czarodziejki z Białego Pałacu. Uczyły ją podstawowej wiedzy o magii i otaczającym je świecie.</p>
<p style="text-align:justify;">Pewnego słonecznego dnia, pod Turris Ciconia przybył oddział wojska. Zażądał wydania im magicznego dziecka. Czarodziejki otworzyły dla niej portal do zewnętrznej krainy, świata zamieszkałego przez ludzi, w którym starożytni czarodzieje ograniczyli możliwość korzystania z magii. Ta mistyczna sztuka, została tu zastąpiona przez technikę. Od tej pory dziewczyna błąkała się między różnymi portalami, przebywając raz w jednym, raz w drugim świecie. Nauczyła się dbać sama o siebie, nikomu nie mogła zaufać. Za wszelką cenę starała się zdobyć wiedzę na temat istot cienia, świata, z którego pochodziła jej matka.</p>
<p style="text-align:justify;">Portale były o tyle dobrze pomyślane, że prowadziły na różne kontynenty i do różnych miast. Zostały zaklęte tak, że przechodząca przez nie osoba, zdobywała całą wiedzę dotyczącą kultury i zwyczajów panujących w danym kraju. Posiadała też zdolność rozmawiania w języku, którym posługiwano się w danym państwie. Elysoun całe swoje życie spędziła uciekając.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Wiedźma uśmiechnęła się zadowolona. Za swoje zbrodnie przeciwko Sojuszowi Zjednoczonych Królestw została zamknięta w wieży Białego Pałacu. Buntownicy zginęli, a ci którzy przeżyli poddali się składając broń. To jednak nie miało znaczenia. Vivien chciała tylko swojej zemsty.</p>
<p style="text-align:justify;">Wkrótce po jej uwięzieniu w wieży, w jej surowym, pozbawionym wszelakich ozdób pokoju zmaterializował się zakapturzony starzec.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ciężko było pokonać ich magiczne bariery – westchnął.</p>
<p style="text-align:justify;">Kobieta przyglądała mu się zdumiona. Nie zdawała sobie sprawy, że posiadał aż tak wielką moc.</p>
<p style="text-align:justify;">- Buntownicy upadli – powiedziała cicho. – W czterech królestwach zapanuje pokój i nic nie możesz z tym zrobić.</p>
<p style="text-align:justify;">- Owszem mogę – uśmiechnął się tajemniczo. – Potrzebuję tylko odrobiny twojej pomocy. Zresztą rebelianci nie mieli dla mnie żadnego znaczenia – roześmiał się chrapliwie. – Od zawszę służę bogini Morrigu, a jej jedynym pragnieniem jest chaos na świecie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak mam ci pomóc i co z tego będę miała? – spytała Vivien rzeczowo.</p>
<p style="text-align:justify;">Znów się roześmiał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Swoją zemstę wiedźmo, swoją cenną zemstę.</p>
<p style="text-align:justify;">Teraz wpatrywała się w wypełnioną wodą misę. Po jej czystej powierzchni przesuwały się obrazy. Widziała cierpienie na twarzy demona i to sprawiało jej radość. Nie sądziła, że ta mała jest taka sprytna. Uciekała im od prawie pół roku, a oni wciąż i wciąż nie mogli jej złapać. Królewna widziała w nich jedynie chcących ją skrzywdzić wrogów. Zabawa dopiero się zacznie, kiedy ją złapią. Chciała, żeby Matthew stracił wszelaką nadzieję.</p>
<p style="text-align:justify;">Wcale nie musiała dużo mieszać, wystarczyło tylko, że usunęła dziewczynie wspomnienia z zewnętrznego świata. Nie pamiętała swojego brata, przyjaciółek, ani tym bardziej demona, w którym się zakochała. Zmienił się też charakter dziewczyny, ponieważ nie miało na niego wpływu wszystko to, co przeżyła mieszkając w zewnętrznym świecie i chodząc do normalnej, ludzkiej szkoły. Vivien była z siebie naprawdę dumna.</p>
<p style="text-align:justify;">Na początku zdenerwowało ją, że do jej planów wtrącił się jakiś dziwny osobnik, ale potem uznała, że to nawet lepiej. Jeżeli coś ich połączy, demon będzie tylko jeszcze bardziej cierpiał.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan stał pod prysznicem. Zamiast ciepłej, odkręcił zimną wodę. Bardzo tego teraz potrzebował. Ta dziewczyna… Jej oczy zniewalały, uśmiech łamał opór, a lekki dotyk jej dłoni dopełniał dzieła zniszczenia. Przymknął oczy. Tak bardzo bał się, że stanie się jej jakaś krzywda. Jeszcze nigdy, w całym jego dwudziestoletnim życiu nie zdarzyło się, żeby się o kogoś naprawdę martwił.</p>
<p style="text-align:justify;">Urodził się w Kanadzie, a przynajmniej tak mu się zdawało, ponieważ tam właśnie trafił do sierocińca. Jako dziecko chorował, więc nie adoptowała go żadna rodzina. Potem tułał się pomiędzy domami dziecka, a rodzinami zastępczymi, jednymi gorszymi od drugich. Miał tego pecha, że nigdy nie trafił na żadnych porządnych ludzi. W końcu miał dosyć bycia bitym i poniżanym. Uciekł. Przyjął go jeden z ulicznych gangów, ale i tam na długo nie zagrzał miejsca. Zaczęli go ścigać tajemniczy mężczyźni, nazywający siebie Łowcami. Usłyszał kiedyś, ze jest wyklętym. Nie miał pojęcia co to oznacza i dlaczego na niego polują. Wiedział tylko jedno &#8211; chcieli go zabić.</p>
<p style="text-align:justify;">Umył się szybko i wyszedł spod prysznica. Wytarł ręcznikiem mokre włosy. Rozpuszczone sięgały mu poniżej łopatek. Zawijały się na nich drobne fale. Nie cierpiał tego. Wciągnął spodnie na ciągle jeszcze wilgotne ciało i wrócił do pokoju. Nie chciał zbyt długo zostawiać Elysoun samej.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna leżała na łóżku. Podparta na łokciu czytała nudnawe kolorowe czasopismo. Podniosła wzrok, kiedy usłyszała, że otwierają się drzwi do łazienki. Zaparło jej dech na widok Chiredana. Wszedł do pokoju jedynie w samych spodniach. Po jego szczupłej budowie ciała, nigdy nie spodziewałaby się, że jest tak dobrze zbudowany. Jasne włosy opadały mu na ramiona, mokrymi kosmykami. Całości dopełniały niesamowite, zielone oczy. Po prostu nie potrafiła powstrzymać uśmiechu, który sam cisnął się jej na usta.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak odwzajemnił uśmiech. Usiadł koło niej na łóżku.</p>
<p style="text-align:justify;">- To jaki mamy plan? – spytała, żeby jakoś zacząć rozmowę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie jestem pewien. Zbliża się dziesiąta. Chyba zostaniemy tu na noc… Pojedziemy dalej rano. W końcu i tak nigdzie nam się nie spieszy.</p>
<p style="text-align:justify;">- No tak, może oprócz tego, że pewnie nas już dawno szukają – odpowiedziała nie mogąc powstrzymać się od ironii w swoim głosie.</p>
<p style="text-align:justify;">Wzruszył ramionami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co za różnica gdzie będziemy? Równie dobrze mogą nas znaleźć tam jak i tutaj. Stokrotko… im nie da się uciec, wiesz o tym prawda? Prędzej czy później będę musiał po prostu zabić, tych którzy nas ścigają i wszystko zacznie się od nowa.</p>
<p style="text-align:justify;">Westchnęła. Postanowiła zmienić temat.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc co będziemy robić? Nie chce mi się jeszcze spać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Prawdę mówiąc nie wiem – położył się przy niej na łóżku. Podparł się na łokciu i patrzył na nią. – Może rzeczywiście szkoda, że nie kupiłem tych kąpielówek. Moglibyśmy popływać.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna położyła głowę na poduszce. Leżała na boku, ciągle odwrócona w stronę chłopaka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Boję się – przyznała cicho. – Uciekam prawie całe życie. Mam już dosyć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie pozwolę im cię skrzywdzić – powiedział chłopak kładąc się tuż przy niej. Mówił z jakąś dziwną determinacją w głosie. – Nigdy na to nie pozwolę.</p>
<p style="text-align:justify;">Wyciągnął rękę i delikatnie odgarnął kosmyk włosów z jej policzka. Zamknęła oczy. Zbliżyła twarz do jego twarzy, usta do jego ust. Pocałował ją. Zachwycona odwzajemniła pocałunek. Miał takie miękkie i ciepłe wargi. Wplótł palce w jej złote włosy. Położyła dłoń na jego nagim, wilgotnym torsie. Drugą ręką przesunęła po jego ramieniu. Przyciągnął ją do siebie mocnym, stanowczym gestem. Poczuła się cudownie w jego ramionach.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Elysoun obudziła się wtulona w ramiona Chiredana. Chłopak nie spał. Wpatrywał się w nią oczarowany.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dzień dobry – uśmiechnęła się do niego. – Czemu tak na mnie patrzysz?</p>
<p style="text-align:justify;">- Jesteś piękna – powiedział cicho. &#8211; Znasz historię o kwiecie paproci? – spytał. Niepewnie skinęła głową. – Legenda głosi, że ten kwiat jest najpiękniejszy i że nikt go nie dotknie. Ja myślę, że tych kwiatów musiałoby być kilka milionów, żeby dorównać tobie.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna poczuła motyle w brzuchu. Nie wiedziała co odpowiedzieć. Pocałowała go delikatnie. Zamruczał cicho i odwzajemnił pocałunek. W tym momencie wszystkie problemy przestały mieć dla niej jakiekolwiek znaczenie.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Mimo ambitnych planów wyjechać udało im się dopiero koło południa. Chiredan był w doskonałym humorze. Co chwila zerkał na siedzącą obok siebie dziewczynę. Nie mógł uwierzyć w to, że odwzajemniała jego uczucia. Właściwie to najchętniej nie wypuszczałby jej z objęć. Trudność sprawiało mu skupienie się na drodze, ponieważ wszystkie jego myśli wirowały tylko wokół niej.</p>
<p style="text-align:justify;">Przyjaciele Elizy przylecieli do Stanów Zjednoczonych pierwszym możliwym samolotem. Sylwia nalegała na to, żeby udali się na Florydę, zamiast do jakiegoś stanu położonego przy granicy z Kanadą, twierdząc, że Eliza zawsze chciała tam pojechać. Była pewna, że dziewczyna wybierze jakieś ciepłe miejsce, bo to właśnie najbardziej lubiła.</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew spędził w powietrzu kolejny dzień. Co jakiś czas wyczuwał silniejsze emocje królewny, więc mniej więcej wiedział gdzie powinien się kierować. W jej uczuciach nie było strachu, mimo to czuł się coraz bardziej zaniepokojony.</p>
<p style="text-align:justify;">Vivien była wniebowzięta. Jej cudowny plan działał lepiej niż przypuszczała. Martwiło ją tylko to, że Kendon, starzec z którym współpracowała, służy bogini chaosu, Morrigu. Wiedziała, jaką trzeba płacić cenę za boską pomoc.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Szczelnie otulony płaszczem starzec wszedł do sporego, wysokiego pomieszczenia z ozdobionymi kolorowymi witrażami, dużymi oknami. Wszystkie przedstawiały sceny walk. Ruszył szerokim przejściem między kolumnami. Padł na kolana przed wysokim, czarnym tronem, czołem dotykając marmurowej posadzki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pani, wzywałaś mnie – powiedział z pokorą w głosie.</p>
<p style="text-align:justify;">Z tronu wstała niesamowitej urody kobieta. Miała czarne, sięgające pasa, proste włosy i mlecznobiałą skórę. Ubrana była w przepiękną, jedwabną, czerwoną suknię. Jej szyję i nadgarstki zdobiła delikatna, złota biżuteria.</p>
<p style="text-align:justify;">- Coś ty zrobił kretynie?! – wrzasnęła, a jej głos był jak huragan. Wstrząsnął całym pomieszczeniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pani… &#8211; pisnął – ja…</p>
<p style="text-align:justify;">- Doprowadziłeś nic nie warty idioto do spełnienia się proroctwa! – warknęła. – Popchnąłeś ją prosto w ramiona najmłodszego syna z Silva Magna. Teraz nie jest mi już do niczego potrzebna żywa. Musisz ją zabić. Wynoś się! – wrzasnęła, a fala mocy podniosła mężczyznę z ziemi i cisnęła nim o najbliższą kolumnę jak szmacianą lalką.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Podróż na Florydę zajęła im ponad trzy tygodnie. Postanowili sobie zwiedzić Stany Zjednoczone. Mimo grożącego im niebezpieczeństwa po drodze świetnie się bawili. Zatrzymywali się tam, gdzie mieli ochotę, spali w wygodnych zajazdach i po prostu czuli, że żyją. Z każdą chwilą coraz bardziej pragnęli swojego towarzystwa.</p>
<p style="text-align:justify;">Mimo panującej zimy, na Florydzie było ponad piętnaście stopni. Nie była to pogoda na paradowanie po plaży w kostiumie kąpielowym, ale też nareszcie Elysoun przestała marznąć. Nienawidziła zimy. Po drodze zmienili zdanie co do miejsca docelowego swojej podróży. Uznali, że skoro i tak nie mają gdzie się wybrać, równie dobrze mogą zrobić sobie wakacje. Skręcili na wschodnie wybrzeże i zatrzymali się w małej, urokliwej miejscowości Lauderdale. Było to typowo turystyczne miasteczko. Taka miejscowość wypoczynkowa dla spragnionych słońca, plaży i widoków tropikalnej roślinności wczasowiczów. Było tam bezpiecznie i spokojnie, a wszystko czego potrzebowali znajdowało się w niewielkim dystansie pieszych spacerów.</p>
<p style="text-align:justify;">Zatrzymali się w przyjemnym, ładnie urządzonym pensjonacie. Znajdował się tam niewielki, wyrafinowany, tropikalny ogród, będący namiastką ogrodu botanicznego. Hotel miał też swój własny zewnętrzny basen, który zdobiły artystyczne aranżacje muszli i korali. Piękna piaszczysta plaża znajdowała się dosłownie kilka kroków od pensjonatu.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy weszli do przytulnie urządzonego, pomalowanego na biało pokoju, Chiredan rzucił na ziemię torbę i usiadł na szerokim, nakrytym jasną kapą łóżku. Przyciągnął do siebie dziewczynę. Roześmiała się siadając mu na kolanach. Objął jej plecy ramionami, a potem namiętnie pocałował. Przewróciła go na miękką pościel, a sama usiadła na nim okrakiem. Jej długie włosy musnęły twarz chłopaka, kiedy się nad nim pochyliła. Zaśmiał się. Zrzucił ją z siebie, przewracając na plecy i zaczął łaskotać. Zwinęła się w kłębek śmiejąc niepohamowanie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przestań – wydusiła z siebie walcząc z nadpływającymi salwami śmiechu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Taak? – zapytał – a co będę z tego miał?</p>
<p style="text-align:justify;">- Zrobię co zechcesz, tylko już przestań – udało jej się z trudem powiedzieć.</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan przestał ją łaskotać i pochylił się nad nią, całując delikatnie jej usta.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze – wyszeptał jej do ucha – w takim razie kupimy ci spódniczkę z trawy. Widziałem takie w sklepie z pamiątkami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jesteś niemożliwy – roześmiała się dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Devor siedział w miękkim fotelu trzymając na kolanach Wikę. Sylwia przycupnęła obok na rzeźbionym, drewnianym krześle. Na monitorze komputera oglądali film z zainstalowanej w hotelowym pokoju mini kamery.</p>
<p style="text-align:justify;">- No to mamy problem – powiedziała zmartwionym głosem ruda czarownica.</p>
<p style="text-align:justify;">- Aha i to poważniejszy niż nam się wydawało – przyznała siedząca na kolanach Łowcy długonoga blondynka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tylko przypadkiem mu o tym nie mówcie. Już i tak ma dosyć zmartwień – westchnął smętnie mężczyzna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdzie by nie była, zawsze przygrucha sobie jakieś ciacho – powiedziała cicho Wika, jednocześnie z podziwem i przyganą w głosie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cała ona – uśmiechnęła się Sylwia, jak zwykle próbując rozładować atmosferę. – Mogłaby kiedyś zostawić jakiegoś dla mnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ten tu jest całkiem, całkiem – przyznała blondynka. – Niezły przystojniak z niego. I jaki ma kształtny tyłeczek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ej! – jęknął ostentacyjnie Devor – mówisz to siedząc swojemu mężczyźnie na kolanach!</p>
<p style="text-align:justify;">Wika roześmiała się wesoło i bez najmniejszego śladu zawstydzenia pocałowała Łowcę w usta.</p>
<p style="text-align:justify;">Od kilku dni zajmowali Penthouse w pięciogwiazdkowym hotelu na wschodnim wybrzeżu Florydy. Sylwia miała rację co do miejsca pobytu przyjaciółki. Zarówno Devor jak i ona odnowili swoje policyjne kontakty i szybko wyśledzili różnego rodzaju dziwne wydarzenia po drodze z Kanady na Florydę. Mocno zaskoczył ich napad na stację benzynową w Północnej Dakocie, ale wszystko zgadzało się z opisem. Wcześniej wyśledzili też ukradzionego Maevisowi i jego Łowcą dżipa. Poznali również dokładny rysopis Chiredana Blair.</p>
<p style="text-align:justify;">Osobiście znaleźli ich dopiero kiedy mijali jezioro Okeechobee. Potem śledzenie uciekającej pary nie stanowiło już żadnego problemu. Dziewczyny były jednak bardzo zaskoczone, że Eliza zatrzymała się w tak małym miasteczku jak Lauderdale By The Sea, zamiast na przykład w Miami.</p>
<p style="text-align:justify;">Przyjaciele doskonale wiedzieli jak niebezpieczny może okazać się Chiredan, dlatego ograniczyli się na razie do śledzenia ich oraz zainstalowania w wynajętym pokoju kamer. Kiedy Łowca pokazał odznakę FBI, właściciele niewielkiego pensjonatu okazali się bardzo chętnymi do współpracy, chcącymi przeżyć niezapomnianą przygodę, ludźmi. Wika i Sylwia bez problemu mogły śledzić Elizę, w końcu dziewczyna nie zdawała sobie sprawy, że kiedykolwiek je poznała.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Dla Matthew był to bardzo smutny dzień. Minęło dokładnie pół roku od kiedy Eliza zaczęła przed nim uciekać. Spędzili wspólnie prawie rok. Przez większość czasu mieszkali w nadmorskiej willi Devora w Gdańsku. Królewna kończyła studia dziennikarskie, a on sam podjął pracę ochroniarza. Malutką wróżkę, którą od normalnej pięciolatki wyróżniał jedynie cięty humor, traktowali jakby była ich własną córką. Posłana do przedszkola Myo idealnie odnalazła się w towarzystwie innych dzieci. Od czasu do czasu odwiedzali także Zaginione Królestwo, gdzie prędzej czy później planowali zamieszkać na stałe.</p>
<p style="text-align:justify;">Pewnego ponurego poranka obudził się z paskudnym przeczuciem, że coś jest nie tak. Spanikowany rzucił się na poszukiwanie królewny, kiedy zdał sobie sprawę, że zniknęła łącząca ich więź. Potem poczuł jej strach. Zorientował się, że jego ukochana jest w jakimś bardzo odległym miejscu. Po długim poszukiwaniu odnalazł ją na wybrzeżu Irlandii. Nie poznała go, uciekała przed nim. Kiedy na niego patrzyła, w jej oczach widział tylko strach.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki był załamany, pierwszy raz w życiu nie miał pojęcia co robić. Zwrócił się o pomoc do Devora i przyjaciółek Elizy, a oni w całą sprawę wciągnęli Łowców, ze względów politycznych, nie zdradzając im jednak tożsamości dziewczyny. O całej dziwnej sprawie dowiedział się także Leldorin, elf z Wielkiego Lasu i jeden z najwybitniejszych żyjących czarodziei. Razem z Sylwią odkryli rzucone na królewnę zaklęcie. Nie potrafili jednak zdjąć z niej uroku. Była to misternie tkana sieć o niesamowitej mocy, nad którą pracować musiało wiele obdarzonych potężną magią istot. Urok nie pozbawił dziewczyny pamięci, a jedynie wymazał z niej wszystkie wspomnienia dotyczące zewnętrznego świata ludzi. Nie zdawała sobie sprawy z istnienia swojego domu, szkoły, przyjaciółek i brata. Nie pamiętała żadnych związanych z zewnętrznym światem wydarzeń.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew siedział na schodach Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku. Pokrążony był w ponurych myślach. Zgubił ślad królewny mniej więcej w Missouri. Zastanawiał się, czemu zniknęła łącząca ich magiczna więź. Sylwia próbowała mu wytłumaczyć, że rytuał, który przeprowadził dla nich czarodziej Leldorin, był świadomym wyborem, przysięgą podlegającą prawom magii, a nie niezależnym zaklęciem. Kiedy więc Eliza straciła wszystkie wspomnienia dotyczące zewnętrznego świata, stało się tak, jakby nigdy świadomie przysięgi nie składała. Nie mogła przecież brać udziału w czymś, z czego istnienia nie zdawała sobie nawet sprawy. Tak więc rytuał po prostu przestał obowiązywać. Szarooki tego nie rozumiał. Właściwie to już niczego nie rozumiał. Chciał tylko odzyskać Elizę.</p>
<p style="text-align:justify;">W pewnym momencie usłyszał muzykę, którą ustawił jako dźwięk dzwonka w telefonie. Wyciągnął z kieszeni komórkę i ze smętnym westchnieniem odebrał połączenie od Sylwii.</p>
<p style="text-align:justify;">- Znaleźliśmy ją – powiedziała czarownica, starając się wykrzesać z siebie chociaż odrobinę zwykłego u niej entuzjazmu.</p>
<p style="text-align:justify;">Po tym co widziała nie potrafiła się jednak na to zdobyć, rozmawiając z Matthew.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdzie jesteście? – spytał chłopak, który był zbyt zaaferowany tym co usłyszał, żeby zwrócić uwagę na ton dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">Zalała go nowa fala nadziei na odzyskanie ukochanej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Na Florydzie, w niewielkim miasteczku Lauderdale By The Sea, tuż przy Fort Lauderdale. Ile czasu zajmie ci dotarcie do nas?</p>
<p style="text-align:justify;">- Będę tam jeszcze dzisiaj – powiedział rozłączając się.</p>
<p style="text-align:justify;">Schował telefon do kieszeni i nie zwracając uwagi na to, że ulicą chodzą ludzie rozpoczął przemianę. Chwilę później leciał wysoko pod chmurami kierując się w stronę wschodniego wybrzeża Florydy.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Elysoun siedziała roześmiana na ławce przy drewnianym stoliku. Chiredan delikatnie dotknął jej dłoni. Włożyła mu do buzi kolejną frytkę. Znajdowali się w położonym przy plaży, niewielkim barze. Czekali na zamówione long drinki. Po pewnym czasie podeszła do nich kelnerka niosąc na tacy kolorowe napoje z parasolkami. Dziewczyna była uroczą drobną istotą o jasnych, zielonych oczach i burzy rudych loków. Chłopak obejrzał się za nią kiedy odchodziła.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ej! – Elysoun kopnęła go pod stołem.</p>
<p style="text-align:justify;">- No co ? – uśmiechnął się do niej. – Ładna była.</p>
<p style="text-align:justify;">- I co z tego? Czy to powód, żeby się na nią gapić?</p>
<p style="text-align:justify;">- Jesteś zazdrosna? – wyszczerzył do niej białe zęby.</p>
<p style="text-align:justify;">- A jeżeli tak, to co?</p>
<p style="text-align:justify;">Roześmiał się obejmując towarzyszkę ramieniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie masz o co – powiedział cicho, całując ją tuż przy uchu. – Nie istnieje piękniejsza dziewczyna od ciebie Stokrotko.</p>
<p style="text-align:justify;">Mruknęła usatysfakcjonowana kładąc mu głowę na ramieniu. Zjedli do końca frytki, wypili otrzymane drinki i trzymając się za ręce wybrali na romantyczny spacer po plaży.</p>
<p style="text-align:justify;">W pewnym momencie Elysoun poczuła, że kręci jej się w głowie. Potem przed oczami zobaczyła jasne światło. Osunęła się bezwładnie w ramiona Chiredana.</p>
<p style="text-align:justify;">- Stokroto, co ci jest? – spytał spanikowany, delikatnie potrząsając ją za ramiona.</p>
<p style="text-align:justify;">Po chwili jednak chłopak także przewrócił się na piasek, nie wypuszczając jednak dziewczyny z objęć.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan ocknął się z mocnym bólem głowy. Zdał sobie sprawę, że jest związany. Leżał na dywanie w jakimś pokoju. Otworzył oczy i rozejrzał się po pomieszczeniu. Wyglądało na drogi, hotelowy apartament. Nagle zaczęły do niego docierać także dźwięki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co z nim zrobimy? – usłyszał kobiecy głos.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cholera wie, ale zabrałabym go sprzed oczu Matthew, zanim tu dotrze, bo może się zrobić nieprzyjemnie – odpowiedziała druga dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzał w stronę skąd docierały głosy. Przy dużym, balkonowym oknie stały dwie dziewczyny. Jedna była smukłą, przypominającą modelkę blondynką, w drugiej rozpoznał uroczą, rudą kelnerkę z baru. Musiała im coś dosypać do napojów. Przeklął się w duchu za nieostrożność. Rozejrzał się po pokoju szukając Elysoun, nigdzie jej jednak nie było.</p>
<p style="text-align:justify;">- O, obudził się wreszcie – powiedziała blondynka przyglądając mu się uważnie. – Słuchaj przystojniaku – zwróciła się bezpośrednio do niego. – Jeżeli nie będziesz sprawiał problemów, to nic ci nie zrobimy. Zależy nam tylko na naszej przyjaciółce.</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan zmierzył ją groźnym wzrokiem. Opanował się jednak. Musiał dowiedzieć się, co stało się Stokrotce.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdzie jest moja towarzyszka? – spytał. – Nic jej nie jest?</p>
<p style="text-align:justify;">Ruda pokręciła głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeszcze śpi. Jest w sypialni, razem ze swoim bratem. Chcemy jej pomóc, nie zamierzamy jej skrzywdzić.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc nas wypuście, skoro nie chcecie jej zaszkodzić – syknął. – Nie zdajecie sobie nawet sprawy, jakie grozi nam niebezpieczeństwo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jedynym niebezpieczeństwem jesteś w tym wszystkim ty – oznajmiła spokojnym głosem blondynka.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Devor siedział wygodnie rozparty w wysokim fotelu. Przyglądał się śpiącej dziewczynie. Nie mógł zrozumieć czemu to właśnie w ich życiu co chwila coś się plącze. Obudziła się i rozejrzała po pokoju zaspanym wzrokiem. Jej spojrzenie zatrzymało się na nim. Zobaczył, że zesztywniała. Nie wydała z siebie nawet najcichszego dźwięku. W jej oczach widział strach. Nie poznawał królewny. Była zupełnie inna od tej odważnej, wygadanej dziewczyny, którą spotkał półtora roku wcześniej. Najwyraźniej wspomnienia ze świata ludzi miały duży wpływ na jej psychikę i charakter. Teraz wyglądała na zdeterminowane, ale jednocześnie ciche i spłoszone stworzenie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cześć – odezwał się do niej najspokojniej jak potrafił. – Nic ci nie jest?</p>
<p style="text-align:justify;">Niepewnie pokręciła głową. Milczała. Łowca stwierdził, że to po prostu coś niesamowitego. Kiedy schwytał ją po raz pierwszy od razu się z nim pokłóciła, potem go okradła i uciekła. Teraz bała się wydusić z siebie choćby jedno słowo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdzie jest Chiredan? – odważyła się w końcu zapytać. – Co mu zrobiliście?</p>
<p style="text-align:justify;">Devor wstał z fotela. Podszedł do niej. Natychmiast zerwała się z pościeli i odsunęła w róg łóżka. Westchnął.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nic mu nie jest. Dziewczyny pilnują go w drugim pokoju.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie wierzyła mu. Widział to w jej oczach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeżeli chcesz, sama możesz sprawdzić – powiedział cicho. – Tylko musisz mi pozwolić do siebie podejść, bo nie sądzę, żebyś dała radę wstać o własnych siłach. Po ziołach, które podała ci Sylwia, będzie ci się jeszcze przez jakiś czas kręciło w głowie.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki wylądował na balkonie. Na powrót przyjął swoją ludzką postać. Wpadł do pokoju hotelowego jak burza. Rozejrzał się po apartamencie. Obrzucił Sylwię i Wikę groźnym spojrzeniem, nie chciał, żeby się wtrącały. Podszedł bezpośrednio do osłabionego trucizną czarownicy, związanego Chiredana. Podniósł go do góry i rzucił nim o ścianę. Roznosiła go wściekłość. Podszedł do niego. Zamierzał go uderzyć. Dopiero wtedy zauważył stojącą w drzwiach pokoju złotowłosą dziewczynę. Patrzyła na niego szeroko otwartymi chabrowymi oczami. W jej spojrzeniu czaił się strach. Rzuciła się przez pokój. Uklęknęła na dywanie zasłaniając sobą leżącego na podłodze chłopaka. Spojrzała Matthew prosto w oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie, błagam – wyszeptała rozpaczliwie.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki oprzytomniał. Jego złość odpłynęła. Zastąpiły ją silniejsze niż kiedykolwiek dotąd żal i gorycz. Devor podszedł do niego. Położył mu rękę na ramieniu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zostaw go – powiedział cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niby dlaczego? – syknął. – To przecież wyklęty.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chciałabym ci przypomnieć, że ty jesteś demonem – powiedziała Sylwia podchodząc do niego.</p>
<p style="text-align:justify;">- To co innego – warknął do niej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, a niby jaka to różnica? – spytała z nutka drwiny w głosie. &#8211; Skąd wiesz, że o nich nie krążą takie same brednie jak o tobie?</p>
<p style="text-align:justify;">Obrzucił ją wściekłym spojrzeniem, ale potem jego uwagę przyciągnęła Eliza. Kiedy się odezwała wszyscy spojrzeli bezpośrednio na nią.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wyklęty? – zapytała cicho dziewczyna. – Więc to dlatego go ścigacie?</p>
<p style="text-align:justify;">- To nie my go ścigamy – burknęła Wika. – Nam chodzi tylko o ciebie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ale masz rację – dodał Devor. – To dlatego Łowcy go ścigają. Prawdopodobnie chcą go zabić z tego powodu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Świetnie – mruknął słabym głosem leżący na podłodze, poobijany Chiredan. – To może do cholery ktoś mi wreszcie wytłumaczy co to słowo właściwie oznacza.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Elysoun odwróciła się słysząc głos leżącego na podłodze chłopaka. Delikatnie dotknęła jego policzka. Odgarnęła mu włosy z twarzy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nic ci nie jest? – spytała ignorując pytanie, które zadał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Na razie jakoś jeszcze żyję – uśmiechnął się do niej blado.</p>
<p style="text-align:justify;">Czyjaś silna ręka odciągnęło ją do tyłu. Próbowała się wyrwać, bezskutecznie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Trzymajcie ją od niego z daleka – warknął Szarooki popychając ją niezbyt mocno w stronę stojących obok dziewczyn. – Uciekli Łowcom. Nie chcę, żeby znowu nam zwiali.</p>
<p style="text-align:justify;">Wika chwyciła królewnę za ramię i posadziła na szerokiej kanapie. Devor podszedł do Chiredana i uwolnił mu nogi. Potem pomógł chłopakowi usiąść, jednak ręce zostawił mu skrępowane za plecami. Matthew stanął oparty o ścianę przy drzwiach na korytarz. Sylwia przycupnęła na niskiej, miękkiej pufie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze – powiedziała blondynka – zaczniemy od początku.</p>
<p style="text-align:justify;">- Po pierwsze Chiredanie Blair – odezwał się do chłopaka Devor &#8211; jesteś wyklętym i nic na to nie poradzisz. To oznacza wyrok śmierci. Wyklęty to dziecko spłodzone podstępem, przy użyciu magii. Twoja matka była wiedźmą, prawdopodobnie wysnutą z wszelkiej moralności, skoro użyła tego typu podstępu… &#8211; chłopak szarpnął się wściekle na te słowa obrzucając Łowcę nienawistnym spojrzeniem, tamten jednak kontynuował bezlitośnie. &#8211; Uwiodła przy pomocy zaklęć twojego ojca i spłodzili ciebie. Z pewnością musiała mieć w tym jakiś cel, którego niestety nie znamy. Skoro jednak tak zawzięcie szukają cię Łowcy, oznacza to, że twój ojciec jest kimś wysoko postawionym i stanowisz dla niego poważny problem. – Spojrzał chłopakowi w oczy. – Takie dzieci rodzą się złe. To socjopaci. Nie mają sumienia. Kiedy dorastają, ich jedynymi celami są własne dobro i chaos.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wyście wszyscy powariowali – syknął Chiredan. – Jaka do cholery wiedźma? Czy wy jesteście jakąś sektą? Wypuśćcie nas!</p>
<p style="text-align:justify;">- Matthew, szybciej będzie jak mu pokażesz – stwierdziła Sylwia, patrząc na Szarookiego. – On chyba nie zdaje sobie sprawy z istnienia magii…</p>
<p style="text-align:justify;">Mężczyzna westchnął, ale spokojnym krokiem wyszedł na środek pokoju. Dookoła niego zawirowała srebrna mgła. Na miejscu Szarookiego pojawiła się wspaniała, czarna pantera. Chiredan rozszerzył ze zdumienia szmaragdowe oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co to za sztuczka? -  spytał drżącym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">Pantera przykucnęła i skoczyła. Przewróciła chłopaka na ziemię. Warknęła na niego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Teraz już wierzysz? – spytał cicho Devor.</p>
<p style="text-align:justify;">Drapieżny kot odsunął się od niego. Srebrna mgła zawirowała w pokoju, a na miejscu zwierzęcia znowu stał Szarooki. Chiredan z trudem przełknął ślinę. Spojrzał pytająco na Elysoun.</p>
<p style="text-align:justify;">- Oni mówią prawdę – przyznała cicho – to znaczy magia istnieje, a ty jesteś wyklętym. Cały czas widziałam w tobie coś innego… nie wiedziałam tylko co to… Nie mają jednak racji co do wszystkiego. Ty nie jesteś zły.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak spuścił wzrok. Patrzył teraz w podłogę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Świetnie – ucieszyła się Wika – skoro już to załatwiliśmy, to przejdźmy do ciebie – uśmiechnęła się poufale do królewny. – Masz na imię Eliza. Jesteś córką driady, wnuczką króla Ardaniena…</p>
<p style="text-align:justify;">- Wiem kim jestem – weszła jej w słowo dziewczyna. – I mam na imię Elysoun, nie Eliza. Czego ode mnie chcecie?</p>
<p style="text-align:justify;">- Mi pozwól – wtrąciła się Sylwia przesiadając się z pufy na kanapę. Uśmiechnęła się do królewny przyjaźnie. – Masz na imię Elysoun, ale byłyśmy przyjaciółkami, w tym świecie używałaś imienia Eliza, a my mówiłyśmy do ciebie Liska.</p>
<p style="text-align:justify;">- Liska? – dziewczyna obrzuciła ją nieufnym spojrzeniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Aha – przytaknęła – wymyślił to mój młodszy brat Kamil, jest zmiennokształtnym. – Ja mam na imię Sylwia i jestem czarownicą, ta blondynka to Wika, lubi się bić. Ćwiczyła karate i aikido. Ten postawny blondyn – kontynuowała – to twój starszy brat, chłopak Wiki. Ma na imię Devor. – Eliza spojrzała niedowierzająco przyglądając się przystojnemu mężczyźnie. – A tamten przystojniak, to Matthew, jest demonem i twoim…</p>
<p style="text-align:justify;">- Przyjacielem – wszedł jej w słowo Szarooki, patrząc groźnie na rudą czarownicę. – Byłem też twoim strażnikiem, ale zaklęcie które rzucono na ciebie, żebyś straciła pamięć przerwało łączącą nas więź.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie przerwało – wtrąciła Sylwia – tylko unieważniło.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co za różnica – westchnął. – Ważne, że zniknęła. Mimo to dalej mam zamiar cię pilnować.</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna rozejrzała się po zebranych w pokoju osobach. Jej wzrok spoczął na Chiredanie. Chłopak wyraźnie miał kłopoty ze strawieniem zasłyszanych informacji.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeżeli, tak jak twierdzicie, jesteście moimi przyjaciółmi – odezwała się cicho – to nas wypuśćcie… albo przynajmniej pozwólcie odejść jemu…</p>
<p style="text-align:justify;">- Pewnie – roześmiał się Szarooki. – Wypuścimy go, a potem wróci do nas z kałasznikowem? Jeszcze jakieś życzenia?</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie martw się – odezwała się Sylwia – nikt go nie skrzywdzi.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mów za siebie – sprostował Devor. – Mam obowiązek oddać go Łowcom. Ciebie też nie możemy wypuścić. – Zwrócił się do Elysoun. &#8211; Grozi ci niebezpieczeństwo, zwłaszcza w jego towarzystwie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nikomu go nie oddasz – powiedział cicho Szarooki. Jego ton był chłodny i stanowczy. – Nie jesteś już Łowcom. Zostałeś królem, pamiętasz? Ten chłopak to nie twoja sprawa. Zresztą najwyraźniej Eliza mu ufa, a ja ufam jej. Zapomniałeś już, że widzi aury? Gdyby miał złe zamiary już dawno by to wyczuła. – Spojrzał uważnie na dziewczynę. – Tak długo, jak długo nie będziecie próbowali się z nami bawić, twój przyjaciel może zostać tutaj. Nic mu z naszej strony nie grozi. Tobie też nie, ale gwarantuje ci, ze zostaniesz z nami, nawet jeżeli będziemy musieli cię trzymać związaną w piwnicy. Czy będzie przyjemnie czy nie, zależy tylko i wyłącznie od ciebie.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan siedział na dywanie opierając się plecami o ścianę. Krępujące go więzy boleśnie wpijały mu się w nadgarstki, nie były jednak tak mocno zaciśnięte jak przez Łowców. Kiedy tylko zostawili Elysoun w spokoju, ta natychmiast podeszła do niego. Uklęknęła przy nim.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wszystko w porządku? – spytała cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">Wika, Sylwia i Devor przenieśli się dyskutować do drugiego pokoju, Szarooki jednak nadal znajdował się przy drzwiach. Dziewczyna nie wiedziała co o nim myśleć, ale to właśnie on powiedział, że nie skrzywdzą Chiredana. Po za tym to, że był demonem najwyraźniej dla całej reszty nie miało najmniejszego znaczenia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Trochę za dużo rewelacji jak na jeden dzień – uśmiechnął się smutno. – Sam już nie wiem co mam myśleć i w co wierzyć. Ty też jesteś czarodziejką? – spytał.</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnęła się do niego ciepło.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie, ja po prostu jestem córką leśnej nimfy. To nie naturalne w ich świecie, tak samo jak twoje pochodzenie. Wydaje mi się, że ich nienawiść wiąże się z czymś takim, jak tutaj rasizm – wyznała szczerze. – Czasami potrafię coś zrobić, jak ta sztuczka z celnikiem, ale nie zawsze świadome działania mi się udają.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ufasz im Stokrotko? – spytał cicho, mając na myśli osoby podające się za jej przyjaciół.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie wiem &#8211; powiedziała szczerze. – W każdym razie jeszcze nas nie zabili, a to już coś.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki siedział pod drzwiami. Jego twarz była nic nie wyrażającą maską, w środku jednak targała nim burza uczuć. Cholernie nie podobał mu się sposób w jaki Eliza patrzyła na Chiredana, ale wiedział, że w tym momencie nic nie może zrobić. Jedynym sposobem na zdobycie zaufania dziewczyny, było chronienie chłopaka.</p>
<p style="text-align:justify;">Wstał z podłogi i podszedł do nich niechętnie. Dziewczyna spojrzała na niego spłoszonym, sarnim wzrokiem. Chiredan miał zrezygnowaną minę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Rozwiążę cię – powiedział do niego Matthew – ale jeżeli czegoś spróbujesz, będziesz tego później gorzko żałował.</p>
<p style="text-align:justify;">Wyciągnął zza pasa nóż i przeciął więzy na nadgarstkach chłopaka. Tamten natychmiast się na niego rzucił. Było widać, że potrafi walczyć. Szarooki prychnął. Udało mu się znaleźć łatwy sposób, żeby chociaż częściowo móc rozładować swój gniew, jednocześnie nie zrażając do siebie bardziej Elizy.</p>
<p style="text-align:justify;">Chwycił chłopaka za ramię, wykręcając mu rękę do tyłu. Unieruchomił go bez problemu. Potem uderzył go w brzuch. Miał ochotę mu porządnie przyłożyć. Spojrzał w przerażone oczy królewny. Zobaczył jak się skuliła. Puścił Chiredana.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie wiem czy słyszałeś – powiedział cicho, ponurym głosem. – Jestem demonem, a to znaczy, że jestem od ciebie znacznie silniejszy. W uczciwej walce nie masz ze mną najmniejszych szans.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan czuł się zagubiony. Nigdy jeszcze nie był w tak dziwacznej i zagmatwanej sytuacji. Przywykł do tego, że jego wrogowie są śmiertelnie niebezpieczni, ale zazwyczaj przynajmniej byli ludźmi. Pewien był tylko jednej rzeczy. Nie ważne, kim ona była… wiedźmą, wilkołakiem, wampirem, driadą czy czymkolwiek innym. Nikomu nie pozwoli jej skrzywdzić.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy tylko demon wrócił na miejsce przy drzwiach, przysunął się do dziewczyny. Objął ją ramieniem. Wtuliła się w niego ufnie. Drżała.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie bój się – wyszeptał. – Wszystko będzie dobrze. Jakoś sobie poradzimy.</p>
<p style="text-align:justify;">Do pokoju wrócili pozostali. Devor wyglądał na zrezygnowanego. Usiadł na kanapie. Idąca za nim Wika wtuliła się w ramię Łowcy. Mężczyzna popatrzył na Elizę i Chiredana.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czemu go rozwiązałeś? – syknął do Szarookiego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Bo to i tak nie ma znaczenia – wzruszył ramionami chłopak. – Nie ma z nami szans i musi to zrozumieć. Chcę, żeby wiedział, że lepiej od niego ochronimy Elizę.</p>
<p style="text-align:justify;">Sylwia podeszła do siedzącej na podłodze królewny. Ukucnęła przy niej. Elysoun popatrzyła na nią nieufnie i tylko bardziej wtuliła się w Chiredana.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chodź ze mną – powiedziała łagodnie ruda czarownica. – Umyjesz się i przebierzesz. Potem będziesz mogła coś zjeść i się przespać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Idź z nią – szepnął do dziewczyny Chiredan.</p>
<p style="text-align:justify;">Niechętnie wstała i poszła za Sylwią. Wika zadzwoniła do recepcji zamawiając dla nich kolację. Chiredan poczuł się okropnie głodny. Był ciekaw czy jego też nakarmią. Zdziwił się, kiedy dziewczyna postawiła przed nim wypełniony po brzegi talerz. Uważali go za śmiertelnie niebezpieczną osobę, był ich więźniem, a jednocześnie nie traktowali go jak jeńca. Nawet jeżeli mówili prawdę i rzeczywiście byli przyjaciółmi jego Stokrotki, to i tak nie miał pojęcia, gdzie w tym wszystkim jest jego miejsce.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyny wróciły po kilkunastu minutach. Elysoun miała na sobie bawełnianą koszulkę nocną, a na niej narzuconą za dużą męską koszulę. Chiredan uznał, że wygląda cholerniie seksownie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobra, nakarmcie ją. Teraz my z nim pójdziemy – stwierdził Devor uśmiechając się nieznacznie do Szarookiego.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopaka naszły bardzo złe przeczucia. Okazało się, że nie był w błędzie. Gdy tylko znaleźli się w łazience, Łowca włączył wodę. Chciał w ten sposób zagłuszyć to co będą robili. Potem pchnął Chiredana na wyłożoną kafelkami podłogę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeżeli skrzywdzisz moją siostrę – warknął – to przyrzekam ci, że twoja śmierć nie będzie należała do szybkich.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki stał przy drzwiach. Przyglądał się całej scenie. Chiredan nie wytrzymał. Zerwał się z podłogi i rzucił na Łowcę. Wtedy dopiero Matthew interweniował. Odciągnął szamoczącego się chłopaka. Podciął mu nogi i popchnął, tak, że tamten wylądował w kabinie prysznicowej. Wstał chwiejnie. Nie zdążył się do końca wyprostować, kiedy nadszedł cios od Devora. Mężczyzna z całej siły uderzył go pięścią w brzuch. Chłopak zwinął się na podłodze brodzika. Jego ubranie moczyła lecąca z prysznica woda. Zamknął oczy. Na jego ciało spadały mocne kopniaki. To nie miało znaczenia. Miał tylko nadzieję, że chociaż częściowo mówili prawdę i Stokrotka jest z nimi bezpieczna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Devor, wystarczy mu już – usłyszał uspakajający głos Szarookiego.</p>
<p style="text-align:justify;">Łowca rzucił demonowi wściekłe spojrzenie, ale posłuchał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przyniosę mu jakieś ubranie – syknął i wyszedł z pomieszczenia.</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan jęknął z bólu próbując się podnieść. Zdziwił się, kiedy Matthew przyszedł mu z pomocą.</p>
<p style="text-align:justify;">- Weź prysznic – rozkazał mu spokojnie. – Tylko tym razem bez ubrania.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak posłuchał. Nie miał ochoty bardziej oberwać. Musiał być sprawny, inaczej na nic nie przyda się dziewczynie. Po kilku minutach wrócił Devor. Rzucił na szafkę czyste ubranie i znowu wyszedł. Chiredan wytarł się i niechętnie włożył przyniesione rzeczy. Były na niego za luźne. W między czasie zdarzył obejrzeć się w lustrze. Całe jego ciało pokrywały różnobarwne siniaki. Zagryzł zęby.</p>
<p style="text-align:justify;">Wrócili do pokoju. Chiredan podszedł od razu do siedzącej na kanapie Elysoun. Bał się, że ich rozdzielą. Dziewczyna kończyła pić herbatę. Podała mu ze stolika pełen kubek. Wypił go duszkiem. Uśmiechnęła się do niego blado.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Penthouse dzielił się na mały salonik, dwie sypialnie, sporą łazienkę i niewielkie pomieszczenie z jacuzzi.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobra to co robimy ze spaniem? – spytała Wika. – My zabieramy Elizę, a wy chłopaka?</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie! – wyrwało się przestraszonej królewnie. Spojrzała błagalnie na Szarookiego. – Proszę, nie pozwól im nas rozdzielić.</p>
<p style="text-align:justify;">Miała nadzieję, że i tym razem się za nią wstawi. W końcu nie skrzywdził jej, kiedy byli razem w Kanadzie. Nie rozumiała jego motywów, ale mimo tego, że budził w niej lęk, powoli zaczynała mu ufać. Matthew westchnął ciężko.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zabiorę ich do sypialni. Będziemy się przy nich zmieniać z Devorem. Wy się wyśpijcie dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">Tamci zgodzili się niechętnie. Elysoun i Chiredan poszli za demonem do jednej z sypialni. Szarooki usiadł pod ścianą. Dziewczyna położyła się na łóżku. Chłopak przytulił ją do siebie. Nakrył ich kołdrą. Jego organizm źle znosił zioła, które czarownica dosypała im do drinków. Był wykończony, do tego jeszcze całe ciało go bolało, po zabawie, która urządził sobie w łazience Łowca. Leżał chwilę tuląc do siebie ciągle przestraszoną dziewczynę. Delikatnie gładził jej złote włosy. Po kilkunastu minutach po prostu zasnął.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki patrzył na leżącą na łóżku parę. Ten widok sprawiał mu ból. Zdziwił się, kiedy w pewnym momencie dziewczyna zsunęła się z materaca i podeszła do niego. Usiadła przy nim na podłodze.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co się stało? – mruknął cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zastanawiałam się… &#8211; powiedziała niepewnie, jej głos był cichy i drżący.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie bój się mnie – szepnął. – Nie masz powodów, już ci mówiłem.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna głęboko zaczerpnęła powietrza.</p>
<p style="text-align:justify;">- Martwię się o wilka – powiedziała w końcu.</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew uśmiechnął się do niej łagodnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nic mu nie jest. Zaopiekowałem się nim. Został z Maevisem, tak jak reszta moich psów. Nic mu nie będzie. Jest w dobrych rękach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dziękuję – powiedziała patrząc mu w oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredana w środku nocy obudził straszliwy ból. Skulił się na łóżku odsuwając od leżącej przy nim dziewczyny. Z trudem oddychał. Zaczął kaszleć. Czuł w ustach smak krwi.  Zwymiotował. Ktoś zapalił światło. Przebudzona Elysoun usiadła koło niego. Delikatnie dotknęła jego ramienia. Szarooki stał nad nimi z nieodgadnionym wyrazem twarzy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co ci jest? – zapytała zatroskana dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie wiem – jęknął – cholernie boli.</p>
<p style="text-align:justify;">Elysoun spojrzała bezradnie na Matthew. Chiredan znowu zwymiotował. Z jego ust wypłynęła głównie krew.</p>
<p style="text-align:justify;">- Obudź Sylwię, niech zadzwoni po pogotowie – zwrócił się Szarooki do dziewczyny podejmując decyzję.</p>
<p style="text-align:justify;">Wstała zwinnie z łóżka i zniknęła za drzwiami.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Siedzieli na kanapie w poczekalni szpitala. Matthew delikatnie obejmował przestraszoną Elizę. Dziewczyna nie pozwoliła nikomu innemu się do siebie zbliżyć. Szarooki z jednej strony się z tego cieszył, ale jednocześnie cholernie się o nią martwił.</p>
<p style="text-align:justify;">Devor niespokojnie chodził po pokoju. Wika obrzuciła go chłodnym spojrzeniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- O co chodzi? – spytała. – Co cię tak straszliwie dręczy? Bo chyba się nie martwisz o chłopaka?</p>
<p style="text-align:justify;">- Martwię się – odpowiedział Łowca – ale nie o to, że coś mu jest, tylko o to, że nie mamy jak go pilnować. Nie wiadomo co mu strzeli do głowy.</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew poczuł jak ręce skulonej dziewczyny zaciskają się na jego koszuli. Nie spodobało jej się to co usłyszała. Przytulił ją łagodnie. Była bardziej bezbronna i bezradna niż kiedykolwiek wcześniej. Zastanawiał się jak sobie radziła, zupełnie sama,  przez te długie sześć miesięcy. Pozbawienie jej pamięci o świecie ludzi i ostatnich wydarzeniach znacząco wpłynęło na zmianę jej charakteru i temperamentu. Był przekonany, że wcześniej, w takiej sytuacji czułaby złość i irytację, nie strach. Teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebowała kogoś, kto by się nią zaopiekował. Szarooki żałował tylko, że to miejsce w jej życiu zamiast niego zajął Chiredan. Z całego serca nienawidził chłopaka, a jednocześnie był mu wdzięczny za opiekę nad Elizą. Cholernie też bał się czy tamten jej w jakiś sposób nie skrzywdzi.</p>
<p style="text-align:justify;">Do poczekalni weszła kobieta w białym kitlu. Jej twarz przybrała poważny, współczujący wyraz. Przedstawiła się jako doktor Emma Piterson.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wasz przyjaciel ma poważne obrażenia wewnętrzne – oznajmiła. – Prawdopodobnie został pobity. Mieliśmy obowiązek zawiadomić policję. Musieliśmy go operować. Nic mu jednak nie grozi. Obudzi się za kilka godzin. Powinien szybko dojść do siebie. Niestety na salę pooperacyjną możemy wpuszczać tylko rodzinę pacjentów, takie są przepisy. Czy któreś z was jest jego rodziną?</p>
<p style="text-align:justify;">- To jego narzeczona, Elysoun Maes – skłamał gładko Szarooki. – Jestem Matthew Maes, jej brat. Czy to wystarczy?</p>
<p style="text-align:justify;">Pani doktor uśmiechnęła się do niego uprzejmie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, oczywiście. Ktoś po was przyjdzie, jak tylko się obudzi. Czy zawiadomiliście jeszcze jakąś rodzinę?</p>
<p style="text-align:justify;">- Chiredan nie ma innej rodziny – powiedziała cicho królewna.</p>
<p style="text-align:justify;">Lekarka wyglądała na odrobinę zmieszaną, ale z jej twarzy nie schodził miły uśmiech.</p>
<p style="text-align:justify;">- Oh, przykro mi to słyszeć. Czy macie do mnie jakieś pytania? – Szarooki pokręcił głową. – W razie czego, gdybyście mnie potrzebowali będę w gabinecie lekarskim. Dowiedzenia.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy kobieta opuściła poczekalnię Matthew zwrócił się do rudej czarownicy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Sylwia, to twoja dziedzina. Dasz radę nam załatwić takie dokumenty? Z pewnością policja będzie chciała nas przesłuchać…</p>
<p style="text-align:justify;">- Myślałam, że to Devor współpracuje z FBI. &#8211; Dziewczyna roześmiała się uroczo. – Nie powinno być problemu. Tyle, że mamy tylko kilka godzin… Lepiej zabierzmy się do tego od razu. Wrócimy tu rano.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki znów poczuł jak wtulona w jego bok królewna sztywnieje. Przez cały ten czas nie puściła jego koszuli. Teraz jeszcze mocniej zacisnęła dłonie na czarnym materiale.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wy idźcie – powiedział odgadując jej niemą prośbę. – My tutaj zostaniemy, Poczekamy, aż chłopak się obudzi.</p>
<p style="text-align:justify;">- Poradzisz sobie? – spytał powątpiewająco Devor. – Już raz ci uciekła.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tym razem nie będzie próbowała – powiedział Matthew pewnym głosem. Wiedział, że ma rację.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">- Przyniosłam ci kawę – Eliza uśmiechnęła się do Szarookiego podając mu jeden z papierowych kubeczków które niosła.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dzięki – odwzajemnił niepewny uśmiech dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">Wziął od niej kubek. Usiadła przy nim na kanapie podwijając pod siebie nogi.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dziękuję, że zostaliśmy – powiedziała do niego cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Twoje życzenia są dla mnie rozkazem. Nawet takie, których muszę się sam domyślać. &#8211; Oznajmił z delikatną nutką ironii w głosie.</p>
<p style="text-align:justify;">Roześmiała się cichutko. Potem jej twarz spoważniała</p>
<p style="text-align:justify;">- Matt… &#8211; chłopak zdziwił się słysząc właśnie to, używane przez nią najczęściej zdrobnienie swojego imienia – boję się. – Powiedziała cicho. – Strasznie się w tym wszystkim gubię. Moje myśli to jeden wielki chaos.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki nie spodziewał się takiego wyznania. Postanowił zaryzykować. Objął dziewczynę ramieniem i przyciągnął do siebie. Wtuliła się w niego wczepiając palcami w jego koszulę jak mała małpeczka. Przymknął oczy wdychając cudowny zapach jej włosów. Z trudem powstrzymał się przed powiedzeniem królewnie, że ją kocha.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Elysoun leżała skulona na kanapie w poczekalni szpitala. Spała z głową na kolanach Matthew. Obudziła się na dźwięk otwierających się drzwi. Do pokoju weszła pielęgniarka. Uśmiechnęła się do nich przyjaźnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pan Blair już się obudził. Jeżeli państwo chcą, mogą się państwo z nim zobaczyć.</p>
<p style="text-align:justify;">Podziękowali jej grzecznie, wstali i poszli za nią.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan czuł się bardzo senny. Był pod działaniem leków, a i tak go wszystko bolało. Przy łóżku chłopaka stała jakaś monitorująca czynności życiowe aparatura. Był podłączony do kroplówki. Przetaczali mu także krew. Uśmiechnął się blado na widok Elysoun. Dziewczyna, minąwszy drzwi, od razu podbiegła do jego łóżka. Pochyliła się i pocałowała go delikatnie, potem usiadła na materacu obok leżącego chłopaka. Wziął ją za rękę. Przyłożył jej dłoń do swojego policzka. Spojrzała na niego sarnim wzrokiem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak bardzo się o ciebie bałam – szepnęła.</p>
<p style="text-align:justify;">Zaraz za królewną do pokoju wszedł Szarooki. Stanął przy drzwiach, opierając się o chłodne, zielone kafelki. Jego twarz była lodowatą, nie wyrażającą żadnych uczuć maską. Chiredan obserwował go z niepokojem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jakoś przeżyję – powiedział lekkim tonem, nie spuszczając jednak demona z oczu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co się właściwie stało? – spytała cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- A jak myślisz? – prychnął, czego natychmiast pożałował, bo wszystko w środku rozbolało go jeszcze bardziej. Napotkał pytające, spłoszone spojrzenie dziewczyny. – Twoi rzekomi „przyjaciele” trochę przeholowali dając mi „nauczkę”. Już wcześniej Łowcy połamali mi kilka żeber – przyznał. – Wreszcie musiało się to tak skończyć.</p>
<p style="text-align:justify;">Elysoun spojrzała na Matthew oskarżycielskim wzrokiem. Jej oczy zalśniły od łez.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak mogłeś? – spytała tonem w którym zawarła cały swój zawód i rozczarowanie.</p>
<p style="text-align:justify;">- To nie on, tylko ten drugi – powiedział z rezygnacją Chiredan, właściwie sam nie wiedząc dlaczego broni demona.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Po kilkunastu minutach przyszła pielęgniarka wypraszając ich z sali. Obiecała, że będą mogli zostać dłużej, kiedy przeniosą chłopaka do innego pokoju. Królewna niechętnie wyszła za Szarookim. Matthew zauważył, że dziewczyna z całej siły zaciska dłonie. Położył jej rękę na ramieniu. Natychmiast się od niego odsunęła. Westchnął ciężko.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przykro mi – powiedział – naprawdę.</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzała na niego niedowierzająco. Jej oczy wyrażały głęboki żal i smutek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dlaczego tak go nienawidzicie? – spytała. – Nic wam przecież nie zrobił.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie o to chodzi… Boimy się, że on cię skrzywdzi. Devor właściwie uważa, że to Chiredan cię nam zabrał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nawet jeżeli rzeczywiście jestem pod wpływem jakiegoś zaklęcia, to on nie ma z tym nic wspólnego, a wręcz przeciwnie. Jeśli to co mówicie jest prawdą, to powinniście się cieszyć, że go spotkałam.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki spojrzał na nią poważnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Uwierz mi, jestem mu cholernie wdzięczny za to, że się tobą opiekował. Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdyby stała ci się jakaś krzywda.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matt… jeżeli naprawdę jesteś moim przyjacielem to proszę cię, nie pozwól im go skrzywdzić. Bardzo mi na nim zależy – powiedziała patrząc demonowi w oczy. – Sądzę, że go kocham.</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew poczuł wielką gulę w gardle. Nie ufał sobie na tyle, żeby cokolwiek powiedzieć. Niepewnie skinął głową.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy weszli do poczekalni dziewczyny już tam siedziały. Sylwia, jak zawsze bardzo zadowolona z siebie, podała im podrobione paszporty. Elysoun zdziwiła się, kiedy znalazła w swoim prawdziwą datę urodzin i czarno-białe zdjęcie, którego nigdy nie robiła.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdzie jest Devor? – spytał zaciekawiony Matthew.</p>
<p style="text-align:justify;">- Rozmawia z policją – stwierdziła Wika. – Będą po kolei przesłuchiwali każde z nas…</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna zaniepokojona spojrzała na Szarookiego. Nie chciała iść nigdzie sama, zwłaszcza na przesłuchanie z funkcjonariuszami prawa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wszystko w porządku – powiedział do niej uspakajająco. – Niczym nie musisz się martwić.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Devor uśmiechnął się do siedzącego w gustownie urządzonym, gabinecie dyrektora szpitala, policjanta. Wcześniej pokazał mu odznakę FBI, teraz jego partnerka dzwoniła, żeby wszystko sprawdzić.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pracowaliśmy nad sprawą Chiredana Blair już od dłuższego czasu. Miał nas doprowadzić do znacznie grubszej ryby, jednak to już nieaktualne. Spokojnie możecie go aresztować.</p>
<p style="text-align:justify;">Kobieta najwyraźniej skończyła rozmowę, ponieważ wróciła do pokoju. Stanęła przed Devorem i uścisnęła mu serdecznie dłoń.</p>
<p style="text-align:justify;">- Panie Vayandar, jest Pan jedną z policyjnych Legend – uśmiechnęła się do niego uroczo. – Chiredan Blair jest poszukiwany za wymuszenia, napady z bronią w ręku i liczne kradzieże, możliwe, że będzie też oskarżony o morderstwo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Proszę, mów mi Devor – wyszczerzył do niej zęby w uśmiechu. – Czy przesłuchiwanie moich przyjaciół będzie konieczne?</p>
<p style="text-align:justify;">- Obawiam się, że tak – powiedział przepraszająco policjant. – Proszę się jednak nie martwić, to rutynowa czynność.</p>
<p style="text-align:justify;">- Boję się o ich bezpieczeństwo – wyjaśnił Łowca. – Chiredan Blair to niebezpieczna osoba.</p>
<p style="text-align:justify;">Mężczyzna był w bardzo dobrym humorze. Wszystko układało się po jego myśli. Pozbył się niechcianego problemu, jednocześnie nie wplątując w całą sprawę swoich przyjaciół. Kto by pomyślał, że jego porywczość i gniew potrafią tak wszystko ułatwić.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ależ oczywiście, Devorze – odezwała się policjantka – Za kwadrans będą tu posiłki, dwóch uzbrojonych policjantów będzie pilnowało aresztowanego przez całą dobę. Zostanie on oczywiście przeniesiony do izolatki, a kiedy tylko będzie to możliwe, do więzienia tymczasowego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Po za tym jego narzeczona nic nie wie o całej sprawie. Jej brat ze mną współpracował. Bardzo proszę być w stosunku do niej delikatnym.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Do poczekalni wszedł Devor w towarzystwie młodej policjantki. Wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie. Kobieta porozmawiała z nimi przez chwilę, po czym wyszła zabierając ze sobą Matthew. Łowca usiadł wygodnie rozpierając się na fotelu.</p>
<p style="text-align:justify;">Elysoun była przerażona tym, że została sam na sam z tymi ludźmi. Po tym, co usłyszała od Chiredana, najbardziej obawiała się właśnie Devora. Nie wierzyła ani przez chwilę, że mógłby być jej prawdziwym bratem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Z tego twojego chłoptasia jest całkiem niezłe ziółko – powiedział mężczyzna uśmiechając się do niej promiennie. Zachowywał się tak, jakby opowiadał jakiś niezły żart. – Aresztują go za napady, włamania, kradzieże i posiadanie nielegalnej broni. Widzisz? Nawet nie musiałem w to mieszać Łowców. Dobrało się do niego zwykłe, ludzkie prawo.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna skuliła się na kanapie. Ogarnęły ją bezsilność, złość i gniew. Całą sobą nienawidziła tego człowieka.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie musieli czekać długo na powrót Szarookiego. Na twarzy chłopaka malowała się wściekłość. Widać było, ze ledwo nad sobą panuje. Kiedy tylko policjantka wyszła zabierając ze sobą Wikę natychmiast rzucił się na Devora. Zaskoczony Łowca pozwolił mu się uderzyć. Później uaktywniły się wymalowane na jego ciele runy. Odepchnął od siebie demona, tak, że Matthew upadł pod fotelem po drugiej stronie poczekalni. Stanął nad nim z zaciśniętymi pięściami.</p>
<p style="text-align:justify;">- O co ci do diabła chodzi? – warknął.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zakablowałeś tego chłopaka – syknął demon. &#8211; Przez ciebie go aresztowali. Czyś ty rozum postradał?</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeden kłopot mniej – wzruszył ramionami Łowca. – Sam też chciałeś się go pozbyć. Powinieneś mi podziękować, zamiast się na mnie rzucać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kiedy wreszcie zrozumiesz, że nie ważne czego ja chcę? = powiedział zagniewanym głosem Matthew. – Lepiej to jakoś odkręć i to szybko.</p>
<p style="text-align:justify;">Devor prychnął, naprawdę rozbawiony.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ty sobie chyba żarty robisz? Ten typ był niebezpieczny dla mojej siostry. Pozbyłem się problemu i tyle. Nie zamierzam z tym niczego robić.</p>
<p style="text-align:justify;">Elysoun wstała z kanapy. Jej zaciśnięte w pięści dłonie drżały.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie jesteście moimi przyjaciółmi – powiedziała pewnym, mocnym głosem. – A ty na pewno nie jesteś moim bratem Devorze. Gdyby któremukolwiek z was na mnie zależało, nigdy byście mnie tak nie potraktowali. Nienawidzę was! – ostatnie zdanie prawie wykrzyczała.</p>
<p style="text-align:justify;">Rzuciła się do przeszklonych drzwi i wybiegła z poczekalni. Matthew zaklął. Zerwał się z podłogi i rzucił za dziewczyną.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Znalazł ją w korytarzu. Siedziała na podłodze, oparta plecami o ścianę i płakała. Delikatnie postawił ją na nogi. Przylgnęła do niego całym ciałem. Wtuliła zapłakaną twarz w jego koszulę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pomóż mi – powiedziała cichym stłumionym głosem. – Proszę cię Matt, musisz mi pomóc.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cii, już dobrze – wyszeptał przytulając ją do siebie. – Najpierw musisz porozmawiać z policją. Potem coś wymyślimy. Zaufaj mi, potrafisz to zrobić?</p>
<p style="text-align:justify;">Skinęła głową. Zawstydzona odsunęła się od niego odrobinę. Szarooki w duchu przeklinał głupotę Devora.</p>
<p style="text-align:justify;">Wróciła policjantka. Matthew poszedł z nią prowadząc ze sobą Elizę. Nie przestawał obejmować jej ramieniem. Zostawił dziewczynę dopiero przed samym gabinetem. Po kilku minutach wyszła z niego jeszcze bardziej zapłakana niż przedtem. Policjantka spojrzała na nią współczująco i poszła przyprowadzić na rozmowę Sylwię.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki zabrał dziewczynę do otaczającego szpital parku. Usiadł na ławce sadzając ją sobie na kolanach. Wtuliła się w niego ciągle łkając. Delikatnie gładził jej plecy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co chcesz, żebym zrobił? – spytał wzdychając. – Zrobię wszystko, bylebyś tylko przestała płakać.</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzała na niego mokrymi od łez oczami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie mówisz poważnie, prawda? – spytała ledwo słyszalnym głosikiem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Owszem, mówię. Jeżeli chcesz, to wysadzę dla ciebie w powietrze ten szpital, tylko proszę, nie każ mi się bić z Łowcą, bo i tak przegram. W tym świecie jestem od niego znacznie słabszy.</p>
<p style="text-align:justify;">Wtuliła się w niego jeszcze bardziej. Bezwiednie miętosiła w dłoni kawałek jego rozpiętej koszuli.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeżeli mówisz poważnie – odważyła się w końcu odezwać drżącym od powstrzymywanego łkania głosem – to pomóż mi uwolnić Chiredana i zabierz nas stąd w jakieś bezpieczne miejsce. Gdzieś daleko od Devora i jego dziewczyny. Matt, nie wiem co oni ci wmówili, ale jestem pewna, że nigdy nie mogliby być moimi przyjaciółmi.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Wika wróciła do poczekalni szpitalnej czerwona na twarzy. Była wściekła. Do tego jeszcze dobiło ją, kiedy zobaczyła na korytarzy płaczącą przyjaciółkę. W jej oczach płonęły niebezpieczne iskierki. Od drzwi naskoczyła na Devora.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ty imbecylu! – wrzasnęła na całe gardło – Co ci strzeliło do głowy kretynie?! Czy coś wyjadło ci mózg?!</p>
<p style="text-align:justify;">Łowca speszył się. Wcisnął głębiej w fotel na którym siedział. Sylwia po cichu wymknęła się z pokoju.</p>
<p style="text-align:justify;">- Yyy… kiedy to wyglądało na dobry pomysł… &#8211; wydukał z siebie mężczyzna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czy do ciebie nic nie dociera palancie?! Jak mogłeś jej to zrobić! Miała nam zaufać, a teraz pewnie nas nienawidzi! – krzyczała coraz bardziej purpurowiejąc na twarzy.</p>
<p style="text-align:justify;">- No mnie to już szczególnie – przyznał cicho, zawstydzony Devor.</p>
<p style="text-align:justify;">Powoli zaczęło do niego docierać o co gniewał się Matthew. Zdał sobie sprawę, że to nie Chiredan ich obchodził, a zaufanie Elizy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Lepiej coś z tym zróbmy, zanim będzie za późno – stwierdziła rzeczowo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Już jest za późno – jęknął. – Przekazałem całą sprawę Łowcom z Miami. Będą tu tak szybko jak się da.</p>
<p style="text-align:justify;">- W takim razie miej nadzieję, że Eliza szybko odzyska pamięć, bo inaczej na zawsze nas znienawidzi i to będzie tylko i wyłącznie twoja wina.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przepraszam – szepnął chowając głowę w dłoniach.</p>
<p style="text-align:justify;">Dopiero teraz docierały do niego realne konsekwencje tego co zrobił.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Sylwia znalazła Elizę i Matthew w szpitalnym parku. Siedzieli na pomalowanej zieloną farbą ławce. Szarooki przytulał do siebie dziewczynę, a ta chowała twarz w jego koszuli. Czarownica uśmiechnęła się na ten widok. Uznała, że skoro raz jej przyjaciółka zakochała się w demonie, to zakocha się też drugi. W końcu musiała mieć ku temu jakiś powód. Wszystko dobrze się ułoży, nawet jeżeli nie uda im się przełamać zaklęcia.</p>
<p style="text-align:justify;">Nawet nie zauważyli, kiedy nad nimi stanęła. Odchrząknęła, żeby zwrócić na siebie ich uwagę. Spojrzeli na nią, Eliza zaniepokojonym, a Matthew pytającym wzrokiem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Musimy coś zrobić – oznajmiła. – Podsłuchałam rozmowę Devora i Wiki… Ten idiota zawiadomił Łowców. Jadą tutaj z Miami… będą pewnie za niecałą godzinę… Zabija tego chłopaka, jeśli mu nie pomożemy.</p>
<p style="text-align:justify;">Rozpacz którą zobaczył w oczach królewny spowodowała, że Szarooki podjął natychmiastową decyzję. Wstał z ławki, delikatnie stawiając dziewczynę na ziemi.</p>
<p style="text-align:justify;">- Świetnie – powiedział. – Dajcie mi pół godziny. Spotkamy się przy przejściu na 19th Ave. Portal jest w piwnicy jednego z tych dużych żółtych domów. Nie mogę tu z nimi walczyć, w tym świecie, są dla mnie zasilni.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Leldorin stał u boku swojego ojca, króla Traviana. Przyjmowali w swojej twierdzy Łowców. Elf był niezmiernie ciekawy, co to za tajemnicza sprawa, że osobiście pofatygowali się, żeby przekazać im informacje.</p>
<p style="text-align:justify;">- Znaleźliśmy go, królu – odezwał się młody mężczyzna, o jasnych włosach i żywo niebieskich oczach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc gdzie on jest? – wódz Travian wyglądał na podenerwowanego, wyraźnie się nie mógł czegoś doczekać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Uciekł nam, panie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak to uciekł?! – zdenerwował się król.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pomogła mu królewna Elysoun, panie – odpowiedział tamten niepewny, czy nie mówi zbyt wiele.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co?! Dlaczego mu pomogła?!</p>
<p style="text-align:justify;">- Rzucono na nią zaklęcie zapomnienia, ojcze. – Wtrącił się Leldornin. – Uważa cały Sojusz za swoich wrogów. Nie pamięta, że pomogliśmy jej przedostać się do świata ludzi i tam ją ukryliśmy. W ogóle nic nie pamięta od czasu, kiedy skończyła dwanaście lat, a przynajmniej jej wspomnienia bardzo różnią się od tych prawdziwych.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc jest teraz z wyklętym? – elfi król wyglądał na przestraszonego tą sytuacją. – Grozi jej niebezpieczeństwo!</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak to wyklętym? – zainteresował się czarodziej.</p>
<p style="text-align:justify;">Król Travian zmieszał się odrobinę. Spojrzał niepewnie na syna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ponad dwadzieścia lat temu jedna ze zdeprawowanych wiedźm, Daphne uwiodła mnie zaklęciem miłosny. Poczęliśmy syna. Udało jej się go ukryć nim Łowcy dopadli ją i zabili. W końcu jego też odnaleźli. Wymyka się im od ładnych paru lat. Nie chciałem go zabijać, planowałem zamknąć go w lochu i obserwować… w końcu to mój syn… a nigdy nie mieliśmy okazji sprawdzić w praktyce legend o wyklętych… Teraz jednak sądzę, że nie ma innego wyboru.</p>
<p style="text-align:justify;">Leldorin popatrzył niedowierzająco na ojca, a potem wybuchnął śmiechem. Najwyraźniej towarzystwo ludzi źle na niego wpływało, ponieważ nie mógł się przestać śmiać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ojcze – udało mu się w końcu wydusić z siebie – jesteś największym głupcem jakiego nosił ten świat. – W końcu udało mu się spoważnieć. – Od początku coś mi się w tym wszystkim nie zgadzało, za łatwo poszło. To nie ja jestem najmłodszym synem z Silva Magna, o którym mówi proroctwo, jest nim mój „wyklęty” brat.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Wiał silny, porywisty wiatr. Zrobiło się naprawdę chłodno. W końcu była zima, a oni nie znajdowali się już na, wiecznie słonecznej, Florydzie. Eliza zadrżała z zimna. Miała na sobie tylko cienką, rozpinaną koszulę. Spojrzała na Chiredana. Chłopak szedł z trudem, opierając się całym ciężarem ciała na ramieniu Szarookiego. Doskonale zdawali sobie sprawę, że zabieranie go ze szpitala w tym stanie, nie było najlepszym pomysłem, ale po prostu nie mieli innego wyboru. Opatulona w dresową bluzę Sylwia też patrzyła w tamtym kierunku.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niedługo przestaną działać leki, Chiredan będzie się skręcał z bólu… &#8211; powiedziała cicho. – Zabrałam ze sobą potrzebne zioła, ale kiedy je weźmie, zaśnie na kilka godzin.</p>
<p style="text-align:justify;">- Masz rację – stwierdził Matthew – musimy się gdzieś zatrzymać, ale podejrzewam, że Łowcy już nas tropią.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza nie miała pojęcia, gdzie mogliby się ukryć. Nie znała tej okolicy. Były tu porośnięte trawą wzgórza, a w oddali widziała jakieś drzewa. Portale mogły prowadzić w przeróżne miejsca. W świecie ludzi, poukrywane były mniej więcej co kilkanaście kilometrów, a każdy prowadził w inne miejsce magicznego świata. Dziewczyna coraz bardziej martwiła się o Chiredana. Spojrzała na demona smutnymi, coraz bardziej przestraszonymi, chabrowymi oczami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matt… masz jakiś pomysł? – spytała z nadzieją w głosie. Szczerze wierzyła, że chłopak znajdzie rozwiązanie ich problemów. Właściwie, to naprawdę zaczęła mu ufać. &#8211; Czy któreś z was wie, gdzie my w ogóle jesteśmy? Nie poznaję tego miejsca.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki westchnął, ale skinął głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niedaleko stąd powinna być jaskinia. Przynajmniej będziemy osłonięci od wiatru. I tak, wiem gdzie jesteśmy. To ziemie Lorda Marcusa, teren Władcy Demonów.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan z trudem usiadł opierając się plecami o skalną ścianę. Był wykończony. Rana na boku bolała go coraz bardziej. Jak przez mgłę pamiętał co działo się wcześniej. Zdziwił się, kiedy w szpitalu zobaczył demona. Szarooki pozbawił przytomności dwóch pilnujących go policjantów i, jak gdyby nigdy nic, go stamtąd zabrał. Później przejechali prawie przez całe miasto. Chłopak nie mógł uwierzyć, kiedy tamten wepchnął go do starej, wyglądającej na głęboką, studni w piwnicy jednego z żółtych domów przy 19th Ave. Nie ufał własnym zmysłom, kiedy po długim upadku znalazł się w tym dziwnym, zielonym miejscu. Właściwie wszystko co się wydarzyło wyglądało dla niego jak jakieś po narkotykowe omamy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wypij to – powiedziała ruda, drobna dziewczyna, podając mu kubek od termosu.</p>
<p style="text-align:justify;">Popatrzył na nią nieufnie i pokręcił przecząco głową. Nie miał siły, żeby inaczej zaprotestować. Elysoun podeszła do niego i uklęknęła przy nim.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chiredan, oni chcą nam pomóc. Proszę… musisz wyzdrowieć – powiedziała cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">Wzięła od Sylwii naczynie. Przysunęła je do ust chłopaka. Skrzywił się nieznacznie, ale wypił podany mu napój. Przed oczami pojawiły mu się czarne plamy. Chwilę później odpłynął w błogą nieświadomość.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">- Na pewno nic mu nie będzie? – zapytała z niepokojem Eliza.</p>
<p style="text-align:justify;">Czarownica wyglądała na bardzo niezadowoloną z takiego braku wiary w jej umiejętności.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie martw się – Szarooki uśmiechnął się do królewny. – Sylwia wie co robi. Naprawdę.</p>
<p style="text-align:justify;">Znajdowali się w niewielkiej, naturalnie wyrzeźbionej w skale, jaskini. Naznosili do środka sporo paproci i świerkowych gałęzi, żeby nie musieć siedzieć na gołej ziemi. Dziewczyna podłożyła Chiredanowi pod głowę nieco liści, chciała żeby było mu wygodnie, na tyle, na ile to możliwe w takich warunkach.</p>
<p style="text-align:justify;">Elizie ciągle było zimno, ale w jaskini przynajmniej już nie wiało. Na dodatek bała się tego, co będzie dalej. Kiedy znaleźli to miejsce, demon zniknął na jakiś czas, żeby zatrzeć za nimi ślady. Teraz siedział pod przeciwległą ścianą niewielkiej wnęki. Przyglądał się królewnie. W jego oczach czaił się smutek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zimno mi – jęknęła Sylwia. Ta wycieczka wyraźnie przestała jej się podobać. – Rozpalmy jakieś ognisko.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie możemy, wtedy od razu nas znajdą – powiedział Matthew cierpliwie, jakby tłumaczył coś namolnemu dziecku. – Chodź tutaj do mnie – powiedział uśmiechając się ponuro. Spojrzał na drżącą z zimna Elizę. – Właściwie to obie chodźcie – stwierdził zdejmując z siebie koszulę i podając ją królewnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dziękuję – powiedziała biorąc od niego okrycie.</p>
<p style="text-align:justify;">Czarownica podeszła do demona, niepewnie siadając obok. Objął ją ramieniem i przytulił do siebie. Zarumieniła się uroczo. Eliza włożyła czarną koszulę chłopaka i usiadła z drugiej strony. Nieśmiało wtuliła się w bok Szarookiego. Jego ciało było bardzo ciepłe, jakby wytwarzał jakąś specjalną energię.</p>
<p style="text-align:justify;">- Teraz lepiej? – spytał zadowolony.</p>
<p style="text-align:justify;">- Znacznie – przyznała Sylwia. – Jak to zrobiłeś?</p>
<p style="text-align:justify;">- Moją domeną jest ogień – uśmiechnął się do niej. – Mam kilka przydatnych umiejętności. Może się trochę prześpicie? – zaproponował. – Chiredan i tak będzie nie obudzi się przez kilka najbliższych godzin, a wy musicie być w stanie podróżować.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pewnie masz rację – westchnęła ruda czarownica. &#8211; Dobranoc.</p>
<p style="text-align:justify;">Sylwia przylgnęła do niego mocniej. Zamknęła oczy. Eliza skuliła się na ziemi kładąc mu głowę na kolanach. Objął ją ramieniem, żeby ogrzać dziewczynę najbardziej jak się tylko da.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matt – odezwała się cicho królewna. – Dziękuję ci. Za wszystko.</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnął się do niej ponuro.</p>
<p style="text-align:justify;">- Śpij – powiedział – jutro czeka nas ciężki dzień.</p>
<p style="text-align:justify;">Wtulona w niego dziewczyna zamknęła oczy. Szarooki ze ściśniętym gardłem obserwował jak zasypia. Zastanawiał się dlaczego wszystko zawsze musi się w jakiś idiotyczny sposób komplikować.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Następnego dnia rano wyruszyli dalej. Szarooki, niewiadomo skąd, przyprowadził dla nich konie. Na dworze panował chłód, ale dało się wytrzymać. Elysoun brakowało jasnego słońca Florydy, mimo to podziwiała piękno zielonych, górzystych terenów. Chiredan w dalszym ciągu wyglądał dosyć marnie, mógł już jednak przynajmniej sam ustać na nogach. Dziewczyna bardzo się o niego martwiła, miała nadzieję, że podróż w siodle nie zaszkodzi mu jeszcze bardziej.</p>
<p style="text-align:justify;">Jechali przez prawie cały dzień robiąc jedynie krótkie przerwy, żeby dać koniom odpocząć. W pewnym momencie Szarooki zatrzymał się.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ktoś nas śledzi – oznajmił cicho. – Sprawdzę to, zaczekajcie tutaj.</p>
<p style="text-align:justify;">Zwinnie zeskoczył z konia, podał jego wodze niespokojnie wiercącej się w siodle Sylwii i zaczął biec przez zieloną łąkę. Kiedy oddalił się od koni, zaczęła się nad nim unosić srebrna mgła. Nie zwolnił ani na chwilę. Wkrótce, zamiast chłopaka, przez polanę biegła groźnie wyglądająca czarna pantera.</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan patrzył za nim w dalszym ciągu nie mogąc uwierzyć w to co widzi. To, że demon wcześniej przemienił się na jego oczach, po prostu próbował wyrzucić ze swojej świadomości. Teraz, kiedy poznał ten dziwny, pełen nieprawdopodobnych rzeczy świat, był pewien, że nigdy nie uda mu się uciec ludziom potrafiącym robić takie rzeczy. Wszystko wydawało mu się beznadziejne i pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. Wiedział jednak, że nie może się poddać. Postanowił za wszelką cenę chronić siebie i Elysoun. Nie miał zamiaru pozwolić im skrzywdzić dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">Nagle na polanie, jakby znikąd, pojawiło się tuż przy nich dwóch ludzi. Zbliżyli się z ponurymi minami. Obydwaj mieli przygotowane do strzału strzelby. Królewna rozpoznała w nich Łowców. Jej serce przyspieszyło.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przyszliśmy po chłopaka – powiedział wyższy z ponuro wyglądających mężczyzn. – Do was nic nie mamy, możecie spokojnie odejść.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czego od niego chcecie? – odezwała się odważnie Sylwia, mimo, że jej zazwyczaj rumiana twarz, zrobiła się biała jak śnieg.</p>
<p style="text-align:justify;">- To nie twoja sprawa panienko – odpowiedział Łowca, siląc się na uprzejmy ton. – Powinnaś wiedzieć jedynie, że jest poszukiwanym przestępcą. Niebezpiecznie jest przebywać w jego towarzystwie.</p>
<p style="text-align:justify;">Nim jeszcze skończył mówić, przed nimi pokazała się czarna, kocia sylwetka. W powietrzu zawirowała szara mgła, a z niej wyłonił się Matthew. Stanął między mężczyznami, a końmi.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie macie prawa tu przebywać – zwrócił się cichym, groźnym tonem do Łowców. – Jesteście ludźmi, a to ziemie demonów.</p>
<p style="text-align:justify;">- Skąd się tu do licha wziąłeś? – wypalił bez zastanowienia niższy, z ogoloną na łyso głową. – Ian i Kevin mieli się tobą zająć…</p>
<p style="text-align:justify;">- Najwyraźniej im to nie posłużyło – Szarooki uśmiechnął się ponuro. – Opuśćcie te strzelby i zmywajcie się stąd – powiedział rozkazującym tonem. &#8211; Nie mam ochoty z wami walczyć.</p>
<p style="text-align:justify;">Mężczyźni nie posłuchali. Dalej celowali w siedzącą na koniach trójkę. Ich miny jednak wyrażały niepewność.</p>
<p style="text-align:justify;">- Odejdziemy, ale zabierzemy ze sobą chłopaka – odezwał się po chwili ciszy wyższy blondyn. – Jeżeli nam odmówisz, zastrzelimy go na miejscu.</p>
<p style="text-align:justify;">Elysoun była przerażona. Nie widziała wyjścia z tej sytuacji. Cokolwiek by nie zrobiła, ci mężczyźni zabiją Chiredana. Spojrzała błagalnie na Szarookiego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matt, nie pozwól im na to, błagam cię – wyszeptała. Wiedziała, że demon ma znacznie lepszy słuch niż ludzie. – Zabij ich.</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew spojrzał na nią zaskoczony. Czasami po prostu nie rozpoznawał w niej dawnej Elizy. Jego mina wyrażała niedowierzanie i konsternację. Uznał jednak w końcu, że Łowcy nie zostawili mu dużego wyboru.</p>
<p style="text-align:justify;">- Odejdźcie stąd – powiedział cichym, poważnym głosem. – To wasza ostatnia szansa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Znikniemy i nigdy tu nie wrócimy – powiedział łysy – ale tylko z chłopakiem.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki westchnął, a potem uniósł dłoń. Nie chciał ich zabijać. Wiedział jednak, że Eliza ma rację. Musiał to zrobić. Zagrażali nie tylko Chiredanowi, ale także królewnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Płoń! – rozkazał smutnym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">W jednej chwili ciała mężczyzn stanęły w płomieniach. Obydwaj zaczęli dziko wrzeszczeć. Łysy padł na trawę, starając się turlając ugasić trawiący go ogień. Broń wypadła mu z rąk. Blondyn wystrzelił na oślep. Matthew błyskawicznie znalazł się przy nim. Wyrwał mu strzelbę. Ignorując agonię i wrzaski mężczyzn wrócił do coraz bardziej niespokojnych koni.</p>
<p style="text-align:justify;">- Głupcy – powiedział cicho, mówiąc nie wiadomo czy do umierających ludzi, czy sam do siebie.</p>
<p style="text-align:justify;">Skoro byli Łowcami, to powinni wiedzieć, że na ziemiach demonów jego magia nie była niczym ograniczona. Wskoczył na trzymanego przez Sylwię konia. Czarownica patrzyła niedowierzająco. Oczy miała szeroko otwarte ze strachu i zdumienia. Na twarzy Chiredana malował się szok. Chłopak przywykł do widoku umierających ludzi, czasem nawet sam zabijał, ale nigdy nie spodziewał się, że można to zrobić w taki sposób, przy pomocy jednego słowa i drobnego gestu. Patrzył teraz na Szarookiego ze znacznie większym respektem. Zaczął się naprawdę cieszyć, że demon najwyraźniej nie działa na ich szkodę. Oczy Elysoun wyrażały głęboki żal i smutek, ale jednocześnie też jakieś zawzięcie i determinację. Matthew był przekonany, że dziewczyna się nie podda. Będzie walczyła za wszelką cenę.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Nie ujechali daleko, kiedy na niebie pojawiły się czarne punkty. Szarooki zaklął szpetnie. Tego zwyczajnie nie mógł się spodziewać. Zbliżały się do nich latające rumaki demonów. Były to upiornie wyglądające konie, z pustymi oczodołami i wielkimi, pierzastymi skrzydłami. Matthew zdał sobie sprawę, że leci ich ku nim przynajmniej setka. Zastanawiał się czego mogli od nich chcieć. Jednego był tylko pewien. Ucieczka nie wychodziła w grę, w walce natomiast nie mieli z nimi najmniejszych szans.</p>
<p style="text-align:justify;">Jeźdźcy zaczęli lądować otaczając ich. Koń, na którym siedziała Sylwia, stanął dęba przestraszony widokiem dziwacznych stworzeń. Dziewczyna spadła na trawę. Szarooki zwinnie zeskoczył z siodła. Uklęknął przy dziewczynie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nic ci nie jest? – spytał.</p>
<p style="text-align:justify;">Pokręciła głową z trudem siadając. Była przestraszona i posiniaczona.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jakoś przeżyję – oznajmiła uśmiechając się niepewnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Koń Elizy zaczął tańczyć. Dziewczyna nie była w stanie go dłużej utrzymać. Przestraszone zwierzę popędziło pełnym galopem przed siebie. Królewna poluźniła wodze i przytuliła się do końskiej szyi. Matthew zerwał się gwałtownie z ziemi. Chciał wskoczyć na konia i popędzić za nią, uniemożliwili mu to jednak odziani w czerń jeźdźcy. Mężczyźni zsiadali z upiornych koni otaczając ich coraz ciaśniejszym kręgiem. Chiredan, zmuszony przez obcych, z trudem zsunął się na ziemię oddając im końskie wodze. Cała trójka stanęła blisko siebie, bacznie obserwowana przez przybyłe demony.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kto tu dowodzi i czego od nas chcecie? – spytał zrezygnowany Szarooki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ja – powiedział przystojny mężczyzna w średnim wieku, wysuwając się do przodu. Miał zimne niebieskie oczy i gładko zaczesane, jasne włosy. – Dawno się nie widzieliśmy Matthew. O ile dobrze pamiętam, ostatnio uciekłeś z moją córką z posiedzenia Sojuszu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Witaj Marcusie – odezwał się spokojnie Szarooki. – Dlaczego nas zatrzymałeś?</p>
<p style="text-align:justify;">Władca Demonów, Marcus Aquila Verreauxii, obrzucił go chłodnym spojrzeniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ponieważ jak zwykle stwarzasz problemy, Matthew. Z jakiejś nieznanej mi bliżej przyczyny chronisz wyklętego. Jesteście na moich ziemiach. Muszę go oddać Łowcom, inaczej rozpętam kolejną wojnę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie możesz tego zrobić – powiedział cicho chłopak. Patrzył mężczyźnie odważne w oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dlaczego? – spytał tamten skonsternowany.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ponieważ twoja jedyna córka jest w nim obłędnie zakochana i jeżeli Chiredanowi Blair stanie się z twoich rąk jakakolwiek krzywda, ona nigdy ci tego nie wybaczy.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza próbowała uspokoić ogarniętego paniką konia. Ten jednak nie zwracał na nic uwagi. Pędził przed siebie gnany jedynie strachem. Dziewczyna mocniej złapała się jego długiej grzywy mając nadzieję, że zwierzę szybko się zmęczy lub chociaż uspokoi na tyle, żeby dała radę je zatrzymać.</p>
<p style="text-align:justify;">W pewnym momencie zobaczyła, że podbiegł do nich drugi koń. Był to potężnie zbudowany, bułany ogier. Jego sierść była prawie żółta. Zarżał głośno. Poruszał się niesamowicie szybko. Zagrodził drogę uciekającemu gniadoszowi na którym siedziała królewna. Tamten zatrzymał się zarywając kopytami w ziemię. Po chwili, już zupełnie uspokojony, odwrócił się bokiem do ogiera i zaczął skubać trawę.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza zsunęła się z siodła. Zachwiała się. Podtrzymał ją wysoki, szczupły chłopak, z jasnymi włosami o prawie żółtej barwie. Na oko mógł mieć może z szesnaście lat. Zaniepokojona rozejrzała się dookoła. Ogiera nigdzie nie było, więc musiał być kolejnym demonem. Przyjrzała się jego dziwnej, mistycznej aurze. Zdecydowanie nie był człowiekiem. Widziała jednak też, że nie ma złych zamiarów.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nic ci nie jest, pani? – spytał cichym głosem, brzmiało to tak, jakby krępował się do niej w ogóle odezwać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wszystko w porządku – odpowiedziała. – Co z pozostałymi?</p>
<p style="text-align:justify;">- Udali się z Lordem Marcusem do twierdzy. Jeżeli pozwolisz pani, to też cię tam zabiorę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze – odpowiedziała stwierdzając, że i tak nic lepszego nie wymyśli. – Jestem Elysoun, a jak tobie na imię?</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak speszył się jeszcze bardziej. Zaczerwienił się na twarzy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wybacz mi proszę, że się od razu nie przedstawiłem. Nazywam się Rajiv Accipiter Tachiro. Jestem uczniem Lorda Marcusa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Miło mi cię poznać – stwierdziła całkiem szczerze. – Jak się tam dostaniemy? – spojrzała z obawą na pasącego się nieopodal gniadosza, wcale nie miała ochoty na niego znowu wsiadać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zajmę się tym – powiedział z uśmiechem.</p>
<p style="text-align:justify;">Zagwizdał przeciągle. Przez jakiś czas nic się nie działo, a potem na niebie pojawił się niewielkich rozmiarów czarny punkcik. Powiększał się z każdą chwilą, aż w końcu przed nimi stanęła dziwnie wyglądająca popielata klacz. W międzyczasie Rajiv rozsiodłał rozkoszującego się trawą ogiera dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zostawimy go tutaj – oznajmił – nie masz nic przeciwko, pani?</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna pokręciła głową. Przyjrzała się z uwagą latającej klaczy. Miała opierzone skrzydła, jak u aniołów, ale wyglądała jak chodzący trup. Jej boki były wychudzone i zapadnięte. Mimo to zdawała się być całkiem zadowolona z życia. Obróciła głowę w stronę Rajiva i zarżała cicho. Chłopak pogłaskał ją po szarawym pysku. Zwinnie wskoczył na siodło, a potem pomógł dziewczynie. Usiadła za nim. Dziwny koń bardziej ją intrygował niż przerażał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Lepiej się mocno trzymaj – powiedział Rajiv wyraźnie zażenowany.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza bez skrępowania objęła go w pasie. Kiedy chłopak dał jej sygnał, klacz wystartowała, lecąc prawie pionowo w górę. Wzbili się ponad otaczające ich zielone wzgórza i skierowali ku oddalonej spory kawałek, zbudowanej z szarego kamienia twierdzy.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Lord Marcus Aquila Verreauxii, Pan Północnych Ziem i Władca Demonów chodził niespokojnie po komnacie. Znalazł się w trudnej sytuacji i nie miał pojęcia jak z niej wybrnąć. Do pomieszczenia wszedł lokaj w czerwonej liberii z wyhaftowanym na piersi czarnym orłem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Panie – powiedział z szacunkiem – przybyli Łowcy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze, zaprowadź ich do sali narad – westchnął mężczyzna.</p>
<p style="text-align:justify;">Musiał się poważnie zastanowić co należy w tej sytuacji zrobić. Nie mógł postąpić wbrew własnemu prawu, ale też nie potrafił skazać na śmierć przyjaciół swojej własnej córki.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Wylądowali na dziecińcu olbrzymiej, ufortyfikowanej budowli z szarego kamienia. Przypominała sobą Angielskie zamki. Eliza uznała, że właśnie w takim miejscu mógłby mieszkać król Artur. Rajiv podał wodze siwej klaczy chłopcu stajennemu i poprowadził królewnę dużymi, drewnianymi wrotami do wnętrza twierdzy.</p>
<p style="text-align:justify;">Weszli do sporego pomieszczenia. Przypominało biesiadną salę. Przy długim, drewnianym stole siedzieli Mathhew i Sylwia. Eliza bez wahania udała się w ich stronę. Rajiv nic nie mówiąc poszedł za nią. Chłopak najwyraźniej już znał Szarookiego, ponieważ przywitali się przyjaźnie. Usiedli przy stole.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdzie jest Chiredan? – zapytała zaniepokojona dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zamknęli go w lochu – powiedziała drżącym głosem Sylwia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie martw się, musimy po prostu porozmawiać z Marcusem – stwierdził Szarooki uspakajająco. &#8211; Wszystko będzie dobrze.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza poczuła nieprzyjemną gulę w gardle. Wcale nie była tego taka pewna. Do jej umysłu ponownie wdarł się strach.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie musieli długo czekać. Po chwili do komnaty wszedł około czterdziestoletni mężczyzna. Królewna uznała, że gdyby nie srogi wyraz twarzy, byłby całkiem przystojny. Obrzucił siedzących przy stole ponurym, chłodnym spojrzeniem.</p>
<p style="text-align:justify;">Niedługo po nim pojawili się dwaj mężczyźni. Jeden miał sięgające ramion, prawie czarne włosy, a drugi krótko przystrzyżoną czuprynę w mysim kolorze. Wyglądali na Łowców. Matthew syknął na ich widok. Nie spodziewał się ich tutaj, a na pewno nie tak szybko. Skłonili lekko głowy przed stojącym w pobliżu stołu mężczyzną.</p>
<p style="text-align:justify;">- Lordzie Marcusie – odezwał się długowłosy – jestem Ian Wallner, a to mój przyjaciel – wskazał na towarzyszącego mu krótko ostrzyżonego mężczyznę – Kevin Lechner. Przybyliśmy tu schwytać Chiredana Blair. Jest niebezpiecznym przestępcą, a do tego to wyklęty. Ubiegłeś nas Lordzie. Żeby nie miał możliwości ucieczki, żądamy jak najszybszej egzekucji więźnia. – Kiedy skończył mówić, omiótł wzrokiem komnatę. Nagle jego spojrzenie zatrzymało się. Patrzył prosto na Szarookiego. Oczy mężczyzny rozszerzyły się. Wskazał na niego palcem. – A ten jest oskarżony o zabicie dwóch naszych towarzyszy, również Łowców. Spalił ich żywcem. Jutro czeka nas podwójna egzekucja – oznajmił zimno.</p>
<p style="text-align:justify;">Władca Demonów pobladł na twarzy. Jego chłodne niebieskie oczy stały się teraz lodowato zimne.</p>
<p style="text-align:justify;">- To bezpodstawne oskarżenia – stwierdził cichym, groźnym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">Ian, aż się wzdrygnął. Pokręcił jednak głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Byliśmy zamknięci w jaskini. To on wywiódł nas w pole. Wzywaliśmy swoich towarzyszy. Dzięki runom umieszczonych na naszych ciałach czuliśmy i widzieliśmy wszystko to co oni. Nigdy jeszcze nie przeżyłem nic tak strasznego. Jeżeli odmówisz wykonania egzekucji Lordzie, będzie to oznaczało wojnę.</p>
<p style="text-align:justify;">Marcus spojrzał na Szarookiego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czy to prawda? – spytał cicho. Matthew tylko skinął głową. – Czyś ty do końca rozum postradał?! Życie ci nie miłe?! Trzeba być skończonym idiotą, żeby atakować Łowców! Co ja mam twoim zdaniem teraz zrobić?! – po długiej litanii przekleństw ochłonął odrobinę. – Dlaczego to zrobiłeś? – spytał już znacznie spokojniej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Grozili nam bronią – powiedział cicho Szarooki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wyraźnie powiedzieli, że możecie odejść wolno! – wtrącił się poczerwieniały na twarzy Kevin. – To ty ich zaatakowałeś demonie! Spaliłeś ich żywcem! Zasługujesz na długą, bolesną śmierć!</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeżeli w tym momencie nie każesz go aresztować – warknął Ian, zupełnie pomijając już jakiekolwiek pozory grzeczności – natychmiast poinformujemy o tym ataku Sojusz.</p>
<p style="text-align:justify;">Władca Demonów wyglądał teraz jeszcze bardziej złowrogo niż na początku. W jego oczach pojawiły się niebezpieczne błyski.</p>
<p style="text-align:justify;">- Może po prostu was powinienem zabić? – spytał cicho. – Problem rozwiązałby się sam.</p>
<p style="text-align:justify;">- Śmiało – powiedział pewny siebie Kevin. – Naszą śmierć poczują wszyscy znajdujący się w pobliżu Łowcy. To będzie oznaczało koniec twojej rasy, Lordzie.</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew wstał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wiem co zrobiłem i jestem gotów ponieść tego konsekwencje – powiedział cicho. – Nie mogłem postąpić inaczej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dlaczego? – nie zrozumiał Marcus.</p>
<p style="text-align:justify;">- To nie ma znaczenia – stwierdził.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza nie miała pojęcia skąd to wie, ale w jednej chwili zrozumiała co musi zrobić. Nie mogła pozwolić, żeby Szarookiemu stała się krzywda. On, jako jedyny, naprawdę chciał ją chronić, po za tym tylko jemu może się udać ocalić Chiredana. Wstała. Wszystkie oczy zwróciły się ku niej. Mężczyźni wyglądali na bardzo zaskoczonych tym, że królewna chce coś powiedzieć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Musiał ich zabić – powiedziała pewnie – ponieważ ja mu kazałam.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kim jest ta dziewczyna? – spytał poirytowany Ian – i czemu się wtrąca w nieswoje sprawy?</p>
<p style="text-align:justify;">- Czy to prawda? – spytał Marcus ignorując pytanie Łowcy. Na jego twarzy pojawił się delikatny, ironiczny uśmiech. Mężczyźni niechętnie skinęli głowami. Szarooki milczał. – To królewna Elysoun Bellis Miye Maes, dziecko z przepowiedni i moja córka. Czy wnosicie przeciwko niej oskarżenie? To chyba będzie oznaczało przymierze pomiędzy demonami, elfami i istotami cienia przeciwko ludziom… nie sądzisz?</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza wzdrygnęła się lekko. Nie była pewna skąd o tym wiedziała, ale dopiero kiedy usłyszała te słowa wypowiedziane głośno zaczęło do niej docierać ich znaczenie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie wiedzieliśmy kim ona jest – jęknął Kevin – my nigdy…</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie wnosimy – powiedział chłodnym, ale stanowczym głosem Ian. – To było nieporozumienie. Dalej jednak uważam, że demon powinien zostać ukarany. Zabił dwóch naszych ludzi, nie ważne na czyj rozkaz. Wszedł nam w drogę. Nie może mu to ujść płazem.</p>
<p style="text-align:justify;">Marcus westchnął z rezygnacją.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pięćdziesiąt batów, czy to waszym zdaniem odpowiednia kara? – skinęli głowami, Ian spojrzał na Szarookiego z okrutną satysfakcja, nie potrafił znieść myśli, że ktoś go wykiwał. – Jeżeli chodzi o wyklętego, egzekucja odbędzie się jutro o zachodzie słońca.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie! – wyrwało się przerażonej tymi słowami Elizie. Chciała powiedzieć coś jeszcze, ale siedzący przy niej Rjiav, najwyraźniej na jakiś znak swojego nauczyciela, błyskawicznie wstał i położył jej rękę na ustach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeżeli to już wszystko, służący pokaże wam wasze komnaty – powiedział chłodno.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przyjdziemy dopilnować, czy wymierzono demonowi zasłużoną karę – warknął Kevin.</p>
<p style="text-align:justify;">Łowcy niechętnie opuścili salę. Rjiav puścił królewnę. Nie odezwała się, patrzyła z nienawiścią w oczach na Marcusa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pokaż mi mój pokój – poprosiła cicho, stojącego przy niej chłopaka.</p>
<p style="text-align:justify;">Tamten spojrzał pytająco na Władcę Demonów. Mężczyzna skinął głową. Rjiav wraz z Elizą opuścili komnatę. Sylwia zerwała się od stołu i wybiegła za nimi.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki obrzucił Marcusa zdumionym spojrzeniem. Opadł ciężko na drewnianą ławę. Władca Demonów usiadł po przeciwległej stronie dębowego stołu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mówiłem ci przecież… &#8211; zaczął Matthew.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wiem co mówiłeś – przerwał mu mężczyzna. – Tak będzie lepiej. Dla ciebie również. Pozbędziesz się swojego rywala, a ona znienawidzi mnie, a nie ciebie. Zresztą i tak nie pozostawili mi zbyt dużego wyboru.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie możesz tego zrobić! – oczy chłopaka płonęły. – Nie pozwolę ci jej w ten sposób skrzywdzić!</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie mam innego wyjścia – warknął Marcus – po za tym to wyklęty. Jest dla niej niebezpieczny.</p>
<p style="text-align:justify;">- Oni tak samo myślą o demonach – powiedział cicho Szarooki. – Uważają, że jesteśmy źli z natury i żyjemy tylko po to, żeby mordować, a naszym hobby są kąpiele w krwi niewinnych ofiar. To zwyczajny rasizm, Marcusie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tym razem tak nie jest. Zrodzone w ten sposób dzieci są naprawdę złe. Włada nimi czarna magia. Ona jest ich częścią.</p>
<p style="text-align:justify;">- Skąd o tym wiesz?</p>
<p style="text-align:justify;">- Walczyłem z wyklętymi, Matthew. Znam ich. To złe istoty. W tym wypadku Łowcy mają rację. Trzeba ich zabijać. Nie mogę pozwolić, żeby ktoś taki kręcił się w pobliżu mojej córki.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki pokręcił głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie spotkałem w swoim życiu wielu wyklętych, ale ufam Elizie. Chiredan nie może być kimś złym. Pamiętaj, że ona widzi aury. Wie komu może zaufać, jakie kto ma uczucia i zamiary.</p>
<p style="text-align:justify;">- Skoro tak to czemu tyle czasu uciekała przed tobą? – zadrwił Marcus.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ponieważ – odpowiedział niechętnie Matthew – widziała w moich myślach pożądanie. Bała się mnie. Teraz już wie, że to bez znaczenia. Nabrała pewności, że jej nie skrzywdzę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Żałuję, że zapytałem – jęknął jasnowłosy mężczyzna.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy Eliza rano wyszła z komnaty, Rjiav czekał na nią pod drzwiami. Spojrzała na niego odrobinę zdumiona. Miał na sobie lekko wygniecioną lnianą koszulę, a jego blond czupryna wyglądała na odrobinę roztrzepaną.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dzień dobry – powiedział niepewnie uśmiechając się do dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">- Byłeś tu całą noc? – spytała z niedowierzaniem.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak skinął głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przepraszam – powiedział spuszczając wzrok – Lord Marcus kazał mi cię pilnować, pani. Sądzi, że zbuntujesz się przeciwko jego postanowieniom i będziesz próbowała coś z tym zrobić…</p>
<p style="text-align:justify;">- Rozumiem – odparła starając się mówić łagodnym tonem – to nie twoja wina. Gdzie jest Matthew? Chce się z nim zobaczyć.</p>
<p style="text-align:justify;">Rjiav zmieszał się jeszcze bardziej.</p>
<p style="text-align:justify;">- To w tym momencie nie możliwe, pani. Książę Corvidae jest chwilowo niedysponowany.</p>
<p style="text-align:justify;">W jednej chwili królewna przypomniała sobie o karze, jaką wymierzył Szarookiego jej ojciec. Zadrżała.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdzie on jest? – warknęła ostrzej niż zamierzała. – Co mu zrobili?</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak wyglądał na spłoszonego, milczał. Eliza wyminęła go i pobiegła przed siebie szerokim korytarzem. Martwiła się o Matthew, a po za tym, był on jedyną osobą mogącą jej pomóc uratować Chiredana. Rjiav złapał ją zanim dobiegła do prowadzących w dół schodów.</p>
<p style="text-align:justify;">- Puść mnie – syknęła.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie mogę – powiedział przepraszająco chłopak. – Takie dostałem rozkazy.</p>
<p style="text-align:justify;">Uwagę dziewczyny przyciągnęło jakieś poruszenie. Królewna wyjrzała przez duże, wychodzące na dziedziniec, wykuszowe okno. Z jej krtani wydobył się cichy jęk zgrozy. Na placu stał pręgierz, a do niego przywiązany był Szarooki. Chłopak miał na sobie tylko spodnie. Przy nim stał wymierzający mu razy gwardzista, a nie opodal jeszcze kilku. Pod murem z szarej cegły stali dwaj Łowcy. Zauważyła na ich twarzach wyraz mściwej satysfakcji.</p>
<p style="text-align:justify;">- Puszczaj – krzyknęła wyrywając się z rąk Rjiava. Chłopak nie posłuchał. Zaczęła go wściekle okładać pięściami. – Puść mnie! – wrzasnęła.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przestań, proszę… &#8211; powiedział przyciągając ją bliżej do siebie, żeby móc ją wygodniej złapać.</p>
<p style="text-align:justify;">Nawet nie próbował chwycić rąk dziewczyny. Pozwalał się jej spokojnie bić. W końcu królewna ochłonęła. Po jej policzkach ściekały słone łzy. Przylgnęła do, ciągle trzymającego ją, chłopaka. Zmieszany Rjiav przytulił ją niezdarnie. Była to ostatnia rzecz, jakiej by się spodziewał.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza siedziała skulona w dużym, wygodnym fotelu. Nie wiedziała co ze sobą zrobić. Wszystko wydawało jej się beznadziejne. Czekała, kiedy będzie mogła zobaczyć się z Matthew. Coraz bardziej bała się o Chiredana. Zdawała sobie sprawę, że ich sytuacja jest, krótko mówiąc, opłakana. Nie widziała żadnego rozwiązania. Cholerni Łowcy, teraz nienawidziła ich jeszcze bardziej.</p>
<p style="text-align:justify;">Po pewnym czasie do komnaty weszła Sylwia. Minęła bez słowa chodzącego niespokojnie przy drzwiach Rjiava, który nie opuszczał królewny na krok. Ukucnęła przy fotelu Elizy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Hej, Liska, nie zamartwiaj się tak. Coś wymyślimy, jak zawsze zresztą – powiedziała starając się zachować pogodny ton.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna spojrzała na nią jakby tamta przybyła z kosmosu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co z Mattem? – zapytała cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nic mu nie będzie. Jest demonem, pamiętasz? Ich rany goją się znacznie szybciej niż u ludzi. Co prawda dzisiaj nie będzie mógł się ruszyć, ale jutro już powinno być w miarę ok.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chcę się z nim zobaczyć… &#8211; utkwiła w Sylwii błagalne spojrzenie – proszę…</p>
<p style="text-align:justify;">- Jasne, myślę, że możemy do niego iść… – spojrzała pytająco na Rjiava.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak niechętnie skinął głową.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy stanęli przed drzwiami jednej z gościnnych komnat, Sylwia pociągnęła Rjiava za rękaw.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niech idzie sama – powiedziała cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak posłusznie się zatrzymał. Pozwolił Elizie wejść do środka, a sam razem z rudą czarownicą został na korytarzu.</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna rozejrzała się po pomieszczeniu. Szarooki leżał na brzuchu, na wielkim, dębowym łóżku. Podbiegła do niego i uklęknęła przy nim. Mimowolnie spojrzała na jego plecy. Były poranione do żywego mięsa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matt… &#8211; wyszeptała cicho, w jej błękitnych oczach zalśniły łzy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cii – powiedział do niej uspakajająco.  – Nic mi nie będzie.</p>
<p style="text-align:justify;">Delikatnie dotknęła dłonią jego policzka. Uśmiechnął się do niej blado. Przytrzymał jej rękę przy swojej twarzy.</p>
<p style="text-align:justify;">- To wszystko moja wina, gdybym nie kazała ci ich zabić…</p>
<p style="text-align:justify;">- Oni zastrzeliliby nas bez wahania – przerwał dziewczynie Szarooki. – Posłuchaj, to bardzo ważne. Powiedz Marcusowi, że nie może zabić Chiredana bez porozumienia z Sojuszem. Zażądaj konsultacji z królem Ardanienem w tej sprawie. Nie będzie mógł odmówić.</p>
<p style="text-align:justify;">- I myślisz, że Rada coś tu pomoże? – spytała powątpiewająco.</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew pokręcił głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie, ale da nam więcej czasu na zastanowienie się, co zrobić.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan leżał skulony na wyściełającym skromną celę sianie. Pogodził się już z tym, że ma umrzeć, dalej jednak odczuwał strach. Martwił się też o Elysoun i sam nie wiedział czemu, ale odczuwał ogromną zazdrość. Cierpiał na samą myśl o tym, że jego Stokrotka, przebywa w towarzystwie szarookiego demona. Nie mógł wyrzucić z myśli obrazu, który ujrzał po przebudzeniu w jaskini. Jego dziewczyna śpiąca na kolach Matthew. Do tego, jakby jeszcze było mało, potwornie bolał go brzuch. Przynajmniej, tym razem, strażnicy traktowali go w miarę humanitarnie. Zacisnął mocniej powieki. Za wszelką cenę próbował przywołać wspomnienia wycieczki na Florydę. Zdawał sobie sprawę, że chwile spędzone w towarzystwie Elysoun były najlepszym rozdziałem jego życia.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">W oczach królewny płonął ogień. Patrzyła na swojego ojca, Władcę Demonów, z czystą, nieskrywaną nienawiścią.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie! – powiedział stanowczo, siedzący w wyściełanym ciemnozielonym aksamitem fotelu, Marcus. – Egzekucja odbędzie się o zachodzie słońca. Nie jesteś w stanie wpłynąć na moja decyzję.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie możesz go zabić – powiedziała lodowatym tonem. – Musisz najpierw porozumieć się z Sojuszem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Reprezentują ich Łowcy, a oni wyraźnie zażyczyli sobie śmierci wyklętego – odparł spokojnie. – Nie zamierzam dać wam więcej czasu. Już w wystarczające kłopoty wpakowałaś księcia Corvidae, nie uważasz? Ten idiota zrobi dla ciebie wszystko. Nie potrzeba mu więcej problemów. Zakochany głupiec.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza obrzuciła ojca zaskoczonym spojrzeniem. Nigdy nie przyszłoby jej do głowy sądzić, że Szarooki jest w niej zakochany. Po za tym, ona sama kochała Chiredana, a Matthew o tym wiedział. Na pewno by jej nie pomagał, gdyby to co powiedział Marcus było prawdą. Wówczas śmierć jej chłopaka byłaby mu jak najbardziej na rękę. Królewna boleśnie zdała sobie sprawę, jak działa na nią obecność Szarookiego. Pragnęła jego bliskości. Chciała, żeby był przy niej. Gdyby to co mówił Władca Demonów było prawdą, stanęłaby przed naprawdę trudnym wyborem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie możesz go zabić! – powtórzyła błagalnie dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Owszem mogę i zrobię to – odparł lodowato zimnym tonem. – Chiredan Blair zginie o zachodzie słońca.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nienawidzę cię! – wrzasnęła królewna i ze łzami w oczach wybiegła z pokoju.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Zachód słońca zbliżał się nieubłaganie. Eliza siedziała w ogrodzie pod pięknym, rozłożystym drzewem. Rjiav nie spuszczał jej z oczu. Dziewczyna nie wiedziała co robić. Czuła w sobie przeraźliwą pustkę. Wiedziała, że tym razem Matthew jej nie pomoże, chłopak nie był w stanie się ruszać. Podejrzewała, że Marcus zrobił to specjalnie, żeby w żaden sposób nie mogli mu przeszkodzić. Strach o Chiredana ściskał jej gardło. Z każdą kolejną godziną ogarniała ją coraz większa panika.</p>
<p style="text-align:justify;">U bram ogrodu pojawiły się jakieś postacie. Eliza podniosła wzrok, żeby zobaczyć kto to. Rjiav stanął przed nią w gotowej do ataku pozycji, rozluźnił się jednak rozpoznając Sylwię.</p>
<p style="text-align:justify;">- Liska! – zawołała ruda czarownica podbiegając do królewny. – Długo cię szukaliśmy!</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza wzdrygnęła się, kiedy rozpoznała dwie pozostałe osoby. Byli to Devor i Wika. Poczuła jeszcze większy strach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dopiąłeś swojego – warknęła do Łowcy, pod opieką Rjiava czuła się pewniejsza siebie niż zwykle, a w każdym razie wierzyła, że w razie czego chłopak stanie w jej obronie. – Jesteś teraz zadowolony?</p>
<p style="text-align:justify;">- O czym ona mówi? – spytała Wika Sylwii.</p>
<p style="text-align:justify;">- To właśnie ta sprawa o której mieliśmy rozmawiać – oznajmiła czarownica. – Marcus chce stracić Chiredana. Egzekucja odbędzie się za godzinę. Nie mam pojęcia co możemy zrobić.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie uważacie, że jeżeli ten wyklęty zginie, to po prostu pozbędziemy się problemu? – spytał niepewnie Devor.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza posłała mu nienawistne spojrzenie. Ten człowiek nie mógł być jej bratem! Nie miał żadnych uczuć!</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie, nie uważamy tak – stwierdziła twardo Wika. – Jest przyjacielem Liski i dlatego musimy go chronić. Nie wiem czy pamiętasz, ale wcale nie tak dawno temu chciałeś też pozbyć się Matthew. Jesteś pochopny, impulsywny i niezbyt bystry, nawet jak na faceta. – oznajmiła.</p>
<p style="text-align:justify;">Devor spojrzał spode łba na blond ślicznotkę.</p>
<p style="text-align:justify;">- W takim razie dlaczego ze mną jesteś? – spytał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Masz w sobie też dobre cechy… &#8211; stwierdziła. – Na przykład jesteś przystojny… i całkiem niezły w łóżku…</p>
<p style="text-align:justify;">- Ludzie! Nie mamy teraz na to czasu! – wtrąciła się Sylwia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co niby mamy zrobić? – spytał Devor wzdychając ciężko.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeszcze nie wiem – oznajmiła czarownica – ale na pewno nie możemy pozwolić mu umrzeć.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Prowadzony przez dwóch strażników Chiredan szedł wyprostowany, patrząc przed siebie śmiałym spojrzeniem przenikliwych, zielonych oczu. Bał się, ale był przygotowany na śmierć. Zabrali go na plac gdzie miała odbyć się egzekucja. Pobladł, kiedy zaprowadzili go na szubienicę, ale w żaden inny sposób nie okazał swojego strachu.</p>
<p style="text-align:justify;">Na placu zebrał się spory tłum. Chłopak szukał wzrokiem Elysoun. Tylko na jej widoku mu zależało. Właściwie błagał w duchu, żeby jej tam nie było. Nie chciał, żeby oglądała jego śmierć. W pewnym momencie zobaczył królewnę. Stała pod wschodnim murem zamku. Patrzyła prosto na niego. Mimo odległości, jaka ich dzieliła, mógłby przysiąc, że widzi w jej oczach łzy. Trzymał ją jakiś wysoki, szczupły chłopak o prawie żółtych, roztrzepanych włosach. Dziewczyna ze wszystkich sił starała się uwolnić. Chiredan poczuł jeszcze większy żal. To właśnie w tym wszystkim było najstraszniejsze, już nigdy więcej jej nie zobaczy.</p>
<p style="text-align:justify;">Dowódca straży dał znak, żeby rozpocząć egzekucję. Strażnicy związali Chiredanowi ręce za plecami. Nałożyli mu na szyję pętlę od szubienicy. Chłopak przymknął oczy. Więc tak miało skończyć się jego życie. Przypomniał sobie przyjemne, spędzone z Elysoun chwilę. Przynajmniej, odchodząc, był pewien, że istnieje coś dla czego warto było żyć. Żałował tylko, że dopiero teraz zdał sobie sprawę jak bardzo pokochał Elysoun.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Devor był na siebie wściekły. Wiedział, że wszystko schrzanił. Własna siostra go nienawidziła, a ukochana uważała, że jest skończonym kretynem. Zasłużył sobie na to bez dwóch zdań. Musiał coś zrobić, nie mógł tego tak zostawić.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy zobaczył jak prowadzą Chiredana na szafot zaczął przedzierać się przez stojący na placu tłum. Zobaczył, że gwardziści założyli stryczek na szyję chłopaka. Herold zaczął czytać oskarżenie.</p>
<p style="text-align:justify;"><em>Stojący tutaj Chiredan Blair jest oskarżony o posługiwanie się czarną magią. Wielokrotnie uciekał przed sprawiedliwością Łowców, wielu z nich poniosło z jego ręki śmierć. Chiredan Blair jest wyklętym… </em></p>
<p style="text-align:justify;">Na tą wiadomość w tłumie podniosły się niedowierzające szmery. Devor nie tracąc czasu zaczął wspinać się na podwyższenie.</p>
<p style="text-align:justify;"><em>Zagraża zarówno Sojuszowi jak i spełnieniu się proroctwa </em>– kontynuował herold. &#8211; <em>Niniejszym skazany zostaje na śmierć przez powieszenie. </em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Podpisane własną ręką</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Lord Marcus Aquila Verreauxii, Władca Demonów</em></p>
<p style="text-align:justify;">- STOP! – wrzasnął nowo koronowany król Terony, kiedy stanął na szczycie schodów. Odwrócił się do zgromadzonych na placu ludzi. – Marcusie! – zawołał gromkim głosem. – Jestem Devor Vayandar, członek Rady Zjednoczonych Królestw, Łowca i świeżo koronowany król Terony. Jeżeli, bez zgromadzenia Rady Sojuszu, zabijesz tego człowieka, będzie to oznaczało wojnę. Mówię to w imieniu nie tylko ludu Terony, ale i Łowców.</p>
<p style="text-align:justify;">Na placu zapanowała cisza. Nikt nie śmiał nawet głośniej odetchnąć. Devor uważnie patrzył na stojącego na zamkowych flankach samotnego mężczyznę. W pewnym momencie tamten zaczął się zmieniać. Nie był już przystojnym człowiekiem w średnim wieku. Jego ciało urosło. Miał teraz prawie trzy metry wzrostu. Rozdarł koszulę i na jego nagim torsie było widać wszystkie stalowe, naprężone pod skórą mięśnie. Z pleców wyrosły mu olbrzymie, purpurowo-czarne skrzydła. Jego twarz nie przypominała już ludzkiej. Ryknął wściekle jak dzikie zwierzę. Wzbił się w powietrze i wylądował tuż obok Devora.</p>
<p style="text-align:justify;">Młody król Terony z trudem przełknął ślinę. Nie był do końca pewny w co się właściwie wpakował. Spojrzał demonowi prosto w jego czerwone, nieludzkie oczy. Czekał.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza z niedowierzaniem słuchała przemowy swojego brata. Nigdy by się tego po nim nie spodziewała i to właśnie w momencie kiedy straciła resztki nadziei.</p>
<p style="text-align:justify;">- Devorze Vayandar – odezwał się potwór, a jego głos roznosił się echem po całym zamku. – To moje królestwo i mój więzień, a ty nie masz najmniejszych podstaw, żeby wtrącać się w moje sprawy.</p>
<p style="text-align:justify;">Przez jakiś czas spokojna królewna, znowu zaczęła się szarpać. Za wszelką cenę chciała wydostać się z silnego uchwytu Rjiava. W pewnym momencie ugryzła go w rękę. Zaskoczony chłopak wypuścił ją na chwilę. To wystarczyło. W jednej chwili zniknęła w stojącym na placu, zwartym tłumie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Owszem, mam podstawy – kontynuował Devor, mimo, iż zdawał sobie sprawę, że nie jest to prawdą. – Nie możesz samodzielnie podejmować tak ważnych decyzji. One należą do Rady Sojuszu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Obecni tutaj Łowcy zdecydowali się ich reprezentować – wskazał na stojącą prawie pod samą szubienicą dwójkę. Mężczyźni niepewnie pokiwali twierdząco głowami. Trwożliwie patrzyli to na Marcusa to na Devora. – Kontynuujmy egzekucję – oznajmił chłodno. -Porozmawiamy później.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza przedarła się przez tłum. Wbiegła na prowadzące na podwyższenie schody. Żaden ze strażników nie ośmielił się jej zatrzymać, tak jak wcześniej żaden nie zatrzymał Devora.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ojcze! – powiedziała cichym, ale stanowczym głosem. Wszyscy spojrzeli w jej stronę. – Nie możesz go zabić. Kocham go i noszę w sobie jego dziecko – oznajmiła patrząc poważnie demonowi w oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">Potwór ryknął wściekle. Dźwięk, który wydobył się z jego piersi sprawił, że wszyscy zadrżeli.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ty idiotko! – syknął.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie zdążył powiedzieć nic więcej. Na podwyższenie wszedł ktoś jeszcze. Kiedy strażnicy próbowali go zatrzymać, wykonał dłonią jeden nieznaczny gest, a oni nagle zamarli niczym zamrożeni. Przybysz spokojnie szedł dalej. Miał na sobie zielony, wełniany płaszcz. Ściągnął z głowy kaptur, odsłaniając złote, splecione w myśliwski warkocz włosy. Devor ze zdumieniem rozpoznał Leldorina, syna króla z Silva Magna i niedoszłego nażyczonego swojej siostry.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ona ma rację, Marcusie – powiedział spokojnym, uprzejmym głosem elf. Mimo tego, że nie mówił głośno, cały zgromadzony na placu tłum mógł go usłyszeć. – Chiredan Blair jest półelfem, moim bratem, najmłodszym synem króla Traviana z Wielkiego Lasu, a to czyni go najmłodszym synem z Silva Magna o którym mówi proroctwo. Magia przepowiedni jest silniejsza od każdej innej, dlatego właśnie nie działa na niego czar wyklętych. Twoja córka ma pełne prawo go poślubić, jeżeli taki właśnie jest jej wybór.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew wyglądał przez wychodzące na plac okno. Z trudem mógł utrzymać się na nogach. Nie wiedział co się stanie, jeżeli Chiredan umrze, jednak przebieg wydarzeń zupełnie go zaskoczył.</p>
<p style="text-align:justify;"><em>Dziecko, </em>przymknął oczy, zalała go fala bólu. Czuł się pusty w środku. <em>Ona urodzi jego dziecko. Dlaczego? Jak to możliwe?</em></p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy pojawił się Leldorin, Szarooki zdał sobie sprawę, że musi podjąć decyzję, bo od tego co zrobi będzie zależało całe życie i szczęście Elizy. Zdziwił się, kiedy elf w pierwszej kolejności przyszedł do niego. Oznajmił mu, że potrafi zdjąć wiążące pamięć dziewczyny zaklęcia, powiedział mu też kim jest Chiredan, a potem kazał decydować. Matthew nie potrafił zdobyć się na to, żeby pozwolić Marcusowi zabić chłopaka. Natychmiast wysłał Leldorina na plac. Nie był też pewien czy to dobry pomysł, żeby przywracać Elizie pamięć. Jednego tylko był pewien. Kochał ją i nie chciał, żeby cierpiała. Wiedział, że nigdy nie pokocha nikogo innego.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Łowcy zmyli się z placu od razu, gdy okazało się, że egzekucja nie dojdzie do skutku. Siedzieli teraz smętnie w karczmie popijając piwo.</p>
<p style="text-align:justify;">- O mało co nie doprowadziliśmy do wszechogarniającej wojny &#8211; jęknął jeden z nich.</p>
<p style="text-align:justify;">- Skąd do licha mieliśmy wiedzieć Kevinie? – zapytał przyjaciela zrezygnowany Ian.</p>
<p style="text-align:justify;">Do ich stolika podszedł zakapturzony mężczyzna. Był w podeszłym wieku. Przysiadł się bez pytania. Spojrzeli na niego wrogo. Ich miny jednak zmieniły się na wystraszone, kiedy zsunął z twarzy kaptur.</p>
<p style="text-align:justify;">- Partacze – syknął. – Mieliście tylko doprowadzić do śmierci jednego durnego dzieciaka! Czy to naprawdę było takie trudne?</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzeli na niego niedowierzająco.</p>
<p style="text-align:justify;">- Całe szczęście, że się nie udało. Przecież to oznaczałoby koniec proroctwa i wojnę… &#8211; szepnął Ian.</p>
<p style="text-align:justify;">- No cóż, właśnie o to mi chodziło – odpowiedział starzec spokojnie. – Dobranoc panowie – powiedział miłym głosem, a kiedy wstawał od stolika leżały na nim martwe ciała Łowców. Wyglądali zupełnie tak, jakby zasnęli w trakcie picia.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy Matthew wszedł do sali biesiadnej, wszyscy już tam byli. Rozejrzał się po twarzach zebranych. Wika siedziała na drewnianej ławie, tuląc się do Devora, Sylwia przycupnęła na niskim stołeczku tuż obok wyjścia, a nad nią stał oparty o ścianę Rjiav. Marcus z poszarzałą twarzą zajmował wysoki, wyłożony futrem, dębowy fotel. Leldorin z obojętną miną siedział naprzeciwko króla Terony, pogrążony z nim w cichej dyskusji. Szarookiego coś ścisnęło w środku na widok Elizy i Chiredana. Chłopak siedział przy oknie na jednym, z obitych skórą krzeseł, królewna klęczała na leżących na podłodze futrach, trzymając głowę na jego kolanach. Chiredan delikatnie gładził jej włosy. Gdy Eliza podchwyciła wzrok Matthew uśmiechnęła się do niego delikatnie. Chłopakowi chciało się wyć. Podjął jednak decyzję.</p>
<p style="text-align:justify;">Podszedł do długiego, drewnianego stołu i usiadł obok Leldorina.</p>
<p style="text-align:justify;">- Moja odpowiedź brzmi: nie – powiedział cichym, ale pewnym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">Elf obrzucił go smutnym, ponurym spojrzeniem, ale skinął głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przykro mi – powiedział tylko.</p>
<p style="text-align:justify;">Lord Marcus nie wyglądał na zadowolonego. Wstał ze swojego miejsca u szczytu stołu. Podszedł do klęczącej na podłodze córki. Podniosła na niego swoje smutne, niebieskie oczy. Ich spojrzenie było równie lodowato-zimne jak jego własnych. Chiredan wstał zasłaniając sobą dziewczynę. Leldorin uleczył jego opatrzone przez Sylwię rany i teraz nie było po nich śladu. Chłopak czuł się zupełnie zdrowy. Był w pełni sił.</p>
<p style="text-align:justify;">- Spokojnie – powiedział cicho Władca Demonów, a w kącikach jego ust zagościł drwiący uśmiech. – Chcę się tylko dowiedzieć co planujecie zrobić. Potem możecie odejść. Nie jesteście zaproszeni na naradę.</p>
<p style="text-align:justify;">Mimo, że mężczyzna wyglądał przerażająco, zwłaszcza po tym jak na oczach wszystkich przyjął swoją demoniczną postać, Chiredan odważnie spojrzał mu w oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kocham Elizę – powiedział poważnie, wyraźnie wypowiadając każde słowo. – Jest dla mnie wszystkim. Chcę się z nią ożenić, jeżeli się zgodzi – oznajmił patrząc na dziewczynę z miłością i nadzieją w oczach.</p>
<p style="text-align:justify;">Marcus prychnął. Jego niechętne spojrzenie przeniosło się na królewnę.</p>
<p style="text-align:justify;">- A co ty o tym sądzisz? – zapytał. – Chcesz poślubić tego chłopaka?</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza rozejrzała się po sali. Przez chwilę jej zagubione spojrzenie spotkało się ze zrozpaczonym wzrokiem Matthew. Potem przeniosła je na ojca.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kocham Chiredana – oznajmiła pewnym głosem – i tak, chcę.</p>
<p style="text-align:justify;">Władca Demonów skinął głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Świetnie – powiedział, a jego głos ociekał sarkazmem. – W takim razie niedługo wyprawimy wesele, a teraz możecie odejść.</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna wstała, wzięła za rękę Chiredana i razem wyszli z komnaty. W sali zapanowała grobowa cisza. Marcus podszedł do Szarookiego. Położył mu rękę na ramieniu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jesteś tego pewien Matthew? – zapytał ponuro.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, jestem – odpowiedział cicho chłopak, a jego twarzy przybrała wyraz lodowatej maski.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki siedział pod drzewem w pałacowym ogrodzie. Miał wszystkiego dość. Po głowie snuły mu się ponure, złowrogie myśli. Na wyłożonej kolorowymi kamyczkami ścieżce pojawiła się Sylwia. Usiadła koło chłopaka. Położyła mu głowę na ramieniu. Wyciągnął rękę i objął ją czułym gestem. Siedzieli tak przez dłuższą chwilę w milczeniu. W pewnym momencie dziewczyna uniosła się odrobinę i pocałowała chłopaka w usta. Spojrzał na nią zaskoczony, delikatnie odsuwając od siebie czarownicę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Sylwia… &#8211; łagodnie wymówił jej imię. – Ja nie mogę – westchnął cicho. – Jesteś moją przyjaciółką…</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna zerwała się z trawy. W jej oczach pojawiły się łzy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zawsze tak jest – jęknęła. – Wika i Eliza są piękne, co chwila umawiają się z nowymi chłopakami, a mnie tylko każdy traktuje jak przyjaciółkę. Czego mi brakuje? – spytała, a w jej głosie pobrzmiewała nutka rozpaczy.</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew wstał. Podszedł do niej. Przyciągnął ją do siebie. Wtuliła się w niego łkając.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niczego ci nie brakuje – powiedział cicho chłopak. – Jesteś bardzo atrakcyjna i seksowna – dodał odsuwając ją od siebie odrobinę i wycierając dłonią łzy z jej policzków.</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzała mu w oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc dlaczego mnie nie chcesz?</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak pokręcił głową. Przytulił ją do siebie z powrotem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Bo to nie byłoby fair – powiedział poważnie. – Nie jestem człowiekiem, nas obowiązują inne zasady. Jesteśmy jak wilki, albo orły. Łączymy się w pary na całe życie. Kocham Elizę i to zawsze będzie ona. Nigdy nie będę w stanie pokochać kogokolwiek innego.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza nie była pewna swojej decyzji. Właściwie to niczego już nie była pewna. Przypomniała sobie ból i rozpacz w oczach Matthew. Czy to co mówił Marcus mogło być prawdą?</p>
<p style="text-align:justify;"><em>Nie, to nie możliwe</em> &#8211; wybiła sobie z głowy dziewczyna. &#8211; <em>Gdyby to była prawda, na pewno by coś zrobił. Jakoś zareagował, a on po prostu…</em>- ucięła tą myśl, zanim zastanowiła się nad nią do końca. &#8211; <em>Marcus z pewnością mnie okłamał.</em></p>
<p style="text-align:justify;">Leżała na plecach, na wielkim łożu wpatrując się w kolorowy baldachim. Chiredan umył się i włożył czyste ubranie. Podszedł do dziewczyny. Usiadł przy niej.</p>
<p style="text-align:justify;">- O czym myślisz? – zapytał.</p>
<p style="text-align:justify;">- To nie ma znaczenia – westchnęła.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak spojrzał na nią. Uśmiechnął się łagodnie. Wziął ją za rękę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ja mówiłem poważnie, naprawdę cię kocham, Stokrotko &#8211; oznajmił. – Wszystko się jakoś ułoży, a kiedy dziecko przyjdzie na świat…</p>
<p style="text-align:justify;">- Jakie dziecko? – zdziwiła się dziewczyna przerywając mu w pół słowa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przecież mówiłaś… &#8211; nie zrozumiał chłopak.</p>
<p style="text-align:justify;">- O cholera – szepnęła dziewczyna. Wybuchła śmiechem. – Przepraszam cię Chiredanie, to po prostu było pierwsze co przyszło mi do głowy, żeby przekonać Marcusa. Więc jeżeli chodzi o to dziecko… to chyba rzeczywiście będziemy musieli je zrobić – uśmiechnęła się do chłopaka filuternie.</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan z dezaprobatą pokręcił głową. Potem uśmiechnął się do Elizy. Położył się przy niej na łóżku, delikatnie całując jej usta.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Na zamku rozpoczęły się przygotowania do hucznego wesela. Eliza chodziła jak we śnie. Kochała Chiredana, ale wcale nie była pewna czy chce z nim brać ślub. Tak krótko się znali, po za tym dręczyły ją jej własne, niejasne uczucia w stosunku do Szarookiego. Zastanawiała się czy przypadkiem, to co mówił Marcus nie było prawdą. Tak bardzo chciała się dowiedzieć czy Matthew też ją kocha.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza, otulona błękitnym, wełnianym płaszczem siedziała na drewnianej ławce w różanym ogrodzie. Zastanawiała się jak to się dzieje, że róże kwitną przez cały rok. W pewnym momencie usłyszała szczekanie. Do ogrodu wpadł biały wilk tratując wszystko na swojej drodze.</p>
<p style="text-align:justify;">- Snowy! Snowy! – uradowana zawołała psa po imieniu.</p>
<p style="text-align:justify;">Rzucił się na nią radośnie merdając ogonem. Zaraz za psem przybiegła mała dziewczynka. Miała może sześć lat. Pisnęła radośnie i rzuciła się na Elizę jak gdyby nigdy nic odganiając ogromnego psa. Wilk uspokoił się i położył u nóg swojej pani. Mała blondyneczka wdrapała się na kolana królewny.</p>
<p style="text-align:justify;">- Eliza – pisnęła, po jej policzkach spływały łzy. – Pamiętasz mnie? Prawda? Pamiętasz? Powiedz, że pamiętasz! Musisz mnie pamiętać! – z jej ust wypłynął potok słów. Brzmiały jak świergot natrętnego ptaszka. Wtuliła się ufnie w dziewczynę zarzucając jej na szyję drobne ramionka.</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna spojrzała na nią ciekawie. Dziewczynka miała złote loczki i niebieskie oczy. Wyglądała jak mniejsza kopia jej samej. Eliza pokręciła głową. To nie było możliwe.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jesteś moją córką? – zapytała niepewnym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczynka obrzuciła ją zdumionym spojrzeniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc nie wiesz kim jestem? – spytała smutnym głosikiem. – Naprawdę nie wiesz?</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie, przykro mi – odpowiedziała cicho królewna.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziecko spoważniało. Na jego twarzy pojawiła się jakaś dziwna determinacja.</p>
<p style="text-align:justify;">- To nic – powiedziała tylko odrobinę drżącym od wstrzymywanego płaczu głosem. – Ja i tak cię kocham.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza przytuliła ją do siebie czule. Tak bardzo chciała sobie wszystko przypomnieć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie smuć się malutka – wyszeptała łagodnie. &#8211; Powiedz, jak masz na imię?</p>
<p style="text-align:justify;">- Myo, nazwałaś mnie Myo od Myosotis, niezapominajki – oznajmiła blondyneczka cichutko.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, pasuje do ciebie – przyznała królewna. – Cieszę się, że do mnie przyszłaś Myo. Na pewno sobie wszystko przypomnę.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan siedział na fotelu. Czytał oprawioną w skórę, bogato zdobioną książkę. Obrzucił Elizę pytającym spojrzeniem, kiedy weszła do ich wspólnej komnaty prowadząc za rękę mała dziewczynkę. Za nimi wesoło dreptał biały wilk. Królewna wzruszyła ramionami. Niczego już nie była pewna. Mała nieufnie podeszła do chłopaka. Chiredan zsunął się z fotela siadając na dywanie, tak, żeby być na wysokości małej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cześć – powiedział. – Jak ci na imię?</p>
<p style="text-align:justify;">- Myo – wyszeptała dziewczynka nieśmiało.</p>
<p style="text-align:justify;">- Miło mi cię poznać Myo – oznajmił – ja jestem Chiredan. Ile masz lat? – zapytał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Sześć – odparła mała z dumą, jednocześnie pokazując mu na palcach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Aha, to ty już duża jesteś. Ja mam dwadzieścia. Za miesiąc skończę dwadzieścia jeden. Strasznie stary jestem, co? &#8211; Skinęła głową. Podeszła do niego bliżej. – Pokazać ci jakąś sztuczkę? – zapytał.</p>
<p style="text-align:justify;">Z zapałem pokiwała głową. Usiadła przy nim na dywanie. Chłopak mrugnął do Elizy. Zaczął się popisywać przed dziewczynką swoimi zdolnościami w złodziejskim fachu. Myo zaśmiewała się uradowana.</p>
<p style="text-align:justify;">- Myo, co ty tu robisz? – zapytał w pewnym momencie. – Gdzie jest twoja mama?</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczynka wyglądała jakby uznała, że się z niej nabija. W końcu spojrzała mu poważnie w oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tutaj – powiedziała wskazując na Elizę. Skinął głową. – A kim jest twój tata? – spytał. – Widzisz, nie znam cię jeszcze i muszę o wszystko pytać – dodał szybko widząc konsternację na jej twarzy. – Skąd mam wiedzieć, jeżeli mi nie opowiesz?</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnęła się do niego wesoło.</p>
<p style="text-align:justify;">- Masz rację – powiedziała. – Mój tata jest demonem i zamienia się w panterę. Ma na imię Matt.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza pobladła na twarzy, Chiredan też.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna zostawiła Myo pod opieką Chiredana. Teraz była pewna, że musi odbyć z Matthew bardzo poważną rozmowę. Po długich poszukiwaniach znalazła go w stajni. Czyścił czarnego jak noc, demonicznego konia. Rumak zarżał przyjaźnie na jej widok. Weszła do dużego, wyłożonego czystą słomą boksu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cześć – przywitała się niepewnie z Szarookim.</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnął się do niej smutno.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co tu robisz? – spytał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Musze ci zadać pytanie, a ty przyrzekniesz, że mnie nie okłamiesz.</p>
<p style="text-align:justify;">Popatrzył na nią poważnie. Przez chwilę milczał. W końcu skinął głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zgoda, pytaj – powiedział.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czy Myo jest moją córką? – zapytała. – Naszą córką – poprawiła się po chwili.</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew roześmiał się. W tym śmiechu nie było ani odrobiny wesołości. Pokręcił przecząco głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Myo uważa cię za swoją mamę – zastanowił się chwilę jak wytłumaczyć resztę. – Wychowywaliśmy ją, traktowaliśmy jak naszą córkę – przyznał chłopak. – Kiedyś była twoją wróżką. Nadałaś jej imię. Teraz jest po prostu zwykłym dzieckiem. – Spojrzał królewnie w oczy. – Mam nadzieję, że zajmiecie się nią z Chiredanem – dodał poważnie po chwili.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matt… co nas łączy – spytała cichutko, nieśmiałym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak uśmiechnął się do niej ponuro.</p>
<p style="text-align:justify;">- Już ci mówiłem. Jestem twoim przyjacielem i zawsze nim będę, nie ważne co zrobisz, ani jak długo będziesz przede mną uciekała. Kiedyś łączyła nas magiczna więź – stwierdził. – Byłem twoim strażnikiem, ale już nie jestem. W jakiś sposób przerwało ją rzucone na ciebie zaklęcie. Sylwia ci to lepiej wytłumaczy, jeżeli chcesz.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matt… ja odniosłam wrażenie… &#8211; zaczęła powoli i nieśmiało. W końcu zebrała się na odwagę. – Matt, czy ty mnie kochasz?</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak spojrzał jej w oczy. Jego twarz była pozbawioną wszelakich uczuć maską.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie – odpowiedział twardo. – Tego typu uczucie nigdy nas nie łączyło.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy królewna wróciła do komnaty, dziewczynka spała skulona w wielkim łożu. Chiredan odetchnął z ulgą usłyszawszy od Elizy historię Myo. Wcale mu się nie dziwiła. Mimo to, ona sama, zamiast radości poczuła nieprzyjemną pustkę. Nie wiedziała jak ani kiedy to się stało, ale była przekonana, że usłyszy od Szarookiego twierdzącą odpowiedź. Dalej nie mogła uwierzyć, że chłopak, patrząc jej w oczy, powiedział, że jej nie kocha. Ona sama, nie pamiętając niczego ze swojego poprzedniego życia, znając go przez ten krótki okres czasu, już zdążyła się w nim zakochać. Miała nieprzyjemną świadomość, że gdyby dostała wybór, między Matthew a Chiredanem to mimo, iż kochała obydwu, bez wahania wybrałaby demona.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Nadszedł dzień ślubu królewny. Sala balowa po brzegi wypełniona była gośćmi. Eliza czuła się bardzo nieswojo. Nie znała tych ludzi. Nie pasowała to tego dziwnego świata, nie była nawet pewna czy chce pasować. Byli tu przedstawiciele każdej z czterech ras. Dziewczyna, w pięknej białej sukni, samotnie przemierzała korytarze olbrzymiej cytadeli. Gorączkowo myślała, co powinna zrobić.</p>
<p style="text-align:justify;">Nagle usłyszała ciche łkanie dobiegające z wnęki za pięknym, przedstawiającym barwne pawie gobelinem. Podeszła tam zaskoczona. Ukucnęła naprzeciwko zwiniętej w kłębek małej dziewczynki. Nie obchodziło jej czy pobrudzi lub zniszczy suknię.</p>
<p style="text-align:justify;">- Myo, kochanie, co się stało?</p>
<p style="text-align:justify;">Mała podniosła na nią zapłakane oczy. Pociągnęła nosem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dlaczego teraz kochasz Chiredana? – spytała cichutko.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza zmarszczyła brwi. Przyjrzała się dziewczynce.</p>
<p style="text-align:justify;">- To źle, że go kocham? Myślałam, że go polubiłaś…</p>
<p style="text-align:justify;">- Lubię go – stwierdziła mała. – Tylko, że… Czemu już nie kochasz Matta?</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna spojrzała na nią zaskoczona.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kocham go – przyznała cicho – tylko on powiedział, że nie kocha mnie. Chodź tu do mnie – powiedziała, wyciągając do małej ręce. Myo wstała i podeszła do niej wtulając się ufnie w ramiona królewny.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matt cię kocha – oznajmiła cichutko dziewczynka – ale to straszny głupol.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza szła korytarzem trzymając za rączkę Myo. Westchnęła. W końcu nie wypada się spóźnić na własny ślub. Zobaczyła przed sobą zakapturzoną postać. Był to jakiś staruszek. Ukłonił się przed nią głęboko. Uśmiechnęła się do niego uprzejmie i chciała wyminąć, ale wtedy się odezwał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pani – powiedział drżącym, starczym głosem. – Chciałbym dać ci prezent z okazji twojego ślubu. Czy pozwolisz mi pani?</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna spojrzała na niego zaskoczona.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co to takiego? – zapytała zaciekawiona Myo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jestem czarodziejem – oznajmił starzec. – Mogę przywrócić twojej pani wspomnienia, jeżeli tylko będzie chciała.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza zamrugała oczami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Naprawdę? Potrafisz to zrobić? – spytała.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, potrzebna mi jedynie twoja zgoda, pani.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zrób to – szepnęła dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">Starzec uśmiechnął się. Zaczął inkantować pieśń do bogini chaosu. Królewna rozpoznała niektóre słowa. Kiedy skończył, po prostu zniknął. Zupełnie jakby rozpłynął się w powietrzu. Dziewczyna opadła na kolana. Wszystkie wspomnienia wracały do niej z niesamowitą, gwałtowną siłą. Czuła się jakby stanęła pod wodospadem. To było okropnie nieprzyjemne uczucie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie – wyszeptała cicho, w jej chabrowych oczach zalśniły łzy. – Co ja najlepszego zrobiłam… &#8211; Wstała. W jej oczach płonął ogień. Na twarzy malowała się determinacja. – Myo, znajdziesz Devora i Wikę. Wiesz, gdzie oni są? – mała skinęła głową. – W takim razie idź do nich i z nimi zostań. Ja muszę wszystko naprawić – powiedziała cicho, a potem rzuciła się pędem zamkowym korytarzem.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan siedział na podłodze w komnacie sypialnej. Nie wiedział co ze sobą zrobić. Pierwszy raz w życiu nikt go nie próbował zabić. Nie musiał uciekać. W jednej chwili jego życie zmieniło się diametralnie. Dostał zupełnie nową szansę. Nie był tylko pewien czy podoba mu się ten dziwny, baśniowy świat. Chciał wrócić do siebie, do Kanady i tam móc normalnie funkcjonować. Owszem, kochał Elizę, ale wcale nie był pewien czy ślub z nią to taki dobry pomysł… tak krótko się znali… Nie był też pewien czy chce, żeby jego ledwo co odzyskana wolność tak szybko się skończyła. Jeśli jednak dziewczyna tego chce, trudno. Chiredan Blair nigdy nie rzucał słów na wiatr.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak, zdumiony podniósł wzrok, kiedy do komnaty wpadła Eliza. Miała na sobie bogato zdobioną białą suknię. Wyglądała jak anioł. Może jednak ten ślub nie będzie taki zły… Dziewczyna uśmiechnęła się do niego. W jej oczach widać było jednak smutek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Coś się stało, Stokrotko? – spytał zaniepokojony.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak i to cholernie dużo się stało – oznajmiła spokojnym głosem. Usiadła przy nim na podłodze. Położyła swoje dłonie na dłoniach chłopaka. – Chiredan, kocham cię – powiedziała cicho – ale nie chcę brać z tobą ślubu, ani teraz ani nigdy. I myślę, że poznałam cię na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że ty też tego nie chcesz.</p>
<p style="text-align:justify;">Niepewnie skinął głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chcę wrócić do Kanady – przyznał cicho. – Pierwszy raz w życiu nikt nie próbuje mnie zabić – powiedział spuszczając wzrok. Bał się na nią spojrzeć, wiedział, że to nie jest życie, o jakim marzyła. – Ja też cię kocham – dodał po chwili ciszy. – I zrobię wszystko, co będziesz chciała. – Spojrzał jej w oczy. – Jesteś dla mnie ważniejsza niż moje głupie zachcianki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Marzenia, Chiredanie. To się nazywa marzenia, nie zachcianki – powiedziała oplatając ramionami szyję chłopaka. Pocałowała go delikatnie w usta. – Sylwia czeka na placu. Pokaże ci odpowiedni portal. Nie pójdę z tobą Chiredanie – oznajmiła patrząc mu w oczy. – Chcę tu zostać. Rozumiesz to?</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak niechętnie skinął głową. Z trudem przełknął ślinę. W jego oczach pojawiły się łzy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Stokrotko… czy w ten sposób stracę cię na zawsze? – zapytał cicho łamiącym się głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna pokręciła głową. Jej policzki były mokre od łez. Podała mu starannie złożoną karteczkę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tu masz mojego maila. Odezwij się do mnie. Jak tylko będę w świecie, w którym istnieją komputery natychmiast odpowiem – uśmiechnęła się do niego poprzez łzy.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak przytulił ją do siebie. Czułym gestem pogładził jej włosy. Pocałował czubek jej głowy. Potem wstał i wyszedł z komnaty nie oglądając się za siebie. Wiedział, że jeżeli obejrzałby się chociaż na krótką chwilę, żadna siła nie powstrzymałaby go przed zostaniem z dziewczyną.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew stał przy osiodłanym Hebanusie. Czarny ogier rżał radośnie, gotowy do lotu. Nagle chłopak poczuł coś dziwnego. Wyczuwał obecność królewny. Czyżby więź znowu wróciła? Spełniał się jego najgorszy koszmar. Nie będzie mógł odejść. Każdego dnia będzie musiał patrzeć na Elizę i Chiredana razem. Wziął głęboki oddech i przymknął oczy. Wiedział, że wszystko dla niej wytrzyma. Zdjął siodło z grzbietu potężnego rumaka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeszcze troszkę poczekasz przyjacielu, ale obiecuję ci, że niedługo polatamy – powiedział głaszcząc jego czarną sierść.</p>
<p style="text-align:justify;">Chwilę później, z gradową miną i uczuciem beznadziei w sercu szedł zamkowym korytarzem, ku wypełnionej weselnymi gośćmi sali balowej. Bocznymi drzwiami wszedł do środka. Stanął pośród kłębiącego się tłumu. W komnacie panowało jakieś poruszenie. Chłopak nie miał pojęcia o co chodzi. Westchnął. Trudno, jeżeli trzeba zniesie też jej ślub. Mimo wszechogarniającej pustki którą w sobie czuł wiedział, że z wszystkim sobie poradzi. Byleby tylko Eliza była szczęśliwa.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna wpadła do sali balowej jak burza. Miała tylko jeden cel, musiała odnaleźć Matthew. W tym momencie całą sobą nienawidziła chłopaka. Była na niego wściekła jak nigdy dotąd. Przez tłum zdziwionych gości przebiegł szum podniesionych głosów. Eliza nie miała zamiaru przejmować się teraz zasadami savoir vivre. Było jej wszystko jedno co na jej temat pomyślą ci wszyscy ludzie.  Chciała tylko odnaleźć Szarookiego.</p>
<p style="text-align:justify;">Czuła bardzo wyraźnie łączącą ich więź. Była teraz znacznie mocniejsza niż kiedykolwiek przedtem. Uznała, że to dlatego, iż dowiedziała się wszystkiego o jej działaniu i związanych z nią świadomych wyborach. Dokładnie wiedziała, gdzie znajdzie chłopaka. Podeszła prosto do niego, a tłum zdumionych ludzi rozstępował się przed nią na boki.</p>
<p style="text-align:justify;">Po chwili stała już przed zdumionym Matthew. Patrzył na nią pytająco, z lekkim niedowierzaniem w szarych, smutnych oczach. Obrzuciła go pełnym furii spojrzeniem. Podeszła do niego i z całej siły uderzyła zaskoczonego chłopaka w twarz.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jesteś skończonym głupcem! – warknęła wściekle. – Kretynem i idiotą! Nigdy więcej nie podejmuj żadnych decyzji „dla mojego dobra”! – wrzasnęła.</p>
<p style="text-align:justify;">Uderzyła go ponownie, a chłopak nawet nie próbował jej powstrzymać. Trzęsąc się ze złości wybiegła z balowej sali ścigana falą zdumionych spojrzeń.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Chiredan szedł przed siebie raźnym krokiem. Mijał kolejne zakręty szerokich korytarzy zamku. W pewnym momencie się zatrzymał. Nie, nie zrobi tego. Postanowił, że nie może odejść jak tchórz, zostawiając Elizę z tym wszystkim samą. Biegiem wrócił do komnaty, w której mieszkał, dziewczyny tam jednak nie było. Popędził ku balowej sali, w której zgromadzili się goście.</p>
<p style="text-align:justify;">Zatrzymał się w drzwiach szeroko otwierając ze zdumienia swoje niesamowite szmaragdowe oczy. Królewna z jakiegoś powodu robiła Matthew awanturę. Uśmiechnął się pod nosem. Uwielbiał charakter tej dziewczyny. Na co dzień była cicha, miła i spokojna, ale jeżeli trzeba było umiała pokazać pazurki. Potem Eliza wybiegła bocznymi drzwiami z komnaty. Po niesamowitej ciszy w sali zapanowało ogromne poruszenie i harmider. Chiredan miał zamiar pobiec za dziewczyną. Bez słowa wyminął stojących przy jednej z bram strażników i wypadł na dziedziniec.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Sylwia zobaczyła biegnącego chłopaka. Stanęła przed nim zagradzając mu drogę swoją drobną osobą. Zatrzymał się w pół kroku.</p>
<p style="text-align:justify;">- Poczekaj! – rozkazała. – Gdzie lecisz?</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzał na dziewczynę lekko zdezorientowany.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chcę znaleźć Elysoun – powiedział.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie – odezwała się ruda czarownica patrząc mu prosto w oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dlaczego? – spytał Chiredan nie rozumiejąc.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ona dokonała swojego wyboru i ty też. Wracasz do domu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie rozumiesz… &#8211; zaczął, ale przerwała mu w pół słowa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Doskonale rozumiem &#8211; stwierdziła. &#8211; Wiem, że Eliza cię kocha, a ty ją. Tylko, że jest ktoś jeszcze. I był zanim w ogóle poznała ciebie. Odpuść Chiredan. To nie jest życie dla ciebie.</p>
<p style="text-align:justify;">Dopiero teraz w głowie chłopaka wszystko zaczęło się układać. Westchnął.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc jednak była z Matthew?</p>
<p style="text-align:justify;">- Była, jest i będzie – odpowiedziała stanowczo Sylwia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czemu uważasz, że on jest dla niej lepszy ode mnie? – spytał buntowniczo chłopak.</p>
<p style="text-align:justify;">Czarownica smutno pokręciła głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- On żyje tylko i wyłącznie dla niej. Nic innego go nie obchodzi. Jest w stanie poświęcić dla Elizy po prostu wszystko. Dlatego właśnie milczał, kiedy zobaczył, że jesteście razem. Ty nie mógłbyś się na to zdobyć, Chiredan i doskonale o tym wiesz. Kochasz ją – dodała po chwili patrząc na smutek w oczach chłopaka – więc po prostu zostań jej przyjacielem. To nie znaczy, że masz jej już nigdy więcej nie zobaczyć.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak niechętnie skinął głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zabierz mnie do Kanady – poprosił cicho. – Masz rację, odpuszczę.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna, sama nie wiedząc kiedy, znalazła się za murami zamku. Biegła przed siebie. Chciała po prostu znaleźć się jak najdalej od tego wszystkiego.</p>
<p style="text-align:justify;">W pewnym momencie ujrzała na niebie cień szarych skrzydeł. Matthew nawet nie wylądował. W locie porwał ją w ramiona i uniósł wysoko w górę. Wtuliła się w niego cicho łkając. Chłopak zatrzymał się dopiero, kiedy nie było już widać zamku. Postawił ją na cudownie zielonej trawie otaczających miasto i zamek równin. Przylgnęła do niego całą sobą. Objął ją ramionami mocno tuląc do siebie.</p>
<p style="text-align:justify;">„Sześć miesięcy” – wysłała mu rozpaczliwą myśl. – „Tyle czasu przed tobą uciekałam. Cholernie pół roku!”</p>
<p style="text-align:justify;">„Kocham cię” &#8211; przesłał jej swoją myśl chłopak.</p>
<p style="text-align:justify;">Na niczym innym nie był się w stanie w tym momencie skupić. Myślał tylko o niej, o jej oczach, uśmiechu, jej złotych włosach. Nie mógł uwierzyć, że naprawdę znowu jest jego. To było jak przebudzenie z okropnego, przerażającego koszmaru.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matt… &#8211; wyszeptała.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak? – zapytał cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie nic, po prostu chciałam to powiedzieć. Kocham cię – dodała po chwili.</p>
<p style="text-align:justify;">„Kocham cię” – jednocześnie przekazała mu w myślach. – „Matt, przez ten czas, kiedy byliśmy razem zakochałam się w tobie ponownie. Gdybyś tylko powiedział, że odwzajemniasz moje uczucie… nie wahałabym się ani chwili… To zawsze byłeś ty. Tak bardzo cię kocham.”</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki nie był jej w stanie odpowiedzieć. Poczuł niesamowitą lekkość i ulgę. Wypełniały go całego. Odsunął od siebie dziewczynę, ale tylko na tyle, żeby móc ją pocałować. Całował ją z taką pasją i namiętnością jak nigdy wcześniej. Nagle jakby na chwilę oprzytomniał. Przerwał łapczywe pocałunki, żeby złapać oddech.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co się właściwie stało? – zapytał cicho. – Nagle po prostu poczułem więź.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie mam pojęcia – przyznała zakłopotana dziewczyna. – Spotkałam jakiegoś czarodzieja. Powiedział, że w prezencie ślubnym może przywrócić mi pamięć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co z Chiredanem? – nagle jęknął wymawiając jego imię. – Będziesz miała dziecko… &#8211; szepnął.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza spojrzała na niego z delikatnym, tajemniczym uśmiechem na ustach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Myślę, że będę – odpowiedziała zadowolonym głosem. – Jeżeli się pospieszymy, to nastąpi to za jakieś dziewięć miesięcy. Co do Chiredana to jest już pewnie w Kanadzie, z Sylwią – dodała kładąc nacisk na ostatnie słowo.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak spojrzał na nią zdumiony. Królewna uśmiechnęła się podstępnie. Matthew przewrócił ją na trawę. Nie było specjalnie zimno. W krainie demonów panowała wiosna. Nad głowami mieli czyste, błękitne niebo. Śmiali się poprzez łzy tuląc się nawzajem w swoich objęciach.</p>
<p style="text-align:justify;">„Kocham cie Matt” – dziewczyna wysłała mu swoją najpiękniejszą myśl. – „Zawsze będę cię kochała.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Ja ciebie też, moja królewno” – odpowiedział chłopak. – „Nie ważne, co się stanie, wierzę, że zawsze będziemy razem.”</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza miała na sobie zwiewną biała sukienkę. Rozpuszczone, złote włosy opadały jej na plecy i ramiona. Ozdobione były wiankiem z delikatnych, białych kwiatów. Kolejny raz obróciła się dookoła własnej osi, przeglądając w dużym, stojącym lustrze. Tego dnia była absolutnie szczęśliwa.</p>
<p style="text-align:justify;">Do pokoju wpadła rozanielona Sylwia. Promiennie uśmiechnęła się do dziewczyny. Zaraz za nią dumnym krokiem, ale również szeroko uśmiechnięta weszła Wika.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pospiesz się – oznajmiła stanowczo. – Spóźnisz się.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niech czekają – roześmiała się Sylwia. – Należy im się.</p>
<p style="text-align:justify;">W końcu wszystkie trzy z wesołym śmiechem wyszły z pokoju. Znajdowały się na Hawajach w pięknie zaaranżowanym, otoczonym tropikalną roślinnością hotelu. Udały się w kierunku plaży. Słońce zbliżało się ku zachodowi. Na niebie rozkwitła cudowna gama przeróżnych barw. Białe promienie odbijały się w oceanie. Wszystko było po prostu idealne.</p>
<p style="text-align:justify;">Przy wejściu na plażę czekali na nich Devor i Chiredan. Obydwoje uśmiechnęli się szeroko na ich widok. Myo podskakiwała wesoło. W jasne włosy miała wpięty niebieski kwiatek. Eliza pozwoliła się wziąć pod rękę bratu. Wika i Sylwia otoczyły Chiredana biorąc go za ręce. Mała dziewczynka biegała dookoła nich jednocześnie niecierpliwa i uradowana. Poszli razem w kierunku zachodzącego słońca.</p>
<p style="text-align:justify;">Nad brzegiem oceanu stał Szarooki, rozmawiał z zielonoskórą leśną boginką, Anas. Piękna istota miała na sobie długą, srebrną suknię z delikatnej siateczki. Kobieta z pewnością wyróżniałaby się z tłumu, plaża jednak była pusta. Znajdowali się tam tylko oni.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza podeszła do Matthew. Chłopak miał na sobie grafitowe spodnie i czarną, elegancką koszulę. Uśmiechnął się do niej łagodnie. Jego oczy były pełne szczęścia.</p>
<p style="text-align:justify;">„Wyglądasz zjawiskowo” – przekazał dziewczynie w myślach, a królewna wiedziała, że chłopak naprawdę tak sądzi, bo przez myślowy kontakt nie można było kłamać.</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzała na niego czule, pięknymi, chabrowymi oczami. Niektóre kobiety marzą o hucznym wystawnym weselu i sali pełnej gości, a jedynym czego ona chciała był cichy ślub na plaży, tylko w gronie najbliższych przyjaciół. Niczego więcej nigdy nie pragnęła.</p>
<p style="text-align:justify;">Stali nad brzegiem oceanu, trzymając się za ręce, skąpani w promieniach zachodzącego słońca, a leśna boginka Anas udzielała im ślubu.</p>
<p style="text-align:justify;">„Na zawsze razem” – przekazał królewnie w myślach Matthew, a razem z tym zdaniem odsłonił przed dziewczyną całe swoje wnętrze przepełnione miłością do niej i przeogromną radością spowodowaną tym, co się właśnie działo i jasną, wesołą wizją ich wspólnej przyszłości.</p>
<p style="text-align:justify;">„Na zawsze” – odpowiedziała zachwycona dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Olbrzymi orzeł siedział na skale nieopodal plaży. Obserwował dziejącą się nad brzegiem oceanu scenę. Królewna powiedziała tak, Szarooki ją pocałował. Ptak poczuł w środku jakąś cudowną lekkość i miękkość. Czy tak właśnie wyglądało szczęście? Gdyby tylko orły mogły płakać, po jego policzkach z pewnością spłynęłoby kilka ciepłych, słonych łez. Ptak przekręcił głowę. Rozłożył skrzydła i odleciał w stronę zachodzącego słońca. Przepełniała go radość.</p>
<p style="text-align:right;"><em>THE END </em></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#000080;"><br />
</span></p>
<br />Filed under: <a href='http://shysquirrel.wordpress.com/category/opowiadania/'>Opowiadania</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/shysquirrel.wordpress.com/3627/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/shysquirrel.wordpress.com/3627/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/shysquirrel.wordpress.com/3627/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/shysquirrel.wordpress.com/3627/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/shysquirrel.wordpress.com/3627/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/shysquirrel.wordpress.com/3627/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/shysquirrel.wordpress.com/3627/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/shysquirrel.wordpress.com/3627/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/shysquirrel.wordpress.com/3627/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/shysquirrel.wordpress.com/3627/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/shysquirrel.wordpress.com/3627/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/shysquirrel.wordpress.com/3627/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/shysquirrel.wordpress.com/3627/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/shysquirrel.wordpress.com/3627/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3627&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/17/cztery-swiaty-czesc-ii-fantastyka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:thumbnail url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/animepaper-netwallpaper-standard-artists-chiho-saito-february-warmth-20583-dew-dust-preview-9242910f.jpg?w=150" />
		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/animepaper-netwallpaper-standard-artists-chiho-saito-february-warmth-20583-dew-dust-preview-9242910f.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">[animepaper.net]wallpaper-standard-artists-chiho-saito-february-warmth-20583-dew-dust-preview-9242910f</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4389fefa70bebdb3abb053132ed6a696?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">shysquirrel</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Cztery Światy, część I [Fantastyka]</title>
		<link>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/16/cztery-swiaty-czesc-i-fantastyka/</link>
		<comments>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/16/cztery-swiaty-czesc-i-fantastyka/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 16 Feb 2012 22:55:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Vicky</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://shysquirrel.wordpress.com/?p=3624</guid>
		<description><![CDATA[Cztery Światy, część I Szarooki Trzy rzeczy pozostały z raju: gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka. Dante Alighieri Nareszcie nadarzyła się okazja. To była dobra pora. Długo na to czekał. Zrobi to co musi, a potem policzy się z tym parszywym towarzystwem. W półsiadzie zajmował miejsce na rozłożystej gałęzi dębu. W każdej chwili gotowy był do&#160;&#8230; <a href="http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/16/cztery-swiaty-czesc-i-fantastyka/">Read&#160;more</a><img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3624&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2 style="text-align:center;"><span style="color:#000080;"><strong>Cztery Światy, część I</strong></span></h2>
<h2 style="text-align:center;"><span style="color:#000080;"><strong>Szarooki</strong></span></h2>
<p style="text-align:center;"><strong><em>Trzy rzeczy pozostały z raju: gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka.</em></strong></p>
<p style="text-align:center;"><strong><em>Dante Alighieri</em></strong></p>
<p style="text-align:justify;">Nareszcie nadarzyła się okazja. To była dobra pora. Długo na to czekał. Zrobi to co musi, a potem policzy się z tym parszywym towarzystwem. W półsiadzie zajmował miejsce na rozłożystej gałęzi dębu. W każdej chwili gotowy był do skoku. Obserwował szeroką, wydeptaną, parkową ścieżkę. Przed chwilą zza zakrętu wyszły trzy, wesoło rozszczebiotane, dziewczyny. Ona była jedną z nich. Kiedy przeszły pod nim, miękko, jak polujący kot, zeskoczył na ziemię. Znalazł się tuż za ich plecami, nawet się nie zorientowały. Najpierw zajął się tymi po bokach. Obie osunęły się nieprzytomne na ziemię. Nie przejmował się czy nie zrobi którejś krzywdy. Życie jakichś ludzkich istot nie obchodziło go w najmniejszym stopniu. Dziewczyna, która szła pomiędzy nimi, odwróciła się do niego. W jej dużych, błękitnych oczach, czaił się strach. Miała długie, czarne włosy, które kaskadą spływały po lewym ramieniu. Jej cera była bardzo blada. Drobne dłonie zacisnęła w pięści, jej różowe usta drżały. Zdziwił się, że nie próbuje uciekać ani walczyć. Po prostu stała tam i wpatrywała się w niego. Czuł jej strach. Kiedy podszedł bliżej dziewczyna się cofnęła. Znalazła się pod drzewem, na którym wcześniej siedział. Nie miała już dalej gdzie się cofać. Drogę zagrodził jej szeroki pień. Okolica była zupełnie pusta, nie było tutaj żadnych domów, a od ulicy oddzielał ich rozpostarty za rzeką park. Dalej rosły drzewa i gęste krzaki, ale tu, na górze, nie było niczego, nawet zwykłego chodnika, jedynie szeroka, wydeptana przez lata ścieżka. Specjalnie wybrał takie miejsce, nie chciał przyciągać uwagi. Odległość dzielącą go od dziewczyny pokonał jednym susem. Przestraszona, oddychała bardzo szybko.</p>
<p style="text-align:justify;">- Witaj królewno – odezwał się ironicznie.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie spuściła wzroku, patrzyła mu prosto w oczy. Zdał sobie sprawę, że czeka na śmierć. Milczała. Kiedy na nią spojrzał, postanowił, że jej nie skrzywdzi. Właściwie nie wiedział czemu nagle zaczęło mu zależeć, żeby nic się dziewczynie nie stało. Delikatnie dotknął jej twarzy, wzdrygnęła się, ale nie odsunęła.</p>
<p style="text-align:justify;">- Śpij – powiedział łagodnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Osunęła się nieprzytomna na trawę. Dobrze, była jego. Dostarczy ją Łowcy, a potem będzie mógł wreszcie zająć się własnymi sprawami. Przyjrzał się nieprzytomnej dziewczynie uważniej. Taka mała, a tyle z nią problemów. Związał jej sprawnie ręce za plecami oraz nogi w kostkach i nad kolanami. Użył do tego pasków jedwabiu. Był przekonany, że jeżeli uszkodzi ją w jakikolwiek sposób tamci nie będą zadowoleni, a będąc krok od upragnionej wolności nie miał zamiaru im się narażać. Poza tym naprawdę nie miał ochoty jej krzywdzić. Właściwie to nie chciał, żeby stało jej się coś złego. To było dla niego zupełnie nowe uczucie i wcale nie miał zamiaru się nad nim rozwodzić. Podniósł dziewczynę z ziemi. Była bardzo lekka. Przerzucił ją sobie przez ramię, rozwinął olbrzymie skrzydła, wyglądające zupełnie, jak te u nietoperza i wzbił się w powietrze.</p>
<p style="text-align:justify;">Po kilkunastu minutach wylądował. Stał teraz w ogrodzie przed dużą posiadłością na wzgórzu. Było stąd widać morze. Zwinął skrzydła, a one zniknęły, jakby ich tam nigdy nie było. Nawet jego czarna koszula była na plecach nietknięta. Otworzył drzwi i wszedł do środka. Minął szybkim krokiem hol i znalazł się w ładnym, umeblowanym w starym stylu, przestronnym salonie. Rzucił dziewczynę bezceremonialnie na kanapę. Sam zajął stojący przed kominkiem wysoki fotel. Czekał.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Obudziła się. Nie miała pojęcia gdzie jest. Bolała ją głowa. Przypomniała sobie wysokiego chłopaka ubranego na czarno. On coś jej zrobił. Leżała na kanapie. Poczuła więzy krępujące jej ręce i nogi. Nie mogła się poruszyć. <em>Co ze mną zrobi? Do czego jestem mu potrzebna żywa? – </em>zastanawiała się dziewczyna. Martwiła się też o Wikę i Sylwię, <em>czy nic im się nie stało? </em>Kiedy ostatnio je widziała, leżały na ziemi nieprzytomne. Miała nadzieję, że przynajmniej je zostawił w spokoju.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czy ty oszalałeś cholerny idioto? – usłyszała dochodzący z bliska przyjemny, miękki głos.</p>
<p style="text-align:justify;">Ton jednak zdecydowanie nie był miły. Właściciel głosu musiał stać za nią, ponieważ oparcie kanapy nie pozwalało jej na niego spojrzeć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chcieliście dziewczynę, oto ona. Cała i w jednym kawałku.</p>
<p style="text-align:justify;">To był chłopak z parku. Wstał z fotela przed kominkiem. Przyjrzała mu się uważniej. Był wysoki, muskularny i zdumiewająco młody. Miał brązowe, przydługie, opadające na oczy włosy i szare, zimne jak lód oczy. Wyglądał groźnie. Ogorzała od słońca twarz i ironiczny uśmiech błąkający się w kącikach ust nadawały mu drapieżny wygląd. Cały spowity był w czerń i to dosłownie. Nie tylko ubrany był na czarno, dziewczyna widziała też emanującą z niego mroczną aurę. Był niebezpieczny, bezlitosny i okrutny. Drugi mężczyzna wyszedł zza kanapy i teraz jego też mogła zobaczyć. Stanowił zupełne przeciwieństwo tamtego. Ciało miał szczupłe i wiotkie, jasne włosy nosił splecione na karku w myśliwski warkocz. Ubrany był w ciemnozielony sweter, w przyjemnym odcieniu i jasnobrązowe spodnie. Jego aura biła oślepiająco jasnym blaskiem. Dziewczyna poczuła się jakby patrzyła w słońce. Wyglądał na zagniewanego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co ci przyszło do głowy, żeby ją związać? Mieliśmy ją chronić, nie porwać.</p>
<p style="text-align:justify;">Tamten roześmiał się, jego śmiech nie był wesoły ani miły.</p>
<p style="text-align:justify;">- Uwierz mi, obserwowałem ją od jakiegoś czasu i ta smarkula potrafi być kłopotliwa.</p>
<p style="text-align:justify;">Blondyn obrzucił szarookiego wściekłym spojrzeniem, ale gdy jego wzrok padł na dziewczynę, natychmiast złagodniał. Usiadł przy niej na kanapie i zabrał się do rozplątywania więzów.</p>
<p style="text-align:justify;">- Widzę, że się obudziłaś – uśmiechnął się przyjaźnie. – Nazywam się Leldorin, jesteśmy tutaj, żeby cię chronić.</p>
<p style="text-align:justify;">Nagle zrozumiała co widzi, nieznajomy był elfem! Od dawna nie widziała żadnego przedstawiciela tej starożytnej rasy. Wyglądał po prostu cudownie, tak jak jego aura. Nie dała się jednak zwieść temu łagodnemu wyglądowi. Wiedziała, że te piękne istoty mogą być śmiertelnie niebezpieczne. Uwolniona natychmiast usiadła podwijając pod siebie nogi i kuląc się w rogu kanapy. Spojrzała jeszcze raz na stojącego nieopodal mrocznego młodzieńca, nie on jednak przyciągnął jej uwagę. Oczy dziewczyny rozszerzyły się ze strachu. Krzyknęła. Obydwaj obrócili się błyskawicznie. Elf wstał zwinnie. Jednym susem dotarł na środek pokoju. Z kominka wylewała się płynna ciemność, wyglądała jakby miała konsystencję błota. Kiedy dziewczyna się rozejrzała, zobaczyła ją także wpadającą przez drzwi i szpary w oknach. Było jej coraz więcej, płynęła jak bystra rzeka. Zbliżała się do nich, otaczała i odcinała drogę ucieczki.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki w jednej chwili znalazł się przy dziewczynie. Zasłonił ją sobą, a w jego rękach zmaterializował się olbrzymi, czarny miecz. Teraz przed sobą miała chłopaka, a z tyłu oparcie kanapy. Spojrzała na elfa. Wyglądał jakby pojaśniał jeszcze bardziej. Jego słoneczna aura powoli się rozszerzała, zajmując coraz większy obszar. Tam gdzie zetknęła się z czarną mazią, ciemność syczała i zamieniała się w dym. Z mrocznego błota dookoła kanapy wyłoniły się macki. Ciemność była już tak blisko nich, że gdyby dziewczyna wyciągnęła rękę, mogłaby zanurzyć w niej dłoń.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie pozwólcie im się dotknąć – krzyknął do nich elf, zauważywszy sięgające ku nim bezkształtne kończyny.</p>
<p style="text-align:justify;">Bijący od niego blask był coraz bliżej nich. Brakowało jeszcze tylko kilku metrów. Bezkształtne stwory sięgały ku nim coraz gęściej. Chłopak ciął mieczem. Odcięte macki opadały jak zwiędłe liście, po czym stapiały się z resztą paskudnej mazi. Było ich coraz więcej, działały coraz szybciej. Zobaczyła jedną tuż przy swoim boku. Wiedziała, że nie zdąży się uchylić. Szarooki był jednak szybszy. Chwycił pewnie miecz prawą ręką, broniąc ich przed nadciągającymi przeciwnikami, a lewą złapał mackę. Owinęła mu się wokół nadgarstka. Syknął z bólu. Światło było coraz bliżej. W końcu ogarnęło ich całkiem. Ciemność zniknęła w kłębach dymu. Wykończony elf osunął się na kolana. Miecz wypadł z ręki szarookiego. Chłopak jęknął. Upadł na podłogę. Zwinął się w kłębek, przyciskając do siebie lewą rękę. Drżał na całym ciele. Dziewczyna ześliznęła się z kanapy i uklęknęła przy nim.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zostaw go – odezwał się Leldorin, wyczerpany, mówił z wyraźnym trudem. – Jest już martwy.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna obrzuciła elfa zagadkowym spojrzeniem i ponownie całą swoją uwagę skupiła na szarookim. Na jego twarzy widziała kropelki potu. Cierpiał w milczeniu, przyciskając do ciała poczerniałą rękę. Delikatnym gestem odgarnęła mu z czoła wilgotne włosy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Potrzebuję noża – zwróciła się do elfa.</p>
<p style="text-align:justify;">Tamten wzruszył ramionami i nie wstając z podłogi wyciągnął zza cholewki długi, ostry sztylet. Przesunął go po dywanie w kierunku dziewczyny. Zapewne uznał, że tamta chce zabić chłopaka oszczędzając mu cierpień. Śmierć od dotyku cienia była straszna. Całe ciało czerniało, a naznaczona osoba, przez wiele godzin konała w męczarniach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Daj mi rękę – tym razem łagodnie odezwała się do szarookiego.</p>
<p style="text-align:justify;">Zdziwiła się kiedy po prostu posłuchał. Najwyraźniej było mu już wszystko jedno. Pewnie chwyciła jego dłoń i podwinęła rękaw koszuli. Cień rozlewał się po jego ciele, zajmując coraz większy obszar. Chłopak skrzywił się z bólu, kiedy przeciągnęła ostrzem noża po jego nadgarstku, ale nie cofnął ręki. Popłynęła krew. Odłożyła nóż, a drugą rękę przyłożyła do zranionego przed chwilą miejsca. Oczy szarookiego rozszerzyły się, nabrały dzikiego, zwierzęcego wyrazu. Nie wydał z siebie żadnego dźwięku, ale uważnie przyglądał się dziewczynie. Sięgnęła po jeden z jedwabnych strzępów i owinęła mu nim nadgarstek, starannie tamując dalszy upływ krwi. Położyła się przy nim na podłodze. Oddychał szybko i płytko, wyraźnie dalej cierpiał. Wzięła go za zranioną rękę, splotła palce z jego palcami. Spojrzał na nią niepewnie, zamknął oczy i zasnął. Jego oddech wyrównał się. Nie był już płytki i chrapliwy, stał się miarowy i spokojny. Dziewczyna uśmiechnęła się smutno i nie puszczając jego ręki także zapadła w sen.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Łowca wszedł do salonu pewnym krokiem. To był jego dom, nie musiał nikogo prosić o pozwolenie. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Jego wzrok przez chwilę zatrzymał się na siedzącym na dywanie pobladłym elfie. Potem przeniósł się na parę leżącą na podłodze tuż przy kanapie. Na zakrwawiony sztylet. Ryknął wściekle. Podbiegł do nich i jednym płynnym ruchem rozerwał ich splecione dłonie. Kopnął chłopaka z taką siłą, że tamten aż odtoczył się kawałek, nie obudził się jednak. Uklęknął przy dziewczynie i delikatnie wziął ją na ręce. Wtuliła się w niego przez sen. Rzucił groźne spojrzenie w kierunku elfa i wyszedł z salonu ze śpiącą dziewczyną w ramionach. Zaniósł ja do jednej z sypialni na piętrze, ułożył delikatnie na łóżku i przykrył kocem. Jej czarne włosy rozsypały się po poduszce. Uśmiechnął się do siebie, kiedy przyszło mu na myśl, że wygląda jak Królewna Śnieżka. Wróci do niej później, teraz musi dowiedzieć się, co się wydarzyło. Zszedł na dół. Elf siedział w fotelu, wyglądał na wyczerpanego. Chłopak dalej spał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co tu się u licha stało? – mimo wściekłości starał się mówić opanowanym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zaatakowały nas cienie – odpowiedział cicho elf. – Już zaczęli na nią polować. Dobrze, że demon przyprowadził ją dzisiaj – na wszelki wypadek wolał nie wspominać w jaki sposób tamten tego dokonał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co mu się stało? – spytał zerkając na leżącego chłopaka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeden z nich go dotknął. Ostrzegałem ich.</p>
<p style="text-align:justify;">Łowca zaklął. Obrzucił leżącego pogardliwym spojrzeniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak mogłeś pozwolić jej to zrobić? Ten pies powinien sczeznąć, zasłużył sobie na to – warknął wściekle.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zrobić co? – elf wyraźnie nie był zadowolony ze sposobu w jaki tamten się do niego zwracał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wyleczyć go. To ją naprawdę dużo kosztuje, osłabia. Ten śmieć nie jest tego wart – syknął. – Dotykając go zabierała jego ból. Ona wchłaniała go w siebie! – jego ton był groźny i nieprzyjazny, ale jednocześnie pełen żalu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Skąd miałem wiedzieć, że go wyleczy? – oczy elfa odrobinę złagodniały. – Poprosiła o sztylet. Myślałem, ze chce go zabić, zwłaszcza po tym jak ją potraktował… – Leldorin pożałował swoich słów zanim jeszcze do końca opuściły jego usta.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak ją potraktował?! – w głosie łowcy pobrzmiewała furia.</p>
<p style="text-align:justify;">Elf westchnął ciężko, ale zdecydował się odpowiedzieć. No cóż, jeden demon mniej i świat stanie się lepszy. Żałował tylko, że wysiłek dziewczyny pójdzie na marne. Poza tym, mimo wszystko, Matthew był całkiem użytecznym sojusznikiem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przyniósł ją tutaj związaną i nieprzytomną. Naprawdę nie rozumiem, czemu zdecydowała się mu pomóc.</p>
<p style="text-align:justify;">Usłyszawszy to Łowca poczerwieniał na twarzy. Wyglądał tak, jakby mógł zabijać samym spojrzeniem. Podszedł do chłopaka i kopnął go w brzuch. Tamten jęknął i mechanicznie zwinął się w ochronnej pozycji, w dalszym ciągu się jednak nie obudził. Po chwili mężczyzna jakby się opanował.</p>
<p style="text-align:justify;">- Lance, Perry! – zawołał głośno.</p>
<p style="text-align:justify;">Po krótkiej chwili w pokoju pojawiło się dwóch osiłków.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zabierzcie to ścierwo z moich oczu. Nie obchodzi mnie nic poza jednym: ma przeżyć.</p>
<p style="text-align:justify;">Tamci uśmiechnęli się szczerząc zęby. Ich uśmiechy mroziły krew w żyłach. Podnieśli chłopaka i wywlekli z pokoju. Łowca odprężył się odrobinę. Chwilowo dziewczyna była bezpieczna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dzięki Leldorinie, dobra robota, przyjacielu.</p>
<p style="text-align:justify;">Elf uśmiechnął się blado.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chcę ją chronić tak samo jak ty, Devorze.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Obudziła się zdezorientowana. Czuła się bardzo słaba. Rozejrzała się sennie. Była w jakimś dużym, jasnym pokoju. Leżała na miękkim łóżku w białej, atłasowej pościeli. Przy jednym z okien zauważyła wysokiego mężczyznę. Wyglądał jakby nad czymś rozmyślał. Usiadła, zakręciło jej się w głowie i znowu opadła na poduszki. Odwrócił się do niej. Natychmiast znalazł się przy łóżku.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie wstawaj – powiedział łagodnie – jesteś bardzo osłabiona.</p>
<p style="text-align:justify;">Popatrzyła na niego. Miał niesamowicie zielone oczy, bardzo ładne oczy. Ogólnie był najprzystojniejszym mężczyzną jakiego kiedykolwiek widziała. Nie miał cudownej urody elfa. Rysy jego twarzy były surowe, ale jednocześnie łagodne. Odrobinę przydługie, jasne włosy, nadawały mu odrobinę zawadiacki wygląd. Był dobrze zbudowany, szeroki w ramionach i szczupły w tali. Podobała jej się także jego szara, ludzka aura i troska w oczach, którą widziała gdy na nią patrzył. Przysunął się do niej i ułożył w stertę poduszki za jej plecami. Delikatnie pomógł jej usiąść.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdzie ja jestem? – spytała cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jesteś w moim domu. Nie martw się, nic ci tu nie grozi. Czarodzieje wzmocnili bariery ochronne. To co się stało wczoraj już się więcej nie powtórzy.</p>
<p style="text-align:justify;">Przypomniała sobie o ciemności i atakujących ją cieniach. Odetchnęła głęboko. Nagle wróciły do niej też inne wspomnienia. Chłopak z parku, ten który ją tu przyprowadził, który później uratował ją przed paskudną, czarną macką. Chciała mu pomóc. Próbowała. Nie była tylko pewna czy skutecznie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co z chłopakiem, który mnie bronił? Czy wszystko z nim w porządku?</p>
<p style="text-align:justify;">Mężczyzna najwyraźniej nie spodziewał się takiego pytania. Gwałtownie zachłysnął się powietrzem, oczy mu odrobinę pociemniały, przystojną twarz oszpecił grymas gniewu. Szybko jednak nad sobą zapanował.</p>
<p style="text-align:justify;">- Żyje – odparł krótko – nie przejmuj się nim.</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnęła się delikatnie. Więc jednak się udało. Dobrze, nie chciała, żeby przez nią zginął.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dlaczego tu jestem i kim ty jesteś? – zadała kolejne pytania.</p>
<p style="text-align:justify;">Wyglądał na zawstydzonego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przepraszam, wyleciało mi z głowy, że powinienem się przedstawić. Nazywam się Devor Vayandar, jestem Łowcą. Sprowadziliśmy cię tutaj, ponieważ zobowiązaliśmy się, że będziemy cię chronić.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona.</p>
<p style="text-align:justify;">- Książę Terony?</p>
<p style="text-align:justify;">Roześmiał się miękko. Miał przyjemny śmiech.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc słyszałaś o mnie? – najwyraźniej pochlebiało mu to. – Tytuł Łowcy jest ważniejszy od jakichkolwiek tytułów szlacheckich – stwierdził jednak twardo.</p>
<p style="text-align:justify;">Skinęła głową. Wiedziała o tym.</p>
<p style="text-align:justify;">- Od kiedy stałam się taka ważna, że przysłali mi Łowcę do ochrony? – spytała starając się, żeby nie zabrzmiało to drwiąco lub obraźliwie.</p>
<p style="text-align:justify;">Znów się zaśmiał, potem jego oczy spoważniały.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zawsze byłaś ważna, królewno.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, na tyle, żeby czarodzieje zdecydowali się przysłać mnie tutaj – odparła – ale od tamtej pory radziłam sobie sama. Poza tym nie jestem królewną. Mój dziadek jest królem. Nigdy go nawet nie spotkałam.</p>
<p style="text-align:justify;">Puścił tę uwagę mimo uszu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Sytuacja się zmieniła – powiedział cichym, poważnym głosem. – Władca Demonów odkrył, że to o tobie mówi proroctwo. Za wszelką cenę będzie próbował cię zabić. Już nie jesteś tu bezpieczna.</p>
<p style="text-align:justify;">Z ust dziewczyny wydobyło się coś na kształt prychnięcia. Wyglądała teraz jak rozczochrany, wściekły kotek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Proroctwo? O mnie? Daj spokój! Potrafię robić kilka niezwykłych rzeczy, ale nie jestem wojowniczką ani czarodziejką, a już na pewno nie jestem elfką. Moja matka jest driadą, nimfą leśną. Ja też powinnam zostać jedną z nich, dołączyć do moich sióstr – dziewczyna mówiła wyraźnie rozżalona – ale nie jestem jedną z nich. Los postanowił spłatać mi okrutnego figla. Od kiedy się urodziłam mam setki wrogów. Wszyscy chcą mojej śmierci i nie ma to nic wspólnego z żadnym durnym proroctwem. Wystarczy im sam fakt, że istnieję.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mylisz się – oświadczył twardo. – Jesteś wnuczką w prostej linii Ardaniena, króla Wysokich Elfów. Po za tym Sojusz Zjednoczonych Królestw uważa, że Władca Demonów ma rację. Nie tylko mnie przysłali po to, żeby cię chronić. Poznałaś już Leldorina, jest najmłodszym synem króla Traviana i prawdopodobnie najzdolniejszym czarodziejem naszej ery.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna spojrzała na niego migdałowymi, błękitnymi oczami. To co mówił nie miało sensu. Poza tym wiodła tu swoje normalne, ludzkie życie. Było jej dobrze, tak jak jest. Odpowiadało jej to, że wszyscy o niej zapomnieli, zostawili ją w spokoju. Nie chciała się mieszać w ich sprawy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Za kilka dni przybędzie też Vivien, wiedźma z Doliny Cienia – kontynuował – chociaż może wiedźma to złe określenie. Zresztą przekonasz się sama gdy już ją poznasz.</p>
<p style="text-align:justify;">- W skrócie stałam się twoim więźniem?</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzał na nią zaskoczony.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jesteś moim gościem, nie więźniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc mogę stąd odejść? – spytała poważnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czyli jestem więźniem.</p>
<p style="text-align:justify;">Odwróciła od niego wzrok. Naprawdę miała już tego wszystkiego dosyć. Chciała tylko, żeby zostawili ją w spokoju. Twarz mężczyzny przybrała smutny wyraz, westchnął ciężko, ale nic więcej nie powiedział.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Wstać o własnych siłach dała radę dopiero następnego ranka. Devor zapewnił ją, że niczego jej nie zabraknie, a służba jest na jej rozkazy. Mimo wszystko wcale nie była zadowolona. Wolałaby po prostu wrócić do domu, do starej gospodyni – pani Łucji, do przyjaciółek i na studia. Cokolwiek by jej nie mówił, zdawała sobie sprawę, że jest w jego domu więźniem.</p>
<p style="text-align:justify;">Do sypialni przylegała niewielka łazienka. Czuła się zupełnie jak w hotelu. Wzięła szybki prysznic, owinęła się ręcznikiem i zajrzała do szafy. Wisiały w niej same sukienki. Ani odrobinę jej się to nie spodobało. Znacznie pewniej czuła się w spodniach. Wybrała wreszcie długą, prostą, błękitną suknię na ramiączkach i niechętnie wciągnęła ją na siebie. Przejrzała się w dużym, stojącym w rogu pokoju lustrze. Westchnęła z rezygnacją. Zupełnie nie czuła się sobą. Starannie rozczesała długie, aksamitne włosy i zwinęła je w niesforny kok, przytrzymując go czarną drewnianą spinka. W pokoju niczego nie brakowało, a była przekonana, że nawet jeżeli coś się znajdzie, to wystarczy, że poprosi o to któregoś ze służących. Postanowiła, że i tak ucieknie. Nie zamierzała zostać na łasce Sojuszu, ale póki co, skoro i tak nie miała innego wyboru, będzie grała w tę ich małą grę i postara się przestrzegać jej reguł.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Był środek lata. Z okna swojego pokoju widziała morze. Zżerała ją ciekawość czy chociaż na plażę będzie wolno jej wyjść. Opuściła pokój i po cichu zeszła na dół. Nikt nie zwrócił na nią uwagi. Drzwi do salonu były uchylone. Zajrzała do środka. Wyglądało na to, że toczy się tam jakaś burzliwa dyskusja. Na jednym z eleganckich foteli siedział Leldorin i tłumaczył coś spokojnie chodzącemu po pokoju Devorowi. Na myśl nasunęło jej się skojarzenie z zamkniętym w klatce tygrysem. Uśmiechnęła się do siebie, jednak uśmiech szybko zniknął z jej twarzy. Głębiej w pomieszczeniu, pod ścianą, klęczał szarooki chłopak, którego pamiętała z parku. Był odwrócony bokiem do drzwi. Miał na sobie jedynie podarte, poplamione krwią spodnie. Jego ręce były związane z tyłu tak mocno, że sznur przecierał mu nadgarstki do krwi. Twarz miał opuchniętą, na jego torsie widziała siniaki i krwawe pręgi. Za nim stali dwaj mężczyźni w czarnych garniturach. Wyglądali jak filmowi ochroniarze albo agenci FBI, ale spojrzenia mieli zwykłych bandziorów.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dlaczego miałbym go nie zabijać? – spytał Devor buntowniczo zwracając się do elfa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Może się nam jeszcze przydać – tłumaczył tamten cierpliwie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zrobił już to co miał, nie jest nam dłużej potrzebny – warknął mężczyzna nieuprzejmie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mieliśmy umowę – syknął szarooki.</p>
<p style="text-align:justify;">Jeden z ochroniarzy natychmiast uderzył go w brzuch. Chłopak zgiął się w pół, ale chwilę później wyprostował się znowu, dumnie unosząc głowę. Tym razem Łowca zwrócił się bezpośrednio do niego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie obchodzą mnie umowy z takimi jak ty – powiedział gniewnym głosem – jesteś śmieciem i zasługujesz wyłącznie na śmierć.</p>
<p style="text-align:justify;">Szare oczy chłopaka pociemniały, chłodno wpatrywał się w twarz tamtego. Milczał. Dziewczyna zdecydowała się wejść do pokoju. Otworzyła szerzej drzwi i stanęła tuż za progiem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie zabijesz go – powiedziała cichym i spokojnym, ale stanowczym tonem.</p>
<p style="text-align:justify;">Wszyscy jak na komendę spojrzeli w jej stronę.</p>
<p style="text-align:justify;">- A to niby czemu? – Devor bardzo starał się mówić spokojnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Uratowałam mu życie, według prawa należy do mnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Elf uśmiechnął się do dziewczyny z uznaniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ona ma rację Dev, nie możesz go zabić.</p>
<p style="text-align:justify;">- To mój dom i mój więzień, jesteśmy z dala od Zjednoczonych Królestw i praw Sojuszu, mogę zrobić co zechcę – warknął.</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzała na niego z niechęcią, naprawdę miała o nim lepsze zdanie. Leldorin najwyraźniej wpadł na jakiś pomysł.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niech demon złoży jej przysięgę krwi, nie może odmówić, skoro go uratowała.</p>
<p style="text-align:justify;">Devor spojrzał na niego mrużąc gniewnie oczy, szarooki splunął na ziemię i warknął wściekle, a dziewczyna rozszerzyła oczy ze zdumienia i niedowierzania. Najwyraźniej żadnemu z nich się to nie spodobało, ale słowa padły z ust czarodzieja i teraz tylko on mógł je wycofać. Elf jednak nie zamierzał tego zrobić. Wyciągnął przed siebie wyprostowaną rękę trzymając ją dłonią do góry, a na niej uformował się kryształowy kielich. Podszedł do szarookiego. Chłopak wyglądał na wyraźnie zrezygnowanego, jakby ulotnił się z niego cały duch walki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Uwolnijcie mu dłonie –  rozkazał Leldorin strażnikom.</p>
<p style="text-align:justify;">Mężczyźni niechętnie przecięli więzy na nadgarstkach demona. Elf chwycił jego prawą dłoń i naciął ostrym sztyletem, kilka centymetrów nad nadgarstkiem. Do kielicha skapywała krew. Kiedy uznał, że wystarczy, podszedł do dziewczyny i uczynił to samo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jakie teraz nosisz imię? – spytał delikatnym, poważnym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Eliza – odpowiedziała cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">Przesunął dłonią nad raną, a ta natychmiast się zasklepiła. Wyglądało tak, jakby nigdy nie powstała. Do kielicha dolał czerwonego wina z barku pod ścianą. Wyszeptał nad nim kilka słów w obcym dla dziewczyny języku, po czym podał jej kielich.</p>
<p style="text-align:justify;">- Elizo, córko Diany, czy dobrowolnie przyjmujesz życie tego demona w swoje ręce?</p>
<p style="text-align:justify;">- Przyjmuję – powiedziała patrząc przepraszająco na szarookiego i upiła łyk z otrzymanego pucharu.</p>
<p style="text-align:justify;">Elf podszedł do chłopaka. Wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matthew, synu ognia, czy dobrowolnie składasz swoje życie w ręce Elizy i przysięgasz ją chronić, aż nie spłacisz długu?</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki wpatrywał się w Leldorina nie skrywając nienawiści. Przemknęło jej przez myśl, że raczej wolałby zginąć niż złożyć przysięgę. Po chwili walki toczonej z samym sobą, chłopak wziął puchar z rąk elfa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przysięgam – warknął wściekle i wypił resztę zawartości kielicha.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza stała w salonie wpatrując się w okno. Elf podszedł do niej i stanął obok. Po tym jak Matthew złożył przysięgę, Devor wyszedł z pokoju wściekły, zabierając ze sobą strażników. Demon opadł na podłogę tam gdzie go zostawili i wpatrywał się w przestrzeń pustym wzrokiem. Po policzkach dziewczyny spływały łzy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie rozumiem, czemu tak okrutnie postąpiłeś – wyszeptała do elfa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Właśnie – powiedział cicho – nie rozumiesz. Po pierwsze Devor się uparł, żeby go zabić, to był jedyny sposób na uratowanie mu życia. Osobiście nie darzę go sympatią, ale wypełnił swoją część umowy, nie zasłużył na śmierć.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna prychnęła.</p>
<p style="text-align:justify;">- Sądzę, że wolałby umrzeć niż zostać moim niewolnikiem – powiedziała cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Po drugie – kontynuował elf niewzruszenie – nie ufam Devorowi.</p>
<p style="text-align:justify;">To zaskoczyło ją zupełnie. Uniosła pytająco brwi.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie zrozum mnie źle. W walce jest niezastąpiony, ale chce cię tutaj nie tylko z powodu poleceń Sojuszu. Ma w tym jakiś osobisty interes, a teraz będzie ktoś, kto ochroni cię również przed nim. Po trzecie – spojrzał na szarookiego – nie uważam, żeby było dobrym pomysłem wypuszczenie go tak po prostu. Jest cholernie niebezpieczny i nieobliczalny. Z nienawiści, z zemsty czy dla własnej satysfakcji mógłby nam poważnie zaszkodzić. Żałuję tylko, że ciebie skazałem na takie towarzystwo, niczego poza tym.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza westchnęła, teraz rozumiała co kierowało elfem i w duchu musiała mu przyznać rację mimo, że jej samej ten pomysł się zdecydowanie nie podobał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Możesz go uleczyć? – spytała.</p>
<p style="text-align:justify;">- Po co? – jego zdziwienie zdenerwowało dziewczynę, naprawdę aż tak nienawidzili demona?</p>
<p style="text-align:justify;">- Potrzebuję swoich rzeczy i jakichś cholernych spodni – warknęła wściekle – w takim stanie raczej będzie zwracał na siebie nadmiar uwagi.</p>
<p style="text-align:justify;">Leldorin wzruszył ramionami. Podszedł do szarookiego i dotknął jego twarzy. Opuchlizna zniknęła, chłopak wyglądał normalnie. Zauważyła, z trudem hamując złość, że elf nie zamierza nic więcej zrobić.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Wiedziała, że to bardzo zły pomysł. Przez tego kretyna jej życie zamieni się w piekło. Matthew stał oparty o ścianę jej nowego pokoju, z założonymi na torsie rekami. Przyglądał jej się uważnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chcę się przebrać – syknęła – wyjdź.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak uśmiechnął się, to nie był miły uśmiech.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dlaczego?</p>
<p style="text-align:justify;">- Mam cię chronić – powiedział z sarkazmem w głosie – nie spuszczę cię z oka.</p>
<p style="text-align:justify;">Postanowiła przyjąć inną taktykę. Skoro chce się z nią bawić, zobaczy, że ona wcale nie jest łatwą przeciwniczką. Uśmiechnęła się do niego zalotnie i zsunęła ramiączka sukienki odsłaniając dekolt. Podeszła do niego powoli, delikatnie kręcąc biodrami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Podobam ci się? – spytała słodko.</p>
<p style="text-align:justify;">Z jego gardła wydobyło się warknięcie. Ostentacyjnie odwrócił się do ściany. Roześmiała się wesoło i szybko zmieniła sukienkę na szeroką, ledwie sięgającą kolan, w jasnym, żółtym kolorze ze wzorem w białe kwiaty, znacznie bardziej nadającą się do chodzenia po mieście. Wsunęła na nogi plecione sandałki, myśląc jak bardzo tęskni za adidasami. Teraz była gotowa. Odwróciła się do chłopaka, który co prawda otrząsnął się już z dziwnej zadumy, ale dalej miał na sobie jedynie poszarpane spodnie z plamami krwi na nogawkach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Masz tu jakieś zapasowe ubranie? – spytała.</p>
<p style="text-align:justify;">Odwrócił się i popatrzył na nią.</p>
<p style="text-align:justify;">- To ci się nie podoba? – spytał złośliwie.</p>
<p style="text-align:justify;">Westchnęła. Był po prostu głupim dzieciakiem, który się będzie z nią kłócił dla samej przyjemności kłócenia. Zrezygnowana zadzwoniła po służącego. Po chwili w drzwiach pojawił się lokaj w błękitnej liberii. Uśmiechnęła się na myśl o tym, że Devor zrobił z tego miejsca taki nowoczesny pałac. Poprosiła grzecznie służącego o ubranie dla chłopaka. Szarooki wtrącił od razu, że ma być czarne. Eliza nie wytrzymała i roześmiała się. Matthew popatrzył na nią urażonym wzrokiem. Lokaj skłonił się i opuścił pomieszczenie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Umyj się – rozkazała nie znoszącym sprzeciwu tonem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niby jak? Nie zostawię cię samej – ale mimo protestów w jego głosie, wyczuła, że tak naprawdę chętnie by to zrobił.</p>
<p style="text-align:justify;">Coraz bardziej docierało do niej, jak bardzo ciężkie życie ją czeka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pójdę z tobą.</p>
<p style="text-align:justify;">Wzruszył ramionami, złapał dziewczynę za rękę i wszedł do łazienki ciągnąc ją za sobą. W środku nie do końca wiedziała co ze sobą zrobić, usiadła więc na podłodze opierając się plecami o ścianę. Wpatrywała się w swoje kolana. Przyjrzał się jej z rozbawieniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ty na mnie dla odmiany możesz popatrzeć. Ja nie mam się czego wstydzić.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza mimowolnie podniosła wzrok i spojrzała na chłopaka. Z drwiącym uśmiechem na twarzy zdjął spodnie, odwrócił się od niej i wszedł pod prysznic. Dziewczyna gwałtownie wciągnęła powietrze. Zagryzła zęby. Co oni mu zrobili? Oprócz świeżych siniaków i śladów po uderzeniach na całym ciele, na nogach chłopaka widniały pozasychane stróżki krwi. Zaschło jej w gardle, kiedy uświadomiła sobie jak wiele wycierpiał bólu i upokorzeń z rąk ochroniarzy Devora. Nawet nie chciała sobie wyobrażać do czego był zmuszany. Nic dziwnego, że tak bardzo ich wszystkich nienawidził. Nić sympatii jaką do tej pory odczuwała do Łowcy natychmiast się ulotniła. Żałowała, że nie jest czarodziejką, mogłaby go wtedy przynajmniej uleczyć. Jej dar jednak nie działał w taki sposób. Widziała aury różnych istot, czasem potrafiła podejrzeć ich myśli, ale jeżeli chodziło o jakieś realne działanie, był, delikatnie mówiąc, nieprzewidywalny. Kiedy coś robiła, to po prostu się działo, tak jak w momencie gdy postanowiła uleczyć Matthew usuwając z jego ciała dotyk cienia. Wtedy zwyczajnie wiedziała co ma robić i w jaki sposób. Nie miała żadnej mocy, którą potrafiłaby kontrolować. Nie posiadała też żadnych umiejętności walki. Była zwyczajną, bezbronną dziewczyną.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki wyszedł spod prysznica. Przyglądała mu się uważnie, nawet nie do końca zdając sobie z tego sprawę. Rzeczywiście nie miał się czego wstydzić, a do tego był całkiem przystojny. Smukły i wysoki, poruszał się z gracją dzikiego kota. Pod jego wilgotną skórą falowały prężne, wyćwiczone mięśnie. Mokre kosmyki ciemnych włosów opadały mu niesfornie na oczy. W tym momencie nawet czarna jak noc, tajemnicza aura dodawała mu uroku. Owinął się w pasie ręcznikiem. Dziewczyna poczuła ukłucie żalu, ale zaraz upomniała się w myślach, że chłopak jest przecież demonem. Po za tym nawet go nie lubiła. Cholernie ją irytował.</p>
<p style="text-align:justify;">Z łopatek szarookiego wyrosły, a raczej pojawiły się, bo tak to bardziej wyglądało, pokryte szarą błoną, nietoperzowe skrzydła. Teraz Eliza patrzyła na niego z jeszcze większym zainteresowaniem. Zżerała ja ciekawość.  Były złożone, a mimo to sięgały prawie do podłogi. Pomyślała, że gdyby chciał je rozprostować, pewnie nie zmieściłyby się nawet w salonie. Wziął drugi ręcznik, zamoczył go w wodzie i zaczął je wycierać. Nie wychodziło mu to najlepiej, kiedy były złożone, a w pomieszczeniu zdecydowanie miał za mało miejsca na rozłożenie skrzydeł.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pomóc ci? – spytała uprzejmie dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">Zmierzył ją wściekłym spojrzeniem, ale kiedy uznał, że nie żartowała skinął głową. Podeszła do niego i wzięła mokry ręcznik. Teraz nie był już biały, przypominał bardziej szmatę do podłogi. Wypłukała go starannie w zlewie po czym wróciła do chłopaka. Skrzydła ją fascynowały, składały się jak wachlarz. Przesunęła palcami po sztywnej, a jednocześnie miękkiej i delikatnej błonie. Starannie przetarła ją wilgotnym ręcznikiem. Przez przypadek dotknęła nagiej skóry na plecach chłopaka. Coś zaczęło wciągać jej umysł. Nigdy wcześniej nic takiego się nie wydarzyło. Poczuła jak zalewa ją fala uczuć. Wiedziała, że nie są jej własnymi. Należały do szarookiego. Ból, konsternacja, nienawiść, zaskoczenie, rezygnacja przemieszana z chęcią walki, duma, odwaga i bezbrzeżna samotność. Wszystko to wirowało jak tornado. Zobaczyła też urywki wspomnień chłopaka, obrazy z przeszłości. Salon w którym klęczy upokorzony z rezygnacją przyjmując wyrok elfa, piwnicę w której bezlitośnie znęcają się nad nim strażnicy, ich uśmiechnięte twarze. Nie traktowali go jak człowieka. Był dla nich czymś znacznie gorszym niż zwierzę. Potem zobaczyła jak z zimną krwią zabija tych, którzy na niego polowali. Jak uczy się walczyć od brutalnych, krzywdzących go nauczycieli. Dorastał w surowych warunkach, bez żadnej rodziny, bez miłości, bez poczucia bezpieczeństwa. Czuła, że jest zagubiony i samotny. Nigdy w życiu nie miał nikogo, komu by choć trochę na nim zależało.</p>
<p style="text-align:justify;">Zanim udało jej się przerwać kontakt zobaczyła coś jeszcze. Chłopak miał silną potrzebę chronienia jej wywołaną magiczną więzią. Czuła jego niezrozumienie, pogardę, ale i niechętny podziw. Zobaczyła siebie jego oczami. Zastanowiła się przez chwilę czy ona tak naprawdę wygląda? Drobna, bezbronna dziewczyna o aksamitnych włosach i dużych, lśniących, błękitnych oczach. Bezradne pisklę potrzebujące ochrony przed całym okrutnym światem. Poczuła, że sądził tak, zanim jeszcze połączyła ich magia. To dlatego nie skrzywdził jej wtedy w parku. Nie ze względu na strach przed Devorem. Szarooki tak naprawdę nigdy nie bał się Łowcy. Żył z dnia na dzień z myślą „będzie co ma być”. Wreszcie udało jej się przerwać kontakt. Wyczerpana osunęła się na podłogę. Chłopak natychmiast znalazł się przy niej. Skrzydła zniknęły.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nic ci nie jest? – spytał szczerze zaniepokojony, wyraźnie nie zdając sobie sprawy, z tego, co przed chwilą się stało.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie – spróbowała wstać, ale była zbyt osłabiona użyciem mocy – potrzebuję tylko kilku minut.</p>
<p style="text-align:justify;">Wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju. Delikatnie położył na łóżku. Odetchnęła z ulga, kiedy dotknięcie jego skóry nie wznowiło kontaktu. Czyste ubranie dla chłopaka czekało na fotelu. Eliza uśmiechnęła się gdy zobaczyła, ze nawet majtki i skarpetki dostał czarne. Wsunął na siebie szybko jeansy i koszulkę, przeczesał palcami wilgotne włosy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Możemy zostać – zaproponował, mimo iż widziała, że mówi to z wyraźnym żalem. Sama też miała ochotę się stąd jak najszybciej wyrwać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie po to awanturowałam się przez pół godziny, żeby pozwolił mi wyjść. Nie zamierzam teraz zrezygnować. Zresztą już mi lepiej.</p>
<p style="text-align:justify;">Powoli usiadła na łóżku. Devor niechętnie pozwolił jej wyjść do miasta, pod warunkiem, że zabierze ze sobą Lanca i Perrego. Zabronił jej jednak wracać do domu po rzeczy. Zamiast tego powiedział, że może kupić sobie, co zechce, na jego rachunek. Uznała, ze dobre i to. Poza tym miała plan, musiała się jeszcze tylko upewnić czy postępuje słusznie.</p>
<p style="text-align:justify;">Zeszli na parking znajdujący się na tyłach domu. Ochroniarze czekali przy czarnym audi. Samochód miał przyciemniane szyby i wyglądał na bardzo drogi.  Idący obok niej Matthew zesztywniał na widok strażników. Jego zaciśnięte w pięści dłonie drżały. Opanował się szybko, w jego oczach został jednak lód.</p>
<p style="text-align:justify;">Wsiadając do samochodu Eliza otarła się o ramię Perrego, niby niechcący dotykając jego dłoni. Zadrżała. W tym człowieku nie było żadnych głębszych uczuć. Żył po to, żeby mordować, zadawać ból i zaspakajać swoje potrzeby. Paradoksalnie, tego właśnie spodziewała się po demonie, który w rzeczywistości okazał się jedną wielką burzą myśli i uczuć. Musnęła palcami szyję Lanca, który usiadł za kierownicą. Ten był jeszcze gorszy. Umysł miał opętany żądzą. Było mu wszystko jedno z kobietą, mężczyzną czy z dzieckiem. Przeszyła ją fala lodowatego zimna, kiedy zobaczyła jak w swoim chorym umyśle, zdziera z niej ubranie i bierze brutalnie na masce samochodu. Zrobiło się jej niedobrze.</p>
<p style="text-align:justify;">Zatrzymali się na stacji benzynowej. Dziewczyna siedziała z tyłu razem z Matthew. Ochroniarze zajmowali przednie siedzenia. Wiedziała, że to ułatwi jej kontakt. Dotknęła ręki chłopaka. Spojrzał na nią pytająco. „Masz pięć minut – przekazała mu w myślach – będę w toalecie, kiedy wrócę, mam nadzieję, że odjedziemy stąd sami”. Wyczuła jego zaskoczenie, a po chwili falę zadowolenia i uznania.</p>
<p style="text-align:justify;">- Muszę skorzystać z ubikacji – powiedziała nieznoszącym sprzeciwu głosem i wyszła z samochodu zanim któryś zdążył zaprotestować.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy wróciła Szarooki czekał na nią za kierownica samochodu. Uśmiechał się paskudnie. Nie chciała myśleć o tym co zrobił, ale musiała przyznać przed samą sobą, że niewiele ją to obchodziło. Tamci dwaj z pewnością sobie na to zasłużyli.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dokąd chcesz jechać? – spytał.</p>
<p style="text-align:justify;">Była przekonana, że wcale nie oznacza to, że zabierze ją tam gdzie by chciała.</p>
<p style="text-align:justify;">- Byle dalej stąd – odpowiedziała po prostu. – I tak nie mogę pokazać się w domu, to pierwsze miejsce w którym będą szukać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze, więc najpierw pojedziemy do mnie. Nie wiedzą gdzie mieszkam. Później wymyślę co zrobimy dalej.</p>
<p style="text-align:justify;">Skinęła tylko głową, zadowolona, że postanowił przejąć inicjatywę. Postanowiła mu zaufać, przynajmniej dopóki wiąże ich magia i mają wspólnego wroga.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Zatrzymali się w centrum handlowym. Eliza potrzebowała jakichś ubrań, a uznali, że dobrze będzie użyć karty kredytowej Devora. Przynajmniej przez jakiś czas nie będą dzięki temu podejrzewali, że stało się coś dziwnego. Dziewczyna kupiła w sklepie sportowym wygodny plecak. Wpakowała do niego dwie pary nowo zakupionych jeansów, kilka koszulek, zapasową bluzę i cienką kurtkę. Wybrała też kilka par majtek, skarpetek i dwa staniki. Dziecinnie irytowało ją, że szarooki uważnie przygląda się jej bieliźnianym zakupom, więc z czystej przekory wybrała takie w kolorze jasnego błękitu i bladego różu. Nie zapomniała też o wygodnych adidasach i takich niezbędnych drobiazgach jak szczotka do włosów czy kosmetyki. Wiedziała, że musi się przygotować do długiej podróży, a więcej nie będzie mogła użyć karty Łowcy. Szybko przebrała się w nowe, wygodne ubrania, sukienkę i buty wpychając na wierzch do plecaka. Zdecydowali, że samochód zostawią na parkingu pod galerią handlową i tak nie mogli z niego korzystać, za łatwo byłoby ich znaleźć. Dzień był bardzo parny, zanosiło się na burzę. Kiedy wyszli z centrum, było już dobrze po południu. Matthew zaprowadził ją do autobusu. Dojechali prawie na pętlę, zanim wreszcie wysiedli. Dzielnica nie należała do najlepszych. Eliza była przekonana, że nie chciałaby się tu znaleźć sama, w towarzystwie demona czuła się jednak bezpieczna. Przeszli pomiędzy ponuro wyglądającymi, zniszczonymi garażami i stanęli przed równie smętnie wyglądającym blokiem.</p>
<p style="text-align:justify;">Niebo pociemniało, duże krople deszcz zaczęły powoli rozbijać się o płytę chodnika. Wsiedli do zniszczonej windy i wjechali na dziesiąte piętro, ostatnie na jakie dojeżdżała. Potem chłopak poprowadził ją po schodach na górę, jeszcze jedno wyżej. Weszli do maleńkiego mieszkania, składającego się z niewielkiego pokoju i oddzielonej barkiem kuchni oraz skromnej łazienki. Wbrew obawą dziewczyny było tu czysto i schludnie, a nawet całkiem przytulnie. Pod jedną ze ścian stała zielona, rozkładana kanapa, a dalej biurko z komputerem i fotel. Przy drzwiach znajdowała się szafa, reszta niewielkiej przestrzeni pokoju była pusta. Eliza wyjrzała na dwór. Szare niebo przeszyła błyskawica. Chłopak uchylił okno. Do mieszkania wpadło przyjemne, chłodne, przesycone wilgocią powietrze. Dziewczyna skuliła się na kanapie. Czuła się bardzo zmęczona.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co teraz? – spytała przerywając ciszę.</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew usiadł na fotelu rozpierając się wygodnie. Odwrócił się do niej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie wiem – przyznał szczerze. – Dalej nie wierzę, że to zrobiłaś – mruknął. – Jak na razie to bym coś zjadł. Jestem potwornie głodny. Masz ochotę na pizzę?</p>
<p style="text-align:justify;">Roześmiała się. Pomysł wydał jej się tak abstrakcyjny w obecnej sytuacji, że zwinęła się w kłębek nie mogąc przestać się śmiać. W końcu rozbolał ją brzuch. Chłopak wyglądał na nieco urażonego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przepraszam – wyszeptała chciwie chwytając powietrze. – Chętnie zjem pizzę.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy tylko wypowiedziała to zdanie znów napadł ją histeryczny atak śmiechu. W końcu opanowała się i położyła na boku, opierając głowę na łokciu. W międzyczasie chłopak zdążył odwrócić się do niej plecami i włączyć komputer. Przyglądała mu się ciekawie. Zamówił przez Internet dużą pizzę i colę, więcej nie pytając jej o zdanie. To wszystko wydało się dziewczynie takie normalne i zwyczajne, że aż nie prawdziwe. Nagle przyszedł jej do głowy pewien pomysł.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matt… – zaczęła cicho. Spojrzał na nią obrzucając dziewczynę zagadkowym, lekko skonsternowanym spojrzeniem. – O co chodzi? – nie wytrzymała.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nic, po prostu nikt tak do mnie nie mówi – odparł siląc się na obojętny ton.</p>
<p style="text-align:justify;">- To źle, że tak cię nazwałam?</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie, chyba nie – wzruszył ramionami – mniejsza z tym, nazywaj mnie jak chcesz. Planowałaś chyba coś powiedzieć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak. Co myślisz o tym, żebyśmy zrobili sobie wycieczkę? Na przykład do Anglii? Potem z wyspy moglibyśmy gdzieś popłynąć statkiem, albo polecieć samolotem… Nie sądzę, żeby szybko zaczęli sprawdzać autobusy turystyczne.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jest pewien problem… nie wiem jak ty, ale ja nie posiadam ludzkich dokumentów, a bez tego ciężko będzie przekroczyć legalnie granicę.</p>
<p style="text-align:justify;">Usiadła uśmiechając się przebiegle.</p>
<p style="text-align:justify;">- To nie będzie problem, a przy okazji zostawimy fałszywy ślad pozbywając się karty Devora. Po prostu zamów coś last minute, najlepiej na jutro rano.</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzał na nią z zainteresowaniem, ale bez dalszego wypytywania wykonał polecenie. Zadzwonił dzwonek, szarooki otworzył. W drzwiach pojawił się przemoczony dostawca pizzy. Matthew zapłacił i starannie zamknął za nim drzwi. Zjedli w milczeniu. Eliza nawet nie zdawała sobie sprawy jaka była głodna. Rozciągnęła się wygodnie na kanapie podczas gdy chłopak poszedł wynieść pudełko. Burza się oddalała, deszcz jednak nie przestawał zacinać. Kiedy szarooki wrócił, dziewczyna postanowiła zadać mu dręczące ją od jakiegoś czasu pytanie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matt, co ty w ogóle potrafisz? To znaczy poza lataniem, bo to już wiem. Widziałam też jak władasz mieczem.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie wszystkie demony latały, każdy miał inne zdolności, ale ich magia w tym świecie była bardzo ograniczona. Dlatego właśnie Łowcy, specjalnie wyszkoleni ludzie, mieli tu nad nimi taką przewagę. Istoty mroku, takie jak Matthew, polegały na swojej magii, ponieważ była ich integralną częścią. Bez niej czuły się niepełne. Z tego powodu tak niewiele z nich decydowało się na życie w świecie ludzi. Co do jednego, byli to po prostu, wyjęci spod prawa banici, którzy musieli opuścić swój świat by ocalić życie. Matthew był więc przestępcą. Dziewczynę intrygowało co takiego zrobił szarooki. Bardziej jednak w tym momencie ciekawiło ją co jest w nim na tyle niezwykłego, że zainteresował swoją osobą Devora na tyle, by tamten silił się na pertraktacje z demonem, nawet, jeżeli od początku nie zamierzał dotrzymać słowa. Chłopak roześmiał się.</p>
<p style="text-align:justify;">- Potrafię latać, walczyć i piać, jestem zupełnie jak Piotruś Pan. – Podchwycił jej lekko zawiedzione spojrzenie, westchnął. – Władam ogniem i potrafię zmieniać formy. Mam też drugą, bardziej demoniczną postać, ale zapewniam cię, że nie chcesz jej oglądać. – Skrzywił się wypowiadając słowo „demoniczną”. – Jest znacznie silniejsza, ale przybierając ją, nie zawsze potrafię nad sobą panować. Ogarnia mnie wtedy furia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jaką postać zazwyczaj przyjmujesz przy przemianie? – zapytała próbując ogarnąć wszystko to, czego się przed chwilą dowiedziała. Matthew był naprawdę niezwykły, nawet jak na demona.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ciebie śledziłem najczęściej pod postacią kruka – stwierdził beztrosko, a dziewczynę aż przeszły ciarki na myśl ile razy go widywała w pobliżu. – Wolę jednak kształt pantery. Są zdolnymi myśliwymi.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pokażesz mi? – spytała zachwyconym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">Czuła, że powinna być raczej przestraszona lub przynajmniej zaniepokojona, ale tak nie było. Naprawdę uważała, że to niesamowite i cudowne. Zaskoczyła go tym pytaniem, oraz tonem jakim je zadała. Starał się ukryć zmieszanie, nie takiej reakcji się spodziewał. Wstał z fotela. Dookoła niego pojawiła się srebrna, gęsta mgła, a potem tam, gdzie jeszcze przed chwilą znajdował się szarooki, dumnie wyprostowana siedziała wielka, czarna pantera. Eliza pomyślała, że w jednym Leldorin miał rację. Dobrze jest mieć takiego sojusznika. Zareagowała zupełnie spontanicznie. Pisnęła z czystego, niczym nie zmąconego zachwytu i wyciągnęła rękę by dotknąć czarnego, aksamitnego futra. Pantera warknęła groźnie, odsłaniając ostre kły.</p>
<p style="text-align:justify;">- Oj daj spokój – powiedziała nie czując cienia lęku i dotknęła delikatnie szorstkiego futra.</p>
<p style="text-align:justify;">Pogładziła je dłonią. Wyczuła płynące od zwierzęcia zmieszanie i konsternację. Kot przyglądał jej się ciekawie. Zabrała rękę. Powietrze zawirowało, a na miejscu drapieżnika pojawił się ponownie chłopak. Omiótł ją wściekłym wzrokiem. Nie zwróciła na to uwagi. Uśmiechnęła się do niego z uznaniem. Teraz dopiero wyglądał na naprawdę zmieszanego. Odwrócił od niej spojrzenie i na powrót zajął miejsce w fotelu. Elizę zainteresowało co dzieje się z jego ubraniami kiedy przybiera formy zwierząt, tak samo nie było teraz przy nim jego skrzydeł czy miecza, a mógł po nie sięgnąć, kiedy tylko miał na to ochotę. Uznała jednak, że i tak w tej chwili nie uzyska od niego odpowiedzi, więc nie widziała sensu, żeby pytać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Znalazłeś coś?</p>
<p style="text-align:justify;">- Mam twoją Anglię, autobus jest jutro o szóstej rano, siedmiodniowa wycieczka przez Paryż.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze, kup bilety. Wieczorem pójdziemy załatwić dokumenty.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak zajął się komputerem. Padało coraz słabiej. Dziewczyna ziewnęła i wyciągnęła się na kanapie.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Wyszli przed dom. Powietrze było chłodne i przejrzyste. Wszystko w koło tętniło życiem. Nie padało już przynajmniej od godziny, ale wilgoć dalej unosiła się w powietrzu. Słońce zbliżało się ku zachodowi. Łowca już na pewno zorientował się, że uciekli i zaczął ich szukać. Eliza miała szczerą nadzieję, że nie znajdzie. Matthew zaprowadził ją do garażu tuż pod lasem. Miał motocykl, był to czarny klasyk.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dokąd jedziemy? – spytał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Osowa – odparła pewnie – tam pokażę ci dokładniej.</p>
<p style="text-align:justify;">Podał jej zapasowy kask, włożyła go uprzednio starannie zwijając włosy. Ruszyli. Kiedy dojechali, kazała mu zatrzymać się przed zwyczajnie wyglądającym, białym, szeregowym, jednorodzinnym domkiem. Weszła do ogródka przez skrzypiącą, brązową furtkę. Stanęła na ganku i zadzwoniła do drzwi. Chłopak był cały czas tuż za nią. Otworzył im piegowaty nastolatek z rudą niechlujną czupryną.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cześć Kamil, jest Sylwia? – zaczęła przyjaźnie Eliza.</p>
<p style="text-align:justify;">- Hej Liska, wejdźcie – młodszy brat jej koleżanki był wielbicielem fantasy. Wymyślił jej kiedyś takie przezwisko na cześć pewnej małej smoczycy, a kiedy spodobało się także dziewczynom, przylgnęło do niej na stałe.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy weszli do środka, znaleźli się w przyjemnym, przestronnym przedpokoju, takim zupełnie zwyczajnym, z szafką na buty, wieszakami i maską wiszącą na ścianie, nasuwającą skojarzenia z afrykańskimi plemionami. No, może maska nie wydawała się rzeczą codzienną, ale przecież był to dom w którym mieszkała rodzina czarownic, więc była tu jak najbardziej na miejscu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Liska? – spytał drwiąco szarooki.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza tylko wzruszyła ramionami. Nie ona to przecież wymyśliła. Zdjęli buty i w skarpetkach weszli schodami na górę. Dziewczyna pewnie otworzyła drzwi jednego z pokoi i weszli do środka. Uśmiechnęła się wesoło. Mogła się spodziewać, że Wika też tu będzie. Na podłodze, otoczone poduszkami, siedziały dwie dziewczyny. Jedna miała kręcone, sięgające ramion kasztanowo-rude włosy, drobną budowę ciała i całą masę piegów, druga była blondynką o atletycznej budowie ciała, szczupłą, wysoką i wysportowaną. Miłością Wiki były sztuki walki. Miała czarny pas w karate, ale mimo to, w parku nawet nie zorientowała się kiedy demon zaszedł ją od tyłu, zdała sobie sprawę Eliza. Sylwia natomiast była czarownicą, taką wywodzącą się z bardzo starej linii, potrafiącą zdziałać naprawdę wiele. Wszystkie trzy były wyjątkowo dziwnymi osobami, być może dlatego połączyła je wręcz siostrzana przyjaźń.</p>
<p style="text-align:justify;">- Liska! Nic ci nie jest? Przez trzy dni się do nas nie odzywałaś! Martwiłyśmy się o ciebie! – krzyknęła Sylwia zrywając się z podłogi i rzucając dziewczynie na szyję, kiedy tylko ją zobaczyła.</p>
<p style="text-align:justify;">Ruda czarownica spojrzała niepewnie na Matthew, zastanawiając się, ile może w jego obecności powiedzieć. Eliza wyczuła, że stojący obok niej demon sztywnieje. Delikatne odsunęła od siebie Sylwię i dotknęła uspakajająco jego ręki. Spostrzegła, że ciągle siedząca na poduszkach Wika, zalotnie uśmiecha się do chłopaka. <em>No tak cała ona</em>, pomyślała Eliza. Wystarczyło tylko, że zobaczyła jakiegoś przystojniaka, a celem jej życia stawało się go uwieść. Przemknęło jej przez myśl, że właściwie to pasowaliby do siebie. Wika była naprawdę piękną dziewczyną, posiadała urodę i wdzięk modelki, a do tego kochała sztuki walki. Mogliby się łatwo dogadać. Stanowiliby dobraną parę. Nie była pewna dlaczego, ale poczuła ukłucie zazdrości.</p>
<p style="text-align:justify;">- Spokojnie, po kolei – powiedziała łagodnie Eliza. – To jest Matt – przedstawiła chłopaka – i wie więcej niż powinien – dodała niechętnie. – A to moje przyjaciółki Wika i Sylwia – przedstawiła także dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">Teraz obie szczerzyły się do niego w zalotnych uśmiechach. Może i był przystojny, ale chyba nie aż tak? Przypomniała sobie Devora i pomyślała, że powinny jego zobaczyć. Szybko jednak zdała sobie sprawę, że to nie byłby najlepszy pomysł, w końcu to właśnie przed Łowcą uciekali.</p>
<p style="text-align:justify;">- To twój chłopak? – spytała Wika siląc się na obojętny ton.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza spojrzała na nią lekko rozbawiona.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie, przyjaciel – nie zawahała się wypowiadając to słowo. – Ufam mu. Słuchajcie nie mamy dużo czasu, a sytuacja jest poważna. Opowiem wam wszystko od początku.</p>
<p style="text-align:justify;">Usiadła koło Wiki ciągnąc za sobą Sylwię. Szarooki nie dołączył do nich. Stanął z założonymi rękami opierając się plecami o ścianę przy drzwiach. Dziewczyna streściła przyjaciółkom sytuację, pomijając jedynie fakty dotyczące Matthew. Wolała im o nim nie mówić, zwłaszcza w jego obecności. Skończyła na tym, że wyjeżdżają za granicę i potrzebują dokumentów. Dziewczyny popatrzyły po sobie. Eliza od razu poznała, że coś knują. Znały się na tyle dobrze, że nawet nie potrzebowały werbalnego porozumienia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze – odparła rzeczowo Sylwia – załatwimy wszystko, ale jedziemy z wami.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki prychnął, pierwszy raz wtrącając się do rozmowy. Do tej pory tylko przysłuchiwał się od niechcenia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wystarczy mi, że niańczę jedną, nie zamierzam zajmować się wami trzema.</p>
<p style="text-align:justify;">- Same potrafimy o siebie zadbać – warknęła Wika, jej oczy były zimne jak lód.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, jasne, jestem o tym przekonany – odpowiedział lekceważącym tonem. – Nie zgadzam się – te słowa kierował już bezpośrednio do Elizy.</p>
<p style="text-align:justify;">Sama uznała to za bardzo kiepski pomysł, ale teraz, gdy tak stanowczo zaprotestował, poczuła, że za wszelką cenę chce mu zrobić na przekór.</p>
<p style="text-align:justify;">- Doprawdy? – zapytała. – Wydawało mi się, że nie ty o tym decydujesz.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna obrzuciła go wyzywającym spojrzeniem. Chłopak był wściekły. Z trudem nad sobą panował.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc postanowione – ucieszyła się Sylwia. – Jedziemy z wami.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza natychmiast pożałowała swojej przekory. Chwilę później zarezerwowali bilety dla dziewczyn. Westchnęła. Niestety znalazło się jeszcze kilka wolnych miejsc.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mogłabyś coś zrobić z moimi włosami? – poprosiła Sylwię Eliza.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jasne – odparła tamta wesoło – jaki chcesz kolor?</p>
<p style="text-align:justify;">- Chyba mój naturalny – stwierdziła dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">Sylwia sięgnęła do szafy, pogrzebała tam chwilę, po czym podała jej szmaciany woreczek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zaparz to w wodzie, potem wypłucz w tym włosy.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza skinęła głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dziękuję. Chyba powinniśmy już iść. Do zobaczenia rano w autobusie.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyny przytuliły Elizę na pożegnanie, a potem, razem z szarookim, opuścili przyjazny dom. Przez całą drogę chłopak nie odezwał się do niej ani słowem. Postanowiła się tym nie przejmować. Wiedziała, że zachowała się idiotycznie, ale już nic nie mogła na to poradzić. Wrócili do mieszkania. Nagle Matthew znalazł się tuż przy niej. Cofnęła się pod ścianę. Dopiero teraz zobaczyła jego pociemniałą z gniewu twarz. Podszedł do niej, znalazł się bardzo blisko, zdecydowanie zbyt blisko. Drżał z wściekłości. Eliza zaczęła się go bać. Logika mówiła jej, że dzięki magii nie może jej skrzywdzić, ale instynkt podpowiadał zupełnie co innego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jesteś skończoną kretynką – warknął. – Po co je w to wciągasz?</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie muszę się przed tobą tłumaczyć – powiedziała z całą śmiałością, na jaką była się w stanie w tej sytuacji zdobyć.</p>
<p style="text-align:justify;">Próbowała się odsunąć, ale jej nie pozwolił. Przytrzymał jej ręce przypierając ją jeszcze bardziej do ściany.</p>
<p style="text-align:justify;">- Sami, w razie czego, możemy po prostu odlecieć, uniosę cię bez problemu. Zostawisz je? – spytał nieprzyjemnym tonem z góry znając odpowiedź.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza z trudem przełknęła ślinę. Własne zachowanie wydało jej się teraz jeszcze głupsze.</p>
<p style="text-align:justify;">- Grozi im niebezpieczeństwo jeżeli pojadą z nami – kontynuował chłopak. – Skoro chcesz ich śmierci trzeba było mi po prostu powiedzieć, po co komplikować sprawy? Uwierz mi, Łowca nie powstrzyma się przed zabiciem tych, którzy wchodzą mu w drogę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wiem – wyszeptała, do oczu napłynęły jej łzy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc dlaczego się zgodziłaś? – zapytał odrobinę łagodniej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Bo tak gwałtownie zaprotestowałeś – powiedziała cicho wbijając wzrok w podłogę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zgodziłaś się, żeby zrobić mi na złość? – w jego głosie brzmiały zaskoczenie i irytacja.</p>
<p style="text-align:justify;">Niechętnie skinęła głową. Puścił ją. Śmiał się. Zawstydzona przeszła obok, nie patrząc na niego. Zaparzyła w kuchni zioła, które dała jej Sylwia. Wzięła z łazienki miskę i rozrobiła wrzątek z letnią wodą. Teraz mieszanka była odpowiednio ciepła. Wyjęła z plecaka ręcznik, szampon i mydło.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cholera – wyrwało jej się, kiedy zorientowała się, że nie pomyślała o żadnej piżamie. Nie będzie przecież spała w jeansach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co znowu? – spytał chłopak. Leżał teraz wygodnie na kanapie z jakąś książką w rękach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie mam w czym spać – odpowiedziała niepewnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zawsze możesz spać nago – uśmiechnął się szelmowsko, ale mówiąc to wstał z kanapy i wyciągnął coś z szafy. Rzucił do niej czarną kulkę materiału, a ona złapała ją w locie. – Mam nadzieję, że wystarczy.</p>
<p style="text-align:justify;">Rozłożyła zawiniątko. Okazało się być dużą, czarną koszulką z nadrukiem błękitnej pantery z przodu. Uśmiechnęła się do chłopaka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dzięki – powiedziała szczerze.</p>
<p style="text-align:justify;">Skinął głową i wrócił do czytania. Dziewczyna weszła pod prysznic. Starannie wypłukała włosy w sporządzonym wywarze. Ludzie Łowcy będą szukali szatynki, teraz przynajmniej opis przestanie się zgadzać. Umyła się, starannie wytarła i włożyła nową piżamę. Koszulka była luźna, sięgała jej poniżej bioder, zupełnie jak koszula nocna. Przejrzała się w lustrze, wreszcie czuła się sobą. Kiedy wróciła do pokoju zobaczyła zdziwioną minę szarookiego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jesteś blondynką? – spytał zaskoczony.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, coś w tym złego?</p>
<p style="text-align:justify;">Przyjrzał jej się uważnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Teraz wyglądasz zupełnie inaczej.</p>
<p style="text-align:justify;">- To chyba powinno cię cieszyć, Devor zapewne poda swoim ludziom dokładny rysopis, ten kolor może ich zmylić.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pewnie tak.</p>
<p style="text-align:justify;">Miał nieodgadniony wyraz twarzy. Zauważyła pościelone łóżko i koc rozłożony na podłodze. Szarooki siedział na kocu, więc postanowił odstąpić jej kanapę. Poczuła się przyjemnie zaskoczona. Wyczerpana natłokiem wydarzeń, gdy tylko położyła głowę na poduszce natychmiast zasnęła.</p>
<p style="text-align:justify;">Obudziła się w środku nocy z krzykiem, drżała na całym ciele. W pokoju było zupełnie ciemno. Usiadła. Nagle zapaliła się nocna lampka. Chłopak wstał z posłania i podszedł do niej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co się stało? – spytał zaniepokojony.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie była w stanie mu odpowiedzieć. Pokręciła głową. Patrzyła na niego przerażonym wzrokiem. Usiadł obok niej. Rozpłakała się.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cii, już wszystko dobrze – wyszeptał otaczając ją ramieniem. Wtuliła się w niego ufnie. Poczuła dotyk jego ciepłej skóry. Spał w samych bokserkach. – Przyśniło ci się coś złego – próbował ją pocieszyć, dziewczyna jednak wiedziała, że to nie był zwykły sen. Zbyt często jej się to zdarzało. Nie chciała jednak teraz o tym rozmawiać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie zostawiaj mnie – szepnęła, przylegając do niego jeszcze bardziej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie zostawię – odpowiedział cicho. Położył ją delikatnie na łóżku, sam kładąc się obok niej. Przyciągnął dziewczynę do siebie tuląc ją w ramionach. – Śpij – powiedział spokojnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Wtuliła twarz w jego tors. Poczuła się bardzo przyjemnie i bezpiecznie. Zamknęła oczy i ponownie zapadła w sen.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy znaleźli się przed dworcem, autobus już czekał. Nie wkładali nic do luku bagażowego bo mieli ze sobą tylko plecaki. Weszli do środka i zajęli miejsca z tyłu. Matthew podał kierowcy nazwiska i numery rezerwacji. Wika i Sylwia pojawiły się chwilę później, usiadły w fotelach przed nimi. Młoda czarownica, najwyraźniej bardzo dumna z siebie, podała im nowe paszporty i dowody osobiste. Wyglądały autentycznie, a Eliza była przekonana, że zawarte w nich dane naprawdę istnieją w bazie komputerowej państwa. Sylwia nigdy nie odstawiała fuszerki. Podała dokumenty szarookiemu, przejrzał je i schował do wewnętrznej kieszeni kurtki. Po kilku minutach pełen ludzi autobus ruszył. Sylwia wychyliła się przez oparcie fotela.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jesteście głodni? – zapytała. – Znając Liskę nie pomyślała o takim drobiazgu jak jedzenie i picie na drogę, prawda?</p>
<p style="text-align:justify;">Nie czekając na odpowiedź podała im bułki i butelkę ice-tea. Eliza uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością. Cokolwiek by się nie działo dobrze było mieć przy sobie Sylwię. Kiedy zjedli, Matthew wyciągnął mp3 i włączył muzykę. Dziewczyna stwierdziła, że wyglądanie przez okno jest nudne, przepchnęła się obok niego i usiadła z przyjaciółkami. Wszystkie trzy były szczupłe więc bez problemu zmieściły się na podwójnym fotelu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czy Matt ma dziewczynę? – wyrwało się Wice, która najwyraźniej bardzo chciała się tego dowiedzieć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie mam pojęcia – przyznała szczerze Eliza – nie pytałam go.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kim on w ogóle jest? Czemu nie poznałyśmy go wcześniej? – zainteresowała się Sylwia.</p>
<p style="text-align:justify;">No tak, mogła się spodziewać tych pytań. Zazwyczaj nie miały przed sobą tajemnic. Wiedziały o sobie nawzajem prawie wszystko.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie poznałyście go wcześniej, bo sama znam go dopiero od tego dnia, kiedy byłyśmy w parku.</p>
<p style="text-align:justify;">- Trzy dni? Znasz o dopiero trzy dni?!</p>
<p style="text-align:justify;">Sylwia była mocno wzburzona. Eliza domyślała się, że słowo „znasz” zawiera znaczenia takie jak ufasz, co on tu robi i czemu tyle wie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Właściwie to cztery… – odpowiedziała zgodnie z prawdą. – Uratowałam mu życie – przyznała cicho – czarodziej nas połączył przysięgą krwi, żeby mnie bronił.</p>
<p style="text-align:justify;">- I on się na to zgodził? – spytała niedowierzająco Wika. Sama nie posiadała żadnej mocy, ale teorię znała nie gorzej niż prawdziwa czarownica.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie zupełnie, nie do końca jest tu z własnej woli.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co za bzdury opowiadasz – fuknęła na nią Sylwia. – Przysięgę krwi można złożyć tylko i wyłącznie z własnej, nieprzymuszonej woli. Nigdy nie zadziałałaby pod przymusem.</p>
<p style="text-align:justify;">- No cóż, na niego w każdym razie działa. Czuję z nim więź. Dotknęłam go i widziałam jego myśli. Jestem pewna, że zrobi co w jego mocy, żeby mnie chronić.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zawsze z niego taki mruk? – spytała rzeczowo Wika, wychylając się przez poręcz, żeby spojrzeć na chłopaka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie, chyba nie, zazwyczaj jest wrednym, aroganckim palantem. Uważa, że jest niesamowicie atrakcyjny i puszy się jak paw.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza miała szczerą nadzieję, że szarooki to usłyszał. Wika aż mruknęła z zadowolenia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc w takim razie to zdecydowanie mój typ.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyny wiedziały, ze przyjaciółka mówi całkiem poważnie, mimo to obie wybuchnęły śmiechem.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Leldorin siedział spięty, spodziewając się, że Łowcę ogarnie furia, ale Devor zaskoczył go i tym razem. Na wieść o tym, że dziewczyna uciekła, po prostu zaczął się niepohamowanie śmiać. Przerażony służący, który przyniósł złą wiadomość, niepewnie kulił się w drzwiach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co mamy teraz robić, panie? – ośmielił się zapytać drżącym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak to co? Znajdźcie ją i przyprowadźcie z powrotem, wszystkich którzy jej towarzyszą również – powiedział starając się opanować salwy śmiechu.</p>
<p style="text-align:justify;">Służący ukłonił się i oddalił pospiesznie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co cię tak rozbawiło Dev? – spytał elf szczerze zainteresowany.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jest naprawdę sprytna, nie spodziewałem się tego – powiedział już prawie zupełnie spokojny. – Nie doceniłem jej, a ty dałeś jej w prezencie demona – spojrzał na Leldorina z wyrzutem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przynajmniej ktoś ją chroni – czarodziej wzruszył ramionami. – Z nim, czy bez niego, w końcu i tak by uciekła. Nie chce być marionetką Sojuszu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mam gdzieś Sojusz – warknął Devor. – Zależy mi tylko na bezpieczeństwie dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czemu to dla ciebie takie ważne? – elf zadał nurtujące go pytanie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mam swoje powody – odparł Łowca tonem oznajmiającym, że nie będzie kontynuował tej dyskusji.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Po kilku godzinach jazdy, zatrzymali się na jednej z wielu stacji benzynowych. Wszystkie trzy dziewczyny wybrały się do łazienki. Eliza odetchnęła z prawdziwą ulga, gdy zobaczyła, że tym razem Matthew odpuścił i postanowił poczekać na nie na zewnątrz. Kiedy wyszły, stał oparty o ścianę z papierosem w zębach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ty palisz? – spytała zaskoczona.</p>
<p style="text-align:justify;">- A co, nie wolno? – warknął zaczepnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Nic mu nie odpowiedziała, dla odmiany postanowiła odpuścić.</p>
<p style="text-align:justify;">- Idziemy do sklepu – oznajmiła Sylwia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Poczekam – odparł.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ja też niczego nie potrzebuję – podłapała szybko Wika – zostanę z nim.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza wzruszyła ramionami i weszły przez przeszklone drzwi do środka. Zauważyła, że szarooki częstuje Wikę fajką, a ta ją chętnie przyjmuje. Jęknęła w duchu. Czy ona naprawdę myśli, że w ten sposób mu zaimponuje? Wika, jako osoba kochająca sport, prawie nigdy nie paliła. Kiedy wracali do autobusu, przyjaciółka złapała ją za rękę zatrzymując z tyłu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mogę z nim usiąść? – zapytała błagalnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeśli chcesz, ale licz się z tym, że on nie koniecznie musi być miły.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jakoś to zniosę – uśmiechnęła się prawie w euforii.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy weszli do autobusu, Eliza usiadła koło Sylwii. Zdążyła jeszcze przechwycić wściekłe spojrzenie szarookiego, ale chłopak nic nie powiedział.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Wieczorem zaczęło się robić chłodno. Eliza śladem Wiki, która nigdy nie marzła, wyszła z autokaru tylko w koszulce na ramiączkach. Tym razem to ona została z Matthew, nie chciało jej się iść z dziewczynami do oddalonej spory kawałek od parkingu łazienki. Stanęli we dwoje na uboczu, tuż przy placu zabaw. To było dobre miejsce. Widzieli ludzi kręcących się przy autokarze, samemu nie będąc obserwowanymi. Chłopak wyraźnie był z czegoś niezadowolony. Wyciągnął papierosa i przyjrzał jej się uważnie. Zadrżała z zimna. Zaskoczył ją po raz kolejny. Zdjął swoją skórzaną kurtkę i narzucił jej na ramiona. Uśmiechnęła się do niego niepewnie. Usiadł na jednej z huśtawek, a ona stanęła przy nim.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czemu w autokarze nie siedzisz ze mną? – spytał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Bo nie lubię zapachu fajek – odparła wrednie.</p>
<p style="text-align:justify;">Wzruszył ramionami i wyrzucił papierosa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Naprawdę tak o mnie myślisz? – spytał szarooki zbolałym głosem. Sprawiał wrażenie zasmuconego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak? – nie zrozumiała Eliza.</p>
<p style="text-align:justify;">- Że jestem aroganckim dupkiem.</p>
<p style="text-align:justify;">- A nie jesteś?</p>
<p style="text-align:justify;">- Może i jestem, ale uważasz, że nie ma we mnie żadnych pozytywnych cech?</p>
<p style="text-align:justify;">- Tego nie powiedziałam. Matt… naprawdę cieszę się, że jesteśmy po tej samej stronie.</p>
<p style="text-align:justify;">Delikatnie odgarnęła mu kosmyk włosów z twarzy. Chwycił jej rękę i przytrzymał przy swoim policzku. Zauważyli, że ludzie zaczynają wsiadać do autobusu. Niechętnie oderwali się od siebie i ruszyli ich śladem. Usiadła koło niego błagając w duchu, żeby Wika się nie obraziła. Przynajmniej teraz miała miejsce przy oknie. Chwilę później weszły dziewczyny. Były mocno zdyszane, najwyraźniej biegły całą drogę. Wika obrzuciła przyjaciółkę niechętnym spojrzeniem. Eliza jęknęła w duchu. Zapomniała, że ciągle ma na sobie kurtkę szarookiego. Zdjęła ją teraz i oddała chłopakowi.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dzięki – powiedziała cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">Na jej miejsce włożyła rozpinaną, dresową bluzę. Było późno, zrobiła się senna. Matthew to zauważył. Delikatnie objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie. Podwinęła pod siebie nogi. Było jej wygodnie i ciepło. Przez chwilę walczyła ze swoim sumieniem. Wiedziała, że Wika będzie na nią wściekła. Powinna się odsunąć. Nie zrobiła tego jednak, czuła się zbyt dobrze. Przytuliła się do szarookiego i zasnęła.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Rano dojechali do Paryża. Według planu wycieczki mieli tu zostać przez cały dzień, potem przenocować w hotelu nad Sekwaną tuż za miastem i następnego dnia udać się na wyspy. Wysiedli z autobusu zadowoleni, że wreszcie mogą rozprostować nogi.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kamil się odezwał – oznajmiła Sylwia, mówiąc o swoim młodszym bracie – zwodził ich jak długo potrafił, używając karty Łowcy, ale kilka godzin temu musiał uciekać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nic mu nie jest? – zaniepokoiła się Eliza.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jasne, że nie. Kiedy tylko mój kochany braciszek wyczuje niebezpieczeństwo, od razu przemienia się i znika.</p>
<p style="text-align:justify;">Brat Sylwii był zmiennokształtnym, jak zresztą wszyscy mężczyźni w rodzinie czarownic. Przyjmował postać rudawej pustułki.</p>
<p style="text-align:justify;">Przez cały dzień zwiedzali miasto. Była to bardzo przyjemna wycieczka. Eliza prawie zapomniała, że coś im zagraża. Tyle osób na nią polowało. Sojusz stanowił jedynie dodatkowy kłopot. Nie chciała mieć z nim nic wspólnego, a tym bardziej z księciem Devorem. Zwłaszcza po tym, co już widziała. Wieczorem zjedli ciepłą kolację i zostali rozlokowani w hotelu. Matthew uparł się, żeby dzielić pokój z Elizą. Właściwie, to gdyby nie wściekłe spojrzenie Wiki, nie miałaby nic przeciwko. Przy chłopaku czuła się bezpiecznie. Cała wycieczka dostała zaproszenie do hotelowego klubu na dancing. Ani ona, ani Matthew nie mieli najmniejszej ochoty tam iść, ale Eliza w końcu uległa namową Sylwii, a szarooki oczywiście nie miał wyjścia i musiał pójść za nią. Nie omieszkał oczywiście pokazać swojego niezadowolenia. Dziewczyna zdała sobie sprawę, że tak naprawdę, poza kilkoma przelotnymi wizjami, nic o chłopaku nie wie. Był pierwszym demonem którego poznała, nie miał jednak nic wspólnego z ogarniętymi rządzą mordu istotami, o których czytano jej baśnie w dzieciństwie. Zastanawiała się czy cokolwiek z tego co słyszała o demonach było prawdziwe.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Siedzieli na wysokich krzesłach obitych czerwoną skórą. Blat na którym stały ich napoje też był wysoki.<em>Dziwne miejsce</em>, oceniła Eliza. Nie lubiła klubów, a ten wyjątkowo jej się nie spodobał. Wika twardo próbowała namówić Matthew na taniec. Szarooki odmawiał wyjątkowo grzecznie, jak na niego. Królewna poczuła łączącą ją z chłopakiem więź. Pomyślała, że kontakt z nim nie powinien być trudny, a warto spróbować, w końcu już raz się udało.</p>
<p style="text-align:justify;">„Czemu z nią nie zatańczysz?” – przesłała mu swoje pytanie w myślach.</p>
<p style="text-align:justify;">Poczuła od chłopaka delikatną falę zdziwienia, ale i zadowolenia. Najwyraźniej spodobało mu się, że mogą rozmawiać w ten sposób.</p>
<p style="text-align:justify;">„Po co miałbym to robić?” – przesłał dziewczynie myśl. Podczas używania tego sposobu komunikacji, nie można było kłamać.</p>
<p style="text-align:justify;">„Ponieważ sprawiasz jej przykrość.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Nie jestem nią zainteresowany” – odparł po prostu. – „Uważasz, że zwodzenie jej byłoby fair?”</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza nie wiedziała co odpowiedzieć, zdziwiło ją trochę, że nie zachowywał się tak z czystej złośliwości. Wydawał jej się coraz bardziej… ludzki. Tym razem to on podjął kontakt. Wyczuła jego zadowolenie, kiedy spróbował i okazało się, że też może to zrobić.</p>
<p style="text-align:justify;">„Możemy w ten sposób tak po prostu rozmawiać? Myślałem, że musisz kogoś dotknąć, żeby wyczuć jego myśli.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Najwyraźniej tym razem nie muszę. Sama nie wiem jak to się stało. Poczułam łączącą nas więź.”</p>
<p style="text-align:justify;">W pewnym momencie chłopak zesztywniał. Bardziej wyczuła to niż zobaczyła. Podążyła za jego wzrokiem. Zalała ją niechciana fala zazdrości. Patrzył prosto na najpiękniejszą kobietę jaką Eliza w życiu widziała. Miała proste, sięgające pasa, brązowe włosy, karnację w kolorze kawy z mlekiem i duże migdałowe oczy, podkreślone delikatnym makijażem. Ubrana była w czarne, eleganckie spodnie i czerwony obcisły top, uwydatniający jej bujny biust. Spojrzała w ich kierunku i uśmiechnęła się promiennie do chłopaka. Jej aura buzowała wściekłymi, czerwonymi płomieniami. Podeszła do nich z gracja, jakby płynąc w powietrzu. Eliza poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku. Kobieta zwróciła się bezpośrednio do szarookiego, ignorując siedzące przy nim dziewczyny. Uśmiech  nie schodził jej z twarzy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Witaj Matthew, dawno się nie widzieliśmy – jej głos był miękki i aksamitny, brzmiał uwodzicielsko.</p>
<p style="text-align:justify;">- Cześć Vivien, nie mogę powiedzieć, żebym się specjalnie cieszył z tego spotkania – patrzył na nią w napięciu, jakby była gotową do ataku kobrą, a nie piękną kobietą.</p>
<p style="text-align:justify;">- Która z nich to królewna? Kiedy oddam ją Łowcy, myślę, że znajdziemy trochę czasu na odnowienie naszej znajomości.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki najwyraźniej poczuł falę zazdrości płynącą od Elizy, bo mimo napięcia, mogła wyczuć jego samozadowolenie. Przesłał jej jednak wspomnienia dotyczące kobiety. Vivien była wiedźmą, nie była czarownicą używającą ziół i różnych magicznych składników jak Sylwia, nie była też czarodziejką pobierającą energię z żywiołów i otaczającego ją świata, była prawdziwą wiedźmą, parającą się czarną magią, nie wahającą się sięgać do świata umarłych. Z pewnością nie była przyjaciółką Matthew. Miała na jego punkcie obsesję, ponieważ ją odrzucił. Nie mogła go zdobyć za pomocą czarnej magii, gdyż demony były na nią odporne. Pragnęła, żeby do niej należał, a on z nią walczył. Eliza uświadomiła sobie, że to o niej mówił Devor przy ich pierwszym spotkaniu. Więc jednak Łowca ją odnalazł. Nie udało się uciec.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie powiesz mi? – jej głos ociekał słodyczą. – Nie ważne, zabiorę wszystkie, a po ciebie wrócę później.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie możesz ich rozdzielić – wyrwało się Sylwii.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niby dlaczego? – zainteresowała się kobieta, popatrzyła na rudą czarownicę, jak na niesforne dziecko, wtrącające się do rozmowy starszych.</p>
<p style="text-align:justify;">- Łączy ich przysięga krwi – odpowiedziała dziewczyna spokojnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co takiego?! – w jej głosie pobrzmiewała furia, po chwili się jednak uspokoiła. – To nawet interesujące. Dobrze, teraz będziecie grzecznymi dziećmi, i pójdziecie ze mną spokojnie, to nie skrzywdzę was za bardzo – uśmiechnęła się jadowicie. Eliza poczuła jak mięśnie szarookiego napinają się do walki. – Nie radzę – powiedziała kobieta, również to zauważając. – Wiem już która z nich nie jest królewną, zginie jako pierwsza, jeżeli czegoś spróbujesz.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna wyczuła, że demon się waha. Był rozdarty między potrzebą chronienia Elizy, a jednocześnie nie chciał, żeby Sylwii stała się krzywda. Zdawała sobie sprawę, że Vivien nie rzucała gróźb bez pokrycia.<em>On naprawdę ma normalne ludzkie uczucia</em>, pomyślała, <em>znowu go nie doceniłam</em>.</p>
<p style="text-align:justify;">„Pójdziemy z nią” – przesłała mu smutną myśl. – „Uciekliśmy raz, uciekniemy znowu”.</p>
<p style="text-align:justify;">Wyczuła jego niechęć, ale zgodził się z nią. Wyszli przed budynek. Przy samochodzie na parkingu czekali jacyś ludzie. W jednym z nich Eliza rozpoznała kapitana Dirka Navarothe, który przewodził siłom zbrojnym Sojuszu. Znała go jako honorowego człowieka, zawsze walczącego w słusznej sprawie. Teraz uśmiechał się smutno.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kapitanie – Vivien skinęła mu głową – weźmiesz ze sobą te dwie blondynki, któraś z nich jest królewną. Ja zabiorę demona i rudą.</p>
<p style="text-align:justify;">Z ust Sylwii i Matthew wydobyło się jednocześnie paniczne, rozpaczliwe „nie”. Eliza nie wiedziała czemu, ale po plecach przeszły jej ciarki. Działo się coś bardzo złego. Kobieta, nie zwracając uwagi na protesty, wepchnęła Sylwię do samochodu. Przez więź łączącą Elizę z szarookim, dziewczyna poczuła paniczny strach chłopaka. Coś było zdecydowanie nie tak. Bronił się zaciekle zanim mężczyźni zdołali go obezwładnić. To była doborowa gwardia Sojuszu Zjednoczonych Królestw. W tym świecie nie miał z nimi najmniejszych szans. Vivien wyglądała na bardzo rozbawioną. Kapitan otworzył drzwi, Eliza wsiadła ciągnąc za sobą oniemiałą Wikę. Nie do końca wiedziała co się dzieje. Była zbyt przerażona, żeby się spierać. Co mogło aż tak wystraszyć demona? Dojechali na lotnisko. Kiedy wsiadali do niewielkiego, prywatnego samolotu, zalała ją fala bólu. Czuła się jakby wpadła w czarną dziurę, dookoła była tylko pustka, a ona się w nią zapadała bez końca. Wystartowali. Dziewczyna nie była w stanie usiedzieć prosto. Zwisała bezwładnie w pasach. Kiedy tylko wyrównali lot kapitan podszedł do niej zaniepokojony. Wika pomogła jej rozpiąć pasy i położyć się w poprzek foteli. Przez ciało Elizy przebiegały dreszcze, nie wiedziała co się z nią dzieje. Czuła tylko ból i wszechogarniającą panikę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co jej jest? – spytał kapitan, wyglądał na mocno zaniepokojonego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie mam pojęcia – usłyszała słaby głos Wiki.</p>
<p style="text-align:justify;">Elizę jakby olśniło, już wiedziała czego potrzebuje i dlaczego tamci tak gwałtownie protestowali przeciwko rozdzieleniu ich.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matt… – wyszeptała ledwo dosłyszalnym głosem zwijając się w jeszcze ciaśniejszy kłębek – więź…</p>
<p style="text-align:justify;">- O czym ona mówi?- spytał twardo kapitan.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jest połączona z tamtym chłopakiem więzią krwi – stwierdziła Wika. – Czy to ma jakieś znaczenie?</p>
<p style="text-align:justify;">Kapitan zbladł, zaczął kląć na czym świat stoi. Kiedy wylądowali na lotnisku w Gdańsku, nikt nie dotykał Elizy. Dowódca wyszedł na zewnątrz zawiadomić o tym co się stało. Devor natychmiast znalazł się w środku. Ledwo nad sobą panował. Delikatnie wziął dziewczynę na ręce i zaniósł ją do samochodu. Jęknęła z bólu, kiedy ostrożnie układał ją na tylnym siedzeniu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Możesz jej pomóc? – zwrócił się do elfa ze śladem paniki w głosie.</p>
<p style="text-align:justify;">Tamten pokręcił głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tylko demon może. Vivien to idiotka. Czemu ich rozdzieliła? Musiała przecież wiedzieć.</p>
<p style="text-align:justify;">Oczy Łowcy pociemniały z gniewu. Doskonale wiedział jakie wiedźma miała motywy. Nienawidziła Matthew, chciała, żeby cierpiał. Jak mógł być na tyle głupi, żeby ją po nich wysłać?! On sam najchętniej zabiłby demona, ale nigdy nie pozwoliłby, żeby królewna przez to cierpiała. Po długiej chwili oczekiwania, drugi samolot wreszcie wylądował. Devor natychmiast pobiegł w jego stronę. Chwycił za gardło Vivien, która zeszła po schodach jako pierwsza. Patrzyła na niego nic nie rozumiejącym wzrokiem. Uderzył ją z całej siły pięścią, podbijając kobiecie oko. Kiedy ją puścił zachwiała się. Zobaczył demona prowadzonego przez dwóch strażników. Jego twarz wykrzywiona była magicznym bólem, takim samym jak u Elizy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Puśćcie go – warknął na nich.</p>
<p style="text-align:justify;">Gdy tylko zaskoczeni strażnicy wykonali polecenie Łowcy, Matthew, na nic więcej nie zwracając uwagi, pobiegł do samochodu, w którym znajdowała się dziewczyna. Dzięki więzi bez wahania potrafił ją odnaleźć. Gdy znalazł się przy niej, uniósł ją delikatnie i wziął w ramiona. Ciągle drżała. Łzy spływały jej po policzkach, ale magiczny ból minął.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Wrócili razem do posiadłości Devora. Kiedy wszyscy zebrali się w salonie odesłał strażników. Eliza czuła strach, właściwie nie bała się o siebie tylko o dziewczyny i szarookiego. Nie miała pojęcia jakie Łowca ma względem nich plany. Siedziała teraz na szerokiej, skórzanej kanapie, starając się być jak najbliżej demona. Wiedziała już ile kosztuje ich rozdzielanie się. Z drugiej strony miała Sylwię, patrzącą na nią wielkimi, sarnimi oczami. Jej aura, jak zwykle jarzyła się jasną zielenią, o barwie takiej, jaką ma wiosenna trawa. Czarownica też się bała, mimo, że bardzo starała się to ukryć. Wika siedziała kawałek dalej na poręczy. Eliza odkryła z nie małą ulgą, że dalej może kontaktować się z Matthew wysyłając mu myśli i obrazy. Leldorin siedział w fotelu i obserwował ich uważnie. Vivien stała w progu oparta o framugę drzwi wyraźnie naburmuszona. Sina opuchlizna pod okiem oszpecała jej piękną twarz. Mierzyła Devora wściekłym wzrokiem. Nic jednak nie mogła zrobić, to on tu rządził. Łowca chodził po pokoju jakby się nad czymś zastanawiał. Czekali w milczeniu. W końcu przemówił.</p>
<p style="text-align:justify;">- Najchętniej bym was wszystkich, co do jednego, zamknął w lochu – stwierdził. – To byłoby jedyne właściwie rozwiązanie. Zachowujecie się jak banda rozwydrzonych smarkaczy. Niestety nie mogę tego zrobić, a szkoda. – Wszystkie oczy zwrócone były ku niemu, nawet Vivien słuchała uważnie. – Zacznę więc od początku. Leldorinie – zwrócił się do elfa – połączenie królewny z demonem to był najgorszy pomysł na jaki można było wpaść. Od początku przynosi nam same problemy, a pewnie wcale nie będzie lepiej. Czy będą jeszcze jakieś milutkie niespodzianki w związku z tym rytuałem, o których nie raczyłeś nam wspomnieć?</p>
<p style="text-align:justify;">Książę elfów westchnął. Wyglądał na zasmuconego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Masz rację Devorze, chociaż nie we wszystkim. Sam pomysł był dobry, nie spodziewałem się tylko, ze zrodzi się między nimi taka silna więź. To zdarza się naprawdę rzadko, właściwie,z tego co wiem, nie zdarzyło się od ponad tysiąca lat. Odpowiadając na twoje pytanie, nie wiem co się dalej stanie i jakie będą jeszcze konsekwencje tego rytuału. Nikt tego nie wie. Jedno natomiast jest pewne. Królewna ma teraz strażnika, który bez wahania odda za nią życie, a to jest nam bardzo na rękę, nie sądzisz Devorze?</p>
<p style="text-align:justify;">Łowca obrzucił elfa wściekłym wzrokiem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Podsumowując muszę trzymać tego psa pod swoim dachem i nie mogę go zabić, bo to mogłoby skrzywdzić królewnę?</p>
<p style="text-align:justify;">Devor był wyraźnie niezadowolony. Eliza, wyczuwając napięcie szarookiego, znalazła jego rękę i położyła na niej swoją. Rozluźnił się odrobinę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, mniej więcej dobrze to ująłeś – przytaknął mu czarodziej. – Do tego będzie zupełnie niezależny od ciebie, nie będzie słuchał twoich rozkazów, a jedyne na czym mu zależy to bezpieczeństwo dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza mocniej ścisnęła rękę Matthew. Tym razem to ona była wściekła. Dlaczego do cholery mówili o nich, jakby byli stadkiem rasowych szczeniaków? Miała tego serdecznie dosyć. Już planowała wrzasnąć na Devora, gdy usłyszała przesłaną do niej myśl szarookiego.</p>
<p style="text-align:justify;">„Nic nie mów, daj mu skończyć. Zobaczymy co będzie.”</p>
<p style="text-align:justify;">Westchnęła ciężko, ale zdecydowała się posłuchać chłopaka. Łowca spojrzał na elfa morderczym wzrokiem, postanowił jednak odpuścić. Skierował się ku dziewczynom.</p>
<p style="text-align:justify;">- Panie Weronika Kownacka i Sylwia Gorianov o ile się nie mylę? – obie nieco speszone skinęły głowami. Devor był niezwykle przystojny, a do tego, mimo wybuchów gniewu, władczy i charyzmatyczny. – Skoro wybierały się panie na wakacje, a ja paniom przeszkodziłem, myślę, że najlepszy rozwiązaniem będzie ugoszczenie pań tutaj, przynajmniej przez jakiś czas. Czy mają panie coś przeciwko? – obie zgodnie zaprzeczyły, wyglądały zupełnie jak skarcone psiaki. – W takim razie doskonale, kiedy skończę z resztą, służący pokaże wam wasze pokoje. – Vivien – kontynuował, a jego ton z uprzejmego i przyjacielskiego zmienił się w śmiertelnie groźny – jeżeli jeszcze raz w jakikolwiek sposób skrzywdzisz królewnę, nie obchodzi mnie czy przez atak bezpośrednio na nią, demona bądź którąś z jej przyjaciółek, zabiję cię własnymi rękami. Rozumiemy się?</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza zdała sobie sprawę, że Devor mówi śmiertelnie poważnie. Sama nie wiedziała co powinna o nim myśleć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, Łowco – powiedziała cicho upokorzona kobieta, w jej oczach było jednak widać niebezpieczne błyski.</p>
<p style="text-align:justify;">Wiedźma przestała już wyglądać tak hardo. Czegoś takiego po prostu się nie spodziewała. Dziewczyna przypuszczała, że od tej chwili ma w niej śmiertelnego wroga.</p>
<p style="text-align:justify;">- Synu Ognia – Devora najwyraźniej dużo kosztowało zwrócenie się bezpośrednio do szarookiego. Eliza wiedziała, że tamci traktują go jak istotę gorszego pokroju, jakby chłopak był zły i bezduszny, nie miał żadnych ludzkich uczuć, a Łowca traktował go właściwie jak wściekłego psa, którego można już tylko uśpić. – Zabiłeś moich ludzi, porwałeś królewnę, zasługujesz na śmierć. Uwierz mi, naprawdę żałuję, że nie mogę jej na ciebie sprowadzić. Niestety przez tego cholernego magika – tu wymownie spojrzał na elfa – chwilowo straciłem na to szansę. Ponieważ nie ma innej możliwości pozwolę ci zostać z Elizą, ale pod jednym warunkiem. Przyjmiesz swoją zwierzęcą postać, a ten tu magik od siedmiu boleści, cię w niej uwięzi. – Dziewczyna poczuła jak szarooki sztywnieje, targała nim wściekłość. Nie do końca wierzył w to co właśnie usłyszał. – Przynajmniej na tak długo, jak długo jesteś w moim domu, co robisz poza jego granicami mnie nie obchodzi. Jeżeli się nie zgodzisz, zamknę cię w lochu. Przynajmniej zdobędę dodatkową gwarancję na to, że królewna znowu nie ucieknie. Więc jak?</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew warknął wściekle, ale wstał z kanapy i wyszedł na środek salonu. Powietrze zawirowało, a dookoła chłopaka pojawiła się srebrna mgła. Chwilę później na jego miejscu stała olbrzymia, czarna pantera. Leldorin podszedł do niego. Wypowiedział kilka słów, w nieznanym Elizie języku i nad panterą pojawiło się coś na kształt srebrnego pyłu, a potem osiadło na jej sierści. Dziewczyna w umyśle usłyszała zwierzęcy skowyt bólu, a po nim poczuła jakby narastającą blokadę.</p>
<p style="text-align:justify;">„Matt? Matt!” – wołała w myślach rozpaczliwie.</p>
<p style="text-align:justify;">„Jestem.”</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza poczuła ogromną ulgę, że nadal będzie mogła z nim rozmawiać, a od chłopaka napłynęły uczucia podobne do jej własnych.</p>
<p style="text-align:justify;">„Nic ci nie jest?” – spytała zatroskana.</p>
<p style="text-align:justify;">„Jakoś przeżyję” – prychnął.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna popatrzyła po zebranych i zdała sobie sprawę, że Wika przygląda się szarookiemu jeszcze bardziej zachwyconym wzrokiem niż przedtem. Devor natomiast patrzył prosto na nią. Chciał coś powiedzieć, ale po chwili namysłu jakby zrezygnował.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zostań tutaj – rozkazał tylko cichym, znużonym głosem, a sam wyszedł z salonu zabierając ze sobą jej przyjaciółki i Vivien.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy tylko wyszli, Leldorin podszedł do dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wstań.</p>
<p style="text-align:justify;">Posłuchała. W rękach elfa pojawiło się jasne światło, uformowało się w cieniutką kilkunastocentymetrową rurkę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Daj rękę, lewą.</p>
<p style="text-align:justify;">Zrobiła to co kazał. Poczuła łaskotanie, kiedy rysował światełkiem skomplikowane wzory na jej przedramieniu. Pantera warknęła groźnie jeżąc sierść. Dziewczyna przesłała zwierzęciu uspokajającą myśl.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co robisz? – spytała elfa.</p>
<p style="text-align:justify;">Tamten wyszczerzył zęby w uśmiechu. Miał bardzo miły uśmiech.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gram na nerwach Devorowi – odparł kiedy skończył. – To runy odwołania – wyjaśnił. – Kiedy przesuniesz po nich palcami prawej dłoni i pomyślisz o jakimś zaklęciu, zostanie ono zniesione. Nie na długo oczywiście, tylko na jakiś czas, ale możesz to powtarzać kiedy tylko zechcesz. Pamiętaj jednak, że za każdym razem będziesz traciła trochę siły. To prezent, sama zdecydujesz co z nim zrobić.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza pisnęła i impulsywnie zarzuciła elfowi ręce na szyję. Cmoknęła go w policzek. Pantera najeżyła się cała.</p>
<p style="text-align:justify;">„Odsuń się od niego, albo przegryzę mu gardło” – usłyszała w myślach warknięcie.</p>
<p style="text-align:justify;">Obrzuciła szarookiego poirytowanym spojrzeniem, ale odsunęła się od elfa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Poza tym – kontynuował tamten niewzruszenie – zaklęcie wiążące działa tylko w obrębie magicznych barier domu Łowcy, po za nimi nie będzie miało nad demonem żadnej władzy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dziękuję, Leldorinie – powiedziała obdarzając go jednym ze swoich najmilszych uśmiechów.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Po dłuższej chwili do pokoju wrócił Devor.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zostawcie mnie sam na sam z królewną – rozkazał.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki wahał się niezdecydowany, ale kiedy wysłała mu uspakajające myśli, oznajmił jej, że poczeka pod drzwiami i wyszedł za elfem. Łowca przyglądał się jej uważnie. W końcu zrezygnowany opadł na kanapę. Usiadła obok niego. Spojrzała mu w oczy. Jego szara aura jarzyła się teraz blado-pomarańczowym światłem, coś go martwiło.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co mam zrobić, żebyś więcej nie uciekała? – spytał smutnym, zmęczonym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Sam pozwól mi odejść – odparła dziewczyna – nie jestem zabawką Sojuszu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mam gdzieś Sojusz – warknął wściekle – zależy mi tylko na tym, żebyś była bezpieczna.</p>
<p style="text-align:justify;">Przyjrzała mu się uważnie, szeroko otwartymi, chabrowymi oczami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dlaczego?</p>
<p style="text-align:justify;">- Bo jesteś moją cholerną siostrą!</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza natychmiast zrozumiała, że Łowca mówi prawdę. To uczucie, ta wiedza, towarzyszyły jej od samego początku. Tylko jak to możliwe? Patrzyła na niego i nic nie przychodziło jej do głowy. Devor uznał, że powinien jej wszystko wytłumaczyć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mój ojciec był w lesie driad sześć lat przed twoim narodzeniem. Tam spotkał twoją, a raczej naszą matkę i poczęli mnie. Wielokrotnie próbował tam wrócić i odnaleźć ją, ale driady nie ukazały mu się nigdy więcej. Kilka miesięcy później przyśniło mu się płaczące dziecko leżące na polanie, na której je poczęli. To był chłopiec. – Łowca mówił beznamiętnym tonem, jakby opowiadał o jakiejś zupełnie obcej osobie. – Ojciec przyjechał po mnie i zabrał mnie do zamku. Prawem driad dzieci płci męskiej należą do ojców. Królowa Milena nie jest moją matką, a sądzę, że Robert i Cathrina nie są ze mną nawet w żaden sposób spokrewnieni, chociaż nie mogę być tego do końca pewien. Widzisz, to było ustawione małżeństwo… jak zresztą większość z nich. Nie są razem szczęśliwi. Jedyną kobietą jaką ojciec kiedykolwiek kochał była twoja matka. Postanowiłem ją odnaleźć, o dziwo pojawiła się – zaczął mówić ożywionym tonem, dla ludzi widok driady był rzadkością i mimo, że Devor był jej synem, to fakt, że mu się ukazała był czymś nadzwyczajnym. -  Widziałem ją, rozmawiałem z nią, przed śmiercią tańczyła dla mnie swój ostatni taniec. – Jego oczy przepełniał ból, ale też niesamowita radość i zachwyt. – Powiedziała mi o tobie, postanowiłem cię za wszelką cenę odnaleźć i chronić.</p>
<p style="text-align:justify;">W oczach Elizy lśniły łzy. Cały świat się dla niej zmienił. Impulsywnie oplotła ramionami szyję Łowcy, wtuliła się w jego ramiona. Wszystkie negatywne uczucia, które do niego żywiła, prysnęły, jak bańka mydlana. <em>Mam brata, mam brata, on jest moim bratem, </em>wszystko w niej śpiewało. Przez całe życie była zupełnie sama, nie mogła dołączyć do matki i sióstr, nie wiedziała kto jest jej ojcem. Devor był taki realny i rzeczywisty, a do tego się o nią troszczył. Chciał, żeby była bezpieczna. Stanowił jej całą, nowo odkrytą rodzinę. Teraz już wiedziała, czemu czuła z nim taką więź, zupełnie jakby znała go przez całe swoje życie. Łowca tulił do siebie dziewczynę delikatnie głaszcząc jej złote włosy. Wszystkie problemy stały się nieistotne.</p>
<p style="text-align:justify;">I tak zastał ich Matthew. Do pokoju niezauważenie i cicho wśliznęła się olbrzymia czarna pantera. Byli zbyt pochłonięci sobą, żeby zwrócić na nią uwagę. Zwierzę zjeżyło sierść, z trudem powstrzymało warknięcie i równie cicho jak się pojawiło wycofało się za drzwi.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza była w bardzo dobrym humorze. Devor prosił, żeby jeszcze nie wspominała nikomu o ich pokrewieństwie, a ona oczywiście miała zamiar tę prośbę spełnić. Rozumiała ewentualne konsekwencje rozniesienia się tej informacji. Mimo to, przepełniało ją szczęście. Nie była już na świecie zupełnie sama, miała rodzinę! Kiedy wyszła z salonu, zdziwiła się, że szarooki nie czeka na nią na korytarzu. Nie wiedziała do końca dlaczego, ale to właśnie z nim miała ochotę dzielić swoją radość. Zaniepokojona poszła do swojego pokoju. Tutaj również go nie było, ale przecież nie mógł być daleko, czułaby to. Wyszła na niewielki, przylegający do jej sypialni balkon. Rozpościerał się z niego piękny widok na morze. Słońce zniżało się ku zachodowi. Podziwiała piękną, pustą, skąpaną w jego blasku plażę. Tuż za ogrodzeniem posiadłości rosło niskie, uginające się do ziemi drzewo, o szerokim pniu, a pod nim siedziała skulona postać. Dziewczyna natychmiast rozpoznała demona. Wybiegła z domu, nie zastanawiając się czemu on tam w ogóle siedzi. Był za ogrodzeniem posiadłości, przekroczył więc bariery i mógł wcielić się w ludzką postać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matt! – zawołała podbiegając do niego.</p>
<p style="text-align:justify;">Nawet się nie odwrócił, po prostu ją zignorował. Usiadła przy nim.</p>
<p style="text-align:justify;">- O co chodzi? – spytała niepewnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie twoja sprawa – odwarknął nieuprzejmie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matt… – zaczęła jednocześnie próbując się dostać do jego myśli.</p>
<p style="text-align:justify;">- Daj mi spokój – syknął stawiając mentalną barierę, dzięki której nie mogła zorientować się co czuje i myśli. Do tej pory nie wiedziała nawet, że to możliwe. – Nie mam ochoty na twoje towarzystwo.</p>
<p style="text-align:justify;">Popatrzyła na niego szeroko otwartymi, chabrowymi oczami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matt… – spróbowała znowu.</p>
<p style="text-align:justify;">Wyciągnęła rękę chcąc odgarnąć niesforny kosmyk włosów, opadający mu na oczy. Nie pozwolił jej na to. Brutalnie złapał nadgarstek dziewczyny. Spojrzał jej w oczy lodowato zimnym wzrokiem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jesteś za głupia, żeby zrozumieć co do ciebie mówię? Chcę zostać sam! Wynoś się stąd! Jeżeli jeszcze raz spróbujesz mnie dotknąć, złamię ci rękę.</p>
<p style="text-align:justify;">Puścił jej nadgarstek odpychając go od siebie. Eliza nie rozumiała, nie wiedziała co się między nimi zmieniło. Zerwała się z ziemi i pobiegła do domu. Rzuciła się na łóżko wtulając twarz w poduszki. Z jej oczu płynęły łzy. Było ich coraz więcej. Wreszcie, wykończona łkaniem, zasnęła.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Obudziła się koło północy. Była sama w pokoju. Szarooki nie wrócił. Umyła się w zimnej wodzie. Czuła się bardzo nieszczęśliwa, coś ściskało jej gardło. Pogrzebała w plecaku i wyciągnęła koszulkę w której spała, potem zdała sobie sprawę skąd ją ma. Wściekle odrzuciła ją od siebie, jakby ta nagle zaczęła się wić. Otworzyła szafę i znalazła długą, białą koszulę nocną, na cienkich ramiączkach. Włożyła ją na siebie niechętnie. <em>Lepsze to niż nic</em>, pomyślała. Poczuła się bardzo samotna. Wyszła a korytarz. Bezwiednie wybrała kierunek i zanim się zorientowała stała już pod drzwiami sypialni Devora.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew sam nie wiedział czy jest bardziej smutny czy wściekły. Do tego czuł się źle z tym, że tak potraktował Elizę. To po prostu go przerastało. Nie mógł wyrzucić z myśli obrazu dziewczyny wtulającej się w ramiona Łowcy. Dlaczego akurat on? Jego znienawidzony wróg i to właśnie wtedy, kiedy coraz bardziej zaczynało mu na niej zależeć. Była pierwszą osobą która go akceptowała bez zastrzeżeń, stała się jego przyjaciółką, a czuł, że jest dla niego kimś znacznie więcej. Wiedział, że nawet gdyby nie łącząca ich magia i tak oddałby życie, żeby ją chronić. Wydawało mu się, że on sam też podoba się dziewczynie. Tuliła się do niego chętnie, lubiła go dotykać, przekomarzać się z nim. Nawiązała się miedzy nimi nić porozumienia. Czuł potrzebę opiekowania się nią. Bał się, że dziewczyna go znienawidzi. Matthew czuł się podle. Znów stanął mu przed oczami obraz Devora trzymającego Elizę w ramionach. Zalała go fala zazdrości. Jak to się stało? Kiedy? Dlaczego? Podczas ich kontaktów myślowych odkrył ciekawą rzecz. Zawsze wiedział gdzie znajduje się królewna, mógł też „widzieć” co w danej chwili robi, a ona nie zdawała sobie sprawy z jego obecności. To właśnie dlatego nie upierał się już by wszędzie z nią chodzić. Wcześniej bał się ją puścić samą nawet do toalety. Teraz ,właśnie w ten sposób, sięgnął myślami w kierunku dziewczyny. Eliza znajdowała się w dużej, eleganckiej sypialni. Siedziała skulona na wielkim, dębowym łóżku. Była smutna, ale nie odczuwała strachu. <em>Gdzie ona do cholery jest?</em> Szarooki nie znał tego pomieszczenia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czemu się tak smucisz? – chłopak usłyszał głos Devora, zanim jeszcze zobaczył go w swojej wizji.</p>
<p style="text-align:justify;"><em>Nie!</em> Wszystko się w nim zagotowało. Co ona tam robi? Łowca usiadł koło dziewczyny i przyciągnął ją do siebie, a ona ufnie wtuliła się w jego ramiona.</p>
<p style="text-align:justify;"><em>Nie! To nie może się dziać naprawdę!</em> Gniew przemieszony z zazdrością i żalem zasnuwał mu oczy szarą mgiełką.</p>
<p style="text-align:justify;">- Powinnaś się przespać – ciągnął mężczyzna, gdy dziewczyna nic nie odpowiedziała. – Zostaniesz u mnie? Rano będzie lepiej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak – odpowiedziała cicho, <em>nie </em>wykrzyczał w myślach Matthew – nie chcę być sama.</p>
<p style="text-align:justify;">Łowca odsunął kołdrę i delikatnie położył królewnę na łóżku. Potem przykrył ją starannie, a sam ułożył się obok niej, tuląc ją w ramionach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kocham cię – szepnęła wtulając się w jego tors.</p>
<p style="text-align:justify;">Uśmiechnął się łagodnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ja też cię kocham – Szarooki nie był w stanie już więcej wytrzymać, gwałtownie przerwał kontakt – siostrzyczko – dokończył Devor.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza, odrobinę szczęśliwsza, zapadła w sen.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza następnego dnia rano, wychodząc z pokoju Łowcy, zatrzymała się zaskoczona. Naprzeciwko drzwi, pod ścianą, siedziała wielka czarna pantera. Kiedy dziewczyna wyszła, kot podniósł łeb i przyjrzał jej się uważnie. Była rozdarta, chciała rzucić się mu na szyję, dowiedzieć się wreszcie co jest nie w porządku, ale ciągle mając na uwadze jego słowa z poprzedniego dnia wybrała inną, bezpieczniejszą opcję. Postanowiła po prostu zignorować panterę. Poszła prosto do swojego pokoju zamykając drzwi tuż przed nosem drapieżnego kota.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Przez następne kilka dni szarooki zachowywał się jak cień. Nie odstępował Elizy na krok, był milczący i ponury. Nie zamienili ze sobą nawet jednego słowa. Kiedy miała go dość, uciekała do Devora. Gdy tylko znalazła się w pobliżu Łowcy, Matthew zaraz gdzieś znikał.</p>
<p style="text-align:justify;">Wika i Sylwia bawiły się wyśmienicie. Korzystały ze wszystkich luksusów nadmorskiej willi, na dodatek obydwie były zachwycone towarzystwem swojego gospodarza, który zresztą traktował je wyjątkowo miło i uprzejmie. Były nim oczarowane. Nosiły piękne sukienki, kąpały się zarówno w morzu jak i w basenie, jadły różnego rodzaju wyszukane potrawy, grały w tenisa i usilnie starały się w to wszystko wciągnąć Elizę. Jej przyjaciółka nie zrezygnowała z podchodów do szarookiego, mimo, że chłopak był przez cały czas wyraźnie ponury i starał się unikać jakiegokolwiek towarzystwa. Największą przeszkodę stanowił dla niej fakt, że w domu pokazywał się jedynie pod postacią czarnej pantery.</p>
<p style="text-align:justify;">Leldorin snuł się po posiadłości zamyślony. Wyglądało na to, że walczy z jakimś nierozwiązanym problemem. W końcu jakby się poddał. Coraz więcej czasu zaczął spędzać z dziewczynami, jakby starał się zrozumieć, dlaczego tak lubią to co robią i co według nich znaczy dobra zabawa. Widać jednak było wyraźnie, że wcale nie jest tym zachwycony. W oczach elfa wyczytać można było powagę i wiekową mądrość. Na pewno towarzystwo młodych, głupiutkich, ludzkich dziewcząt nie było tym, co zaliczyłby do rzeczy sprawiających mu przyjemność. Wyglądało na to, że spełnia jakiś nikomu innemu nie znany obowiązek.</p>
<p style="text-align:justify;">Vivien patrzyła z satysfakcją na snującego się pod postacią pantery szarookiego. Nie była pewna co, ale czuła, że coś jest nie tak. Jako uważny obserwator zdawała sobie sprawę, że przez te kilka dni chodzi ponury jak chmura gradowa, a to zdecydowanie ją cieszyło.</p>
<p style="text-align:justify;">Devor był zadowolony, że Eliza przyjęła jego rewelacje tak lekko i spokojnie. Naprawdę się martwił, że dziewczyna mu nie uwierzy, nie zaakceptuje ich pokrewieństwa, znienawidzi go lub milion innych rzeczy pójdzie nie tak. Teraz czuł się wspaniale. Miał siostrę, którą darzył głębokim uczuciem. Od kiedy dowiedział się o jej istnieniu szukał sposobu, żeby być częścią jej życia i móc się nią zaopiekować. To stało się dla niego najważniejszym celem. Dziewczyna nie zawiodła jego oczekiwań, a wręcz przeciwnie. Była odważna, pewna siebie, a do tego urocza i miła, ale naprawdę potrzebowała jego ochrony. Łowca cieszył się też z towarzystwa jej przyjaciółek. Przebywanie z nimi sprawiało mu niekłamaną przyjemność. Były ładne, zabawne i zdecydowanie ciekawsze niż kobiety, które mógł spotkać w swoim królestwie.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza była smutna i przygaszona. Martwiło ją to co się działo z Matthew. Po kilku nieudanych próbach nawiązania kontaktu z chłopakiem dała sobie spokój, od czasu do czasu jedynie rzucając mu zawiedzione spojrzenie. Mimo towarzystwa przyjaciółek i brata, bez szarookiego czuła się straszliwie samotna.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Był ciepły, sierpniowy wieczór. Na prywatnym kawałku plaży Devora stał grill i lodówka z napojami chłodzącymi. Dziewczyny chichocząc radośnie grały w siatkówkę plażową. Matthew, w swojej ludzkiej postaci, siedział kawałek dalej obserwując je uważnie. Starał się wyciszyć dręczące go myśli. Próbował wmówić sobie, że to nie jest jego sprawa z kim zadaje się królewna. To jej życie i nie powinien się do niego wtrącać, on ma jej tylko pilnować. Po pewnym czasie na plażę przyszedł także Łowca. Szarooki zobaczył jak Eliza przerywa grę, odkłada piłkę i wesoło biegnie w stronę mężczyzny. Dziewczyna zarzuciła mu ramiona na szyję, a on objął ją w pasie, poderwał  do góry i obrócił dookoła. Zaśmiała się srebrzyście. Matthew zdał sobie sprawę, że wbija paznokcie w rękę tak mocno, że pojawiły się na niej krwawe zadrapania. Nie zauważył nawet, kiedy podeszła do niego Wika.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chcesz papierosa? – zapytała podsuwając mu paczkę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jasne – wyciągnął sobie jednego.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna usiadła obok. Wyjęła zapalniczkę i podsunęła mu ogień. Chłopak zaciągnął się głęboko, próbując nie zerkać co chwila w kierunku Elizy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Coś cię gryzie? – spytała Wika bezpośrednio.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie ważne – uśmiechnął się do niej szelmowsko, za wszelką cenę chciał pozbyć się myśli dotyczących królewny.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chcesz pograć w piłkę czy może też boisz się ze mną zmierzyć? – próbowała go podejść. – Dziewczyny nie chcą już ze mną grać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobra, czemu nie.</p>
<p style="text-align:justify;">Dopalił papierosa i wstał. Wika była zaskoczona, ze poszło tak łatwo. Szeroki uśmiech zagościł na jej twarzy. Kiedy znaleźli się przy siatce, szarooki zdjął z siebie buty i koszulkę. Dziewczyna zagapiła się na niego rozanielona. O tak, był idealnie w jej typie. Wreszcie spotkała kogoś, kto mógłby dotrzymać jej kroku w sporcie. Zaczęli grać, nie odpuszczając sobie nawzajem.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza patrzyła jak Matthew zaczyna grać z Wiką w siatkówkę. Pamiętała powód dla którego olewał dziewczynę. Czyżby zmienił zdanie? Czuła się zazdrosna, ale jednocześnie cieszyła się, że przyjaciółka wyrwała szarookiego z tego dziwnego otępienia. Naprawdę lubiła chłopaka i mimo tego co jej powiedział, martwiła się o niego. Odeszła kawałek dalej. Chciała pobyć chwilę sama. Kiedy szła brzegiem morza, usłyszała niesamowity śpiew. Był cudowny, hipnotyzujący i kuszący. Potem w jej głowie pojawiły się słowa.</p>
<p style="text-align:justify;">„Witaj siostro, czy przybyłaś tu dołączyć do nas?”</p>
<p style="text-align:justify;">„Chodź do nas czekałyśmy na ciebie.”</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna zdała sobie sprawę, że stoi po kolana w wodzie. Ciepłe, delikatne fale, muskały krawędź jej zwiewnej sukienki. Czyżby to były nimfy wodne? Przesyłały jej wizje morskich głębin, cudowne obietnice spełnienia. Słyszała ich radosną pieśń. Obejrzała się za siebie. Zobaczyła stojącego na plaży przy siatce Matthew i Wikę, która przesuwała właśnie dłonią po jego naprężonym bicepsie. Zamknęła oczy. Nic jej tu nie trzymało. Pozwoliła, żeby śpiew wypełnił ją całkowicie. Zniknęło uczucie zazdrości i zawodu. Zniknęła potrzeba miłości i akceptacji. To tutaj był jej dom. Tam w głębinach żyły jej siostry. Szła przed siebie, aż zupełnie zanurzyła się w wodzie. Teraz je zobaczyła. Były piękne. Pływały dookoła niej, jak wesołe dzieci. Dwie z nich chwyciły ją za ręce ciągnąc ze sobą w głębiny. Czuła na swoich mokrych dłoniach śliskie, błoniaste palce. Nie bała się. To było jej przeznaczenie. Co chwila któraś podpływała, przekazując jej życiodajnym pocałunkiem swoje powietrze. Płynęły coraz dalej i coraz głębiej. Ku nowemu, obiecującemu życiu.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew poczuł się zaniepokojony. Miał złe przeczucia. Wika coś do niego mówiła, skinął głową, nie był w stanie skupić się na jej słowach. Dziewczyna położyła dłoń na jego przedramieniu. Spojrzał na nią zdezorientowany. Potem znowu ją zignorował szukając wzrokiem Elizy. Nigdzie nie było jej widać. W końcu zrozumiał co jest nie tak. Przestał wyczuwać łączącą ich więź. Ona po prostu zniknęła. Nie było strachu ani bólu. Magia zwyczajnie przestała istnieć. Był wolny. Rozejrzał się spanikowany. Nagle zobaczył wystającą z wody, jasną głowę, która po chwili zanurzyła się z powrotem. Zrozumiał w jednej chwili. Syreny! Brutalnie odepchnął Wikę, tak, że dziewczyna klapnęła pupą na piasek i rzucił się pędem w kierunku wody. Usilnie próbował odnaleźć Elizę myślami, jednak bez żadnych rezultatów. Był dobrym pływakiem i nie potrzebował oddychać tak często jak ludzie. Zanurkował z otwartymi oczami szukając w wodzie królewny. Miotał się tak bezładnie przez kilka długich minut.</p>
<p style="text-align:justify;">„Eliza” – krzyczał  w myślach rozpaczliwie.</p>
<p style="text-align:justify;">Bez skutku. W końcu, gdy już prawie stracił nadzieję na odnalezienie dziewczyny, usłyszał wabiącą pieśń syren. Na demonie nie robiła ona najmniejszego wrażenia. Popłynął jednak w stronę dźwięku. Zobaczył królewnę, otoczoną wianuszkiem roztańczonych nimf morskich, podpływały kolejno przekazując jej życiodajny oddech. Dziewczyna płynęła za nimi jak we śnie. Zbliżył się do niej rozganiając syreny na boki. Chwycił Elizę i zaczął płynąć ku powierzchni. Płuca paliły go żywym ogniem. Potrzebował powietrza. W końcu dotarli na powierzchnię. Ledwo chłopak zaczerpnął oddechu zakryła ich fala. Nie było widać brzegu. Wynurzył się ponownie, starając się wyciągnąć ze sobą dziewczynę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Eliza! – nie był pewien czy dziewczyna go usłyszy poprzez huk morskich fal.</p>
<p style="text-align:justify;">„Matt?” – usłyszał cichą, pytającą myśl.</p>
<p style="text-align:justify;">„Jestem przy tobie” – odparł tym samym sposobem uspokojony tym, że znowu mogą tak rozmawiać.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna, jakby obudzona, zaczęła prychać wypluwając słoną wodę, której zdążyła się napić. Pociągnął ją w stronę brzegu, zanurzając się w wodzie przy każdej większej fali. Gdy znaleźli się na plaży, osunął się wyczerpany na piasek, tuląc królewnę w ramionach. Drżała z zimna. W jednej chwili pojawił się przy nich Łowca. Pchnął demona na piasek jednocześnie wyrywając mu z rąk dziewczynę. Szarooki nie miał siły zaprotestować. Devor okrył Elizę swoją koszulą i zaczął ją nieść w kierunku domu. Niedługo później dołączyły do niego dziewczyny. Matthew, nie widząc innych możliwości, powlókł się smętnie za nimi.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza, przebrana w suche rzeczy, leżała w swoim łóżku. Devor starannie okrył ją kołdrą. Po raz setny zapytał czy na pewno niczego nie potrzebuje. W końcu Wika i Sylwia wywlekły go siłą z pokoju, tłumacząc cierpliwie, że dziewczyna potrzebuje teraz odpoczynku. Czarna pantera, siedząca do tej pory w przeciwległym rogu pokoju, wstała niepewnie i przywlekła się w pobliże łóżka. Eliza odsunęła się robiąc kotu miejsce. Zwierzę zwinnie wskoczyło na łóżko układając się z łbem na poduszce. Dziewczyna przysunęła się do demona wtulając w jego czarną jak noc, aksamitną sierść.</p>
<p style="text-align:justify;">„Matt” – zaczęła niepewnie.</p>
<p style="text-align:justify;">„Tak?” – zapytał delikatnie.</p>
<p style="text-align:justify;">„Uratowałeś mnie”</p>
<p style="text-align:justify;">„Chyba tak.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Dlaczego?”</p>
<p style="text-align:justify;">„Co masz na myśli? Przecież łączy nas magia…” – przez kontakt myślowy nie mógł kłamać, dlatego starał się uniknąć odpowiedzi.</p>
<p style="text-align:justify;">„Nie było już magii, niczego nie było, tylko ich pieśń.”</p>
<p style="text-align:justify;">Drapieżnik uniósł łeb i spojrzał na nią.</p>
<p style="text-align:justify;">„Nie mówmy o tym, proszę.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Zgoda, ale powiedz mi, za co mnie nienawidzisz?”</p>
<p style="text-align:justify;">„ To nieprawda, nie nienawidzę cię.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Więc dlaczego się tak zachowywałeś?”</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak nie zdołał w porę powstrzymać wizji Elizy w ramionach Devora. Dziewczyna zachłysnęła się powietrzem, a potem roześmiała.</p>
<p style="text-align:justify;">„Więc wszystko to działo się ponieważ jesteś o mnie zazdrosny?”</p>
<p style="text-align:justify;">Nie odpowiedział. Królewna użyła narysowanej przez elfa runy. Teraz, zamiast czarnej pantery, leżał obok niej szarooki w swojej ludzkiej postaci i przemoczonych spodniach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zdejmij to bo się rozchorujesz – powiedziała dosyć słabym głosem, użycie czaru wyczerpało ją jeszcze bardziej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie powinnaś tego robić – oznajmił jej z wyrzutem, ale posłusznie podszedł do swojego plecaka i wyciągnął z niego czyste bokserki.</p>
<p style="text-align:justify;">Szybko pozbył się mokrych spodni, wciągnął na siebie suche ubranie i wrócił do dziewczyny. Odsunęła kołdrę, żeby zrobić mu pod nią miejsce. Popatrzył na nią niepewnie, ale w końcu położył się obok. Przytuliła się do niego ufnie, nakrywając ich po same szyje. Chłopak zesztywniał.</p>
<p style="text-align:justify;">- O co tym razem chodzi? – spytała cichym, zmęczonym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Eliza… ta więź… ja mogę cię przez nią tak jakby śledzić. Słyszałem, jak wyznajecie sobie miłość z Devorem. Proszę, nie dręcz mnie więcej, skoro możemy być tylko przyjaciółmi.</p>
<p style="text-align:justify;">- O czym ty do licha mówisz? – dziewczyna nie miała pojęcia o co może mu chodzić.</p>
<p style="text-align:justify;">Obrzucił ją ponurym spojrzeniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tego wieczora, kiedy się pokłóciliśmy, znalazłem cię w jego sypialni. Powiedziałaś mu, że go kochasz, on wyznał ci to samo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matt… zostałeś do końca tej rozmowy? – obrzuciła chłopaka zagadkowym spojrzeniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie byłem w stanie tego dłużej znieść, mi naprawdę na tobie zależy. Zresztą co to niby miałoby zmienić? Przecież go kochasz…</p>
<p style="text-align:justify;">- Oczywiście, że go kocham – odpowiedziała dziewczyna ze słodkim uśmiechem na ustach – nie została mi poza nim żadna inna rodzina. Devor jest moim bratem.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki zaniemówił. Jego oczy pociemniały. Walczył teraz sam ze sobą. Z całego serca nienawidził Łowcy, a dziewczyna, w której się zakochał była z nim spokrewniona. Właściwie teraz kawałki układanki idealnie trafiły na swoje miejsce.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dlaczego mi nie powiedziałaś? – warknął bardziej szorstko niż zamierzał.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna nie patrzyła na niego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie wiedziałam o tym, powiedział mi dopiero kilka dni temu, kiedy tu wróciliśmy, ale czułam to od samego początku. Czy znienawidzisz mnie z tego powodu?</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew już dawno podjął decyzję i wiedział, że nic nie jest w stanie na nią wpłynąć. Przekręcił się tak, ze Eliza znalazła się na plecach, a on nad nią. Dotknął jej policzka ciepłą dłonią, a potem ją pocałował. Wargi miał miękkie i delikatne, jakby nie był pewien czy dziewczyna tego chce. Jeszcze nigdy nie przeżyła takiego pocałunku. Był delikatny i czuły, a jednocześnie intensywny i pełen żaru. Wyciągnęła ręce spod kołdry i wplotła palce we włosy chłopaka. Odwzajemniła jego żarliwy pocałunek. Jej serce zaczęło szybciej bić. W końcu, niechętnie przerwał całowanie i odsunął się od niej odrobinę. Spojrzała mu w oczy. Była w nich niewysłowiona ulga i nadzieja.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nigdy nie mógłbym cię nienawidzić – szepnął.</p>
<p style="text-align:justify;">Położył się na boku i przyciągnął ją do siebie. Wtuliła się w jego ramiona. Przesunęła się wyżej, tym razem to ona go pocałowała.</p>
<p style="text-align:justify;">„Kocham cię” – usłyszała nieśmiałą myśl, którą chłopak za wszelką cenę starał się zatrzymać dla siebie – „jesteś dla mnie wszystkim”.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Obudziła się wtulona w aksamitne, czarne futro. Ziewnęła przeciągle. Przez duże okna do pokoju wpadało jasne, słoneczne światło. Pantera uniosła głowę przyglądając się ciekawie, dopiero co przebudzonej, dziewczynie. Królewna obdarzyła ją promiennym uśmiechem. Wstała przeciągając się rozkosznie. Mgliście pamiętała wydarzenia poprzedniego dnia. Wzięła szybki prysznic, wciągnęła na siebie wzorzystą, letnią koszulkę i jeansowe szorty.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jestem upiornie głodna – zwróciła się do wielkiego kota wchodząc do pokoju. – Chodźmy na śniadanie.</p>
<p style="text-align:justify;">Pantera przeciągnęła się leniwie i zwinnie zeskoczyła z łóżka.</p>
<p style="text-align:justify;">„Ładnie pachniesz” – usłyszała myśl szarookiego – „jesteś trochę za chuda, ale myślę, że wystarczysz mi na śniadanie”.</p>
<p style="text-align:justify;">Drapieżnik przysunął się do niej, odsłaniając ostre zęby. Roześmiała się wesoło. Zbliżyła dłoń do łba wielkiego kota i podrapała go za uszami. Warknął na nią. Znowu się roześmiała. Ostentacyjnie odwrócił się od dziewczyny siadając na tylnych łapach. Wzruszyła ramionami i ciągle w świetnym humorze wyszła z pokoju.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">W jadalni, przy długim, obficie zastawionym stole, Sylwia i Wika kończyły właśnie jeść śniadanie.  Gdy pojawiła się Eliza, obie obdarzyły ją wesołymi uśmiechami, w ich oczach jednak wyczytała troskę. Przysiadła się do nich i od razu zabrała do nakładania sobie na talerz twarożku. Nie chciała, żeby przyjaciółki się o nią zamartwiały. Kiedy dziewczyny popijały kawę, a ona kończyła swój posiłek, do pokoju wszedł Devor, a za nim, z ponurą miną, dreptał smętnie Leldorin. Przywitały się z nimi przyjaźnie, wszystkie naprawdę zadowolone z widoku swojego gospodarza. Tylko siedząca w rogu pomieszczenia pantera nieufnie zjeżyła sierść.</p>
<p style="text-align:justify;">- Witam drogie panie – odezwał się do nich uprzejmie.</p>
<p style="text-align:justify;">Wika i Sylwia zarumieniły się pod jego spojrzeniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Usiądziecie z nami? – spytała Eliza, w dalszym ciągu będąca w rewelacyjnym nastroju.</p>
<p style="text-align:justify;">Obydwaj odsunęli krzesła i przysiedli się do kończących śniadanie dziewczyn.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mam dla was pewną informację, a właściwie głównie dla ciebie – zwrócił się mężczyzna do swojej niedawno odnalezionej siostry. Leldorin pobladł. Eliza poczuła się lekko zaniepokojona. – Oh nie, to nic złego – powiedział szybko Łowca, gdy ujrzał wyraz jej twarzy. – Zostaliśmy zaproszeni na przyjęcie do Turris Aurarius, Złotego Dworu. Będą tam wszyscy przedstawiciele Sojuszu, gospodarzem jest twój dziadek. – Spojrzał jej poważnie w oczy. – Zrozumiem, jeżeli nie będziesz chciała tam pójść. Sam bym nie miał ochoty na twoim miejscu. Powiedzieli jednak, że to naprawdę ważne, żebyś się tam pokazała.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mylisz się Devorze – powiedziała, a w jej oczach pojawiły się złowrogie iskierki. – Bardzo chętnie tam pójdę. Wreszcie będę miała okazję przekazać im osobiście co o nich wszystkich sądzę.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Słońce zbliżało się ku zachodowi. Eliza siedziała na złotym piasku plaży wsłuchana w szum morskich fal. Obok niej, z rękoma splecionymi pod głową, leżał na plecach szarooki. Tego dnia był wyjątkowo poważny i milczący. W końcu dziewczyna nie wytrzymała. Położyła się przy nim kładąc mu głowę w zagłębieniu ramienia.</p>
<p style="text-align:justify;">- O co tym razem chodzi? – spytała cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">Westchnął. Przyciągnął ją do siebie ramieniem. Wtuliła się w niego ufnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Naprawdę  chcesz iść na to przyjęcie? – odwrócił się na bok tak, żeby móc na nią patrzeć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Myślę, że tak – odparła odrobinę zaskoczona pytaniem. – Uważam, że to dobra okazja, żeby raz na zawsze uwolnić się od tego wszystkiego. Tym tak się martwisz?</p>
<p style="text-align:justify;">Pokręcił głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- To tylko niewielka część tego. Sądzę, że musimy poważnie porozmawiać – spojrzał dziewczynie w oczy. – Muszę ci coś powiedzieć, zanim usłyszysz to od kogoś innego. Podejrzewam, że ci się to nie spodoba. Boję się, że mnie znienawidzisz.</p>
<p style="text-align:justify;">Popatrzyła na niego poważnymi, niebieskimi oczami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie wydaje mi się, żebyś mógł powiedzieć coś, co zmieni moje uczucia względem ciebie.</p>
<p style="text-align:justify;">Delikatnym gestem odgarnęła mu opadający na czoło niesforny kosmyk włosów. Uśmiechnął się do niej smutno.</p>
<p style="text-align:justify;">- Uwierz mi, chciałbym, żeby tak było – szepnął. – Widzisz…</p>
<p style="text-align:justify;">W tym momencie, pomimo tego, że słońce jeszcze nie do końca schowało się za horyzontem, na plaży pociemniało. Od strony morza zaczął wiać silny, porywisty wiatr. Zrobiło się naprawdę zimno. Jeszcze przed chwilą, spokojne fale, uderzały teraz o brzeg z wściekłą furią. Wszędzie dookoła rozbryzgiwała się morska piana. Usłyszeli przeraźliwe rżenie i dziwny, ponury warkot. Na wodzie zaczął tworzyć się ogromnych rozmiarów wir. Obydwoje zerwali się z piasku. Szarooki stanął tak, żeby znaleźć się pomiędzy dziewczyną, a rozszalałą kipielą.</p>
<p style="text-align:justify;">- Biegnij! – rozkazał przekrzykując szum wiatru i huk morskich fal.</p>
<p style="text-align:justify;">Obydwoje ruszyli pospiesznie w kierunku, osłoniętej magiczną barierą, twierdzy. Żadne z nich nie miało ochoty sprawdzać, co za chwilę wyłoni się z morza. Nie znaleźli się jednak daleko, kiedy poczuli niewidzialną, nie chcącą ich przepuścić, ścianę. Matthew zaklął szpetnie. Eliza, przestraszona nie na żarty, zerknęła w stronę stromego, piaszczystego brzegu. Z piany morskiej powoli wyłaniał się olbrzymi, czarny koń. Był niesamowicie piękny. Dziewczyna nigdy jeszcze nie widziała tak cudownego stworzenia. Jednak oczy rumaka płonęły czerwonym ogniem, a kiedy otworzył pysk, zamiast płaskich zębów roślinożercy, ukazały się ostre kły drapieżnika. Królewna wiedziała co to jest, mimo, że o takich stworzeniach do tej pory czytała tylko w baśniach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kelpie – wyszeptała cicho – ale co on tu robi? Skąd ma w tym świecie moc?</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki, którego słuch był znacznie lepszy niż u ludzi, zrozumiał słowa dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">„Występuje w tutejszych legendach, o ile się nie mylę chyba mitologii celtyckiej…” – powiedział przerzucając się na kontakt myślowy. – „Nie jest stworzeniem jedynie z naszego świata, nie wiem tylko co robi w Bałtyku i czy mam z nim tutaj jakiekolwiek szanse.” – mimo ostatnich słów umysł chłopaka był wyjątkowo spokojny i opanowany.</p>
<p style="text-align:justify;">„To dalej nie tłumaczy skąd ma moc.”</p>
<p style="text-align:justify;">Nie mieli jednak czasu na dalszą dyskusję. Niesamowity rumak wyszedł z wody i dostojnym krokiem zbliżał się w ich stronę.</p>
<p style="text-align:justify;">„Kiedy tylko zniknie bariera, biegnij!” – usłyszała ostatnią myśl chłopaka, a potem kontakt zniknął.</p>
<p style="text-align:justify;">Tym razem przemiana szarookiego nie wyglądała już tak mistycznie i elegancko. Jego ciało po prostu zaczęło się przekształcać. Oczy chłopaka przybrały przerażającą, żółtą barwę, źrenice stały się pionowe, jak u kota. Ręce miał teraz zakończone długimi, wyglądającymi jak noże, pazurami, którymi bez większych problemów mógłby swoją ofiarę rozedrzeć na strzępy. Z jego łopatek wyrosły czarne jak noc, pokryte błoną skrzydła. Sam też stał się większy, nie osiągnął może monstrualnych rozmiarów, ale był teraz wyższy i bardziej muskularny niż mógłby kiedykolwiek być człowiek. Jego twarz wyglądała jak jakaś groteskowa maska. Warknął szczerząc ostre, groźnie wyglądające kły. Poprzez łączącą ich więź dziewczyna wyczuła furię chłopaka. W jego głowie nie było żadnych logicznych myśli, tylko żądza mordu, chęć rozerwania przeciwnika na strzępy. Pragnienie zapachu i smaku krwi.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy przemiana dobiegła końca, nie czekając, jednym susem rzucił się na stąpającego powoli po piasku konia. Czarny jak noc rumak stanął dęba młócąc kopytami powietrze. Z jego pęcin unosiły się strzępy czarnej mgły. Matthew wzbił się w powietrze. Zakończoną pazurami ręką musnął bok konia, zanim tamten zdążył odskoczyć. Kelpie zarżał wściekle. Kłapnął pyskiem, przesuwając ostrymi kłami po ramieniu szarookiego. Odwrócił się, próbując staranować demona kopytami. Matthew był jednak niezwykle zwinny i sprawnie unikał śmiercionośnych kończyn. Instynktownie wiedział, że w czarnym dymie zawarta jest magiczna trucizna.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza stała przed samą barierą. Przerażona przyglądała się zajadłej walce. Z jej perspektywy, ruchy przeciwników były tak szybkie, że rozmazywały się przed oczami dziewczyny. W pewnym momencie Kelpie zmienił taktykę. Wyminął szarookiego i ruszył galopem w stronę dziewczyny. Demon, wykorzystując okazję, zbliżył się do olbrzymiego rumaka od tyłu. Długimi, ostrymi pazurami, przejechał mu po zadzie. Koń błyskawicznie wystrzelił z tylnych kopyt trafiając chłopaka w klatkę piersiową. Matthew, zaskoczony impetem uderzenia, nie zdołał utrzymać się w powietrzu i upadł ciężko na piasek. Zanim zdążył się podnieść, rumak stał już nad nim, gotowy stratować go kopytami. Królewna poczuła paniczny strach. W tym momencie powzięła decyzję. Za żadną cenę, nie pozwoli nikomu skrzywdzić szarookiego. Gdyby tu teraz zginął, nigdy nie byłaby w stanie sobie tego wybaczyć. Nie obchodziło jej, że był demonem, ani jak bardzo ją irytował, zdała sobie sprawę, że nie chce żyć w świecie, w którym nie byłoby Matthew.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kelpie! – zawołała czystym, mocnym głosem. Zaskoczony koń zatrzymał się w pół kroku i spojrzał na nią. – Żadne z nas nie jest człowiekiem. Czego od nas chcesz?</p>
<p style="text-align:justify;">W powietrzu rozległ się gromki, okrutny śmiech. „Zabiorę cię dzisiaj ze sobą na moją darń.” – usłyszała dochodzący zewsząd głos. – „On mi w tym nie przeszkodzi, nie ma tu żadnej mocy.”</p>
<p style="text-align:justify;">- Mylisz się – powiedziała cicho dziewczyna i zamknęła oczy, szukając w myślach szarookiego.</p>
<p style="text-align:justify;">Przekazała mu całą magię, jaką była w stanie zgromadzić, a potem przesunęła palcami po runach, które zostawił na jej ramionach Leldorin. Magiczna bariera opadła, koń zarżał zaskoczony. Matthew oprzytomniał. Błyskawicznie podniósł się z ziemi i rzucił na rumaka. Chlasnął go pazurami w szyję. Kelpie, nie mogąc dostać się do swojej mocy, która najwyraźniej działała jedynie pod osłoną bariery, rzucił się cwałem w stronę rozszalałego morza. Kiedy zanurzył się w wodzie, wiatr przestał wiać, a z ciemności wyłoniło się znikające za horyzontem słońce. Eliza zachwiała się na nogach. Spojrzała na Matthew. W jego oczach w dalszym ciągu widoczna była furia. Rzucił się na dziewczynę, przewracając ją na piasek. Pazurami przejechał po jej odsłoniętym ramieniu. Jęknęła z bólu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matthew! Przestań! To ja! – krzyknęła jednocześnie na głos i w myślach chłopaka.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki odtoczył się na bok. Z powrotem przybrał swoją ludzką postać. Z rozszarpanego zębami Kelpie barku spływała krew. Chłopak zamknął oczy. Eliza wstała chwiejnie i podeszła do niego. Podrapane ramię sprawiało jej ból. Uklęknęła przy demonie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przepraszam – wyszeptał, kiedy delikatnie dotknęła jego policzka.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna skupiła się na krwawiącej ranie szarookiego. Poszarpane ciało tak po prostu się zasklepiło, jakby nigdy nie został ugryziony. Królewna poczuła jak z jego krwioobiegu wypływa trująca, czarna mgła. Kiedy upewniła się, że nic mu nie grozi adrenalina opadła, a ona sama, tracąc przytomność, osunęła się na piasek.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Vivien stała na wzgórzu, a wiatr targał jej długimi włosami. Z bezpiecznej odległości obserwowała walkę. Jej migdałowe oczy były zimne i zawzięte. Dopiero, kiedy Kelpie wycofał się ku morzu i zniknął w głębinach, pojawiła się w nich iskierka wściekłości. Do samotnie stojącej kobiety podszedł starszy mężczyzna. Ubrany był w tweedowy garnitur. Jego wygląd przywodził na myśl profesora jakiejś wybitnej akademii. Pokręcił z politowaniem głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Byłaś taka pewna swojego planu wiedźmo… Chyba teraz nadszedł czas, żeby ruch oporu wkroczył do działania – oznajmił oschłym, nie wyrażającym żadnych uczuć głosem. – Trochę szkoda dziewczyny… jest jeszcze taka młoda i zapewne o niczym nie wie. Wyższe cele jednak zawsze wymagają ofiar.</p>
<p style="text-align:justify;">- Demon jest mój! – syknęła kobieta w odpowiedzi. – Nie pozwolę wam go zabić.</p>
<p style="text-align:justify;">Staruszek spojrzał na nią lekko rozbawionym, dobrotliwym wzrokiem. Przypominał teraz kochanego dziadka, który właśnie tłumaczy wnuczce, dlaczego nie może zjeść biedronki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie poświęcimy wszystkiego dla twojej prywatnej zemsty, chyba nawet ty jesteś w stanie to zrozumieć. Miałaś już swoją szansę. Zawiodłaś.</p>
<p style="text-align:justify;">- To nie moja wina, że ta głupia smarkula wytrzasnęła skądś tak potężne runy! Tkałam tę sieć od kiedy się tu zjawiłam. Kelpie miał zabrać królewnę ze sobą.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdyby jej nie rozdarła, twój demon i tak by tam zginął. Jaka więc to dla ciebie różnica?</p>
<p style="text-align:justify;">W oczach kobiety pojawiły się niebezpieczne błyski.</p>
<p style="text-align:justify;">- Umierałby zdając sobie sprawę, że zawiódł swoją królewnę. Nigdy nie wymyśliłabym lepszej zemsty. Ponieważ jednak przeżył zadowolę się konwencjonalnymi metodami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Okrutna z ciebie niewiasta – starzec pokiwał głową z uznaniem. – Musisz jednak zrozumieć, że nie możemy dopuścić do spełnienia się tego proroctwa. W taki czy inny sposób dziewczyna zostanie wyłączona z gry. Jest kluczem do pokoju między ludźmi, elfami i demonami. Nawet nie wyobrażasz sobie kataklizmu, który taki pokój mógłby rozpocząć. To byłby koniec naszego świata. Ludzka rasa zostałaby zniewolona przez siłę demonów i magię elfów. Musimy z nimi walczyć, tak, jak czyniliśmy to od wieków. Inaczej zostaną tylko zgliszcza. Ta przepowiednia nie może się spełnić!</p>
<p style="text-align:justify;">- Zrobię co w mojej mocy, żeby do tego nie dopuścić – powiedziała kobieta uroczyście, wpatrując się w odległy horyzont.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew był wściekły na Łowcę jak nigdy dotąd. Poprzez ograniczenie jakie na niego nałożył w swoim domu, szarooki nie mógł w ludzkiej postaci zanieść dziewczyny w bezpieczne miejsce. Stanął przed bramą posiadłości tuląc królewnę w ramionach. Nie potrafił się zdecydować co zrobić dalej. Nie chciał Elizy zostawiać samej, a jednocześnie wiedział, że królewna potrzebuje pomocy. Zadrapanie na jej ramieniu wyglądało naprawdę paskudnie, straciła sporo krwi, a przez używanie magii jej organizm był bardzo osłabiony. Odczuł niesamowitą wręcz ulgę kiedy przy bramie pojawił się Leldorin. Wystarczyło mu tylko, że spojrzał na zakrwawione ubranie dziewczyny, żeby zorientować się w sytuacji.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wyczułem obecność istoty ze świata cienia, szedłem właśnie sprawdzić co się dzieje – powiedział spokojnie. – Jeżeli pozwolisz, wezmę ją od ciebie. Musisz mi jednak powiedzieć co ją tak urządziło, żebym mógł zająć się jej raną.</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew niechętnie podał elfowi nieprzytomną królewnę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ja – przyznał się cicho i zniknął za bramą w wirze srebrnej mgły, przeistaczając się w pełną gracji, czarną panterę.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Leldorin spojrzał w ślad za odchodzącym, drapieżnym kotem. Ucieszył się, że demon nie będzie im towarzyszył. Chciał przez chwilę porozmawiać z królewną sam na sam, zanim będzie za późno. Długo myślał nad tym, co powinien jej powiedzieć. Zaniósł dziewczynę do swojej sypialni i położył na łóżku nie przejmując się tym, że brudzi białą pościel krwią. Wymówił odpowiednie słowa i delikatnym strumieniem mocy uleczył jej ranę. Teraz czekało go trudniejsze zadanie. Musiał obudzić Elizę, żeby móc z nią porozmawiać. Było to trochę ryzykowne, ale uznał, że nie ma wyboru. Najwyżej odda jej trochę swojej własnej siły. Kiedy skończył kształtować swoją wolę dziewczyna otworzyła oczy. Niepewnie rozejrzała się po pomieszczeniu. Chciała usiąść.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie wstawaj – powiedział elf stanowczym głosem. – Jesteś na to zbyt słaba.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdzie ja jestem? – spytała cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- W moim pokoju – odpowiedział zawstydzony – ale nie ma teraz na to czasu. Chcę z tobą porozmawiać, to bardzo ważne, a czas nas nagli.</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzała na niego pytająco.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc słucham – powiedziała ciągle słabym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Znasz na pewno historię czterech światów? – spytał z nadzieją w głosie, nie miał ochoty tłumaczyć wszystkiego od początku. Skinęła głową, jednak, tak jak się spodziewał, w jej oczach malowała się niepewność. Westchnął ciężko. – Od wieków istnieją cztery główne rasy – zaczął powoli myśląc jakby to wszystko najlepiej uprościć. – Jedna to elfy, które są istotami władającymi magią, to znaczy zmieniają rzeczywistość przy pomocy siły woli, tak jak ja. Druga to ludzie, którzy roszczą sobie prawo do władzy na podstawie tego, że rozmnażają się jak króliki. – Królewna uśmiechnęła się na tą uwagę, po raz pierwszy zdając sobie sprawę, że elf miał jako takie poczucie humoru. – Trzecią są demony, polegające na swojej sile i czarnej magii. Gdyby było ich więcej bez problemu mogłyby zniszczyć świat ludzi. Dlatego właśnie starożytni czarodzieje ograniczyli ich moc w tym miejscu. Czwarta rasa to istoty cienia, takie jak nimfy, centaury, smoki czy jednorożce. Są zazwyczaj niezwykle piękne i śmiertelnie niebezpieczne. Nadążasz za mną?</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzała na niego wymownie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wyobraź sobie, że mój iloraz inteligencji jest większy niż u przeciętnego „królika”.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przepraszam, nie chciałem cię urazić – powiedział ugodowo elf. – Po prostu to bardzo ważne żebyś zrozumiała całą historię.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niech ci będzie – westchnęła, mimo iż nie wiedziała do czego czarodziej zmierza.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak więc – kontynuował – między tymi rasami toczyły się długoletnie wojny o władzę nad światem. Były one przerażające i okrutne. Armie niszczyły wszystko na swojej drodze. Wreszcie, po kilkuset latach, zapanował niepisany rozejm. Przedstawiciele poszczególnych ras jednak nigdy nie potrafili dojść między sobą do porozumienia. W żadnym ze światów nie zapanował jak dotąd prawdziwy pokój. Dlatego właśnie powstał Sojusz Zjednoczonych Królestw. Jego podstawowym celem jest dążenie do pokoju. Są w nim przedstawiciele każdej z ras. Jedynie Władca Demonów nie zaszczycił nas nigdy swoją obecnością, jednak nie wypowiedział też, jak dotąd, otwartej wojny. Jego zaproszenie na obrady jest w dalszym ciągu otwarte, pomimo nienawiści jaką wszyscy darzą jego rasę.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza pomyślała o Matthew. Była przekonana, że Sojusz ma marną wizję demonów, ponieważ poznali oni tylko wygnanych z własnego kraju przestępców, odbywających swą karę, w obcym, ograniczającym ich moc świecie. Burza uczuć kłębiąca się w szarookim z pewnością nie mogła należeć do żadnej doszczętnie złej istoty.</p>
<p style="text-align:justify;">- I co to ma wspólnego ze mną? – spytała sceptycznie królewna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Oto właśnie chodzi, że wszystko. Jesteś dzieckiem z proroctwa.</p>
<p style="text-align:justify;">Roześmiała się cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niby jakie masz na to dowody? Słowo znienawidzonego przez was wszystkich Władcy Demonów?</p>
<p style="text-align:justify;">- Na pewno wiele razy słyszałaś przepowiednię. Często powtarza się ją w naszym świecie. Wytłumaczę ci jej słowa.</p>
<p style="text-align:justify;"><em>Kiedy narodzi się magiczne elfie dziecko</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Dni wojny zostaną nareszcie zakończone</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Urodzi się ono z miłości zakazanej</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Dlatego odnajdzie się w każdym z czterech światów</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Władało będzie starożytną wielką mocą</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Po elfich swych przodkach dumnie odziedziczoną</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>W jej żyłach płynąć musi dzika krew demonów</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Dlatego wojowniczką  o wolność zostanie</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>I istot cienia cudownych nie z tego świata</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>By ich rasę z innymi zjednoczyć tą drogą</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Wśród ludzi odnajdzie rodzinę zaginioną</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Z nienawiścią w ten sposób wygrywając dumnie</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Gdy wiek osiągnie dziedziczka ras odpowiedni</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Przed wyborem wielkim będzie musiała stanąć</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Co gwarancją będzie dla czterech ras pokoju</em></p>
<p style="text-align:justify;">To właśnie w tobie płynie krew trzech ras. Twoja matka była driadą, istotą ze świata cieni. Twój dziadek jest królem elfów ze Złotego Dworu, a ojciec jest lub był, ponieważ nie wiem czy jeszcze żyje, demonem. Dziewczyna zachłysnęła się powietrzem usłyszawszy tę rewelację. Do tej pory nigdy nie słyszała niczego o swoim ojcu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Robisz sobie ze mnie żarty. To nie jest możliwe.</p>
<p style="text-align:justify;">- Owszem jest i to właśnie odkrył Władca Demonów. Dlatego uważa, że jesteś dzieckiem z przepowiedni. Twoja matka tańczyła dla jednego z przedstawicieli tej rasy, a potem poczęła z nim dziecko – ciebie.</p>
<p style="text-align:justify;">Eiza obrzuciła elfa niedowierzającym spojrzeniem, a potem przed oczami stanęła jej twarz szarookiego. Po raz kolejny musiała zweryfikować stereotypową, uznaną przez ludzi wizję demonów. Przez jej myśli przepłynęły wszystkie uczucia jakimi darzyła chłopaka, od potwornej irytacji i gniewu jakie w niej wywoływał, po czułość i niechęć do rozstawania się z nim choćby na krótką chwilę. Przypomniała sobie motyle w brzuchu jakie czuła w jego obecności i zdała sobie sprawę, że to wcale nie takie nierealne, że jej matka mogła zakochać się w demonie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie rozumiem tylko tego fragmentu o odnalezionej ludzkiej rodzinie – przyznał elf. – Jedynie to się w tym wszystkim nie zgadza.</p>
<p style="text-align:justify;">- Devor jest moim bratem – powiedziała cicho dziewczyna. – Urodziła go moja matka.</p>
<p style="text-align:justify;">Czarodziej wyglądał na naprawdę zaskoczonego. Myślał nad czymś przez dłuższą chwilę.</p>
<p style="text-align:justify;">- To by tłumaczyło naprawdę wiele rzeczy – przyznał wreszcie. – Sama więc widzisz.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie Leldorinie, to nie zmienia innych faktów. Starożytna moc… wojowniczka walcząca o wolność, do tego jeszcze wygrywająca z nienawiścią. To proroctwo nie mówi o mnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przepowiednie nie muszą być dosłowne. Władasz bardzo potężną mocą, mimo, że nad nią nie panujesz. Ja sam nigdy nie zdołałbym uleczyć kogoś skażonego dotykiem cienia. Walka o wolność z kolei może równie dobrze oznaczać to, że nie chcesz słuchać niczyich rozkazów. Jeżeli w to wszystko nie wierzysz, to proszę po prostu przyjmij ten fakt do wiadomości. Będzie ci dużo łatwiej przyswoić sobie rzecz, którą mam do powiedzenia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze, niech ci będzie – powiedziała zrezygnowana dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przepowiednia ma dalszą część, która nie była przeznaczona dla uszu zwykłych poddanych. Prawdziwa wersja ukrywana była przez całe stulecia. Z tego co znają wszyscy został wycięty pewien istotny fragment. Myślę, że powinnaś go poznać. – Elf niechętnie wypowiedział słowa wiersza:</p>
<p style="text-align:justify;"><em>Gdy wiek osiągnie dziedziczka ras odpowiedni</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Przed wyborem wielkim będzie musiała stanąć</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Poślubić syna najmłodszego z Silva Magna</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Czy Znienawidzonego , co pokój zapewni</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>W jej rękach spoczywa los wszystkich czterech krain</em></p>
<p style="text-align:justify;">Oczy dziewczyny rozszerzyły się jeszcze bardziej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ale Silva Magna w języku elfów oznacza Wielki Las, chcesz powiedzieć, że…</p>
<p style="text-align:justify;">- Uwierz mi, robiłem wszystko, żeby do tego nie dopuścić – powiedział zbolałym głosem Leldorin. – Pomogłem ci uciec, dałem w prezencie potężnego demona na twoje rozkazy. Wcześniej, przez kilka miesięcy usiłowałem zmylić Łowcę, żeby w ogóle cię nie odnalazł. Jednak, jak przekonało się wielu przede mną, przeszkadzając proroctwu w spełnieniu się, tylko wpychasz wydarzenia na właściwe tory. W Złotym Dworze ogłoszą nasze zaręczyny i nic nie możemy z tym zrobić. Dziewczyna postanowiła, że nic mu na to nie odpowie. Nie zamierzała brać udziały w tej całej farsie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wiem, że to twój pokój, ale jeżeli pozwolisz, chciałabym zostać sama. – Odwróciła się na bok, żeby nie patrzeć więcej na elfa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze – powiedział cicho.- Nawet nie wiesz jak bardzo mnie samemu się to wszystko nie podoba – stwierdził pojednawczym tonem i wyszedł z pokoju.</p>
<p style="text-align:justify;">„Matthew!” – zawołała w myślach dziewczyna. – „Gdzie jesteś? Cholernie cię teraz potrzebuję.”</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Demon, pod postacią czarnej pantery, chodził niespokojnie po korytarzu. W głowie kłębiły mu się chaotyczne myśli. Skrzywdził ją! Miał ją chronić, a nie panując nad sobą ją zaatakował! Teraz odczuwał strach. Bał się, że kiedy dziewczyna się obudzi, nie będzie chciała go więcej widzieć. Cieszył się, że wtedy na plaży nie udało mu się wyznać jej całej prawdy. Nie wyobrażał sobie dalszego życia bez niej u swojego boku. Przypomniał sobie moment, w którym zobaczył ją po raz pierwszy. Siedziała roześmiana na kanapie w kawiarni. Towarzyszyły jej przyjaciółki, jadły jakiś deser. Kiedy doświadczył tego uśmiechu wiedział już, że nie będzie w stanie jej skrzywdzić. Przybył do tego świata z planem zabicia dziewczyny. Tak było by znacznie prościej. Jednak, gdy już ją spotkał, zwyczajnie nie mógł się na to zdobyć. Obserwował królewnę przez kilka długich miesięcy, a z każdym dniem, czuł do niej coraz większą sympatię. Wydawała mu się taka krucha, bezbronna i niewinna. Była w tym świecie jak pozostawiony sam sobie pisklak. Miał ochotę ją chronić. Mimo, że walczył z tym ze wszystkich sił, powoli zakochiwał się w dziewczynie. Kiedy spotkał Devora postanowił rozegrać z nim tą dziwną, małą grę. Pozwolił Łowcy sądzić, że sam jest wygnańcem i niczego na świecie tak bardzo nie pragnie jak powrotu do domu. Zbyt zadufany w sobie, nie przewidział tylko jednego, że w tym świecie Łowca będzie od niego silniejszy. Rozmyślanie przerwały mu rozpaczliwe i błagalne, formujące się w jego głowie słowa.</p>
<p style="text-align:justify;">„ Matthew, gdzie jesteś? Cholernie cię teraz potrzebuję.”</p>
<p style="text-align:justify;">Bez namysłu popędził korytarzem, zdecydowany jak najszybciej odnaleźć dziewczynę.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Czarny, drapieżny kot wśliznął się cicho do komnaty. Królewna leżała na łóżku wpatrując się w sufit. Odbił się lekko od ziemi i wskoczył na materac, kładąc się przy niej. Z zadowoleniem zauważył, że po ranie na ramieniu nie było żadnego śladu. O niedawnej potyczce świadczyć mogło tylko ubrudzone zaschniętą krwią ubranie. Zanim zdążył w jakikolwiek sposób zareagować dziewczyna przesunęła palcami po runach na ramieniu i na miejscu pantery leżał teraz szarooki chłopak.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie powinnaś tego tak często używać – westchnął.</p>
<p style="text-align:justify;">Zamilkł jednak kiedy zobaczył, że w oczach dziewczyny zalśniły łzy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przytulisz mnie? – poprosiła niepewnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew nic nie powiedział, niedowierzając własnemu głosowi. Po tym co stało się na plaży był przekonany, że dziewczyna będzie się go bała. Wszystko by dał, zgodził się zapłacić każdą cenę, byleby tylko móc ją przytulić. Poczuł niesamowitą ulgę na myśl, że go nie nienawidzi. Objął ją ramieniem, a ona położyła mu głowę w zagłębieniu barku. Drugą dłonią zaczął delikatnie gładzić jej włosy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matt… – zaczęła cicho -  znasz słowa proroctwa?</p>
<p style="text-align:justify;">- Aha, zna je każde dziecko w trzech krainach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wierzysz, że ono dotyczy właśnie mnie?</p>
<p style="text-align:justify;">- Wszystko by na to wskazywało – przyznał szczerze.</p>
<p style="text-align:justify;">- A słyszałeś o wersie, który mówi, że mam poślubić księcia elfów? Leldorin mi go właśnie zadeklamował… Mówił, że to o niego w nim chodzi. Wcale nie był tym faktem zachwycony.</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew pocałował ją w czubek głowy. Nawet, jeżeli zauważyła, jak szybko bije mu serce, nic nie powiedziała.</p>
<p style="text-align:justify;">- A ty co o tym sądzisz? – spytał, starając się mówić ironicznym tonem, jednak tak naprawdę, po prostu obawiał się tego, co mogłaby mu odpowiedzieć. – Chciałabyś zostać żoną księcia elfów?</p>
<p style="text-align:justify;">- Żartujesz, prawda? Nawet gdybym nie spotkała ciebie, nie sądzę, żebym wytrzymała długo w towarzystwie tego ponuraka. Nie zrozum mnie źle. Naprawdę go lubię i jestem wdzięczna za jego pomoc, ale mentalnością znacznie bardziej nadawałby się na mojego dziadka niż męża.</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew roześmiał się słysząc tę ostatnią uwagę.</p>
<p style="text-align:justify;">- W takim razie czego byś chciała? – zapytał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chciałabym, żeby wszyscy dali nam spokój. Moglibyśmy znaleźć się gdzieś daleko stąd, w nieznanym nikomu miejscu. Chcę być tylko z tobą. Na niczym innym mi nie zależy. – Uniosła delikatnie głowę i popatrzyła mu w oczy. – Kocham cię Matthew – oznajmiła pewnym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak poczuł niesamowitą radość i niewypowiedzianą ulgę. Przytulił ją mocniej do siebie. Z powrotem położyła głowę na jego ramieniu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ufasz mi? – spytał licząc na pozytywną odpowiedź.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak – odpowiedziała cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- W takim razie zostaw to mnie. Obiecuję ci, że nie będziesz musiała brać ślubu z żadnym cholernym elfem. Powinnaś tylko wierzyć w to co robię. Będziemy tylko my i tak jak byś chciała znikniemy gdzieś daleko, gdzie nikt nie będzie się wtrącał do naszego życia. – Zobaczył jak uśmiecha się sennie. – Teraz śpij, kociaku – powiedział cicho. – Musisz odpocząć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze, dobranoc – zgodziła się sennym głosem dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">Zamknęła oczy, a jej oddech uspokoił się i wyrównał prawie natychmiast. Od razu zasnęła. Matthew urzeczony wpatrywał się w leżącą obok dziewczynę. Nie chciał spać, kiedy miał okazję trzymania jej w ramionach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kocham cię – wyszeptał we włosy śpiącej królewny.</p>
<p style="text-align:justify;">Jednak i on, wyczerpany wydarzeniami całego dnia, wkrótce zapadł w sen, nie przestając myśleć o ukochanej dziewczynie.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Stała na tarasie skąpana w promieniach zachodzącego słońca. Miała na sobie długą błękitną suknie o prostym, eleganckim kroju. Złote loki zaczesane były na bok, tak, że opadały luźno na lewe ramię dziewczyny. Była bardzo zdenerwowana. Wiele by dała za możliwość uniknięcia wieczornego balu. Całą swoją nadzieję pokładała w Matthew, który obiecał, że sam zajmie się rozwiązaniem ich problemów. Ufała mu całkowicie, nie miała jednak pojęcia w jaki sposób szarooki zamierza sobie z tym wszystkim poradzić. Kiedy tak o nim rozmyślała, chłopak podszedł do niej, obejmując ją od tyłu ramionami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jesteś naprawdę śliczna – mruknął jej do ucha.</p>
<p style="text-align:justify;">Pocałował delikatnie szyję dziewczyny. Oparła się o niego plecami, a wszystkie troski odpłynęły na dalszy plan. W jego ramionach czuła się cudownie. Cały otaczający ich świat przestał istnieć.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Niechętnie odsunęli się od siebie, kiedy do pokoju weszła mocno zaczerwieniona Sylwia. Do tej pory z nikim nie dzielili się swoimi uczuciami i obydwoje woleli, żeby tak na razie zostało. Wiedzieli, że mówienie o tym głośno, spowodowałoby jedynie dodatkowe problemy. Ruda czarownica miała na sobie zieloną, aksamitną suknię. Jej burza kasztanowych loków upięta była w niesforny kok.</p>
<p style="text-align:justify;">- Eliza, jesteś już gotowa? – zawołała pełnym entuzjazmu głosem. Zarówno ona jak i Wika były zachwycone perspektywą wytwornego przyjęcia. – Musimy iść.</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna otworzyła szklane, balkonowe drzwi i weszła do pokoju , za nią, jak cień stąpał szarooki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, myślę, że możemy iść.</p>
<p style="text-align:justify;">Sylwia obrzuciła demona zdumionym spojrzenie. Miał na sobie czarne jeansy i koszulkę z dziwnym nadrukiem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Yyy… a ty nie idziesz? – spytała zaskoczona. Nawet nie przyszło jej do głowy, że właściwie w tym domu powinien być pod postacią pantery, a nie człowieka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dołączę do was później. Muszę coś jeszcze załatwić.</p>
<p style="text-align:justify;">Czarownica wzruszyła ramionami. Chwyciła Elizę za rękę i wyciągnęła oniemiałą dziewczynę z pokoju.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Przyjaciółki siedziały w eleganckiej, pomalowanej na biało bryczce. W ciemnej, połyskującej sukni szczupła sylwetka, czekającej na nie Wiki, wyglądała subtelnie i zmysłowo. Na koźle siedział ubrany w niebieską liberię, dostojnie wyglądający stangret. Kiedy tylko dołączył do nich Devor, ruszyli spod willi. Mężczyzna ubrany był w biało-niebieski mundur, tradycyjne odzienie potomka rodu królewskiego Terony. W takim stroju wyglądał niezwykle szarmancko i dystyngowanie. Dziewczyny co chwila rzucały mu ukradkowe, pełne podziwu i zachwytu spojrzenia. Powóz ciągnięty przez dwa piękne, białe, szlachetnej krwi konie, rączo potoczył się po piaszczystej drodze.</p>
<p style="text-align:justify;">Dom Łowcy był samotnym, stojącym na wzgórzu budynkiem, otoczonym od wschodu i południa lasem. Na północy rozpościerała się piaszczysta plaża, a od zachodu prowadziła doń brukowana, kręta droga. W pobliżu nie było żadnych innych zabudowań. Devor zadbał o to, by jak najmniej niepożądanych obserwatorów kręciło się w pobliżu jego posiadłości. Jechali ścieżką prowadzącą przez las, a po pewnym czasie skręcili w kierunku plaży. Eliza była coraz bardziej zaniepokojona nieobecnością Matthew, po części ponieważ martwiła się o chłopaka, ale też dlatego, że bała się przeżyć to, co zdarzyło się w samolocie, kiedy Vivien postanowiła ich rozdzielić. Kiedy wyjechali z gęstych zarośli ich oczom ukazał się piaszczysty klif i spokojne, jedynie lekko pomarszczone falami, morze. W pewnym momencie woźnica pogonił konie. Zwierzęta popędziły przed siebie w swobodnym galopie. Zatrzęsło bryczką.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zatrzymaj się! – wrzasnęła spanikowana Wika.</p>
<p style="text-align:justify;">Powóz mknął prosto w kierunku wysokiej skarpy. Przed nimi nie było nic, a pod nimi jedynie głęboka, morska woda.</p>
<p style="text-align:justify;">- Spokojnie – uśmiechnął się Devor. Objął przerażoną dziewczynę ramieniem. – Tu właśnie jest brama. Nic się nam nie stanie.</p>
<p style="text-align:justify;">Blondynka wtuliła się w niego drżąc. Eliza nigdy jeszcze nie widziała, żeby przyjaciółka się czegoś tak bardzo bała. Dla niej samej i dla Sylwii, takie przejścia między światami były rzeczą normalną. Przecież nie można było umieścić ich tam, gdzie ktoś mógłby na nie przypadkiem natrafić. Rozpędzone konie pognały dalej, za granicę klifu. Przez chwilę wydawało się jakby frunęły w powietrzu, a potem, ich kopyta dotknęły soczystej, zielonej trawy. Stangret kazał im zwolnić. Wjechali spokojnym kłusem do pięknego, liściastego lasu. Rosły w nim dziwne, nie znane gatunki drzew. Zawstydzona Wika odsunęła się od Devora z przepraszającą miną, mimo, że wyraźnie wcale nie miała na to ochoty. Uśmiechnął się do niej pokrzepiająco. Jechali tak ponad godzinę, kiedy ich oczom ukazał się wspaniały, skąpany w słonecznych promieniach pałac.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew nie chciał zostawiać Elizy samej. Czuł się bardzo nieprzyjemnie z myślą, że nie może jej chronić. Po wyjściu dziewczyn z pokoju wrócił na taras, zwinnie przeskakując przez barierkę. Sypialnia królewny znajdowała się na drugim piętrze, dla demona taka wysokość nie miała żadnego znaczenia. Lekko wylądował na ziemi. Wyszedł za bramę posiadłości. Kiedy znalazł się na piaszczystej plaży, przybrał postać sokoła wędrownego i płynnie wzbił się w powietrze.</p>
<p style="text-align:justify;">Latanie pod postacią drapieżnego ptaka było niezwykle szybką formą pokonywania dużych odległości. Miało też jednak swoje wady. Bystry wzrok sokoła spoczął na lecącym samotnie gołębiu. Ptak był zdecydowanie niżej niż drapieżnik. Szarooki z bardzo dużą prędkością zanurkował w dół spadając prosto na swoją bezbronną ofiarę. Uderzył w skrzydło gołębia, tak, by samemu uniknąć urazu. Zraniony ptak zaczął się szamotać w powietrzu, spadając w dół. Sokół był jednak niesamowicie szybki. Chwycił ofiarę pazurami, skręcając jej przy tym kark.</p>
<p style="text-align:justify;">Wściekły na siebie Matthew wylądował na jednej z wystających skał. Był zły, że nie potrafi zapanować nad instynktami drapieżnego ptaka. Nie miał jednak czasu do stracenia. Pozbył się martwego gołębia i ruszył w dalszą drogę, prosto przez magiczne przejście.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki stał na porośniętym wysoką trawą wzgórzu. Pozbył się swojego stroju należącego do świata ludzi. Teraz miał na nogach wysokie buty z miękkiej skóry, a nowe, wełniane spodnie były wpuszczone w ich cholewy i opasane rzemieniami. Na czarną koszulę wdział rozciętą po bokach, obramowaną srebrną taśmą tunikę, również w czarnym kolorze. Pokryta była rozmaitymi, haftowanymi srebrną nicią wzorami. Przepasany był szerokim, skórzanym pasem. Przez prawe ramię miał przełożony pendant  podtrzymujący misternie zdobioną pochwę, z której wystawała rękojeść dwuręcznego miecza. Szerokie ramiona chłopaka okrywała ciemna peleryna, której brzegi utkane były ze srebrnych nici. Zupełnie przestał przypominać zwyczajnego chłopaka, z wielkiego, zatłoczonego miasta. Matthew wyraźnie na coś czekał.</p>
<p style="text-align:justify;">Z lasu na horyzoncie wyłonili się jeźdźcy. Pędzili ku niemu przez trawiastą równinę. Na szczycie wzgórza znaleźli się nadspodziewanie szybko. Spod kopyt rumaków unosiła się dziwna mgła, a zwierzęta zamiast oczu miały jedynie ciemne, zapadnięte oczodoły. Mimo tego, że wszystkie były potężnie zbudowane ich boki wyglądały na zapadnięte, jakby ktoś je specjalnie głodził. Żaden nie interesował się zieloną, soczystą trawą pokrywającą równinę. Jeźdźców było trzech, jeden z nich prowadził ze sobą luźnego wierzchowca. Kiedy zatrzymali się obok czekającego na nich demona, upiorny koń bez jeźdźca zarżał głośno. Chłopak podszedł do niego, uspakajająco kładąc mu dłoń na szyi. Ogier zadrżał ze szczęścia, rozpoznając swojego właściciela.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czemu nas wezwałeś? – spytał ostro jeden z siedzących na koniu ludzi. Był dobrze zbudowanym mężczyzną po czterdziestce. Miał zimne, niebieskie oczy i gładko zaczesane, jasne włosy. Gdyby nie chłodne, surowe spojrzenie i wyraz okrucieństwa wymalowany na twarzy byłby niewątpliwie bardzo przystojną osobą. Mimo skromnego ubioru bił od niego autorytet. Widać było, że nie jest kimś przywykłym do słuchania cudzych poleceń.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zmieniłem zdanie – odparł hardo Matthew. – Zgadzam się na twoją propozycję.</p>
<p style="text-align:justify;">Tamten roześmiał się głośno. Srogie oblicze odrobinę pojaśniało.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co cię do tego skłoniło? – spytał z nutką drwiny w głosie.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki wskoczył zwinnie na siodło. Jedną ręką chwycił wodze, a drugą uspakajająco poklepał szyję wierzchowca.</p>
<p style="text-align:justify;">- Poznałem ją – powiedział patrząc mężczyźnie odważnie w oczy – i myślę, że ty też powinieneś.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza jeszcze nigdy nie widziała tak wspaniałego miejsca. Cała budowla porośnięta była bluszczem o drobnych, złotych listkach. Sprawiało to niesamowite wrażenie, zwłaszcza, że przepiękny śnieżnobiały pałac, przywodził na myśl ten, który można zobaczyć w Disneylandzie. Kiedy przejeżdżali przez bramę, królewna wychyliła się i zerwała mały, złoty listek. Gdy tylko dotknął jej dłoni natychmiast rozsypał się w migoczący pył, a na jego miejscu wyrósł od razu nowy. Sylwia zachichotała cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Magia elfów – powiedziała tajemniczo.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza uśmiechnęła się do niej. Wszystkie trzy rozglądały się ciekawie z zachwytem w oczach, który rósł z każdą chwilą. Devor zaprowadził je bezpośrednio do niesamowicie udekorowanej, ogromnej sali balowej. Sufit zdobiły przepiękne freski, a pod sklepieniem unosiły się, leniwie machając skrzydłami, delikatne, złote motyle. Pod ścianami stały wysokie wazony, wypełnione przepięknymi białymi kwiatami. Przez wielkie, jasne okna wpadały do sali promienie słonecznego światła. Dziewczyny z zaciekawieniem przyglądały się różnorodnie ubranym gościom. Ludzkie kobiety miały na sobie bogato zdobione suknie i całe masy kosztownej biżuterii, elfki natomiast nosiły proste, jednobarwne szaty, a ich włosy, nadgarstki i szyje zdobiły różnokolorowe kwiaty. Jedynymi przedstawicielami świata cieni, były maleńkie, skrzydlate wróżki. Eliza patrzyła urzeczona jak latające urwisy znikają co chwila, siejąc wśród gości zamęt i zniszczenie, płatając im różnego rodzaju drobne psikusy. Maleńkie ząbki jednej z wróżek przegryzły sznur eleganckiego naszyjnika poważnie wyglądającej damy i perły z hukiem posypały się na posadzkę, odtaczając w różne miejsca. Dwie inne, w tęczowych sukienkach, zaczęły skręcać się ze śmiechu, usilnie machając skrzydełkami, żeby przypadkiem nie opaść na ziemię, trafiając na wymachujące pięści jakiegoś bogato odzianego mężczyzny z zaczerwienionym nosem. Jeszcze inna psotnica w zielonej sukience po kryjomu wrzuciła ślimaka do pucharu starszej hrabiny. Mimo, że bal się jeszcze na dobre nie rozpoczął, całe baśniowe towarzystwo najwyraźniej już dawno zaczęło się świetnie bawić. Devor odciągnął swoje towarzyszki odrobinę na bok.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przyszli moi rodzice – powiedział sarkastycznym tonem, wskazując na starszego mężczyznę odzianego w taki sam niebieski mundur, jaki on miał na sobie. Tyle, że mundur jego ojca ozdobiony był dodatkowo złotą, przewieszoną przez prawe ramię szarfą. Stała tam też dumnie wyglądająca kobieta w złocistej, sznurowanej na plecach sukni. – Poczekacie tutaj?</p>
<p style="text-align:justify;">Wyraźnie było widać, że nie jest zachwycony perspektywą spotkania z królewską parą. Przyjaciółki zgodnie skinęły głowami. Łowca, przywdziewając na twarz uśmiechniętą maskę, poszedł przywitać się z rodziną. Eliza ukradkiem zerkała jak radzi sobie jej brat. Zauważyła małą, niesforną wróżkę w niebieskiej, koronkowej spódniczce, która podleciała do macochy Devora i z zadowoloną minką zaczęła rozsznurowywać jej gorset. Dziewczyna uśmiechnęła się do siebie na myśl o katastrofie, którą może wywołać to małe stworzonko, zwłaszcza, że królowa Milena nie wyglądała na specjalnie miłą osobę. Złotowłose maleństwo najwyraźniej jednak było dosyć niezdarną osóbką i zaplątało się w zwisające z gorsetu rozsupłane sznurki. Wróżka szamotała się, wplątana teraz również w długowłosą perukę damy. Królewna, niewiele myśląc, postanowiła jej pomóc. Impulsywnie ruszyła przed siebie, dołączając do oficjalnie rozmawiającego z rodzicami brata. Łowca na jej widok delikatnie pobladł na twarzy. Eliza nie zwróciła na to najmniejszej uwagi. Uśmiechnęła się uroczo do królewskiej pary. Królowa Milena rzuciła jej nieprzyjazne spojrzenie. Spurpurowiała na twarzy i już nabierała powietrza, żeby za pewne w jakiś sposób przegonić natrętną dziewczynę. Eliza jednak nie dała jej wypowiedzieć ani słowa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nazywam się Elysoun Bellis Miye Maes – powiedziała uroczyście, a jej twarz zdobił niewinny uśmiech małej dziewczynki. – Jestem królewną z rodu Ardanienów, witam was w Turris Aurarius, na dworze mojego dziadka.</p>
<p style="text-align:justify;">Zszokowany Devor wpatrywał się w nią niedowierzająco. Twarz królowej Mileny z czerwonej i wściekłej stała się śnieżnobiała. Kobieta była przerażona z powodu faux pas, jakiego o mało co nie popełniła. Król Terony natomiast uśmiechnął się do niej uprzejmie, jego uśmiech wyglądał na zupełnie szczery i przyjazny.</p>
<p style="text-align:justify;">- Bardzo miło nam wreszcie poznać waszą wysokość – skłonił głowę, a jego małżonka szybko powtórzyła gest męża.</p>
<p style="text-align:justify;">- Oh! Królowo Mileno, jaka wspaniała suknia! – wykrzyknęła Eliza zachwyconym głosem – Czy mogłabym poprawić waszej wysokości wiązanie z tyłu? Bo widzę, że pokojówka nie spisała się najlepiej.</p>
<p style="text-align:justify;">Zadowolona z komplementu kobieta ochoczo dała królewnie przyzwolenie, narzekając jednocześnie wylewnie na jakość dzisiejszych służących. Eliza korzystając z okazji stanęła za plecami królowej, po drodze szturchając Devora. Miała nadzieję, że Łowca zauważy szamoczącą się wróżkę i zajmie czymś swojego ojca. Nie zawiodła się na nim. O tym, że zdał sobie sprawę z powagi sytuacji świadczyły jedynie jego przerażone oczy. Przeprosił grzecznie i odciągnął starego króla na bok. Królewna szybko wyciągnęła maleńkiego stworka, wkładając go niepostrzeżenie w fałdę swojego jedwabnego szala. Zawiązała sznurki gorsetu, zapewniając damę, że teraz wygląda wręcz idealnie, jak sama bogini. Potem przeprosiła ją uprzejmie, wymigując się wyimaginowanymi obowiązkami gospodyni.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna weszła do wspaniałej, pałacowej oranżerii. Wyjęła z fałdy szala lekko podduszoną wróżkę. Stworzonko było wielkości jej smukłej dłoni. Dziewczyna doskonale znała zwyczaje wszystkich istot cienia. Od zawsze szukała sposobu na to, by dołączyć do swojej matki w lesie driad.</p>
<p style="text-align:justify;">- Witaj mała siostrzyczko. Nic ci nie jest? – zwróciła się do na wpół przytomnej, złotowłosej istotki.</p>
<p style="text-align:justify;">Tamta stanęła na jej ręce trzepocząc skrzydełkami. Obejrzała swoją wygniecioną sukieneczkę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czy zechcesz mi nadać imię? – zapytała uroczyście.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza zastanawiała się przez chwilę nad odpowiedzią. Wiedziała co to oznacza. Ponieważ wyświadczyła wróżce przysługę, tamta postanowiła zostać jej przyjaciółką. Wiązało się to jednak u nich z całkowitym oddaniem osobie, która nada takiej istocie imię, za jego niewymuszoną zgodą. Nie była pewna, czy chce przyjąć odpowiedzialność za opiekę nad tym maluchem. Wróżki były czymś w rodzaju plagi w trzech królestwach. Miały mentalność małych dzieci, a jednocześnie władały kapryśną i złośliwą magią. Zdawała sobie też jednak sprawę, że jeżeli odrzuci propozycję stworzonka, tamto może być tak zrozpaczone, że postanowi przestać istnieć, bo w ten sposób właśnie umierały wróżki. Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. W końcu westchnęła zrezygnowana.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze, od dzisiaj będziesz się nazywała Myosotis, a żeby było łatwiej, będę do ciebie mówiła Myo.</p>
<p style="text-align:justify;">Istotka podskoczyła radośnie i zaczęła tańczyć na dłoni dziewczyny. Jej niebieska spódniczka wirowała dookoła przy każdym z szalonych piruetów. W końcu rozbrykana wróżka potknęła się o własne nogi i gdyby dziewczyna nie wykazała się refleksem, podtrzymując ją drugą ręką, spadłaby z jej dłoni na wyłożoną drobnymi kamyczkami ścieżkę. Tamta zamrugała zaskoczona. Jej szafirowe oczy zalśniły ze szczęścia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chyba cię kocham – oznajmiła cichutkim, melodyjnym głosikiem.</p>
<p style="text-align:justify;">Zatrzepotała skrzydełkami i wzbiła się w powietrze, podlatując do twarzy dziewczyny i składając na jej policzku słodkiego buziaka. Eliza nie potrafiła się nie roześmiać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mogłabyś wrócić do mojego szalika? – poprosiła istotkę. – Musze wracać na przyjęcie… Chyba, że chcesz wrócić, do swoich siostrzyczek.</p>
<p style="text-align:justify;">- O nie! – Myo wyglądała na naprawdę przerażoną tą perspektywą. – Idę tam gdzie ty – oznajmiła pewnie i zniknęła w fałdach szala królewny.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy królewna znalazła się z powrotem w balowej sali, wśród gości panowało wielkie poruszenie. Wszędzie słychać było oburzone głosy i konspiracyjne szepty. Ludzie byli z czegoś wyraźnie niezadowoleni. Z trudem odnalazła swoje przyjaciółki w podnieconym tłumie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co się stało? – spytała zaciekawiona.</p>
<p style="text-align:justify;">- Władca Demonów ma przybyć na bal – oznajmiła Wika, zadowolona, że może podzielić się z Elizą jakąś informacją, której tamta nie znała.</p>
<p style="text-align:justify;">- Oczywiście był zaproszony, ale tak naprawdę nikt nie sądził, że mógłby się zjawić – wtrąciła Sylwia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Niedługo tu będzie, razem z trzema innymi demonami, właśnie przybył na dziedziniec – pisnęła jej do ucha Myo, która nie wiadomo w jaki sposób znalazła się na ramieniu dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy szerokie wrota sali balowej stanęły otworem, a w nich pojawił się zdyszany szambelan, wszyscy goście zamarli w oczekiwaniu na wielkie wydarzenie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Na uroczystości w Złotym Dworze przybyli zaproszeni goście – oznajmił drżącym głosem służący. – Jego wysokość, Lord Marcus Aquila Verreauxii, Władca Demonów oraz Książę Matthew Corvidae, Czarny Rycerz i Pan Zaginionego Królestwa.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza poszukała wzrokiem Devora. Zobaczyła szok na jego twarzy. Później jej spojrzenie spoczęło w innym punkcie. Ujrzała szarookiego. Nie potrafiła odwrócić od niego wzroku. Jej błękitne oczy rozszerzyły się ze zdumienia. Chłopak wyglądał imponująco, a zarazem złowieszczo. Królewna nawet nie podejrzewała, że może być jeszcze przystojniejszy, bardziej władczy i pociągający niż zwykle. Myliła się. Dziewczyna poruszyła wargami, jakby chciała coś powiedzieć, a Matthew podszedł do niej. Ujął jej dłoń i delikatnie pocałował. Cały świat wokół nich przestał istnieć. Eliza, łapiąc z trudem oddech, dotknęła demona, jakby chciała się przekonać czy jest prawdziwy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Podoba ci się? – spytał, tak, żeby pytania nie mógł usłyszeć nikt poza nią.</p>
<p style="text-align:justify;">- Podoba? – szepnęła oniemiała dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Uznaję, że tak – zaśmiał się cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna bardzo chciała, żeby wszyscy sobie poszli. Niczego teraz bardziej nie pragnęła niż zostać z chłopakiem sam na sam. W pewnym momencie do ich własnego, zamkniętego świata przebiło się morze szeptów. Rozejrzeli się po zebranych, żeby sprawdzić co się dzieje. Do sali balowej wszedł odziany w prostą, białą szatę elf. Nie wyglądał ani młodo, ani staro, a raczej jakby zawiesił się gdzieś pomiędzy czasem. Tylko jego głębokie, tajemnicze oczy zdradzały wiekową mądrość.</p>
<p style="text-align:justify;">- Marcusie, przyjacielu – zwrócił się do Władcy Demonów miłym tonem, jakby witał kogoś, kogo darzy zaufaniem i sympatią.</p>
<p style="text-align:justify;">„Co by nie mówić, twój dziadek jest jednak świetnym dyplomatom” – zwrócił się do Elizy w myślach Matthew.</p>
<p style="text-align:justify;">„Więc to jest mój dziadek?” – zapytała lekko zamyślona dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki potwierdził. Marcus Aquila Verreauxii podszedł do króla elfów i przywitał się z nim w równie przyjaznym tonie. Eliza po raz pierwszy zwróciła uwagę na osobę, którą wszyscy zebrani w sali goście uważali za śmiertelnego wroga. Mężczyzna sprawiał całkiem przyjemne wrażenie. Miał ostre rysy twarzy i drapieżną szczękę, ale w jego oczach zauważyła błąkające się, rozbawione iskierki. Mimo prostego, niczym nie zdobionego stroju, wyglądał dostojnie i władczo. Królewna dopiero teraz zaczęła się zastanawiać, co właściwie Matthew robił w jego towarzystwie. Próbowała sobie przypomnieć jak szarooki został przedstawiony gościom. Przypomniało jej się, że padło tam słowo „książę”. Była ciekawa czy to taki sam, nic nie znaczący tytuł jak w jej przypadku „królewna”.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Król elfów, Tertulian Ardanien i Władca Demonów Marcus Aquila Verreauxii, potencjalni śmiertelni wrogowie, rozmawiali jak dwaj najlepsi przyjaciele. Zszokowani goście nie potrafili się zdecydować, czy powinni ignorować obecność demona czy może raczej mu nadskakiwać, skoro ich gospodarz traktował go tak uprzejmie. Jednak niespokojne myśli zaczęła rozwiewać muzyka, która na znak króla, znowu zaczęła grać. Atmosfera powoli stawała się coraz mniej napięta i weselsza. Ponownie rozpoczęły się tańce. Wino i miód pitny lały się strumieniami, a różnobarwne owoce znikały z ustawionych pod ścianami stołów.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chcesz zatańczyć? – królewna prawie podskoczyła słysząc głos szarookiego. Zamyślona, zupełnie zapomniała, że koło niej stoi.</p>
<p style="text-align:justify;">- Właściwie, czemu nie – wzruszyła ramionami dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew wziął ją delikatnie pod rękę i poprowadził na pełen wirujących postaci parkiet. Chwilę później rozpoczął się taniec bardzo przypominający menueta, z tą tylko różnicą, że nie zmieniało się partnera. Eliza nigdy nie pomyślałaby, że szarooki potrafi tańczyć, a już na pewno nie uwierzyłaby, iż sam to zaproponuje. Po skończonym utworze orkiestra zaczęła grać walca. Królewnie podobały się proste, rytmiczne ruchy i obroty, a już najbardziej do gustu przypadło jej to, że teraz mogła być zdecydowani bliżej chłopaka.</p>
<p style="text-align:justify;">„Przejdziemy się? Z dala od wszystkich…” – usłyszała nieśmiałą myśl demona.</p>
<p style="text-align:justify;">„Dobrze” – odpowiedziała po prostu.</p>
<p style="text-align:justify;">Wspólnie opuścili salę balową i weszli do pałacowej, przeszklonej oranżerii. Rosło tam wiele wspaniałych egzotycznych roślin. Demon wziął dziewczynę za rękę i poprowadził w gąszcz cudownego ogrodu, zupełnie zbaczając z wyłożonej drobnymi kamyczkami ścieżki. Kiedy minęli wyginający się do ziemi pod ciężarem wielkich, szkarłatnych kielichów krzak, Matthew się zatrzymał. Przyciągnął do siebie królewnę i namiętnie pocałował. Potem wziął ją w ramiona i przytulił tak, jakby chciał ją tam ukryć przed całym światem. Eliza wtuliła twarz w jego wyszywaną srebrną nicią tunikę. Zaskoczył ją taki pokaz czułości ze strony szarookiego. Tego dnia chłopak stał się dla niej jedną wielką zagadką. W ogóle go nie poznawała.</p>
<p style="text-align:justify;">- Eliza! Matthew! Jesteście tutaj? – usłyszeli natarczywe wołanie Sylwii.</p>
<p style="text-align:justify;">Demon niechętnie wypuścił królewnę z objęć. Wrócili razem na ścieżkę. Przy wejściu do oranżerii stały jej przyjaciółki w towarzystwie Devora. Łowca miał ręce skrzyżowane na piersi i wyglądał na poważnie czymś urażonego. Ruda czarownica podbiegła do nich radośnie. Jej śladem ruszyła Wika idąc jednak wolnym, pełnym gracji krokiem, uwodzicielsko kołysząc biodrami. Długie rozcięcie z boku spódnicy, co jakiś czas odsłaniało jej zgrabną nogę. Eliza spostrzegła, że mimo naburmuszonej miny, jej brat nie spuszcza z jasnowłosej piękności wzroku. Sam jednak nie ruszył się z miejsca przy drzwiach.</p>
<p style="text-align:justify;">- W interesującym towarzystwie się  obracasz – zwróciła się do szarookiego Wika.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co się stało? O co chodzi? – zaczęła entuzjastycznie wypytywać Sylwia. – Koniecznie musisz nam wszystko opowiedzieć! Po za tym nie wiedziałyśmy, że jesteś księciem.</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna dopiero teraz przypomniała sobie, że właściwie sama też była bardzo ciekawa odpowiedzi na pytania przyjaciółki. Zdziwiło ją jak mało istotne wydawały się jeszcze przed chwilą.</p>
<p style="text-align:justify;">- Powoli i po kolei – zgasił jej entuzjazm Matt. – Nic się nie stało. Mamy z Elizą mały problem. Musiałem go jakoś rozwiązać. Zawarłem więc pewien układ z Marcusem. Z racji, że jest Władcą Demonów, a ja no cóż… jestem demonem… to chyba nie powinno wydawać się wam niczym dziwnym? – spytał ironicznie chłopak. – I tak, posiadam tytuł księcia, ale w tym towarzystwie to raczej nic nadzwyczajnego – uśmiechnął się drwiąco zerkając w kierunku Devora.</p>
<p style="text-align:justify;">Niezbyt miła odpowiedź szarookiego sprawiła, że królewna odetchnęła z ulgą. Sama nie wiedziała dlaczego, ale cieszyła się, że dalej był tą samą zbuntowaną i sarkastyczną osobą. Sylwia wyglądała na bardzo rozczarowaną, Wika jednak postanowiła się nie poddawać. Obrzuciła chłopaka wyzywającym spojrzeniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie zbędziesz nas tak łatwo. Chcemy wiedzieć, dlaczego on tu jest. Co skłoniło Władcę Demonów do przybycia na ten bal?</p>
<p style="text-align:justify;">- Możliwe, że ja – przyznał szczerze Matthew. – Nie wykluczam jednak, że byłby tutaj, nawet gdybym się z nim nie dogadał. Naprawdę zależy mu na pokoju i wierzy, że to Eliza jest dziewczyną z przepowiedni.</p>
<p style="text-align:justify;">- Na czym polega wasza umowa?- spytała rzeczowo królewna, która nagle zaczęła się bać.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki odwrócił się w jej kierunku. Spojrzał na nią poważnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tego jeszcze nie mogę ci powiedzieć, ale przyrzekam, że nie masz powodów do zmartwień.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Cała piątka wróciła wspólnie do balowej sali. Mimo tego, że bardzo się starały, nic więcej nie udało im się z demona wyciągnąć. Eliza rozejrzała się po komnacie szukając wzrokiem Myo. Była ciekawa, gdzie podziewa się jej nowa towarzyszka. Chciała ją przedstawić przyjaciołom, nigdzie jednak nie mogła wypatrzeć swojej wróżki. W pewnym momencie wśród gości zapanowało poruszenie. Król elfów dumnym krokiem wszedł na podwyższenie. Muzyka ucichła. Magicznie wzmocniony głos Tertuliana Ardaniena wyraźnie było słychać w całej sali. Wszyscy ucichli, by wysłuchać swojego gospodarza.</p>
<p style="text-align:justify;">- Szanowni goście, nadeszła dla nas wiekopomna chwila. – Mówił złotowłosy elf spokojnym, rozważnym tonem. – Każde z was zna przepowiadające pokój słowa proroctwa. Nie wszyscy jednak słyszeli jego starannie ukrywany przez Radę Sojuszu fragment. Dzisiaj usłyszycie całość. Uważam, że każda osoba ma prawo poznać prawdę. Jutro, ponieważ zgromadzeni są tu przedstawiciele wszystkich czterech światów, co nie zdarzyło się od bardzo wielu już lat, z samego rana rozpoczną się obrady. Wreszcie nadszedł czas, w którym wszystkie cztery rasy, będą mogły zaznać prawdziwego pokoju.</p>
<p style="text-align:justify;">Zgromadzeni na sali goście zaczęli bić gromkie brawa. Mieli już dosyć życia w ciągłej mobilizacji do wojny, martwiąc się o swoje rodziny i majątek. Nadzieja zmian, jaką ofiarowało im proroctwo, znaczyła dla większości z nich naprawdę wiele. Nawet, jeżeli miało oznaczać to koegzystencję z przerażającymi i znienawidzonymi przez wszystkich istotami jakimi były demony. Kiedy ucichli, na podwyższenie weszła odziana w srebrzystą szatę elfka. Zaczęła śpiewać czystym, delikatnym głosem, dokładając do prostych słów bardzo skomplikowaną, złożoną melodię.</p>
<p style="text-align:justify;"><em>Kiedy narodzi się magiczne elfie dziecko</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Dni wojny zostaną nareszcie zakończone</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Zrodzone będzie ono z miłości zakazanej</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Dlatego odnajdzie się w każdym z czterech światów</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Władało będzie starożytną wielką mocą</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Po elfich swych przodkach dumnie odziedziczoną</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>W jej żyłach płynąć musi dzika krew demonów</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Dlatego wojowniczką  o wolność zostanie</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>I istot cienia cudownych nie z tego świata</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>By ich rasę z innymi zjednoczyć tą drogą</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Wśród ludzi odnajdzie rodzinę zaginioną</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Z nienawiścią w ten sposób wygrywając dumnie</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Gdy wiek osiągnie dziedziczka ras odpowiedni</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Przed wyborem wielkim będzie musiała stanąć</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Poślubić syna najmłodszego z Silva Magna</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Czy Znienawidzonego , co pokój zapewni</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>W jej rękach los wszystkich czterech spoczywa krain.</em><em></em></p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Król elfów zaoferował Devorowi i jego towarzyszą gościnne komnaty. W pokoju Eliza odnalazła Myo, śpiącą jak gdyby nigdy nic, w fałdach swojego błękitnego szala. Matthew, który nie zgodził się zostawić dziewczyny samej, z zainteresowaniem spojrzał na maleńką wróżkę. Gdy tylko istotka oprzytomniała fuknęła wściekle na demona. Wzbiła się w powietrze zawzięcie machając skrzydełkami i sypnęła mu jakimś pyłem w oczy. Chłopak zaczął kaszleć, krztusząc się magicznymi drobinkami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co zrobił mi ten mały, wstrętny potwór? – syknął wściekle nie mogąc powstrzymać kaszlu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Oh nic – odparła złotowłosa istotka słodkim głosikiem. – Na pewno zawsze miałeś ochotę pobyć miłym, uroczym króliczkiem.</p>
<p style="text-align:justify;">Złocisty pył zaczął wirować. Jego okruchy pływały w powietrzu coraz szybciej i szybciej, aż w końcu po prostu osiadły na szarookim. W pewnym momencie chłopak po prostu zniknął, a na jego miejscu stał teraz oryginalnie wyglądający królik. Był niewielkich rozmiarów, jego sierść miała kolor hebanowego drewna, a na oczy opadała mu długa, postrzępiona grzywka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Hmm… – zdumiała się wróżka, ciągle unosząc się w powietrzu nad chłopakiem. – Dlaczego on jest czarny?! Powinien być różowy, albo przynajmniej biały! Jakim cudem stał się czarny?</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza zamrugała zdumiona patrząc to na królika to na latającą nad nim istotkę. Sięgnęła myślami w kierunku szarookiego, ale nic nie była w stanie wyczuć ani usłyszeć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Myo! Dlaczego to zrobiłaś? To mój przyjaciel! – starała się mówić spokojnym tonem, wiedziała, że krzycząc na wróżkę tylko ją zdenerwuje.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czyżby? – zapytała rozbawiona istotka. W jej oczach pojawiły się psotne iskierki. – Szkoda więc, że ten „przyjaciel” nie opowiedział ci jakie ma względem ciebie plany…</p>
<p style="text-align:justify;">- O czym ty mówisz? – dziewczyna spojrzała na nią zaskoczona. – Nawet gdyby chciał, nie mógłby mnie skrzywdzić. Łączy nas magiczna więź. Z jej powodu musi mnie chronić. Odczaruj go proszę.</p>
<p style="text-align:justify;">Miała nadzieję, że może w ten sposób przemówi psotnemu maluchowi do rozumu. W niebieskiej spódniczce i z błękitnymi kokardami na dwóch złotych warkoczykach, wróżka wyglądała jak miniaturka pięcioletniej, ludzkiej dziewczynki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Słyszałam o czym rozmawiał z Władcą Demonów. Nie jest twoim przyjacielem. Okłamał cię i zdradził. Nie mówi ci prawdy. Lepiej będzie jak zostanie królikiem. Tylko dlaczego do diabła zrobił się czarny?</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza westchnęła zrezygnowana. Zastanawiała się gdzie Myo nauczyła się przeklinać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze, powiedz mi w takim razie o czym rozmawiali.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wstydzę się – odpowiedziała cicho wróżka patrząc w swoje sznurowane buciki.</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna usiadła na łóżku. Mała istotka podleciała do niej sadowiąc się na jej kolanach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Myo, musisz mi powiedzieć. Jeżeli nie chcesz o tym rozmawiać, po prostu go odczaruj.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie! – jej wielkie błękitne oczka zapłonęły wojowniczo. – Nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić. Nawet demonowi! – dziewczynka zaczerpnęła głęboko powietrza. –  On mówił, że pozwoli mu cię zabrać. Masz popłynąć na jakąś wyspę. Sugerował, że w ten sposób spełni się proroctwo. I powiedział też, że twój pierworodny syn będzie należał do niego. A ten tutaj królik się zgodził! Nie możesz go wybrać! Nie zrobisz tego, prawda? – zapytała błagalnie. – Nie chcę płynąć na żadną głupią wyspę! – oznajmiła buntowniczo.</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza niewiele zrozumiała z przemówienia wróżki. Pierworodny? Jaką znowu wyspę? I co z tym cholernym proroctwem?</p>
<p style="text-align:justify;">- Jaki on? – postanowiła pytać po kolei.</p>
<p style="text-align:justify;">- No jak to jaki? Czarny Orzeł oczywiście!</p>
<p style="text-align:justify;">- Kto? – zapytała jeszcze bardziej skołowana niż przed chwilą.</p>
<p style="text-align:justify;">- Marcus, Władca Demonów!</p>
<p style="text-align:justify;">- Myo, po prostu go odczaruj. Sama go zapytam. Nie okłamie mnie, potrafimy rozmawiać w myślach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Oh! –  wykrzyknęła lekko skonsternowana wróżka. – Tylko, że ja nie potrafię…</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak to?</p>
<p style="text-align:justify;">- No bo to był magiczny pył królowej… – zaczęła nerwowo machać nóżką.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna wzięła królika na ręce. Przytuliła go do swojej błękitnej sukienki. Spojrzała w jego szare, zimne oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Hmm, może i Myo ma rację. Naprawdę wyglądasz teraz słodko i uroczo.</p>
<p style="text-align:justify;">Wróżka siedziała na poduszce i przypatrywała się całej scenie wzrokiem winowajcy. Czar miał się rozwiać sam po kilku dniach. Eliza jednak nie miała tyle czasu. Obrady, na których zapewne planują decydować o jej przyszłości, miały rozpocząć się za kilka godzin. Z powrotem usiadła na łóżku. Postanowiła po raz kolejny zdać się na runy, które narysował jej na przedramieniu Leldorin. Nie była tylko pewna ile tym razem zabiorą jej siły.  Posadziła królika na podłodze. Przesunęła dłonią po magicznych symbolach. W miejscu oryginalnego zwierzaka stał znowu szarooki. Zwinnie wyminął królewnę i złapał jedną ręką siedzącą na jedwabnej poduszeczce wróżkę. Tamta pisnęła naprawdę wystraszona. Chłopak chwycił ją za kark, tak, że istotka majtała nogami w powietrzu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Teraz urwę ci skrzydełka, ty głupi potworze – uśmiechnął się do niej paskudnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Myo krzyknęła przerażona i zaniosła się głośnym płaczem. Eliza pokręciła głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Matt, zostaw ją. Ona nie chciała zrobić nic złego. Poza tym to jeszcze dziecko.</p>
<p style="text-align:justify;">- To mały, złośliwy szkodnik – syknął chłopak w odpowiedzi, ale rozluźnił chwyt i przerażona wróżka spadła na materac.</p>
<p style="text-align:justify;">Pozbierała się szybko i schowała za plecami królewny. Trzęsła się ze strachu. Dziewczyna spojrzała na szarookiego z wyrzutem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Już wszystko dobrze – szepnęła do swojej małej przyjaciółki, delikatnie głaszcząc ją po jedwabistych włosach. – Nic ci nie grozi. – Istotka przytuliła się do boku Elizy wczepiając palce w niebieski materiał jej sukni.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co to niby miało znaczyć? – Chłopak obrzucił je obie niechętnym spojrzeniem. – Zaczarowała mnie, a ty nie dość, że jej bronisz, to jeszcze teraz pocieszasz, jakby temu kurduplowi stała się jakaś wielka krzywda.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie słyszałeś o czym rozmawiałyśmy, kiedy byłeś przemieniony? – zapytała zdziwiona dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki pokręcił głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Obsypała mnie pyłem. Na chwilę znalazłem się w jakimś dziwnym miejscu, a potem wróciłem tutaj.</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna spojrzała na niego zaskoczona.</p>
<p style="text-align:justify;">- Powiedziała mi, że słyszała twoją rozmowę z Władcą Demonów. Matt… o co w tym wszystkim chodzi?</p>
<p style="text-align:justify;">- Dowiesz się jutro – odpowiedział poważnie, patrząc jej w oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Chcę wiedzieć teraz. Streściła mi to o czym rozmawialiście.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak obrzucił wściekłym spojrzeniem ciągle trzęsącą się ze strachu wróżkę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Eliza… – powiedział cicho – musisz mi po prostu zaufać.</p>
<p style="text-align:justify;">Usiadł przy niej próbując ją objąć ramieniem. Gwałtownie odsunęła się od niego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czy to co powiedziała było prawdą? – Nagle coś jeszcze przyszło jej do głowy. – Czy to ty jesteś tym „Znienawidzonym” z przepowiedni?</p>
<p style="text-align:justify;">Wpatrywała się w niego intensywnie, czekając, żeby zaprzeczył. On jednak tylko niechętnie skinął głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Eliza… – zaczął.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie dała mu skończyć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ty draniu! Oszukałeś mnie! – syknęła dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zdawałaś sobie przecież sprawę kim jestem – odwarknął w odpowiedzi, reagując na jej gniewny ton. – Nigdy nie miałaś nic przeciwko temu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Teraz też bym nie miała, gdybyś powiedział mi prawdę. Wiedziałeś od samego początku! Dlaczego to wszystko przemilczałeś? Jak mogłeś tak kłamać?! Zostaw mnie w spokoju! – Chłopak chciał coś powiedzieć. Patrzył na nią wahając się przez chwilę. – Wynoś się! – wrzasnęła rzucając w niego pierwszą z brzegu poduszką.</p>
<p style="text-align:justify;">Wyszedł z komnaty wściekle trzaskając drzwiami.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza opadła na poduszki. Była wściekła. Może i szarooki nie kłamał dziewczynie prosto w oczy, ale od samego początku nie mówił jej całej prawdy. Poza tym coraz bardziej martwiły ją chaotyczne słowa wróżki. Najwyraźniej umowa Matthew z Władcą Demonów wcale nie była czymś przyjemnym.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gniewasz się na mnie? – usłyszała cichy zasmarkany głosik.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie, to nie na ciebie się złoszczę – powiedziała cicho królewna.</p>
<p style="text-align:justify;">Wstała z łóżka, szybko umyła się i przebrała w koszulę nocną. Potem położyła się z powrotem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie lubisz mnie? – znowu niepewnie odezwała się wróżka.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna westchnęła.</p>
<p style="text-align:justify;">- Lubię. To co się stało, to nie twoja wina – zwróciła się do małej, zapłakanej istotki. – Chodź tutaj.</p>
<p style="text-align:justify;">Myo natychmiast przysunęła się do niej. Eliza pozwoliła jej położyć się w zagłębieniu swojego ramienia. Stworzonko przytuliło się do niej ufnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zaśpiewasz mi coś? – spytała wróżka z nadzieją w głosie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dobrze – odpowiedziała dziewczyna jedną ręką gasząc płomyk magicznej, stojącej przy łóżku lampki.</p>
<p style="text-align:justify;"><em>„Był sobie król, był sobie paź i była też królewna<br />
żyli wśród róż, nie znali burz, rzecz najzupełniej pewna”</em></p>
<p style="text-align:justify;">Śpiewała cicho królewna, delikatnie głaszcząc Myo po złotych lokach. Niedługo po tym jak wróżka odpłynęła do krainy marzeń, sama też zasnęła, mimo dręczących ją nieprzyjemnych myśli.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Długi korytarz oświetlony był setkami jasnych, magicznych ogników. Wkurzony szarooki chodził w tę i z powrotem po kamiennej posadzce. <em>Co za głupia dziewucha! Dlaczego ona niczego nie rozumie?!</em> Był zły na Elizę, na głupią małą wróżkę z zza długim językiem, a najbardziej na siebie, ponieważ nie potrafił rozegrać tego lepiej. Zwyczajnie liczył na to, że dziewczyna po prostu mu zaufa. Teraz martwił się o to, czy nie straci jej w tak idiotyczny i bezsensowny sposób. Nie mógł  jednak niczego królewnie wytłumaczyć. Złożył Marcusowi obietnicę. Będzie musiał poczekać na rozwój wypadków następnego dnia.</p>
<p style="text-align:justify;">Zza zakrętu korytarza wyszła Wika. Cała rozpromieniła się na widok Matthew. Chłopak rzucił jej ponure spojrzenie. Chciał teraz być sam. Dziewczyna w dalszym ciągu miała na sobie czarną, podkreślającą jej zgrabną sylwetkę, suknię. W tym stroju czuła się bardzo pewna siebie. Szarooki zaczął zastanawiać się czy ta przypadkiem nie jest jakąś masochistką. Ile razy by jej nie odrzucił, zawsze wracała spróbować znowu. Pomyślał, że powinien namówić Elizę, żeby wreszcie jej o nich powiedziała, a zaraz potem przypomniał sobie, że wcale nie jest pewien czy on i królewna właściwie byli parą. Spochmurniał jeszcze bardziej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Hej, co tu robisz? – spytała jasnowłosa piękność.</p>
<p style="text-align:justify;">- Rozmyślam. W samotności. – Dodał z naciskiem na to słowo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Świetnie, w takim razie potowarzyszę ci trochę – uśmiechnęła się w ogóle nie zrażona, uznając sarkazm Matthew za zaproszenie.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak nie był w nastroju, żeby się silić na jakąkolwiek grzeczność. Z nadludzką prędkością zbliżył się do dziewczyny. Była tym tak zaskoczona, że cofnęła się opierając plecami o misternie tkany, piękny gobelin, przedstawiający jakieś barwne ptaki. Szarooki położył obie dłonie na ścianie, tuż przy ramionach Wiki. Zbliżył twarz do jej twarzy, zupełnie tak, jakby chciał ją pocałować. Dziewczyna wstrzymała oddech. Przymknęła oczy.</p>
<p style="text-align:justify;">- O d c z e p  s i ę  o d e m n i e . . . – wycedził chłopak przez zęby artykułując oddzielnie każde słowo. – Nie jesteś w moim typie. Nic od ciebie nie chcę.</p>
<p style="text-align:justify;">Blondynka zamrugała. Na jej policzkach pojawiły się czerwone plamy. Czuła się upokorzona i cholernie nieszczęśliwa.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ale… – wyszeptała cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie ma żadnego „ale” – syknął odsuwając się od niej. – Gdybyś nie była taka głupia i ślepa już dawno zauważyłabyś, że nie masz u mnie żadnych szans. Dla mnie istnieje tylko Eliza.</p>
<p style="text-align:justify;">- Eliza? – dziewczyna wyglądała na naprawdę zaskoczoną i zmieszaną. – Myślałam, że ona i Devor…</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak prychnął rozbawiony. Przypomniał sobie chwilę, kiedy sam tak myślał.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czy ty naprawdę nie widzisz w jaki sposób ten idiota na ciebie patrzy? Za każdym razem, gdy cię widzi, wodzi za tobą cielęcym wzrokiem. Biedny, zakochany głupiec – zadrwił szarooki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Devor? Za mną? Naprawdę? – dziewczyna patrzyła na Matthew powątpiewająco, jakby sądziła, że tamten stroi sobie z niej żarty.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak mi nie wierzysz, to sama się przekonaj. A teraz stąd spływaj. Chcę zostać sam.</p>
<p style="text-align:justify;">Wika z niepewną miną ostatni raz spojrzała na chłopaka i zniknęła za rogiem długiego korytarza.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">- Skąd mogliśmy wiedzieć, że Władca Demonów pojawi się tu osobiście? – zakapturzona postać zwróciła się cicho do Vivien.</p>
<p style="text-align:justify;">Stali tuż na granicy lasu. Chcieli być w miejscu do którego nie dociera magia elfów.</p>
<p style="text-align:justify;">- To nawet lepiej – uśmiechnęła się wiedźma patrząc na mężczyznę z groźnymi błyskami w oczach. – Uważam, że nie powinniśmy zmieniać planów. Zmienimy jedynie ich obiekt.</p>
<p style="text-align:justify;">Mężczyzna skinął głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- To nasza ostatnia szansa. Nie udało ci się jej zabić przy pomocy czarnej magii, nie pomogło także rozdzielenie magicznej więzi, twoja umowa z Kelpie okazała się nic nie warta. Nie zawiedź i tym razem wiedźmo.</p>
<p style="text-align:justify;">Kobieta spojrzała na niego urażona.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jestem jedyną osobą, jaką macie w Radzie Sojuszu. Musicie na mnie polegać – warknęła. – Nie macie innego wyjścia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Na twoim miejscu nie byłbym tego taki pewien – powiedział rozbawiony i zniknął w gęstej, porannej mgle.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Tej nocy Łowca i jego przyjaciele spali w gościnnych komnatach Złotego Dworu. Rankiem Devor stawił się na zgromadzeniu Sojuszu Zjednoczonych Królestw. Posiedzenie odbywało się na samym szczycie wysokiej, wschodniej wieży. Komnata w której się wszyscy zebrali była przytulnie urządzonym, okrągłym pomieszczeniem. Na dole przy schodach stało czterech elfich strażników, przed samymi drzwiami pokoju, dwóch kolejnych. Na środku sali znajdował się stół, na którym rozłożone były mapy. Pod ścianami stały wysokie, wygodne fotele. Połowa z nich była już zajęta. Łowca wszedł do środka pewnym krokiem i zajął miejsce przy boku swojego ojca Wilhelma Vayandara, króla Terony. W komnacie oprócz nich znajdowało się jeszcze pięć osób. Byli tam Leldorin, wraz ze swoim ojcem, królem Travianem, wodzem leśnych elfów i panem w Silva Magna – Wielkim Lesie oraz starszym bratem Erevanem. Pod ścianą, najdalej od drzwi, siedział rozparty w głębokim fotelu Marcus Aquila Verreauxii, Lord Północnych Ziem i Władca Demonów, a obok niego, z ponurą miną przycupnął, znienawidzony przez Devora, Matthew. Łowca nienawidził demona z całego serca. Nie dość, że reprezentował sobą wszystko co było w tej rasie najgorsze, to jeszcze śmiał go oszukać i podstępem wkraść się do jego własnego domu oraz w pobliże jego ukochanej siostry, która zaczęła dla Devora w ciągu ostatnich tygodni znaczyć o wiele więcej, niż cała jego dotychczasowa rodzina.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie czekali długo, kiedy do zgromadzonych dołączyły dwie kobiety. Jedną z nich była Vivien. Towarzyszyła swojej mistrzyni, Pani Doliny Cienia, Anastazji. Kobieta wyglądała na bardzo wiekową. Gdy usiadła w fotelu, młodsza towarzyszka otuliła ją starannie ciepłym, wełnianym pledem. Na koniec do komnaty wszedł król Tertulian Ardanien w towarzystwie smukłej dziewczyny, o zielonej połyskującej skórze i srebrnych włosach. Łowca wiedział, że to posłanka świata cieni, leśna bogini o wdzięcznym imieniu Anas. Teraz byli tu już w komplecie. Pierwszy raz od kilkudziesięciu lat na obradach zebrali się przedstawiciele wszystkich czterech ras.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Przyjaciółki siedziały na trawie w przepięknym, pałacowym ogrodzie. Otaczały ich krzewy żółtych i pomarańczowych róż. Eliza zdecydowała się przedstawić im Myo i teraz zarówno Sylwia jak i Wika rozpływały się nad urodą i niezwykłością małej wróżki. Istotka wirowała dookoła nich tańcząc w powietrzu, zachwycona poświęcaną jej uwagą i entuzjazmem.</p>
<p style="text-align:justify;">Po pewnym czasie zbliżyła się do nich, ubrana w białą szatę, niezwykłej urody elfka. Miała długie kruczoczarne włosy, opadające na ramiona burzą czarnych loczków. Jej fiołkowe oczy wydały się Elizie wypełnione bezgranicznym smutkiem i tęsknotą, była w nich jednak również jakaś dziwna determinacja.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jestem Aveel – przedstawiła się podchodząc do siedzących na trawie dziewczyn. – Mój ojciec, król Ardanien, prosi was, żebyście udały się do komnaty narad.</p>
<p style="text-align:justify;">Przyjaciółki popatrzyły po sobie zdziwione. Królewna nie zamierzała słuchać niczyich rozkazów, ale tym razem ciekawość zwyciężyła i wszystkie cztery podążyły za elfką.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Minęły strażników i krętymi schodami doszły do przytulnie urządzonego pomieszczenia na szczycie wieży. Kiedy weszły do środka, burzliwa dyskusja jaką toczyli zebrani, natychmiast ucichła. Eliza rozejrzała się po komnacie. Spostrzegła, że wszyscy, po za samym gospodarzem i siedzącą koło niego zielonoskórą kobietą, rzucają co jakiś czas nieufne, lękliwe i pełne wrogości spojrzenia w kierunku siedzących w głębi pomieszczenia demonów. Lord Marcus zachowywał się tak, jakby nie zauważał otaczającej go napiętej atmosfery. Matthew na widok wchodzącej do komnaty Elizy przybrał na twarz chłodną, obojętną maskę. Dziewczyna postanowiła go po prostu ignorować. Później znajdzie czas, żeby z nim porozmawiać sam na sam, a rozmowa ta na pewno nie będzie miła.</p>
<p style="text-align:justify;">- Teraz nareszcie jesteśmy w komplecie – oznajmił z delikatnym uśmiechem elfi król ze Złotego Dworu. – Poznajcie proszę panienki Weronikę Kownacką, która, jeżeli się zgodzi, będzie przedstawicielką świata zewnętrznego oraz Sylwię Gorianov, czarownicę mówiącą w imieniu swojego rodu. – Spojrzał pytająco na unoszącą się nad ramieniem Elizy wróżkę. – Tej panienki się tutaj nie spodziewałem i z przykrością muszę przyznać, że nie znam jej imienia. Czy zechcesz jednak reprezentować królową Ainę wróżko?</p>
<p style="text-align:justify;">Myo zmieszała się odrobinę i szepnęła coś do ucha Elizy.</p>
<p style="text-align:justify;">- To Myosotis, moja towarzyszka. Zgadza się bronić interesów królowej baśniowego ludu, ale mówi, że nie jest już dłużej jej poddaną.</p>
<p style="text-align:justify;">Elf obdarzył królewnę pełnym uznania uśmiechem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wszyscy znacie zapewne także moją córkę, Aveel. Zostanie na obradach u mojego boku.</p>
<p style="text-align:justify;">Wskazał Sylwii, Wice i Aveel wolne fotele. Eliza została na środku komnaty zupełnie sama. Nie do końca wiedziała co ma ze sobą zrobić. Cieszyła się, że przynajmniej Myo ciągle unosi się nad jej ramieniem,</p>
<p style="text-align:justify;">- Chciałbym wam także przedstawić – kontynuował elf spokojnym głosem – Elysoun Bellis Miye Maes, Kwiat Zachodzącego Słońca, Królewnę z rodu Ardanienów, Lady Północnych Ziem i jedyną córkę Lorda Marcusa Aquila Verreauxii, Władcy Demonów.</p>
<p style="text-align:justify;">W komnacie zapanowała cisza, a potem wszyscy zaczęli mówić jednocześnie. Eliza stała wpatrując się niedowierzająco w Marcusa, na którego twarzy błąkał się teraz zadowolony uśmieszek. Przerzuciła spojrzenie na szarookiego.</p>
<p style="text-align:justify;">„To dlatego nie chciałeś mi niczego powiedzieć?” – syknęła z wyrzutem nawiązując z demonem myślowy kontakt.</p>
<p style="text-align:justify;">„Teraz rozumiesz?” – spytał niepewnie, a jego obojętna maska opadła. Patrzył na królewnę pełnym nadziei wzrokiem.</p>
<p style="text-align:justify;">„Tak, rozumiem i za to nienawidzę cię jeszcze bardziej.” – oznajmiła, ale nie zerwała kontaktu z chłopakiem.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki wzdrygnął się zaskoczony. W jego umyśle pojawił się przeogromny smutek i ból. W tej formie kontaktu nie można było kłamać. Jeżeli dziewczyna oznajmiła, że go nienawidzi, to czuła tak naprawdę.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Leśna bogini, Anas, wstała. Jej srebrzysta, mocno uwydatniająca kształtne ciało tunika, zafalowała. Materiał niesamowicie kontrastował z jej zielonkawą skórą.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czy uznajecie w królewnie Elysoun dziecko z przepowiedni? – spytała dźwięcznym głosem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Może i jest przedstawicielką trzech ras, ale nie ma w niej ani kropli ludzkiej krwi – odezwała się Vivien.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wiedźma ma rację – przytaknął kobiecie ojciec Devora. – Nie może reprezentować ludzkiej rasy, nie ma w tym żadnego interesu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Proroctwo nie mówi o tym, że w jej żyłach ma płynąc ludzka krew – wtrącił cicho Leldorin. – Przepowiednia głosi jedynie, że wśród ludzkiej rasy odnajdzie swoją rodzinę.</p>
<p style="text-align:justify;">Aveel popatrzyła na elfa swoimi pięknymi fiołkowymi oczami z wyrzutem, jakby miała mu za złe, że odezwał się w obronie dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">- To nie zmienia faktu, że nie o niej mówi proroctwo – uśmiechnęła się Vivien.</p>
<p style="text-align:justify;">- Właśnie, że zmienia – wtrącił się Łowca. – Mamy tę samą matkę. Eliza jest moją siostrą.</p>
<p style="text-align:justify;">Wśród zebranych rozległ się niedowierzający pomruk.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czy to prawda Wilhelmie? – spytał Travian, wódz leśnych elfów, zwracając się do króla Terony. – Matką Devora jest driada?</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, to prawda – niechętnie przyznał tamten. – Nie mogę powiedzieć jednak, że ta sama nimfa urodziła królewnę Elysoun.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ja mogę – powiedział Łowca pewnym głosem. – Sama mi to powiedziała, tuż przed śmiercią. Byłem ostatnią osobą dla której tańczyła.</p>
<p style="text-align:justify;">- W takim razie ustalone – ucieszył się król z Turris Aurarius. – Miło mi także poznać mojego wnuka – spojrzał na Devora uśmiechając się delikatnie. – Czy ktoś jeszcze zgłasza jakieś zastrzeżenia?</p>
<p style="text-align:justify;">- Ja, ojcze – odezwała się Aveel delikatnym głosem. – Mamy na to tylko ich słowa. Sprawdźmy czy mówią prawdę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zgoda – odpowiedział gospodarz.</p>
<p style="text-align:justify;">Elfia dziewczyna wstała i podeszła do Elizy. Wzięła ją za rękę i zaczęła śpiewać. Wraz z narastaniem jej głosu po pokoju powoli snuła się świetlista sieć. Sięgała coraz dalej i dalej. Otoczyła kołem królewnę, a potem zatrzymywała się przy niektórych osobach, a inne zupełnie omijała. Kiedy Aveel skończyła pieśń świetliste koła otaczały oprócz królewny jeszcze Marcusa, Devora i  Tertuliana.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc teraz nasze słowa są już potwierdzone? – spytał cichym, groźnym głosem Władca Demonów. Zebrani niechętnie skinęli głowami. – W takim razie przejdźmy do rzeczy. Chciałbym jak najszybciej się da opuścić to miejsce.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wszyscy chcemy mieć to za sobą Marcusie – powiedziała uspakajająco Anas.</p>
<p style="text-align:justify;">Aveel usiadła z bardzo nieszczęśliwą miną. Eliza ciągle stała na środku komnaty nie wiedząc co ze sobą zrobić. Bardzo jej się nie podobało, że ciągle mówią o niej, jakby była rasową świnką morską, a nie myślącą istotą. Wyglądało to tak, jakby po prostu mieli zamiar ją przehandlować. W tym momencie nienawidziła nie tylko szarookiego.</p>
<p style="text-align:justify;">- W takim razie, jeżeli wszyscy się zgadzamy, niech dokona wyboru – odezwał się wódz leśnych elfów. – Zgodnie z postanowieniami traktatów i słowami proroctwa, przyprowadziłem mojego najmłodszego syna, księcia Leldorina z Silva Magna, Czarodzieja Białej Magii.</p>
<p style="text-align:justify;">Złotowłosy elf wstał niechętnie i podszedł do królewny. Wyglądał jak z obrazka. Bardzo smutnego malowidła. Skłonił przed dziewczyną głowę. Milczał. Teraz odezwał się Władca Demonów.</p>
<p style="text-align:justify;">- I ja przyprowadziłem swojego kandydata. Książę Matthew Corvidae, Czarny Rycerz i Pan Zaginionego Królestwa – powiedział to z drwiącym uśmieszkiem błąkającym się w kącikach ust.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki spojrzał na Elizę przepraszająco i stanął u boku Leldorina. Devor patrzył zszokowany na demona. Na jego twarzy malował się gniew.</p>
<p style="text-align:justify;">- To ty musisz dokonać wyboru – powiedział król Tertulian Ardanien, pierwszy raz kierując jakiekolwiek słowa bezpośrednio do dziewczyny.</p>
<p style="text-align:justify;">To przekroczyło wszelakie granice. Królewna już po prostu nie była w stanie więcej wytrzymać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czy wy naprawdę wszyscy uważacie, że możecie się tak po prostu pojawić i decydować o moim życiu? – wrzasnęła. – Przez dwadzieścia lat nic was nie obchodziłam! Teraz przychodzicie do mnie i mówicie, że to ode mnie zależy pokój na świecie! Nie obchodzą mnie wasze idiotyczne wojny, gdybyście byli chociaż odrobinę mądrzejsi już dawno sami byście sobie z tym wszystkim poradzili. Jestem dla was jedynie pretekstem! – dziewczyna rozkrzyczała się już na dobre. – Nie będę waszą cholerną marionetką. Nie zamierzam poślubić żadnego z waszych kandydatów. To nie o mnie mówi to idiotyczne proroctwo. – Spojrzała wymownie na Władce Demonów. – Ojcze – powiedziała drwiąco – naprawdę sądzisz, że możesz się tak po prostu pojawić i decydować o tym co mam robić? Do tego jeszcze miałeś zamiar wydać mnie za jednego ze swoich pupilków, żeby dzięki niemu mieć dziedzica? Niedoczekanie twoje! – Teraz wściekłym spojrzeniem omiotła Tertuliana. – Dziadku, jesteś osobą ślepą lub zupełnie bez serca. Za Leldorina powinieneś wydać swoją córkę, Aveel, ponieważ jest w nim zakochana bez pamięci. Ja nie jestem i nigdy nie będę. – Dziewczyna pokręciła głową. Miała zdeterminowaną i ponurą minę. – Chcę tylko, żebyście wszyscy zostawili mnie w spokoju i nie wtrącali się do mojego życia!</p>
<p style="text-align:justify;">„Na podłogę i zakryj uszy” – warknęła w myślach do Matthew, sama łapiąc ciągle unoszącą się przy niej wróżkę.</p>
<p style="text-align:justify;">Potem krzyknęła. Dźwięk był naprawdę niesamowity. Szyby w oknach popękały. Zebrane w komnacie osoby osuwały się na podłogę, najpierw te o najwrażliwszym słuchu, a potem także i ludzie. Kulili się w sobie, starając się nie dopuścić do siebie krzyku. Było jednak za późno. Wystarczyło, że usłyszeli sam początek. Po kilku długich, ciągnących się w nieskończoność minutach Eliza przestała. Rozejrzała się wokół po nieprzytomnych osobach. Na nogach stali tylko Devor, Wika i Sylwia. Matthew chwiejnie podnosił się z podłogi. Łowca patrzył szeroko otwartymi ze zdumienia oczami.</p>
<p style="text-align:justify;">- Coś ty zrobiła? Jak? – zapytał mętnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Potem – odparła szybko Sylwia. – Wynośmy się stąd!</p>
<p style="text-align:justify;">„Jakim cudem nic im nie jest?” – szarooki zadał gnębiące go pytanie. – „Przecież nie mogłaś ich uprzedzić…”</p>
<p style="text-align:justify;">„Owszem mogłam i uprzedziłam wcześniej. Sylwia podała im specjalną mieszankę przytępiającą słuch. Tylko Devor o niczym nie wiedział. Nie byłam przekonana czy dam radę, ale jak widać podziałało…”</p>
<p style="text-align:justify;">„Mnie nic nie podawała…”</p>
<p style="text-align:justify;">„Nie byłam pewna czy włączę cię w moje plany… Musiałam jednak to zrobić przez wzgląd na tę cholerną więź, więc nie pochlebiaj sobie za bardzo.”</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza wypuściła z objęć skuloną ze strachu Myo. Wyszli razem z komnaty. Dla trio demona, Łowcy i Wiki elfi strażnicy nie stanowili najmniejszego problemu. Przyjaciele rzucili się biegiem przez Złoty Pałac.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Pierwszy ocknął się Władca Demonów. Niepewnie usiadł na podłodze. Rozejrzał się wkoło. Niektórzy zaczynali już dochodzić do siebie. Zaczął się głośno śmiać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Moja córka – wyszeptał cicho z prawdziwą dumą w głosie.</p>
<p style="text-align:justify;">Teraz już rozumiał co kierowało Matthew. Dziewczyna miała swój niepowtarzalny charakter. Był ciekaw jak na jej bunt i ucieczkę zareagują inni. Sam zamierzał jej bronić za wszelką cenę. Wódz elfów z Silva Magna wstał chwiejnie z fotela na który się osunął, gdy stracił przytomność. Rozejrzał się po komnacie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Uciekła! Musimy ją odnaleźć!</p>
<p style="text-align:justify;">- Po co? – zdziwił się król Ardanien, a delikatny uśmiech satysfakcji błąkał się w kącikach jego ust. – Ona już dokonała wyboru. Widzisz tu gdzieś księcia Corvidae? Bo ja nie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ale mój syn… – zaczął tamten.</p>
<p style="text-align:justify;">- Leldorin chyba jest zadowolony z tego wyboru.</p>
<p style="text-align:justify;">Tertulian wskazał głową na klęczącego na podłodze elfa. Czarodziej trzymał w ramionach dochodzącą do siebie Aveel. Obydwoje patrzyli sobie w oczy. Wyglądali tak, jakby znaleźli się w jakimś swoim własnym, zupełnie odizolowanym świecie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ojcze – odezwał się po raz pierwszy tego wieczoru książę Erevan. – To była słuszna decyzja. Wreszcie w świecie magii zapanuje pokój. Pozwól mojemu bratu być szczęśliwym.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeżeli taka jest jego wola – Travian spojrzał czule na najmłodszego syna. – Niech więc tak będzie. Dostaną moje błogosławieństwo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Świetnie, chyba rozwiązaliśmy wszystkie nasze problemy? – zadowolonym głosem zapytała Anas.</p>
<p style="text-align:justify;">Kruczowłosa elfka, dochodząca do tej pory do siebie, usiadła gwałtownie, odsuwając się od Leldorina.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie ojcze! Przeciwnicy pokoju za chwilę zaatakują pałac! To moja wina! Ja nas zdradziłam!</p>
<p style="text-align:justify;">Wszyscy spojrzeli na nią zdumieni.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeszcze nie jest za późno – odezwał się pewnie Marcus. – Skontaktuję się z moimi strażnikami. Musimy działać wspólnie Tertulianie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak za dawnych czasów, przyjacielu – odezwał się w odpowiedzi król wysokich elfów, z szerokim uśmiechem na ustach.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Rebelianci wdarli się do Złotego Pałacu. Planowali zabić królewnę Elysoun. Za wszelką cenę nie mogli dopuścić do spełnienia się przepowiedni. Ich oddziały wycinały sobie krwawą drogę na szczyt wschodniej wieży. Zablokowali schody wysyłając śmiertelnie niebezpieczne, zabijające dotykiem cienie, żeby mieć pewność, że dziewczyna nie zdoła im uciec.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Biegli krętymi korytarzami Złotego Dworu. Chcieli znaleźć się jak najszybciej na zewnątrz. Musieli opuścić las wysokich elfów, żeby uwolnić się od działania ich magii.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tędy – krzyknął Devor prowadząc ich do stajni.</p>
<p style="text-align:justify;">Tak jak liczyły na to dziewczyny, postanowił wziąć udział w ich planie. Nie miał zamiaru zostawić Elizy samej, poza tym była z nimi jeszcze Wika. Kiedy dobiegli zaczął wyprowadzać konie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie – zaprotestował Matthew. Wszyscy spojrzeli na niego pytająco. – Weźmiemy nasze konie. Będzie znacznie łatwiej.</p>
<p style="text-align:justify;">- To coś? – warknął Łowca. – Oszalałeś?! Odmawiam!</p>
<p style="text-align:justify;">- Eliza? – Sylwia zwróciła się do dziewczyny. To był jej plan i do niej powinna należeć ostateczna decyzja.</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna spojrzała na Matthew, a potem skinęła głową.</p>
<p style="text-align:justify;">„Ufam ci.” – przesłała mu szybką myśl.</p>
<p style="text-align:justify;">„Chociaż tyle.” – odpowiedział smutno tą samą drogą.</p>
<p style="text-align:justify;">Osiodłali groteskowo wyglądające konie demonów. Bestie, kiedy usłyszały głos szarookiego, dały się bez problemów wyprowadzić przed stajnię. Miały dziwaczne siodła, z czymś w rodzaju zabezpieczających przed upadkiem szelek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jest ich tylko cztery… – zauważyła Wika.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, Eliza pojedzie ze mną. Hebanus da radę ponieść nas obydwoje. – Spojrzał z czułością na czarnego jak noc, wychudzonego konia. Tamten odwrócił pysk w jego stronę i zarżał cicho,  jakby wszystko rozumiał.</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna chciała zaprotestować, ale usłyszeli jakieś zamieszanie. Uznali, że nie ma czasu do stracenia i zaprzestali dalszych dywagacji. Dosiedli dziwnych, wyglądających jak żywe trupy koni. Devorowi przypadł w udziale największy, należący do Marcusa siwek, Wika dosiadła smukłej kasztanki, a Sylwia zajęła miejsce w siodle najmniejszego ze stada rudzielca.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co teraz? – spytała Wika, kiedy okazało się, że żadne z nich nie jest w stanie zmusić konia do zrobienia chociażby jednego kroku.</p>
<p style="text-align:justify;">Łowca patrzył wściekłym wzrokiem na szarookiego.</p>
<p style="text-align:justify;">- Załóżcie szelki – wyjaśnił spokojnie chłopak. – Później po prostu siedźcie w siodłach i starajcie się mocno trzymać. Polecą za mną.</p>
<p style="text-align:justify;">- Polecą? – wytrzeszczyła oczy Sylwia.</p>
<p style="text-align:justify;">Pytanie zadała jednak za późno, bo Matthew już posadził w siodle przed sobą Elizę, która tuliła do siebie Myo. Chwycił wodze, obejmując przy tym królewnę ramionami. Z boków konia wyrosły olbrzymie, czarne, pierzaste skrzydła. Potem koń stanął dęba i wzbił się prawie pionowo w powietrze. Trzy pozostałe poszły jego śladem.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie ma jej w pałacu! – krzyknął zakapturzony mężczyzna. – Nasi magowie to czują! Zastawili na nas pułapkę! Ktoś musiał zdradzić!</p>
<p style="text-align:justify;">- Wycofać się! – wrzasnął inny, sprawiający wrażenie dowódcy.</p>
<p style="text-align:justify;">Na to jednak było już za późno. Drzwi wieży z hukiem wyleciały z zawiasów. Białe światło zalało schody i stojące na nich cienie. Wszystkie te, które się z nim zetknęły, natychmiast wyparowywały w kłębach czarnego dymu. Z przeciwnej strony nadchodzili strzegący Złotego Dworu gwardziści. Rebelianci zostali uwięzieni w pułapce.</p>
<p style="text-align:justify;">Zakapturzony starzec wyszeptał kilka słów i rozmył się w powietrzu, zostawiając swoich ludzi na pewną śmierć. Strzała ze świetlistego łuku leśnej bogini trafiła dowódcę wrogiego oddziału prosto w serce. Buntownicy, widząc śmierć swojego kapitana, zaczęli składać broń.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Aveel klęczała przed tronem swojego ojca. Wpatrywała się w ziemię. Milczała. Pobladły Leldorin stał nieopodal zaciskając ręce w pięści.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dlaczego nas zdradziłaś córko? – mimo, że domyślał się jej motywów, musiał o nie zapytać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Z miłości ojcze. Nie mogłam pozwolić by moja siostrzenica poślubiła księcia Leldorina.</p>
<p style="text-align:justify;">- Twoje uczucia i własne korzyści postawiłaś wyżej, niż pokój w czterech królestwach?</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak, ojcze – przyznała cicho.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie jesteś już moją córka i nie należysz więcej do rasy wysokich elfów. – Mimo, że słowa te sprawiały królowi Ardanienowi ból, musiał je wypowiedzieć. Cieszył się, że prawo pozwala mu skazać córkę na banicję, a nie od razu na śmierć. – Musisz opuścić to miejsce. Nie ma dla ciebie powrotu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Rozumiem ojcze – odparła cicho. – Spakuję swoje rzeczy i odejdę przed zachodem słońca.</p>
<p style="text-align:justify;">Wstała z kolan i wyszła z komnaty, ani razu nie podnosząc wzroku.</p>
<p style="text-align:justify;">- Leldorinie – elfi czarodziej usłyszał cichy szept ojca. – Jeżeli naprawdę ją kochasz, to idź za nią. Nie ma takiego prawa, które zakazuje banitce zamieszkać w Silva Magna.</p>
<p style="text-align:justify;">Złotowłosy książę zaskoczony spojrzał na ojca, a potem szybkim krokiem wyszedł z komnaty za oddalającą się dziewczyną. Wódz leśnych elfów podszedł do króla Tertuliana i położył mu rękę na ramieniu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dziękuję ci – wyszeptał tamten wzruszony, zarówno tym gestem jak i propozycją Teruviana.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Vivien była w swojej komnacie. Przeklinała głośno we wszystkich znanych sobie językach. Podniosła z szafki porcelanową misę z wodą i  rzuciła nią o ścianę. Kwiecista miednica roztrysnęła się na setki małych kawałków. W migdałowych oczach kobiety widać było niebezpieczne błyski. Usłyszała ciche pukanie. Z furią otworzyła drzwi. Do pokoju wszedł ojciec Devora, król Terony.</p>
<p style="text-align:justify;">- I co teraz? Elfka nas zdradziła. Dobrze, że nie wiedziała o naszym udziale w tym planie – powiedział cicho Wilhelm. – Mój cholerny syn uciekł z tą dziewczyną. Spodziewałem się, że raczej stanie po naszej stronie. Nienawidzi demonów przynajmniej tak samo mocno jak ja.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie mam zielonego pojęcia! Nasz plan tylko pomógł proroctwu! Te cholerne elfy są teraz w świetniej komitywie z Marcusem i tą zieloną dzikuską. Nic nie jednoczy tak bardzo jak walka ramię w ramię ze wspólnym wrogiem!</p>
<p style="text-align:justify;">Nagle w pokoju pojawił się znikąd zakapturzony mężczyzna. Zsunął z twarzy kaptur, ukazując im swoje stare, pomarszczone oblicze.</p>
<p style="text-align:justify;">- Spokojnie moi drodzy. Ostateczna bitwa ciągle przed nami. Jeszcze nie udało im się wygrać – na jego twarzy zagościł ciepły, rozmarzony uśmiech.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Lecieli już od dobrych dwóch godzin. Eliza siedziała wygodnie, opierając się plecami o tors szarookiego. Devor dosiadał demonicznego konia ze skonsternowaną miną, z oczu Sylwii w dalszym ciągu nie zniknął strach, za to Wika bawiła się świetnie. Nauczyła się nakłaniać rumaka, żeby robił to czego ona sobie życzyła i w ten sposób lecieli zataczając dziwne pętle, to przyspieszając, to zwalniając, od czasu do czasu pikując w dół, a potem gwałtownie unosząc się w górę. Królewna uśmiechnęła się na widok czystego szczęścia na twarzy przyjaciółki. Myo spała smacznie, zwinięta w kulkę, w jej ramionach.</p>
<p style="text-align:justify;">„Dokąd lecimy?” – spytała w myślach Matthew, żeby nie musieć przekrzykiwać szumu wiejącego na tej wysokości, silnego wiatru.</p>
<p style="text-align:justify;">„Do mojego domu” – odpowiedział, zdziwiony, że dziewczyna się w ogóle do niego odezwała. – „Eliza… co ja mam zrobić?”</p>
<p style="text-align:justify;">„Jak to co?” – zapytała zdziwiona.</p>
<p style="text-align:justify;">„Nienawidzisz mnie.” – razem z tymi słowami przekazał jej cały swój ból i pustkę.</p>
<p style="text-align:justify;">„Owszem” – odpowiedziała chłodno.</p>
<p style="text-align:justify;">„Proszę… jeżeli mnie nie chcesz, nie będę cię do niczego zmuszał, ale bądźmy przynajmniej przyjaciółmi.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Jak mam przyjaźnić się z kimś, kto mnie okłamał i zdradził? Dodatkowo jeszcze chciałeś oddać Marcusowi MOJE dziecko.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Jakie dziecko?” – zdziwił się szarooki.</p>
<p style="text-align:justify;">„Mówiłam ci już, Myo podsłuchała waszą rozmowę. Chciałeś mu oddać naszego pierworodnego.”</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew był wyraźnie skonsternowany.</p>
<p style="text-align:justify;">„Niech może ta twoja poczwarka nauczy się lepiej podsłuchiwać… Twój pierworodny będzie dziedzicem Północnych Krain. Jesteś jedynym dzieckiem Marcusa. Demony są jak wilki albo orły. Przez całe życie mają tylko jednego partnera… a, że w jego przypadku padło na driadę, to sama widzisz…”</p>
<p style="text-align:justify;">Eliza zamrugała. Nie do końca zrozumiała, co powiedział szarooki.</p>
<p style="text-align:justify;">„Jak to?” – zapytała niepewnie.</p>
<p style="text-align:justify;">„Normalnie” – odparł zdziwiony, że tego nie wiedziała. – „Twój ojciec zakochał się w twojej matce i powstałaś ty. Ponieważ ona była driadą, została w swoim lesie przy swoim drzewie. Potem odeszła, tańcząc dla Łowcy swój ostatni taniec. Stała się jednością ze swoim dębem.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Zakochał?” – spytała głupio.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak westchnął.</p>
<p style="text-align:justify;">„Nic nie wiesz o naszej rasie, prawda?”</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna musiała się zgodzić z szarookim. Znała jedynie to, co przekazywali sobie ludzie w legendach. Sama już zorientowała się, że niewiele z tego było prawdą.</p>
<p style="text-align:justify;">„Nie jesteśmy jak ludzie. Kiedy odnajdujemy swoją partnerkę zaczyna łączyć nas specyficzna więź. Powstała po to, żeby pomóc nam chronić nasze kobiety. Zawsze wiem gdzie jesteś. Czuję kiedy coś ci grozi. To, że Leldorin połączył nas zaklęciem, tylko wzmocniło magię, która już w nas istniała. Dlatego ta więź jest taka silna. Możliwe, że to dzięki niej możemy rozmawiać w ten sposób.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Co, jeżeli taka kobieta was nie zechce?” – spytała dziewczyna myśląc o swojej matce i Lordzie Marcusie. – „Czy zaczyna was wtedy łączyć więź z inną?”</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak wzruszył ramionami.</p>
<p style="text-align:justify;">„Nie. Wtedy żyjemy i umieramy samotnie.”</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Po kilku godzinach lotu zobaczyli przed sobą wielkie, czarne zamczysko. Ze środka słonecznego dnia wfrunęli w mrok. Dookoła uderzały pioruny. Przy strzelistych wieżach, głośno kracząc, latały kruki i wrony. Zamek stał na prawie pionowej skale, nad głębokim urwiskiem. W dole pieniło się rozszalałe morze. Wszystko to przedstawiało sobą upiorny obraz.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tutaj mieszkasz? – spytała przestraszona dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Aha – odparł z uśmiechem na twarzy. – Mówiłaś, że mi ufasz. Pamiętasz?</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna niechętnie skinęła głową. Było jej już wszystko jedno. Dalej nie mogła sobie poukładać w myślach, tego co powiedział jej wcześniej. Zaczęli zbliżać się do lądowania. Kiedy tylko demoniczne zwierzęta dotknęły kopytami zamkowego dziedzińca wokół pojaśniało. Czerwona cegła z której zbudowany był zamek prezentowała się okazale w promieniach zachodzącego słońca. Zapanowało wielkie poruszenie. Na dziedziniec zbiegali się ludzie. Matthew zeskoczył z siodła. Podniósł delikatnie Elizę i postawił ją obok siebie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Witaj w moim domu – uśmiechnął się do niej wesoło. – Oto Zaginione Królestwo.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Otoczeni wianuszkiem nadskakującej im służby, szli szerokim korytarzem zamku. Wyglądało na to, że wszyscy cieszą się i wiwatują na widok swojego pana. Jakiś starszy mężczyzna podbiegł do szarookiego z potężnym plikiem dokumentów.</p>
<p style="text-align:justify;">- Książę! Wasza wysokość! Jak dobrze panie, że wróciłeś. Mamy tyle niecierpiących zwłoki spraw!</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew pokręcił głową.</p>
<p style="text-align:justify;">- Falgharze, nie po to mianowałem cię zarządcą, żeby samemu się wszystkim zajmować. Do tej pory, pod moją nieobecność świetnie sobie radziłeś. Myślę, że moje przybycie nie odebrało ci rozumu… dlatego w tej chwili zabieraj te papiery z moich oczu!</p>
<p style="text-align:justify;">Mężczyzna zarumienił się cały i kłaniając się wycofał w głąb korytarza. Szarooki prychnął rozbawiony. Łowca miał marsową minę. Coś go wyraźnie dręczyło.</p>
<p style="text-align:justify;">- O co chodzi Devorze? – zaciekawiła się Eliza. – Wyglądasz jakbyś połknął kij od szczotki.</p>
<p style="text-align:justify;">Blondyn nie wytrzymał. Obrzucił siostrę ponurym spojrzeniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wszyscy tutaj… – zaczął jakby chcąc coś z siebie wydusić – to są zwyczajni ludzie!</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew obrzucił go na wpół zaskoczonym, na wpół rozbawionym spojrzeniem.</p>
<p style="text-align:justify;">- A myślałeś, że co tu zastaniesz? Hodowlę białych króliczków?</p>
<p style="text-align:justify;">- Ale demony… – odparł tamten zmieszany.</p>
<p style="text-align:justify;">- Demony co? – weszła mu w słowo Wika. – Nie wiem czy zauważyłeś, ale ludzie nie mają zielonego pojęcia o żadnej z pozostałych ras. Obchodzą ich tylko oni sami.</p>
<p style="text-align:justify;">Łowca zamilkł zmieszany.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Spędzili w Zaginionym Królestwie bardzo przyjemny tydzień. Codziennie jeździli zwiedzać wyspę, która wbrew pozorom, wcale nie okazała się mała. Eliza zakochała się w rosnących na niej lasach i wrzosowiskach. Królewna i szarooki zawarli cichy rozejm. Nie gryźli się nawzajem, ale odnosili się do siebie chłodno i trzymali na dystans. Tylko od czasu do czasu Matthew rzucał jej zasmucone spojrzenia od których nie był w stanie się powstrzymać. Za to Myo za każdym razem fukała na demona po czym trwożliwie chowała się za plecami Elizy.</p>
<p style="text-align:justify;">Między Devorem, a Wiką sytuacja układała się znacznie lepiej. Trzymali się za ręce i patrzyli na siebie maślanym wzrokiem. Tego dnia odłączyli się od reszty grupy szalejąc na demonicznych koniach, do których dziewczyna w jakiś tajemniczy sposób przekonała Łowcę. Planowali romantyczny piknik na wrzosowisku.</p>
<p style="text-align:justify;">Sylwia nie czuła się najlepiej. Została w swojej komnacie otoczona przez nadskakującą jej służbę.  Czarownica, kąpiąc się w zimnym strumieniu, złapała jakieś paskudne przeziębienie i nie miała zamiaru dzielić się nim z przyjaciółmi.</p>
<p style="text-align:justify;">Myo latała zauroczona nad pełną barwnych kwiatów łąką. Eliza śmiała się jadąc w pełnym galopie na jabłkowitej, smukłej klaczy. Już dawno przekonała się, że te dziwaczne konie są znacznie mądrzejsze od zwykłych zwierząt i szybko nauczyła się nimi kierować. Były także szybsze, silniejsze i wierniejsze od normalnych wierzchowców. No i przede wszystkim potrafiły też latać.</p>
<p style="text-align:justify;">„Ścigajmy się do tamtego wzgórza” – zaproponował Matthew , wskazując dziewczynie szczyt wrzosowiska.</p>
<p style="text-align:justify;">Roześmiała się wesoło i nie fatygując się odpowiedzią popędziła we wskazanym kierunku. Szarooki z wesołym uśmiechem na twarzy pognał za nią. Szarotka, co prawda, była bardzo szybkim koniem, ale żaden w stajni nie mógł równać się pod tym względem z Hebanusem, dziewczyna więc nie miała najmniejszych wyrzutów sumienia trochę oszukując.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak tu pięknie! – pisnęła kiedy dojechali na szczyt.</p>
<p style="text-align:justify;">W dole pagórka płynął krętą ścieżką strumień. Widać było także spadający ze skał niewielki wodospad. Całe pole pod nimi porośnięte było wrzosami, we wszystkich możliwych kolorach, od jasnej bieli, poprzez róż, aż do ciemnego fioletu. Dalej rozciągał się przepiękny, mieszany las.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki uśmiechnął się do niej.</p>
<p style="text-align:justify;">- Już dawno chciałem ci pokazać to miejsce.</p>
<p style="text-align:justify;">Zeskoczyli z siodeł i usiedli na trawie. Upiorne konie pobiegły luzem ganiając się po wrzosowisku. Nie potrzebowały normalnego jedzenia, lubiły się jednak wyhasać. Nie musieli się martwić, że uciekną. Zawsze bez oporów reagowały na głosy swoich jeźdźców. Siedzieli tak dłuższą chwilę w milczeniu. Eliza poczuła straszną ochotę, żeby przytulić się do chłopaka. Nie chciała tego. Wstała szybko.</p>
<p style="text-align:justify;">- Pójdę poszukać Myo. Niedługo wracam.</p>
<p style="text-align:justify;">Spojrzał na nią uśmiechając się smutno.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jasne – odpowiedział tylko.</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna zbiegła w dół zbocza wołając imię wróżki.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">- Myo, Myo, Myosotis, mysie uszko, myszka mała, lalala lalala – śpiewała zadowolona z siebie istotka latając bezładnie po łące i zrywając co mniejsze kwiatki.</p>
<p style="text-align:justify;">Wróżka czuła się absolutnie szczęśliwa. Miała swoje imię, piękną łąkę, a na dodatek własną królewnę. Małe ciałko rozpierała radość. Do tego Eliza podarowała jej nową błękitną sukienkę, którą znalazła na wystawie sklepowej, na jednej z porcelanowych lalek. Właściciel sklepu w niewielkim, połączonym z zamkiem miasteczku, był przeszczęśliwy mogąc coś ofiarować przyjaciółce samego księcia. Nagle zauważyła wielkiego białego motyla. Poleciała za nim oczarowana, nucąc swoją piosenkę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Myo, Myo, Myosotis, niezapominajka niebieska lalala lalala. Myo, Myo, Myosotis, mysie uszko, myszka mała, lalala lalala.</p>
<p style="text-align:justify;">W pewnym momencie motyl po prostu zniknął. Wróżka usłyszała cichy trzask. Jej chabrowym oczom ukazały się kraty. Stało się coś strasznego! Została zamknięta w klatce.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna biegała po łące szukając swojej małej przyjaciółki. Usłyszała z daleka cichy płacz.</p>
<p style="text-align:justify;">- Myo! – zawołała po raz kolejny.</p>
<p style="text-align:justify;">Popędziła w kierunku skąd dochodziło szlochanie. Zobaczyła jakąś ponurą jaskinię. Bez namysłu wbiegła do środka. Na kamieniu stała niewielka klatka, a w niej siedziała zapłakana wróżka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Myo!</p>
<p style="text-align:justify;">Istotka podniosła głowę. Spojrzała na Elizę. Potem jakby oprzytomniała. Zerwała się na równe nogi.</p>
<p style="text-align:justify;">- Uciekaj! – krzyknęła rozpaczliwie, ale było już za późno.</p>
<p style="text-align:justify;">Nieprzytomna królewna osunęła się na ziemię.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew zaczął się niepokoić. Eliza stanowczo zbyt długo nie wracała. Sięgnął do niej w myślach. Zobaczył czerń. Przerażony zerwał się z miejsca. Oblał go zimny pot. Jak on mógł pozwolić jej iść samej?! Sądził, że dzięki stworzonej iluzji, jego wyspa jest bezpiecznym miejscem. Przywołał Hebanusa, wskoczył na siodło i razem, szybko jak wiatr, popędzili w dół zbocza.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Wika roześmiała się wesoło. Ona i Devor siedzieli wspólnie na zielonej łące tuż nad strumieniem. Zrobili sobie piknik. Rozmawiali trzymając się za ręce. Dziewczyna przysunęła się bliżej Łowcy. Pocałowała go w usta. Zadowolony odwzajemnił pocałunek. Uwielbiał takie śmiałe dziewczyny. W Teronie zawsze mu tego brakowało, tam kobiety były przymilne i usłużne. Żadna z nich nie miała takiego charakteru i życiowej energii jak Wika. Nagle obydwoje zerwali się z koca. Usłyszeli za sobą czyjeś kroki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ojcze? – spytał zaskoczony Devor, na widok znajomej twarzy. – Co tu robisz? Jak odnalazłeś tę wyspę?</p>
<p style="text-align:justify;">Król Wilhelm stał kilka kroków od nich. Towarzyszyli mu dwaj potężnie zbudowani mężczyźni.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przyszedłem tutaj, by dać ci wybór, synu. Jesteś księciem Terony. Wracaj do domu – spojrzał na niego niemal błagalnym wzrokiem.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jestem Łowcą – syknął tamten. – Przyjmując ten tytuł, tym samym zrezygnowałem z tamtego.</p>
<p style="text-align:justify;">- To już nie ma znaczenia. Schwytaliśmy królewnę. Rozpocznie się wojna.</p>
<p style="text-align:justify;">Devor spojrzał na mężczyznę z niedowierzaniem w oczach. Przestał udawać jakikolwiek szacunek.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czyś ty postradał rozum? Co zrobiłeś Elizie?</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeszcze nic. Umrze przed zachodem słońca. Wówczas demony wypowiedzą nam wojnę. Elfy zostaną zmuszone, żeby się z nami sprzymierzyć, gdyż o zabójstwo będą podejrzewały właśnie tę plugawą rasę, a my nie omieszkamy dostarczyć im na to dowodów.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie skrzywdzisz jej – warknął Łowca dobywając wiszącego w pochwie przy pasie miecza.</p>
<p style="text-align:justify;">Wika stanęła u jego boku. W jej dłoniach pojawiły się dwa długie noże. Król Wilhelm spojrzał z żalem na syna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc tak brzmi twoja decyzja?</p>
<p style="text-align:justify;">Devor nie fatygując się, żeby odpowiedzieć, zaatakował. Stary król był przekonany, że walczą trzy na jednego. Jakże się pomylił! Dwóch drabów atakowało olbrzymimi, dwuręcznymi toporami. Byli dobrze wyszkoleni, ale w ogóle nie znali nowoczesnych technik walki. Nigdy nie słyszeli takich pojęć jak karate czy aikido. Wice natomiast wszelakie techniki rozbrajania przeciwnika były bardzo bliskie. Ruszała się zwinnie i szybko. Znacznie sprawniej niż oni. Podstawowym błędem osiłków było skupienie całej swojej uwagi na Łowcy. Dziewczyna zaszła ich od tyłu i zanim zdążyli się zorientować co się dzieje, wbiła jednemu nóż w plecy. Zaklęła wściekle, kiedy mężczyzna osunął się na kolana. Nie mogła wyciągnąć broni, która zaklinowała się gdzieś w masywnym kręgosłupie. Devor koncentrował swoją uwagę na ojcu. Wiedział, że mimo podeszłego wieku, jest on doskonałym wojownikiem.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy jeden z drabów osunął się na kolana plując krwią, drugi zaczął zwracać większą uwagę na dziewczynę. Zamachnął się toporem próbując trafić zwinnie uciekający cel. Wika postanowiła odciągnąć go jak najdalej od Łowcy i po prostu zaczęła uciekać. Była znacznie szybsza od mężczyzny. Dziwiło ją, że tamci nie nosili żadnej zbroi. Inaczej jej nóż do niczego by się nie przydał. Pobiegła przed siebie, zwinnie przeskakując wąską nitkę strumienia. Zdyszany olbrzym ciągle biegł za nią. Kiedy przeskoczył strumień, była już przygotowana. Zanim złapał równowagę, kopnęła go, tak, że wpadł do wody. Jej plan jednak nie do końca się powiódł, bo tamten, jak na swoja masę, wyjątkowo zwinnie podniósł się na nogi, nie wypuszczając z rąk topora. Zamachnął się na dziewczynę. Zrobiła unik. Sięgnęła do przytroczonej przy pasie sakwy. Wyciągnęła gaz obezwładniający. Psiknęła nim zaskoczonemu mężczyźnie w oczy. Było to ostatnią rzeczą, której mógł się spodziewać. Kiedy wypuścił z rąk topór, wbiła mu nóż pod gardło. Trysnęła krew. Dopiero teraz Wika poczuła przerażenie. Nigdy jeszcze nikogo nie zabiła. Walcząc z obrzydzeniem wyciągnęła swój nóż. Musiała pomóc Devorowi.</p>
<p style="text-align:justify;">Łowca walczył z ojcem. Wymieniali uderzenia cios za ciosem. Żaden nie wpuszczał drugiego przez dobrze dopracowaną obronę. Walka trwała. Nie ustępowali sobie nawzajem pola. Ojciec Devora zaczął jednak odczuwać coraz silniejsze zmęczenie. W pewnym momencie król Wilhelm poczuł z tyłu głowy jakieś uderzenie. To go zdekoncentrowało. Devor wykorzystał okazję. Zaatakował stosując kombinację pchnięć i uników. Nie poddając się, próbował za wszelką cenę dosięgnąć przeciwnika. Jego ojciec przeszedł do defensywy. Z ledwością odparowywał coraz silniejsze ataki. Każdy kolejny cios nadwyrężał jego siły. Nogi uginały się pod nim, mięśnie paliły żywym ogniem, a po czole spływały obfite krople potu. Zacisnął mocniej dłoń na rękojeści, oczekując niecierpliwie kolejnego uderzenia. W końcu broń wypadła mu z ręki. Łowca pchnął mieczem między żebra. Król Wilhelm z wyrazem zdziwienia na twarzy osunął się na kolana. Devor wyciągnął miecz. Jego ojciec runął na ziemię. Łowca uklęknął przy nim. Wściekłość i adrenalina opadły. Jego oczy wilgotniały od powstrzymywanych łez.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przepraszam… za wszystko – wycharczał leżący na ziemi mężczyzna i wyzionął ducha.</p>
<p style="text-align:justify;">Wika podbiegła do Devora. Ze łzami w oczach wpadła mu w ramiona. Przytulił ją delikatnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zabiłam go – szepnęła.</p>
<p style="text-align:justify;">- Obydwoje dzisiaj zabiliśmy – powiedział z żalem. – Ale teraz musisz wziąć się w garść – dodał odsuwając od siebie dziewczynę. – Eliza potrzebuje naszej pomocy.</p>
<p style="text-align:justify;">Wika odsunęła się od niego niechętnie. Łowca podszedł do rannego draba. Bez wahania przebił go mieczem kończąc cierpienia mężczyzny. Nie było sensu go o nic pytać. Wiedział, że tamten i tak nie był w stanie mówić. Wytarł miecz i schował do pochwy. Przywołali swoje rumaki i popędzili do miejsca, w którym rozstali się z królewną i szarookim.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Vivien wypuściła Myo z klatki. Uśmiechnęła się, a grymas tego uśmiechu oszpecił jej piękną twarz. Jej migdałowe oczy błyszczały złowieszczo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Leć mały gadzie – syknęła. – Sprowadź pomoc dla swojej pani.</p>
<p style="text-align:justify;">Wróżka nie czekała na dalszą zachętę. Spojrzała na nieprzytomną królewnę i odleciała w poszukiwaniu Matthew. Odnalazła chłopaka po kilkudziesięciu minutach. Wyczerpana opadła na koński grzbiet. Z trudem chwytała powietrze. Szarooki miał ochotę nią potrząsnąć, ale bał się, ze w ten sposób niczego się nie dowie. Zmusił się, żeby cierpliwie poczekać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Eliza… jaskinia… – To wystarczyło chłopakowi. Pogonił konia do galopu. – NIEEEEE! – wydarła się Myo z całą siłą dziecięcego głosiku, na jaki było ją stać.</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew zatrzymał się niechętnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Co znowu? – syknął.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wiedźma! Ma ją wiedźma!</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki zaczął kląć. Wróżka skuliła się zasłaniając dłońmi uszy.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie mam wyjścia – powiedział w końcu cicho. – Muszę się z nią spotkać.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy szarooki znalazł się pod jaskinią, Vivien już na niego czekała. Uśmiechnęła się do niego uwodzicielsko. Nie zamierzał grać w jej grę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdzie Eliza? – warknął. – Co jej zrobiłaś?</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeszcze nic – kobieta uśmiechnęła się radośnie. Wskazała leżącą na ziemi dziewczynę. Otaczały ją jakieś czarne cienie. – Jeżeli się do niej zbliżysz, umrze. Wystarczy najlżejszy dotyk.</p>
<p style="text-align:justify;">- Czego chcesz? – zapytał wściekłym tonem.</p>
<p style="text-align:justify;">Nigdy do tej pory nie odczuwał takiego lęku jak w tej chwili. Ona po prostu nie mogła umrzeć. Nie pozwoli na to. Wiedźma wykonała niejasny gest ręką. Królewna otworzyła oczy. Spojrzała na szarookiego.</p>
<p style="text-align:justify;">„Matt…” – chłopak usłyszał w myślach.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna usiadła. Skuliła się na ziemi. Dookoła niej latały bezkształtne sylwetki, były coraz bliżej.</p>
<p style="text-align:justify;">„Eliza! Nic ci nie jest?”</p>
<p style="text-align:justify;">„Boje się…”</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak czuł jej strach. Czuł zimno i pustkę, jakie niosły ze sobą cienie. Na własnej skórze doświadczył z czym wiąże się ich dotyk. Vivien uśmiechnęła się promiennie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Doskonale to wiesz.</p>
<p style="text-align:justify;">- Skąd mam wiedzieć, że jej nie zabijesz? – szepnął.</p>
<p style="text-align:justify;">- Dam ci moje słowo. Wiesz z czym się wiąże złamanie obietnicy przez wiedźmę. Zginę rozsypując się w nicość.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zrobię co zechcesz – powiedział spokojnym już głosem. – Nie skrzywdzisz królewny i pozwolisz jej odejść.</p>
<p style="text-align:justify;">- Masz na to moje słowo. Ona mnie nie interesuje. – Roześmiała się. – I tak prędzej czy później znajdą ją i zabiją. Zsiądź z konia – rozkazała. – Teraz podejdź tu powoli – powiedziała, kiedy wykonał pierwsze polecenie. – Pamiętaj, że ona zginie, jeżeli w jakiś sposób stracę koncentrację.</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew spokojnie ruszył w jej stronę. Zatrzymał się bezpośrednio przed kobietą. Wiedźma wyjęła z sakwy strzykawkę. Podeszła do chłopaka i wbiła mu igłę w ramię.</p>
<p style="text-align:justify;">- Może to nie konwencjonalna metoda – uśmiechnęła się – ale bardzo praktyczna.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki osunął się na ziemię. Przestał cokolwiek widzieć. Nie zdawał sobie sprawy co się dzieje. Vivien odwołała cienie. Eliza siedziała skulona w jaskini. Drżała. Bliskość świata umarłych zostawiła ślad w jej umyśle. Nie była w stanie się poruszyć. Dookoła siebie wyczuwała jedynie ból i cierpienie. Wiedźma zaczęła snuć zaklęcie. Znikąd pojawiła się fioletowo-szara kula światła. Potem zaczęła rosnąć, coraz bardziej przypominając bramę. Był to portal do Doliny Cienia.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">- Patrz tam! – rzuciła Wika wskazując fioletowo–szare światło unoszące się przy skalistym pagórku.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jedziemy – warknął Devor zmuszając konia do galopu.</p>
<p style="text-align:justify;">Obydwoje popędzili do jaskini. Przed wejściem do groty otwierał się coraz większy portal. Viven pochylała się nad skulonym na ziemi szarookim. Obok na trawie leżały dwie, puste strzykawki. Chłopak czuł rozchodzący się, promieniujący po całym ciele ból. Zamknął oczy. Błagał w duchu, żeby przynajmniej Eliza była bezpieczna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Coraz bardziej podoba mi się ta technika – mruknęła, kiedy chłopak jęknął z bólu, po podanym mu narkotyku. Chwyciła go za włosy, podnosząc jego głowę wyżej, tak, żeby musiał na nią spojrzeć. – Wiesz co ci podałam? – uśmiechnęła się do niego słodko. – Pierwsze to środek zwiotczający mięśnie… – Kobieta wyprostowała się gwałtownie słysząc konie.  – Co u licha? – Spostrzegła zbliżających się jeźdźców. Zaklęła rozpoznając w jednym z nich Łowcę. – Czy ten cholerny partacz Wilhelm do niczego nie może się przydać?!</p>
<p style="text-align:justify;">Kobieta popatrzyła na bramę. Potrzebowała jeszcze tylko chwili, żeby móc się stąd wynieść. Jeźdźcy zeskoczyli z koni. Devor wyciągnął miecz.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gra skończona Vivien – warknął. – Gdzie moja siostra?</p>
<p style="text-align:justify;">Wiedźma uśmiechnęła się ślicznie. Wskazała wylot jaskini. Łowca spojrzał w tamtym kierunku. Królewna siedziała skulona na skalnym podłożu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mnie zależy tylko na tym, żeby zabrać demona. Dziewczyna jest bezpieczna. Pozwól nam odejść, a ty także pozbędziesz się swojego problemu.</p>
<p style="text-align:justify;">Jeszcze tydzień temu blondyn niechybnie skorzystałby z jej propozycji. Teraz jednak cały jego światopogląd legł w gruzach. Nic już nie było tym, czym powinno być. Nawet demony przestały w jego oczach uchodzić za zdolne jedynie do mordowania bestie. Spojrzał na skuloną sylwetkę swojej młodszej siostry, potem na leżącego na trawie szarookiego. Naprawdę zaczynał coraz bardziej lubić chłopaka. Pokręcił głową. Uniósł miecz. Stanął tak, żeby znajdować się między wiedźmą, a stworzoną przez nią bramą.</p>
<p style="text-align:justify;">- W imieniu Sojuszu Zjednoczonych Krain jesteś aresztowana za zdradę, Vivien.</p>
<p style="text-align:justify;">Wiedźma roześmiała się dźwięcznie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Skoro chcesz ze mną walczyć, niech więc tak będzie.</p>
<p style="text-align:justify;">Devor rzucił się na nią z mieczem. Tego dnia było mu już wszystko jedno, kogo jeszcze zabije. Wika ominęła ich szerokim łukiem i podbiegła do siedzącej na ziemi Elizy. Objęła ją przytulając do siebie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Liska! Liska! Nic ci nie jest? – kiedy przyjaciółka spojrzała na nią mętnym, przestraszonym wzrokiem, ta wiedziała już, że coś jest bardzo nie w porządku.</p>
<p style="text-align:justify;">Vivien była przygotowana na atak. W tym, pełnym magii świecie, umiejętności walki i runy ochronne Łowców, nie miały aż takiego znaczenia. Z ziemi przy nogach Devora błyskawicznie wyrosło mocne, kolczaste pnącze. Oplotło ręce i nogi mężczyzny. Miecz wypadł mu z dłoni. Szarpał się, próbując wydostać, jednak łodygi zaciskały się tylko coraz mocniej, a spore kolce rośliny wbijały w jego ciało. Wika zerwała się z ziemi, wypuszczając przyjaciółkę z objęć. Rzuciła się na wiedźmę. Tamta znów się roześmiała. Wojowniczą dziewczynę otoczyło zielonkawe światło.</p>
<p style="text-align:justify;">- Rusz się, a zginiesz – powiedziała cicho wiedźma. – No i po zabawie. Wracam do domu.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie zauważyła jednak małej, schowanej za czarnym rumakiem wróżki, która korzystając z ogólnego zamieszania i chaosu podfrunęła bliżej i teraz była dokładnie za plecami Vivien. Rozsypała nad jej głową złoty, migoczący proszek. Tamta zaczęła gwałtownie kaszleć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ty mała… – zamachnęła się rzucając w Myo kulą fioletowego światła.</p>
<p style="text-align:justify;">Strąciła istotkę na ziemię, ale nie zdążyła już nic więcej zrobić. Złoty proszek osiadł na jej ramionach i włosach. Jej ciało zaczęło się kurczyć i przekształcać. Chwilę później na miejscu wiedźmy stał uroczy, różowy królik o migdałowych, jasnych oczach.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Trzymające Łowcę pnącze rozsypało się na kawałki, zielone światło otaczające Wikę zniknęło. Devor upadł na ziemię. Jego biała koszula, była poprzedzierana w wielu miejscach, z małych ranek sączyła się krew. Dziewczyna podbiegła do niego pomagając mu wstać. Szarooki jęknął. Podniósł się z trudem do pozycji siedzącej. Ból, jaki odczuwał po podaniu narkotyku, palił całe jego ciało. Nie był pewien czy jest w stanie się ruszać. Za wszelką cenę starał się skupić na tyle, by dotrzeć do królewny.</p>
<p style="text-align:justify;">„Eliza” – wysłał cichą, rozpaczliwą myśl.</p>
<p style="text-align:justify;">Łowca wstał. Wolnym krokiem zbliżył się do skulonej w jaskini siostry. Podniósł ją delikatnie z ziemi i wyniósł na zewnątrz. Ułożył ją na trawie, tuż obok demona. Szarooki spojrzał na niego pytająco. Devor tylko wzruszył ramionami. Przytulił do siebie Wikę, która podeszła do nich niosąc małe, bezwładne ciałko wróżki. Matthew dużym wysiłkiem woli zdobył się na to, by położyć się koło królewny. Spojrzała na niego lekko rozmytym, nieobecnym wzrokiem. Delikatnie dotknął jej policzka.</p>
<p style="text-align:justify;">„Eliza, musisz tu wrócić” – przelał w tę myśl wszystkie swoje pragnienia i obawy. – „Proszę.”</p>
<p style="text-align:justify;">„Boję się” – usłyszał w odpowiedzi.</p>
<p style="text-align:justify;">„Jestem przy tobie, wróć do mnie, proszę.” – błagał dziewczynę rozpaczliwie.</p>
<p style="text-align:justify;">„Matt… tak bardzo mi zimno… tu niczego nie ma…”</p>
<p style="text-align:justify;">„Dlatego właśnie musisz wrócić, kocham cię, nie zostawiaj mnie, proszę.” – przysunął się do niej bliżej, objął ją ramieniem.</p>
<p style="text-align:justify;">Odetchnął z ulgą, kiedy dziewczyna odwróciła się na bok i wtuliła twarz w jego koszulę. Potem sam, wyczerpany działaniem narkotyków, osunął się w nicość.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Sylwia siedziała przy łóżku szarookiego. Uśmiechnęła się do chłopaka, kiedy otworzył oczy. Gwałtownie usiadł. Zakręciło mu się w głowie. Chwycił dziewczynę za ręce.</p>
<p style="text-align:justify;">- Gdzie Eliza? – warknął ostro.</p>
<p style="text-align:justify;">- Uspokój się – powiedziała tamta rozbawionym głosem. – Nic jej nie jest. Śpi.</p>
<p style="text-align:justify;">Chłopak odetchnął głęboko i opadł na poduszki. Z powrotem zapadł w sen.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Matthew spał bardzo niespokojnie, budził się co kilka godzin. Gorączkował. Kiedy otworzył oczy zobaczył swoją królewnę. Siedziała na dywanie przy jego łóżku. Głowę miała opartą na swoich ramionach. Oddychała spokojnie. Spała. Uśmiechnął się łagodnie na ten widok. Wyciągnął rękę i dotknął jej jasnych włosów. Chciał sprawdzić, czy na pewno jest rzeczywista i realna.  Odwrócił się na bok, żeby móc na nią wygodnie popatrzeć.</p>
<p style="text-align:justify;">- Kocham cię – wyszeptał, zanim ponownie zapadł w sen.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Po komnacie księcia kręciło się coraz więcej ludzi. Miał tego serdecznie dość. Chciał, żeby się stąd wynieśli. Właściwie zależało mu na towarzystwie tylko jednej osoby, a jak na złość, jej właśnie tu nie było. Siedział podparty dużą ilością poduszek. Miał ochotę już wstać, ale kiedy spróbował, jego mięśnie odmówiły posłuszeństwa. Potem przyszła długa reprymenda od Sylwii. Więcej już tego nie próbował. Do pokoju weszła Eliza. Prowadziła za rączkę małą, około pięcioletnią dziewczynkę. Dziecko wyglądało jak niemal idealna, tylko młodsza, kopia jej samej. Matthew zdumiony wytrzeszczył na nie oczy. Obie uśmiechnęły się do niego promiennie. Królewna usiadła na brzegu łóżka, sadzając sobie dziewczynkę na kolanach.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jak się czujesz? – zapytała przyglądając mu się uważnie.</p>
<p style="text-align:justify;">- Mam tego wszystkiego serdecznie dosyć – jęknął. – Kto to? – spytał wskazując na złotowłosą pięciolatkę.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie poznajesz? – zdziwiła się Eliza.</p>
<p style="text-align:justify;">Pokręcił głową. Mała wystawiła do niego język.</p>
<p style="text-align:justify;">- Myo? – spytał zdziwiony, pierwszy raz używając imienia wróżki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zgadłeś – uśmiechnęła się do niego szczerząc w uśmiechu drobne ząbki.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ale jak? – nie bardzo rozumiał chłopak.</p>
<p style="text-align:justify;">Pamiętał tylko jak wróżka zaatakowała wiedźmę, potem upadła na ziemię uderzona fioletowym światłem. Sam zresztą nie był wtedy za bardzo przytomny.</p>
<p style="text-align:justify;">- Wróżki nie da się zabić – powiedziała cicho Eliza – sama musi chcieć przestać istnieć. Myo nie chciała. Przez magię Vivien nie miała już jednak pyłu na skrzydełkach. Przestała być magicznym stworzeniem. Zmieniła się w dziecko. Teraz jest po prostu zwyczajnym człowiekiem.</p>
<p style="text-align:justify;">Szarooki uśmiechnął się krzywo.</p>
<p style="text-align:justify;">- Taka mi się bardziej podoba. Nie lubiłem tego jej magicznego pyłu.</p>
<p style="text-align:justify;">- Naprawdę? – spytała nieśmiało dziewczynka.</p>
<p style="text-align:justify;">- Przynajmniej już nie jesteś taka strasznie brzydka – odpowiedział z drwiącym uśmieszkiem błąkającym się w kącikach ust.</p>
<p style="text-align:justify;">Zachichotała. Zsunęła się z kolan Elizy i zbliżyła po łóżku do na wpółleżącego chłopaka. Wyciągnął do niej ręce. Przytuliła się do niego nieśmiało. Objął ją i delikatnie pogładził jej złote włosy.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">- Naprawdę musisz jechać? – spytała cicho Eliza.</p>
<p style="text-align:justify;">- Tak – odparł Devor. – Mój ojciec nie żyje. Ktoś musi przekazać tą informację. Nie mogę zostawić Terony królowej Milenie. Ludzie za bardzo by na tym ucierpieli.</p>
<p style="text-align:justify;">Stali na zamkowym dziedzińcu. Osiodłane konie czekały gotowe do drogi.</p>
<p style="text-align:justify;">- Więc przestaniesz być Łowcą i zostaniesz królem? – uśmiechnęła się do niego smutno.</p>
<p style="text-align:justify;">- Na to wygląda – odpowiedział smętnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna wiedziała, że jej brat wcale nie jest zachwycony tą perspektywą. Po prostu nie widział innego wyjścia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Jeżeli chcesz pożyczę ci na trochę Falghara, mojego zarządcę. Jest naprawdę świetny w tym co robi. – Wtrącił się, stojący za Elizą, Matthew. – O nic nie muszę się martwić.</p>
<p style="text-align:justify;">Devor uśmiechnął się do niego krzywo. Zawarli z szarookim niepisany rozejm. Nie byli może najlepszymi przyjaciółmi, ale przestali skakać sobie do gardeł.</p>
<p style="text-align:justify;">- Ruszajmy już – wtrąciła się niecierpliwie Wika. – Chcę polatać.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nawet wy mnie zostawiacie – zwróciła się do przyjaciółek królewna.</p>
<p style="text-align:justify;">- Zawsze możesz jechać z nami – uśmiechnęła się do niej, stojąca przy jabłkowitej klaczy z dziwnymi, ziejącymi pustką oczodołami, Sylwia.</p>
<p style="text-align:justify;">- Nie, nie mogę – odpowiedziała cicho Eliza, przysuwając się bliżej do szarookiego.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziewczyna uściskała przyjaciółki na pożegnanie. Pocałowała brata w policzek. Cała trójka dosiadła demonicznych koni i wzbiła się w niebo.</p>
<p style="text-align:justify;">~ ♣ ~ ♣ ~ ♣ ~</p>
<p style="text-align:justify;">Był jasny, słoneczny dzień. Zbliżał się koniec lata. Kwitnące wrzosy zachwycały swoim pięknem. Myo leżała zwinięta w kłębek na kocu. Spała. Eliza stała, zanurzona po pas, w niewielkim, urokliwym jeziorku. Woda była tam na tyle przezroczysta, że widziała, maleńkie, pływające pod powierzchnią różnobarwne rybki. Matthew podpłynął do niej ochlapując ją wodą. Pisnęła. Chłopak chwycił ją w pasie obejmując od tyłu ramionami. Stanęła opierając się o niego ufnie. Zadowolony zamruczał jej do ucha. Między nimi znów wszystko było dobrze.</p>
<p style="text-align:justify;">„Kocham cię” – wysłała szarookiemu nieśmiałą myśl.</p>
<p style="text-align:justify;">„Ja ciebie też” – odpowiedział, a jego duszę wypełniała bezgraniczna radość.</p>
<p style="text-align:justify;">„Co zrobimy teraz?” – spytała, ciągle mówiąc w myślach, żeby nie zbudzić spokojnie śpiącej nieopodal Myo</p>
<p style="text-align:justify;">„Położymy się na kocu?” – spytał rozbawiony.</p>
<p style="text-align:justify;">„Wiesz, że nie o tym mówię” – zganiła go dziewczyna.</p>
<p style="text-align:justify;">Podsunął jej kilka różnego rodzaju ciekawych obrazów ze swojego umysłu. Dziewczyna zarumieniła się uroczo.</p>
<p style="text-align:justify;">„Matt…”</p>
<p style="text-align:justify;">Westchnął.</p>
<p style="text-align:justify;">„Zrobimy co zechcesz” – odpowiedział. – „Wiesz, wcale nie musimy tu zostawać… Falghar naprawdę doskonale sobie radzi. Inni zresztą też. Mam całkiem przyjemne mieszkanie na dwunastym piętrze wieżowca w trójmieście…”</p>
<p style="text-align:justify;">Królewna odwróciła się do niego i oplotła jego szyję ramionami. Wspięła się na palce całując go w usta. Namiętnie odwzajemnił jej pocałunek. Przez myśli dziewczyny przemknęły różne emocje. Wiedział, że jest teraz absolutnie szczęśliwa. Sam też tak się czuł.</p>
<p style="text-align:justify;">„Cudowna perspektywa.” – oznajmiła mu zadowolona.</p>
<p style="text-align:justify;">„Wszystko jeszcze przed nami. Mamy dla siebie całe życie.” – odparł z szerokim uśmiechem na twarzy.</p>
<p style="text-align:justify;"><em><br />
</em></p>
<p style="text-align:justify;"><em>THE END</em></p>
<br />Filed under: <a href='http://shysquirrel.wordpress.com/category/opowiadania/'>Opowiadania</a>  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/shysquirrel.wordpress.com/3624/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/shysquirrel.wordpress.com/3624/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/shysquirrel.wordpress.com/3624/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/shysquirrel.wordpress.com/3624/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/shysquirrel.wordpress.com/3624/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/shysquirrel.wordpress.com/3624/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/shysquirrel.wordpress.com/3624/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/shysquirrel.wordpress.com/3624/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/shysquirrel.wordpress.com/3624/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/shysquirrel.wordpress.com/3624/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/shysquirrel.wordpress.com/3624/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/shysquirrel.wordpress.com/3624/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/shysquirrel.wordpress.com/3624/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/shysquirrel.wordpress.com/3624/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=shysquirrel.wordpress.com&amp;blog=12791217&amp;post=3624&amp;subd=shysquirrel&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://shysquirrel.wordpress.com/2012/02/16/cztery-swiaty-czesc-i-fantastyka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:thumbnail url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/moonlight-lady-26.jpg?w=150" />
		<media:content url="http://shysquirrel.files.wordpress.com/2012/02/moonlight-lady-26.jpg?w=150" medium="image">
			<media:title type="html">moonlight lady (26)</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/4389fefa70bebdb3abb053132ed6a696?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">shysquirrel</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
